Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Był pochmurny, jesienny dzień. Co jakiś czas mżyło. Eliza siedziała na miękkiej kanapie w poczekalni. Przyszła do biura nocnego klubu. Miała nadzieję, że skoro nie dało się nigdzie indziej, to chociaż tu znajdzie wieczorową pracę. Wiedziała z czym to się wiąże, ale wolała to niż rezygnację ze studiów. 

    Gdy tak siedziała spokojnie, czekając aż ją poproszą do środka, usłyszała zza ściany okropny hałas. Odgłos tłuczonego szkła i łamanych mebli. Trwało to kilkanaście dobrych minut. Coś było bardzo nie tak. Wstała z kanapy. Nagle otworzyły się prowadzące do klubu drzwi. 

    – Wynosimy się stąd – usłyszała męski głos.

    Do środka niewielkiego pomieszczenia wpadło kilku mężczyzn. Wszyscy byli wysocy i potężnie zbudowani. Mieli na sobie motocyklowe kominiarki. W rękach trzymali broń. Jeden odwrócił się w jej stronę. Podszedł do dziewczyny i złapał ją za przedramię.

    – O jaka fajna laleczka, zabawimy się? – zapytał najwyraźniej bardzo zadowolony z siebie.

    Inny z mężczyzn podszedł do nich i odepchnął tamtego od dziewczyny. Z jego ust wydobyła się potężna wiązka przekleństw. Eliza zadrżała. Rozpoznała głos Gabriela.

    – Ona jest moja – warknął do najwyraźniej zaskoczonych jego zachowaniem mężczyzn. – Zmywamy się – syknął do dziewczyny ciągnąc ją za rękę. 

    Razem z resztą opuścili pomieszczenie biura. Zszokowana Eliza bez protestów poszła za nim. Przed wejściem do lokalu stały motocykle. Jeden z mężczyzn wzruszając ramionami podał jej zapasowy kask. 

    – Dzięki Aleks – odezwał się Gabriel. – Siadaj – rozkazał Elizie chłopak, sam chowając broń do wewnętrznej kieszeni kurtki i wskakując na motor.

    Zwinęła włosy i włożyła kask. Posłusznie usiadła za Gabrielem. Natychmiast ruszył. Objęła go rękami w pasie. Bała się. Z daleka dobiegł ich sygnał policyjnych syren. Usłyszała jak siedzący przed nią chłopak przeklina. Skręcił w jakąś boczną uliczkę oddzielając się od kumpli. Dziewczyna niejasno zdawała sobie sprawę, że z pasażerem będzie mu znacznie trudniej jechać. Mimo strachu przylgnęła jak najbardziej do jego pleców. Za wszelką cenę miała zamiar mu nie przeszkadzać.

    Po pewnym czasie wyjechali za miasto. Wszelkie odgłosy ewentualnego, możliwego pościgu ucichły. Wreszcie chłopak postanowił się zatrzymać. Wjechał na jakiś leśny parking. Zeskoczył z motocykla, zdjął kask. Przetarł czymś naumyślnie przybrudzoną tablicę rejestracyjną. Eliza stanęła obok. Zdjęła kask roztrzepując zwinięte włosy. Gabriel spojrzał na nią obrzucając ją wściekłym wzrokiem.

    – Co ty tam do cholery robiłaś? – spytał groźnie. 

    – Szukałam pracy – odpowiedziała zgodnie z prawdą dziewczyna. – Potrzebuję pieniędzy.

    – Ale czemu, do cholery, akurat tam? – warknął. – Jesteś skończoną idiotką. Naprawdę uważasz, że warto?

    – Bo to jedyne co przyszło mi do głowy – odpowiedziała cicho patrząc w ziemię. – Nie chcę rezygnować ze studiów.

    – Rodzice nie mogą ci pomóc? – spytał.

    Eliza spojrzała na niego smutnymi niebieskimi oczami. Przecząco pokręciła głową.

    – Nie mam rodziców – przyznała, a głos jej odrobinę drżał. W oczach dziewczyny zalśniły łzy. Miała już tego wszystkiego serdecznie dość. – Zginęli w wypadku samochodowym jak miałam kilka lat. Wychowywała mnie babcia. Umarła w lipcu. Mogę liczyć tylko i wyłącznie na siebie.

    Gabriel przyjrzał jej się uważniej. Miał nieodgadniony wyraz twarzy. W pewnym momencie po prostu podszedł do dziewczyny bliżej. Otoczył ją ramionami przyciągając do siebie. Przytulił ją delikatnie. Czułym gestem pogładził jej włosy.

    – Przepraszam – szepnął. 

    Eliza przylgnęła do niego całą sobą. Wtuliła twarz w jego skórzaną kurtkę. Po policzkach dziewczyny spływały łzy. Wiedziała, że przy Gabrielu nie musi udawać dzielnej ani odważnej. Mimo tego, że chłopak wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że za nią nie przepada, zawsze czuła się przy nim swobodnie. Mogła po prostu być sobą. Po kilku minutach ciszy Gabriel delikatnie odsunął ją od siebie, tak, żeby móc na nią spojrzeć. Nie wypuścił jednak dziewczyny z ramion.

    – Mimo wszystko – powiedział cichym, poważnym tonem – nie pozwolę ci tam pracować. Pomyśl co ty w ogóle chcesz zrobić. Nie dam ci zostać striptizerką.

    – To co twoim zdaniem mam zrobić? – jęknęła. 

    Nie chciała na niego patrzeć. Ponownie przylgnęła do chłopaka chowając twarz w jego kurtce. Westchnął. Przytulił ją do siebie.

    – U nas szukają kelnerek – powiedział. – Nie będziesz tyle zarabiała co striptizerka, ale na utrzymanie się na pewno wystarczy. Po za tym nie będziesz się musiała publicznie rozbierać. Wieczorem pogadam z szefem.

    Dziewczyna skinęła głową. Nie była pewna swojego głosu. Wstrząsnęło nią to, że z jakiegoś powodu chłopak się o nią martwił. Nagle coś innego przyszło jej do głowy.

    – Gabriel… – powiedziała cicho. Odsunęła się odrobinę, żeby spojrzeć chłopakowi w oczy. – A co do cholery ty tam robiłeś?

    Chłopak wyglądał na mocno zmieszanego. Tym razem to on odwrócił wzrok.

    – Widzisz… wiesz, że pracuję w klubie jako ochroniarz – powiedział niepewnie, jakby nie bardzo wiedząc w jaki sposób wytłumaczyć wszystko dziewczynie. – No to czasem niszczenie konkurencji należy do naszych służbowych obowiązków. Zwłaszcza takich nowych lokali, jak ten, w którym ty chciałaś pracować. Ja też potrzebuję pieniędzy, żeby skończyć szkołę – dodał jakby się usprawiedliwiając. – Tyle, że u mnie jeszcze materiały dodatkowo kosztują. Niestety uczelnia nie zapewnia wszystkiego…

    Eliza wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła szorstkiego policzka chłopaka. Przesunęła po nim grzbietem dłoni. Złapał jej rękę i przytrzymał przy swojej twarzy.

    – Cii – powiedziała przerywając mu usprawiedliwienia. – Mnie się nie musisz tłumaczyć.

    Uśmiechnął się do niej ciepło. Potem westchnął i wypuścił ją z objęć.

    – Wracamy? – zapytał cicho.

    Skinęła głową. Wsiedli na motor i pojechali z powrotem w stronę miasta.

    Note