Rozdział 2 – Gdy wypowiesz moje imię
by VickyMój żołądek zaciskał się z głodu. Przez cały dzień jedliśmy tylko sporadycznie napotkane jeżyny i piliśmy źródlaną wodę. Konia zdążyłam już znienawidzić. Za to Gabriel był w bardzo dobrym humorze. Naprawdę cieszył się, że wraca do domu. Niestety nie miałam powodu by podzielać jego radość. Zbliżał się zachód słońca. Otaczające nas drzewa wydawały się tutaj dostojne i wiekowe. Las różnił się od tego, po którym podróżowaliśmy przez cały dzień. Napawał mnie niezrozumiałym lękiem.
– Już jesteśmy prawie na miejscu – odezwał się milczący już od jakiegoś czasu chłopak.
– Świetnie – mruknęłam w odpowiedzi, nie mając pojęcia czy powinnam się cieszyć czy może raczej bać.
W oddali zamajaczyła kamienna budowla. Wstrzymałam oddech, kiedy wyjechaliśmy spomiędzy drzew. To była wieża! Najprawdziwsza w świecie, niczym z jakiejś baśni o księżniczkach i smokach. Porastały ją zielone, kolczaste pnącza. Sięgała niemal koron drzew, a jednocześnie była pośród nich bardzo dobrze ukryta.
– Gdzie my jesteśmy? – zapytałam oczarowana.
Gabriel odwrócił się do mnie. Uśmiechnął szeroko.
– W domu – wypowiedział wesoło dwa proste słowa.
Jego orzechowe oczy lśniły, kiedy poprowadził mnie ku murom budowli. Obeszliśmy niemal całą na około, ale nigdzie nie widziałam wejścia. Chłopak stanął przed groźnie wyglądającą rośliną.
– Wpuść mnie – zażądał.
Przez chwilę nie działo się nic, a potem ściana bluszczu się rozstąpiła, ukazując w murze niewielkie, drewniane drzwi. Wyswobodził konia z prowizorycznej uprzęży i puścił go luzem, a mnie ponaglającym gestem, popchnął ku wejściu do środka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Komnata w której się znaleźliśmy była pusta i okrągła, a w górę i w dół prowadziły kamienne schody. Gabriel wziął mnie za rękę.
– Nie bój się – mruknął, widząc moją pobladłą twarz. – Mojego ojca chwilowo nie ma. Powinien niedługo wrócić.
– Skąd to wiesz? – zapytałam, ale on tylko znowu uśmiechnął się do mnie.
Zaprowadził mnie schodami na górę, mniej więcej na wysokość trzeciego piętra. Ku mojemu zdumieniu znaleźliśmy się w przestronnej, przytulnie urządzonej kuchni.
– Umieram z głodu – stwierdził. – Rozgość się – zaproponował.
Usiadłam przy masywnym, drewnianym stole, który mogłabym przysiąc, jak wchodziliśmy do pomieszczenia, był pusty. Teraz stały na nim przeróżne, wypełnione jedzeniem naczynia. Zauważyłam chleb, sery, owoce, dżemy i miody, nie było jednak żadnego mięsa. Uznałam, że pytanie o cokolwiek Gabriela i tak nie ma teraz większego sensu, więc po prostu zabrałam się do jedzenia. Zwykły posiłek już dawno nie smakował tak wspaniale. Ledwie zdążyłam się najeść, kiedy w pomieszczeniu pojawił się jakiś człowiek. Był w średnim wieku i miał orzechowe oczy, bardzo podobne, do oczu Gabriela. Wstałam, uznając, że tak będzie grzeczniej. Chłopak również się podniósł znad pustego już talerza. Mężczyzna spojrzał na mnie niedowierzająco. Wpatrywał się, jakby zobaczył ducha.
– Andżelika – szepnął.
Skąd on znał moje imię? Gabriel skłonił się dwornie.
– Nie, Mistrzu, to moja przyjaciółka, Ewelina – przedstawił mnie imieniem, które, nie mam pojęcia dlaczego, mu podałam. – Schwytali mnie, a ona pomogła mi uciec – wyjaśnił.
Mężczyzna pokręcił głową, jakby chciał coś od siebie odegnać. Znalazł się przy mnie. Chwycił mnie za ramiona.
– Czy to imię przyszło do ciebie, kiedy przekroczyłaś granicę lasu?! Co wtedy usłyszałaś?! – zadawał pytania rozgorączkowanym, niemalże panicznym głosem.
Spróbowałam się cofnąć, ale on tylko wzmocnił uścisk.
