Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Leżałam skulona wzdłuż niewygodnych siedzeń w pociągu. Nie spałam, ale miałam zamknięte oczy, ponieważ nie chciałam patrzeć na Daniela. Właściwie w tym momencie marzyłam jedynie o tym by wrócić do domu. To nie było moje miejsce. Wzdrygnęłam się mimowolnie, gdy poczułam, że dotyka mojego ramienia. Przecież jeszcze tego dnia, na moich oczach, z zimną krwią zabił człowieka! Może i złego, bandytę, ale przecież to go nie usprawiedliwiało. Teraz dopiero boleśnie zdałam sobie sprawę, jak niewiele o nim wiem. Czy cokolwiek z tego co słyszałam było prawdą? 

    – Jagoda, obudź się – wyszeptał, pochylając się nade mną. Posłusznie usiadłam. – Chodź, są tutaj.

    Poszłam za nim na korytarz. Po raz kolejny obudził się we mnie strach. Uciekaliśmy od kilkunastu godzin, a ja nie miałam pojęcia czy Daniel w ogóle ma jakiś plan. Poganiając ciągnął mnie za sobą przez wagony, aż doszliśmy na sam koniec pociągu. Zobaczyłam, jak zaczął mocować się z łańcuchem oplatającym drzwi.

    – Co robisz? – spytałam skonsternowana.

    – Wyskoczymy – oznajmił spokojnie.

    Spojrzałam na niego niedowierzająco.

    – Przecież on pędzi co najmniej sto pięćdziesiąt na godzinę! 

    – Nie mamy wyjścia – odpowiedział spokojnie Daniel. – Albo to, albo cię zabiją, a jeżeli dam im to, czego chcą, to mnie również. Nie martw się – dodał po chwili jeszcze ciszej – przed wiaduktem zwolni.

    Daniel objął mnie ramieniem. Drzwi się otworzyły i do środka wpadło zimne powietrze. Widziałam jedynie zostające z tyłu tory. Moje serce biło jak oszalałe. Usłyszałam strzał. Chłopak zaklął. 

    – Za szybko – mruknął zirytowany.

    Na korytarzu usłyszałam ciężkie kroki. Biegli. Musieli wiedzieć, że tu jesteśmy. Poczułam jak Daniel przyciąga mnie do siebie. Całuje. Patrzy mi w oczy, a potem, jak w najgorszym koszmarze, wypycha z pociągu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy się obudziłam, wszędzie dookoła mnie była biel. Mdliło mnie. Czułam, że kręci mi się w głowie. 

    – Ocknęła się – usłyszałam nad sobą profesjonalny głos, musieli mówić po angielsku, bo większą część rozmowy rozumiałam. 

    Jacyś ludzie sprawdzali mój puls, tętno, otaczające mnie urządzenia pikały. Ubrana w śnieżny fartuch kobieta uśmiechnęła się do mnie uprzejmie.

    – Nic ci nie będzie – odezwała się w języku Polskim. – Tylko trochę się potłukłaś. Są tutaj twoi rodzice.

    Potłukłam? Więc dlaczego nic mnie nie boli? Przypomniała mi się ucieczka i to, jak Daniel wypchnął mnie z wagonu. Co z nim? Czy nic mu nie jest? Zobaczyłam pełną ulgi twarz mamy, zatroskaną twarz ojca. Pielęgniarka wyszła, zostawiając nas samych.

    – Gdzie Daniel? – zapytałam, bo to musiałam wiedzieć najpierw.

    Rodzice popatrzyli po sobie.

    – Kochanie, zadzwoniła do nas policja, powiedzieli, że jesteś w szpitalu. Przylecieliśmy pierwszym samolotem. Od rana odpędzamy się od różnych detektywów i śledczych.

    – Dlaczego nic mnie nie boli? – zadałam kolejne pytanie.

    – Dostałaś dość dużo środków przeciwbólowych – wyjaśnił mój ojciec – jesteś mocno poobijana. Nie chcieli powiedzieć nam co ci się stało… 

    Przerwał w połowie zdania, ponieważ jego uwagę odwrócił stojący w drzwiach mężczyzna. Wyciągnął odznakę. Włosy miał przyprószone siwizną, mimo, że wyglądał jakby jeszcze nie przekroczył czterdziestki. Nie uśmiechał się, ale w wyrazie jego twarzy było coś takiego, że poczułam, iż mogę mu zaufać.

