Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    – Myo, Myo, Myosotis, mysie uszko, myszka mała, lalala lalala – śpiewała zadowolona z siebie istotka latając bezładnie po łące i zrywając co mniejsze kwiatki.

    Wróżka czuła się absolutnie szczęśliwa. Miała swoje imię, piękną łąkę, a na dodatek własną królewnę. Małe ciałko rozpierała radość. Do tego Eliza podarowała jej nową błękitną sukienkę, którą znalazła na wystawie sklepowej, na jednej z porcelanowych lalek. Właściciel sklepu w niewielkim, połączonym z zamkiem miasteczku, był przeszczęśliwy mogąc coś ofiarować przyjaciółce samego księcia.

    Nagle zauważyła wielkiego białego motyla. Poleciała za nim oczarowana, nucąc swoją piosenkę.

    – Myo, Myo, Myosotis, niezapominajka niebieska lalala lalala. Myo, Myo, Myosotis, mysie uszko, myszka mała, lalala lalala.

    W pewnym momencie motyl po prostu zniknął. Wróżka usłyszała cichy trzask. Jej chabrowym oczom ukazały się kraty. Stało się coś strasznego! Została zamknięta w klatce.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Królewna biegała po łące szukając swojej małej przyjaciółki. Usłyszała z daleka cichy płacz.

    – Myo! – zawołała po raz kolejny.

    Popędziła w kierunku skąd dochodziło szlochanie. Zobaczyła jakąś ponurą jaskinię. Bez namysłu wbiegła do środka. Na kamieniu stała niewielka klatka, a w niej siedziała zapłakana wróżka.

    – Myo!

    Istotka podniosła głowę. Spojrzała na Elizę. Potem jakby oprzytomniała. Zerwała się na równe nogi.

    – Uciekaj! – krzyknęła rozpaczliwie, ale było już za późno.

    Nieprzytomna królewna osunęła się na ziemię.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Matthew zaczął się niepokoić. Eliza stanowczo zbyt długo nie wracała. Sięgnął do niej w myślach. Zobaczył czerń. Przerażony zerwał się z miejsca. Oblał go zimny pot. Jak on mógł pozwolić jej iść samej?! Sądził, że dzięki stworzonej iluzji, jego wyspa jest bezpiecznym miejscem. Przywołał Hebanusa, wskoczył na siodło i razem, szybko jak wiatr, popędzili w dół zbocza.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Wika roześmiała się wesoło. Ona i Devor siedzieli wspólnie na zielonej łące tuż nad strumieniem. Zrobili sobie piknik. Rozmawiali trzymając się za ręce. Dziewczyna przysunęła się bliżej Łowcy. Pocałowała go w usta. Zadowolony odwzajemnił pocałunek. Uwielbiał takie śmiałe dziewczyny. W Teronie zawsze mu tego brakowało, tam kobiety były przymilne i usłużne. Żadna z nich nie miała takiego charakteru i życiowej energii jak Wika. Nagle obydwoje zerwali się z koca. Usłyszeli za sobą czyjeś kroki. 

    – Ojcze? – spytał zaskoczony Devor, na widok znajomej twarzy. – Co tu robisz? Jak odnalazłeś tę wyspę?

    Król Wilhelm stał kilka kroków od nich. Towarzyszyli mu dwaj potężnie zbudowani mężczyźni.

    – Przyszedłem tutaj, by dać ci wybór, synu. Jesteś księciem Terony. Wracaj do domu – spojrzał na niego niemal błagalnym wzrokiem.

    – Jestem Łowcą – syknął tamten. – Przyjmując ten tytuł, tym samym zrezygnowałem z tamtego.

    – To już nie ma znaczenia. Schwytaliśmy królewnę. Rozpocznie się wojna.

    Devor spojrzał na mężczyznę z niedowierzaniem w oczach. Przestał udawać jakikolwiek szacunek.

    – Czyś ty postradał rozum? Co zrobiłeś Elizie?

