Rozdział 3 – Akademia
by Vicky
Monitory, kamery, różne skomplikowane urządzenia, kilka osób w białych fartuchach, parę obojętnych pozdrowień, świadczących o tym, że znają tu Sarę i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ani jednego z pilnujących akademii żołnierzy. Minęłyśmy po drodze kilka pomieszczeń, aż w końcu weszłyśmy do tego na końcu korytarza. Była to wielka, sterylnie czysta sala, z różnymi, dziwnymi przedmiotami w środku. Nikogo w niej nie było. Sara nie zatrzymując się przeszła przez pomieszczenie i otworzyła znajdujące się po drugiej stronie, niepozornie wyglądające drzwi. Wspięłyśmy się kilka stopni po schodach i znalazłyśmy się w pomieszczeniu kontrolnym, z kilkoma ekranami, komputerem i skomplikowanym pulpitem. W biurowym fotelu na kółkach z wysokim oparciem siedziała szczupła, dojrzała kobieta o latynoskiej urodzie – czarne, proste włosy, drobna sylwetka, oliwkowa skóra. Wyglądała jednak na bardzo bladą i zmęczoną.
– Sara! – podniosła się z fotela, uśmiechając radośnie. Moja przyjaciółka objęła ją ramionami. Były tego samego wzrostu.
Potem kobieta przeniosła wzrok na mnie. Jej oczy otworzyły się bardzo szeroko. Wpatrywała się we mnie oniemiała, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
– Marry – zaczęła Sara, wymawiając imię z radosnym uwielbieniem – chciałam ci przedstawić moją przyjaciółkę, Emily.
– Dzień dobry, nazywam się Emily Morrington – zaczęłam swoje, ale ona już była przy mnie, tym razem mnie do siebie przytulając.
– Och, tak się cieszę, że Charles cię tutaj przysłał! – wykrzyknęła pełnym wzruszenia głosem, a ja zdziwiłam się słysząc imię mojego ojca. – Już od dawna marzyłam o tym, żeby cię poznać! Tyle mi o tobie opowiadał!
Marry – Marry Ann? Czyżby kochanka mojego ojca o której ja nic nie wiedziałam? Ona chyba jednak co nieco wiedziała o mnie…
– Cudownie, że zaprzyjaźniłaś sie akurat z córką Charlesa – zwróciła się pogodnie do Sary.
Sara przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, ale moment później już odwzajemniała radosny uśmiech.
– Miło mi panią poznać – powiedziałam próbując poskładać fragmenty tej łamigłówki.
– Mów mi Marry – poprosiła wciąż z tym wesołym uśmiechem. – Jeżeli będziesz czegokolwiek potrzebowała, zawsze mnie tutaj znajdziesz – dodała tym razem jakby nieco smutniejąc.
– Dziękuję – odpowiedziałam wpatrzona w rozświetlone ekrany, na których przelatywały niezrozumiałe dla mnie dane.
– Marry, Emi bardzo interesuje się projektem – odezwała sie Sara. Nie miałam pojęcia jak do tego doszła, ale faktycznie miała rację. Ze względu na nią i na Alexa „projekt” intrygował mnie coraz bardziej. – Czy mogłaby razem z tobą obejrzeć moje sny? – wypowiedziała kolejne, zaskakujące dla mnie zdanie.
Kobieta przez chwilę przyglądała się nam uważnie. Zastanawiała się na czymś.
– Myślę, że to bardzo dobry pomysł – stwierdziła w końcu. – Emily, przyjdź do mnie w niedzielę koło południa. Czy potrzebujesz karty do laboratorium?
Przecząco pokręciłam głową. Nie wiedziałam co mi proponują, ale już na samą myśl czułam ekscytację.
– Wydaje mi się, że moja karta powinna tutaj działać – oznajmiłam. – Dziękuję za zaproszenie, na pewno przyjdę.
