Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Czarna Magia

    7. 

    Mimo że ledwo wzeszło słońce, zapowiadał się naprawdę upalny dzień. Do Paryża wyruszyli z samego rana. Przejechali przez łączący Dover z Kale tunel i bez żadnych przygód znaleźli się we Francji. Raven nigdy dotąd nie był w Paryżu. Gdy przejeżdżali przez miasto rozglądał się z zaciekawieniem. Studio fotograficzne do którego zmierzali znajdowało się niedaleko Avenue Montaigne, znanej w całej Europie ulicy pełnej najmodniejszych butików. Kiedy się przed nim zatrzymali Fiona z wyraźną niechęcią wysiadła z samochodu. Zaskoczyło go to ponieważ sprawiała wrażenie dziewczyny, która lubi być w centrum uwagi. Raven za nią nie przepadał, a jak do tej pory nie zrobiła nic by to zmienić. Tak naprawdę to uważał, że Fiona jest egoistyczną, zapatrzoną w siebie smarkulą, ale w sumie nie życzył jej źle. Była mu obojętna. Może nawet by jej współczuł, gdyby nie miał nadmiaru własnych problemów. 

    Studio mieściło się w starym, stylowym budynku z dużymi szybami. Na dole znajdowała się przestronna recepcja i kilka markowych butików. Fiona oznajmiła kierowcy, że po sesji ma zamiar pospacerować po paryskich uliczkach i zadzwoni po niego jak skończy. Raven z trudem powstrzymał prychnięcie. Oczywiście jego nie zamierzała pytać o zdanie.

    Weszli do środka. W recepcji otrzymali czekające na nich identyfikatory i bez przeszkód wjechali windą na czwarte piętro. Pulchna, kasztanowłosa kobieta wylewnie przywitała Fionę i natychmiast zaprowadziła pod opiekę wizażystek oraz ciągle narzekającego fotografa. Jego  samego na szczęście zupełnie zignorowała. Kiedy Fiona weszła do przebieralni, chłopak stanął w korytarzu, zrezygnowany opierając się o ścianę. Nie miał najmniejszej ochoty tu być. Z pochmurną miną wodził wzrokiem za szczupłymi ciałami modelek. To nie był typ dziewczyn, które mogłyby przyciągnąć jego uwagę. Wolał nieco bardziej okrągłe kształty – przynajmniej w odpowiednich miejscach. Gdy jednak Fiona wyszła z przymierzalni z wrażenia aż zaparło mu dech. W jakiś magiczny sposób stała się zupełnie inną dziewczyną. Miała na sobie błękitne bikini z kusą, niewiele skrywającą, trójkątną spódniczką a’la pareo. Jej delikatnie opalona skóra połyskiwała migotliwymi drobinkami. Burzę rudych włosów miała upiętą wysoko, a po jej lewym ramieniu luźno spływało pasmo mocno skręconych loków. Wyglądała zachwycająco. Niewiarygodnie. Zupełnie jak bogini. Raven z trudem przełknął ślinę, odpędzając od siebie tego typu myśli. Dziewczyna obrzuciła go sfrustrowanym spojrzeniem i ruszyła korytarzem do studia fotograficznego. Przed wejściem zatrzymał ją dystyngowanie wyglądający mężczyzna w średnim wieku. Fiona musiała go rozpoznać, gdyż nieznacznie skrzywiła się na jego widok.

    – Widzę, że raczyłaś się pojawić, księżniczko – zadrwił cichym, bynajmniej nie uprzejmym tonem.

    – Odczep się – syknęła próbując przejść obok niego.

    Mężczyzna poczerwieniał na twarzy.

    – Zawsze były z tobą jakieś problemy – powiedział oskarżycielsko, jakby była winna całemu złu świata. W pewnym momencie złapał ją za rękę. – Co to? – spytał ostro wskazując na srebrzysty, delikatny tatuaż na jej przedramieniu.

    – Nie twoja sprawa,  Malaparte – warknęła.

