Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Królestwo Hanaji

    Dannae wtuliła twarz w dłonie cicho łkając. Złote włosy, które sięgały jej niemal bioder, falistą kaskadą opadały teraz na skuloną postać, niczym kurtyna zasłaniając jej drobną sylwetkę. Siedziała w białej, atłasowej pościeli swojego łoża z baldachimem. To twój obowiązek, słyszała w głowie przerażające, trudne do zniesienia słowa ojca. Tak bardzo pragnęła, żeby jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Podeszła do niej stara służąca o pomarszczonej twarzy. Usiadła obok królewny na łóżku. Przytuliła ją do siebie. Dziewczyna przylgnęła do niej mocno. Nie mogła przestać płakać.

    – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, kochanie – uspakajała ją cicho Rebecka. – Nie masz czego się bać, na pewno jakoś się ułoży. Musisz być dzielna.

    To właśnie ona opiekowała się Dannae od kiedy ta przyszła na świat. Od zawsze zastępowała jej matkę, która zmarła przy porodzie córki. Zmęczona łkaniem dziewczyna usnęła w jej wątłych, ale mimo to opiekuńczych i kochających ramionach.

    Mayonaka, Zjednoczone Krainy

    7 lat wcześniej

    Tego dnia Richard był w paskudnym nastroju. Niespokojnie chodził po komnacie. Jego doradcy trzęśli się ze strachu. Tylko sędziwy Nataniel zachował jako taki spokój. Ich propozycja była po prostu niedorzeczna, ale on sam boleśnie zdawał sobie sprawę, że nie potrafi znaleźć innego rozwiązania.

    – Książę, to naprawdę bardzo dobry układ – ośmielił się zauważyć siedzący na wyściełanym czerwonym aksamitem krześle, starszy mężczyzna. – Taka okazja może się nie powtórzyć. To ostatnia z żyjących córek driad, o jakiej wiemy.

    – I myślisz, że on się na to zgodzi? – warknął coraz bardziej rozeźlony Richard.

    Kiedy miał taki humor, zazwyczaj masowo ginęli ludzie. Jeżeli nie było akurat pod ręką jakiejś wrogiej armii, byli to jego właśni poddani. Rządy Richarda Wairudo były tyrańskie, okrutne i sadystyczne, nie można mu jednak było odmówić umiejętności prowadzenia państwa oraz sprawiedliwości którą obdarzał zarówno arystokratów jak i plebs . Ludzie się go bali, ale w krainach panował dobrobyt i długo wyczekiwany, drogo opłacony pokój. Teraz, od ponad stu dwudziestu lat, Mayonaka nie potrzebowała nawet armii. Kiedy rządził nią Richard, nikt nie ośmieliłby się wypowiedzieć jej wojny.

    – Nie ma wyjścia, panie – odpowiedział cicho mężczyzna. – Stoi pod ścianą. Zgodzi się, albo straci całe królestwo.

    Książę przeczesał palcami kasztanowe, nieco przydługie włosy, które zawsze nadawały mu nieco zawadiacki wygląd. Jego kraj domagał się potomka, a on nie potrafił sprostać zadaniu. Jego ciało w żaden sposób nie reagowało na ludzkie kobiety. W jego żyłach płynęła krew długowiecznych ras i nic nie mógł na to poradzić.

    – Pomyśleliście, że może ja nie chcę takiego układu? – warknął. – Ile to dziecko w ogóle ma lat?!

    – Dziewięć, panie – odpowiedział potulnie jeden z drżących pod ścianą mężczyzn.

    Chłodny wzrok Richarda spoczął na twarzy przerażonego człowieka. Pot oblał czoło dworzanina. Zdał sobie sprawę, że znalazł się o krok od śmierci.

    – Książę – zaczął łagodnie, siedzący wraz z innymi, starzec – przecież nikt nie każe ci jej brać teraz… Możesz poczekać, aż stanie się kobietą i skończy na przykład… – zastanowił się chwilę, nie chcąc urazić swojego władcy – czternaście lat.

    – Szesnaście i ani dnia mniej – syknął Richard i z hukiem otwierając, potężne, okute metalem drzwi, opuścił komnatę.

    Królestwo Hanaji

    Królewnie Dannae od zasłyszanych informacji kręciło się w głowie. Wszyscy rzucali w jej kierunku smutne, współczujące spojrzenia. Według zwartego siedem lat wcześniej paktu, w dniu swoich szesnastych urodzin miała zostać żoną księcia Mayonaki, Richarda Wairudo. Od dziecka rozumiała, że w jej życiu nie było miejsca na miłość, ale zarówno o Zjednoczonych Krainach jak i o ich mrocznym władcy krążyły najróżniejsze, zazwyczaj przerażające pogłoski. Dziewczyna zacisnęła drobne dłonie w pięści. Nie zamierzała w nie wierzyć, ale na przekór wszystko tylko im dowodziło. Widziała jak staremu królowi jest przykro, że musiał się zgodzić na warunku umowy. Nie chciał oddawać jedynej córki mrocznemu księciu, nie miał jednak wyboru. Siedem lat temu, dwa wielkie mocarstwa postanowiły podzielić maleńkie Królestwo Hanaji między siebie. Sojusz z Mayonaką był dla króla Andreasa jedynym ratunkiem. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a on w zmian za pokój sprzedał Richardowi Wairudo własną córkę. 

