Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Wciąż zaspana, w szortach w różowe serduszka i koszulce z kotkiem, w których sypiam schodzę na dół. Jasne, długie włosy niedbale związałam na karku. Mimo że nie minęła jeszcze dziewiąta, jest okropnie gorąco. Oddycham z ulgą, gdy okazuje się, że w kuchni działa klimatyzacja. Biorę szklankę, podchodzę z nią do lodówki i wyjmuję dzbanek soku. 

    – Mogłabyś się ubrać, nie mieszkamy już same – słyszę za plecami marudzący głos mamy. 

    – Daj jej spokój, Alicjo – śmieje się Davide, który jak na mój gust zdecydowanie zbyt dobrze zna język polski. – Przecież nie zeszła w bieliźnie. 

    Mama patrzy na mnie potępiająco, ale odpuszcza. To zdecydowana zaleta mojego przyszłego ojczyma. Sama jego obecność sprawia, że mama jest znacznie mniej marudna. Zapraszają mnie, żebym usiadła z nimi przy dużym stole na patio. Cały jest zastawiony jedzeniem. Nakładam sobie sałatkę owocową, bo jest mi zbyt gorąco, żebym dała radę zjeść coś bardziej konkretnego. 

    Davide kładzie przede mną kartę płatniczą, a ja patrzę na niego pytająco. 

    – To do twojego konta, które założyliśmy ci razem z mamą – wyjaśnia. – Luca zabierze cię dzisiaj do centrum handlowego, żebyś kupiła sobie trochę ubrań, zanim przyjdzie tu reszta waszych rzeczy. 

    – Jestem pewna, że ma lepsze rzeczy do roboty – odzywam się nie chcąc być dla nikogo kłopotem. 

    – Właściwie to nie – stwierdza Luca, siadając po drugiej stronie stołu i nakładając sobie na talerz kilka faszerowanych jajek. Nawet nie zauważyłam, kiedy zszedł na dół. – Jestem do twojej dyspozycji, Nikki, nawet jeżeli mam tylko robić za szofera – uśmiecha się do mnie pogodnie.  

    Patrzę na niego nieco zmieszana. Od kiedy zaczął zdrabniać moje imię? 

    – Dziękuję – mówię tylko, decydując, że nie będę zagłębiała się w temat. 

    Nasi rodzice rozmawiają w niemalże euforycznych nastrojach, a ja stwierdzam, że wyjście z domu, to w sumie najlepsze, co możemy dla nich zrobić. 

    – Nikol – Davide zatrzymuje mnie, gdy wstaję od stołu. – Zapisałem cię na kurs prawa jazdy na skuter, który zacznie się w poniedziałek. Wiem, że dopiero niedawno skończyłaś siedemnaście lat i jeszcze przez jakiś czas nie będziesz mogła wyrobić normalnego prawa jazdy, a tu naprawdę ciężko poruszać się bez żadnego środka transportu, szczególnie, gdy panuje taki upał. 

    Patrzę pytająco na mamę, która wzdycha z rezygnacją. 

    – Tak, wyraziłam na to zgodę – ubiega moje pytanie. – A Davide już kupił ci skuter, stoi w garażu – dodaje niechętnie. 

    Odnoszę wrażenie, że gdyby na to pozwoliła, to mój przyszły ojczym zasypałby ją prezentami tak, że nie miałaby gdzie się poruszyć. Muszę jednak przyznać, że czuję ekscytację. Cudownie będzie być niezależnym od cudzego podwożenia, a jazda na skuterze sama w sobie brzmiała naprawdę fajnie. 

    Note