Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Błękitny płomień

    X

    W nocy Aron zostawił mnie w spokoju. Wieczorem przyniósł mi pościel, a potem spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i odszedł. Nawet nie próbowałam go zatrzymać, mimo, że w tym momencie niczego tak bardzo nie pragnęłam jak jego bliskości. Rano już go nie było, zostawił natomiast klucze i kod do domofonu. W połączonej z jadalnią i zarazem salonem, dużej kuchni, było pełno jedzenia. Nie mogłam się zdecydować co zjeść, więc po prostu zalałam mlekiem płatki. Jadłam oglądając przez duże, zaciemnione szyby, przepiękną panoramę miasta. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak łatwo z centrum miasta dojechać na mój uniwersytet. Chyba po raz pierwszy się nie spóźniłam.

    – Cześć – przed budynkiem szkoły zaczepił mnie, idący w tym samym kierunku Chris. – Dzisiaj obyło się bez żadnych wypadków?

    Uśmiechnęłam się do niego wesoło. Niepokojący strach, który wcześniej odczuwałam w jego obecności, po prostu zniknął i teraz cieszyłam się jego uprzejmym zainteresowaniem, nawet jeżeli miało być czysto koleżeńskie.

    – Właściwie to tak – stwierdziłam – za to wczoraj miałam paskudny dzień – mruknęłam, bo czułam, że muszę to z siebie wyrzucić. – Zwolnili mnie z pracy.

    Chłopak spojrzał na mnie współczująco, tymi swoimi głębokimi, niebieskimi oczami. 

    – W takim razie nie zazdroszczę. Z jakiego powodu?

    Skrzywiłam się odrobinę.

    – Spóźniłam się kilka razy i raz nie przyszłam – westchnęłam.

    – I teraz szukasz pracy? – zainteresował się Chris.

    – Można tak powiedzieć – stwierdziłam, kiedy mijaliśmy podwójne, przeszklone drzwi budynku uczelni.

    Wciągnął z kieszeni długopis. Chwycił moją rękę i zaczął po niej pisać. To były jakieś cyfry. Spojrzałam na niego zaskoczona.

    – To mój numer telefonu – wyjaśnił. – Zadzwoń do mnie wieczorem. Myślę, że będę miał dla ciebie jakąś robotę. W księgarni – dodał zachęcająco. – Widziałem, że całkiem sporo czytasz, więc pewnie się nadasz.

    – Dzięki – wydukałam ciągle zdumiona.

    Serce zabiło mi szybciej na widok jego szerokiego uśmiechu.

    – To do wieczora – dopiero teraz puścił moją dłoń. – Tylko nie zrób sobie w międzyczasie krzywdy. Poczekaj aż będę w pobliżu, żeby cię uratować – mrugnął do mnie, a potem zniknął w przetaczającym się przez korytarz tłumie.

    Z daleka zobaczyłam idącą w moim kierunku Anę. Nie zdążyłam opuścić rękawa by zasłonić numer. Skrzywiłam się. Byłam przekonana, że zasypią mnie gradem pytań.

    – Znowu rozmawiałaś z Chrisem? – zażądała wyjaśnień. – Co to? – wskazała na moją rękę.

    Westchnęłam. Wolałam mieć to już za sobą.

    – Jego numer – przyznałam. Oczy przyjaciółki rozszerzyły się z niedowierzania i zdumienia. – Wyrzucili mnie z pracy, a on był miły i obiecał, że pomoże mi znaleźć nową – dodałam szybko, żeby usprawiedliwić ten niejednoznaczny fakt. 

    Ana przewróciła oczami.

    – Ty to masz fart! – skwitowała mój wywód jednym zdaniem i pociągnęła w kierunku wykładowej sali, uznając, że powinnam jak najszybciej wyspowiadać się przed Karoline.

    XI

    Siedziałam w urokliwej kawiarni, położonej w jednej ze starszych części miasta. Nie miałam zamiaru wracać do mieszkania Arona! To znaczy tylko na noc… wtedy, gdy nie będę miała gdzie się podziać… Na popołudnie umówiłam się z Chrisem licząc w duchu na to, że spotkanie potrwa jak najdłużej i naprawdę nie prędko będę musiała tam wrócić. Nie potrafiłam zaakceptować istnienia Arona w normalnym świecie. Nie pojmowałam jego natury. Mimo, że całą sobą pragnęłam, żeby nawet na krok się ode mnie nie oddalał, a przed oczami ciągle miałam jego szarozielone oczy i ledwo zauważalny, pojawiający się w kącikach ust, drwiący uśmiech, to słuchałam też instynktów, które na cały głos mnie przed nim ostrzegały. Nie miałam jednak pojęcia co było z nim nie tak – no może poza tym, że pojawiał się zupełnie wbrew prawom fizyki.

    – Przepraszam, długo musiałaś na mnie czekać? – uśmiechnął się olśniewająco, podchodząc do mojego stolika, Chris.

    – Nie, nie za bardzo – skłamałam pospiesznie, ponieważ siedząc tutaj zdążyłam już przeczytać jedną trzecią książki, a obsługująca kelnerka patrzyła na mnie wrogo, chociaż musiałam mu przyznać, że się nie spóźnił, to ja byłam tu stanowczo za wcześnie.

    – Idziemy, czy chcesz zostać na jeszcze jedną kawę? – zapytał łagodnie.

    Pospiesznie wstałam od stolika – kawie, a przede wszystkim wydawaniu pieniędzy, których nie miałam, mówiłam dość. Księgarnia, do której zaprowadził mnie Chris, była niedaleko. Mieściła się w jednej z wysoko sklepionych piwnic. W powietrzu unosił się cudowny zapach książek. 

    – Przepraszam – wyszeptał chłopak, stając tuż za mną, poczułam jeszcze jak dotyka czymś mojej twarzy, a potem już była tylko ciemność.

    * * *

    Obudziłam się przywiązana do krzesła. Poczułam się jak w jakimś thrillerze. Mimo, że światło w pomieszczeniu było stłumione, to i tak mnie oślepiło. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Pomieszczenie wyglądało na jakiś magazyn, nie było w nim okien, a pod ścianami poustawiane były w rzędach kartony. Szorstki sznur nieprzyjemnie wpijał się w moje nadgarstki. Jakaś tkanina kneblowała mi usta. Usłyszałam za sobą poruszenie, cichy szmer. Zadrżałam ze strachu.

    – Ocknęłaś się wreszcie – odezwał się spokojny głos Chrisa. 