Obie obdarzyły mnie szerokimi uśmiechami, a mnie uderzyło ich nietypowe podobieństwo. Czyżby w jakiś sposób były spokrewnione? Czy to w ogóle możliwe? Postanowiłam, że w niedzielę zapytam o to Marry, póki co zbyt wiele się działo i nie chciałam przez przypadek sprawić przykrości Sarze. Gdy opuszczałyśmy laboratorium, mój wzrok przykuł jeden z umieszczonych nieopodal windy ekranów. Zdałam sobie sprawę, że jest to widok z kamer na wyższe piętra – więc jednak posiadali tu jakiś system ochrony. Na jednym z monitorów zobaczyłam Daniela. Serce podeszło mi do gardła. To co widziałam zdecydowanie bardzo mi się nie spodobało. Podeszłam bliżej, a Sara była tuż za mną. Daniel, Markus i trzeci chłopak, którego imienia nie pamiętałam, w brutalny sposób przytrzymywali jednego z nastolatków z mojej grupy. Czwarty z nich, Andre, uderzył go w brzuch. Po chwili popchnęli gdzieś swoją ofiarę i zniknęli z widoku kamery.
– Czy to miał na myśli Niko? – spytałam wściekłym głosem, wkurzona na Daniela, że coś takiego robi i na siebie, że do tej pory o tym nie wiedziałam.
Sara chwyciła moją dłoń.
– Nie przejmuj się Emi, oni tak zawsze traktują koty – wyjaśniła cicho. – Nic mu nie zrobią.
– Za to ja mam ochotę coś zrobić Danielowi – mruknęłam.
Ścisnęła mocniej moją rękę.
– Proszę, nie mów mu, że to widziałaś. Jak to wytłumaczysz? – spytała, gdy na nią spojrzałam. – Przecież gdybyś była tam na korytarzu, to któryś z nich by cię zauważył, prawda?
Nie chciałam się kryć ze swoją irytującą wiedzą i tym jak bardzo byłam wkurzona, ale Sara była wyraźnie zaniepokojona. Postanowiłam, że odpuszczę, przynajmniej na razie.
– Dobrze – westchnęłam. – Nie dam po sobie poznać, że cokolwiek widziałam, a przynajmniej spróbuję.
Wiedziałam, że to będzie trudne, bo naprawdę mocno gniewałam się na Daniela i oczywiście chciałam zażądać od niego, żeby natychmiast takich zabaw zaprzestał. Wątpiłam jednak, żeby w jakimkolwiek stopniu obchodziło go moje zdanie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tym razem nie musiałam czekać, ponieważ kiedy przyszłam, on już tam był. Właściwie to chyba nawet byłam nieco spóźniona – wizyta w laboratorium trwała w sumie niemalże pełną godzinę. Kiedy jednak zobaczyłam jego zimne spojrzenie, cała radość wyparowała. Zaczęłam wątpić w to czy w ogóle powinnam była przyjść. Wtedy jednak Alex wstał z ławki, którą zajmował i podszedł do mnie.
– Czytasz okropną literaturę – stwierdził, podając mi książkę, którą kilka dni wcześniej wyrwał mi z ręki.
Byłam przekonana, że czerwienię się wściekle. Oczywiście to musiał być właśnie romans, choć tak naprawdę, w porównaniu do innych powieści, niewiele ich czytywałam. Zabrałam mu moją zgubę.
– Dobrze wiedzieć – warknęłam w odpowiedzi, ukrywając swoje zażenowanie.
Roześmiał się. Jego spojrzenie na moment złagodniało, po chwili jednak wzrok chłopaka powędrował w zupełnie innym kierunku. Przez chwilkę nasłuchiwał, po czym zaklął cicho.
– Chodź, znowu tu są – chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Posłusznie pobiegłam za nim. Nie kierował się jednak ani ku altance, ani ku bramie do ogrodu. Przedarliśmy się przez krzewy róż i znaleźliśmy się pod murem akademii. Teraz i ja usłyszałam głosy. Ktoś się do nas zbliżał. Alex jednak nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego. Nie puszczając mojej ręki po cichu przeszedł kilka kroków. Za jednym z gęstych, kolczastych krzaków znajdowała się wnęka okienna. Nie była zbyt wysoko i na dodatek okno było otwarte. Ku mojemu zdumieniu chłopak objął mnie, a potem podsadził na parapet. Kiedy znalazłam się w środku sam szybko się podciągnął i zamknął okno. Uśmiechał się niczym mały chłopiec, który coś właśnie zbroił.
– Tym razem się przygotowałeś? – spytałam również rozbawiona.
Wzruszył ramionami.
– Trzeba uczyć się na błędach – oznajmił swobodnie.
Czy on od samego początku był taki rozbrajający? Nie mogłam pozbyć się pragnienia, żeby objął mnie jeszcze raz, chociaż przez krótką chwilę.
– To gdzie teraz pójdziemy? – spytałam siląc się na lekki ton. Nie chciałam, żebyśmy się tak szybko rozstali.
