Rozdział 19 – Chabrowa Róża
by Vicky~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Rozdział XIX
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Święta przeminęły z wielkim hukiem i szybkimi krokami zbliżał się Sylwester. Eliza nie cieszyła się, że spędzi go na Florydzie. Właściwie, to ostatnimi dniami nie cieszyła się z kompletnie niczego. Chodziła zamyślona i apatyczna. Na nic nie miała ochoty. Po głowie snuła się jej jedna, ciągle ta sama myśl – musi wrócić do domu i z nim porozmawiać. Nawet jeżeli jej powie, że kocha Selenę, że to koniec, po prostu wiedziała, że musi usłyszeć to bezpośrednio od niego. Nic innego w tej chwili nie miało znaczenia.
Daniel wodził za dziewczyną smutnym wzrokiem. Jej różowe usta bez przerwy drżały, w jej chabrowych oczach ciągle lśniły łzy. Nie tego się spodziewał. Liczył na zawiść ze strony Elizy, chęć zemsty, ale nie to… Trudno, będzie musiał jeszcze trochę poczekać… Grunt, że druga cześć planu, ta o której nie powiedział nawet Selenie, ta z którą najbardziej gryzło się jego sumienie, działała bez zarzutów. Tak czy owak, dziewczyna będzie jego.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Krzysztof, szczupły mężczyzna w średnim wieku, do późna pracował w kancelarii adwokackiej. Zajmował się przychodzącą korespondencją. Miał masę roboty, a im więcej czasu spędzał w pracy, tym więcej zarabiał. Miał na utrzymaniu żonę i czworo dorastających dzieci. Dla jego rodziny liczył się każdy grosz.
Za oknem było już zupełnie ciemno, prószył gęsty, lepki śnieg. Krzysztof wrócił do swojego zawalonego papierami biurka, z kubkiem czarnej, mocnej kawy. Od niechcenia przerzucał kolejne papiery. Nagle coś rzuciło mu się w oczy. Znajome nazwisko… Mateusz Cuttbert…
Zaraz, chwilę, czy to przypadkiem nie chłopak jego ukochanej siostrzenicy?
Mężczyzna wziął do ręki, spięty razem, plik dokumentów. Zaczął uważnie czytać. Coraz bardziej zdumiony przeskakiwał z akapitu na akapit. Potem przestudiował dokument od góry do dołu jeszcze raz, a nie wierząc własnym oczom także i kolejny.
Napad, pobicie… Zatrzymany twierdzi, że interweniował, gdy zobaczył jak jego konkubina, tu Krzysztof skrzywił się czytając napisane w policyjnym żargonie słowo, zaczyna rozbierać się na scenie…
Wcześniejsze wykroczenia: pięć lat w zawieszeniu za handel narkotykami… W co ten cholerny smarkacz się właściwie wpakował? Mężczyzna nigdy nie pałał sympatią do tego chłopaka. Czy to chodziło o JEGO zawsze grzeczną, miłą i spokojną Elizę?
Krzysztof wyciągnął z kieszeni spodni telefon komórkowy. Wybrał numer do swojego pracodawcy. Jak dobrze, że Dariusz Nawrocki, prowadzący urzędową kancelarię adwokat z wieloletnim stażem, był jego dobrym przyjacielem. Znali się jeszcze ze szkolnych czasów.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Matt zamknął oczy. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że wszystko toczyło się tak cholernie źle. Jak można spaść na samo dno, tylko po to, żeby potem okazało się, że pod spodem jest jeszcze sześć stóp mułu… Nie miał pojęcia dlaczego, po ponad trzech miesiącach, mężczyzna, którego uderzył w klubie jednak zdecydował się wnieść przeciwko niemu oskarżenie. Gdyby chociaż nie ten wyrok w zawieszeniu, za sprawę, w którą się bezsensownie wplątał przed kilku laty… Do tego jeszcze chłopak wiedział, że prawdopodobnie straci mieszkanie, bo w jakiś sposób wyszło na wierzch, że został zwolniony. Nic nie układało się dobrze. Najbardziej jednak cierpiał, ponieważ w żaden sposób nie mógł skontaktować się z Elizą. Zresztą, nawet gdyby miał szansę, to nie miał pojęcia, co mógłby jej w tym momencie powiedzieć. Teraz jeszcze, na domiar złego, czekało go spotkanie z przydzielonym z urzędu adwokatem. Wiedział, że jemu też nie ma nic do powiedzenia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Pokój, do którego zaprowadzono Matta, był niewielkim, prawie pustym, pomieszczeniem. Na przeciwległej do drzwi ścianie znajdowało się niewielkie, zakratowane okno. Mniej więcej na środku stał stół, a przy nim cztery drewniane krzesła. Chłopak niechętnie usiadł na jednym z nich. Chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Gdy tylko usiadł, dwaj znudzeni policjanci, którzy go tu przyprowadzili, opuścili pokój. Matt został sam na sam ze swoimi ponurymi, jak gradowa chmura myślami.