    – Jeszcze nic. Umrze przed zachodem słońca. Wówczas demony wypowiedzą nam wojnę. Elfy zostaną zmuszone, żeby się z nami sprzymierzyć, gdyż o zabójstwo będą podejrzewały właśnie tę plugawą rasę, a my nie omieszkamy dostarczyć im na to dowodów.

    – Nie skrzywdzisz jej – warknął Łowca dobywając wiszącego w pochwie przy pasie miecza.

    Wika stanęła u jego boku. W jej dłoniach pojawiły się dwa długie noże. Król Wilhelm spojrzał z żalem na syna.

    – Więc tak brzmi twoja decyzja?

    Devor nie fatygując się, żeby odpowiedzieć, zaatakował. Stary król był przekonany, że walczą trzy na jednego. Jakże się pomylił! Dwóch drabów atakowało olbrzymimi, dwuręcznymi toporami. Byli dobrze wyszkoleni, ale w ogóle nie znali nowoczesnych technik walki. Nigdy nie słyszeli takich pojęć jak karate i czy aikido. Wice natomiast wszelakie techniki rozbrajania przeciwnika były bardzo bliskie. Ruszała się zwinnie i szybko. Znacznie sprawniej niż oni. 

    Podstawowym błędem osiłków było skupienie całej swojej uwagi na Łowcy. Dziewczyna zaszła ich od tyłu i zanim zdążyli się zorientować co się dzieje, wbiła jednemu nóż w plecy. Zaklęła wściekle, kiedy mężczyzna osunął się na kolana. Nie mogła wyciągnąć broni, która zaklinowała się gdzieś w masywnym kręgosłupie. 

    Devor koncentrował swoją uwagę na ojcu. Wiedział, że mimo podeszłego wieku, jest on doskonałym wojownikiem. 

    Kiedy jeden z drabów osunął się na kolana plując krwią, drugi zaczął zwracać większą uwagę na dziewczynę. Zamachnął się toporem próbując trafić zwinnie uciekający cel. Wika postanowiła odciągnąć go jak najdalej od Łowcy i po prostu zaczęła uciekać. Była znacznie szybsza od mężczyzny. Dziwiło ją, że tamci nie nosili żadnej zbroi. Inaczej jej nóż do niczego by się nie przydał. Pobiegła przed siebie, zwinnie przeskakując wąską nitkę strumienia. Zdyszany olbrzym ciągle biegł za nią. Kiedy przeskoczył strumień, była już przygotowana. Zanim złapał równowagę, kopnęła go, tak, że wpadł do wody. Jej plan jednak nie do końca się powiódł, bo tamten, jak na swoja masę, wyjątkowo zwinnie podniósł się na nogi, nie wypuszczając z rąk topora. Zamachnął się na dziewczynę. Zrobiła unik. Sięgnęła do przytroczonej przy pasie sakwy. Wyciągnęła gaz obezwładniający. Psiknęła nim zaskoczonemu mężczyźnie w oczy. Było to ostatnią rzeczą, której mógł się spodziewać. Kiedy wypuścił z rąk topór, wbiła mu nóż pod gardło. Trysnęła krew. Dopiero teraz Wika poczuła przerażenie. Nigdy jeszcze nikogo nie zabiła. Walcząc z obrzydzeniem wyciągnęła swój nóż. Musiała pomóc Devorowi.

    Łowca walczył z ojcem. Wymieniali uderzenia cios za ciosem. Żaden nie wpuszczał drugiego przez dobrze dopracowaną obronę. Walka trwała. Nie ustępowali sobie nawzajem pola. Ojciec Devora zaczął jednak odczuwać coraz silniejsze zmęczenie. W pewnym momencie król Wilhelm poczuł z tyłu głowy jakieś uderzenie. To go zdekoncentrowało. Devor wykorzystał okazję. Zaatakował stosując kombinację pchnięć i uników. Nie poddając się, próbował za wszelką cenę dosięgnąć przeciwnika. Jego ojciec przeszedł do defensywy. Z ledwością odparowywał coraz silniejsze ataki. Każdy kolejny cios nadwyrężał jego siły. Nogi uginały się pod nim, mięśnie paliły żywym ogniem, a po czole spływały obfite krople potu. Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści, oczekując niecierpliwie kolejnego uderzenia. W końcu broń wypadła mu z ręki. Łowca pchnął mieczem między żebra. Król Wilhelm z wyrazem zdziwienia na twarzy osunął się na kolana. Devor wyciągnął miecz. Jego ojciec runął na ziemię. Łowca uklęknął przy nim. Wściekłość i adrenalina opadły. Jego oczy wilgotniały od powstrzymywanych łez. 