– Ojcze… – Gabriel spróbował go uspokoić, w jego oczach widziałam niepokój.
– Co usłyszałaś?! – nie ustępował, nie zwracając uwagi na syna.
Czułam wewnętrzny przymus, żeby mu odpowiedzieć.
– Eve – wydusiłam w końcu.
– Eve – mruknął, odsuwając się ode mnie. Potem podniósł na mnie orzechowe oczy i uśmiechnął się łagodnie. – Witaj w moim domu, Andżeliko.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Czułam się dość nieswojo, kiedy przeprosili mnie na chwilę i wyszli, rozmawiając między sobą. Ojciec Gabriela był dla mnie uprzejmy, sprawiał wrażenie miłej osoby, ale niepokoiło mnie przeczucie, że czegoś mi nie mówi. Jakiejś bardzo istotnej dla mnie rzeczy. Kiedy wrócili, znowu przyjrzał mi się uważnie, a potem jakby o czymś zdecydował.
– Na pewno jesteś bardzo zmęczona, Andżeliko, chciałabyś się wykąpać i przebrać – powiedział grzecznym tonem – za tymi drzwiami – wskazał na niewielkie, zaokrąglone przejście – znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Odpocznij i wróć do nas, kiedy będziesz gotowa.
– Dziękuję – odparłam z uśmiechem i ruszyłam ku drzwiom, ale wtedy zobaczyłam panikę w oczach Gabriela.
– Nie, Mistrzu, proszę – odezwał się z błagalną nutą w głosie, ale zamilkł, kiedy mężczyzna położył mu dłoń na ramieniu.
– Zaufaj mi – usłyszałam wypowiedziane szeptem słowa.
Poczułam się jeszcze dziwniej. Co mogło tak bardzo przestraszyć chłopaka? W końcu, ignorując całą sytuację, otworzyłam drzwi i marząc jedynie o gorącej kąpieli, przeszłam przez nie, nie myśląc o niczym więcej.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Zaskoczyło mnie, gdy znalazłam się w wyłożonym liliowymi kafelkami pomieszczeniu. Stała tu duża wanna, a na półce nad nią znajdowały się mydła, szampony i wonne olejki do kąpieli. Na ścianie wisiały czyste, białe ręczniki i miękki, frotowy szlafrok. Odkręciłam ciepłą wodę i zaczęłam wąchać zawartość buteleczek. Nagle drzwi się otworzyły na całą szerokość i ku mojemu zdumieniu do środka wpadł Gabriel. Jego spojrzenie było tak samo zaskoczone jak moje, a jednocześnie widziałam w jego oczach jakąś dziwną ulgę.
– Ej! Chciałam się wykąpać! – zaprotestowałam.
Bez słowa podszedł do mnie i przyciągnął do siebie zamykając w mocnym uścisku ramion.
– Jak dobrze, że nic ci nie jest – westchnął.
Wyplątałam się z jego objęć i spojrzałam na niego pytająco.
– Co niby miało mi się stać… w łazience?
Znowu mnie do siebie przytulił i wydawało mi się, że po prostu nie chce, żebym patrzyła mu w oczy.
– Nie wiedziałem, że potrafisz stworzyć sobie pomieszczenie – wyszeptał. – To wymaga dość dużych zdolności i silnej magii. Osoba niemagiczna trafiłaby w pustkę… i zostałaby w niej uwięziona, na zawsze.
– Co masz na myśli?
Poczułam jak zamiera mi serce.
– Mój syn chciał powiedzieć, że nie ma do mnie ani trochę zaufania – wyjaśnił stojący w drzwiach ojciec Gabriela.
Nawet nie zauważyłam, kiedy on również tu wszedł. Chłopak odsunął się ode mnie odrobinę, wlepiając wzrok w podłogę.
– Nie miałeś czegoś do zrobienia? – skarcił go mężczyzna.
Gabriel przytaknął, spojrzał na mnie przepraszająco i wyszedł z pomieszczenia.
– Czy… on mówił poważnie? – zapytałam.
Surową twarz czarodzieja ozdobił lekki uśmiech.
– Ciebie to nie dotyczy, masz moje słowo. Przechodząc tymi drzwiami, znajdziesz się gdzie zechcesz – obiecał. – Gdy już skończysz kąpiel, pomyśl o pokoju swojej matki. Myślę, że znajdziesz w nim coś odpowiedniego, co będziesz mogła na siebie włożyć.
Mojej matki?
– Dobrze – zgodziłam się niewiele z tego rozumiejąc.