Po kwadransie drzwi się ponownie otworzyły. Do środka weszło dwóch, odzianych w garnitury mężczyzn w średnim wieku. Matt zamarł na widok jednego z nich. Teraz dopiero nabrał pewności, że wszystko zrzekło się przeciwko niemu. W szczupłym, brązowowłosym mężczyźnie rozpoznał Krzysztofa, wuja Elizy. Niejasno przypomniał sobie, że tamten pracował w kancelarii adwokackiej, Matt jednak do tej pory żył w przeświadczeniu, że Krzysztof bynajmniej nie był prawnikiem.
– Dzień dobry – przywitał się ten drugi, tęgi blondyn o rumianych policzkach i poważnym spojrzeniu. – Nazywam się Dariusz Nawrocki, będę pana reprezentował w sądzie. Z tego co zrozumiałem, mojego przyjaciela już Pan zna.
Matt niepewnie skinął głową. Spojrzał pytająco na Krzysztofa. Nie miał pojęcia o co tu może chodzić. Mężczyźni usiedli naprzeciwko chłopaka. Wuj Elizy spojrzał na Matta niechętnym wzrokiem.
– Posłuchaj – powiedział poważnie – zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ci jakoś pomóc, ale najpierw chcę się od ciebie dowiedzieć, co się dokładnie stało i to ze wszystkimi szczegółami.
Chłopak westchnął. Nie miał ochoty opowiadać co się stało, najchętniej w ogóle by z nimi nie rozmawiał, podejrzewał jednak, że i tak nie ma wyjścia. Odważnie spojrzał mężczyźnie w oczy.
– Mieliśmy z Elizą problemy, finansowe – powiedział cicho. – Uznała, że nie będzie siedziała bezczynnie i, prawdopodobnie za namową moich koleżanek z byłej pracy, postanowiła zacząć zarabiać. Zupełnie mnie zaskoczyła i zareagowałem impulsywnie. Zwyczajnie ją stamtąd zabrałem. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, pod rękę nawinął się ten facet. Chciał jej wsunąć pieniądze za majtki, więc go uderzyłem. Zostałem zwolniony, dyscyplinarnie, ale nikt nie wniósł oskarżenia. Nie mam pojęcia dlaczego zmienił zdanie.
Krzysztof wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Nie skomentował, skinął tylko głowa.
– A wcześniej? – zapytał. – Handel narkotykami? Praktycznie zostałbyś oczyszczony z zarzutów, ale sam przyznałeś się do winy…
– Czy to ma jakikolwiek związek z tą sprawą? – westchnął Matt.
– Nie – odpowiedział ponuro mężczyzna – ale ma związek z tobą, a za czym idzie z moją siostrzenicą i chcę o tym wiedzieć. Nic co na ten temat powiesz, nie będzie miało znaczenia w tej sprawie. Wszystko zostanie między nami.
Matt przez chwilę walczył ze sobą, ale w końcu postanowił i na to pytanie odpowiedzieć.
– Kryłem przyjaciela – przyznał zrezygnowany. – Miał o wiele więcej do stracenia niż ja.
– To przy Danielu znaleziono narkotyki, prawda? – westchnął Krzysztof. – Ty tylko nawinąłeś się pod rękę przebywając akurat razem z nim…
– To nie ma znaczenia – powiedział twardo Matt nie spuszczając wzroku z mężczyzny. – Ta sprawa jest zamknięta.
– Jeżeli zdecydowałby się pan zeznać to w sądzie – wtrącił się Dariusz – można by złożyć apelację…
– Nie – odpowiedział stanowczo Matt. – Ta sprawa jest zamknięta – powiedział z naciskiem – i nie ma związku z tą.