    Wszystko toczyło się zbyt szybko i zupełnie niezgodnie z tradycją. Stary król nie miał wyjścia i potulnie spełniał wszystkie życzenia księcia Mayonaki. Dwa dni wcześniej przysłał jednego ze swoich doradców, by ustalić wszystkie niezbędne szczegóły. Sam planował przybyć dzień przed ceremonią zaślubin, a już dzień po niej, wyjechać, zabierając ze sobą królewnę Dannae. 

    Dziewczynę, oprócz z trudem powstrzymywanego strachu, dręczyła ciekawość. Bała się, a jednocześnie nie mogła doczekać, kiedy pozna swojego przyszłego męża. Całe jej dotychczasowe życie miało ulec drastycznej zmianie. Cichutko wśliznęła się przez otwarte drzwi do pokoju narad. Jej ojciec podniesionym głosem rozmawiał z doradcą księcia.

    – Myślę, że trzysta osób będzie stanowiło odpowiednią świtę dla mojej córki – powiedział stanowczo stary król.

    – Książę powiedział wyraźnie, nikogo! Królewna ma być sama. Jego zdaniem w zamku jest wystarczająco dużo służby – oznajmił sędziwy doradca, którego oczy przepełnione były jednak współczuciem.

    Król Andreas poczerwieniał na twarzy, nie mógł w tej sytuacji nic zrobić. Dannae mocno zacisnęła wargi, żeby się nie rozpłakać, co jak wiedziała nie przystoi królewnie. Już za niecały tydzień znajdzie się zupełnie sama w obcym, przerażającym miejscu. Po cichu wycofała się z komnaty. Nie chciała poznać dalszych warunków. Musiała być silna. Nie pozwoli by rozpacz wdarła się do jej serca. Cokolwiek by się nie stało, ona jakoś sobie z tym poradzi. W dalszym ciągu pragnęła być szczęśliwa.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Dannae denerwowała się przez cały dzień. Tego wieczora po raz pierwszy miała zobaczyć swojego przyszłego małżonka. W oszałamiającej, błękitnej sukni, w towarzystwie eskorty dam dworu, weszła do wielkiej, balowej sali. Została oficjalnie przedstawiona, a potem usiadła przy długim, suto zastawionym stole u boku mężczyzny, z którym miała spędzić resztę życia. Królewnę zaskoczył przede wszystkim młody wygląd Richarda Wairudo. Spodziewała się raczej kogoś w wieku jej ojca. Tymczasem książę wyglądał najwyżej na dwadzieścia parę lat, co wydawało się być niemożliwe, bo przecież siedem lat wcześniej podpisali pakt… Chyba, że jego też ktoś do tego zmuszał, zupełnie tak jak ją samą. Zrobiło się jej odrobinę lżej z tą myślą. Przyjrzała się mu dyskretnie. Był wysoki i dobrze zbudowany. Burza kasztanowych włosów nadawała mu odrobinę zawadiacki, młodzieńczy wygląd. Jednak jego oczy… Dannae uznała, że to ich ludzie boją się w tym człowieku. Były jasno niebieski i przerażająco zimne. Zupełnie jakby Richard nie miewał żadnych cieplejszych uczuć. Królewna nie zamierzała oceniać przyszłego męża po wyglądzie. Nigdy tego nie robiła. Doskonale wiedziała, jak może to być krzywdzące. Nie chciała też sądzić go na podstawie oceny innych. Nie, książę Wairudo miał u niej czystą kartę. 

    Przez cały wieczór na twarzy księcia gościło znudzenie i obojętność. Zagadywany odpowiadał zawsze grzecznie i uprzejmie, sam jednak nie zaczynał żadnych rozmów. Z królewną także nie zamienił ani słowa. Zaraz po skończonej kolacji przeprosił, wymówił się zmęczeniem po podróży i udał do gościnnych pokoi. Dannae po prostu nie mogła nie wykorzystać tej szansy. Nikt nie był zdziwiony, kiedy podziękowała za wspólną kolację i wyszła cichutko z balowej sali.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Richard usłyszał ciche pukanie. Ogarnęła go fala złości. Czy nie mogą po prostu zostawić go w spokoju?! Niechętnie otworzył. Szybko ukrył zaskoczenie, kiedy w drzwiach zobaczył skromnie spuszczającą wzrok królewnę Dannae. Czego ten ciekawski dzieciak tutaj szukał?! Dygnęła przed nim, unosząc delikatnie błękitną suknię. Skinął jej w odpowiedzi głową

    – Czy mogę wejść, wasza wysokość? – zapytała cichutko. 

    Korciło go, żeby powiedzieć nie, odsunął się jednak od drzwi wpuszczając ją do środka. Kiedy przechodziła obok, poczuł jak całe jego ciało sztywnieje. Cholerny Nataniel jak zwykle miał rację i rzeczywiście ta dziewczyna na niego działała. Przyjrzał się jej uważnie. Była ładna, jak na królewnę przystało. Długie złote włosy, opadające falami na jej plecy i ramiona, chabrowo niebieskie oczy, lekko drżące, różowe usteczka, delikatna, szczupła sylwetka i jasna alabastrowa skóra. Widział jednak setki pięknych dziewcząt, a żadna ani odrobinę go nie ruszała.

    – O co chodzi, lady? – spytał chłodno, błagając w duchu, żeby jak najszybciej stąd wyszła.