– W takim razie nie będę ci dłużej przeszkadzał, porozmawiamy, kiedy będziesz gotowa – położył dłoń na klamce, ale w pewnym momencie jakby się rozmyślił. Odwrócił się w moją stronę – och i jeszcze jedno, Andżeliko. Cokolwiek łączy cię z moim synem… Zapomnij o tym. To nie jest dobry pomysł.
Spojrzałam na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Poczułam jak płoną mi policzki.
– Ja nie… – zaczęłam. – My nie… – nie potrafiłam skończyć. – Jesteśmy przyjaciółmi! – wyrzuciłam w końcu z siebie.
Obdarzył mnie pełnym troski uśmiechem.
– Taką mam właśnie nadzieję – stwierdził zadowolony i wreszcie wyszedł z łazienki, zostawiając mnie samą z własnymi myślami.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Pokój, w którym się znalazłam, był przytulnie urządzony, dominowały w nim różnych odcieni brązy. Mimo, że znajdował się w wieży, wcale nie był okrągły. Duże okno, na jednej ze ścian, miało kształt rąbu, a przy nim, szeroki parapet, zamieniony został w wygodne miejsce do siedzenia, ze stertą kremowych poduszek. Stało tam również drewniane łóżko, spora szafa i duże lustro. Na zabytkowym sekretarzyku zauważyłam również zdjęcia. Za radą ojca Gabriela, zajrzałam do szafy, w której wisiały całe rzędy sukni, rodem z filmu kostiumowego. Jednak na półkach leżały również normalne ubrania, takie jak dżinsy czy swetry.
– Co tu robisz? – usłyszałam za plecami karcący głos Gabriela.
– Twój tata przysłał mnie po ubranie – wyjaśniłam zaskoczona, wskazując mu swój szlafrok.
– Świetnie, ale nie stąd – zauważyłam, że z trudem panuje nad gniewem.
Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi.
– Hej! – zaprotestowałam.
– Posłuchaj – odezwał się już łagodniej – nie chcę, żebyś ruszała cokolwiek w tym pokoju. Dobrze? Poradzimy sobie inaczej. Mój ojciec nie miał prawa…
Nagle jego wzrok zatrzymał się na sekretarzyku. Wpatrywał się w coś szeroko otwartymi oczami, a potem swoje spojrzenie przeniósł na mnie. Ojciec Gabriela pojawił się w drzwiach. Stał oparty o framugę.
– Masz rację – przyznał spokojnie mężczyzna. – Ja nie miałem prawa. Natomiast Andżelika jak najbardziej je ma.
Gabriel przecząco pokręcił głową. Odsunął się ode mnie.
– Nie! Kim ty jesteś? – zapytał nieco drżącym głosem.
– Andżelika jest córką Heleny – podszedł do sekretarzyka i podniósł z niego stojące w drewnianej ramce zdjęcie, z którego uśmiechała się moja matka, mniej więcej w moim wieku, stojąca pod kwitnącym, owocowym drzewem. – Od razu wiedziałem, że to ona – uśmiechnął się nieco melancholijnie – jesteś jej lustrzanym odbiciem – zwrócił się do mnie.
– Ale… – zaprotestował Gabriel – to by znaczyło, że…
Mężczyzna przytaknął.
– Tak, Andżelika jest córką Heleny, moją córką i twoją siostrą.
Tym razem to ja się cofnęłam. Usiadłam na brzegu łóżka, nie patrząc na nich.
– Jak to możliwe? – spytałam cicho.
– Dlaczego nam nie powiedziałeś od razu? – wtrącił w tym samym momencie Gabriel.
Jego ojciec, a może raczej nasz ojciec, uśmiechnął się krzywo.
– Miałem pewne obawy – mruknął teraz on nieco speszony. – Zachowywaliście się jakby… Bałem się, że coś między wami zaszło… Gdyby tak się stało, ta wiedza byłaby dla was niezbyt – odchrząknął – przyjemna.
Gabriel niemal udławił się powietrzem, a ja miałam po prostu ochotę się śmiać. Sytuacja była absurdalna. Chłopak podszedł i usiadł obok mnie na łóżku, wpatrując się we mnie uważnie. Zdałam sobie sprawę, że wiedział, że ma siostrę, nie miał tylko pojęcia, że to mogę być ja. Dlaczego więc sama o niczym nie wiedziałam?
– To by wyjaśniało dlaczego cię porwali – przyznał.