– To, że uderzyłeś tego mężczyznę, to błahostka – powiedział cicho Krzysztof – na twoim miejscu pewnie zrobiłbym to samo… ale jeżeli przegrasz proces i zostaniesz uznany za winnego – kontynuował brunet – to automatycznie zostaniesz skazany na pięć lat, za poprzednie wykroczenie… Mateusz, to nie ma sensu. Naprawdę sądzisz, że warto?
– Nie będziemy wracać do tamtej sprawy – oznajmił twardo chłopak – i zdania nie zmienię, nawet jeżeli będę musiał ponieść tego konsekwencje.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Grudzień w tym roku był wyjątkowo ciepły, nawet jak na klimat Florydy. Sylwestrowa zabawa urządzana była w motywach Hawajskich. Eliza pokazała się na niej jedynie dlatego, że Daniel naprawdę mocno nalegał. Nie chciała sprawiać mu przykrości. Tak naprawdę w ogóle nie miała ochoty tu być. Ciągle miała w pamięci słowa rozmowy, którą przeprowadziła poprzedniego wieczora z wujem.
„Mateusz ma pewne problemy, nie może się z tobą skontaktować, nie martw się tym. (…) Prosił, żeby ci przekazać, że musiał sprzedać mieszkanie, jak wrócisz z Florydy to przyjedź do nas, dziewczynki się ucieszą, albo niech Daniel się tobą przez jakiś czas zaopiekuje, jeżeli tak wolisz. (…) Twój wilczek jest u nas. Dzieciaki są nim zachwycone.”
Dlaczego nie miał nawet na tyle przyzwoitości, żeby sam z nią porozmawiać? Teraz była pewna, że to koniec… sprzedał mieszkanie… nawet Snowy’ego zawiózł do jej rodziny… Eliza nie mogła w to uwierzyć. Za każdym razem, kiedy tylko o tym pomyślała, w jej oczach lśniły łzy. To nie działo się naprawdę! „Wczoraj zdechł złoty ptak moich marzeń, nie mógł wyżywić się już okruchami zwykłej codzienności” przyszedł jej na myśl cytat dnia z kalendarza, bo tak właśnie się teraz czuła.
Nieszczęśliwa usiadła w najdalszym kącie sali. Pragnęła ukryć się przed całym światem. Wszystko przestało mieć jakikolwiek sens.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Sylwestrowa, balowa sala udekorowana była barwnymi kwiatami. Wszyscy uczestnicy zabawy mieli na sobie kolorowe, hawajskie stroje, a na szyjach wieńce. Daniel, kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, natychmiast wypatrzył wyróżniającą się z tłumu Elizę. Miała na sobie niebieskie jeansy i prostą, białą koszulkę z szarym kotkiem. Coś chłopaka ścisnęło w środku, kiedy na nią spojrzał. Była taka smutna… Podszedł do dziewczyny i usiadł przy niej na ławce, obejmując ją ramieniem. Przylgnęła do niego ufnie, nie odzywając się ani słowem.
Chłopak wiedział, że Eliza rozmawiała z wujkiem, obawiał się, że wyda się przez to plan, który uknuli wspólnie z Seleną, tak się jednak nie stało. O dziwo dziewczyna nabrała jeszcze głębszego przekonania, że Matt zwyczajnie ją olał. Krzysztof wyraźnie za chłopakiem Elizy nie przepadał. I dobrze! To działało tylko i wyłącznie na korzyść Daniela.
– Hej piękna! Rozchmurz się trochę! – powiedział pogodnym tonem do dziewczyny. – Mamy Nowy Rok. Nie możesz siedzieć taka smutna.
– Daniel… – odezwała się cichutko dziewczyna – ja naprawdę nie chcę ci psuć zabawy – powiedziała smętnie. – Dam sobie radę, nie musisz się mną zajmować.
– Owszem, muszę i będę – oznajmił stanowczo chłopak. – Proszę cię, zapomnij o nim, chociaż na chwilę. Zachował się jak dupek, nie warto psuć sobie przez niego Sylwestra.
Eliza spojrzała na niego smutno mokrymi od łez oczami.
– Przepraszam – powiedziała smutno. – Nie potrafię się teraz bawić. Naprawdę sobie sama poradzę.
Daniel westchnął ciężko. Nie tego oczekiwał. Miał tylko nadzieję, że niedługo dziewczynie przejdzie, chociaż trochę…
– Jeżeli chcesz, to możemy wrócić do hotelu – zaproponował Elizie. – Spędzimy Sylwestra tylko we dwoje. Chciałabyś?