Mogłabym przysiąc, że psotne iskierki zatańczyły w jego niebieskich oczach.
– Znam takie jedno miejsce – stwierdził obojętnie. – Chodź!
Kiedy wziął mnie za rękę, mogłam myśleć tylko o tym, że znowu to zrobił. Czułam się jak idiotka. Zdecydowanie brakowało mi doświadczenia w kontaktach z chłopakami. Akademia była prawdziwym labiryntem. Tym razem podążałam za Alexem krętymi, bocznymi korytarzami, aż na wąską klatkę schodową. Tam poprowadził mnie kilka pięter w górę, aż kamienne schody zmieniły się w bardzo strome i drewniane. Byliśmy pod samym dachem. W drzwiach, które otworzył chyba wyłamał zamek. Weszliśmy do sporego, zagraconego meblami pomieszczenia. Pod jedną ścianą stała stara szafa, skrzynie i łóżka, bliżej niewielkich, połaciowych okien w stertach poustawiane były różnego rodzaju krzesła. Nie było tu pajęczyn ani kurzu, ale też nie wyglądało na to, że ktoś codziennie tu sprząta. Usiedliśmy na jednej ze skrzyń, odrobinę schowani za szafą. Alex puścił moją dłoń, jakby dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w ogóle ją trzyma.
– Jakie masz jeszcze dla mnie niespodzianki? – spytałam, żeby przerwać niezręczną ciszę.
– Dlaczego przyszłaś, Emily? – bardziej zdziwił mnie jego poważny ton niż to, że znał moje imię. – Nikt ci nie mówił, że nie powinnaś?
– Nie należę do osób, które słuchałyby innych – stwierdziłam nieco ponuro.
– Może czasami powinnaś? – zasugerował. – Nie jesteś ze mną bezpieczna.
Kiedy on znalazł się tak blisko mnie? Dlaczego znów czułam to cholerne napięcie? W moim wnętrzu kotłowało się stado wściekłych motyli.
– Planujesz mnie skrzywdzić? – spytałam podświadomie wiedząc, że nie to miał na myśli.
Nie odpowiedział. Znalazł się jeszcze bliżej. Czułam ciepło jego oddechu.
– Dlaczego ty? Co jest w tobie takiego wyjątkowego? – wyszeptał, wyraźnie również nie oczekując odpowiedzi.
– Alex, ja… – zaczęłam cicho, nie do końca wiedząc co chciałabym powiedzieć.
– Ciii… – przerwał mi stanowczo i najwyraźniej on dokładnie wiedział czego chce i po co tu jesteśmy.
Jego usta znalazły się jeszcze bliżej, jego wargi dotknęły moich warg, ledwo je muskając. Czułam, że zwariuję, jeżeli natychmiast nie dostanę więcej. Potrzebowałam go jak powietrza. Oplotłam ramionami jego szyję i przyciągnęłam go do siebie. Inne przyzwolenie było mu zbędne. Jedna z jego rąk oplotła moją talię, drugą wsunął pod moje rozpuszczone włosy. Pocałunek stał się głębszy, mocniejszy, prawdziwszy. Odwzajemniłam go zachłannie, czując już w ustach jego język. Zamknęłam oczy. Cały świat przestał istnieć, był tylko Alex i ja i bliskość między nami. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zaczęło brakować nam tchu, a i to tylko na kilka sekund. Nie byłam w stanie myśleć. Płonęłam. Delikatnie, ale stanowczo podniósł mnie odrobinę i posadził sobie na kolanach. Oplotłam go w pasie nogami. Obejmował mnie mocno, zupełnie jakby już nigdy nie chciał wypuścić mnie z ramion. Nie przerywaliśmy całowania. To było coś tak niesamowitego… nierealnego… najcudowniejsza chwila w całym moim życiu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nie miałam pojęcia jak długo siedzieliśmy już na strychu, ale ani odrobinę nie chciałam, żeby ten czas dobiegł końca. Całowanie się z Alexem było nie do opisania. Jego bliskość działała na mnie jak narkotyk. Kiedy w pewnym momencie gwałtownie mnie od siebie odsunął, mimowolnie wydałam z siebie pełen protestu jęk.
– Cicho – syknął, patrząc uważnie w kierunku drzwi.
Wiedziałam już, że słyszy znaczne lepiej ode mnie, więc natychmiast zamilkłam. Pociągnął mnie za rękę w kierunku szafy i praktycznie wepchnął do środka.