– Tak – stwierdził czarodziej. – Czy matka o niczym ci nie powiedziała, Andżeliko? – przecząco pokręciłam głową, słuchając. Miałam wrażenie, że śni mi się jakiś dziwny, przytłaczający sen. – Groziło nam niebezpieczeństwo. Kiedy urodziły nam się bliźniaki, postanowiliśmy się rozstać, żeby was chronić. Ja zabrałem Gabriela, a ona ciebie. To dość długa i skomplikowana historia. Helena powinna ci o tym opowiedzieć.
– Moja matka nie żyje – szepnęłam cicho.
– Jak to?! – tym razem odezwali się obaj.
– Zginęła w wypadku, siedem lat temu – wyjaśniłam.
Mężczyzna opadł na stojące przy sekretarzyku, drewniane krzesło. Wyglądał, jakby zwalił się na niego cały ciężar świata. Twarz Gabriela miała zacięty wyraz. Zdałam sobie sprawę, że liczył na to, że kiedyś pozna własną matkę. Sama wiedziałam tylko tyle, że mój ojciec mieszka za granicą i, że miał ważny powód, żeby od nas odejść. Nie miałam pojęcia o tym, że mam brata. Nie zdawałam sobie również sprawy, z istnienia magii, to jednak wyjaśniałoby wiele rzeczy. Sama zdziwiłam się, jak łatwo mi w to wszystko uwierzyć. Może ciągle sądzę, że za chwilę się obudzę?
– Więc dlatego nic nie wiesz – udało mu się w końcu odezwać. Wstał. – Pozwól, że zacznę od początku. – Widziałam, że ze wszystkich sił, stara się pozbierać. Skłonił się przede mną dwornie. – Nazywam się Daniel Revis i jestem twoim ojcem. Bardzo kochałem twoją matkę i nasza decyzja o rozstaniu się była najtrudniejszą, jaką musieliśmy podjąć w życiu. Jeżeli będziesz miała jakiekolwiek pytania, pomyśl o mnie, wychodząc przez te drzwi. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć – obiecał. – A teraz sądzę, że lepiej będzie jeżeli zostawię was samych.
Skłonił się ponownie i wyszedł, a ja nie potrafiłam otrząsnąć się z dziwnego otępienia, przez długą chwilę, bez ruchu, wpatrując się w drzwi.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Zaczęło mnie irytować, że Gabriel wpatruje się we mnie z taką intensywnością. Westchnęła, rozciągając się na łóżku. Położył się obok mnie, podparty na łokciu. Przynajmniej wyjaśniło się czemu tak od razu, z miejsca mu zaufałam, czemu rozumieliśmy się bez słów i przede wszystkim dlaczego, mimo że był dość przystojny, ani odrobinę mnie nie pociągał. W końcu zebrał się na odwagę.
– Opowiesz mi o niej? – poprosił.
Naprawdę mu na tym zależało. Zrobiło mi się go żal. Nigdy nie będzie miał okazji jej poznać. Natomiast ja ją znałam i byłam przekonana, że nigdy w życiu nie porzuciłaby własnego dziecka. Musiało wydarzyć się coś naprawdę strasznego. Zdałam sobie sprawę, że ani przez moment nie poddawałam ich słów w wątpliwość. Nie, ja to po prostu wiedziałam. Czułam całą sobą, że Gabriel jest moim bratem, a Daniel Revis, ojcem. Właściwie byliśmy dość podobni. Te same kasztanowe włosy, jasna karnacja i szczupłe sylwetki. Tylko oczy miałam inne, ciemniejsze, tak jak mama.
– Dobrze, opowiem – zgodziłam się uśmiechając smutno.
Rozmawialiśmy. On opowiadałam mi o życiu z ojcem, a ja mu o mojej rodzinie, mamie i studiach. W dalszym ciągu bolało mnie mówienie o tym, jak umarła, ale z przyjemnością wspominałam szczęśliwe chwile z dzieciństwa. Teraz, kiedy nie żyła, do domu, do cioci i jej rodziny, właściwie nie miałam po co wracać.
– O co chodzi z tymi imionami? – spytałam, kiedy wkroczyliśmy na temat magii. – Twój… nasz… – poprawiłam się po chwili – ojciec wydawał się tym bardzo przejęty.
– Tak – przytaknął Gabriel. – Mieszkamy w krainie pomiędzy światami. Kiedy przekroczysz jej granicę, możesz spotkać wiele stworzeń, w których istnienie zapewne byś nie uwierzyła. Między innymi leśne duchy. To one nadają magom imiona. To imię ma moc i dopiero, kiedy je otrzymasz, możesz w pełni kontrolować magię. Nie powinno się ich zdradzać, imię, to głęboko skrywana tajemnica, która często daje władzę nad drugą osobą. Zazwyczaj zna je tylko mistrz, dzięki temu łatwiej chronić mu uczniów przed zrobieniem sobie krzywdy. Zdradzenie go komuś, to najwyższa oznaka zaufania.