    – Przepraszam… za wszystko – wycharczał leżący na ziemi mężczyzna i wyzionął ducha.

    Wika podbiegła do Devora. Ze łzami w oczach wpadła mu w ramiona. Przytulił ją delikatnie.

    – Zabiłam go – szepnęła.

    – Obydwoje dzisiaj zabiliśmy – powiedział z żalem. – Ale teraz musisz wziąć się w garść – dodał odsuwając od siebie dziewczynę. – Eliza potrzebuje naszej pomocy. 

    Wika odsunęła się od niego niechętnie. Łowca podszedł do rannego draba. Bez wahania przebił go mieczem kończąc cierpienia mężczyzny. Nie było sensu go o nic pytać. Wiedział, że tamten i tak nie był w stanie mówić. Wytarł miecz i schował do pochwy. Przywołali swoje rumaki i popędzili do miejsca, w którym rozstali się z królewną i Szarookim.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Vivien wypuściła Myo z klatki. Uśmiechnęła się, a grymas tego uśmiechu oszpecił jej piękną twarz. Jej migdałowe oczy błyszczały złowieszczo.

    – Leć mały gadzie – syknęła. – Sprowadź pomoc dla swojej pani.

    Wróżka nie czekała na dalszą zachętę. Spojrzała na nieprzytomną królewnę i odleciała w poszukiwaniu Matthew. 

    Odnalazła chłopaka po kilkudziesięciu minutach. Wyczerpana opadła na koński grzbiet. Z trudem chwytała powietrze. Szarooki miał ochotę nią potrząsnąć, ale bał się, ze w ten sposób niczego się nie dowie. Zmusił się, żeby cierpliwie poczekać.

    – Eliza… jaskinia… – To wystarczyło chłopakowi. Pogonił konia do galopu. – NIEEEEE! – wydarła się Myo z całą siłą dziecięcego głosiku, na jaki było ją stać. 

    Matthew zatrzymał się niechętnie.

    – Co znowu? – syknął.

    – Wiedźma! Ma ją wiedźma!

    Szarooki zaczął kląć. Wróżka skuliła się zasłaniając dłońmi uszy.

    – Nie mam wyjścia – powiedział w końcu cicho. – Muszę się z nią spotkać.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Kiedy Szarooki znalazł się pod jaskinią, Vivien już na niego czekała. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. Nie zamierzał grać w jej grę.

    – Gdzie Eliza? – warknął. – Co jej zrobiłaś?

    – Jeszcze nic – kobieta uśmiechnęła się radośnie. Wskazała leżącą na ziemi dziewczynę. Otaczały ją jakieś czarne cienie. – Jeżeli się do niej zbliżysz, umrze. Wystarczy najlżejszy dotyk.

    – Czego chcesz? – zapytał wściekłym tonem. 

    Nigdy do tej pory nie odczuwał takiego lęku jak w tej chwili. Ona po prostu nie mogła umrzeć. Nie pozwoli na to. Wiedźma wykonała niejasny gest ręką. Królewna otworzyła oczy. Spojrzała na Szarookiego.

    „Matt…” – chłopak usłyszał w myślach.

    Dziewczyna usiadła. Skuliła się na ziemi. Dookoła niej latały bezkształtne sylwetki, były coraz bliżej. 

    „Eliza! Nic ci nie jest?” 

    „Boje się…” 

    Chłopak czuł jej strach. Czuł zimno i pustkę, jakie niosły ze sobą cienie. Na własnej skórze doświadczył z czym wiąże się ich dotyk. Vivien uśmiechnęła się promiennie.

    – Doskonale to wiesz.

    – Skąd mam wiedzieć, że jej nie zabijesz? – szepnął.