    Przyciągnął sobie drugie krzesło. Usiadł naprzeciwko mnie, a ja czułam, że jest stanowczo zbyt blisko. 

    – Nie bój się, nie chcę zrobić ci krzywdy – mruknął, odgarniając z mojego policzka kosmyk włosów. Wzdrygnęłam się mimowolnie. – To znaczy, oczywiście, o ile nie będę musiał. Uwierz mi, to było konieczne. – Uśmiechnął się leciutko. – Można powiedzieć, że jesteś moją przynętą.

    Nagle wąskie, drewniane drzwi się otworzyły. Do środka wszedł potężnie zbudowany mężczyzna. Na jego twarzy malowała się panika.

    – Już tu jest – oznajmił rozgorączkowany – zanotowaliśmy jego obecność.

    Twarz Chrisa ozdobił szeroki uśmiech. 

    – Świetnie. Dzięki Lucas, wykonaliście kawał dobrej roboty. Im dalej się teraz stąd znajdziecie, tym lepiej dla was – dodał. 

    – Zabił Karen i Dicka – szepnął tamten cicho. – Rozerwał ich na strzępy.

    Tym razem Chris również pobladł. Szybko jednak odzyskał rezon.

    – Wynoście się stąd, szybko – rozkazał.

    Mężczyzna skinął głową, a potem zniknął za drzwiami. Chłopak z powrotem zwrócił się w moją stronę. Jego niebieskie oczy zalśniły. 

    – Teraz pozostaje nam tylko czekać.

    * * *

    Ze strachu zaschło mi w gardle. Nie miałam pojęcia o co chodzi, a przede wszystkim kim naprawdę był Christian i dlaczego mnie porwał. Z jednej strony zachowywał się prawie uprzejmie, a z drugiej… przecież siedziałam przywiązana do krzesła! To na pewno musiał być zły sen. Koszmar, z którego nie mogę się obudzić już od dłuższego czasu. W pewnym momencie usłyszałam hałas. Drewniane drzwi rozsypały się w wióry. Zaskoczona ujrzałam stojącego na progu Arona. Jego oczy były czarne i zimne, na twarzy malowała się furia. Najwyraźniej próbował wejść do pomieszczenia, ale wyglądało to tak, jakby dzieliła go od nas niewidzialna szyba.

    – Oddaj mi ją! – warknął.

    Chris uśmiechnął się nieznacznie. Stanął, zajmując pustą przestrzeń pomiędzy nami. W jego dłoni pojawił się długi nóż.

    – Chodź tu i weź ją sobie – zachęcił.

    Aron znowu spróbował. Bezskutecznie. Syknął wściekle.

    – Czego chcesz Jordan? – zwrócił się do chłopaka po nazwisku.

    – To proste – wyjaśnił Chris. – Oczywiście twojej broni. Ona w zamian za życie dziewczyny.

    – Zwariowałeś! – oznajmił kipiącym zimną furią głosem Aron.

    – Skoro ci nie zależy… – odpowiedział mu blondyn, podchodząc do mnie, stając z tyłu i przykładając do mojego gardła zimną stal.

    Poczułam na szyi ciepłe stróżki krwi. Z trudem przełknęłam ślinę. Co to wszystko miało znaczyć? Błagalnie, ze strachem, spojrzałam na Arona.

    – Jeżeli ją w jakikolwiek sposób skrzywdzisz, dopadnę cię – warknął stojący w drzwiach chłopak – gdziekolwiek byś się nie ukrył.

    Wyobraziłam sobie kpiący uśmiech stojącego za mną Chrisa, gdy mocniej przycisnął nóż do mojego ciała.

    – Tylko zapominasz o jednym szczególe – westchnął teatralnie. – Ona będzie już martwa i w żaden sposób tego nie cofniesz. Choć przyznaję, że jest to kusząca wizja – zamruczał. – Chciałbym zobaczyć jak cierpisz. Byłaby to sprawiedliwa zemsta za moich ludzi.

    „Wpuść mnie” usłyszałam w głowie polecenie Arona. „Musisz mnie wpuścić!”

    Co? Niby jak? Nawet nie miałam pojęcia czemu nie może tu wejść…

    „Miya, proszę” tym razem nie był to już rozkaz, a nieme błaganie. „On nie blefuje, naprawdę to zrobi.”

    Niczego na świecie w tym momencie nie pragnęłam tak bardzo, jak spełnienia jego prośby. Czułam obezwładniający strach. Tylko niby jak miałam to zrobić? Czego on ode mnie chciał? W myślach wyobraziłam sobie, jak niewidzialna szyba pęka. Gdyby tak naprawdę mogło się to stać… Nagle coś poczułam. Drgnięcie. Usłyszałam pękanie, a potem brzdęk szkła. Żaden z nich tego nie usłyszał, ale ja byłam przekonana, że nic już nie blokuje drzwi. Spojrzałam zaskoczona na Arona. Zrozumiał. Już nie było go w drzwiach. Stał za moim krzesłem, a Chris z jękiem podnosił się z podłogi i roztrzaskanych skrzyń.

    – To niemożliwe! – jęknął. – Jak?

    Zamrugałam. To wszystko działo się w ciągu ułamków sekund. Poczułam jak krępujące mnie więzy pękają. Dłoń Arona musnęła moją twarz. Wyciągnął mi z ust knebel. Z trudem chwytałam powietrze. Ręce mrowiły, gdy ponownie napływała do nich krew. Chris wstał. Zrobił to błyskawicznie. W jego dłoniach, zamiast noża, był teraz dwuręczny, długi miecz. Poczułam jak otaczają mnie ramiona Arona, a potem już nas tam nie było. Kiedy mnie puścił, staliśmy na dachu jednego z pobliskich domów. Christian już też tam był. Spojrzałam oszołomiona. Z płonącym mieczem wyglądał jak anioł zemsty. Z łopatek wyrastały mu olbrzymie, białe skrzydła. Wpatrywałam się w niego oszołomiona. Był przepiękny i bił od niego jasny, ciepły blask. Chłodne spojrzenie niebieskich oczu utkwione było w Aronie.

    „Schowaj się gdzieś!” usłyszałam rozkaz, ale tym razem był znacznie głośniejszy, mocniejszy niż jego wcześniejsze, przekazywane wprost do moich myśli słowa. 