    – Przyszłam cię błagać książę – powiedziała podnosząc na niego wzrok – żebyś pozwolił mi zabrać ze sobą moją pokojówkę, April. 

    Przyjrzał się jej nieco rozbawiony.

    – Zapewniam cię, lady, że mam w zamku wystarczającą ilość dobrej służby – oznajmił cierpko. – Czy nie ufasz moim słowom, królewno?

    – Nie o to chodzi – powiedziała cicho. – April jest moją przyjaciółką. Bawiłyśmy się razem, kiedy byłam jeszcze zupełnie mała. Proszę, książę, pozwól mi ją zabrać – w głosie dziewczyny słychać było błagalną nutę.

    Richard poczuł jak jego złość opada, zastąpiona przez rozbawienie.

    – Jeżeli jest dla ciebie lady, tak cenną osobą, to czemu nie została twoją damą dworu? – zapytał sceptycznie.

    Oczy Dannae rozszerzyły się ze zdumienia. Oczekiwał, że za chwilę rozkapryszona dziewczyna wygarnie mu jak absurdalny to pomysł. Ona jednak tylko posmutniała.

    – Bardzo bym chciała, ale to niemożliwe, książę – powiedziała drżącym głosem. – April pochodzi z ubogiej, wiejskiej rodziny. W jej żyłach nie płynie błękitna krew.

    Mężczyzna starannie ukrył swoje zaskoczenie, wywołane jej zgrabną odpowiedzią. Postanowił grać dalej. Czy naprawdę aż tak łatwo królewna przełknie arystokratyczną dumę?

    – W Mayonace takie rzeczy są na porządku dziennym – oznajmił. – Jeżeli ktoś się specjalnie zasłuży, otrzymuje w nagrodę szlachecki tytuł. Czy April jest taką właśnie osobą?

    Królewna uśmiechnęła się do niego promiennie. Richard patrzył na nią zaskoczony.

    – Więc naprawdę mógłbyś to zrobić? – zapytała przepełnionym zachwytem głosem, pomijając już wszystkie formalności, zupełnie jakby wyleciały jej z głowy. – April pojedzie ze mną, jako moja dama dworu? – usłyszał niekłamaną radość w pełnym entuzjazmu głosie dziewczyny.

    Zupełnie nie to miał na myśli. Chciał na nią wrzasnąć, zaprotestować, ale nie potrafił. Chabrowe oczy wciągnęły go w swoją głębię. Boleśnie poczuł, że jego spodnie zrobiły się zdecydowanie za ciasne. Skinął głową, błagając w duchu, żeby wreszcie sobie poszła, zanim nie wytrzyma i zerwie z niej ubranie. Nie miał najmniejszej ochoty podbijać Królestwa Hanaji, miał dość kłopotów z Mayonaką, a do tego takie zachowanie prawdopodobnie by właśnie doprowadziło. Już następnej nocy będzie miał ją na własność, wtedy zrobi z nią co tylko zechce.

    – Przed wyjazdem dostanie oficjalnie przyznany tytuł „lady” – obiecał obojętnym tonem, w tym momencie dałby jej wszystko, byleby tylko sobie poszła.

    Dannae pisnęła radośnie. Richard zgłupiał, kiedy podeszła do niego oplatając rękami jego szyję. Wspięła się na palce, pocałowała go w szorstki policzek, a potem wybiegła z komnaty przepełniona dziecięcą radością. Mężczyzna drżał. Ledwo nad sobą zapanował. Starannie zamknął drzwi, a potem opadł na wielkie, ozdobione baldachimem łoże. Rozplątał ciasne wiązanie spodni, by wypuścić, pierwszy raz w jego cholernie długim życiu, gotową do działania męskość. 

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~ 

    Tej nocy, królewna Dannae nie mogła zmrużyć oka. Nazajutrz miał być jej wielki dzień. Teraz nie bała się go tak bardzo. Nie musiała jechać do krain Mayonaki sama, będzie miała ze sobą swoją najdroższą przyjaciółkę, April. To naprawdę wiele dla niej znaczyło. Poza tym Richard, wbrew wszystkiemu co o nim słyszała, okazał się nie być wcale taki straszny, do tego miał cudowne, niekonwencjonalne pomysły. W Dannae zaczęła się rodzić nadzieja, że będzie potrafiła go naprawdę pokochać.  

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Kiedy rankiem, Richard stanął w przedsionku wielkiej sali, miał mieszane uczucia. Cała uroczystość wydawała mu się jedną wielką farsą. Jego zdaniem była to po prostu transakcja wiązana i nic więcej. On dostanie królewnę, której potrzebował, a w zamian za to, królestwo Hanaji będzie bezpieczne. Sam jednak, decydując się powiązać swoje życie z Mayonaką, zgodził się na branie udziału w tych wszystkich konwenansach, których szczerze nienawidził.

    Tym razem nie musiał długo czekać. Był wdzięczny za to, że jego cierpliwość nie została wystawiona na próbę. Był już wystarczająco niezadowolony z samego faktu trwającej uroczystości. Królewna Dannae nie weszła, a wręcz wpłynęła do holu niczym poranna mgiełka. W białej, bogato zdobionej sukni, wyglądała wręcz zjawiskowo. Długie, jasne włosy, miała splecione w skomplikowany warkocz, a ich końce luźno spływały po lewym ramieniu dziewczyny. Uśmiechnęła się promiennie na widok Richarda, który pierwszy raz w życiu zaniemówił. Podeszła do niego, a on poczuł jak jej drobna, chłodna dłoń wślizguje się w jego. Obudziło się w nim pożądanie, sprawiając mu niemal fizyczny ból. Z trudem je opanował, powtarzając sobie w myślach, że już za kilka godzin dziewczyna będzie jego. 

    Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że królewna cała drży. On sam był poirytowany, ale Dannae po prostu się bała. Poczuł się bardzo nieswojo. Kiedy stała tak blisko niego, po prostu nie potrafił jej traktować jako przedmiotu handlu. Była żywą istotą, z krwi i kości, już nie dzieckiem, a młodą kobietą, na dodatek zdenerwowaną i przestraszoną. Zacisnął rękę na jej drobnej dłoni. Zmusił się, żeby jeszcze raz na nią spojrzeć. Nie miał pojęcia, dlaczego ta istota wywołuje w nim tyle emocji, uczuć, których już od lat nie powinno tam być.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Po ceremonii zaślubin odbyło się huczne wesele, które zdaniem Richarda trwało zdecydowanie zbyt długo. Nawet nie próbował zmusić się do uśmiechu, przyjmując setki gratulacji i wysłuchując nudnawych toastów. Był na granicy wytrzymałości i sam nie mógł uwierzyć, że jedynym co powstrzymuje go przed wybuchem, jest bliskość siedzącej przy nim cichutko Dannae.

    Odetchnął z ulgą, gdy po wielu, męczących godzinach, znalazł się wreszcie w sypialni, ze swoją nową, młodziutką żoną. Stała na środku pokoju, w olśniewającej, białej sukni i patrzyła na niego spłoszonym, sarnim wzrokiem. Westchnął. Nie miał najmniejszej ochoty na bycie delikatnym i czułym, nie chciał też jednak skrzywdzić dziewczyny. Wiedział, że będzie musiał to jakoś pogodzić i nie stracić panowania nad sobą. Czekało go trudne zadanie. Podszedł do kruchej, delikatnej postaci. Spojrzał na nią z góry. Wyciągnął przed siebie rękę, dotykając ramienia dziewczyny. Zsunął ramiączko jej bogato zdobionej kreacji. Gwałtownie odsunęła się od niego, uciekła pod samą ścianę. Nie tego się spodziewał. Poczuł jak powoli narasta w nim gniew. Nikt, nigdy nie śmiał mu się sprzeciwiać. Dannae była pierwsza i zdecydowanie mu się to nie spodobało. 

    – Chyba nie rozumiesz swoich obowiązków, królewno – zwrócił się do niej lodowato zimnym tonem. 

    – Nie – wyszeptała cicho, spuszczając wzrok. – Ja nie…

    Richard poczuł jak wściekłość miesza się w nim z podnieceniem. To nie było dobre zestawienie. W dalszym ciągu, na granicy świadomości zdawał sobie sprawę, że nie może jej skrzywdzić. Lepiej dla dziewczyny, żeby była posłuszna. W jednej chwili znalazł się przy niej. Chwycił w dłoń jej podbródek, zmuszając, żeby na niego spojrzała. 

    – Posłuchaj mnie uważnie – zaczął bezdusznym tonem – ja też nie jestem zachwycony tą sytuacją. Kiedy tylko dasz mi syna, będziesz mogła zrobić co zechcesz, a mnie nigdy więcej nie będziesz musiała oglądać na oczy. 

    W oczach królewny stanęły łzy. Drżała. Zabrał dłoń. Podszedł do niej bliżej, uznając, że zrozumiała. Dziewczyna cofnęła się w róg pokoju. Dalszą drogę z dwóch stron zagradzała jej kamienna ściana. Dannae osunęła się na, pokrytą miękkim dywanem, podłogę. Skuliła się w kącie.

    – Proszę – powiedziała błagalnie, z wyraźnym trudem powstrzymując się od płaczu. – Tylko nie dzisiaj. Znam swoje obowiązki – mówiła poprzez łzy – zrobię wszystko co do mnie należy, tylko nie dzisiaj.

    W Richardzie aż się zagotowało. Był bliski tego, żeby uderzyć dziewczynę. W ostatniej chwili coś go jednak tknęło. Odwrócił się na pięcie i zostawiając zapłakaną królewnę samą, wyszedł z komnaty.   

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Dannae cicho łkała. Czuła się do niczego. Wstała z podłogi i położyła się na wielkim, miękkim łożu. Niby jak miała mu wytłumaczyć, że to jej kobiece dni? Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, a on teraz uważa… Królewna zwinęła się w jak najciaśniejszy kłębek. Richard wcale jej nie chciał. Dla niego to był tylko obowiązek i wyraźnie jej to dzisiaj powiedział. To wszystko była jej wina! Może jeżeli lepiej ją pozna… jeżeli ona sama bardziej się postara… może wówczas on ją pokocha. Dannae przestała płakać. Zamknęła oczy. Tak, zrobi wszystko, żeby Richard Wairudo naprawdę ją pokochał.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Rankiem Richard był w podłym humorze. Nawet przy użyciu magicznych portali, podróż zajmie im najmarniej dwa dni, a on niczego bardziej nie pragnął niż znaleźć się w domu. Szedł właśnie, by sprawdzić jak idą przygotowania do drogi, kiedy usłyszał czyjś podniesiony głos. Przystanął przy otwartych drzwiach sali narad. Zobaczył delikatną, drżącą, postać królewny Dannae i stojącego nad nią mężczyznę z purpurową z gniewu twarzą.