– Ty też swoje otrzymałeś? – spytałam zaciekawiona.
– Tak – spojrzał na mnie poważnie. – Otrzymałem imię Kei, to znaczy obrońca, twoje imię, Eve, oznacza płomień.
Zaskoczył mnie.
– Skoro to tajemnica, to czemu mi je zdradziłeś?
Uśmiechnął się promiennie.
– Jesteś moją siostrą i już zdążyłaś zostać przyjaciółką – wyjaśnił łagodnie. – Poza tym ja znam twoje, uznałem, że to nie byłoby fair.
Cieszyłam się, że Gabriel tak o mnie myśli. Zawsze chciałam mieć brata, a on był spełnieniem marzeń. Rozmawialiśmy do późnej nocy, nawet nie zauważając, kiedy zasnęliśmy, wtulając się w atłasową pościel, na niegdysiejszym łóżku, naszej matki.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriel wyglądał przez duże, kuchenne okno. To było dziwne. Nie kojarzyłam, żebym z zewnątrz widziała jakiekolwiek okna. Musiały być jakoś dobrze ukryte… ale w dalszym ciągu ten fakt wydawał mi się niezwykły. Jak można było nie zauważyć tak dużego otworu, jak jasne, przepuszczające słoneczne światło okno? Podeszłam do chłopaka i również wyjrzałam. Na dworze stał nasz ojciec i jakiś obcy mężczyzna w dziwacznym, kolorowym ubraniu. Daniel rozmawiał z gościem przez krótką chwilę, a potem wszedł do kuchni, rozwijając list. Nie miałam pojęcia jak to zrobił. Przecież przed chwilą był na dole i dzieliły nas trzy piętra schodów… Postanowiłam się nad tym nie zastanawiać. To było dla mnie zbyt wiele. Przeczytał uważnie wiadomość, a treść skwitował skonsternowanym westchnieniem.
– To był posłaniec – wyjaśnił – wzywa nas do zamku.
– A co z Andżeliką? – zaniepokoił się Gabriel, odwracając od okna. – Przecież nie zostawimy jej samej…
Nasz ojciec wzruszył ramionami.
– Pojdzie z nami.
– Przecież nie może! Mistrzu! Nie wolno ci przyjmować uczniów! To wywoła zamieszki – zaprotestował chłopak.
Mężczyzna uśmiechnął się do nas wyraźnie z czegoś zadowolony.
– Nie pojedzie jako uczennica. Pojedzie jako moja córka – wyjaśnił.
– Ale… – zaprotestował Gabriel.
– Gabriel jest moim uczniem – wyjaśnił zwracając się do mnie. – Mało kto wie, że to również mój syn. Podjąłem taką decyzję, ponieważ obawiałem się, że nikt nie będzie brał pod uwagę jego osiągnieć, a jedynie oceniał Gabriela przez pryzmat moich. Myślę, że przedstawienie cię, to dobry pomysł. Sądzę jednak, że to wy, a przede wszystkim ty Andżeliko, musisz podjąć ostateczną decyzję.
Spojrzałam pytająco na Gabriela, ale on tylko wzruszył ramionami, uznałam więc, że nie ma nic przeciwko. Ja również nie miałam. Nie znałam tutejszej hierarchii i szczerze mówiąc nie specjalnie mnie obchodziła. Prędzej czy później i tak zamierzałam wrócić do domu.
– Dobrze, zgadzam się – odpowiedziałam pewnie.
– Doskonale, w takim razie wyruszymy jutro o świcie. Och i Andżeliko – zatrzymał się po drodze do tajemniczych, prowadzących wszędzie gdzie się chciało drzwi – zdaję sobie sprawę, że jestem dla ciebie obcym człowiekiem i nie oczekuję, żebyś tytułowała mnie ojcem. Kiedy jesteśmy sami, mów mi po prostu Daniel, ale publicznie, jeżeli będziesz chciała się odezwać, zwracaj się do mnie mistrzu. I nie zdziw się, kiedy inni będą tytułowali cię lady. Polityka to bardzo głupia, ale niestety w tym kraju niezwykle ważna gra i nie możemy sobie pozwolić na żadne faux pas.
Gabriel się roześmiał. Serdecznie i wesoło, rujnując poważny i surowy wydźwięk przemówienia naszego ojca. Objął mnie ramieniem.
