Rozdział 10 – Włoskie lato bez planu
by VickyBudzę się. Przez chwilę leżę nieruchomo, wpatrując się w sufit, i próbuję odtworzyć wczorajszy wieczór krok po kroku. W głowie wciąż mam obraz Matteo stojącego zbyt blisko, moje wahanie, potem decyzję, której nawet nie potrafię ubrać w sensowne zdanie, bo brzmiałoby jak kiepska wymówka. Zerkam na ekran telefonu i ogarnia mnie czysta euforia. Wiadomość od Matteo, z którym poprzedniego dnia wymieniliśmy się numerami.
„Masz ochotę się dzisiaj spotkać?” brzmi pytanie, które sprawia, że motyle w moim brzuchu zaczynają wirować w dzikim tańcu.
Odpisuję mu szybko i umawiamy się na popołudnie. Postanawiam, że nie będę go z góry oceniała i, że dam mu realna szansę.
Schodzę na dół ostrożnie, w luźnej koszulce i krótkich spodenkach, z włosami związanymi byle jak, i już na schodach słyszę, że w jadalni ktoś mówi podniesionym głosem. Gdy wchodzę, rozmowa urywa się nagle, jakby ktoś przeciął ją nożem.
Davide stoi przy blacie kuchennym. Nie wygląda na wściekłego w tym teatralnym sensie, bardziej jak człowiek, który całą noc układał w głowie argumenty i teraz stara się mówić spokojnie, żeby nie powiedzieć za dużo. Mama siedzi przy stole, z dłonią na kubku kawy, której najwyraźniej nawet nie tknęła. Luca opiera się o framugę tarasowych drzwi. Jego mina nie wróży niczego dobrego.
– Usiądź, Nikki – mówi Davide, wskazując krzesło. – Musimy porozmawiać.
Zatrzymuję się w pół kroku.
– O co chodzi?
– O wczoraj – odpowiada mama cicho, bez pretensji w głosie, za to z czymś, co boli bardziej, czyli z autentycznym strachem. – O to, że wróciłaś późno, że… że nikt nie wiedział, gdzie jesteś, a potem…
– Wróciłam do domu – wchodzę jej w słowo, bo nagle czuję potrzebę obrony. – Jestem cała.
Davide wypuszcza powietrze nosem, jakby to była informacja, na którą czekał, ale wcale go nie uspokoiła.
– Wróciłaś. To prawda. Wróciłaś też w taki sposób, że kamery przy basenie mają materiał, którego nie powinny nagrać.
Zamieram.
– Jakie kamery?
Luca prycha, jednak bez rozbawienia.
– Serio?
Davide podchodzi do stołu i obraca ekran telefonu w moją stronę. Na podglądzie widać fragment bramy, kawałek podjazdu i większą część basenu. Wystarczy jedna sekunda, żebym zrozumiała. Czuję, jak robi mi się gorąco, mimo że działa klimatyzacja.
– Przecież ja… – zaczynam, ale nie potrafię dokończyć. „Przecież ja tylko” brzmi jak zdanie, które kończą ludzie, kiedy nie mają już argumentów.
– Nikki – odzywa się mama, a jej głos drży odrobinkę, jakby całą noc trzymała go w ryzach. – Ty pływałaś z obcym chłopakiem w bieliźnie. W basenie. W środku nocy. Pod naszym domem.
Słowo „obcym” uderza mnie jak policzek, bo technicznie jest prawdziwe, a jednocześnie wczoraj wydawało mi się, że znam Matteo już na tyle, by móc mu zaufać w tym jednym, konkretnym momencie. Teraz, w świetle dnia, to brzmi śmiesznie.
– Nie zrobiłam nic… – mówię odruchowo, po czym natychmiast milknę, bo nawet ja słyszę, jak pusto to brzmi.
– Nie musisz robić „czegoś” – wchodzi mi w słowo Luca, a jego ton jest wyraźnie twardszy niż zwykle. – Wystarczy, że dasz się wciągnąć w sytuację, z której potem trudno wyjść, i która zostaje komuś na telefonie, na kamerze, w plotkach.
Davide opiera dłonie o oparcie krzesła naprzeciwko mnie, pochyla się lekko, jakby chciał, żeby to, co powie, dotarło do mnie bez żadnych filtrów.