– Nie wychodź – szepnął niemalże bezgłośnie. – Nie ważne, co się będzie działo, masz być schowana – rozkazał i nie czekając na odpowiedź starannie zamknął drzwi.
Chciałam zaprotestować, ale musiałam mu przyznać rację. On sam będzie miał zapewne kłopoty, ale jeżeli ktoś znajdzie nas razem, będą one znacznie poważniejsze. Przez szparę w drzwiach widziałam jedynie wąski pasek pomieszczenia. Alex stanął na środku, szykując się na nieuchronne spotkanie.
– Powinieneś sobie znaleźć lepszą kryjówkę – zaniepokojona usłyszałam znajomy, drwiący głos Daniela.
Nie był sam. Towarzyszyły mu głośne kroki. Nie jego się tutaj spodziewałam. Jeszcze parę dni wcześniej z pewnością bym się mu pokazała, wierząc, że wszystko będzie w porządku i on to jakoś rozwiąże, ale nie dzisiaj. Nie po tym co słyszałam od Niko i sama widziałam na nagraniu z kamer.
– Czego chcecie? – zapytał chłodno Alex.
– Brakuje nam rozrywki, a ty znowu sprawiasz kłopoty – wyjaśnił rozbawiony głos Markusa.
Kiedy podeszli do Alexa, zamknęłam oczy. Miałam ochotę krzyczeć, ale nie byłam głupia i ani trochę już nie ufałam Danielowi. Milczałam, nie chcąc bardziej zaszkodzić. Hałas, chwila szamotaniny i kilka głośnych przekleństw. Przez chwilę uwierzyłam, że Alex sobie z nimi poradzi. Byli naprawdę dobrze wyszkoleni, ale widziałam przecież do czego ON był zdolny. Otworzyłam oczy. Na chwilę oślepił mnie błysk zielonego światła. Alex leżał na podłodze. Jeden z nich mocnym kopnięciem uderzył go w żebra. Potem kolejny i następny. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że zaczęłam drżeć. Na policzku poczułam ciepłe łzy. Skuliłam się jeszcze bardziej, obejmując głowę ramionami. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać co będzie, jeżeli się zdradzę. Gdy nagle wszystko ucichło, głos Daniela odczułam niczym cios, idealnie wymierzony we mnie.
– Masz już dość? – gdy ośmieliłam się spojrzeć, zobaczyłam, że nogę trzyma na karku Alexa. – Wyliżesz mi buty, to może ci odpuścimy…
Daniel bawił się myśliwskim nożem. Nie miałam pojęcia jak ten chłopak mógł mi się kiedykolwiek podobać. Jakim cudem mogłam cokolwiek do niego czuć?
– Wal się! – wydusił z siebie leżący twarzą do podłogi Alex.
Nie chciałam tego oglądać, nie chciałam tu być, a już z pewnością nie chciałam, żeby to się działo. Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymywałam się od płaczu, który z pewnością zdradziłby im moją obecność.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Głupie kilkanaście minut ciągnęło się w nieskończoność. Nie chciałam czekać, jednak rozumiałam dlaczego nie pozwolił mi iść razem z nim. Wyglądał koszmarnie, ale trzymał się na nogach. Gdy wiedziałam, że już dłużej nie wytrzymam, po prostu poszłam do jego pokoju. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Alex stanął w progu łazienki. Nie zwróciłam uwagi na siniaki, zadrapania, nawet na to, że był wilgotny i miał na sobie jedynie bokserki. Po prostu, sama nawet nie wiem jak, znalazłam się tuż przy nim i się do niego przytuliłam. Przez chwilę w ogóle nie zareagował, a potem objął mnie ramionami, przyciskając do siebie. Przylgnęłam do niego jeszcze bardziej.
– Nic ci nie jest? – odsunęłam się odrobinę, by móc na niego spojrzeć.
Mój wzrok powędrował w kierunku jego ramienia, na którym przecież powinien być opatrunek. Nie było tam nawet szwów, tylko cienka, nieco nierówna blizna. Zauważył na co patrzę. Na jego ustach zagościł nieco ironiczny, lekki uśmiech.
– Nie martw się, szybko się goję – mruknął, ponownie mnie przytulając. Oparł brodę o moje włosy. Sięgałam mu zaledwie do ramienia.
– Jestem dla ciebie za niska – oznajmiłam cicho, nie zdając sobie sprawy, że moją absurdalną myśl wypowiadam na głos.