– Nie martw się, ojcze, poradzi sobie, a jeżeli nie, zawsze będzie miała pod ręką mnie.
Daniel również się uśmiechnął. Z aprobatą skinął głową.
– Liczę na was – stwierdził, już bez dalszych dyskusji, wychodząc z pokoju.
Chłopak odetchnął.
– Wisisz mi przysługę – stwierdził ciągle rozbawiony – gdyby nie ja, skończylibyśmy na wykładzie o używaniu sztućców.
Również się do niego uśmiechnęłam. Byłam bardzo ciekawa tego „innego świata”.
– Będę o tym pamiętała – stwierdziłam.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wyruszyliśmy z samego rana. Ku mojej uldze nie musiałam wkładać żadnej wyszukanej sukni z szafy mamy, a jedynie bryczesy i zieloną tunikę oraz wełniany, krojony z koła, ciemnozielony płaszcz. Gabriel ubrany był w podobnym stylu, natomiast ubranie naszego ojca było całe czarne, nawet konia dosiadał karego. Klacz, na której jechałam, była niemal śnieżnobiała i sprawiała wrażenie bardzo łagodnej. Jechaliśmy bardzo spokojnie, a Gabriel, przez całą drogę, uczył mnie konnej jazdy. Właściwie nie było tak źle. Do miasta dotarliśmy późnym popołudniem. Poza wysokim, kamiennym murem obronnym, w niczym nie przywodziło mi na myśl historycznego średniowiecza. Wszędzie było pełno zieleni, a na klombach kwitły różnobarwne kwiaty. Budynki były praktyczne i estetyczne zarazem. Miały bielone ściany i sprawiały bardzo przyjazne wrażenie. Po kwadransie dojechaliśmy do kolejnego muru, a kiedy minęliśmy bramę, Gabriel wytłumaczył mi, że wjechaliśmy do wewnętrznego miasta. Kolejna brama wiodła już bezpośrednio na teren królewskiego pałacu. Kiedy ją minęliśmy i wjechaliśmy na plac, zostaliśmy otoczeni przez służbę. Pałac był niesamowity. Patrzyłam na niego z prawdziwym zachwytem. Przypominał konstrukcję rodem z baśni Disneya. Strzeliste wieże, kopuły, a wszystko to otoczone labiryntem ogrodów.
– Nigdy nie byłaś w Disneylandzie? – uśmiechnął się do mnie Gabriel, wyraźnie zauważając moje zdumienie.
– Nie, nie miałam okazji – stwierdziłam tym razem dziwiąc się temu, tak swobodnie mi się z nim rozmawia. – A ty… podróżujesz po dwóch światach? To tutaj normalne?
– My żyjemy pomiędzy nimi, na granicy. Czarodzieje często podróżują po obu światach, ale dla tych ludzi to nie jest normalne. Nie wiedzą o istnieniu innego miejsca. Znają tylko ich własny świat. Zupełnie tak samo jak ci ludzie, którzy mieszkają po drugiej stronie. Jak ty… – dodał nieco skrępowany.
– Teraz już wiem – zbyłam jego niepewność żartem.
– Tak i będziesz musiała się jeszcze sporo o tym miejscu nauczyć, żeby z nami zostać.
– Zostać? – zapytałam nieco zagubiona.
Spojrzał mi poważnie w oczy.
– Chyba nie planowałaś nas zostawić? Teraz, kiedy już się odnaleźliśmy…
– Mam studia i swoje życie… – wyjaśniłam niezbyt przekonana.
Może i Gabriel się cieszył z mojej obecności, ale wcale nie byłam pewna, czy ojciec mnie tu chce. Chłopak wzruszył ramionami.
– To nie problem. Ja również studiuję – stwierdził, czym zaskoczył mnie zupełnie. – Zacząłem w zeszłym roku. Wybrałem skandynawistykę, ponieważ ich legendy są bardzo bliskie rzeczywistości.
– Mówisz poważnie?
– Jak najbardziej – oznajmił, ale musieliśmy przerwać rozmowę, ponieważ Daniel ruszył za odzianym w granatową liberię mężczyzną.
