Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.


    Aniela po prostu nie mogła w to uwierzyć. Nie, Maja zawsze miała o Jarku złe zdanie. Musi, zwyczajnie musi, się sama o tym przekonać. Przecież jej chłopak nie mógł okazać się takim skończonym draniem. Był późny wieczór, na zewnątrz było już ciemno. Noc rozjaśniało jedynie nikłe światło ulicznych latarni. Dziewczyna wreszcie przestała wpatrywać się w znienawidzony w tej chwili telefon. Rzuciła go na łóżko. Wciągnęła na siebie szybko niebieskie jeansy, popielaty sweter i wybiegła z domu.

    Spacer do centrum miasta nie zajął jej więcej niż kwadrans. Była zdenerwowana i zrozpaczona. Wszystko w niej krzyczało. Błagała w duchu, żeby to co powiedziała jej przyjaciółka było jedynie jakimś dziwnym wymysłem Mai. Bała się jednak, że przyjaciółka mówiła prawdę i ta świadomość była zwyczajnie nie do zniesienia. Przeszła przez otoczony sklepami deptak na Starym Mieście, potem przez szeroki most. Spojrzała na ciemną wodę. Czemu zawsze musi być taką głupią i nawiną istotą? Nic dziwnego, że Jarek się nią znudził. Nie! W dalszym ciągu nie chciała do siebie dopuszczać tego typu myśli. Jeżeli nawet miałby jej dość, na pewno by jej o tym powiedział, nie załatwiałby tego w tak przykry sposób. Przecież wszystko między nimi układało się tak dobrze…

    Dochodziła dziesiąta, kiedy Aniela stanęła przed budynkiem dyskoteki. Był piątek, więc zarówno w środku, jak i na zewnątrz kłębiły się tłumy ludzi. Dziewczyna, którą teraz ogarnęła prawdziwa determinacja, pewnym krokiem weszła do środka. W drzwiach zatrzymał ją ochroniarz. Uśmiechnął się do niej z politowaniem. 

    – Nie wejdziesz tutaj, impreza jest od dwudziestego pierwszego roku życia – powiedział spokojnym głosem.

    Aniela zamrugała. Jeszcze przed chwilą widziała mijające ją koleżanki z klasy niżej. Przecież one nie miały nawet osiemnastu lat! Sama za niecałe dwa miesiące miała zdawać maturę.

    – Jestem pełnoletnia, a widziałam, że wpuszczacie małolaty – powiedziała coraz bardziej zdenerwowana. 

    Nie mogła pozwolić, żeby ją wyrzucił. W środku był przecież Jarek, więc ona po prostu musiała tam wejść. Z własnej, nieprzymuszonej woli, nigdy nie pojawiała się w tego typu miejscach. Chłopak spojrzał na nią niedowierzająco. 

    – Może nawet masz osiemnaście lat, ale wyglądasz na smarkulę – stwierdził zupełnie szczerze – a jeżeli wpuszczamy małolaty, to dlatego, że malują się i ubierają, jakby były grubo po trzydziestce. Nie sposób sprawdzić każdego. W każdym razie ty tutaj nie wejdziesz. To nie jest impreza dla ciebie.

    Aniela przeklęła się w duchu, za rozpuszczone włosy, codzienne ubranie i brak jakiegokolwiek makijażu. Powinna była to przewidzieć, ale nie przyszło jej to do głowy. Nie bywała w takich miejscach. Ochroniarz miał rację. To nie była impreza dla niej.

    – Proszę – spojrzała na niego błagalnie – kiedy ja muszę tam wejść.

    Chłopak pokręcił głową.

    – Nie wpuszczę cię. Lepiej zrobisz, jak wrócisz do domu i położysz się spać. Wyglądasz na spokojną dziewczynę. To naprawdę nie jest dobre miejsce dla ciebie, a ja nie chcę mieć cię na sumieniu.

    – Uwierz mi, najchętniej bym tak zrobiła, ale naprawdę nie mogę. Bardzo cię proszę – prawie jęknęła Aniela.

    – Dlaczego tak bardzo ci zależy? – spytał, najwyraźniej zauważając jej determinację. – Nie wyglądasz na jedną z tych idiotek – stwierdził patrząc niechętnie w stronę bawiących się na dyskotece dziewczyn.

    Aniela nie wiedziała, czy to był komplement i ma się cieszyć, czy też może przekonywać go, że jest właśnie jedną z takich panienek, które przychodzą na dyskotekę, żeby sobie kogoś poderwać. Zrobiłaby w tym momencie wszystko, byleby tylko ją wpuścił. W końcu zdecydowała się na szczerość.

    – W środku jest mój chłopak, albo może raczej były chłopak – powiedziała zawstydzona patrząc w ziemię – tego jeszcze nie wiem i bardzo zależy mi na tym, żeby to sprawdzić.