Dziewczyna otarła wierzchem dłoni spływające po policzkach łzy. Skinęła głową.
– Dziękuję – wyszeptała, wtulając się jeszcze bardziej pod ramię chłopaka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Był trzydziesty pierwszy grudnia, ostatni dzień w roku. Matt podniósł wzrok. Z nadzieją spojrzał na siedzącego przy stole, naprzeciwko niego mężczyznę.
– Rozmawiałeś z nią? – spytał.
Krzysztof skinął głową.
– Tak, przekazałem jej, żeby się nie martwiła i, że nie masz jak się z nią skontaktować. – Obrzucił chłopaka zagadkowym spojrzeniem. – Jesteś przekonany, że nie chcesz jej powiedzieć gdzie jesteś i dlaczego? Nie jestem pewien czy to dobrze, że przed nią ten ‘drobny szczegół’ – powiedział ironicznie – ukrywasz…
– To nie tak – uśmiechnął się ponuro Matt. – Za dobrze ją znam. Jeżeli się dowie, uzna, że to przez nią. Będzie uważała, że to jej wina. Powiem jej, kiedy już będzie coś wiadomo.
– Rozumiem – przyznał niechętnie Krzysztof. – Niech więc będzie jak sobie życzysz. – Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza, aż w końcu brunet odezwał się ponownie. – Mateusz, czy ty masz jakichś wrogów? Kogoś kto chciałby ci zaszkodzić? Podejrzewamy, ze ktoś zapłacił temu mężczyźnie, żeby wniósł przeciwko tobie oskarżenie.
Matt przecząco pokręcił głową. Nikt taki nie przychodził mu na myśl.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy wrócili do Polski, Daniel zabrał Elizę z powrotem do siebie. Zaczynał się poważnie niepokoić, ponieważ dziewczyna zamiast się uspokoić, popadała tylko w coraz większą depresję. Prawie w ogóle przestała jeść. Nic nie było w stanie wywołać uśmiechu na jej twarzy. Przez większość dnia siedziała zwinięta w jak najciaśniejszy kłębek i wpatrywała się w nicość. Chłopak starał się ze wszystkim sił w jakiś sposób do niej dotrzeć, ale nic nie przynosiło rezultatów. Daniel nie miał pojęcia co powinien zrobić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
– Nie, to nie możliwe – powiedział ostro Matt, gwałtownie wstając z krzesła. – Nigdy by tego nie zrobił!
Do środka wbiegli czekający na zewnątrz policjanci, zaalarmowani gwałtownym zachowaniem chłopaka. Siedzący naprzeciwko niego mężczyźni także wstali.
– Panowie, spokojnie – rzucił Dariusz do policjantów. – Nic się nie stało. Mamy tutaj jedynie ożywioną dyskusję.
Tamci spojrzeli powątpiewająco, ale posłusznie opuścili pokój.
– Usiądziemy? – zasugerował nieznoszącym sprzeciwu tonem Krzysztof.
Matt skinął głową i zajął swoje miejsce. Mężczyźni także usiedli, uspokojeni.
– Fakty są takie – powiedział ponuro Dariusz – że zapłacił mu wysportowany blondyn, w markowym ubraniu. Niestety w żaden sposób nie jesteśmy tego w stanie udowodnić w sądzie.
– Mateusz, zastanów się. Czy Daniel nie miał żadnego powodu, żeby cię wrobić? – zapytał Krzysztof. – Wiesz, że naprawdę go lubię… czego zresztą nigdy nie ukrywałem – przyznał z nutką pokory w głosie mężczyzna – i też cholernie ciężko mi w to uwierzyć…
– Nie zrobiłby tego – powiedział twardo Matt.
– Nawet jeżeli chodziłoby o Elizę? – spytał delikatnie Krzysztof. – Z obserwacji moich i mojej żony wynika, że zawsze był w niej bardzo zakochany…
– Nawet wtedy – obstawał przy swoim chłopak, pewnym głosem.
– Więc nie będziesz zeznawał przeciwko niemu w sądzie, chodźmy nie wiem co? – spytał Dariusz ponuro.