    – Właśnie, że moja. Tego nie było w umowie! To popsuje nam zdjęcia ty głupi dzieciaku! – prawie wrzasnął na dziewczynę, zupełnie czerwony na twarzy.

    – Vaffanculo – warknęła, wiedząc, że mężczyzna jest rodowitym Włochem.

    Raven zobaczył jak tamten unosi dłoń chcąc uderzyć dziewczynę i poczuł radosne podniecenie. Nareszcie coś się działo. W jednej chwili znalazł się pomiędzy nimi. Złapał rękę mężczyzny, zanim ta dosięgła policzka Fiony. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Wiedział dlaczego. To nie wydawało się jej możliwe – nikt nie mógł poruszać się z taką prędkością. On jednak mógł i bardzo mu to odpowiadało. 

    – Jeszcze raz ją dotkniesz – warknął – to złamię ci rękę. Czy to jasne? – spytał cichym, groźnym tonem, wykręcając do tyłu ramię mężczyzny.

    Tamten niepewnie skinął głową. W jego oczach czaił się strach. Nie spodziewał się, że ktoś mógłby wstawić się za dziewczyną. Raven był pewien, że mimo nadmiaru wody kolońskiej, wyczułby go teraz na kilometr. Puścił go dopiero kiedy Fiona zniknęła za drzwiami studia fotograficznego.

    8.

    Sesja zdjęciowa trwała długie godziny i zakończyła się dopiero pod wieczór. Fiona czuła się wykończona zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale nadal miała ochotę pospacerować po Paryżu. Szczerze lubiła to miasto. Doceniała jego urok i wdzięk. 

    – Dlaczego to robisz? – spytał Raven, kiedy szli wąskimi, otoczonymi przez stare budynki uliczkami miasta.

    Na jego twarzy widziała konsternację i niezrozumienie. Emocje chłopaka było aż nazbyt łatwo odczytać. Nie do końca była jednak pewna o co ją pyta.

    – Masz na myśli sesję?

    – Tak – potwierdził. – Przecież widzę, że wcale ci się tam nie podobało.

    – Masz rację – przyznała. – Podpisałam z nimi umowę, bo chciałam dobić targu z Lucasem. Tylko, że on mnie wystawił.

    – A co on ci oferował w zamian? – spytał ostrożnie chłopak.

    – Obiecał, że pozbędzie się moich ochroniarzy. Tyle, że zamiast nich dostałam ciebie – przyznała cicho.

    Raven wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Milczał. Fionę to ucieszyło, bo sama również nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy. Zjedli późny obiad w jednej z zacisznych, paryskich restauracji, chwilę pozwiedzali miasto, po czym niechętnie wrócili do rzeczywistości. Powrót do Londynu w najmniejszym stopniu nie cieszył ani Fiony, ani Ravena.

    9.

    W galerii przy Jubilee Gardens, jak każdego miesiąca, odbywał się wystawny wernisaż. Tym razem zaprezentowane zostały dzieła młodego, dobrze zapowiadającego się artysty – Andrew Donna, malującego pod pseudonimem „Trochilidae”. Jego prace były nadzwyczaj barwnymi, pozytywnie nastawiającymi do życia, olejnymi obrazami na płótnie. Widniały na nich baśniowe stworzenia z mitologii celtyckiej, barwne kwiaty i przepiękne krajobrazy. Fiona od dawna nie była niczym tak bardzo zafascynowana. Widziała jednak, że dystyngowani goście kręcą nosem na dzieła Andrew. Słyszała ich komentarze. Nie potrafiła sobie wyobrazić, dlaczego ci ludzie wolą dzieła artystycznego szału takich malarzy jak Santiago Osario, którzy jej zdaniem zwyczajnie chlapali farbą na płótna, twierdząc, że ich prace mają jakiś doniosły sens i znaczenie. Może po prostu ludzie lubią postrzegać świat po swojemu i sztuka podoba im się jedynie wtedy, gdy mogą ją interpretować zgodnie z własnymi upodobaniami. 