    Ochroniarz, lekko rozbawiony, pokręcił głową. Przyjrzał się jej uważnie. Nie mógł być dużo starszy od niej i miała szczerą nadzieję, że rozumie tego typu problemy.

    – Masz kwadrans – powiedział w końcu. – Potem stąd znikniesz. Rozumiemy się?

    Niepewnie skinęła głową, podziękowała grzecznie, minęła go i weszła do środka. W rozjarzonej kolorowymi światłami dyskotekowej sali ciężko było wypatrzeć kogokolwiek. Aniela jednak miała szczęście lub może w zaistniałej sytuacji raczej pecha. Już po chwili zobaczyła Jarka. Tańczył z jakąś ubraną w obcisłą, króciutką spódniczkę dziewczyną. To normalne, ze na dyskotece się tańczy, powiedziała sobie cicho w myślach Aniela. Zobaczyła, jak jej w tym momencie już ex chłopak zsuwa ręce, na pośladki partnerki. Potem ją pocałował, a dziewczynie wyraźnie sprawiło to przyjemność. Aniela nagle zapragnęła znaleźć się w domu. Właściwie to chciała być gdziekolwiek, byle tylko nie tutaj. Nie chciała, żeby ją zauważyli, nie była jednak w stanie ruszyć się z miejsca. Potem Jarek odwrócił wzrok od zarumienionej twarzy partnerki i spojrzał prosto, w lśniące od łez oczy Anieli. 

    Dopiero wtedy dziewczyna oprzytomniała. Wybiegła na dwór, po drodze popychając stojących na jej drodze ludzi. Stanęła przed lokalem z trudem łapiąc oddech. Ledwo mogła widzieć przez spływające coraz gęściej łzy. Chwilę po niej na dworze pojawił się Jarek. Był wysokim, wysportowanym blondynem, za którym często oglądały się dziewczyny. Aniela teraz naprawdę żałowała, że nie słuchała rad przyjaciółki. To właśnie przez nią poznała kilka miesięcy wcześniej Jarka i to właśnie od niej usłyszała, że chłopak jej marzeń tylko bawi się dziewczynami. Zdobywa je, z równą łatwością, co polujący kot myszy, a potem nudzi się nimi i zostawia. Aniela była przekonana, że z nią będzie zupełnie inaczej, że Jarkowi naprawdę na niej zależy. Myślała, że było między nimi coś specjalnego. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, jak bardzo się pomyliła.

    – Anielka, zaczekaj – usłyszała jego aksamitny głos, tym razem brzmiący nieprzyjemnie i szorstko. Jarek chwycił ją za ramię. Stanęła, patrząc mu w oczy. – Co ty tu w ogóle robisz? – spytał.

    – Chciałam zobaczyć to na własne oczy – odpowiedziała cicho. – Nie wierzyłam, że taki jesteś. Nikomu nie wierzyłam.

    – Daj spokój, tylko bawiłem się z kumpelą. Przesadzasz, jak zwykle – powiedział uśmiechając się pobłażliwie.

    Aniela nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Jarek nawet nie próbował przepraszać, tłumaczyć się. Nie, nic z tych rzeczy, ten cholerny dupek uważał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Spróbowała się mu wyrwać. Przytrzymał ją mocniej. Przyciągnął do siebie. Aniela mogła teraz wyraźnie poczuć, że chłopak jest pijany.

    – Jarek, puść mnie – syknęła, nie chcąc zwracać na siebie uwagi kręcących się w pobliżu ludzi. – Wracam do domu.

    – Skoro już tu przyszłaś, to może jednak zostaniesz? – zapytał rozbawiony jej protestami.

    Przesunął ręką po jej plecach, wsuwając ją pod popielaty sweterek dziewczyny. Szarpnęła się gwałtownie, starając wyrwać się z jego objęć. 

    – Jarek do cholery, puszczaj! – warknęła.

    Chłopak nic sobie z tego nie robił. Aniela zaczęła go okładać pięściami. Odsunął się od niej, patrząc złowrogo na dziewczynę. 

    – Uderzyłaś mnie – powiedział wściekłym głosem. – Ty mała dziwko! Już ja cię nauczę… 

    Aniela nie znała go od tej strony. Nigdy nie spodziewała się, że może się zachowywać w taki sposób. Jarek zbliżył się do niej i uderzył ją w twarz. Dziewczyna zachwiała się na nogach. Poczuła jak nieprzyjemnie piecze ją policzek. Spojrzała na chłopaka przestraszonym, sarnim wzrokiem. Podniósł rękę chcąc ją uderzyć ponownie. Aniela zamknęła oczy. Spodziewany cios jednak nie nadszedł. Kiedy odważyła się spojrzeć, zobaczyła, że między nią, a Jarkiem stoi ochroniarz. Mierzył chłopaka chłodnym wzrokiem. Jarek trzymał się za zakrwawiony nos.

