Rozdział 11 – Błękitne Marzenie
by Vicky
Był ponury sobotni poranek. Emil wyjechał na weekend do domu, tak jak większość ludzi mieszkających w Domu Studenckim. Eliza obudziła się wypoczęta i w dobrym humorze. Umyła się szybko, ubrała i zeszła na dół. Przy stole w kuchni siedział Gabriel. Jadł śniadanie. Kompletnie zignorował jej przyjście. Ostatnią rzeczą na jaką miała ochotę było jego towarzystwo. Wsypała do kubka kawy i włączyła czajnik elektryczny. Poprzedniego dnia skończyło się jej mleko, a w tym miesiącu przekroczyła już swój limit wydatków. Coraz mniej jadła bojąc się, że nie starczy jej pieniędzy. Koniecznie musiała znaleźć sobie jakąś wieczorową pracę.
Z kubkiem gorącej kawy usiadła na kanapie. Podwinęła pod siebie nogi i otworzyła książkę. Uznała, że to dobry dzień, żeby iść do biblioteki. Przynajmniej nie będzie się nudziła no i wyjdzie z domu.
Gabriel skończył jeść. Wstał i umył naczynia. Dziewczyna była pewna, że się wyniesie i będzie miała spokój. On jednak zatrzymał się naprzeciwko niej. Spojrzał na nią obojętnie.
– Jesteś anorektyczką? – zapytał prosto z mostu.
Elizę zwyczajnie zatkało, kiedy usłyszała takie bezczelne pytanie.
– Skąd ci to przyszło do głowy? – spytała cicho.
Wzruszył ramionami.
– Jesteś potwornie chuda, a prawie nic nie jesz – stwierdził.
– Pytasz z jakiegoś konkretnego powodu? – zainteresowała się dziewczyna.
– Tak – powiedział patrząc jej w oczy. – Umawiasz się z moim kumplem. Nie chcę, żeby cierpiał z powodu chodzenia z psychiczną dziewczyną.
Eliza prychnęła jednocześnie wściekła i rozbawiona stwierdzeniem Gabriela. Sama nie wiedziała czemu postanowiła mu odpowiedzieć. Chłopak od początku działał jej na nerwy, ale jednocześnie w jakiś sposób nie czuła się przy nim ani trochę skrępowana.
– Jeżeli już musisz wiedzieć, to nie, nie odchudzam się – powiedziała ponuro. – Zwyczajnie nie mam kasy. Będzie lepiej, jak znajdę sobie pracę.
– Nie możesz od kogoś pożyczyć? – spytał poważnie.
– Jasne, a niby z czego potem oddam?
– Jesteś głupia – stwierdził kręcąc z niedowierzaniem głową. – I tak ci nie wierzę, bo na mój gust jesteś anorektyczką i tylko szukasz sobie wymówek. Jak chcesz, to możesz korzystać z moich zakupów – wzruszył ramionami – najlepiej zacznij od mleka, bo nigdy nie widziałem, żebyś piła czarną kawę.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi chabrowymi oczami. Nie miała pojęcia o co mu właściwie chodziło. Dlaczego w ogóle do niej zagadał? Nie dał jej jednak czasu na powiedzenie czegokolwiek, bo zniknął na prowadzących do pokoi schodach.