    Dziewczyna chwyciła kieliszek szampana z tacy przechodzącego obok kelnera. Był to francuski Vallée de la Marne, bardzo go lubiła. Miał delikatny smak, a jego bukiet był owocowy i łagodny. Jedna z nielicznych zalet życia pod skrzydłami wuja. Postanowiła, że tego wieczoru nie będzie sobie niczego odmawiała. Z każdym następnym kieliszkiem bawiła się coraz lepiej. Nawet obecność ponuro milczącego Ravena przestała jej działać na nerwy. Musiała przyznać, że chłopak, w czarnej marynarce i koszuli w kolorze wytrawnego wina prezentował się całkiem nieźle. Nawet pomimo tego, że nie pozwolił sobie założyć krawata. 

    Fiona śmiała się, bawiła i wesoło rozmawiała z każdym, kto znalazł się w pobliżu jej osoby. Czuła się pewnie. Była na swoim, doskonale znanym jej terenie. Mimo to, w towarzystwie ludzi, do których nie pasowała sercem i duszą, okropnie doskwierała jej samotność. 

    Kiedy zaczął z nią flirtować Oliwer Denison, syn jednego z partnerów handlowych jej wuja, brunet w modnym, grafitowym garniturze, nie miała nic przeciwko. Uśmiechała się do niego, jak to miała w zwyczaju, udając słodką idiotkę. Schowali się za łukowatym przejście prowadzącym do mniejszej, nie oświetlonej sali. Chłopak objął ją w talii. Przysunął się do niej tak blisko, że na karku czuła jego oddech. On również pachniał drogim szampanem. Jego ręce zsunęły się z pasa na pośladki dziewczyny. Nachylił się, żeby ją pocałować. Nagle czyjeś ręce odciągnęły go w tył. Szybki i silny prawy sierpowy uderzył go w nos, tak, że zaskoczony zatoczył się pod przeciwległą ścianę. Raven chwycił go za kołnierz i pchnął na ceglany mur. Fiolet jego tęczówek stał się głębszy, bardziej intensywny.

    – Nigdy więcej jej nie dotykaj – syknął patrząc mu prosto w oczy.

    – Raven… – szepnęła Fiona, która nie miała pojęcia jak się zachować.

    Nigdy nic takiego jeszcze w jej życiu nie miało miejsca. Sytuacja była wręcz surrealistyczna. Chłopak tylko pokręcił głową. Wyraźnie już odzyskał nad sobą kontrolę. Jego oczy wróciły do normalnej barwy. Puścił Oliwera. Wziął Fionę za rękę i wyciągnął z pomieszczenia.

    – Wychodzimy – oznajmił stanowczo.

    Nie protestowała. Właściwie nie do końca była pewna co się przed chwilą wydarzyło. Jeszcze nigdy, żaden z ochroniarzy nie wtrącał się w jej prywatne sprawy.

    10.

    Raven zaprowadził ją do znajdującego się nieopodal parku Jubilee Gardens. Posadził na drewnianej ławce tuż nad wodą. Nie przyszło jej do głowy by zastanowić się dlaczego o tak późnej porze brama parku była jeszcze otwarta. Czuła się pijana. Było jej tak niesamowicie lekko i miała delikatne zawroty głowy. Spojrzała na przepięknie oświetlone London Eye. Chłopak ukucnął przed nią.

    – Dobrze się czujesz? – zapytał łagodnie.

    Ku jej zaskoczeniu w jego głosie pobrzmiewała szczera troska. 

    – Chyba tak – odpowiedziała niezbyt przekonana.

    – Chcesz wrócić do domu?

    Przecząco pokręciła głową.

    – Tu jest dobrze – powiedziała cicho.

    – Ok. 

    Usiadł przy niej na ławce. Przysunęła się do niego. Położyła mu głowę na ramieniu. Otarła się o niego policzkiem. Skoro przegonił jej randkę… Może miał w tym jakiś cel? W sumie, sam nie był najgorszą alternatywą…

    – Fiona, przestań – szepnął odrobinę zachrypniętym głosem.