    – Odczep się – warknął do ochroniarza. – To nie twoja sprawa.

    – Moja – odpowiedział tamten spokojnie. – Znikaj stąd.

    Byli prawie tego samego wzrostu. Obydwaj patrzyli na siebie gniewnie. Jarek zamachnął się próbując uderzyć tamtego. Aniela zdawała sobie sprawę, że chłopak nigdy nie stronił od bójek. Ochroniarz bez trudu uniknął ciosu. Podbiegł do nich drugi, odrobinę starszy mężczyzna, w czarnym ubraniu ochrony. Przytrzymał przeklinającego i szamoczącego się Jarka. Pytającym spojrzeniem obrzucił swojego kolegę. Tamten tylko wzruszył ramionami.

    – Chłopak bardzo chce się bić. Pozbędziesz się go? – zapytał mówiąc ciągle spokojnym i opanowanym głosem.

    Mężczyzna zbudowany był jak dwudrzwiowa szafa, bez trudu więc przytrzymał szamoczącego się Jarka.

    – Spoko, tylko uważaj na siebie, Aleks – powiedział odciągając od nich ciągle szarpiącego się chłopaka.

    Aniela podniosła wzrok. Jej twarz była blada, a na tle tej bladości wyraźnie odcinało się palące dziewczynę, żywym ogniem, zaczerwienienie, po silnym uderzeniu Jarka. Aniela nie mogła pozbierać myśli. Czegoś takiego nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach. Jak on mógł? Dlaczego ona, będąc z nim od kilku miesięcy, w ogóle go nie znała?

    – I co, warto było tu przychodzić? – spytał cicho, ciągle stojący przy niej ochroniarz.

    Na to pytanie akurat Aniela znała odpowiedź.

    – Tak – powiedziała pewnym głosem. – Teraz przynajmniej to wiem.

    Chłopak spojrzał na nią z uznaniem i pewną dozą szacunku. Wyraźnie zaskoczyła go odpowiedź dziewczyny.

    – Gustujesz w dość nieciekawych chłopakach – stwierdził. – Tego akurat znam. Wiecznie wszczyna jakieś awantury i co tydzień jest tu z inną panienką.

    Aniela nie chciała tego słuchać. 

    – Jestem ci naprawdę wdzięczna za pomoc, ale to, z kim się umawiam, to już tylko i wyłącznie moja sprawa – powiedziała patrząc na niego wyzywająco.

    Roześmiał się. 

    – Jasne, nie wnikam – powiedział wyraźnie rozbawiony. – Skończyłem na dzisiaj – dodał po chwili – jeżeli chcesz, to odwiozę cię do domu. Podejrzewam, że ten typ będzie na ciebie czekał.

    Dziewczyna w ogóle o tym nie pomyślała. Teraz zaczęła się bać. Nie była pewna do czego zdolny jest Jarek.

    – Jeżeli byś mógł… – odpowiedziała cicho, już znacznie mniej pewnym głosem.

    – Chodź – powiedział tylko i nie oglądając się na nią ruszył przed siebie, omijając budynek dyskoteki. Aniela chcąc nie chcąc poszła za nim. Chłopak zatrzymał się dopiero na parkingu. – Poczekaj tutaj, zaraz przyjdę – oznajmił, po czym zniknął w służbowym wejściu do lokalu.

    Kiedy wrócił po krótkiej chwili, miał na sobie skórzaną motocyklową kurtkę, a w rękach niósł dwa kaski. Jeden podał dziewczynie. Spojrzała na chłopaka niepewnie, ale wzięła od niego kask. Zaprowadził ją do zaparkowanego pod drzewami ścigacza. Kiedy zajął miejsce kierowcy, niepewnie usiadła za nim. Nigdy dotąd nie jechała na motorze. Założyła kask i ruszyli. Przestraszona Aniela, już po krótkiej chwili zrezygnowała z trzymania się uchwytów z tyłu i obydwoma rękami objęła chłopaka w pasie.

    – Dokąd? – zapytał.

    – Mieszkam na Mierosławskiego, przy klubie garnizonowym – odpowiedziała.

    Chłopak nie odezwał się więcej. Bezpiecznie zawiózł ją do domu. 

    – Uważaj na siebie – rzucił jeszcze, kiedy oddała mu kask, po czym odjechał.