Roześmiał się. Byłam przekonana, że okropnie się rumienię, dlatego jeszcze bardziej wtuliłam twarz w jego tors. Podniósł mnie, obejmując ramionami w talii.
– Jesteś w sam raz – stwierdził wciąż rozbawiony.
Objęłam go nogami w pasie. Całował mnie przez chwilę, a potem zaniósł do łóżka. Przekręcił klucz w drzwiach i wrócił do mnie. Położył się za moimi plecami i przykrył nas kołdrą. Jego ręka znalazła się pod moją głową, obejmował mnie ramionami, twarz wtulił w moje włosy. Nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek mogłoby mi być tak przyjemnie i wygodnie. Z trudem przełknęłam ślinę, dopiero teraz z pełnią świadomości zdając sobie sprawę, że Alex ma na sobie jedynie same bokserki. Aż nazbyt podobał mi się dotyk jego odsłoniętej skóry. Jego usta dotknęły mojej szyi, policzka, ucha. Poczułam jak unosi moją bluzkę, a jego dłoń wślizguje się pod materiał, dotykając nagiej skóry mojego brzucha. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, tak, że leżeliśmy szczelnie w siebie wtuleni, jakby wreszcie połączyły się dwa kawałki jednej całości. Alex nie był grzecznym chłopcem, któremu wystarczyłyby same pocałunki, ale w tym momencie i ja nie tylko tego chciałam. Było tak cudownie… W myślach błagałam, żeby posunął się jeszcze chociaż o krok dalej. To już nie było pragnienie zrobienia tego, co robiły dziewczyny na amerykańskich filmach. Już nie szukałam nieznanych mi doświadczeń. Chciałam tylko i wyłącznie Alexa.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi i gwałtowne poruszenie Alexa. Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęliśmy. Spojrzałam na niego pytająco.
– Zaspałem – szepnął cicho, z wyraźną irytacją.
Gestem wskazał na łazienkę, a ja szybko wyskoczyłam z łóżka. Cudownie! Znowu musiałam się chować, nie mając nawet pojęcia przed kim. Nie zdążyłam domknąć drzwi, więc uznałam, że lepiej je tak zostawić. Do środka weszło dwoje ludzi, żołnierz i mężczyzna w medycznym fartuchu. Ten drugi zmierzył Alexowi ciśnienie, zadał chłopakowi parę rutynowych pytań i sporządził kilka notatek. Potem zrobili mu zastrzyk w ramię i sobie poszli. Stałam niezdolna się poruszyć, bo byłam prawie pewna, że rozpoznałam fiolkę z tajemniczym, niebieskawym płynem. Miałam nadzieję, że jestem w błędzie. To było jeszcze w czasach, kiedy pytałam ojca o różne rzeczy, licząc na to, że mi odpowie. Badania, których celu zupełnie nie rozumiałam. Silnie uzależniający narkotyk, którego działanie nie miało żadnych skutków ubocznych. Po prostu uzależniał i tyle. Gdy zapytałam ojciec jedynie wzruszył ramionami, mówiąc, że kiedyś z pewnością się przyda.
– Dlaczego ci to podali? – zapytałam, kiedy do mnie podszedł.
Uśmiechnął się gorzko, a jego uśmiech nie objął oczu.
– Wszystkim to podają – wzruszył ramionami.
– Dlaczego podają wam narkotyki? – spytałam inaczej.
Nie był zdziwiony, że domyślam się co to było, po prostu przyjął ten fakt do wiadomości.
– Wymyślili sposób, żebyśmy nie próbowali uciekać. Gdyby tego nie zrobili, zapewne większości z nas już dawno by tu nie było.
