Rozdział 7 – Róże w kolorze krwi
by Vicky
Niezbliżanie się do Daniela kosztowało mnie naprawdę wiele wysiłku. Chciałam, żeby wziął mnie w ramiona, chciałam na ustach czuć jego pocałunki, a jednak uparcie go ignorowałam. Kat przestała być wściekła i traktowała mnie z chłodną niechęcią. Podczas kilku następnych dni poznałam Jaime’go, który jak słusznie oceniłam miał szesnaście lat i jego brata, blondyna, który mnie w to miejsce przyprowadził, Tomasa. Cała trójka doskonale mówiła po polsku i prócz Kat, która wydawało mi się, robi to złośliwie, starali się w mojej obecności używać tego właśnie języka, choć Jaime, kiedy się zapomniał, również przerzucał się na portugalski, a potem przepraszał zawstydzony, tłumacząc mi to co powiedział. Ja sama zaczynałam już wyłapywać kilka portugalskich słów i byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Mimo wszystko, planowałam poznać język kraju, w którym mieszkał Daniel, nawet jeżeli on mnie już nie chciał. Dowiedziałam się, że byli przyjaciółmi, że znali się od bardzo dawna i właściwie niewiele więcej. Żadne z nich nie było zadowolone, z powodu, że chłopak mnie tu sprowadził, poza Kat jednak również nikt nie zamierzał otwarcie protestować. Najwyraźniej słuchali go, nawet gdy uważali, że postępuje głupio. Potem Daniel zniknął. Nie było go przez całą dobę, a ja zdałam sobie sprawę, że to najgorsze dwadzieścia cztery godziny moim życiu. Kiedy wreszcie wrócił, poczułam taką ulgę, że niemal gotowa byłam mu wszystko wybaczyć, ale on nie patrząc na mnie zarządził pakowanie. Wkrótce potem jechaliśmy szosą terenowym Mitsubishi, Kat z przodu, przy prowadzącym samochód Danielu, a ja z tyłu, ściśnięta pomiędzy szczupłym Jaime’m, a potężnie zbudowanym Tomasem. Nikt nie zadał pytania dokąd jedziemy, więc i ja nie pytałam. Jechaliśmy kilka godzin, musiałam przysnąć, bo obudziłam się z głową na ramieniu Jaime’go, kiedy samochód się stanął. Chłopak spojrzał na mnie lekko zaczerwieniony.
– Przepraszam – mruknęłam.
Spłonił się jeszcze bardziej.
– Nic nie szkodzi – bąknął, powoli ruszając ręką.
– Przez trzy godziny bał się poruszyć – roześmiał się Tomas, zawstydzając brata jeszcze bardziej – żebyś się przypadkiem nie obudziła – szczerzył zęby w uśmiechu.
Uśmiechnęłam się promiennie, odgarniając z czoła ciągle rudą, opadającą na oczy grzywkę. Daniel wysiadł z samochodu, gwałtownie trzaskając drzwiami i dopiero to zwróciło naszą uwagę, wdzierając się brutalnie w ogólną wesołość.
– Nie przejmuj się, przejdzie mu – mruknął Tomas, wysiadając z samochodu i zostawiając dla mnie otwarte drzwi.