    Aniela po cichu weszła do domu. Nie chciała, żeby ktoś ją zagadywał, kiedy była w takim stanie. Z prawdziwą ulgą zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko, teraz dopiero mogła się spokojnie wypłakać. Po półgodzinie łkania podniosła leżący obok telefon i wybrała numer przyjaciółki. Po prostu musiała się komuś wyżalić, a tylko Maja mogła ją zrozumieć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Po przykrym wydarzeniu, Aniela prawie przestała wychodzić z domu. Po szkole spotykała się tylko z Mają, a i to głównie po to, żeby się wspólnie pouczyć. Matura zbliżała się wielkimi krokami i dziewczyna uznała, że to właściwie nawet lepiej. Wolny czas spędzała z książką lub przed komputerem. Znalazła grę on-line, która ją wciągnęła do swojego świata. Prowadziła na facebooku małą, kolorową farmę z różnego rodzaju zwierzątkami i kwiatkami. Po tygodniu miała już ponad dwustu znajomych, z których tak naprawdę nikogo w rzeczywistości nie znała. Prowadziła błahe, niezobowiązujące rozmowy z obcymi ludźmi, sadziła wirtualne roślinki i było jej z tym naprawdę dobrze. Ot, zajęcie, żeby chociaż na chwilę odpocząć od nauki.

    Tego dnia wieczorem znów usiadła do komputera. Polowała na małe, urocze wirtualne koniki, które ludzie rozmnażali w swoich wirtualnych stajniach. Miała już niebieskiego kucyka, teraz zależało jej na Pinto – ślicznym, łaciatym źrebaczku. Konik oczywiście pojawił się na facebook’owym wallu, dokładnie wtedy, kiedy poszła do kuchni po kanapkę. Aż sama zdziwiła się, jaki z tego powodu poczuła zawód. Pod ikonką z konikiem dodała komentarz ze smutną minką i napisem „nie zdążyłam”. Niestety źrebaka dostawało tylko pierwszych pięć osób, a chętnych i polujących było znacznie więcej. Zdziwiła się, kiedy chwilę później otworzyło się okienko czatu, a chłopak, który wrzucał na walla koniki wkleił jej linka z podpisem „proszę”. Otworzyła podaną stronę i weszła na swoją kolorową farmę, żeby znaleźć na niej miejsce dla nowego zwierzątka.

    „Dziękuję” – odpisała na czacie. – „Jest super.”

    W odpowiedzi dostała uśmiechniętą minkę i napis: „Potrzebujesz czegoś jeszcze?”

    „Właściwie to wszystkiego” – odpisała dziewczyna. – „Dopiero zaczynam hodowlę.”

    „Dobra” – przeczytała w okienku. – „Leci następny. Dla Ciebie też go zablokuję.”    

    Aniela, korzystając z okazji, zaczęła wypytywać chłopaka o hodowlę koni w grze. Cierpliwie jej wszystko tłumaczył. W końcu, żeby było jej łatwiej akceptować kolejne źrebaki, weszła do facebookowego profilu chłopaka. Zdjęcie, mimo, że kiepskiej jakości, wydało jej się jakieś dziwnie znajome. Zaczęła przeglądać inne. Zarumieniła się lekko, ciesząc się, że siedzi przed komputerem i nikt tego nie zauważy. Sama miała w profilu rysunek dziewczynki z anime. Nie lubiła pokazywać swojej osoby w Internecie. 

    „Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale poznaliśmy się w rl’u” – odważyła się napisać do chłopaka. – „Miałam problem z chłopakiem. Pomogłeś mi, a potem odwiozłeś do domu. Przed chwilą właśnie rozpoznałam cię na zdjęciu.”

    Przez chwilę nic nie odpisywał. Aniela zdążyła poczuć się głupio, z powodu, że mu o tym napisała.

    „Pewnie, że pamiętam. To było jakiś miesiąc temu, prawda? I co u Ciebie? Nie miałaś z nim więcej problemów?”

     „Nie. Starałam się go unikać. W dalszym ciągu jestem Ci naprawdę bardzo wdzięczna za pomoc.”

    „Nie ma sprawy. Cieszę się, że nic Ci się nie stało. Powiem Ci, że przestał się u nas pokazywać.”

    „Mniejsza z nim, dla mnie to już przeszłość. Chcę, żeby nawet wspomnienie o nim zniknęło z mojego życia. Dostałam zimny prysznic. Co cię skłoniło do tej gry? Bez obrazy, ale nigdy bym się nie spodziewała Cię tutaj znaleźć.”

    Znów wysłał jej uśmiech.

    „Siostra mnie zmusiła, żebym jej pomagał, a potem jakoś samo mnie wciągnęło. Zwłaszcza ta hodowla koni. Jest to w końcu jakieś wyzwanie.”

    „Jak dla mnie to one po prostu są śliczne i chce je mieć w swoim ogródku. I to by było na tyle.”

    „Ha ha, to jakiego Ci jeszcze zrobić?”

    „Jak byś jeszcze raz zrobił tego czarno-niebieskiego, to byłabym wdzięczna. On był super, a tamten mi zniknął.”