    – Dam ci moje słowo. Wiesz z czym się wiąże złamanie obietnicy przez wiedźmę. Zginę rozsypując się w nicość.

    – Zrobię co zechcesz – powiedział spokojnym już głosem. – Nie skrzywdzisz królewny i pozwolisz jej odejść.

    – Masz na to moje słowo. Ona mnie nie interesuje. – Roześmiała się. – I tak prędzej czy później znajdą ją i zabiją. Zsiądź z konia – rozkazała. – Teraz podejdź tu powoli. – powiedziała, kiedy wykonał pierwsze polecenie. – Pamiętaj, że ona zginie, jeżeli w jakiś sposób stracę koncentrację.

    Matthew spokojnie ruszył w jej stronę. Zatrzymał się bezpośrednio przed kobietą. Wiedźma wyjęła strzykawkę. Podeszła do chłopaka i wbiła mu igłę w ramię.

    – Może to nie konwencjonalna metoda – uśmiechnęła się – ale bardzo praktyczna.

    Szarooki osunął się na ziemię. Przestał cokolwiek widzieć. Nie zdawał sobie sprawy co się dzieje. Vivien odwołała cienie. Eliza siedziała skulona w jaskini. Drżała. Bliskość świata umarłych zostawiła ślad w jej umyśle. Nie była w stanie się poruszyć. Dookoła siebie wyczuwała jedynie ból i cierpienie.

    Wiedźma zaczęła snuć zaklęcie. Znikąd pojawiła się fioletowo-szara kula światła. Potem zaczęła rosnąć, coraz bardziej przypominając bramę. Był to portal do Doliny Cienia. 

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    – Patrz tam! – rzuciła Wika wskazując fioletowo–szare światło unoszące się przy skalistym pagórku.

    – Jedziemy – warknął Devor zmuszając konia do galopu.

    Obydwoje popędzili do jaskini. Przed wejściem do groty otwierał się coraz większy portal. Viven pochylała się nad skulonym na ziemi Szarookim. Obok na trawie leżały dwie, puste strzykawki.

    Chłopak czuł rozchodzący się, promieniujący po całym ciele ból. Zamknął oczy. Błagał w duchu, żeby przynajmniej Eliza była bezpieczna.

    – Coraz bardziej podoba mi się ta technika – mruknęła, kiedy chłopak jęknął z bólu, po podanym mu narkotyku. Chwyciła go za włosy, podnosząc jego głowę wyżej, tak, żeby musiał na nią spojrzeć. – Wiesz co ci podałam? – uśmiechnęła się do niego słodko. – Pierwsze to środek zwiotczający mięśnie… – Kobieta wyprostowała się gwałtownie słysząc konie.  – Co u licha? – Spostrzegła zbliżających się jeźdźców. Zaklęła rozpoznając w jednym z nich Łowcę. – Czy ten cholerny partacz Wilhelm do niczego nie może się przydać?!

    Kobieta popatrzyła na bramę. Potrzebowała jeszcze tylko chwili, żeby móc się stąd wynieść. Jeźdźcy zeskoczyli z koni. Devor wyciągnął miecz.

    – Gra skończona Vivien – warknął. – Gdzie moja siostra?

    Wiedźma uśmiechnęła się ślicznie. Wskazała wylot jaskini. Łowca spojrzał w tamtym kierunku. Królewna siedziała skulona na skalnym podłożu.

    – Mnie zależy tylko na tym, żeby zabrać demona. Dziewczyna jest bezpieczna. Pozwól nam odejść, a ty także pozbędziesz się swojego problemu. 

    Jeszcze tydzień temu blondyn niechybnie skorzystałby z jej propozycji. Teraz jednak cały jego światopogląd legł w gruzach. Nic już nie było tym, czym powinno być. Nawet demony przestały w jego oczach uchodzić za zdolne jedynie do mordowania bestie. Spojrzał na skuloną sylwetkę swojej młodszej siostry, potem na leżącego na trawie Szarookiego. Naprawdę zaczynał coraz bardziej lubić chłopaka. Pokręcił głową. Uniósł miecz. Stanął tak, żeby znajdować się między wiedźmą, a stworzoną przez nią bramą.