W pałacu zostaliśmy zaprowadzeni do dużej, wyłożonej marmurem komnaty, w której stały suto zastawione stoły. Zostaliśmy posadzeni przy jednym z nich. Znalazłam się na miejscu, pomiędzy ojcem, a bratem. Ludzie na chwilę zamilkli, a potem zaczęli szeptać między sobą. Słyszałam uwagi o aroganckim zachowaniu Daniela, który nie zwracając uwagi na królewskie rozkazy, przygarnął sobie uczennicę. Wśród rozmów pojawiły się nawet niesmaczne żarty. Poczułam jak Gabriel cały się spiął. Pod stołem odszukałam jego rękę, a on mocno ścisnął moją dłoń. Czułam się w tym nieprzyjaznym miejscu zupełnie zagubiona, niczym mała dziewczynka. W pewnym momencie wszyscy ucichli i zaczęli się zrywać z miejsc. Do komnaty weszły cztery, odziane w piękne suknie, kobiety. Dwie z nich miały ciemne włosy i sprawiały wrażenie spokrewnionych.
– To królowa i jej córka – szepnął bardzo cicho Gabriel, ale widziałam, że jego wzrok wędruje w zupełnie innym kierunku.
Wpatrywał się w towarzyszącą im, jasnowłosą dziewczynę, w znacznie skromniejszej, zielonej sukni. Miała bladą cerę i wyglądała na bardzo delikatną. Postanowiłam, że później zapytam go kto to, choć wydawało mi się, że przynajmniej częściowo wiem, jaką odpowiedź od niego usłyszę. Zachwyt w jego orzechowych oczach mówił sam za siebie. Kiedy kobiety stanęły u szczytu stołu, wcale nie tak daleko od nas, do sali wszedł bogato odziany, postawny mężczyzna w średnim wieku, a ja tym razem, natychmiast domyśliłam się, że to właśnie jest król. Miał szpakowatą, czarną brodę i bardzo ciemne oczy, ale nie sprawiał wrażenia człowieka nieprzyjaznego, a wręcz przeciwnie, po tym, jak patrzyli na niego ludzie, byłam przekonana, że okaże się wręcz jowialny. Kiedy przywitał się i wszyscy z powrotem zajęli swoje miejsca, zwrócił się bezpośrednio do Daniela.
– Mistrzu, czy zechciałbyś przedstawić nam swoją uroczą towarzyszkę, gdyż od kiedy minęliście bramy, huczy o niej całe miasto – zdanie wypowiedziane zostało przyjaznym tonem, ale kryła się w nim również zawoalowana groźba.
– Oczywiście, wasza wysokość – Daniel wstał i skłonił się nisko. Gabriel spiorunował mnie wzrokiem, a ja zrozumiałam, że powinnam uczynić to samo. Dygnęłam, skłaniając głowę, na co ojciec, pełnym aprobaty gestem, położył mi dłoń na ramieniu. – Wasze wysokości, ludu Merony, przedstawiam wam moją córkę, lady Andżelikę Revis.
Wszyscy wpatrywali się w nas z niedowierzaniem, ale król skinął głową z aprobatą, a jego twarz ozdobił ciepły, szeroki uśmiech.
– Miło mi cię gościć na moim dworze, lady Andżeliko – odezwał się uprzejmie.
– Dziękuję, wasza wysokość – odpowiedziałam nieco speszona.
Usiedliśmy, salę znów wypełnił gwar, a ja byłam przekonana, że stanowię główny temat większości rozmów.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po posiłku Gabriel oprowadzał mnie po pałacu. Miejsce było przepiękne i niesamowite. Ósmy cud świata… tyle, że to nie był nasz świat… Wycieczkę zakończyliśmy w barwnym, różanym ogrodzie, gdzie rosły kwiaty o przeróżnych kolorach – od jasnego błękitu po głęboką czerń, a każda barwa miała swój własny, wydzielony fragment przestrzeni, dzięki czemu nie mieszały się ze sobą i usiąść można było na przykład w otoczeniu jedynie żółtych i herbacianych róż lub nieco dalej, wśród tych śnieżnobiałych. Efekt był niesamowity.
– Poczekasz tu na mnie? – poprosił Gabriel, który sprawiał wrażenie zadowolonego, z powodu, że mi się tutaj tak bardzo podoba. – Poszukam mistrza i sprawdzę czy niczego od nas nie potrzebuje.
– Dobrze – uśmiechnęłam się do niego promiennie, zagłębiając się w ogród, kiedy odszedł.
Podziwiałam właśnie niesamowite, fioletowe płatki kwiatu, który miał wyjątkowo intensywny, słodki zapach, kiedy usłyszałam za mną ciche kroki. Odwróciłam się, by ujrzeć, oddaloną ode mnie o kilka kroków, złotowłosą dziewczynę. Dygnęła uroczo.
– Czy nie przeszkadza ci moje towarzystwo, pani? – spytała nieśmiało.