Wzdrygnęłam się. Sama myśl, że ktoś mógłby w ten sposób działać była dla mnie nie do pojęcia. Alex objął mnie ramionami, przyciągając do siebie. Wtuliłam się w niego ufnie, marząc by choć przez chwilę poczuć się jak beztroska, mała dziewczynka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nie potrafiłam bez gniewu spojrzeć Danielowi w oczy, więc nie patrzyłam na niego wcale. Wiedziałam jednak, że uśmiecha się tak samo wesoło i beztrosko jak zawsze. Był również tak samo czarujący jak zawsze i gdybym nie widziała tego na własne oczy, nigdy nie uwierzyłabym w to co zrobił. Mimo tego siedziałam obok niego, spokojnie jedząc swoje śniadanie. Coś jednak w rogu sali przyciągnęło mój wzrok. Alex. Nigdy wcześniej nie widziałam go w stołówce. Teraz siedział z kilkoma innymi chłopakami i chociaż na mnie nie patrzył, czułam, że mnie obserwuje. Coś ścisnęło mnie w środku. Całą sobą zapragnęłam znaleźć się bliżej niego, ale nic dobrego by z tego nie wyniknęło. Była niedziela. Umówiliśmy się późnym popołudniem w „naszym” ogrodzie i wiedziałam, że będę musiała cierpliwie poczekać. Koło południa obiecałam towarzyszyć Sarze podczas „testów snów” cokolwiek by to nie oznaczało i musiałam iść z nią do laboratorium. Miałam też ochotę porozmawiać z Mary Ann, licząc, że może dowiem się nieco więcej zarówno na temat eksperymentów jak i mojego ojca. O wyznaczonej godzinie zjechałam windą na dół. Gdy weszłam do pomieszczenia Mary Ann, kobieta przywitała mnie wesołym uśmiechem.
– Co będziesz robiła? – zapytałam ciekawie.
– Widzisz te monitory? – wskazała na sąsiednie ekrany. – Tu będzie można zobaczyć projekcje snów Sary, a konkretnie koszmarów – skrzywiła się nieco. – Rząd chce kontrolować psychikę dzieciaków, nie tylko ich fizyczną formę.
– I potraficie je zobaczyć? – to było niesamowite.
Skinęła głową.
– Służą do tego pewne urządzenia, nie zawsze jednak jest to wyraźny obraz.
Przez znajdujące się nad pulpitem szyby widziałam wnętrze laboratorium, do którego weszła Sara w towarzystwie jakiejś nieznajomej kobiety, z ubioru sądząc również naukowca. Moja przyjaciółka nie wyglądała na zaniepokojoną. Usiadła w wygodnym, przypominającym nieco dentystyczny, fotelu, odchylając się do tyłu.
– Jaka jest twoja rola w tym całym eksperymencie? – zapytałam nagle ośmielona tak ciepłym i przyjaznym zachowaniem Mary Ann.
– Masz na myśli Sarę? – spytała, ku mojemu zaskoczeniu nieco się rumieniąc.
– Tak i pozostałych – dodałam.
– To było… – zaczęła powoli, ale potem przerwała, zmieniając koncepcję. – Nadzoruję projekt od samego początku. Wtedy wydawał się genialnym pomysłem, a my nie wzięliśmy pod uwagę konsekwencji.
– Co masz na myśli? – ze zgromadzonych przeze mnie informacji wywnioskowałam, że cały „eksperyment” był dwuznaczny już od zarania samej idei.
– Nie sądziliśmy, że armia będzie chciała wszystko tak bardzo kontrolować – wyznała.
No tak… to miało sens. Genialni naukowcy zawsze bywają naiwni. Jak w filmach.
– Masz tyle pracy, że w ogóle stąd nie wychodzisz? – zmieniłam temat.
Roześmiała się. Bardzo smutno.
– Więc ojciec ci nie powiedział? – spytała nagle pochmurniejąc.
– W ogóle mi o tobie nie mówił – zdecydowałam się wyznać jej prawdę. W końcu ona była ze mną szczera (chyba).
Nie była zdziwiona. Przytaknęła.
– Nie dziwię się mu, że nie chciał, żebyśmy się poznały. Cieszę się jednak, że tak się stało. Twój ojciec jest moim najstarszym przyjacielem, a wcześniej… przez wiele, wiele lat przyjaźniłam się z twoją matką… – pomyślałam, że nic nie zaskoczy mnie bardziej, ale ona bardzo szybko zdmuchnęła tą myśl. – Jestem chora – wyznała. – To złośliwy nowotwór – nie wyglądała na chorą, może nieco bladą… przyjrzałam jej się uważnie. Uśmiechnęła się słabo. – W laboratorium wytwarzane jest promieniowanie, które zatrzymuje chorobę w danym stadium rozwoju, jest jednak coraz słabsze. Niegdyś nie mogłam opuszczać wyspy, później budynku akademii, teraz, jeśli chcę jeszcze trochę pożyć, mogę przebywać wyłącznie na terenie laboratorium.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Mary Ann nie powiedziała nic więcej. Nie musiała. To było i tak zbyt wiele. Nie wiedziałam co mogłabym jej odpowiedzieć, na szczęście niezręczny moment przerwały pojawiające się na ekranach obrazy. Przedstawiały głęboko ukryte lęki Sary. W większości były dość standardowe. Pająki, ciemności, niechęć do ośmieszenia się przed rówieśnikami. Moja przyjaciółka jednak bała się również testów, którym poddawani byli inni, tacy jak ona. Nie dorównywała im fizycznie pod żadnym względem i doskonale o tym wiedziała. Nie brała udziału w tego typu ćwiczeniach, ale wciąż tkwiła w niej obawa, że pewnego dnia ktoś ją do tego zmusi.