    „Percheron?”

    „Taki czarny z niebieskimi kopytkami i grzywą. Zniknął więc nie powiem jak się nazywał. Bardzo mi się go żal zrobiło.”

    „Dobrze, będę Ci blokował wszystkie.”

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Do matury został tylko miesiąc. Aniela, każdego wieczora, żeby chociaż na chwilę oderwać się od nauki, siadała do komputera. Bardzo polubiła rozmowy z Aleksem. Kiedy chłopak się nie pojawiał jakiegoś dnia, czuła się bardzo zawiedziona. Szybko przestali rozmawiać jedynie o grze i dyskutowali na prawie każdy temat. Kiedy Aniela oddaliła się od Mai, naprawdę zaczęło jej brakować przyjaciela. Aleks zapełnił tą właśnie pustkę. Dziewczynie wydawało się, że doskonale ją rozumie. Dzieliła się z nim swoimi troskami i radością, a on słuchał jej uważnie i odwdzięczał się tym samym. 

    Mijały kolejne dni i tygodnie. Wreszcie nadszedł maj, a wraz z nim egzamin dojrzałości. Przez to, że prawie nie wychodziła z domu, Aniela była dobrze przygotowana i wszystkie przedmioty zdała po prostu śpiewająco. Wybrała uczelnię w swoim mieście i złożyła na nią dokumenty. Kiedy wreszcie była wolna od szkoły, zaczęła chodzić na samotne spacery. Dalej jednak nie miała ochoty na spotkania z przyjaciółmi. Maję także widywała coraz rzadziej, a kiedy zaczęły się wakacje, przyjaciółka pojechała do ojca, który pracował w Anglii, więc zupełnie zostały pozbawione możliwości spotykania się ze sobą. I tak właśnie miało być przez całe wakacje.

    Czerwiec i lipiec to były dla Anieli najnudniejsze, najdłużej się ciągnące miesiące w życiu. Właściwie jedynym, na co czekała każdego dnia była wieczorna rozmowa z Aleksem. Siedzieli wspólnie do późnej nocy, czasem nawet do białego rana. Pod koniec lipca chłopak pochwalił się, że wreszcie ma wolne. Dziewczyna zdążyła dowiedzieć się o nim wielu rzeczy. Studiował filologię angielską, był na trzecim roku. Musiał też zarabiać na siebie, ponieważ nie pochodził z najbogatszej rodziny. Aniela nigdy nie miała tego typu problemów. Wiedziała, że rodzice bez trudu utrzymają ją przez całe studia i pomogą jej rozpocząć samodzielne życie.

    Zbliżał się koniec lipca. Było pochmurne, piątkowe popołudnie. Rodzice Anieli wyjechali na dwa tygodnie w góry. Dziewczyna nie miała ochoty z nimi jechać, więc pozwolili jej zostać w domu. Zawsze byli dumni z córki, ufali jej i nigdy na nic specjalnie nie nalegali. Teraz jednak, kiedy tak bardzo się zmieniła, po prostu zaczynali się o nią martwić. Zawsze była uśmiechnięta i towarzyska, a nagle całe dnie zaczęła spędzać w samotności. Mieli nadzieję, że dwa tygodnie, w ciągu których nie będzie od nikogo uzależniona, dobrze jej zrobią.

    Aniela, jak to miała w zwyczaju, usiadła przed komputerem. Tym razem nie musiała czekać na pojawienie się Aleksa. Chłopak już tam był. 

    „Cześć” – zagadała do niego.

    „O, hej!” – odpowiedział. – „Dzisiaj długo nie pogadamy, za chwilę się zmywam.”

    „Dokąd idziesz?” – zainteresowała się dziewczyna.

    Zdziwiło ją, jak bardzo przyzwyczaiła się do codziennych, wieczornych rozmów z chłopakiem. Teraz było jej naprawdę przykro, że wychodzi i nie porozmawiają.

    „Nie idę, tylko jadę” – otrzymała odpowiedź. – „W ten weekend jest Piknik Country w Mrągowie, co wiąże się także, ze zlotem motocyklistów. A ty jak spędzasz wakacje?” 

    Weekand? Mieli nie rozmawiać przez cały weekend?! Aniela poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.

    „Siedzę w domu i się nudzę” – stwierdziła tylko. I czekam na wieczorną rozmowę z tobą, niechętnie dodała w myślach.

    „Naprawdę, nie masz żadnych planów?” – zdziwił się chłopak.

    „Raczej nie.” – odpisała. – „Rodzice chcieli, żebym pojechała z nimi w góry, ale nie miałam ochoty, więc zostałam tutaj.”

    Odpowiedź od Aleksa przyszła dopiero po dłuższej chwili.