    Odwróciłam się ku niemu i zamarłam ze strachu. To już nie był on. Istota, która stała za mną, przywodziła na myśl stworzenia z sennych koszmarów. Postać miała ponad dwa metry wzrostu i olbrzymie, pokryte błoną skrzydła, zupełnie jak u nietoperza. Czarne oczy płonęły. Twarz była groteskową maską. Poza sylwetką, nie było w nim nic przypominającego człowieka. Cofnęłam się na skraj dachu. Pośliznęłam się i osunęłam kawałek w dół. Na moje szczęście rynna była ogrodzona. Powoli, ostrożnie, zsunęłam się na najwyżej położony balkon. Spojrzałam w górę. W samą porę, by zobaczyć jak bestia uskakuje przed groźnym cięciem, a potem pazurami przejeżdża po przedramieniu Chrisa. To co się tam działo, wyglądało jak walka superbohaterów. Było niesamowite. Wznosili się w powietrze, ścierali ze sobą. Byłam przekonana, że za chwilę zbiegnie się tu całe miasto. Może wtedy, w zamieszaniu, uda mi się stąd wymknąć. Musiałam stąd uciec. Kiedy walka dobiegnie końca, nie miałam zamiaru spotkać się z którymkolwiek z nich. Nagle dom się zatrząsł. spostrzegłam jak zapada się w ulicę. Beton również pękał. Waliły się także okoliczne budynki. Grunt osunął mi się spod nóg. Spadałam. Poczułam jak silna ręka obejmuje mnie w pasie. Krzyknęłam. Po chwili jednak stałam już na ziemi. Sama. Zauważyłam, że Aron przypłacił to raną z boku, tuż pod żebrami. Zawył wściekle, ponownie nacierając na przeciwnika. Uratował mnie. Dlaczego? W końcu to Christian zaczął się wycofywać. Po kwadransie ostrej wymiany ciosów wzbił się w powietrze i już nie wylądował. Aron znalazł się przy mnie. Znów wyglądał normalnie. Mimo to, nie potrafiłam patrzeć na niego bez lęku. Chyba to zauważył. Zobaczyłam zacięty wyraz jego twarzy. Szybko jednak przestałam na niego zwracać uwagę. To było niesamowite! Poczułam, jakby przez ulicę, przez moje ciało przeszła fala ciepłego powietrza. Budynki zaczęły wyglądać jak przed potyczką. Nie było widać żadnych śladów obłędnej walki! Na ruchliwej, nietkniętej ulicy, Aron złapał pierwszą z brzegu taksówkę. Wepchnął mnie do środka i podał adres mieszkania. Kiedy wysiedliśmy, mocno, stanowczo, złapał mnie za nadgarstek, jakby bał się, że zaraz ucieknę. Nie puścił, dopóki nie znaleźliśmy się w mieszkaniu. Skrzywił się. Zdjął skórzaną kurtkę. Zobaczyłam jego zakrwawiony bok. Wszedł do środka i opadł na kanapę z trudem oddychając. Nie odezwał się ani słowem. Tym razem mój strach był zupełnie inny. Nie bałam się jego – bałam się o niego. Czy w tym cholernym mieszkaniu była jakaś apteczka?! Nie sądziłam, żeby pozwolił mi zadzwonić do szpitala… Znalazłam w łazience wszystko to, czego potrzebowałam. Zobaczyłam niedowierzające spojrzenie Arona, kiedy wróciłam do pokoju. Zakrwawioną dłoń przyciskał do boku.

    – Pozwól mi – poprosiłam cicho.

    Odsunął rękę. Czułam na sobie intensywne spojrzenie szarozielonych oczu. Przemyłam ranę, a potem założyłam opatrunek. Nie była głęboka, ale zapewne musiała piekielnie boleć. Kiedy skończyłam wstał. Bez słowa zniknął w łazience. Zdjęłam z kanapy zakrwawioną narzutę i zwinęłam ją w stojącym w korytarzu, koszu na pranie. Usiadłam podciągając pod siebie nogi. Czekałam. W końcu wyszedł z łazienki. Miał na sobie jedynie czarne spodnie. Nie włożył nawet skarpetek. Mój wzrok prześliznął się z jego cudownie wyrzeźbionego torsu i ramion, na sporej wielkości, ciągle odrobinę zakrwawiony, opatrunek. Chłopak wyglądał na naprawdę zaskoczonego faktem, że ciągle tu jestem. Podszedł kilka kroków bliżej, ale potem zawahał się i zatrzymał. Poczułam w sobie nagły impuls. Zerwałam się z kanapy i przylgnęłam do niego całą sobą. Przez chwilę stał sztywno, bez ruchu, a potem objął mnie ramionami, przyciągając do siebie delikatnie, jakby bał się, że za chwilę się rozpadnę. Podniósł mnie i usiadł na kanapie, ze mną na kolanach. Skuliłam się, pozwalając mu na to, by mnie do siebie przytulił. Pochylił głowę, by wtulić policzek w moje włosy. Słyszałam jego przyspieszony oddech, czułam bicie serca. 

    – Miya… – wyszeptał czule moje imię.

    Wiedziałam co będzie dalej. Nie chciałam tego. Nie byłam w stanie ogarnąć nawet tych faktów, które sama już znałam.

    – Nic nie mów – poprosiłam. – Nie w tym momencie.

    Podniosłam głowę, by ustami dotknąć jego ust. Były tak samo cudowne, jak to zapamiętałam. Leniwie odwzajemnił mój pocałunek. Na moment zamknął oczy, by po chwili znów wpatrywać się we mnie badawczo. Przestaliśmy się całować dopiero, kiedy obydwoje nie mieliśmy już sił. Leżałam na kanapie, wtulona w jego ramiona. Delikatnie gładził moje włosy. Miałam zamknięte oczy. Niejasno do głowy przyszła mi myśl, czy to właściwie, że jest mi tak dobrze. Niewiele rzeczy miało w tym momencie dla mnie znaczenie. Powoli zaczęłam odpływać w sen.

    XII

    Obudziłam się zwinięta w kłębek na kanapie. Byłam przykryta kocem. Usiadłam szukając wzrokiem Arona. Zdziwiłam się widząc go w kuchni. Przyszedł do mnie natychmiast, gdy zorientował się, że już nie śpię. 

    – Napijesz się może kawy? – zapytał na dzień dobry.

    Miał na sobie luźne, czarne, dresowe spodnie i nic więcej. Zdałam sobie sprawę, że łapczywie śledzę go wzrokiem. Zarumieniłam się odrobinę.

    – Tak, poproszę – odpowiedziałam.

