Rozdział 2 – Błękitne Marzenie
by Vicky
Była środa. Rok akademicki miał rozpocząć się dopiero po weekendzie, dlatego w Domu Studenckim chwilowo nie było jeszcze tłoku. Większość ludzi prawdopodobnie planowała przyjechać w sobotę lub niedzielę. Eliza zdążyła już rozpakować swoje rzeczy. Siedziała teraz na łóżku, oparta o ścianę i czytała książkę. Przerwało jej pukanie do drzwi. Zaskoczona otworzyła. W progu stał Emil z dwoma kieliszkami i butelką wina.
– Hej, można? – zapytał uśmiechając się wesoło. – Przyszedłem się integrować.
– Jasne, wejdź – odpowiedziała dziewczyna, jeszcze bardziej zdziwiona.
Chłopak usiadł po turecku na łóżku naprzeciwko dziewczyny. Nalał im wina. Eliza upiła łyk. Napój był słodkawo-owocowy. Uznała, że jest bardzo smaczny.
– Co i gdzie studiujesz? – zapytał Emil. – Pierwszy rok?
– Tak, dopiero zaczynam. Ochrona środowiska na politechnice – odpowiedziała zadowolona, że to on przejął inicjatywę w rozmowie.
Chłopak prawie zakrztusił się winem.
– Żartujesz, prawda?
Zrobiła zaskoczoną minę.
– Nie, dlaczego?
– No bo ja też – roześmiał się Emil. – Co za zbieg okoliczności. Czemu postanowiłaś mieszkać tutaj? Przecież to dosyć daleko… Ja wybrałem to miejsce ze względu na kumpla, który jest na czwartym roku w Akademii Sztuk Pięknych.
– Było blisko dworca – przyznała Eliza rumieniąc się uroczo. – Po za tym nie jest tu zbyt drogo, no i mam pokój tylko dla siebie.
– Pewnie to dobry powód – uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Co czytasz? – spytał wskazując na książkę.
– Fantastykę – powiedziała dziewczyna pokazując mu okładkę. Kończyła akurat „Trzy wiedźmy” Pratchetta.
– O, super. Podoba ci się? – ucieszył się chłopak. – Ja uwielbiam cały „Świat Dysku”, zwłaszcza te części o Straży.
Rozmawiało im się bardzo przyjemnie. Eliza z każdym kolejnym kieliszkiem robiła się coraz śmielsza. Kiedy minęła północ czuli się w swojej obecności jak dwójka starych przyjaciół. Siedzieli opierając się plecami o ścianę, tak, że stykali się ramionami. Dziewczyna, już zupełnie rozluźniona, śmiała się z żartów Emila. W pewnym momencie chłopak nachylił się nad nią. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Dotknął czołem jej czoła. Dłonią musnął policzek Elizy, odgarniając z twarzy dziewczyny niesforny kosmyk, a potem ją pocałował. Był to ciepły, miękki i głęboki pocałunek. Eliza poczuła się niesamowicie zaskoczona, nie wiedziała jak powinna zareagować. Jej serce gwałtownie przyspieszyło. Emil, kiedy skończył, po prostu, najzwyczajniej w świecie wstał. Uśmiechnął się do dziewczyny promiennie.
– Znikam spać – powiedział – jestem już cholernie zmęczony. Do jutra, słodkich snów.
Zabrał z biurka pustą już butelkę, kieliszki i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Oszołomiona Eliza wpatrywała się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał chłopak.