    – Dlaczego? – zapytała klękając obok niego na ławce. – Czy nie o to ci chodziło?

    Zbliżyła twarz do jego twarzy, usta do jego ust. Odsunął ją od siebie stanowczo, zanim zdążyła go pocałować. Gwałtownie wstał. Fiona poczuła się jakby ją uderzył. Pierwszy raz ktoś ją odtrącił. Wiedziała, że jest ładna, nawet więcej, naprawdę śliczna. To o nią zabiegali mężczyźni, nie na odwrót. Co z nim do licha było nie tak? Spojrzała na Ravena zdezorientowanym wzrokiem.

    – Nie, nie o to – odpowiedział zdecydowanym tonem. – Poza tym jesteś pijana, a ja jestem tutaj, żeby cię pilnować. 

    – Nie podobam ci się? – zapytała wstając i kompletnie ignorując słowa chłopaka.

    Uśmiechnął się do niej ponuro.

    – Jesteś naprawdę piękną dziewczyną, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Nie kocham cię, nawet nie jestem do końca przekonany czy cię lubię.

    Spojrzała na niego jakby oznajmił, że śnieg ma kolor fioletowy. Miłość? A jakie to miało znaczenie? Czy on pochodził z innej epoki? Poczuła jak ogarnia ją wściekłość i frustracja. Zamachnęła się gwałtownie. Uderzyła go z całej siły w twarz. Pozwolił jej na to, mimo, że bez najmniejszego problemu mógł ją powstrzymać.

    – Nienawidzę cię – syknęła i pobiegła z powrotem, w kierunku galerii.

    11.

    Wrócili do hotelu. Fiona wyniośle milczała przez całą drogę. Raven starał się ignorować dziewczynę. Nie potrafił. Co jakiś czas zerkał na nią ponurym wzrokiem. Sam nie wiedział dlaczego, ale bardzo zraniły go ostatnie słowa, które padły z jej ust. Przez cały czas rozbrzmiewały w jego głowie. Zdziwił się też, że skoro chciała mu zadać ból, to dlaczego nie użyła do tego magii. Na pewno sprawdziłaby się o niebo lepiej niż wymierzony z wściekłością policzek. Jedno natomiast wiedział na pewno. Nie był w stanie rozgryźć tej dziewczyny. 

    Gdy wreszcie dojechali na miejsce Raven z prawdziwą ulgą wysiadł z samochodu. Z trudem znosił panującą w aucie gęstą, nieprzyjemną atmosferę. Weszli do hotelowego gmachu. Fiona, nie czekając na chłopaka, natychmiast zniknęła w windzie. Raven zagapił się na tyle, że mimo jego niesamowitej szybkości, drzwi zatrzasnęły się zanim zdążył do nich dobiec. Zaklął wściekle i pobiegł schodami. Kiedy znalazł się na górze, pokój dziewczyny był już zamknięty. Postarała się o to, żeby nie wszedł do środka. Warknął wściekle. Znał swoją siłę, wiedział, że bez problemu mógłby wywarzyć te cholerne drzwi, nie był tylko pewien czy mu się za to nie oberwie. Osunął się na podłogę, opierając plecami o ścianę. Co za idiotka! Nigdy dotąd, w całym swoim dwudziestoletnim życiu, jeszcze nie spotkał tak głupiej, nielogicznie myślącej dziewczyny.

    Kiedy rano Raven wszedł wraz z pokojówką do środka, Fiona jeszcze spała. Całą noc wolał spędzić przed drzwiami, niż w ich prywatną kłótnię angażować Lucasa. Poza tym, jak bardzo nie podobałoby mu się bycie ochroniarzem dziewczyny, nie zamierzał przyznawać, że z czymś sobie nie radzi. Wziął szybki prysznic i przebrał się w nowe ubranie, których teraz miał już pod dostatkiem. Kiedy wrócił do pokoju Fiona siedziała na łóżku, zaspana przecierając oczy. Raven prawie jęknął, kiedy przeciągnęła się niczym kociak. Musiał przyznać przed samym sobą, że dziewczyna robiła wrażenie i naprawdę mu się podobała. Na jego widok uśmiechnęła się sennie.