    Po chwili wrócił do mnie z kubkiem ciepłego napoju. Kiedy mi go oddał, usiadł na kanapie, ale nie za blisko mnie. Zauważyłam, że na jego torsie już nie ma opatrunku, a po ranie, została cienka, biała blizna. Po tym co już widziałam, niespecjalnie mnie to zdziwiło. Zauważyłam, że chce coś powiedzieć, ale mimo to milczał. W tej nieprzyjemnej ciszy wypiłam swoją kawę. W dalszym ciągu nie byłam przekonana czy chcę, żeby mój świat zburzyły jego rewelacje. On chyba jednak po prostu czuł potrzebę, żeby mi o tym opowiedzieć. 

    – Boisz się mnie? – zapytał, kiedy odstawiłam pusty kubek na niewielki, kawowy, stolik.

    – Trochę – przyznałam szczerze. 

    Bałam się go, owszem, ale nie tak bardzo, jak zaczęłam się bać Christiania. Poza tym w jego przypadku czułam coś jeszcze i było to znacznie silniejsze niż strach.

    – Nie mógłbym cię skrzywdzić. Nigdy! – Oznajmił stanowczo.

    W patrzących na mnie intensywnie szarozielonych oczach była taka determinacja i stanowczość, że aż zadrżałam. Poczułam rozlewające się w środku ciepło. Moje życie przestawiło się do góry nogami i nie potrafiłam się w nim odnaleźć, a jednak, czułam, że to właśnie moje miejsce. Dziwne i nierealne, a jednak moje. Przysunęłam się do Arona. Oparłam się plecami o jego twardy tors. Odetchnął z ulgą. Objął mnie ramionami. Teraz przynajmniej nie mógł widzieć mojej twarzy, a ja nie musiałam patrzeć mu w oczy.

    – Mów, jeżeli już musisz – mruknęłam. – Nie chcę żadnej krępującej ciszy

    Poczułam, jak jego ciało drży od tłumionego śmiechu.

    – Ty naprawdę się mnie nie boisz – stwierdził, przyciągając mnie do siebie bardziej. – Uwielbiam zapach twoich włosów – zamruczał, wtulając w nie policzek.

    – Aron! – zaprotestowałam.

    Czułam, że chce mi coś powiedzieć, że musi, ale odwleka tą chwilę, jak tylko może. Westchnął.

    – Przepraszam. Po prostu nie jestem pewien ile pamiętasz z wczorajszego dnia – wyjaśnił cicho – czy nie byłaś w szoku i czy ten drań ci czegoś nie podał. 

    Zamknęłam oczy. Poprzedni dzień był koszmarnym snem.

    – Po prostu powiedz, co masz do powiedzenia i miejmy to już za sobą – poprosiłam.

    Ciepła, duża dłoń Arona przesuwała się powoli po moim ramieniu. Czułam jak przechodzą przeze mnie przyjemne dreszcze.

    – Po prostu nie sądziłem, że będziesz taka silna – wyjaśnił bez skrupułów. – Od początku zakładałem, że zrobisz wszystko to, co będę chciał, a o niewygodnych rzeczach po prostu zapomnisz. Okazało się jednak, że cię nie doceniłem. Na szczęście Jordan również nie.

    Tym razem się od niego odsunęłam. Spojrzałam niedowierzająco. Ogarnęła mnie wściekłość.

    – Czyli w skrócie chciałeś zrobić ze mnie niewolnicę? – warknęłam na niego.

    Skrzywił się.

    – Niezupełnie. Miałem jedynie zamiar skłonić cię, żebyś chciała ze mną być – wyjaśnił. – Nic więcej. Nie brałem pod uwagę sytuacji,  w której mogłabyś chcieć tego z własnej woli. 

    Jego słowa raniły mnie, a każda z tych ran zaczynała coraz bardziej krwawić.

    – Dupek z ciebie – oznajmiłam z trudem powstrzymując łzy.

    – Wiem – przyznał otwarcie.

    Zagryzłam zęby i postanowiłam, że wysłucham go do końca.

    – Dlaczego akurat ja? – zapytałam ponuro. – Nie było pod ręką innych dziewczyn?

    Westchnął. Ze smutkiem pokręcił głową.

    – Żadna nie mogłaby być tobą. Nie chcę nikogo innego. Tylko ciebie. Już ci mówiłem, należymy do siebie.

    Miał rację. Ja również to czułam. Nawet wtedy, kiedy myślałam, że jest tylko snem. Teraz jednak również go nie cierpiałam. 

    – Wyjaśnij mi dlaczego – poprosiłam.

    Ponownie się skrzywił.

    – Szczerze, to nie mam pojęcia – przyznał. – Tak jest i już. Nie często się to nam zdarza, ale jeżeli spotkamy taką osobę, swoją bratnią duszę, to już nie ma od tego odwrotu. – Spojrzał mi w oczy. Niemal boleśnie poczułam intensywność tego spojrzenia. – Miya, nie utrudniaj mi tego. Ze mną będziesz miała wszystko o czym tylko sobie zamarzysz. Nie musisz pracować, nie musisz się uczyć. Tak będzie lepiej, jeżeli nie będę miał powodu, żeby cię do czegokolwiek zmuszać. 

    Teraz moje „nie cierpię” gwałtownie przybrało na sile. Dupek! Drań! Kompletnie nie obchodziło mnie kim jest. Nie miało znaczenia, że zachowuje się jak arogancki palant, ale to… to przechodziło wszystkie granice. On po prostu nie dawał mi wyboru! „Albo będziesz ze mną po dobroci, albo cię do tego zmuszę siłą.” Cudownie! 

    – Nienawidzę cię! – Zerwałam się z kanapy. – Pieprz się – rzuciłam w niego pierwszym, co nawinęło mi się pod rękę, niestety była to tylko poduszka. – Nigdy nie będę twoja!

    Ze łzami w oczach wbiegłam po schodach na górę. Rzuciłam się na łóżko, czystą pościelą tłumiąc łkanie. 

    XIII

    Aron nie kazał mi na siebie długo czekać. Zjawił się po trochę ponad kwadransie. Jego brązowe włosy były wilgotne po porannym prysznicu. Tym razem na sobie miał dżinsy, ale dalej nie włożył żadnej góry. Spojrzałam na niego pytająco, zapłakanymi oczyma. Zakiełkowała we mnie nadzieja. Może mu przykro? Może przyszedł przeprosić? Powiedzieć, że to wcale nieprawda… Uklęknął przy mnie na łóżku. 

    – Posłuchaj, Miya – odezwał się chłodno – jesteś moja czy tego chcesz czy nie i pogódź się z tym. Nie masz wyboru.

    – Wynoś się stąd – syknęłam na niego.

    Na twarzy chłopaka pojawił się drwiący, arogancki uśmiech.

    – Chyba się nie zrozumieliśmy – stwierdził.