    – Państwo Topolewscy? – spytał.

    Rodzice niechętnie potwierdzili.

    – Nazywam się Sebastian Frej. Chciałbym zamienić kilka słów z waszą córką, jeżeli nie macie nic przeciwko temu. Na osobności – dodał, patrząc na mnie.

    Ociągając się opuścili mój pokój, a policjant przystawił sobie krzesło. Przynajmniej był Polakiem… Naprawdę nie chciałam z nim rozmawiać, ale może on powie mi co się stało z Danielem…

    – O czym chce pan rozmawiać? – spytałam lekko zachrypniętym głosem.

    – Co ci przyszło do głowy, żeby skoczyć z pędzącego pociągu? – spytał bez ogródek.

    Skrzywiłam się. 

    – Nie skoczyłam. Zostałam wypchnięta. Co z Danielem? Nic mu nie jest? – zadałam pytanie, na które po prostu musiałam jak najszybciej poznać odpowiedź. Niepewność była gorsza od wszystkiego innego.

    Tym razem do detektyw się skrzywił.

    – Posłuchaj, jeżeli cokolwiek wiesz na jego temat, to powinnaś mi powiedzieć. To niebezpieczna – zawahał się chwilę, najwyraźniej szukając odpowiedniego określenia – osoba. 

    – Nic o nim nie wiem – przyznałam szczerze – chciałabym mieć pewność, że żyje. Nie mam pojęcia co się dzieje dookoła mnie – poskarżyłam się detektywowi – a najwyraźniej w jakiś sposób jestem w to wplątana.

    – Jeżeli go spotkasz, natychmiast zadzwoń pod ten numer – położył na szafce wizytówkę – sprawa jest tajna, ale zdradzę ci tyle, ile mogę, zgoda? – skinęłam głową, bo to i tak było więcej niż do tej pory ktokolwiek mi oferował. W moich myślach panował jeden, wielki mętlik.

    – Twój przyjaciel był członkiem gangu – wyjaśnił cicho – ma na swoim koncie tyle, że zebrałoby mu się na dożywocie. Zajmowali się głównie przemytem diamentów z Kolonii Portugalskiej. W zamian za zeznania, rząd ofiarował mu amnestię. Cała sprawa utknęła w martwym punkcie, ponieważ we wszystko zamieszani byli czołowi politycy. Daniel nie wyłożył od razu wszystkich kart. Z tego co wiem, ukrywa dowody, które ich pogrążą. Krążą plotki, że ukrył również sporo gotówki. Wiele osób chce go dopaść i mimo tego, że otrzymał nową tożsamość, najwyraźniej i tak udało im się go znaleźć.

    Słuchałam z zapartym tchem, rewelacji, które przedstawił mi detektyw. Czułam się, jakbym grała w filmie sensacyjnym. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać.

    – Jeżeli go zobaczysz, koniecznie do mnie zadzwoń – kontynuował niewzruszenie policjant. – Musisz być ostrożna. Jest naprawdę niebezpieczny i nie zawaha się nawet przed tym, żeby zabić. Podejrzewamy, że to on wysadził w powietrze jacht, żeby zatuszować swoje zniknięcie.

    Zamrugałam niedowierzająco.

    – Sądzi pan, że zabił własnego brata?

    Mężczyzna posmutniał, ale jego twarz miała zacięty wyraz.

    – Uwierz mi, naprawdę jest do tego zdolny. 

    Nagle zaczęłam martwić się o kogoś więcej niż tylko o Daniela.

    – Co z moimi rodzicami? Nic im nie grozi?

    – Przez jakiś czas zamieszkacie na wsi – wyjaśnił rzeczowo. – Dopóki sprawa nie przycichnie. Tak będzie najlepiej. – Wstał z krzesła. – Jeżeli będziesz miała jakieś pytania lub coś ci się przypomni, również zadzwoń. Jestem dostępny o każdej porze dnia i nocy.