– Chłopak, którego przyprowadziłaś ma nieciekawą reputację. Nie mówię tego, żeby cię zawstydzić, tylko dlatego, że jesteśmy rodziną i nie udajemy, że świat jest miły. To chłopak, o którym mówi się dużo, i nie są to rzeczy, które ojciec chciałby słyszeć w kontekście swojej córki, rozumiesz?
– Davide… – mama próbuje go uspokoić, ale on tylko kręci głową.
– Alicjo, ona ma siedemnaście lat. Jest w nowym kraju. W nowym miejscu. Zostawiła wszystko w Polsce. Ja chcę jej dać wolność, ale wolność bez rozsądku skończy się tym, że ktoś ją skrzywdzi, albo że ona sama wpakuje się w problemy, których nie da się cofnąć.
– Nikt mnie nie skrzywdził – mówię szybko, bo naprawdę nie chcę, żeby obraz wczorajszego wieczoru został sprowadzony do kategorii zagrożenia fizycznego. – Matteo mnie odprowadził. To wszystko.
Luca odrywa się od framugi, podchodzi bliżej stołu i przysiada na skraju krzesła, jakby chciał skrócić dystans, ale nie potrafił jeszcze wrócić do swojej zwykłej łagodności.
– Nikki, posłuchaj mnie uważnie. Matteo traktuje dziewczyny jednorazowo. Serio. I nie mówię tego, bo jestem zazdrosny albo bo chcę kontrolować, tylko dlatego, że znam to miasteczko i znam ludzi. On ma na koncie takie historie, że Casanowa by się ich nie powstydził.
Przewracam oczami odruchowo, a potem natychmiast żałuję, bo widzę, jak Luca zaciska szczękę.
– I jeszcze jedno – dodaje, już chłodniej. – Udało mu się zrobić dziecko jednej dziewczynie. Nie „prawie”, to nie „plotka z niczego”. Dziecko. I wiesz, co jest najgorsze? To, że on nawet nie traktuje tego jak powodu, do zmiany zachowania. Dalej kręci się po imprezach, dalej flirtuje, dalej robi to samo.
Mama blednie wyraźnie. Davide na moment zamyka oczy, jakby liczył do dziesięciu. Ja natomiast czuję, że w gardle rośnie mi coś nieprzyjemnego, bo to jest ten rodzaj informacji, który niszczy całą wczorajszą narrację, w której Matteo był „pewny siebie” i „zuchwały”, ale jednak w jakimś sensie… pociągający.
– Luca, skąd ty to wiesz? – pytam cicho.
– Bo znam jego kumpli. Bo słyszałem o tym, zanim ty w ogóle tu przyleciałaś. Bo to miasteczko jest małe i ludzie gadają, a on daje im powody, żeby gadali – odpowiada. – I proszę cię, nie myśl w tej chwili o tym, że „może z tobą będzie inaczej”, bo właśnie tak zaczynają się wszystkie historie, które potem kończą się płaczem na plaży.
W domu robi się przez chwilę tak cicho, że słyszę brzęczenie klimatyzatora. Davide przesuwa telefon po stole, ale nie pokazuje mi już żadnego nagrania, jakby zorientował się, że sama świadomość istnienia materiału jest wystarczająca.
– To, co jest na kamerach, zostaje w tej rodzinie – mówi powoli. – Ale ty musisz zrozumieć, że ja nie mogę udawać, że nic się nie stało. Chodzi o twoje bezpieczeństwo, i o to, jak łatwo ludzie potrafią zniszczyć reputację dziewczyny. Nie mówię, że to sprawiedliwe. Mówię, że to realne.
Mama przesuwa dłoń po moim przedramieniu, ostrożnie, jakby bała się, że ją odepchnę.
– Kochanie… ja nie chcę ci zabierać życia. Ja chcę, żebyś była mądra. I żebym nie musiała się budzić z myślą, że mogło ci się stać coś złego, kiedy ja spałam obok.
Patrzę na nich i nagle czuję, że wstyd miesza się we mnie z irytacją, bo mam siedemnaście lat i jednocześnie czuję się jak dziecko, i jak ktoś, kto powinien mieć prawo do własnych błędów.
– Więc co teraz? – pytam, zaciskając palce na krawędzi krzesła. – Mam siedzieć w domu do końca wakacji?
Luca potrząsa głową.
– Masz nam mówić, gdzie jesteś i nie spotykać się z nim sam na sam.