    – W imieniu Sojuszu Zjednoczonych Krain jesteś aresztowana za zdradę, Vivien.

    Wiedźma roześmiała się dźwięcznie.

    – Skoro chcesz ze mną walczyć, niech więc tak będzie.

    Devor rzucił się na nią z mieczem. Tego dnia było mu już wszystko jedno, kogo jeszcze zabije. 

    Wika ominęła ich szerokim łukiem i podbiegła do siedzącej na ziemi Elizy. Objęła ją przytulając do siebie.

    – Liska! Liska! Nic ci nie jest? – kiedy przyjaciółka spojrzała na nią mętnym, przestraszonym wzrokiem, ta wiedziała już, że coś jest bardzo nie w porządku.

    Vivien była przygotowana na atak. W tym, pełnym magii świecie, umiejętności walki i runy ochronne Łowców, nie miały aż takiego znaczenia. Z ziemi przy nogach Devora błyskawicznie wyrosło mocne, kolczaste pnącze. Oplotło ręce i nogi mężczyzny. Miecz wypadł mu z dłoni. Szarpał się, próbując wydostać, jednak łodygi zaciskały się tylko coraz mocniej, a spore kolce rośliny wbijały w jego ciało.

    Wika zerwała się z ziemi, wypuszczając przyjaciółkę z objęć. Rzuciła się na wiedźmę. Tamta znów się roześmiała. Wojowniczą dziewczynę otoczyło zielonkawe światło. 

    – Rusz się, a zginiesz – powiedziała cicho wiedźma. – No i po zabawie. Wracam do domu. 

    Nie zauważyła jednak małej, schowane za czarnym rumakiem wróżki, która korzystając z ogólnego zamieszania i chaosu podfrunęła bliżej i teraz była dokładnie za plecami Vivien. Rozsypała nad jej głową złoty, migoczący proszek. Tamta zaczęła gwałtownie kaszleć. 

    – Ty mała… – zamachnęła się rzucając w Myo kulą fioletowego światła. 

    Strąciła istotkę na ziemię, ale nie zdążyła już nic więcej zrobić. Złoty proszek osiadł na jej ramionach i włosach. Jej ciało zaczęło się kurczyć i przekształcać. Chwilę później na miejscu wiedźmy stał uroczy, różowy królik o migdałowych, jasnych oczach.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Trzymające Łowcę pnącze rozsypało się na kawałki, zielone światło otaczające Wikę zniknęło. Devor upadł na ziemię. Jego biała koszula, była poprzedzierana w wielu miejscach, z małych ranek sączyła się krew. Dziewczyna podbiegła do niego pomagając mu wstać. 

    Szarooki jęknął. Podniósł się z trudem do pozycji siedzącej. Ból, jaki odczuwał po podaniu narkotyku, palił całe jego ciało. Nie był pewien czy jest w stanie się ruszać. Za wszelką cenę starał się skupić na tyle, by dotrzeć do królewny.

    „Eliza” – wysłał cichą, rozpaczliwą myśl.

    Łowca wstał. Wolnym krokiem zbliżył się do skulonej w jaskini siostry. Podniósł ją delikatnie z ziemi i wyniósł na zewnątrz. Ułożył ją na trawie, tuż obok demona. Szarooki spojrzał na niego pytająco. Devor tylko wzruszył ramionami. Przytulił do siebie Wikę, która podeszła do nich niosąc małe, bezwładne ciałko wróżki.

    Matthew dużym wysiłkiem woli zdobył się na to, by położyć się koło królewny. Spojrzała na niego lekko rozmytym, nieobecnym wzrokiem. Delikatnie dotknął jej policzka.

    „Eliza, musisz tu wrócić” – przelał w tę myśl wszystkie swoje pragnienia i obawy. – „Proszę.”

    „Boję się” – usłyszał w odpowiedzi.

    „Jestem przy tobie, wróć do mnie, proszę.” – błagał dziewczynę rozpaczliwie.

