Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Alexei

    Jestem wściekły. W furii rzucam o ścianę porcelanową misą, która rozbija się na drobne kawałki, zdobiąc posadzkę bało-niebieskimi odłamkami. Dołącza do niej kilka kolejnych przedmiotów, a mnie zupełnie nie obchodzi czym rzucam. Po prostu muszę to z siebie uwolnić. Porzuciła mnie i uciekła z przeklętym królewiczem! Jak kiedykolwiek mogłem pomyśleć, że łączy nas coś więcej niż jej pieprzony obowiązek?! Jak mogłem wyobrażać sobie, że ona naprawdę coś do mnie czuje? Powinienem był zachować się tak, jak oczekiwała tego ode mnie Zła Królowa. Zrobić z królewny marionetkę, zamknąć ją w jej komnatach, a może nawet w lochach. Tymczasem dałem zrobić z siebie kompletnego głupca. Serce bije mi jak oszalałe i dopiero teraz z całą stanowczością i wszystkimi tego konsekwencjami zdaję sobie sprawę, że naprawdę się w niej zakochałem. Najgorsze jest jednak to, że w dalszym ciągu ją kocham. Nie mogę przegonić tego uczucia, nawet pomimo tego, że ona wybrała królewicza.

    Zrezygnowany sięgam po leżące na szafce obok łóżka lusterko. Boję się tego, co w nim zobaczę, a jednak nie potrafię się powstrzymać. 

    – Pokaż mi królewnę! – rozkazuję. 

    Lustrzana tafla lekko faluje, by po chwili zamienić się najpierw w rozmazany, a potem coraz wyraźniejszy obraz. Ishanvi jest jak zawsze prześliczna, a jej widok sprawia mi dodatkowy ból. Długie, jasne włosy ma splecione w dobierany warkocz. Ubrana jest w strój do konnej jazdy, co, zdaję sobie sprawę, jeszcze pół roku temu, byłoby dla niej nie do pomyślenia. Gdy dostrzegam, że stoi na przeciwko królewicza, mam ochotę roztrzaskać lusterko na drobne kawałki. W ostatniej chwili coś mnie jednak powstrzymuje. Królewna nie wyglada na zadowoloną. Przyglądam się bliżej i zmuszam magię, żeby pozwoliła mi usłyszeć ich słowa. 

    – Nie możesz tam wrócić – głos królewicza jest stanowczy, ale pobrzmiewają w nim lekkie nuty rozpaczy. 

    – Jestem twoim więźniem? – pyta chłodno dziewczyna. 

    – Nie, oczywiście, że nie! – protestuje chłopak, a ja krzywię się, gdy chwyta jej przedramię. 

    – Więc mnie puść! – odwarkuje mu królewna, wyrywając rękę z jego uścisku. 

    Moja dziewczynka! Czuję dumę na myśl, że z zahukanego stworzonka, jakim jeszcze do niedawna była, przemieniła się w odważną kobietę, która nie boi się wyrazić swojego zdania. Królewicz jednak nie ustępuje. 

    – To on, to jego wina, prawda? Czarny Rycerz rzucił na ciebie klątwę, spod wpływu której nie możesz się uwolnić! – jest tak pewny siebie, że aż przyprawia mnie o mdłości. Zbliża się do niej i chwyta dłonią jej podbródek, a ja mam ochotę rozerwać go na strzępy. – Kocham cię, Ishanvi i zaraz ci to udowodnię. Żadna klątwa nie oprze się pocałunkowi prawdziwej miłości! 

    Królewicz przysuwa usta do jej ust, a ja zamieram, niezdolny się poruszyć. Moja dłoń coraz mocniej zaciska się na rączce od lusterka. Królewna patrzy na niego ze złością, ale nie wykonuje żadnego ruchu. Pocałunek jest delikatny i łagodny, nie ma w nim ognia, nie ma pasji, ale i tak wystarcza, by roztrzaskać moje serce na milion drobnych fragmentów. Gdy młodzieniec się odsuwa, córka Złej Królowej spuszcza wzrok.

    – Zabierz mnie ze sobą – prosi potulnie. 

    Królewicz triumfuje. Przytula ją do siebie, zapewniając ją, że czeka ich wieczna miłość i szczęśliwe zakończenie ich własnej historii. Ishanvi mu przytakuje. Gdybym był postronnym obserwatorem, powiedziałbym, że królewicz wygrał walkę dobra ze złem, że udało mu się przełamać złowroga klątwę, rzuconą na jego ukochaną. Tylko że jestem kim jestem i wiem, że żadnej klątwy nigdy nie było. Twarz królewny jest spokojna, to idealna maska, ale gdy przyglądam się uważniej, widzę płonący w jej oczach ogień. Nie mam pojęcia w co ona gra i jaki ma plan, ale nie zamierzam jej tak zostawić. Niezależnie od tego czy mnie zdradziła, czy nie, wiem, że wcale nie chce tam być, a ja już dawno temu przyrzekłem sobie, że niezależnie od tego, co by się działo, zawsze będę w pobliżu, żeby ją obronić i nigdy nie zostawię jej samej. Wystarczająco długo była już sama. 

    Note