Przez moment chciałabym się z nimi pokłócić, walnąć drzwiami, powiedzieć, że przesadzają, że robią ze mnie idiotkę, że nic nie rozumieją, ale jednocześnie widzę, że ich złość jest podszyta strachem, a strach jest najgorszą możliwą walutą w rodzinie, bo nie da się go spłacić jedną obietnicą.
– Dobrze – mówię w końcu cicho. – Rozumiem.
Nie jestem pewna, czy naprawdę rozumiem wszystko, ale rozumiem wystarczająco, żeby poczuć ciężar tego poranka, i wystarczająco, żeby wiedzieć, że jeśli chcę się dalej spotykać z Matteo, to będę musiała to robić w tajemnicy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Nie zamierzałam przekreślać Matteo z powodu tego, co ktoś inny o nim sądził. Jasne, zrobiłam się jeszcze bardziej ostrożna, ale postanowiłam dać naszej znajomości szansę. Przez ostatni miesiąc codziennie widywałam się z chłopakiem i wcale nie mam go dosyć. Nie chodzimy jednak na plażowe imprezy, bo nie mam najmniejszej ochoty na konfrontację z Paolą i innymi odrzuconymi przez niego dziewczynami, i oczywiście nie chcę kłócić się o niego z Lucą. Pływamy skuterem, albo spacerujemy wzdłuż plaży. Rozmawiamy o ulubionych filmach i książkach. Dzięki niemu moje wakacje stały się idealne, dokładnie takie, jak sobie wymarzyłam.
Tego dnia mam na sobie niebieską sukienkę w białe, drobne kwiatki, a przez ramię przewiesiłam torbę sportową. Matteo ma dzisiaj wolne od pracy i umówiliśmy się na wspólną wycieczkę do aquaparku.
Schodzę na dół wcześniej niż zwykle, żeby uniknąć porannego zamieszania w kuchni. Dom jest cichy, słychać tylko jednostajny szum klimatyzacji. Na chwilę zatrzymuję się przy przesuwanych drzwiach tarasowych, spoglądając na ogród skąpany w porannym słońcu. W głowie mam przyjemne podekscytowanie – takie, które pojawia się tuż przed wyjściem, gdy wiesz, że czeka cię coś fajnego.
Zamykam torbę i poprawiam ramiączko sukienki, gdy kątem oka dostrzegam Lucę siedzącego na leżaku. Przegląda coś w telefonie, ale na mój widok od razu odkłada go na bok. Przez moment mierzy mnie wzrokiem uważniej, niż bym się spodziewała.
– Ładnie wyglądasz – stwierdza neutralnie, jakby to była czysta obserwacja, nie komplement.
– Dzięki – odpowiadam, czując lekkie ukłucie niepokoju. – Zaraz wychodzę.
– Domyślam się – mówi spokojnie. – Z nim?
Nie zaprzeczam, tylko kiwam głową. Przez krótką chwilę oboje milczymy, a ja mam wrażenie, że Luca waży w myślach coś, czego jeszcze nie wypowiedział na głos. W końcu wzdycha cicho, jakby podjął decyzję. I wtedy padają słowa, których się nie spodziewałam.
– Idź już, będę cię krył – proponuje mi Luca.
– Dlaczego nagle zmieniłeś zdanie? – pytam podejrzliwie.
Chłopak wzrusza ramionami.
– Po waszej akcji na basenie, którą nagrały kamery, ojciec poszedł do niego i zaproponował mu całkiem niezłą sumkę, żeby dał ci spokój – wyjaśnia mój brat – ale Matteo jej nie przyjął. Dlatego uważam, że faktycznie może myśleć o tobie poważnie – kontynuuje.
– Davide zrobił co?! – pytam zszokowana.
Luca patrzy na mnie odrobinę zażenowany.
– Musisz mu wybaczyć, Nikki. On naprawdę zawsze chciał mieć córkę i uważa, że musi cię chronić, a potencjalny kandydat na twojego chłopaka naprawdę nie ma dobrej reputacji.
Niepewnie kiwam głową i wzdycham zrezygnowana. Muszę to sobie przemyśleć i z pewnością nie ma sensu gniewać się na Lucę, bo to przecież nie jego wina. Nie może odpowiadać za działania ojca.
– Uciekam, bo zaraz będę spóźniona – żegnam się z bratem.
– Baw się dobrze – uśmiecha się do mnie wesoło. – I nie daj sobie złamać serca – dodaje tym razem już zupełnie poważnie.