    „Matt… tak bardzo mi zimno… tu niczego nie ma…” 

    „Dlatego właśnie musisz wrócić, kocham cię, nie zostawiaj mnie, proszę.” – przysunął się do niej bliżej, objął ją ramieniem.

    Odetchnął z ulgą, kiedy dziewczyna odwróciła się na bok i wtuliła twarz w jego koszulę. Potem sam, wyczerpany działaniem narkotyków, osunął się w nicość.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Sylwia siedziała przy łóżku Szarookiego. Uśmiechnęła się do chłopaka, kiedy otworzył oczy. Gwałtownie usiadł. Zakręciło mu się w głowie. Chwycił dziewczynę za ręce.

    – Gdzie Eliza? – warknął ostro.

    – Uspokój się – powiedziała tamta rozbawionym głosem. – Nic jej nie jest. Śpi.

    Chłopak odetchnął głęboko i opadł na poduszki. Z powrotem zapadł w sen.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Szarooki spał bardzo niespokojnie, budził się co kilka godzin. Gorączkował. Kiedy otworzył oczy zobaczył swoją królewnę. Siedziała na dywanie przy jego łóżku. Głowę miała opartą na swoich ramionach. Oddychała spokojnie. Spała. Uśmiechnął się delikatnie na ten widok. Wyciągnął rękę i dotknął jej jasnych włosów. Chciał sprawdzić, czy na pewno jest rzeczywista i realna.  Odwrócił się na bok, żeby móc na nią wygodnie popatrzeć.

    – Kocham cię – wyszeptał, zanim ponownie zapadł w sen.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Po komnacie księcia kręciło się coraz więcej ludzi. Miał tego serdecznie dość. Chciał, żeby się stąd wynieśli. Właściwie zależało mu na towarzystwie tylko jednej osoby, a jak na złość, jej właśnie tu nie było. Siedział podparty dużą ilością poduszek. Miał ochotę już wstać, ale kiedy spróbował, jego mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Potem przyszła długa reprymenda od Sylwii. Więcej już tego nie próbował.

    Do pokoju weszła Eliza. Prowadziła za rączkę małą, około pięcioletnią dziewczynkę. Dziecko wyglądało jak niemal idealna, tylko młodsza, kopia jej samej. Matthew zdumiony wytrzeszczył na nie oczy. Obie uśmiechnęły się do niego promiennie. Królewna usiadła na brzegu łóżka, sadzając sobie dziewczynkę na kolanach.

    – Jak się czujesz? – zapytała przyglądając mu się uważnie.

    – Mam tego wszystkiego serdecznie dosyć – jęknął. – Kto to? – spytał wskazując na złotowłosą pięciolatkę.

    – Nie poznajesz? – zdziwiła się Eliza.

    Pokręcił głową. Mała wystawiła do niego język.

    – Myo? – spytał zdziwiony, pierwszy raz używając imienia wróżki.

    – Zgadłeś – uśmiechnęła się do niego szczerząc w uśmiechu drobne ząbki.

    – Ale jak? – nie bardzo rozumiał chłopak.

    Pamiętał tylko jak wróżka zaatakowała wiedźmę, potem upadła na ziemię uderzona fioletowym światłem. Sam zresztą nie był wtedy za bardzo przytomny.

    – Wróżki nie da się zabić – powiedziała cicho Eliza – sama musi chcieć przestać istnieć. Myo nie chciała. Przez magię Vivien nie miała już jednak pyłu na skrzydełkach. Przestała być magicznym stworzeniem. Zmieniła się w dziecko. Teraz jest po prostu zwyczajnym człowiekiem. 

    Szarooki uśmiechnął się krzywo.

    – Taka mi się bardziej podoba. Nie lubiłem tego jej magicznego pyłu.

    – Naprawdę? – spytała nieśmiało dziewczynka.

    – Przynajmniej już nie jesteś taka strasznie brzydka – odpowiedział z drwiącym uśmieszkiem błąkającym się w kącikach ust.

    Zachichotała. Zsunęła się z kolan Elizy i zbliżyła po łóżku do na wpółleżącego chłopaka. Wyciągnął do niej ręce. Przytuliła się do niego nieśmiało. Objął ją i delikatnie pogładził jej złote włosy.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    – Naprawdę musisz jechać? – spytała cicho Eliza.