– To się nie stanie, prawda? – zapytałam z pewną obawą.
Marry Ann przecząco pokręciła głową.
– Nigdy bym do tego nie dopuściła – stwierdziła stanowczo.
– Czemu Sara jest inna? – odważyłam się zapytać.
Kobieta uśmiechnęła się ciepłym, jasnym uśmiechem.
– Nigdy nie miała brać udziały w projekcie – oznajmiła, a ja poczułam, że w tej chwili nie dowiem się niczego więcej.
Obrazy na ekranach zniknęły, a Sara usiadła. Chciałam pożegnać się z moją gospodynią i do niej dołączyć, ale wtedy do laboratoryjnego pomieszczenia pewnym krokiem wszedł Alex. Zamarłam tam gdzie stałam. Zamienił się z Sarą miejscami, a ona spłoszona uciekła.
– Czy mogę zostać popatrzeć? – zapytałam, starając się by nie brzmiało to jak błaganie.
Marry Ann obojętnie skinęła głową. Najwyraźniej nie robiło jej to większej różnicy. Po chwili ekrany ożyły, a ja wpatrywałam się w nie zachłannie. Gdy jednak na jednej z rozmazanych wizji rozpoznałam siebie, niemal straciłam równowagę. Przyjaciółka mojego ojca, do tej pory patrząca obojętnie – żeby nie powiedzieć „rutynowo”, teraz wlepiła wzrok w ekran z równą gorliwością co moja. Uciekaliśmy, ale nagle zostaliśmy otoczeni. Mężczyzna bez twarzy chwycił mnie i przyciągnął do siebie, przystawiając nóż do mojego gardła. Alex stał na środku, patrząc bezradnym, przerażonym wzrokiem. Wizja się rozwiała, jej miejsce zajęła kolejna. Ujrzałam swoją zapłakaną twarz. Alex ściskał moje ramię. Jego oczy płonęły wściekłością. Obraz znowu zniknął, a to co pojawiło się na ekranie przestało być zamazane. Wyglądało jak film w HD. Ukryty ogród, a w nim ja i Daniel. Podniósł mnie, a ja oplotłam go nogami. Całowaliśmy się bez tchu, dziko i namiętnie. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu ekrany stały się na powrót, najpierw szare i szumiące, a później zupełnie czarne. Alex wyszedł, miejscami zamieniając się z innym chłopakiem, ale Marry Ann chyba w ogóle nie zwróciła na to uwagi. Kiedy odezwała się do mnie jej twarz była jednocześnie przerażona i wściekła.
– Jak to się stało?! – krzyknęła na mnie.
– Nn…nie wiem… – zająknęłam się, nie mając pojęcia co jej odpowiedzieć.
– Więc nie masz z nim nic wspólnego?! – zabrzmiała na naprawdę zrozpaczoną.
Spuściłam wzrok.
– Tak jakby… umawiamy się ze sobą – zaczęłam się plątać niepewnie.
Podeszła do mnie, chwytając mnie mocno za ramiona.
– Powiedz, że to nieprawda Emi, że tego nie widziałam! – błagała.
Teraz ja zaczęłam odczuwać złość. Dlaczego miałam się czuć winna, że podobał mi się Alex? Tego, że ja również mu się w jakiś sposób spodobałam?
– To chyba nie twoja sprawa! – odcięłam się ostrzej niż zamierzałam.
– Nie rozumiesz – szepnęła, jakby zupełnie opadła z sił. – Nic nie rozumiesz…
– Świetne, wiec mi wytłumacz – zażądałam.
Westchnęła, opadając na krzesło. Zasłoniła dłońmi oczy.