    W jednej chwili znalazł się nade mną. Odwrócił mnie tak, że leżałam teraz na plecach, wpatrując się w niego. Przytrzymał moje nadgarstki. Pocałował mnie. Nachalnie. Brutalnie. Swoimi wargami niemal zgniatał moje usta. Próbowałam walczyć. Wyswobodzić się. Odepchnąć go od siebie. Bezskutecznie. Moje dłonie przytrzymywał teraz jedną ręką. Aron zdjął ozdabiający dżinsy pasek. Związał mi nim ręce, a potem przypiął do wezgłowia łóżka. Nie mogłam się wydostać. Zsunął ze mnie spodnie.

    – Aron, nie – poprosiłam coraz bardziej przestraszona.

    Jego chłodne, pociemniałe z podniecenia oczy spojrzały na mnie pogardliwie.

    – Nie masz tu nic do powiedzenia – oznajmił.

    Znowu się szarpnęłam. Próbowałam kopać, ale on tylko się roześmiał. Odrzucił moje spodnie na podłogę. Zsunął również majtki. Przytrzymał moje nogi, rozsuwając je siłą. Zadrżałam, kiedy jego dłoń powędrowała na moje łono. Łzy spływały mi po policzkach. On zsunął się niżej i zaczął pieścić językiem moje wrażliwe miejsce. Dłonią gładził krótko przystrzyżone włoski. Wsunął palce do środka, sprawdzając, jak bardzo jestem wilgotna. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Nie chciałam dać mu satysfakcji. Starałam się myśleć o czymkolwiek innym, ale nie potrafiłam. Nie przy nim.

    – Proszę, nie rób tego, przestań – spróbowałam jeszcze raz, ale on mnie kompletnie zignorował.

    Czułam zlewające się w jedno fale przyjemności i upokorzenia. Teraz nie miałam pojęcia, dlaczego wcześniej uważałam, że mogę chcieć z nim być. Był potworem. Nieczułym sadystą. Kiedy uznał, że wystarczy, zdjął spodnie, a potem przesunął się wyżej. Podsunął moją bluzkę, a potem stanik, odsłaniając kształtne piersi. Polizał sterczący sutek. Jęknęłam, kiedy ścisnął go w palcach. Jeszcze mocniej rozsunął moje nogi, a potem we mnie wszedł. Najpierw powoli, delikatnie, a potem patrząc mi w oczy, zagłębił się do samego końca. Krzyknęłam. Napływająca przyjemność przemieszała się z bólem, który wywołała w moim wnętrzu taka penetracja. Zaczął się poruszać, od czasu do czasu całując lub zlizując językiem spływające po moich policzkach łzy.

    – Należysz do mnie – wyszeptał mi do ucha. – Jesteś tylko moja.

    Zamknęłam oczy, błagając w duchu, żeby przestał. Przyspieszył. Zbyt szybko. Zbyt mocno. Zbyt brutalnie. Zbyt głęboko. Nie byłam w stanie złapać tchu. Zaczęły mi drętwieć związane ręce. Mimo to, jego ruchy, jego bliskość, sprawiały mi przyjemność. Uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy poczuł, jak dochodzę, ale zamiast zwolnić, przyspieszył jeszcze bardziej. Szczytowałam. Każdy kolejny orgazm rozlewał się po moim ciele niczym wybuchy fajerwerków. W końcu ze mnie wyszedł. Jego ciepła sperma rozlała się po moim brzuchu. Wstał i założył leżące na podłodze spodnie. Wyszedł z pokoju, zostawiając mnie tak, jak leżałam – związaną, brudną, upokorzoną i nieszczęśliwą.

    * * * 

    Czy tylko wydawało mi się, że wcześniej te oczy patrzyły na mnie z czułością? Teraz były zimne i martwe. Aron wrócił do pokoju dopiero po kilku godzinach. Całe moje ciało było zdrętwiałe, a ja czułam silną potrzebę skorzystania z łazienki. Już od dłuższego czasu nie miałam czym płakać, gdy odwiązywał moje ręce. Usiadłam na łóżku, obciągając jak najniżej, poplamioną bluzkę. Nie miałam siły się do niego odezwać. Czułam się, jak gdyby ktoś zamknął mnie w horrorze. Chłopak pozwolił mi skorzystać z toalety, a potem zaprowadził do łazienki. Spuszczałam wzrok, unikając za wszelką cenę patrzenia na niego. Kazał mi wejść do wanny. Posłuchałam. Gorąca woda pomagała na obolałe mięśnie. Aron ukucnął przy brzegu, namydlił gąbkę i zaczął mnie myć. Robił to wyjątkowo delikatnie i łagodnie. Kiedy skończył, starannie mnie spłukał, otulił ręcznikiem i zaniósł do swojego łóżka. Rozebrał się, przytulił do moich pleców po czym nakrył nas kołdrą. Leżałam w jego ramionach i próbowałam nie drżeć. 

    – Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień cię czegoś nauczył – zamruczał mi do ucha. Mimo słów, które wypowiadał, jego aksamitny głos brzmiał jak pieszczota. – Śpij dobrze, moja królewno.

    Pomimo tego, że bardzo się starałam, sen nie nadchodził. Wydawało mi się, że leżę bez ruchu niemal całą wieczność, a ja tak bardzo, chociaż na chwilę, chciałam się uwolnić od Arona i tego parszywego świata. W końcu, najwyraźniej myśląc, że śpię, chłopak wyplątał mnie ze swoich ramion, delikatnie układając na poduszce.

    – Przepraszam – wyszeptał całując moje ciągle wilgotne włosy, a potem wyszedł z pokoju.

    XIV

      Rano wstałam z trudem zmuszając się do wykonywania jakichkolwiek czynności. Czułam się paskudnie i na nic nie miałam ochoty. To wszystko co się wydarzyło, wydawało mi się cholernie niesprawiedliwe. Najgorsze było jednak to, że przez chwilę naprawdę myślałam, że jemu na mnie zależy, a on po prostu traktował mnie jak swoją własność – zabawkę. Mimo, że nie chciałam się przyznać nawet przed samą sobą, ja naprawdę się w nim zakochałam, a to było tylko jeszcze straszniejsze i bardziej bolesne. Uwierzyłam w piękne baśnie i fantastyczne opowieści. Chciałam wierzyć w przeznaczenie, ale rzeczywistość brutalnie ściągnęła mnie z powrotem na Ziemię. Ubrana zeszłam na dół. Zaczęłam wkładać buty.

    – Dokąd idziesz? – usłyszałam nad sobą chłodny głos Arona.