    – Jak śmiałaś mu odmówić?! – wrzeszczał na nią. – To twój mąż, ma do ciebie pełne prawo! Teraz należysz do niego! Zachowałaś się jak rozkapryszony dzieciak! 

    – Ja… – zaczęła cichutko Dannae.

    Mężczyzna nadął się jeszcze bardziej, wyraźnie wściekły, że śmiała mu przerwać. Podniósł rękę, by uderzyć dziewczynę w twarz. Richard w jednej chwili znalazł się pomiędzy nimi. Poruszał się z nadludzką prędkością. Chwycił dłoń mężczyzny, wyginając ją w tył. Trzasnęła kość. Mężczyzna zawył z bólu. Richard go puścił. Tamten upadł na podłogę. 

    – Jeżeli jeszcze raz spróbujesz dotknąć mojej żony – wycedził przez zęby, stając nad nim – to pożegnasz się z życiem, nie tylko z ręką.

    Chwycił patrzącą szeroko otwartymi oczami Dannae za ramię i wyprowadził z komnaty. Był wściekły. Dziewczyna była jego i nikt nie miał prawa jej dotykać. Zatrzymał się dopiero za rogiem korytarza. Chciał coś powiedzieć, ale zanim wydobył z siebie choćby słowo, królewna przylgnęła do niego całą swoją drobną postacią. Przytuliła policzek do jego torsu, oplotła go w pasie ramionami. Spodziewał się wszystkiego, włącznie z histerią, ale na pewno nie takiej reakcji. Niezbyt przekonany do tego co robi, splótł dłonie na plecach dziewczyny. Podniosła na niego błyszczące, chabrowe oczy. Później ponownie spuściła wzrok, wtulając policzek w jego ozdobną tunikę.

    – Dziękuję – wyszeptała cichutko, a Richard nie miał pojęcia co jej odpowiedzieć.

    Droga do Mayonaki

    Dzień był pogodny i słoneczny, wręcz wymarzony na podróż. Dannae podeszła niespiesznym krokiem do zabudowanego powozu, w którym czekała już na nią April. Królewna nie była zachwycona perspektywą takiej podróży. Nie rozumiała czemu ma na sobie długą suknię, zamiast podróżnego stroju do konnej jazdy, nie była też przekonana do spędzenia całej drogi w powozie, wolałaby jechać wierzchem. Doradcy jej ojca jednak kategorycznie się temu sprzeciwili, mówiąc, że takie właśnie zwyczaje panują w cywilizowanych krajach, do jakich oni sami Królestwa Hanaji nie zaliczali.

    Dannae niechętnie podeszła do powozu, a potem jakby się rozmyśliła. Postanowiła, że najpierw poszuka Richarda. Miała nadzieję, że książę nie będzie miał nic przeciwko jej towarzystwu. Odnalazła swojego nowego męża przy stajni. Zaskoczona zauważyła, że chłopak sam przygotowuje swojego wierzchowca do drogi. Nie była pewna dlaczego, ale bardzo ucieszył ją ten fakt. Zbliżyła się do niego lekkim krokiem. Obdarzyła go swoim najładniejszym uśmiechem. Posmutniała na chwilę, kiedy spojrzał na nią, lodowato zimnym wzrokiem, szybko jednak do jej serca wróciła niezmącona niczym radość. W drzwiach stajni pojawił się chłopiec, prowadzący za wodze niesamowitej urody klacz. Dannae podbiegła do niej z dziecięcą wesołością. Koń był jabłkowity, ale bardziej brązowy niż szary. Miał smukłą szyję i zgrabne pęciny. Grzywa klaczy zapleciona była w setki drobnych warkoczyków. Królewna wyciągnęła rękę i z nabożną niemal czcią dotknęła końskiego pyska.

    – Jesteś taka piękna – szepnęła czule.

    Zbyt zaaferowana klaczą, nawet nie zauważyła, kiedy podszedł do niej Richard. Stanął za plecami wniebowziętej dziewczyny.

    – Podoba ci się? – zapytał.

    – Nigdy nie widziałam piękniejszej klaczy – oznajmiła Dannae z zachwytem w głosie.

    – Też tak sądzę – oznajmił. – Kupiłem ją po drodze. Nie mogłem się powstrzymać, kiedy ją zobaczyłem. Jak dobrze jeździsz? – spytał chłopak przyglądając się uważnie królewnie.

    Dziewczyna obdarzyła go promiennym uśmiechem.

    – Chcesz się przekonać? – zapytała zaczepnie.

    Uśmiechnął się lekko, prawnie niezauważalnie, ale nie umknęło to spostrzegawczemu wzrokowi Dannae.

    – Zawrzyjmy układ – zaproponował. – Będziemy podróżować przez portale. Powozem, z całym orszakiem, zajmie nam to jakieś dwa dni. Gdybyśmy pokonali tą trasę, w pełnym galopie, zajęłoby to nam  może jakieś 4 godziny. Jeżeli ci się uda, klacz będzie twoja. 

    – Nie mówisz poważnie, prawda? – zapytała zaskoczona.