Rozpoznałam w niej towarzyszkę księżniczki, w którą jak zaczarowany, wpatrywał się Gabriel i tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak się w jej towarzystwie zachować. Miałam tylko nadzieję, że nie zwróci uwagi na moje faux pas.
– Oczywiście, że nie – odpowiedziałam niezbyt przekonana.
Wyczuła moje wahanie i spuściła wzrok.
– Nazywam się Annaela – przedstawiła się cicho. – Chciałam tylko porozmawiać – szepnęła.
– Bardzo chętnie z tobą porozmawiam – uśmiechnęłam się do niej. – Przejdziemy się? – zaproponowałam.
Było to rozwiązanie idealne, ponieważ w ten sposób nie musiałyśmy na siebie wzajemnie patrzeć. Szłyśmy wśród zieleni i pięknych kwiatów, a ja czułam się bardzo nieswojo w tej dziwnej, pełnej napięcia, narastającej ciszy.
– Chciałam… – zaczęła znowu, wahając się. Jej głos był drżący i bardzo smutny. – Chciałam ci pani życzyć szczęścia i prosić cię, byś była dla niego dobra. Zasłużył na to. To…
Przez chwilę myślałam, że chodzi jej o mojego ojca, a potem, kiedy do mnie dotarło, co ona sugeruje, zatrzymałam się w miejscu. Również stanęła, patrząc na mnie zaskoczona.
– Dla kogo mam być dobra? – spytałam na wszelki wypadek.
– Dla panicza Gabriela – oznajmiła zmieszana – przecież wy pani…
Roześmiałam się, a gdy ujrzałam jak płoną jej policzki, zaczęłam śmiać się tylko jeszcze bardziej. Poczułam się paskudnie. Chyba coś wrednego tkwiło w mojej ironicznej naturze.
– Przepraszam, ja nie chciałam się z ciebie śmiać – wyjaśniłam szybko. – Chodziło mi tylko o to, że twoja sugestia, że ja i Gabriel jesteśmy razem, wydała mi się dość niedorzeczna.
Chyba nie zrozumiała do końca tego co mówię, ale dotarł do niej ogólny sens słów.
– Widziałam, jak trzymaliście się pani, za ręce i jak śmiał się gdy oprowadzał cię pani, po pałacu – wyrzuciła z siebie, spuszczając wzrok. – Wyglądaliście na szczęśliwych…
Bardzo żałowałam, że nie mogę jej powiedzieć o łączącym nas pokrewieństwie.
– To chyba moja wina, że tak to postrzegałaś – odezwałam się przepraszająco. – Tam skąd pochodzę, to zupełnie normalne zachowanie wśród przyjaciół, a Gabriel zna zwyczaje moich stron.
Jej niebieskie oczy roziskrzyły się światłem tysiąca gwiazd. Na twarzy dziewczyny malowała się nadzieja.
– Przepraszam – wydusiła z siebie w końcu. – Jestem bardzo głupia…
Uśmiechnęłam się do niej promiennie. Sprawiło mi dużą przyjemność to, że Gabriel jest zakochany z wzajemnością, a Annaela wydawała się być dość płochliwą, ale miłą dziewczyną. Chciałam powiedzieć jej coś miłego, w jakiś sposób okazać przyjaźń, ale w tym momencie w ogrodzie pojawił się mój brat. Stanął zaskoczony, wpatrując się w nas szeroko otwartymi oczami. Annaela natychmiast dygnęła przed nim wdzięcznie.
– Panie… – przywitała się, skłaniając głowę.
Widziałam, jak Gabriel krzywi się z niesmakiem, najwyraźniej nie przepadał za tym, że tak do niego mówiła, ale kiedy tylko dziewczyna podniosła głowę, jego twarz nie wyrażała już niczego.
– Witaj, Annaelo – przywitał się grzecznie. – Miło z twojej strony, że dotrzymujesz towarzystwa lady Andżelice – podziękował.
– To był dla mnie zaszczyt – oznajmiła dziewczyna, dygając ponownie i wyraźnie chcąc się oddalić.
– Zaczekaj! – zaprotestowałam. Obydwoje spojrzeli na mnie pytająco. – Idę teraz do… biblioteki – wymyśliłam na poczekaniu. – Gdybyś zamiast mnie mogła dotrzymać towarzystwa Gabrielowi – nie miałam pojęcia czy powinnam go jakoś tytułować – byłabym zobowiązana.
Rumieniec znów oblał jej blade policzki.
– Jak sobie życzysz, pani – odpowiedziała ledwo dosłyszalnym głosem.
Patrzyli teraz na siebie i chyba nawet nie zauważyli, że opuściłam różany ogród.