    „Jeżeli chcesz, możesz pojechać ze mną. Nie mam żadnego pasażera.”

    „Tak. Jasne. Dzięki.” – odpowiedziała uznając, że chłopak żartuje.

    „Mówię całkiem poważnie. Po co masz sama siedzieć w domu? Przyda Ci się jakaś rozrywka. Jeżeli masz ochotę, to wpadnę po ciebie koło siódmej i razem pojedziemy.”

    Dopiero teraz do Anieli dotarło, że Aleks naprawdę proponuje jej wycieczkę. Na dodatek zupełnie nie planowaną i mającą się zacząć za niecałą godzinę! Właściwie czemu nie miałaby się zgodzić?

    „Ok. chętnie z Tobą pojadę. Teraz możesz mnie wyśmiać, mówiąc, że nie proponowałeś serio.”

    „Znikam, przyjadę po Ciebie za godzinę. Adres znam.”

    Aleks wylogował się nic więcej nie pisząc. Aniela przez kilka minut oniemiała wpatrywała się w monitor. On naprawdę mówił poważnie? Zerwała się z miejsca i chaotycznie zaczęła pakować do plecaka ubrania. Potem zaczęła szykować się do wyjścia. Wzięła szybki prysznic i włożyła czyste ubrania. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że jest paskudna pogoda, a oni przecież mają jechać motorem. Wyciągnęła z szafy jakąś letnią kurtkę. Miała nadzieję, że to wystarczy. Nie była pewna, co właściwie ze sobą zabrała, jednak o siódmej stała już przed domem, ze spakowanym plecakiem i duszą na ramieniu. W końcu motocyklem jechała raz w życiu, a o ile zdawała sobie sprawę, do Mrągowa było ponad dwieście kilometrów. Wolała nie zastanawiać się jak to zniesie. Czuła się jednak na tyle podekscytowana, że nie zamierzała z wycieczki rezygnować. Poza tym niejasno uświadomiła sobie, że naprawdę ma ochotę znowu zobaczyć Aleksa. Chłopak jednak nigdy dotąd nie zaproponował jej spotkania, a ona sama nie zamierzała się nikomu narzucać. Trudno, będzie co ma być. Jakby nie patrzeć była to lepsza perspektywa od spędzenia całych wakacji w domu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Aleks zjawił się kilka minut po siódmej. Aniela przywitała się z chłopakiem i usiadła za nim na motorze. Z ulgą stwierdziła, że z dużą torbą za plecami, o którą może się oprzeć, czuje się znacznie bezpieczniej. Jechali trochę ponad dwie godziny, a dziewczynie, mimo brzydkiej pogody, z każdą mijającą minutą coraz bardziej się ta jazda podobała. Kiedy dotarli na miejsce zdała sobie sprawę, że jej spodnie są całe w błocie, nie przejęła się tym jednak specjalnie. Dalej była zadowolona, że wreszcie coś się zaczęło dziać, w jej ostatnio nudnym życiu.

    Zatrzymali się przy dosyć dużym, ładnym domu. W sporym, porośniętym trawą ogrodzie stały rozbite namioty. Pod dachem, przy drewnianym stole siedzieli jacyś ludzie. Kiedy Aniela zsunęła się z motocykla i oddała Aleksowi kask kilka osób obrzuciło ją zaskoczonymi spojrzeniami. Stanęła nie będąc do końca pewną, jak się powinna zachować. Chłopak podszedł do imprezujących ludzi, którzy najwyraźniej byli jego znajomymi. Przywitał się, ze wszystkimi, a potem przedstawił im Anielę.

    – Usiądź – powiedział do niej. – Patryk pomoże mi rozstawić namiot.

    Dziewczyna posłuchała go od razu i tak już wystarczająco skrępowana towarzystwem obcych ludzi. Namiot? Jaki do cholery namiot? Zdała sobie sprawę, że właściwie przed wyjazdem o nic Aleksa nie wypytała. Gdyby wiedziała, wzięłaby ze sobą przynajmniej śpiwór. Prawie natychmiast do Anieli przysiadła się jakaś dziewczyna. Była drobna, szczupła, miała sięgające ramion rude włosy i niesamowite, zielone oczy.

    – Cześć, jestem Daria – powiedziała uśmiechając się miło. – Zaskoczyło mnie, a właściwie to chyba nas wszystkim, że Aleks nie przyjechał sam. Jesteście ze sobą? – zapytała prosto z mostu.

    Aniela pokręciła głową odrobinę zmieszana.

    – Przyjaźnimy się od jakiegoś czasu – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – I szczerze mówiąc, to mnie też zaskoczyło, że z nim przyjechałam. Zaproponował mi to mniej więcej godzinę przed wyjazdem.

    Daria roześmiała się wesoło.