    – Do szkoły – odpowiedziałam, starając się by głos mi nie zadrżał.

    – Nie pozwalam ci, zostaniesz tutaj. – Skrzyżował ręce na piersi. – Mówiłem ci już, że nie potrzebujesz się uczyć.  

    Spojrzałam na niego niedowierzająco. 

    – Kiedy ja chcę iść do szkoły – odezwałam się cicho.

    – Rób sobie co chcesz – burknął niezadowolony.

    Odetchnęłam z ulgą. Przez chwilę obserwował mnie w milczeniu, a potem odsunął się od drzwi, pozwalając mi wyjść z mieszkania. Za bramą osiedla puściłam się pędem w kierunku autobusu, błagając w myślach, żeby tylko nie zmienił zdania.

    * * * 

    Przez cały dzień chodziłam roztrzęsiona, zastanawiając się czy jakakolwiek próba ucieczki przed nim ma sens, gdzie mogłabym się podziać i co on ze mną zrobi, jeżeli plan się nie powiedzie. Czy warto było aż tak ryzykować? Postanowiłam, że po zajęciach wybiorę się do biblioteki i będę w niej siedziała aż do samego zamknięcia. Później pomyślę co dalej. Na korytarzu jednak złapał mnie Chris. Chwycił za ramię i brutalnie odciągnął w bok.

    – Puść mnie! – krzyknęłam przestraszona nie na żarty. 

    – Zaczekaj, musimy porozmawiać, to zajmie tylko chwilę – wyjaśnił spokojnie, ale jego spojrzenie było jakieś dziwnie błagalne.

    – Czego ode mnie chcesz? – zapytałam chłodno, oswobadzając rękę.

    – Miya, ty nie rozumiesz kim on jest – powiedział, patrząc mi w ozy – grozi ci niebezpieczeństwo.

    To było więcej niż mogłam znieść. Roześmiałam się. Uczucie strachu zastąpiły rozbawienie i gniew.

    – I mówi to osoba, która chciała mnie zabić?

    Zobaczyłam jak zaciska pięści tak, że aż pobielały mu kłykcie.

    – Nie skrzywdziłbym cię – oznajmił twardo. – To on miał tak myśleć. Musiał w to uwierzyć. Uważa cię za swoją własność. Nigdy nie dopuściłby do tego, żeby coś ci się stało. To byłby dla niego zbyt duży afront. Straciłby twarz, a na to nie może sobie pozwolić. Proszę, Miya, musisz mi uwierzyć.

    Przepchnęłam się obok niego i ruszyłam korytarzem. Nie zatrzymał mnie, ale poszedł za mną.

    – Po co mi to mówisz? – zapytałam po dłuższej chwili ciszy.

    – Nie chcę, żeby stało ci się coś złego – szepnął, wpatrując się w podłogę. – Chcę ci pomóc.

    – Dlaczego miałabym ci wierzyć? – mruknęłam, wychodząc z budynku i skręcając ku stojącej osobno na terenie szkolnego kompleksu biblioteki.

    Weszliśmy do środka. Wypożyczyłam kilka książek i zajęłam stojący w rogu czytelni stolik. Chris usiadł naprzeciwko mnie. Po pomieszczeniu porozrzucane były jedynie nieliczne osoby. 

    – On… zmusza cię do robienia różnych rzeczy wbrew twojej woli – cichy głos Chrisa był zaniepokojony i podenerwowany – a ty nie potrafisz mu się sprzeciwić. Wiesz, że tego nie chcesz, ale mimo to twoje ciało to robi, poddajesz mu się. Mam rację?

    – Nie, nie masz – westchnęłam. – Na początku tak było, teraz nie może na mnie wpłynąć. Nie wiem dlaczego tego nie potrafi, ale był tym odkryciem zaskoczony. 

    – Nie potrafi? – zająknął się zdumiony chłopak.

    – Nie – odpowiedziałam patrząc mu w oczy – dlatego mnie wczoraj po prostu fizycznie zgwałcił. Najwyraźniej każdy sposób jest dobry – odparłam chłodno, zadziwiając samą siebie zarówno własnym opanowaniem jak i tym, że w ogóle byłam w stanie to powiedzieć.

    Na przystojnej twarzy Chrisa odmalował się żal i współczucie.

    – Tak mi przykro Miya – wyszeptał, kładąc swoje ręce, na moich dłoniach. – Miałem cię pilnować i zawiodłem. Przegapiłem ten „moment” – westchnął. 

    Wyrwałam się, gwałtownie odsuwając do tyłu na krześle. 

    – Nie dotykaj mnie! – syknęłam. – Kim ty w ogóle jesteś? Czym on jest?

    Chłopak skrzywił się, ale nie próbował przysunąć się ani odrobinę bliżej. 

    – Wyjaśnię ci. Odpowiem na każde twoje pytanie – obiecał. – Ale nie tutaj. Gdzieś, gdzie będziemy sami.

    * * * 

    Mimo popołudniowej pory, w parku kręciło się sporo ludzi. Specjalnie wybrałam takie miejsce. Nie miałam zamiaru przebywać z Chrisem sam na sam, ale chciałam usłyszeć od niego odpowiedzi, które oferował. Usiedliśmy na jednej z pomalowanych na zielono, drewnianych ławek. Powiał chłodny wiatr, przed którym nie chroniły nawet rozłożyste drzewa, zwłaszcza, że w większości nie miały już liści. Ciaśniej otuliłam się płaszczem. Odniosłam wrażenie, że Chris chce się do mnie przysunąć. Nie zrobił tego jednak. Siedział na drugim końcu ławki, wpatrując się we mnie intensywnie, spojrzeniem niebieskich, jak ocean oczu. Milczeliśmy.

    – Mów – zachęciłam go zniecierpliwiona.

    Westchnął.

    – Sądzę, że ciężko będzie ci w to uwierzyć…

    – Nawet po tym, co już widziałam? – spytałam rozbawiona, bo został mi już tylko śmiech lub szaleństwo.

    Przytaknął, ale nie skomentował.

    – Ludzie mają niepełny obraz świata – zaczął. – W ogóle nie zdają sobie sprawy, co żyje tu poza nimi, a jest tego naprawdę wiele. 

    – Na przykład wy? – wtrąciłam z sarkazmem.

    Ponowne skinął głową.

    – Tyle, że „my” – westchnął kładąc na to słowo duży nacisk – a tacy jak Aron, to nie zupełnie to samo. – Obdarzył mnie ponurym spojrzeniem, kiedy pytająco uniosłam brwi. – Jestem jednym ze strażników – wyjaśnił spokojnie – bronimy ludzi. Dla demonów i innych tego typu istot, wasze życie nie ma najmniejszego znaczenia.