    – Dzień dobry – odezwała się cichutko.

    – Cześć – odpowiedział niepewnie, zaskoczony, że już się na niego nie złości.

    – Przepraszam za wczoraj – powiedziała odrzucając kołdrę i wstając z łóżka. Miała na sobie cienką, delikatną i bardzo krótką koszulkę nocną. Zdecydowanie zbyt krótką jak na jego gust. – I dzięki, że mnie pilnowałeś. Naprawdę.

    Zniknęła w łazience. Raven gapił się na nią, dopóki nie zamknęła drzwi. Była po prostu oszałamiająca. Potrząsnął czupryną ciemnych włosów, starając się opamiętać. To nie byłoby właściwe, poza tym miał zbyt wiele innych problemów na głowie. Poszedł do pokoju, służącego za salon i rozparł się wygodnie w wysokim, miękkim fotelu. Zdecydowanie miał o czym myśleć.

    12.

    Fiona, dla odmiany, postanowiła zjeść śniadanie w hotelowej restauracji. Tego dnia zupełnie nie miała ochoty siedzieć w pokoju. Na przekór wszelkim zasadom mody wciągnęła na siebie niebieskie, postrzępione jeansy i białą koszulkę na ramiączkach, z wieżą Eiffla i napisem „I Love Paris”. Miała ochotę wyglądać po prostu jak zwyczajna nastolatka. Uznała jednak, że Raven stwarza swoją osobą jeszcze dziwniejszy, w takim miejscu jak luksusowy, znajdujący się w centrum Londynu hotel, widok. Miał na sobie bojówki khaki, czarną koszulkę i vansy. Kiedy szli długim, jasnym korytarzem, na drodze stanął im Lucas. Zatrzymał się tak, żeby uniemożliwić jej przejście.

    – Słyszałem, że wczoraj rozrabiałaś – powiedział ironicznie. – Syn jednego z naszych wspólników ma złamany nos. Jakieś nieudane podboje? – spytał na pozór spokojnym tonem, ale Fiona znała go na tyle dobrze, by w jego głosie wyczuwać wyraźne napięcie.

    – Nie twoja sprawa – warknęła, próbując go ominąć.

    Chwycił ją za nadgarstki. Przesunął tak, że chcąc nie chcąc musiała się oprzeć plecami o bogato zdobioną, stylizowaną na wiktoriańską, tapetę. Szarpnęła się wściekle. Raven zbliżył się, wyraźnie mając zamiar ją obronić. Lucas obrzucił go zirytowanym spojrzeniem, jakby tamten był natrętną muchą. 

    – Nawet nie próbuj – powiedział z wyraźną groźbą w głosie. 

    Chłopak zatrzymał się w pół kroku. Lucas zbliżył swoją twarz do twarzy Fiony. Był zdecydowanie zbyt blisko. Mężczyzna złapał nadgarstki wyrywającej się dziewczyny jedną ręką, przyciskając je do ściany, tuż nad jej głową. Drugą dłonią delikatnie odgarnął włosy z jej policzka. Zamarła. To już nie była gra. On nigdy tak się nie zachowywał. Poczuła, jak jej serce trzepocze się w piersi, niczym oszalały ptaszek. Owszem, niejednokrotnie była na niego wkurzona, ale nigdy… przenigdy… nie musiała się go bać. 

    – Do reszty ci odbiło Gisborne? – syknęła. 

    – Po prostu chcę ci uświadomić, że jesteś moja – powiedział cicho. Jego usta były tuż przy jej uchu. – Zawsze byłaś i zawsze będziesz. Pogódź się z tym.