    – O! więc on zna jakieś dziewczyny, które nie chodzą aktualnie z jego kumplami? Dobrze wiedzieć. Cóż, fajnie, że się z nim zabrałaś. Na pewno będziesz się z nami dobrze bawiła.

    Aniela stwierdziła, że ma spore szanse polubić rudowłosą dziewczynę. Zdała sobie sprawę, że w ich internetowych rozmowach Aleks kiedyś o niej wspominał. Co prawda nie wymieniał imienia, ale opis by się zgadzał. Daria była dziewczyną o której pisał, że za dużo gada, a do tego jest zawsze bardzo bezpośrednia. Anieli niejasno świtało, że chyba umawiała się z przyjacielem Aleksa, Patrykiem. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać ile rzeczy wie o zgromadzonych tu ludziach. Od razu wydali się jej mniej obcy. Daria nie marnowała czasu. Przedstawiła wszystkich Anieli dodając przy tym barwne opisy swoich przyjaciół. Damian i Dagmara – para praktycznie od przedszkola, Malwina – łamaczka męskich serc, przyjaciółka Dagmary, oraz kończący politechnikę Szymon i Piotrek, którzy pracowali w nadzorze budowlanym, co podobno było głównym tematem ich rozmów. Kiedy wrócił Aleks, znała już wszystkich. Chłopak usiadł koło niej, podsuwając jej butelkę piwa.

    – Chcesz iść spać czy masz ochotę się jeszcze gdzieś przejść? – zapytał. 

    Poczuła się dziwnie, kiedy przyszło jej na myśl, że Aleks czuje się zobowiązany do opieki nad nią. Nie chciała mu psuć wyjazdu. Mimo zmęczenia uśmiechnęła się wesoło.

    – Możemy pozwiedzać, tylko najpierw zmieniłabym spodnie, te są całe w błocie – stwierdziła.

    – To chodź, pokażę ci łazienkę – wtrąciła się Daria, po czym nie czekając na odpowiedź wstała i pociągnęła za sobą Anielę. – Śpimy w namiotach, ale z łazienki i kuchni korzystamy w domu gospodarzy – wytłumaczyła, kiedy razem podeszły pod drzwi.

    Po drodze Aniela chwyciła swój plecak. Razem z Darią weszła do środka. W łazience przebrała się w czyste jeansy i przeprała te paskudnie zabłocone. Stwierdziła, że taka pogoda zdecydowanie nie jest wymarzona, na przejażdżki motocyklem. Kiedy wreszcie wyszła, Daria ciągle na nią czekała.

    – Masz pomysł, gdzie mogę rozwiesić spodnie? – zapytała Aniela nowej koleżanki.

    – Jasne, tam z tyłu, gdzie siedzimy jest sznurek, w nocy już chyba nie powinno padać. Chodź, oczywiście cię zaprowadzę. 

    Aniela posłusznie ruszyła za Darią. Przedzierając się przez krzaki porzeczek ominęły z tyłu ogródek i doszły do rozwieszonych sznurków na bieliznę. Dziewczyna rozwiesiła swoje spodnie, zadowolona, że wzięła te na zmianę. Kiedy wracały, przy stole siedzieli sami chłopacy. Malwina z Dagmarą najwyraźniej musiały gdzieś pójść. Dziewczyny usłyszały toczącą się przy stole rozmowę.

    – Gdzie ty sobie wyrwałeś taką laskę, Aleks? – zapytał Patryk.

    – Przyznaj się, przywiozłeś dziewczynę tutaj, bo chcesz ją przelecieć – roześmiał się Damian.

    Aleks spojrzał ponuro na kumpli, ale nic nie odpowiedział. Daria położyła Anieli rękę na ramieniu.

    – Nie martw się, on nie jest taki – powiedziała szeptem. – W przeciwieństwie do tych tutaj, Aleks jest dżentelmenem, rzadko się spotyka takich facetów. Ale skoro go znasz, to pewnie o tym sama wiesz.

    Popchnęła Anielę w kierunku stołu. Kiedy tylko podeszły, chłopacy natychmiast zamilkli. Patryk przyciągnął do siebie Darię, sadzając ją sobie na kolanach. Aleks wstał.

    – Gotowa? – zapytał.

    Aniela skinęła głową. Damian także ruszył się z miejsca.

    – Idziemy w piątkę pozwiedzać – stwierdził uśmiechając się przekornie do Anieli. – Malwina i Daga czekają na nas przed domem.