    Pożegnał się i wyszedł, a ja zostałam sama z burzą czarnych myśli, co do których nie miałam pojęcia, jak je pozbierać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Moje życie nagle stało się leniwe i spokojne, a mnie wcale z tym nie było dobrze. Tęskniłam za Danielem i to w taki sposób, że niemal fizycznie czułam, że popadam w depresję. Nie cieszyły mnie zachody słońca, ani otaczający drewniany domek las. Prawie nic nie jadłam i przesypiałam ponad połowę doby. Rodzice widzieli, że coś jest ze mną nie tak, ale podejrzewali setki innych przyczyn niż nieszczęśliwe zadurzenie. Byłam im wdzięczna za to, że zostawili mnie w spokoju. Taki stan trwał już prawie dwa tygodnie i nie wyglądało na to, żeby cokolwiek miało się zmienić. Przynajmniej moje siniaki już niemal całkowicie się wyleczyły. Szłam zamyślona leśną ścieżką, pragnąc jedynie tego, żeby być zupełnie gdzie indziej, gdy nagle poczułam czyjąś obecność. Ktoś znalazł się za mną. Chwycił mnie, zasłaniając mi dłonią usta. Próbowałam się wyrwać z silnych, otaczających mnie ramion, jednak na próżno. 

    – Nie walcz ze mną, bo zrobię ci krzywdę – zagroził trzymający mnie w stalowym uścisku chłopak. 

    Odwróciłam lekko głowę, by napotkać niebieskie oczy postawnego blondyna. Nie mógł być wiele starszy ode mnie, nie wyglądał jak jeden z tamtych mężczyzn, ale mimo to zrodziła się we mnie panika. 

    – Jeżeli krzykniesz lub zrobisz cokolwiek innego, pożałujesz tego – ostrzegł, a potem odsłonił mi usta, brutalnie ściskając jedynie ramię. – Teraz grzecznie pójdziesz ze mną – oznajmił.

    – Czego ode mnie chcesz?! – spytałam.

    – Dowiesz się na miejscu – warknął, wyraźnie niezadowolony.

    Chcąc nie chcąc, od czasu do czasu ciągnięta na siłę, niechętnie poszłam za nim przez z każdą chwilą gęstniejący las. Z ulgą zdałam sobie sprawę, że ciągle oddalamy się od domu, co miałam nadzieję znaczyło, że przynajmniej moi rodzice są bezpieczni.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Przez las szliśmy prawie trzy godziny, aż w końcu, stromymi schodami, wspięliśmy się do położonego nad jeziorem domu. Dopiero tu chłopak mnie puścił. W otwartych drzwiach, oparta o futrynę, stała śliczna dziewczyna z burzą rudych loków, okalającą jej urodziwą twarz. 

    – To ona? – spytała patrząc na mnie powątpiewająco.

    Blondyn z ponurą miną skinął głową. 

    – Nie rozumiem czemu tyle o nią zachodu – warknął.

    – I nie musisz – usłyszałam znajomy głos. 

    Moje serce zamarło. Chwilę później w wejściu do domu ukazała się szczupła sylwetka Daniela. Spojrzałam w jego zielone oczy. Serce puściło się dzikim galopem, oddech przyspieszył. Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. To nie działo się naprawdę! Chłopak już był przy mnie. Patrzył błagalnie, jakby prosił o przyzwolenie, tylko nie wiedziałam na co. Wyciągnęłam rękę by niedowierzająco dotknąć jego pokrytego kilkudniowym zarostem policzka. To mu najwyraźniej wystarczyło. Przyciągnął mnie do siebie, zamknął w swoich ramionach, czułam z jaką ulgą oddycha, jego serce trzepotało się w piersi tak samo szybko jak moje. Zniesmaczony blondyn zniknął we wnętrzu domu, ale stojąca w drzwiach dziewczyna w dalszym ciągu się na nas gapiła.

    – Kat, potrzebujesz czegoś? – odwrócił się w końcu do niej, nie wypuszczając mnie jednak z objęć.

    – Tak, żebyś się opamiętał – odpowiedziała mu drwiącym tonem. – Przez twoje szaleństwo nas pozabijają.