    – Odniosłam wrażenie, że dla ciebie moje również – mruknęłam.

    – Mylisz się – oznajmił stanowczo, tym razem przysuwając się bliżej.

    Gwałtownie zerwałam się z ławki.

    – Nie podchodź do mnie! – zażądałam.

    – Przepraszam – wyszeptał, z powrotem odsuwając się na skraj zielonej ławki. – Usiądź proszę.

    Usiadłam.

    – Mów dalej.

    – Oni mają w naszym świecie pewne ograniczenia. Większość z nich nie potrafi się w ogóle tutaj przedostać, a my walczymy z tymi, którzy próbują zabijać ludzi i niszczyć ten świat. – Podniósł na mnie wzrok. – Ponieważ im nie zależy, są od nas silniejsi. Dlatego Aron ze mną wygrał. Sporo swojej energii zużyłem na to, by postawić osłonę. Inaczej zniszczylibyśmy zapewne pół miasta i zginęłoby wielu niewinnych ludzi. Wykorzystałem cię – szepnął – ponieważ on ma pewną rzecz, broń, dzięki której będzie mógł otworzyć bramę i sprowadzić tutaj każdego, kto tylko będzie chciał. Wtedy rozpoczęłoby się piekło na Ziemi. 

    To rozbawiło mnie już do reszty.

    – Więc sugerujesz, że chcesz ocalić świat? – spytałam, zastanawiając się w jakim stopniu jest zadufanym w sobie dupkiem.

    Nie zaprotestował. W ogóle nic nie powiedział. Wpatrywał się tylko we mnie przez chwilę, jakby nad czymś rozmyślając.

    – Muszę cię stąd zabrać – oznajmił. – Jest pewne miejsce, w którym będziesz bezpieczna, chociaż nie jestem pewien czy ci się spodoba. To klasztor. Jest chroniony silnymi zaklęciami. Tam nie będzie mógł cię tknąć.

    Zamrugałam.

    – Ty mówisz poważnie?

    – Miya, proszę – spojrzał na mnie niemal błagalnie – on prędzej czy później zrobi ci krzywdę. Taka już jest ich natura.

    Wzdrygnęłam się. Nie wiedziałam właściwie czy powinnam, ale wierzyłam Chrisowi. Poza tym miałam dowód na to, że mówi prawdę. Przynajmniej częściowo. Jego historia wiele wyjaśniała. 

    – Nie – oznajmiłam. – Zostanę. 

    – Miya…

    – Nie – ucięłam natychmiast. – Jeżeli jest tak jak mówisz, to będziesz mnie potrzebował. 

    – Więc mi wierzysz? – upewnił się.

    – Tego nie powiedziałam – mruknęłam, myśląc tylko o tym, by uwolnić się zarówno od Chrisa jak i Arona, zastanawiając się czy istniał na to jakikolwiek sposób.

    XV

    Nie chciałam wracać, nie miałam jednak również zamiaru przebywać w towarzystwie Chrisa dłużej, niż to absolutnie koniecznie, więc pożegnałam się zostawiając go w parku. Zaczęłam bez celu snuć się po mieście. Już od jakiegoś czasu było ciemno. Szłam przed siebie, właściwie niespecjalnie się rozglądając. Znalazłam się w jakiejś dzielnicy, której w ogóle nie znałam. Przyspieszyłam kroku. Z otwartego okna dotarły do mnie przekleństwa i krzyki. Starałam się iść jeszcze szybciej. Pragnęłam jedynie oddalić się od tego miejsca. Usłyszałam czyjeś kroki. Powtarzałam sobie w duchu, że nic mi nie grozi, wiedziałam jednak, że to kłamstwo. Nie zatrzymywałam się, ale szłam już tak szybko, że z trudem łapałam oddech. Nagle na kogoś wpadłam. Odskoczyłam. Ktoś złapał mnie za ramię. Usłyszałam westchnienie, jakby ulgi. Spojrzałam w górę, w szarozielone oczy.

    – Nareszcie cię znalazłem – usłyszałam rozgniewany głos Arona. – Nigdy więcej nie puszczę cię na uczelnię! Co ci przyszło do głowy, żeby robić takie numery? Planowałaś uciec?

    Przecząco pokręciłam głową, ku własnemu zdziwieniu, odczuwając prawdziwą ulgę, że to właśnie on.

    – Nie. Chciałam się przejść.

     Przyciągnął mnie do siebie. Przytulił.

    – Nie rób mi tego – jego głos był niewiele głośniejszy od szeptu. – Proszę.

    Zaprowadził mnie do zaparkowanego kilka ulic dalej samochodu. Wróciliśmy razem do mieszkania. Posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok mnie. Wpatrywał się we mnie intensywnie.

    – Miya, musimy porozmawiać – westchnął. – Naprawdę. Zrozum, ja…

    W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi, przerywając mu w połowie zdania. Zaklął brzydko. 

    – Znikaj na górę – rozkazał. – I pod żadnym pozorem stamtąd nie schodź!

    Posłuchałam. Uciekłam do pokoju, ale po chwili ciekawość zwyciężyła i usiadłam u szczytu schodów, skąd mogłam obserwować przez szpary salon, sama nie będąc widzianą. Na kanapie siedziała jakaś kobieta. Była przepiękna. Niczym modelka. Rude włosy ułożone miała w idealne pukle, a strój i makijaż świadczyły o tym, że nie brakuje jej pieniędzy. Aron usiadł tuż obok niej, a ja poczułam jak zalewa mnie niespodziewana fala zazdrości. Właściwie to było dużo gorsze. Czułam jak wszystko przewraca się w moim żołądku. Jakbym miała mdłości. Zdałam sobie sprawę, że z całej siły wbijam paznokcie we własną dłoń. 

    – Więc co z twoją zabaweczką? – spytała kobieta, a ja mogłabym przysiąc, że w jej głosie wyczułam urazę i zazdrość.

    Roześmiał się. 

    – Robi to co powinna – oznajmił – czyli dostarcza mi przyjemności, ni mniej ni więcej.

    – Pozbądź się jej – zamruczała – po co ci ona?

    Przysunęła się jeszcze bliżej Arona. Uroczo wydęła pełne usta. Jej dłonie znalazły się na jego torsie. Palce zaczęły rozpinać guziki koszuli. Poczułam jak po policzkach spływają mi ciepłe łzy.