– Nie będę – potwierdził stanowczo Matt.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
To było jak jakiś koszmarny sen. Nawet teraz, kiedy była w Polsce, on nie chciał się do niej odezwać. A ona, zwyczajnie nie wyobrażała sobie świata bez niego. Czy aż tak niewiele dla niego znaczyła? Podbudowana przez miesiące życia u boku Matta samoocena dziewczyny legła w gruzach. Była do niczego. Czuła się niepotrzebna i niechciana. Nie winiła Seleny, nie winiła Matta, winiła tylko i wyłącznie samą siebie.
Snuła się po domu jak w amoku, nigdy nie przestawała być apatyczna i zamyślona. Nie była nawet w stanie dostrzec starań Daniela. Ogarnęła ją depresja i beznadzieja. Zwyczajnie miała wszystkiego dość. Dla wszystkich stanowiła jedynie problem. Dla rodziny, która i tak nie należała do najbogatszych, a musiała jeszcze dodatkowo zajmować się Elizą, dla Daniela, który opiekował się dziewczyną jak tylko potrafił najlepiej no i oczywiście dla Matta, który wreszcie jednak postanowił się jej pozbyć. Wszystko straciło sens, nic już nie miało znaczenia.
Aż w końcu, na bladej twarzy dziewczyny, pojawił się nikły uśmiech. Podjęła już decyzję, nieodwołaną, nieodwracalną, ale rozwiązującą wszystko. Podeszła do siedzącego na kanapie Daniela. Chłopak czytał jakąś książkę. Przytuliła się do jego boku. Natychmiast odłożył lekturę i objął ją ramieniem.
– Daniel… – zaczęła cichutko.
– Mhm? – zapytał chłopak, zdziwiony, że sama się do niego odezwała.
– Dziękuję ci, za wszystko – wyszeptała tuląc się do niego jeszcze bardziej.
– Kocham cię, słoneczko – powiedział do niej chłopak łagodnym, ciepłym głosem. – Czujesz się troszkę lepiej?
– Tak – odparła – myślę, że tak.
– Zjadłabyś coś może? – zapytał nie tracąc nadziei.
– Dobrze – odpowiedziała cichutko.
– Na co masz ochotę?
– Nie wiem, może jakieś owoce…
Daniel wstał zostawiając dziewczynę na kanapie.
– Dobrze, niedługo wrócę. Poradzisz sobie sama?
– Tak, wezmę kąpiel – powiedziała uśmiechając się blado.
Daniel ubrał się i wyszedł z domu. Eiza zsunęła z siebie błękitną piżamę, zostawiając ubranie na podłodze. Odkręciła wodę w wannie. Leciała coraz cieplejsza. Dziewczyna weszła do środka, kładąc się i opierając plecami o brzeg. Zamknęła oczy. Tak było dobrze, lepiej, znacznie lepiej. To rozwiąże wszystko. Eliza wyciągnęła ramię. Sięgnęła po ostry nożyk, niemalże skalpel, który wcześniej położyła na szklanej, znajdującej się nad wanną półce. Nie było łatwo zadawać sobie ból, dziewczyna jednak była zdeterminowana. Otworzyła wzdłuż żyłę na zgięciu ręki. Do wody trysnęła krew. Eliza patrzyła zaintrygowana, jak przezroczysty płyn przybiera czerwoną barwę. Zamknęła oczy. Ciepła woda uśmierzała ból i przyspieszała przepływ krwi. Po krótkiej chwili dziewczyna nie mogła złapać tchu. Zaczęła się dusić. Chaotyczne myśli błąkały się po jej głowie. Kocham cię Matt, powtarzała sobie uparcie w myślach, życie bez ciebie nie ma sensu i nic innego nie ma znaczenia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel przeklinał się w duchu za to, że zapomniał zabrać portfela. Było lepiej, Eliza wreszcie chciała coś zjeść, a on zamiast się pospieszyć, pokazywał swoje gapiostwo. Niemalże wbiegł z powrotem do domu. Słyszał szum lejącej się do wanny wody. Potknął się o rzuconą na podłogę piżamę. To nie było podobne do Elizy, ale ostatnio nic nie było do niej podobne. Daniel zajrzał do łazienki, sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Kiedy stanął w drzwiach z jego krtani wydarł się jęk zgrozy.
– Eliza! – krzyknął.
Nieprzytomna dziewczyna leżała w, wypełnionej wodą zmieszaną z krwią, wannie. Przypadł do niej w jednej chwili. Wyciągnął ją ze sprawiającej upiorne wrażenie cieczy. Była taka blada! Położył dziewczynę na podłodze. Wyciągnął z kieszeni telefon i starając się zachować zimną krew wybrał numer pogotowia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
– Jesteś skończonym dupkiem! – wrzasnęła Selena okładając Daniela wściekle pięściami. – Ty debilu! Kretynie! Jak mogłeś mu to zrobić?!