Zatrzymaliśmy się pod hotelem, a ja zdumiona poznałam gdzie jesteśmy. Duży budynek, z rozległym teren wokół – hotel Gołębiewski w Mikołajkach. Co my tu do cholery robiliśmy?! Okazało się, że mamy zarezerwowane pokoje, przejściowy, pięcioosobowy apartament, z dwoma pokojami sypialnymi i mniejszym salonikiem. Kiedy tylko się ulokowaliśmy, Daniel znowu zniknął, nie zabronił nam jednak poruszać się po hotelu, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. W ciągu pierwszych pięciu minut Jaimie rzucił pomysł by iść na basen. Nie było żadnych sprzeciwów. Aquapark okazał się wielką wodną halą z wszelkimi możliwymi atrakcjami. Nawet Kat wydawała się odzyskać dobry humor i zaniechała drobnych złośliwości, po prostu moją obecność ignorując. Natomiast z Tomasem i Jaimie’m bawiliśmy się w najlepsze, jakbyśmy przyjaźnili się od dawna. Zmęczona, jako pierwsza wracałam do pokoju. Był już wieczór. Postanowiłam, że kupię sobie coś jeszcze do jedzenie, w hotelu zamawiało się wszystko na numer pokoju – za nic nie trzeba było płacić z góry. Przy galerii ekskluzywnych sklepów, stanęłam zaskoczona. Zobaczyłam go w barze z longdrinkami. Siedział z ładną kobietą. Była starsza od niego, musiała mieć koło trzydziestki. Dłoń położył na jej udzie. Śmiali się. Zemdliło mnie. Miałam ochotę uciec, ale zmusiłam się, żeby na to patrzeć. Nachylił się ku niej, bardzo blisko. Coś wyszeptał, skinęła głową, a potem obydwoje wstali. Kobieta przylgnęła do jego ramienia i razem wyszli z baru, kierując się ku windom. Stałam jak wmurowana, nie byłam zdolna zrobić ani kroku. Minęli mnie. Nasze spojrzenia się spotkały, a on mnie kompletnie zignorował. Nawet nie spuścił wzroku, po prostu poszedł dalej, jakbym była kimś obcym. Po chwili zniknęli w windzie. Rozpacz, która mnie ogarnęła była nie do zniesienia. Dupek! Podły drań! Jak on mógł?! Nie myśląc o tym co robię, wybiegłam z hotelu, potrącając po drodze spacerujących po głównym holu ludzi. Chciałam znaleźć się gdziekolwiek indziej, byleby jak najdalej stąd.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Tuż nad brzegiem jeziora dopadł mnie Tomas. Niejasno zdałam sobie sprawę, że wybrałam idiotyczny kierunek, bo przecież teren był ogrodzony. W mieście mogłam przynajmniej zniknąć, albo może nawet złapać stopa, a tak…
– Co się stało? – spytał rzeczowo, mocno chwytając moje ramię.
Przylgnęłam do niego, nie wiedząc czy jestem w stanie mówić i czy to, co mogłabym powiedzieć w ogóle miałoby sens. Przecież to ja sama zostawiłam Daniela… nie był moją własnością, niczego mi nie obiecywał, miał pełne prawdo do… do tego co robił z tą kobietą. Ból w środku był nie do zniesienia. Tomas niezdarnie objął mnie ramieniem. Był ode mnie sporo wyższy, ale nie tak wysoki jak Daniel. Oplotłam ramionami jego szyję i zmusiłam, żeby się ku mnie nachylił, żebym mogła go pocałować. Jedyne lekarstwo na ten potworny, rozdzierający ból, jakie przyszło mi do głowy.
– Jagoda, to nie jest dobry pomysł – odezwał się lekko zachrypniętym głosem, odsuwając mnie od siebie łagodnie.
– Proszę – szepnęłam – potrzebuję tego. Chcę bliskości. – Spojrzałam mu w oczy z nutą desperacji. – On się nie dowie. Nikt się nie dowie.
Westchnął ciężko, ale pozwolił przyciągnąć się z powrotem. Tym razem odwzajemnił mój pocałunek. Całował coraz żarliwiej, przyciskając mnie do ściany budynku, w którym trzymano łodzie. Kierowały mną desperacja i potrzeba, pragnienie uwolnienia się od obrazu Daniela i nieznajomej. Poczułam jak ręce Tomasa wędrują pod moją kupioną w tutejszym sklepie, dresową, szarą bluzę. Położył dłonie na ciągle wilgotnej po basenie skórze. Przymknęłam oczy, starając się nie myśleć. Czułam ciepło jego ciała, żarliwe pocałunki, tak inne od tych, które na moich ustach składał Daniel. Kiedy przysunął się jeszcze bliżej, poczułam jego sztywny członek. To zaczynało wymykać się spod kontroli! Nie tego chciałam, a jednak, to ja go sprowokowałam. Chciałam coś powiedzieć, uwolnić się, ale trzymał mnie mocno. W ustach czułam jego natarczywy język. Jęknęłam, a on wziął to za przyzwolenie, nie protest. Poczułam panikę, a potem ktoś Tomasa odciągnął w tył. Zobaczyłam Daniela. Uderzył przyjaciela pięścią, łamiąc mu nos. Polała się krew. Chłopak zatoczył się w tył. Daniel stał, bardzo szybko oddychając. Nie patrzył na mnie, nie spojrzał ani razu.
– Wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy – syknął do Tomasa.
Zamrugałam. To była moja wina. Wróciłam do rzeczywistości.
– Zostaw go! – krzyknęłam na Daniela. – Co on ci zrobił?
Zdjęłam przez głowę swoją bluzę i podałam Tomasowi, żeby zatamował nią krwawienie. Tym razem spojrzał na mnie. Zielone oczy płonęły.
– Myślałem, że on… – szepnął.
– To źle myślałeś – odpowiedziałam chłodno, czując, jak w oczach stają mi łzy.
Twarz Daniela stała się pozbawioną wszelkiego wyrazu maską. Zignorował mnie, zwracając się bezpośrednio do Tomasa.
– Jeżeli jeszcze raz jej dotkniesz, nie obchodzi mnie czy będzie tego chciała czy nie – warknął – przestaniesz być jednym z nas.
Potem odwrócił się i odszedł. Spojrzałam przepraszająco na Tomasa. Wzruszył ramionami, ale wyglądał na bardzo nieszczęśliwego. No cóż, przynajmniej wiedziałam, że Daniel nie pieprzy się w tym momencie z nieznajomą. Chociaż po tym, co właśnie zobaczył pewnie wszystko przede mną… Usta same zacisnęły mi się w wąską linię, a ręce w pięści. Niesforna grzywka zasłaniała mi oczy, a ja nawet nie miałam siły, żeby ją odgarnąć. Usłyszałam westchnięcie Tomasa.
– Lepiej wracajmy – poprosił.
Skinęłam głową, a każdemu mojemu oddechowi towarzyszył tępy ból. Teraz byłam pewna, że czego Daniel by nie zrobił i tak będę go kochała, a to mnie przerażało. Nie chciałam myśleć, nie chciałam czuć. U boku ponuro milczącego Tomasa wróciłam do hotelu, czując jak moje i tak już paskudne życie, staje się jeszcze większym koszmarem.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W porcie, w Mikołajkach, wsiedliśmy na jacht, a mnie zdecydowanie nie spodobał się ten pomysł. Miałam wystarczające powody, by zacząć bać się łodzi. Cieszyłam się, że Tomas mnie nie unika, nie dotykał mnie wprawdzie, nawet przelotnie, tak jak miał to w zwyczaju wcześniej, ale kręcił się w pobliżu, rzucając Danielowi wyzywające spojrzenia. Jaime natomiast nie miał przed tym oporów i najwyraźniej wyczuł mój strach, ponieważ pokrzepiająco położył mi rękę na ramieniu. Uśmiechnęłam się do niego nieco blado i pozwoliłam wepchnąć się do środka. Gdy wypływaliśmy z portu, czułam jak wszystkie moje mięśnie napinają się do granic możliwości, byłam więc wdzięczna za każde, nawet najdrobniejsze wsparcie. Jacht nie był duży, najwyżej sześcioosobowy, a jednak w kuchennym pomieszczeniu dalibyśmy radę zmieścić się wszyscy. Kiedy tam weszłam, zamarłam jednak jeszcze w drzwiach. Całą przestrzeń kuchni zajmowały ławki i stół. Od strony butli z gazem, na podłodze, siedziała kobieta. Natychmiast ją rozpoznałam, to z nią był wtedy w barze Daniel. Była związana w niezbyt wygodnej pozycji, jej opięta sukienka była brudna w kilku miejscach, a makijaż rozmazany od łez, w ustach miała gruby knebel. Nie wydawała mi się już taka piękna, jak wtedy w hotelu, teraz była wręcz żałosna, a ja nienawidziłam go jeszcze bardziej.
– Co ona tu robi? – zapytałam Daniela, który wszedł tuż za mną, starając się by mój głos nie drżał zbyt mocno.
Chłopak wzruszył ramionami, przepchnął się obok mnie i usiadł na ławce. Jego oczy były zimne niczym morska toń.