    Ręka, która przed chwilą dotykała twarzy Fiony zsunęła się niżej. Najpierw na jej nagie ramię, potem na talię dziewczyny. Lucas podwinął jej koszulkę i położył dłoń na jej odsłoniętych plecach. Dziewczyna szeroko otworzyła zielone oczy, nie wierząc w to co on właśnie robił. Poczuła nieprzyjemne ukłucie strachu. Lucas zawsze działał jej na nerwy, wiedziała do czego jest zdolny, ale to nie ona musiała się bać. Był w jej życiu jedną z niewielu stałych. Czymś pewnym, niezachwianym, to do niego zwracała się ze swoimi problemami. Mimo kłótni, zaczepek, krążących między nimi erotycznych, złośliwych podtekstów, nigdy jeszcze w jego obecności nie czuła lęku. Irytację, złość – owszem – ale nie strach.

    – Raven – jęknęła – pomóż mi, proszę.

    Chłopak zawahał się. Przez jego twarz przebiegł cień cierpienia. Toczył jakąś wewnętrzną walkę z samym sobą, wystarczyło jednak jedno spojrzenie Lucasa, żeby stanął sztywno pod ścianą. Milczał. Twarz mężczyzny znalazła się jeszcze bliżej. Dziewczyna przymknęła oczy. Jej oddech przyspieszył. W pewnym momencie Lucas po prostu ją puścił. Spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem, nie będąc pewna co się przed chwilą stało.

    – Naprawdę myślałaś, że coś ci zrobię? – spytał nie kryjąc rozbawienia. – Owszem, mam na ciebie ochotę – powiedział z leniwym, aroganckim i pełnym drwiny uśmieszkiem – ale poczekam aż przyjdziesz do mnie sama. Tak poza tym, to bardzo ładnie wyszłaś na tych zdjęciach w bikini – dodał. – Miłego dnia dzieciaki – rzucił obraźliwie i zniknął za zakrętem korytarza.

    Fiona poczekała aż uspokoi się jej oddech. Więc to był kolejny żart, zaczepka, a może próba? Lucasowi naprawdę udało się ją wystraszyć. Była wściekła na Ravena, że się nie ruszył, a jednocześnie czuła z tego powodu jakiś ściskający w środku żal. Powoli zaczynała ufać chłopakowi. Przez te kilka tygodni, które spędzili razem zaczęła po prostu wierzyć, że zawsze będzie mogła na niego liczyć. Czuła się bardzo zawiedziona. Nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem ruszyła przed siebie korytarzem.

    13.

    Był późny wieczór. Raven szedł mrocznym korytarzem napięty jak struna. Jego serce waliło jak oszalałe. Nie mógł pozbierać bezładnych myśli. Dłonie zacisnął w pięści. Wreszcie stanął przed solidnymi, dębowymi drzwiami, przed którymi czekał na niego Lucas. Mężczyzna uśmiechnął się drwiąco. Otworzył drzwi.

    – Zgodnie z naszą umową – odezwał się ironicznie.

    Raven obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Ostrożnie wszedł do wnętrza ciemnego pomieszczenia. Nijakie światło, wpadające z korytarza niewiele pomagało. Chłopak z trudem pokonał strome schody. W głębi pokoju usłyszał przyspieszony oddech. Pod przeciwległą ścianą pomieszczenia kuliła się drobna postać. Drżała.

    – Emmy? – zapytał cicho, nie chcąc jeszcze bardziej przestraszyć dziewczynki.

    – Raven? – usłyszał cichutki, słaby, ale pełen nadziei głosik.

    – Emmy! – wykrzyknął i przypadł do drobnej sylwetki. Ulga jaką poczuł słysząc jej głos prawie zwaliła chłopaka z nóg. Dziewczynka wtuliła się w niego ufnie wczepiając się palcami w jego koszulę. W dalszym ciągu oddychała bardzo szybko. Jej szczupłymi ramionami wstrząsało łkanie. – Maleńka, nic ci nie jest? – zapytał łagodnie.

    – Tak się bałam – szepnęła poprzez łzy.