    – Odczep się – odpowiedział jej warknięciem.

    – Pewnie, przecież wszyscy jesteśmy tu dla ciebie, gotowi oddać życie za twoje durne pomysły – syknęła, a potem zniknęła we wnętrzu domu.

    – Czy ty mi wreszcie powiesz o co w tym wszystkim chodzi? – spytałam właściwie specjalnie na to nie licząc.

    – Wejdźmy do środka – poprosił zamiast mi odpowiedzieć.

    Posłusznie poszłam za nim, trzymając go za rękę. Oprócz blondyna i rudej dziewczyny, nazwanej przez Daniela Kat, w pokoju przypominającym myśliwski salon, z głową jelenia wiszącą nad kominkiem, dywanem w kształcie niedźwiedzia i obciągniętą brązową skórą kanapą siedział jeszcze jeden chłopak. Był niski i bardzo szczupły. Podczas gdy inni wyglądali na rówieśników Daniela, on mógł mieć najwyżej szesnaście lat. Na nasz widok natychmiast ucichli. Chłopak nie zwrócił na to uwagi, ciągnąc mnie za sobą na górę, po drewnianych schodach. Znaleźliśmy się sami w pokoju. Mimowolnie przylgnęłam do niego. Zaczął mnie całować, najpierw powoli, łagodnie, jakby upewniając się, że w dalszym ciągu tego chcę, a potem zachłannie, namiętnie i z pasją. 

    – Jak ja za tobą tęskniłem – szepnął, gdy na chwilę oderwał się od moich ust. – Jesteś dla mnie jak powietrze, potrzebuję cię by żyć.

    Nie zdążyłam mu odpowiedzieć w żaden sposób, ponieważ moje usta znów zamknęły jego pocałunki. Znowu nie byłam w stanie myśleć. Istniały dla mnie tylko jego usta i oczy. Daniel był centrum mojego wszechświata. W jego ramionach odnajdywałam szczęście. Mimowolnie sięgnęłam do guzików jego koszuli. Jego dłonie znalazły się pod moją bluzką. Z ekscytacją przesuwał nimi po moich plecach i brzuchu, kiedy ją ze mnie zdejmował. Zsunęłam mu z ramion rozpiętą koszulę. Ręce położyłam na twardym torsie. Wtedy to zobaczyłam. Od jego ramion, aż po nadgarstki, ciągnęły się krótkie, białe, podłużne blizny. Widok mnie otrzeźwił.

    – Co to? – zapytałam wskazując palcem, jednak nie odsuwając się od niego.

    Skrzywił się. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wiem i nie chciał mnie upewniać. 

    – Nic takiego – spróbował wymijającej odpowiedzi – nie przejmuj się tym.

    – Daniel! – zażądałam.

    Usiadł na drewnianym łóżku, jedynym meblu w tym pokoju, sadzając mnie sobie na kolanach. 

    – Przepraszam – powiedział błagalnie patrząc mi w oczy. – Nie jestem sobie w stanie poradzić sam ze sobą, kiedy nie ma cię przy mnie – wyjaśnił cichym głosem.

    – Dlatego sam siebie krzywdzisz?! – niemal krzyczałam. – Nie starczy ci, że robią to inni?!

    – Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś cię zobaczę – przyznał szczerze.

    – Co?! – to było dla mnie jak cios. – Więc czemu tu jestem?

    Skrzywił się.

    – Ktoś cię odnalazł. Nie tylko ja. Musiałem cię stamtąd zabrać – wyjaśnił łagodnie.

    – Odnalazł? A moi rodzice? – zapytałam czując panikę.

    Chłopak westchnął, chciał mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam. Zerwałam się z jego kolan.

    – Nic im nie grozi – oznajmił pewnym głosem. – Nie zainteresują się nimi, nie będą chcieli wchodzić w konflikt z policją, jeśli ciebie tam nie będzie. Nie warto.

    – Jesteś tego pewien? – spytałam.

    – Przyrzekam, że tak jest – potwierdził. – Proszę, zaufaj mi, chociaż trochę.

     Roześmiałam się. To było zbyt wiele.

    – Niby jak, skoro albo nie mówisz mi niczego, albo kłamiesz?