Chłopak chwycił nadgarstki dziewczyny i obrzucił ją ponurym spojrzeniem. Nie miał teraz na to czasu. W jego oczach nie było żalu, nie chciał się bronić, nie zamierzał nikogo przepraszać. W tym momencie kierowała nim jedynie zimna determinacja.
– Prawda – przyznał niewzruszenie chłopak. – Jestem dupkiem i nie rozumiem słowa przyjaźń, ale to nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Pojedziesz do niej?
– Pojadę – warknęła Selena – ale potem nigdy więcej nie chcę oglądać cię na oczy.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Ponure myśli nie opuszczały Matta. Tak bardzo za nią tęsknił! Miał jednak naprawdę wiele czasu na zastanowienie i podjął już decyzje. Jedyną, która wydawała mu się słuszna. Wiedział, że będzie ciężko, że będzie upiornie bolało, ale był pewien, że warto poświęcić się dla dobra Elizy. Ona powinna być z Danielem, będzie miała znacznie lepsze, łatwiejsze życie, a on sam usunie się w cień. Nawet jeżeli to co sugerował Krzysztof było prawdą, w co Matt jednak dalej nie mógł uwierzyć, to i tak świadczyło tylko o tym jak bardzo Danielowi na niej zależy. Był po prostu gotowy zapłacić każdą cenę.
Do niewielkiego, ponurego pomieszczenia, o ścianach pomalowanych na paskudny żółty kolor, w którym przebywał chłopak, wszedł wysoki mężczyzna.
– Przyjaciel wpłacił za pana kaucję, panie Cuttbert – powiedział beznamiętnym tonem. – Może pan iść do domu.
Matt spojrzał na niego zaskoczony, podziękował jednak i udał się za mężczyzną. Przed wejściem na komisariat czekał na niego Daniel. W ponurym milczeniu wsiedli razem do sportowego samochodu.
– Dokąd jedziemy? – przerwał nieprzyjemną ciszę Matt, kiedy zorientował się, że Daniel nie jedzie do swojego mieszkania.
– Powiem ci – westchnął Daniel zatrzymując się na jakimś zatłoczonym parkingu. – Ale za chwilę, bo potem nie będziesz już chciał mnie słuchać.
Matt obrzucił go ponurym spojrzeniem szarych oczu.
– Wygrałeś – powiedział. – Zrezygnuję z niej, a wtedy ty będziesz mógł ją pocieszyć. Wiem, że cię kocha. Nic nie mogę jej dać. Ty możesz wszystko.
– Nie kocha – zaprzeczył cicho Daniel. – I dzisiaj rano mi to udowodniła. Kocha ciebie, dlatego nie waż się nawet tak mówić. Za to ja nie jestem twoim przyjacielem – przyznał szczerze. – To przeze mnie wylądowałeś w więzieniu, zapłaciłem temu mężczyźnie, żeby wniósł oskarżenie.
Matt nie ruszył się z miejsca.
– Wiem – powiedział cicho – prawnik mi powiedział.
– I mimo to nie chciałeś mnie wydać? – spytał zaskoczony Daniel
– Nie musiałem cię wydawać, oni sami wszystko wiedzieli. Powiedziałem, że nie będę zeznawał, skończyliśmy rozmowę na temat apelacji – powiedział ponuro. – Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć? Bo jeżeli nie to naprawdę chciałbym zobaczyć się z Elizą. Muszę się z nią pożegnać…
– Czy ty w ogóle mnie słuchasz? – zapytał coraz bardziej niezadowolony Daniel. – Zresztą nie ważne. Jest coś jeszcze. Selena napisała Elizie, że z nią spałeś.
Matt wytrzeszczył ze zdumienia oczy.
– Napisała, że co?!