– To co się dzieje tutaj, to tylko próba, przygotowanie – wyjaśniła cicho. – We wtorek odbędzie się komisja. To wszystko co widziałyśmy teraz, zobaczy szwadron ważnych osób. – Podniosła na mnie wzrok, po jej policzkach płynęły łzy. – Zabiją go Emi, będzie miał nieszczęśliwy wypadek, tak tutaj rozwiązują tego typu problemy i – dodała jeszcze ciszej – nie mam pojęcia co w tej sytuacji zrobią z tobą.
– Jak to? Dlaczego? – jej słowa chyba nie do końca do mnie dotarły.
– Bo ma być wzorowym żołnierzem, ze wzorową psychiką, nie zakochanym szczeniakiem – wyjaśniła brutalnie. – Jego koszmary powinny dotyczyć lęku przed porażką, tego, że mógłby zawieść. Nie jakiejś dziewczyny.
– Ale przecież… – chciałam się kłócić, ale przerwałam, bo to nie miało sensu.
To co mówiła Marry Ann… nieszczęśliwe wypadki… myślałam, że to tylko plotka. Kiedy się jednak nad tym przez chwilę zastanowiłam zbyt wiele pojawiało sie takich zbiegów okoliczności. Poza tym byłam przekonana, że ona sama święcie wierzy w to co powiedziała. W moim umyśle narodził sie strach – strach o Alexa. Nagle Marry Ann znów poderwała się z krzesła. Przytuliła mnie do siebie opiekuńczo.
– On nie będzie pamiętał, nigdy nie pamiętają stworzonych w ten sposób snów – odezwała się cicho. – Może jeszcze nie wszystko stracone, po prostu to zrób – poprosiła cicho.
– Co mam zrobić? – spytałam delikatnie się od niej odsuwając.
– Zacznij całować się z tym chłopakiem, o którego jest tak bardzo zazdrosny. Niech to zobaczy. Niech poczuje się zdradzony. To mogłoby wystarczyć, żeby we wtorek śnił inne sny.
– Nie ma mowy! – tym razem to ja krzyknęłam na nią.
– Emily, nie ma innego rozwiązania. Nie możesz z nim o tym po prostu porozmawiać. To testy podświadomości. On nie ma wpływu na własne lęki, rodzą się same. Gdy mu o tym powiesz, będzie się bał, że to komisja cię skrzywdzi i o tym będzie jego sen, rozumiesz? – bardzo starała się być cierpliwa.
– Nie będę w stanie pocałować Daniela, a na pewno nie tak, żeby to wyglądało autentycznie – westchnęłam zrezygnowana.
Skinęła głową. Nie byłam pewna czy rozumie o co mi chodzi, ale wystarczyła mi sama akceptacja.
– To nie musi być on – odezwała się już spokojniej. – Co powiesz na przykład na temat tego miłego chłopca, który nie może oderwać od ciebie wzroku?
– Jakiego chłopca? – spojrzałam na nią zaskoczona.
Schyliła się nad komputerem i przez chwilę czegoś szukała.
– O jest tutaj – wskazała mi zdjęcie nieśmiało uśmiechającej się postaci. – Lucas Davidson, na stołówce bez przerwy wpatruje się w ciebie ukradkiem.
– Na stołówce? – spytałam oszołomiona, rozpoznając jednego z chłopaków z drużyny mojego ojca i Daniela.
Marry Ann zrobiła się nieco bardziej rumiana.
– Niekiedy czuję się strasznie samotna – wyznała niechętnie – wtedy obserwuję obraz z kamer. Wypatruję Sary, a od kiedy usłyszałam, że pojawisz się w naszej szkole, również i ciebie.
To było idiotyczne, ale nie mogłam pozwolić, żeby przeze mnie coś stało się Alexowi.
– Postaram się – obiecałam – postaram się go pocałować i o to, żeby zobaczył to Alex.
Ruszyłam w kierunku drzwi.
– Emily – zatrzymała mnie w połowie drogi, stanęłam w miejscu, ale nie spojrzałam na nią – tak bardzo mi przykro – chyba mówiła szczerze.
– Mnie również – rzuciłam, opuszczając jej pomieszczenie.
Wróciłam na górę, a potem do swojego pokoju. Najpierw pojawiła się złość. Nie przeszła od rzucania wszystkim czym tylko się dało. Wystarczyło jednak, żeby mnie zmęczyć. Po złości nadeszły łzy. Leżałam na łóżku, przyciskając do siebie poduszkę i zmuszając się, by nie iść do ogrodu, w którym umówiłam się na spotkanie z Alexem.