    – Jagoda, proszę… – jego zielone oczy patrzyły na mnie z tak bezgranicznym smutkiem, że prawie mu uległam. – Kocham cię.

    Podniosłam z podłogi swoją bluzkę, pospiesznie ją na siebie nakładając. 

    – Chcę wyjaśnień – odparłam – czy możesz mi je dać?

    Przecząco pokręcił głową.

    – Więc jeżeli chcesz mnie tu zatrzymać, będziesz to musiał zrobić siłą – powiedziałam, bez zbędnego zastanawiania się wychodząc z pokoju.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zbiegłam po schodach jak szalona. W tym momencie nienawidziłam go całą sobą, a jednak wiedziałam, jak bardzo źle postępuję uciekając. 

    – Hej, blondie, dokąd to? – Kat stanęła w drzwiach blokując mi drogę.

    – Nie twoja sprawa – odwarknęłam jej, ale ona już patrzyła pytająco na schodzącego z góry Daniela.

    – Puść ją – powiedział chłopak, nie patrząc na mnie. 

    – Ale… – zaprotestowała dziewczyna.

    – Powiedziałem, puść – odezwał się bardziej stanowczym głosem. – Nie ucieknie i tak nie ma dokąd pójść.

    Kat wzruszyła ramionami i odsunęła się z drogi. Jeszcze bardziej wściekła wyszłam na dwór. Miał rację. Nie miałam dokąd iść. To była sytuacja bez wyjścia. Cholerne Bory Tucholskie! Ciągnęły się w nieskończoność, a tak naprawdę nic tu nie było. Minęłam pierwsze drzewa i zaczęłam iść dalej. Mimowolnie stwierdziłam, że to miejsce jest naprawdę piękne. Nic dziwnego, że agroturystyka tak kwitła. Zatrzymałam się nad wąskim, płynącym przez las kanałem o wartkim nurcie. Czekałam aż przyjdzie Daniel. Byłam pewna, że za chwilę się pojawi. I rzeczywiście, przyszedł. Stanął w odległości kilku metrów ode mnie. Milczał. Cała moja złość opadła. Teraz było mi przykro. Chciałam to wszystko zrozumieć. Czułam potrzebę, by znaleźć odpowiedź na pytanie „dlaczego?”.

    – Jagoda… – wymówił moje imię w taki sposób, że poczułam w brzuchu stadko wściekłych motyli – przepraszam – odezwał się cicho. – Za wszystko. Nigdy nie powinienem pojawiać się w twoim życiu. To od początku było niewłaściwie.

    – Było i jest – przyznałam szczerze, podchodząc do niego.

    Przytulił mnie do siebie, a ja stałam, z głową opartą na jego torsie. 

    – Nie chcę ci nic mówić, ponieważ to niebezpieczne – wyszeptał. – Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Proszę… – wyszeptał. – Kiedyś to wszystko się skończy. Musi się skończyć.

    Przypomniałam sobie, jak mówił, że gdyby nie groziło mi niebezpieczeństwo, nigdy by po mnie nie wrócił. Chciał to skończyć, raz na zawsze. Poczułam ból i rozpacz. 

    – Jeżeli naprawdę ci na mnie zależy, to opowiedz mi, o wszystkim – powiedziałam stłumionym głosem, ponieważ twarz w dalszym ciągu wtulałam w jego t-shirta. – I nigdy, przenigdy, już mnie nie zostawiaj.

    – Opowiem – obiecał, tuląc mnie do siebie, tak, jakby już nigdy nie chciał wypuścić mnie z ramion. – Tylko jeszcze nie teraz. Daj mi trochę czasu.

    Westchnęłam. Kolejne tajemnice… i numer telefonu detektywa Freja w mojej pamięci. On, jak do tej pory wyjaśnił mi najwięcej. Ile potrzebował Daniel? Dzień? Tydzień? Miesiąc? Przypomniałam sobie pistolet w jego dłoni, to jak strzelał, pędzący pociąg, z którego mnie wypchnął. Kochałam go w dalszym ciągu, tego byłam pewna. Nie miałam tylko pojęcia, czy w ogóle potrafię mu jeszcze zaufać.  

    Note