– Ja jej kazałem. Ale to nie wszystko, daj mi skończyć – ciągnął niestrudzenie Daniel. – Dodatkowo zepsuła twój telefon, żebyś nie mógł się skontaktować z Elizą i powiedziała jej, że kochasz ją i jesteście razem. Tak więc Eliza myśli, że zostawiłeś ją dla Seleny. Byłeś w więzieniu, więc nie odzywałeś się do niej w dalszym ciągu… Nie wiem co sobie ubzdurała, ale dzisiaj rano próbowała się zabić. Teraz jest w szpitalu, dlatego właśnie tu przyjechaliśmy…
Panika w oczach Matta zmusiła Daniela do przerwania wypowiedzi. Spodziewał się, ze tamten go za chwilę uderzy, zrobi cokolwiek… ale nie. Matt po prostu wysiadł z samochodu, nie zaszczyciwszy Daniela nawet jednym spojrzeniem, a potem jak najszybciej mógł pobiegł w stronę szpitala.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eliza leżała na szpitalnym łóżku. Była sama w dwuosobowym pokoju. Jej blada twarz niewiele różniła się odcieniem od białej pościeli. Powiedzieli jej, że wystarczyłoby jeszcze tylko kilka minut… nawet gdyby nie umarła, to przynajmniej zostałaby roślinką i nie musiała już nic czuć… Z góry, do jej żył spływała jasnoczerwona krew. Lewą rękę miała obwiniętą bandażami. Czemu zwyczajnie nie mogli zostawić jej w spokoju?
– Wyjdź stąd – powiedziała cicho do stojącej ciągle przy jej łóżku Seleny.
To co próbowała jej wmówić dziewczyna, było jakąś dziwną i pokręconą bajką.
– Eliza, nie mogę stąd iść! Wiem, że mi nie wierzysz, ale mnie i Matta naprawdę nic nie łączy. On nie chciał mi na nic pozwolić… Proszę! Przecież go znasz… – Drzwi do pokoju się otworzyły i Selena przerwała w pół słowa.
– Wynoś się stąd – rozkazał Matt wchodząc do pokoju, w jego głosie słychać było wyraźną groźbę.
Selena nie patrząc ani na niego, ani na Elizę zabrała swoją torebkę i pospiesznie wyszła z pokoju. Matt przez chwilę patrzył na bladą, leżącą na łóżku dziewczynę, która szeroko otwartymi, pełnymi łez oczami wpatrywała się w niego. Potem podszedł do niej i tak jak stał, nie zdejmując nawet butów, położył się przy niej przygarniając ją do siebie. Przylgnęła do niego całą sobą. Miał zamiar ukryć ją przed całym światem i już nigdy, przenigdy nie wypuścić z objęć.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W kancelarii adwokackiej tego dnia panowało straszne zamieszanie, tak jak to bywa w urzędach po świątecznym okresie. Krzysztof odbierał telefon po telefonie. Jednak po jednym z nich, natychmiast udał się do biura szefa.
– Mężczyzna z klubu wycofał oskarżenie, tak samo nagle jak je wniósł, po prostu je wycofał – oznajmił niespodziewaną nowinę przyjacielowi.
Dariusz uśmiechnął się do przyjaciela pogodnie. Na jego pyzatej twarzy jak zwykle pojawiły się żywe rumieńce.
– Cieszę się razem z tobą – powiedział zadowolonym głosem – zdążyłem naprawdę polubić tego chłopaka. Nie chciało mi się wierzyć, kiedy oznajmił, że nie wyda przyjaciela, nawet po to, żeby ratować własną skórę. To chyba ktoś w rodzaju twojego przyszłego zięcia, mam rację?
Krzysztof skinął głową.
– Mam nadzieję, że dobrze mu się ułoży z moją Elizą. Mateusz to porządny chłopak.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Selena obrzuciła Daniela wściekłym wzrokiem. Nie chciała go widzieć, powiedziała mu to, a on tu po prostu, jak gdyby nigdy nic, znowu przyszedł. Do tego jeszcze oznajmił jej, najzwyczajniej w świecie, że wyjeżdżają. Nie chciała nigdzie jechać! Tylko dlaczego w takim razie stała już w korytarzu ze starannie spakowaną walizką? Miała jedynie nadzieję, że nie popełnia po raz kolejny błędu, bo ostatnio, w swoim życiu, zbyt wiele ich popełniła.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eliza była bardzo osłabiona, ale czuła się już całkiem dobrze. Matt przez cały czas opiekuńczo obejmował ją ramieniem. Nie chciała wierzyć Danielowi, nie uwierzyła Selenie, ale wystarczyło jedno spojrzenie chłopaka, żeby wiedziała, że to co się wydarzyło było jednym, wielkim, koszmarnym snem. Ciągle słyszała w myślach, niczym śpiew serafinów słowa, które chłopak wyszeptał do niej w szpitalu, tuląc ją w swoich ramionach: „Kocham cię, kociaku. Jesteś dla mnie całym światem.”. Nie mieli mieszkania, Matt nie miał pracy, a Eliza narobiła sobie zaległości na studiach, na które zresztą pewnie i tak nie będzie jej stać, to jednak było pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Dziewczyna czuła się szczęśliwa, nawet jeżeli mieliby spać na karimacie w mieszkaniu jej ciotki, do jej życia wróciła wreszcie cała gama tęczowych barw.