    Z twarzy Richarda natychmiast zniknęło jakiekolwiek zainteresowanie. Wzruszył ramionami.

    – Mówiłem całkiem poważnie – stwierdził. – Nie ważne, zapomnij o tym.

    – Nie! – niemal krzyknęła Dannae. Obrzucił ją pytającym spojrzeniem. Królewna zerknęła w stronę zamku. – Czy mogłabym przebrać się w powozie i dosiąść jej za miastem?

    Chłopak zrozumiał. Skinął tylko głową i ruszył osiodłać własnego konia.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Dannae śmiała się, kiedy pędziła w pełnym galopie, a jej złote włosy rozwiewał wiatr. Klacz była cudowna! Stąpała miękko po ziemi, niemal płynąc w powietrzu. Bez trudu dotrzymywała kroku karemu ogierowi Richarda. Kilku godzinny cwał, zarówno dla niej jak i dla królewny, nie stanowił specjalnego wyzwania. Co jakiś czas zwalniali, przechodząc do lekkiego kłusa, kiedy mijali kolejne, pełne magicznych wibracji i energii wizualizującej się w postaci tęczowych barw, bramy. Zaraz potem jednak, znów puszczali się pełnym galopem. Dla dziewczyny, taka podróż, była cudownym przeżyciem. 

    Wreszcie, po ponad czterech godzinach jazdy, Richard zwolnił do stępa. Spieniony koń zadrżał, równie zadowolony z galopu, co jego właściciel. Dannae ściągnęła wodze przepięknej klaczy. 

    – Zgodnie z umową, Carmina jest twoja – odezwał się z lekkim uznaniem w głosie. 

    Wyglądało na to, że aż do tej pory, nie wierzył, że królewna sprosta temu niecodziennemu zadaniu. Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie, odgarniając z twarzy długie, jasne kosmyki. Rozejrzała się dookoła. Stali na porośniętym bujną, zieloną trawą wzgórzu. W dole rozciągało się miasto. Widziała wysoki, kamienny mur, oświetlone popołudniowym słońcem budowle, oraz górujące nad tym wszystkim, wieże zamku.

    – Czy to już Mayonaka? – spytała zaciekawiona.

    Nigdy dotąd nie podróżowała na takie odległości i pierwszy raz, w swoim szesnastoletnim życiu wyjechała poza granice Królestwa Hanaji. Richard skinął głową.

    – Tak, konkretnie to stolica zjednoczonych krain, Tenebres.

    – Tenebres – powtórzyła zamyślona Dannae. – Mój nowy dom.

    Tenebres, stolica Mayonaki

    Pogłoski o ich przybyciu, dotarły do miasta znacznie wcześniej niż oni sami. Kolejka czekających na wejście za mury ludzi, zdążyła już odsunąć się od bramy. Strażnicy złożyli Richardowi głębokie ukłony. Chłopak pozdrowił ich niedbałym skinieniem głowy, patrząc chłodno przed siebie. Kiedy wjechali do miasta, Dannae rozglądała się po nim zaciekawiona. Tenebres okazało się bardzo ładnym miejscem. Miało swoją własną sieć kanalizacji, a wszędzie dookoła pełno było niskich drzew, fontann oraz klombów, pełnych różnobarwnych, kwitnących kwiatów. W pewnym oddaleniu, zaczęły biec za nimi dzieci. Kiedy dojechali na główny plac, powitał ich tłum wiwatujących ludzi. Nikt nie zdecydował się podejść bliżej, ale widać było ich uśmiechnięte twarze. Królewna poczuła rozpierającą ją w środku radość. Więc jednak wszystkie krążące o Richardzie pogłoski, były zdecydowanie mocno przesadzone.

    – Twoi poddani cię kochają – odezwała się wesołym głosem dziewczyna, kiedy wyjechali na szeroką, obsadzoną niezwykłą roślinnością i szpalerami równo przyciętych krzewów, prowadzącą do zamku, aleję. – Bardzo ucieszyli się, że wróciłeś.

    Richard roześmiał się gorzko. Ciągle patrzył przed siebie, tym samym lodowato zimnym wzrokiem.

    – To nie na mój widok się cieszą – odpowiedział bez cienia jakichkolwiek emocji w głosie. – Witają w ten sposób ciebie, licząc na to, że szybko wydasz na świat mojego następcę.

    – Och – odpowiedziała Dannae, nie będąc pewną, co o jego wypowiedzi myśleć.

    Wtedy jednak potok jej myśli, przerwał zupełnie nieoczekiwany widok. Zbliżali się do porośniętego od zachodniej strony, bluszczem zamku. Nieopodal ciężkiej, żelaznej bramy, rozpościerało się niewysokie wzgórze, na którym rosło rozłożyste drzewo, nieznanego gatunku. Miało niewiele liści, za to sporo grubych konarów, a niemal na każdym z nich, oplecione sznurem za szyję, wisiało martwe ciało człowieka.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Królewna zwiedzała, specjalnie dla niej, przygotowane komnaty. Sypialnia, na środku której stało wyłożone setkami atłasowych poduszek łoże, salonik z wygodną sofą i fotelami, urządzony w jasnych tonacjach, niewielka, własna biblioteka, oraz przepiękny, różany ogród. Najbardziej królewnę zachwyciła jednak duża, gustownie udekorowana łazienka z bieżącą wodą, rzeczą, która w królestwie Hanaji nie była w ogóle znana. Biegała to tu, to tam, przyglądając się wszystkiemu ciekawie. To był jej nowy dom. Niepewnym gestem, dotknęła delikatnej, białej poduszki. Odrobinę zasmuciło ją, że nie będzie dzieliła pokoi z Richardem, ale rozumiała to. Przecież się ledwo co poznali. Miała nadzieję, że może z upływem czasu, on zacznie chcieć z nią, znacznie częściej, przebywać. Martwiła ją także posępna służba. Ludzie o twarzach bez wyrazu, którzy niewiele mówili i starali się jak najdokładniej wtopić w otoczenie, zupełnie jakby byli meblami, a nie żywymi istotami. Może, kiedy i oni ją lepiej poznają, to ich zachowanie także się zmieni… Poza tym, już za dwa dni, przybędzie do zamku April, a wtedy wszystko nabierze jaśniejszych barw.