    Raven podniósł drobną postać z podłogi. Wziął ją na ręce i przytulił do siebie. Oplotła jego szyję ramionami. Położyła głowę na jego piersi.

    – Jestem przy tobie – powiedział cicho. – Wszystko będzie dobrze.

    Wyniósł dziewczynkę z ciemnego pomieszczenia na pogrążony w półmroku korytarz. Na widok Lucasa, jej duże, brązowe oczy zrobiły się jeszcze większe. Nie mogła mieć więcej niż dwanaście lat. Splątane i brudne, czarne włosy opadały jej na twarz. Była bardzo blada, drobna i chorobliwie wręcz szczupła. Raven w ogóle nie czuł na rękach jej ciężaru. Nie wypuszczając dziewczynki z objęć, powoli, tłumiąc w sobie złość, poszedł za Lucasem poprzez mroczny, sprawiający nieprzyjazne wrażenie korytarz.

    14. 

    Emma leżała skulona na łóżku. Ten pokój, czystość i białe ściany, były o niebo lepsze od ciemności, ale jednak, niemalże tak samo nie do zniesienia. Były jej więzieniem i dopuszczała do siebie możliwość, że staną się jej grobowcem. 

    – Pobawisz się ze mną? – zapytał z nadzieją stojący przy łóżku kilkuletni chłopiec.

    Dziewczynka mocniej zacisnęła powieki. Nie chciała się odwracać. Nie mogła na niego patrzeć. Zbyt wiele razy widziała już sine ślady na szyi dziecka w miejscu, gdzie dusił go ojciec, ze wszystkich sił, trzymając jego małą główkę pod wodą.

    – Daj mi spokój! – niemalże krzyknęła i dziecko zamilkło.

    Wiedziała jednak, że kiedy on odejdzie, przyjdą inni. Nigdy nie dadzą jej spokoju. Angelica, która skoczyła z mostu, gdy jej ukochany poślubił inną, dziewczynka, której imienia nie znała, którą mama we śnie udusiła poduszką, a potem sama popełniła samobójstwo, Jay, młody, angielski żołnierz, który zginął na froncie i wielu, wielu innych. Oni jednak nie byli tacy straszni. Nie mogli jej skrzywdzić, a nawet gdyby, to nigdy nie próbowali. Chcieli zrozumienia, towarzystwa. Najgorszy był Jichou, duch, który towarzyszył Ravenowi. I mężczyzna, mężczyzna o jasnych włosach, który jednak nie był duchem.

    15.

    Fiona niechętnym wzrokiem wpatrywała się w prezentowane jej suknie. Bale, sezon debiutancki i angielska arystokracja Kogo to wszystko obchodziło? No tak, jej wuja… Dla niej samej to była jedna wielka nuda i cała masa męczącej gry aktorskiej. 

    – To jak, zdecydowałaś się? – zapytał z chłodną drwiną Lucas, którego wyraźnie bawiła jej niechęć.

    Spojrzała na niego z wściekłością. Dla niego to była świetna rozrywka, a właściwie podstawą jego rozrywki było znęcanie się nad nią. Postanowiła nie dawać mu więcej satysfakcji. Obdarzyła go uroczym, niewinnym uśmiechem.

    – Właściwie to pomyślałam, że może ty wybierzesz dla mnie coś odpowiedniego.

    Błysk w jego oczach wydawał się niebezpieczny, ale najwyraźniej Lucas postanowił podjąć wyzwanie.

    – Oczywiście, jak sobie życzysz – odpowiedział bezwstydnie mierząc ją wzrokiem.