Weszli do mieszkania Daniela, żeby zabrać stamtąd rzeczy Elizy. Drzwi były otwarte. W środku jednak nie było zupełnie niczego. Pomieszczenie ziało dziwną, przytłaczającą pustką. Rozejrzeli się po mieszkaniu zaskoczeni. Na środku salonu, na podłodze, leżała duża, gruba, biała koperta. Nie było na niej żadnego podpisu.
Eliza usiadła na podłodze, a tuż przy niej ukucnął Matt. Nie zamierzał się od niej oddalać ani na milimetr, nie teraz, kiedy prawie ją stracił, a później udało mu się ją odzyskać. Oplótł dziewczynę ramionami. Oparła się o niego ufnie. Otworzyli kopertę. Na wierzchu była zwykła biała kartka, z naniesionym dużymi, drukowanymi literami, krótkim napisem: „ wiem, że wszystko zniszczyłem, możecie mnie nienawidzić, ale pozwólcie mi to naprawić”. Pod kartką były jakieś dokumenty. Eliza przejrzała je zaskoczona. Znalazła zapisany na Matta akt własności mieszkania w Gdyni i dowód rejestracyjny Hondy Goldwinga, także przepisany na chłopaka. Zdziwieni popatrzyli po sobie. Żadne z nich nie było w stanie zrozumieć Daniela.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Była piękna, gwiaździsta, zimowa noc. Niezmącony niczym spokój i cisza otaczały wszystko dookoła. Gdzieś tam, na niewielkiej, spokojnej uliczce, w mieszkaniu na drugim piętrze, paliło się jeszcze żółte, stłumione światło nocnej lampki.
– Jesteś taka piękna – wyszeptał Matt, czule przytulając do siebie Elizę.
Dziewczyna mruknęła, wtuliła się w niego bardziej. Chłopak delikatnie gładził jej złote włosy. Wszystkie ich problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mieli swoje własne mieszkanie, położone w zacisznej alejce, blisko centrum Gdyni, Eliza nadrobiła zaległości na uczelni, a Matt dostał, przy drobnej pomocy Dariusza, całkiem niezłą pracę w trójmieście.
– Kocham cię – powiedziała dziewczyna cichym, sennym głosem.
– Ja też cię bardzo kocham, kociaku – odpowiedział pewnym tonem, całując skroń Elizy.
Dziewczyna zasnęła snem spokojnym, absolutnie szczęśliwa w objęciach ukochanego mężczyzny. Matt jeszcze długo patrzył na swoją śpiącą królewnę, a potem i on zatopił się w marzeniach, o tym, jak cudowny może być każdy kolejny dzień.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Był mroźny, ale pogodny dzień. Daniel zatrzymał samochód na pokrytym śniegiem wzgórzu. Z oddali było widać stary, zbudowany jeszcze w XIX wieku dom. Selena usiadła na tylnym siedzeniu przeciągając się. Spała przez ostatnich kilka godzin.
– Gdzie my jesteśmy? – zapytała ciągle zaspanym głosem.
Daniel uśmiechnął się do niej i rzucił jej kurtkę. Wysiedli z samochodu. Gdy dziewczyna zobaczyła dom, szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.
– Jesteśmy we Francji, Maju – stwierdził lekko rozbawionym tonem chłopak.
– Skąd wiedziałeś? – spytała niepewnie Selena. – To przecież mój dom! Tutaj spędziłam całe swoje dzieciństwo!
Do oczy dziewczyny napłynęły łzy. Przypomniało jej się całe jej wcześniejsze, szczęśliwe życie. Daniel objął ją ramieniem, a ona przytuliła się do niego mocno. Tym razem nie myślał już o Elizie. Wiedział, że ona nigdy go nie kochała, nie w taki sposób jak by chciał.
– Teraz to nasz dom – stwierdził delikatnie całując wzruszoną dziewczynę.
THE END