    Dannae, tanecznym krokiem, z uśmiechem na ustach, ubrana w błękitną, zwiewną szatę, długim korytarzem ruszyła poszukać Richarda. Wyglądała niczym motyl. Zgrabna, leciutka i taka niewinna. Znalazła go w sali jadalnej. Siedział przy jednym końcu długiego, drewnianego stołu. Zaskoczona, stwierdziła, że w pomieszczeniu było zupełnie pusto. W pałacu jej ojca, było to jedno z najbardziej gwarnych miejsc, o każdej porze dnia i nocy. Mimo to, obdarzyła swojego męża pogodnym uśmiechem. Podeszła do niego i usiadła na skraju ciężkiej, drewnianej ławy. Skinął jej na powitanie głową, ale milczał.

    – Tenebres to bardzo piękne miasto – odezwała się, żeby w jakikolwiek sposób zacząć rozmowę.

    Chłopak podniósł wzrok znad posiłku, który właśnie spożywał. Niedbale wzruszył ramionami.

     – Nie zauważyłem – mruknął wracając do jedzenia.

    – Jest cudowne – ożywiła się królewna – tak samo jak mój ogród – oznajmiła z zachwytem. – Richardzie! Kwitnie w nim tyle tęczowych róż! Nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca!

    – Więc niewiele widziałaś – zbył ją chłopak.

    Niezrażona ciągnęła dalej, śpiewnym głosem, opowiadając mu o wszystkim, co ją zachwyciło i oczarowało. W końcu Richard najwyraźniej nie wytrzymał. Gwałtownie wstał od stołu. Przysunął się do niej. Mimowolnie cofnęła się, przesuwając w głąb długiej ławy. Chłopak zbliżył się jeszcze bardziej. Położył dłoń na jej nodze. Dannae wstrzymała oddech. Spojrzała w jego pociemniałe z pożądania oczy. Chwycił ją za rękę. Był zbyt blisko. Wyraźnie czuła jego oddech. Wyrwała nadgarstek z uchwytu chłopaka.  Zerwała się z miejsca i wybiegła z jadalnej sali, zostawiając Richarda samego. Pokonała długi korytarz i z szybko bijącym sercem, wpadła do swojej sypialni. Tam opadła na zdobiący podłogę, miękki dywan. Przez chwilę próbowała uspokoić oddech, a potem wstała i przeszła do biblioteki. Usiadła przy misternie rzeźbionym stole, wyciągnęła z szuflady papier, zanurzyła pióro, w stojącym na blacie kałamarzu i, zastanawiając się nad każdym, pojedynczym słowem, zaczęła pisać.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Służba szerokim łukiem omijała komnaty swojego pana. Richard Wairudo był wściekły, a wtedy niebezpiecznie było znaleźć się w jego pobliżu. Chłopak chodził po komnacie, w gniewie zaciskając pięści. W rękach trzymał list, który przed chwilą wręczył mu, trzęsący się ze strachu, służący. Jak ta smarkula w ogóle śmiała?! Należała do niego, była jego własnością! Richard w tym momencie miał ochotę ukarać królewnę Dannae, bardzo surowo ukarać, a po głowie chodziły mu setki różnych mniej lub bardziej realnych pomysłów. Warknął wściekle, rozwijając, starannie zapieczętowany arkusz.

    Drogi Richardzie – zaczynał się list, chłopak zmiął papier i odrzucił w róg okazałego pokoju, który służył mu za prywatny gabinet. Potem, przegrywając z własną ciekawością, podniósł go i na powrót rozprostował. Rozsiadł się w obciągniętym brązową skórą fotelu, obute nogi położył na dębowym biurku i zaczął czytać.

    Drogi Richardzie, Mayonaka, Zjednoczone Krainy, są przepięknym państwem. Marzę o tym, żeby zobaczyć ośnieżone szczyty gór i bezkres błękitnego morza. Jestem tu, razem z Tobą, a Ty dałeś mi już tak wiele! Przepiękne pokoje, różany ogród, stroje więcej niż godne królewny, ośmielam się jednak, prosić Cię o jeszcze jedną przysługę. Mój pierwszy raz, noc, która miała być naszą tuż po ślubie, pragnę by była magiczną chwilą. Nigdy nie śmiałam nawet marzyć, że mój przyszły mąż będzie tak cudowną, pełną niespodzianek osobą, jaką Ty jesteś, Richardzie. To tak, jakby spełniły się moje sny. Nic nie wywoła we mnie takiego szczęścia, jak to, że sprawisz iż moja dziewicza noc będzie jedną z tych, o których opowiadają romantyczne ballady. Nie potrafię wymówić nawet, jak bardzo bałam się tej chwili. Przy Tobie jednak wiem, że nie ma czego.