– Anna jest córką jednego z parlamentarzystów, zamieszanych w naszą sprawę, odpowiedzialnych za śmierć mojego bata – wyjaśnił. – Przypadkiem dowiedzieliśmy się, że przebywa na wakacjach w Polsce. Szczęśliwy zbieg okoliczności.
Zamrugałam niedowierzająco.
– Porwałeś ją?! – spytałam głupio.
Uśmiechnął się drwiąco.
– Nie było to trudne. Wystarczyło kilka dni, żeby z własnej woli ze mną poszła.
Poczułam jak w środku gotuję się z wściekłości. Rzuciłam się na niego z pięściami. Nie potrafiłam już dłużej powstrzymać własnych łez.
– Ty dupku, wykorzystałeś ją, a potem porwałeś! Czy ona w ogóle jest czemukolwiek winna?!
Stanowczo przytrzymał moje ręce, nie pozwalając się dłużej bić. Tym razem to na jego twarzy pojawił się grymas złości.
– O nie, moja królewno. Nie jestem Tobą! Nigdy bym cię nie zdradził – oznajmił stanowczo. – Jestem wierny, jak cholerny pies, a przy niej byłem dżentelmenem w każdym calu.
Poczułam się, jakby mnie uderzył. Oszołomienie odebrało mi głos i mogłam jedynie na niego patrzeć.
– I nie, nie jest niczemu winna – dodał, puszczając moje dłonie. Chłód w jego głosie mroził moje wnętrze. – Jest taką samą ofiarą tego wszystkiego, jak ty.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Leżałam zwinięta w kłębek w kabinie na dziobie. Łzy spływały mi po policzkach i kompletnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Uczucia kotłowały się we mnie jak podczas burzy. Z jednej strony wszystko we mnie śpiewało na myśl o tym, że Daniel mnie nie zdradził, z drugiej miałam wyrzuty sumienia z powodu tego, że chciałam się na nim odegrać i całowałam się z Tomasem, a najgorsza z tego wszystkiego była ta kobieta. Jeżeli chłopak działał w ten sposób, znaczyło to, że detektyw Frej miał rację i Daniel zdecydowanie nie jest dobrą osobą – nie lepszą od moich porywaczy. Dalej jednak nie wierzyłam, że to on mógł zabić Marka. Nie potrafiłam wyobrazić sobie jak się zachować ani co powinnam zrobić. W końcu zdecydowałam się wyjść z kabiny. Chciałam go dotknąć. Tak bardzo pragnęłam, żeby mnie przytulił! Nie wierzyłam w to, że jest zły, że mógłby mnie skrzywdzić, nie Daniel. Widziałam, jak siedząca na pokładzie Kat obdarza mnie przeciągłym, ostrzegawczym spojrzeniem, kiedy kierowałam się ku zejściu pod pokład. Zignorowałam to. Niedługo mieliśmy stanąć w porcie, a ja musiałam z nim porozmawiać, zanim znowu zniknie. Jeszcze zanim otworzyłam drzwi, usłyszałam hałas i portugalskie przekleństwa. Rozhisteryzowana kobieta leżała na podłodze w rozdartej sukience, a przy niej stał Tomas. Daniel patrzył na niego wściekłym wzrokiem z rogu pokoju. Krzyczeli na siebie nawzajem, a ja nie rozumiałam żadnego słowa. Kiedy Tomas ją podniósł, ona również zaczęła wrzeszczeć i szarpać się mimo więzów.
– Zamknij się! – warknął Daniel podchodząc i mocno uderzył ją w twarz.
Natychmiast zamilkła, teraz tylko cicho pochlipując. Po cichu się wycofałam. Drżąca usiadłam na pokładzie koło Kat.
– Ostrzegałam – mruknęła dziewczyna, nieco bardziej przyjaznym tonem niż zwykle.