    Ominęli krzaki porzeczek, przeszli przez swoje małe pole namiotowe i wspólnie, we trójkę wyszli przez drewnianą, skrzypiącą furtkę, na pokrytą kocimi łbami ulicę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Festiwal odbywał się praktycznie w całym mieście. Słychać było muzykę, wszędzie porozstawiane były najrozmaitsze kramy i stragany. Na wzgórzu stał nawet dźwig, z którego można było skakać na bandżi. Podczas spaceru, Aniela rozglądała się ciekawie po okolicy. Zatrzymali się dopiero na molo. Damian i Aleks kupili sobie i dziewczynom piwo. Policji, pilnującej porządku nie brakowało, ale na pikniku country picie było dozwolone praktycznie wszędzie. Aniela podciągnęła się na rękach i usiadła na barierce pomostu. Aleks stanął oparty przy niej.

    – I jak? Wolałabyś jednak zostać w domu czy tu też może być? – zapytał uśmiechając się do niej.

    – Miałam już serdecznie dość nic nie robienia – odpowiedziała wesoło. – Poza tym fajnie jest poznać ludzi, o których się tyle nasłuchałam.

    Chłopak speszył się nieco.

    – Naprawdę tak dużo o nich opowiadałem? – spytał.

    – Co nieco – odparła z uśmiechem.

    – O nas plotkujecie? – wtrącił się Damian.

    – Odrobinę – przyznał rozbawiony Aleks.

    – A co mówicie na mój temat? – zainteresowała się Dagmara.

    – Wychwalają pod niebiosa twoją urodę i intelekt, kochanie – powiedział Damian obejmując ją od tyłu ramionami.

    Mruknęła zadowolona, opierając się o swojego chłopaka.

    – W takim razie plotkujcie sobie dalej – roześmiała się wesoło.

    Aniela słyszała o tym, że Damian lubi się drażnić ze swoją dziewczyną, ale tamtej to najwyraźniej nie przeszkadzało w najmniejszym stopniu. Zresztą Dagmara była naprawdę ładna i najwyraźniej nie głupia, nie miała więc zbyt wielu kompleksów, żeby takie droczenie się miało być dla niej rzeczą uciążliwą. Malwina stanęła po drugiej stronie Aleksa. Próbowała wdrapać się na barierkę, śladem Anieli, jednak nie poszło jej to tak zgrabnie jak tamtej. Gdyby Aleks jej w porę nie złapał, niechybnie wpadłaby do wody. Miała szczęście, że wcześniej przynajmniej odstawiła swoje piwo.

    – Uważaj trochę, dziewczyno – powiedział do niej.

    – Nogi mnie bolą – jęknęła. – Chciała tylko usiąść. Podsadzisz mnie? – poprosiła.

    Aleks z dezaprobatą pokręcił głową, ale spełnił prośbę Malwiny. Dziewczyna, siedząc już pewnie, wzięła do ręki swoje piwo. Zaczęli toczyć wesołą rozmowę. Aniela przysłuchiwała się tylko siedząc cicho. Zazwyczaj nie należała do małomównych osób, ale przez ostatnie pół roku bardzo się zmieniła. Właściwie to nie wiedziała, co by ze sobą zrobiła, gdyby nie wieczorne rozmowy z Aleksem.

    – Jestem głodny – stwierdził po pewnym czasie Damian – chodźmy coś zjeść. Mam ochotę na jakiegoś hot-doga, albo gyrosa.

    – Ty zawsze tylko byś jadł i jadł – roześmiała się Dagmara. – Idziecie z nami? – zwróciła się do pozostałych.

    Aleks potwierdził skinieniem głowy. Aniela zgrabnie zeskoczyła na ziemię. Zawsze była lekka i zwinna, nie brakowało jej też gracji. Malwinie jednak najwyraźniej brakowało. Zsuwając się z barierki wylała na siebie niedopitą resztkę piwa.

    – Nie no! Dlaczego zawsze ja? – jęknęła. – Jestem teraz cała mokra, zimno mi – poskarżyła się cała nieszczęśliwa.

    Dagmara i Damian wybuchli śmiechem. Aniela współczująco spojrzała na dziewczynę. Aleks zdjął swoją motocyklową kurtkę.

    – Trzymaj – powiedział do Malwiny. – Tylko lepiej zdejmij najpierw tą przemoczoną bluzę.

    – Dzięki – westchnęła dziewczyna wkładając jego kurtkę. – Nie wiem jak wy, ale ja mam dosyć i chcę wracać. Aleks, odprowadzisz mnie? – spytała chłopaka z nadzieją.

    Ten spojrzał pytająco na Anielę. Dziewczyna pomyślała, że po prostu wróci z nimi, ale w tym momencie wtrąciła się Dagmara.

    – Spoko, idź z nią Aleks. My się zajmiemy Anielką, nakarmimy ją i w ogóle.

    Chłopak uśmiechnął się z wdzięcznością. 

    – Ok. Odprowadzę Malwinę, a potem was znajdę.

    Dagmara wzięła Anielę po rękę i rozeszli się w dwóch przeciwnych kierunkach.

    Note