    Fiona odetchnęła z ulga, kiedy wreszcie wyszła z olbrzymiej, pełnej krawcowych, projektantów mody i prezentujących jej suknie modelek, sali. Ku jej zdumieniu Raven nie czekał nigdzie w pobliżu. Postanowiła się nad tym nie zastanawiać i wykorzystać okazję, która szybko może się nie powtórzyć. Wsiadła do pierwszej z brzegu windy i wjechała na dwunaste piętro, a potem wąskimi schodami wspięła się na dach. Mimo upalnej pogody, na tej wysokości wiatr niemal ścinał ją z nóg. Widok jednak był tego wart. Kiedy zmarzła na tyle, żeby zdecydować się zejść, czuła wypełniającą ją satysfakcję. Te nieliczne chwile samotności, to było to, czego właśnie najbardziej pragnęła. Już miała wrócić do windy, kiedy coś ją powstrzymało. Przeczucie. Dlaczego na dwunastym piętrze, najbardziej luksusowym ze wszystkich, z apartamentami i penthousem, nikogo nie było? To właśnie tutaj zatrzymywali się najważniejszy goście, więc i tutaj kręciła się hotelowa obsługa, będąc zawsze pod ręką. Ona sama, mimo pełnej gamy wyboru, zajmowała pokój na czwartym piętrze, w bocznym skrzydle, właśnie po to, żeby mieć z nimi jak najrzadszy kontakt. Jakaś podświadoma siła skierowała ją ku najdalszym drzwiom. Były zamknięte. Wyjęła swoją kartę, którą już dawno temu ukradła jednemu z menadżerów, ponieważ otwierała wszystkie pokoje i przyłożyła ją do migającego na czerwono zamka. Drzwi zareagowały cichym trzaskiem, stając przed dziewczyną otworem.

    16.

    Ktoś był w jej pokoju. Emmę ogarnął strach. Duchów nie bała się tak bardzo jak ludzi. Odetchnęła z ulgą, kiedy zdała sobie sprawę, że to tylko nieco starsza od niej dziewczyna. Taki ktoś nie mógł się tutaj znaleźć, znaczyło to więc, że była martwa. 

    – Jak umarłaś? – zapytała z grzeczności.

    Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona. Och, więc to jedna z tych, które jeszcze nie zdają sobie sprawy z własnej śmierci.

    – Kim jesteś? – zapytała ignorując pytanie.

    – Mam na imię Emma, a ty? 

    – Fiona – rzuciła od niechcenia. – Chodziło mi raczej o to co tutaj robisz, dlaczego tu jesteś?

    – Och – odpowiedziała Emma niepewnie. Zazwyczaj duchy zastanawiały się raczej nad tym co one same tu robią. Nie wypytywały o nią. – To długa historia, niezbyt przyjemna i chyba nie chcesz jej słyszeć – westchnęła. – Może porozmawiamy o czymś innym? – zapytała z nadzieją.

    Dziewczyna była bardzo ładna. Miała rude, związane w wysokiego kitka włosy i wiosennie zielone oczy. Do tego ubrana była również bardzo fajnie. W obcisłe dżinsy-rurki i czarny bezrękawnik bez nadruku. Emma natychmiast poczuła się skrępowana tym, że jedynym dostępnym jej strojem, była nasuwająca na myśl szpitalną, kraciasta piżama. No cóż… przynajmniej była czysta w przeciwieństwie do jej poprzedniego ubrania… 

    Nagle drzwi znowu stanęły otworem. Z hukiem uderzyły o ścianę. Emma cofnęła się przerażona. Mężczyzna. Mężczyzna z jasnymi włosami.

    – Co tu robisz?! – warknął na Fionę, ku wielkiej uldze Emmy, ją samą zupełnie ignorując.

    – Nie twoja sprawa – odpowiedziała mu tym samym.

    Emma była pod wrażeniem odwagi tej dziewczyny, która chyba jednak nie była duchem.

    – Jak się tu dostałaś? – zignorował jej wrogi ton. – Ten korytarz jest zamknięty, a winda tu nie jeździ. Chyba, że… Skąd do cholery wytrzasnęłaś kartę?!

    Nie odpowiedziała. Chwycił ją za ramię i wyprowadził z pokoju, a ona, posłusznie, ale bez cienia strachu, wyszła za nim na korytarz. Dziewczynka ponownie została sama. 

    Note