    – Tak – odparł Devor. – Mój ojciec nie żyje. Ktoś musi przekazać tą informację. Nie mogę zostawić Terony królowej Milenie. Ludzie za bardzo by na tym ucierpieli.

    Stali na zamkowym dziedzińcu. Osiodłane konie czekały gotowe do drogi.

    – Więc przestaniesz być Łowcą i zostaniesz królem? – uśmiechnęła się do niego smutno.

    – Na to wygląda – odpowiedział smętnie.

    Dziewczyna wiedziała, że jej brat wcale nie jest zachwycony tą perspektywą. Po prostu nie widział innego wyjścia.

     – Jeżeli chcesz pożyczę ci na trochę Falghara, mojego zarządcę. Jest naprawdę świetny w tym co robi. – Wtrącił się, stojący za Elizą, Matthew. – O nic nie muszę się martwić.

    Devor uśmiechnął się do niego krzywo. Zawarli z Szarookim niepisany rozejm. Nie byli może najlepszymi przyjaciółmi, ale przestali skakać sobie do gardeł.

    – Ruszajmy już – wtrąciła się niecierpliwie Wika. – Chcę polatać.

    – Nawet wy mnie zostawiacie – zwróciła się do przyjaciółek królewna.

    – Zawsze możesz jechać z nami – uśmiechnęła się do niej, stojąca przy jabłkowitej klaczy z dziwnymi, ziejącymi pustką oczodołami, Sylwia.

    – Nie, nie mogę – odpowiedziała cicho Eliza, przysuwając się bliżej do Szarookiego.

    Dziewczyna uściskała przyjaciółki na pożegnanie. Pocałowała brata w policzek. Cała trójka dosiadła demonicznych koni i wzbiła się w niebo.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Był jasny, słoneczny dzień. Zbliżał się koniec lata. Kwitnące wrzosy zachwycały swoim pięknem. Myo leżała zwinięta w kłębek na kocu. Spała. Eliza stała, zanurzona po pas, w niewielkim, urokliwym jeziorku. Woda była tam na tyle przezroczysta, że widziała, maleńkie, pływające pod powierzchnią różnobarwne rybki. 

    Matthew podpłynął do niej ochlapując ją wodą. Pisnęła. Chłopak chwycił ją w pasie obejmując od tyłu ramionami. Stanęła opierając się o niego ufnie. Zadowolony zamruczał jej do ucha. Między nimi znów wszystko było dobrze.

    „Kocham cię” – wysłała Szarookiemu nieśmiałą myśl.

    „Ja ciebie też” – odpowiedział, a jego duszę wypełniała bezgraniczna radość.

    „Co zrobimy teraz?” – spytała, ciągle mówiąc w myślach, żeby nie zbudzić spokojnie śpiącej nieopodal Myo

    „Położymy się na kocu?” – spytał rozbawiony.

    „Wiesz, że nie o tym mówię” – zganiła go dziewczyna.

    Podsunął jej kilka różnego rodzaju ciekawych obrazów ze swojego umysłu. Dziewczyna zarumieniła się uroczo.

    „Matt…”

    Westchnął.

    „Zrobimy co zechcesz” – odpowiedział. – „Wiesz, wcale nie musimy tu zostawać… Falghar naprawdę doskonale sobie radzi. Inni zresztą też. Mam całkiem przyjemne mieszkanie na dwunastym piętrze wieżowca w trójmieście…”

    Królewna odwróciła się do niego i oplotła jego szyję ramionami. Wspięła się na palce całując go w usta. Namiętnie odwzajemnił jej pocałunek. Przez myśli dziewczyny przemknęły różne emocje. Wiedział, że jest teraz absolutnie szczęśliwa. Sam też tak się czuł.

    „Cudowna perspektywa.” – oznajmiła mu zadowolona. 

     „Wszystko jeszcze przed nami. Mamy dla siebie całe życie.” – odparł z szerokim uśmiechem na twarzy.

    THE END

    Note