Wyraźnie było jej przykro. Milczałam, bo nie miałam pojęcia, co mogłabym odpowiedzieć. Kiedy przybiliśmy do portu, podjęłam decyzję. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie pilnuje, zresztą nikt nie podejrzewał, że mogłabym chcieć uciec, bo niby dokąd? Weszłam do klubu jachtowego, podeszłam do mocno wymalowanej barmanki i poprosiłam, żeby pożyczyła mi komórkę. Ku mojemu zdumieniu zgodziła się prawie natychmiast, jednak cały czas czujnie mnie obserwując. Wybrałam zapamiętany numer. Detektyw odebrał już po pierwszym sygnale. Przedstawiłam się i powiedziałam gdzie jestem. Zaczął zadawać pytania, opowiedziałam mu o porwanej kobiecie i o tym, że jest tutaj Daniel. Powiedziałam mu też, że chłopak zabrał mnie dlatego, że ktoś dowiedział się, gdzie się ukrywam. Uspakajał mnie miarowym głosem, jednocześnie zapewniając, że niedługo pojawi się policja, a potem już wszystko będzie dobrze. Nie wierzyłam mu ani przez chwilę, ale chciałam, żeby pomogli tej kobiecie. Wtedy zobaczyłam patrzącego na mnie szeroko otwartymi oczami Jaimie’go. Stał zaledwie kilka metrów dalej.
– Muszę kończyć – powiedziałam detektywowi, rozłączając się mimo jego protestów.
Przełknęłam ślinę. Mimo, że miał szesnaście lat i szczupłą sylwetkę to jednak był znacznie wyższy ode mnie, a podejrzewałam, że również sporo silniejszy. Jeżeli będzie chciał mi coś zrobić… on jednak tylko spojrzał na mnie ponuro, pokręcił głową i wyszedł z lokalu. W jednej chwili podjęłam decyzję by pobiec za nim.
– Jaimie! – chwyciłam go za ramię.
Odtrącił moją dłoń.
– Ty nic nie rozumiesz – powiedział cichym, ale ostrym tonem. – To nie jakaś głupia zabawa. Oni nas po prostu zabiją!
– Jaimie, dzwoniłam na policję, chciałam tylko, żeby Daniel… żeby nic nie stało się Annie – wyszeptałam.
Roześmiał się gorzko. Wziął mnie za rękę i pociągnął ze sobą na łódź.
– Musimy się stąd jak najszybciej wynosić – wyjaśnił. – Kiedy tu dotrą, zabiją nas wszystkich. – Spojrzał na mnie poważnie. – Ciebie też, Jagoda. Chodź – ponaglił widząc moje wahanie. – Nawet po tym co zrobiłaś, nie sądzę, żeby on pozwolił cię skrzywdzić. Za bardzo mu na tobie zależy.
Zanim skończył mówić, usłyszeliśmy wycie policyjnych syren. Z daleka rozległy się strzały. Kiedy tylko znaleźliśmy się na pokładzie, Jaime odciął cumy, nie fatygując się ich rozwiązywaniem.
– Jak oni nas do cholery znaleźli?! – warknął Daniel, pojawiając się na pokładzie.
Spuściłam wzrok.
– Jagoda postanowiła ich zaprosić – zadrwił Jaime. – Dzwoniła do jakiegoś detektywa.
Byli coraz bliżej. Strzelali do nas. Daniel zmusił mnie, żebym położyła się na pokładzie.
– Frej? Rozmawiałaś z Sebastianem Frejem? – zapytał rozwścieczony.
Niechętnie skinęłam głową. Chłopak rzucił kolejną wiązanką przekleństw. Cicho zawołał Kat, a po chwili ona i Tomas pojawili się na pokładzie. Poczułam na sobie jego pełne zawodu spojrzenie.
– Teraz nas nie widać – ponaglił Daniel, kiedy wpłynęliśmy za bramę basenu portowego. – Zsuwacie się do wody i chowacie pod plandeką pierwszej z brzegu łodzi. Czy to jasne?
Wszyscy skinęli głowami i tylko ja wpatrywałam się w niego niedowierzająco.
– Pilnujcie jej – dodał patrząc prosto na Jaime’go.
Chłopiec znów przytaknął, a potem wziął mnie za rękę i pociągnął, bym zaraz za nim, po cichu wsunęła się do wody. Jacht z Danielem i Anną na pokładzie odpłynął, a mnie prześladowało jego pełne bólu i zawodu spojrzenie.