    – Jesteś cudownie zazdrosna, Jen – odpowiedział tym swoim uwodzicielskim głosem, powoli, ale stanowczo odsuwając jej ręce. – Wszystko w swoim czasie.

    – W końcu znudzi mi się czekanie – zagroziła.

    Na jego usta wpełzł charakterystyczny, drwiący uśmieszek.

    – Och, nie sądzę, Jennifer. 

    Zamruczała jak kotka. Pocałowała go, a on odwzajemnił jej pocałunek. Mimo nienawiści, jaką do niego żywiłam, czułam jak po kolei umierają fragmenty mojej duszy. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Ich pocałunek nie trwał długo. Po chwili kobieta wstała.

    – Naciesz się nią ukochany, spełnij swoje chore zachcianki, a potem się jej pozbądź – zażyczyła sobie.

    – Kiedy już otworzymy bramę, będziemy razem, tylko ty i ja Jen – kusząco wyszeptał obietnicę.

    Nie mówił głośno, ale wyraźnie słyszałam każde jego słowo i każde było jak nóż wbity prosto w moje serce. Cholerny Chris miał rację! We wszystkim. Musiałam zaakceptować to, że mówił prawdę.

    – Trzymam cię za słowo, ukochany – kobieta jeszcze raz dotknęła jego pokrytego lekkim zarostem policzka, posłała mu całusa, a potem wyszła z mieszkania. 

    Aron zamknął za nią drzwi, a potem oparł się o nie ciężko. Odetchnął. Skuliłam się pod ścianą, nie potrafiąc już powstrzymać płaczu. Usłyszałam kroki. Wbiegł do mnie po schodach. Oderwał mi dłonie od twarzy. Spojrzał w zalane łzami oczy. 

    – Miya… – na chwilę opuścił powieki. Potem znowu je podniósł, by patrzeć prosto na mnie. – Miya… – powtórzył cicho moje imię, a potem uklęknął na podłodze i przyciągnął mnie do siebie. Płakałam wtulona w jego tors, mocząc niedopiętą, czarną koszulę. Niczego nie wyjaśniał, nie tłumaczył się. Od razu przeszedł do rzeczy. – Kiedy to się skończy – usłyszałam jego stanowcze słowa – przyrzekam, że zabiję ją dla ciebie. 

    XVI

    Leżałam na łóżku, na brzuchu, z twarzą wtuloną w poduszkę i chciałam, żeby on sobie wreszcie podszedł, ale najwyraźniej nie zamierzał tego zrobić. Miałam ochotę zostać sama, nie potrafiłam sobie poradzić z bólem, który czułam w środku, mimo, że wcale nie powinnam go czuć. Aron ani trochę nie pomagał podwijając moją bluzkę i przesuwając delikatnie dłonią po nagiej skórze, wzdłuż kręgosłupa. Podparty na łokciu wpatrywał się we mnie intensywnie, zdawało mi się, że z czymś walczy. Ponownie mnie zemdliło, kiedy przypomniałam sobie jak całował się z tamtą kobietą. Wyobraziłam ich sobie razem, w łóżku, a to było nie do zniesienia. Chłopak przesunął rękę na moje włosy. Odgarnął mi je z policzka. Podniosłam na niego wzrok, a on nachylił się by mnie pocałować. Gwałtownie odwróciłam głowę. Był wyraźnie skonsternowany.

    – O co chodzi? – spytał bez przekonania.

    – Już się dzisiaj całowałeś – wymknęło mi się mimowolnie.

    Usłyszałam jak przeklina. Siłą odwrócił mnie ku sobie i zmusił bym na niego patrzyła.

    – Posłuchaj – warknął na mnie rozeźlony – ona nic dla mnie nie znaczy. Nic – podkreślił stanowczo. – Natomiast ty jesteś dla mnie wszystkim. Czemu tego nie rozumiesz? – spytał coraz bardziej wściekłym głosem.

    – Jestem twoją zabawką – prychnęłam, powtarzając słowa Jennifer, nie mając pojęcia, czemu go jeszcze bardziej drażnię.

    Wzdrygnął się.

    – Przecież wiesz, że to nieprawda – szepnął.

    Roześmiałam się, tak bardzo miałam już dość.

    – I udowodniłeś tą nieprawdę pieprząc się ze mną wbrew mojej woli? – spytałam ociekającym słodyczą głosem.

    Zdziwiłam się uświadamiając sobie, że zabolały go te słowa. Przez chwilę zastanawiał się czy odpowiedzieć, aż w końcu się zdecydował.

    – Musiałem to zrobić – oznajmił zrezygnowany. – Jennifer potrafi czytać w myślach ludzi, przynajmniej tych, których nie ukrywają. Jest mściwa i gdyby powodowała nią zazdrość, prawdopodobnie zrobiłaby ci krzywdę. W ten sposób udowodniłem jej, że nic dla mnie nie znaczysz.

    – Pieprzysz się z nią zapewne również dla dobrej sprawy – wyrzuciłam z siebie z goryczą, a przed oczami wciąż stała mi jej piękna twarz.

    To był błąd. Aron brutalnie chwycił mnie za nadgarstki. Przyszpilił do łóżka własnym ciałem. Leżałam pod nim z trudem chwytając powietrze. Pochylał się nade mną tak, że niemal dotykał swoją twarzą mojej twarzy. Jego oczy były ciemne niczym bezgwiezdna noc.

    – Prędzej bym ją zabił niż poszedł z nią do łóżka – syknął wściekle. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, jak ja nienawidzę tej kobiety?

    Ulga, która mnie zalała była nie do opisania. Poczułam się lekka niczym piórko. 

    – Miya, przepraszam, że cię ranię – szepnął już spokojnym głosem – mam zadania, które muszę wykonywać, jeżeli chcę być bezpieczny, jeżeli chcę, żebyś ty była bezpieczna – westchnął – a niestety jedno z nich polega na – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – uwodzeniu Jennifer – zakończył. 

    Oplotłam jego szyję ramionami, wplatając palce w rozwichrzone, brązowe włosy. Pocałowałam go. Przez chwilę odwzajemniał moje pocałunki, a potem uniósł się odrobinę. Spojrzał mi w oczy.

    – Nigdy nie było i nigdy nie będzie żadnej innej dziewczyny – oznajmił cichym, ale stanowczym głosem. – Dla mnie istniejesz tylko ty.

    Poczułam w środku niewytłumaczalne ciepło. Zapragnęłam go całą sobą. Cały świat przestał istnieć, kiedy położył się obok, a ja znalazłam się w jego ramionach.

    Note