    Twoja na zawsze, Umiłowany

    Dannae Oriana Wairudo

    Richard przez chwilę wpatrywał się w list ogłupiały, a później, z wściekłością, podarł go w drobny mak. Przyglądał się przez chwilę leżącym na ciemnym blacie biurka skrawkom papieru, a potem wybuchnął śmiechem. Właściwie czemu by nie? Jeżeli takie właśnie były marzenia jego królewny, to żaden kłopot dla niego, żeby je spełnić.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Dannae siedziała przy toaletce, starannie szczotkując swoje długie, jasne włosy. Smutnymi, chabrowymi oczami, wpatrywała się w lustro. Usłyszała ciche, ale stanowczo brzmiące pukanie do drzwi. Zgrabnie zsunęła się z pomalowanego na biało stołeczka, żeby wpuścić do środka, czekającą za drzwiami osobę. Stała tam schludnie odziana, młoda pokojówka. Patrzyła na królewnę z głębokim współczuciem, malującym się na szczerej, dziewczęcej twarzy. Dygnęła, jednocześnie schylając głowę.

    – Książę Wairudo zaprasza panienkę na wspólną kolację, dzisiaj po zachodzie słońca – oznajmiła przepraszającym głosem.

    Dannae uśmiechnęła się do niej uprzejmie. Postanowiła nie poprawiać pokojówki, która zgodnie z wymogami etykiety, powinna tytułować ją panią, albo księżną, skoro była teraz zamężna. No cóż, w jej rodzinnym królestwie, większość służby, nieoficjalnie, zwracała się do niej po prostu Dannae… Była ciekawa, czy tutaj także uda się to wszystko zmienić.

    – Podziękuj księciu za zaproszenie – odpowiedziała pogodnie – pojawię się o czasie.

    – Dobrze, panienko.

    Służąca ponownie skłoniła głowę, a potem czym prędzej oddaliła się długim, zamkowym korytarzem.

    ~ ♦ ~ ♦ ~ ♦ ~

    Królewna zatrzymała się przed drzwiami prywatnych komnat Richarda. Skrzywiła się na myśl, że były dokładnie w przeciwległym skrzydle zamku niż jej własne. Starannie wygładziła kremową suknię. Poprawiła wysoko spięte, spływające delikatną kaskadą, po lewym ramieniu, złociste włosy. Serce trzepotało jej w piersi, jak u przestraszonego wróbelka. Zebrała się w sobie, pchnęła ciężkie, okute stalą drzwi i weszła do środka.

    Richard nie miał na sobie oficjalnego stroju. Tunikę zastąpiła czarna, wełniana koszula, a spodnie, mimo iż z dobrego materiału, były bardziej wygodnie i praktycznie niż eleganckie. Nie miał przy sobie nawet zwyczajowej pochwy z mieczem. Dannae natychmiast się rozluźniła. Kiedy zobaczyła go odzianego tak zwyczajnie, poczuła się o niebo lepiej. Teraz przestał być jakąś wydumaną, przerażającą legendą. Obdarzyła go uroczym, dziewczęcym uśmiechem. W tak prostym ubiorze prezentował się jeszcze lepiej niż zazwyczaj. Serce królewny trzepotało się w piersi, ale tym razem dziewczyna wiedziała, że ma zupełnie inny powód, niż tylko strach. 

    Chłopak był dla niej bardzo uprzejmy. Zaprosił ją do stołu, na którym stały owoce z różnych zakątków świata. Zapalił świece i ciepłe światło zalało swym blaskiem pokój. Zza okna dochodziła cicha muzyka skrzypiec. Dannae poczuła ciepło w sercu, bo Richard, mimo iż bardzo starał się zachować powagę, wyglądał tak, jakby ta cała sytuacja niezmiernie go bawiła.

    – Już możesz się śmiać – oznajmiła stanowczo, pełnym szczerości głosem.

    Chłopak zakrztusił się przełykanym właśnie winem, spojrzał na nią pytająco, a potem rzeczywiście się roześmiał.

    – Przepraszam – powiedział – aż tak to widać? – zapytał, wyraźnie nieprzyzwyczajony do tego, żeby słuchać szczerych opinii. – Nigdy nie próbowałem być w tym – spojrzał wymownie na ładnie udekorowany stół – zbyt dobry.

    – Zatańczysz ze mną? – spytała Dannae, wstając z gracją od stołu.

    Richard również wstał, po raz kolejny tego wieczoru, próbując ukryć zaskoczenie. Delikatnie ujął dłoń królewny. Zamiast zaproponować jakiś klasyczny, dworski taniec, ona po prostu się do niego przytuliła. Płynęła w jego ramionach, a on trzymał ją delikatnie przy sobie. Potem wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Białą, atłasową pościel i gruby dywan, zdobiły szkarłatne płatki róż. Kiedy znaleźli się w środku, dziewczyna pisnęła za zachwytu. Richard delikatnie ułożył ją na łóżku. Królewna spojrzała na niego ufnie. Mimo nie opuszczającego jej strachu, niecierpliwie czekała na to, co będzie dalej.

    Note