Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    wilcza natura

    Eliza, nieco tylko oszołomiona, posłusznie poszła za chłopakiem. Była szczęśliwa i nieufna zarazem. Nie mogła uwierzyć w to, że naprawdę mu na niej zależy. Na dodatek był jej przyjacielem i… chyba go kochała. To odkrycie ją oszołomiło. Kochała Etienne! Był wspaniały, zabawny, przystojny, inteligentny i nie tylko ją zauroczył, naprawdę się w nim zakochała! Weszli razem do mieszkania. Dziewczyna nieco speszyła się na widok przyglądającej im się obcesowo Violette.

    – I co, dowiedziałeś się o co chodzi? – zadrwiła. – Nie martw się – zwróciła się do Elizy – faceci to kretyni. Nigdy nie wiedzą w czym rzecz, taki już ich urok.

    – Nic się nie stało – odpowiedziała niepewnie dziewczyna. 

    Brunetka chwyciła Etienne za ramię.

    – Kładź się – rozkazała mu surowo. – Nie skończyłam. – Chłopak posłusznie ściągnął koszulę i położył się na brzuchu, na kanapie. – Właściwie to nie musisz się nawet przedstawiać – dodała lakonicznie w kierunku Elizy – od rana słucham tylko o tobie. – Dziewczyna spojrzała zaskoczona, a Etienne schował twarz między ramionami, burcząc coś niewyraźnie. – Stałaś się moim problemem – stwierdziła dobitnie. – Nie mam żadnego źródła mocy. Etienne nie chciał mnie nawet pocałować – dodała naburmuszona.

    Eliza sama nie wiedziała co ją podkusiła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że podeszła bliżej i zaczęła uważnie obserwować pracę Violette. Słowa również niemalże mimowolnie popłynęły z jej ust.

    – A czy to musi być mężczyzna? – zapytała.

    – Co masz na myśli? – zainteresowała się brunetka.

    – Może ja bym ci wystarczyła? – zadając to pytanie była już jednak bardzo speszona.

    – To ciekawa propozycja – stwierdziła Violette, uśmiechając się, uśmiechem kota, który za chwilę upoluje mysz.

    – Nie musisz nic robić – wtrącił ostro Etienne. – Ona jak zwykle przesada. Lubi podramatyzować.

    – Nie, w porządku. Jeżeli to ma ci pomóc – Eliza zwróciła się do Violette – to nie widzę żadnego problemu.

    Brunetka podeszła do niej. Jej ręce objęły Elizę w talii. Jej usta dotknęły ust dziewczyny. Błysnęło jasne światło. Violette odskoczyła jak oparzona.

    – O rany! – krzyknęła.

    Etienne przyglądał się zaniepokojony.

    – Co się stało? – spytała Eliza, która poczuła jedynie delikatne łaskotanie.

    – Niemalże mnie poraziłaś! Dziewczyno, ile ty musisz mieć w sobie mocy! – patrzyła na nią łakomym wzrokiem.

    – Zapomnij! – warknął Etienne.

    Violette nie traciła rezonu.

    – Tak, tak, to co dostałam starczy mi przynajmniej na tydzień… jeżeli nie dłużej. To lepsze od seksu – dodała zachwycona. – Znacznie lepsze!

    Co jakiś czas rzucając pełne uwielbienia spojrzenia Elizie, zabrała się z powrotem do pracy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza odetchnęła z ulga, gdy wreszcie zostali sami. Krępowały ją pożądliwe spojrzenia Violette. Teraz również spojrzała z zupełnie innej perspektywy na swojego wilka. Etienne był przecież starszy od niej i z pewnością znacznie bardziej doświadczony. Natomiast w jej życiu… był jej pierwszym chłopakiem, o ile oczywiście w ogóle nim był. 

    – O czym myślisz, maleńka? – zapytał siadając obok niej na kanapie. 

    – To nic takiego… – odpowiedziała z wahaniem, bojąc się, że w jakiś sposób odgadnie jej myśli.

    Przyjrzała się jego nowemu tatuażowi. Czarne, skomplikowane wzory, zdobiły jego bok. Były znacznie mniej zaczerwienione niż powinien być świeży tatuaż. 

    – Nie przejmuj się Violette. Ona jest w porządku. Ogólnie rzecz biorąc – dodał z przekąsem.

    Eliza uśmiechnęła się do niego. Postanowiła jednak na wszelki wypadek zmienić temat.

    – Szybko się goi – zauważyła.

    – Spełnia więc skutecznie swoją rolę – roześmiał się, obejmując ją ramieniem.

    Wtuliła się w niego delikatnie, mimo wszystko nie chcąc przypadkiem urazić podrażnionego miejsca. 

    – Co będziemy robić? – zapytała już zupełnie uspokojona.

    – Na co tylko będziesz miała ochotę – mruknął, przyciągając ja do siebie mocniej.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    To było dziwne. W poniedziałek, w jej klasie, pojawiło się dwóch nowych chłopaków. Byli szczupli i wysocy, o śniadej cerze. Nie byli jednak chudzi. Widać było po nich, że uprawiają jakiś sport. Zostali przedstawieni jako Grigorij i Dmitrij Aleksandriej. To było nazwisko, które nosił Etienne. Do tego, obydwaj, przypominali jego nieco młodszą wersję. Gdy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę, Eliza wyjęła z plecaka telefon i uciekła na boczną klatkę schodową, gdzie zazwyczaj było zupełnie pusto. Wolała nie dzwonić, żeby nie musieć mówić czegokolwiek na głos. Zaczęła więc pisać smsa. Nawet nie zauważyła, kiedy ktoś wyjął jej z ręki telefon. Spojrzała w górę, na rozbawioną twarz Grigorija lub Dymitra – nie była ich jeszcze w stanie odróżnić. Obojętnie skasował wiadomość.

     – Na twoim miejscu bym tego nie robił – wyjaśnił uprzejmie. – Lubimy niespodzianki – mrugnął do niej porozumiewawczo. – My wykonaliśmy swój ruch – dodał w dalszym ciągu rozbawiony. – Ciekawe co odpowie na niego Etienne. 

    Oddał jej telefon, ale wtedy w korytarzu pojawił się drugi chłopak. Płynnym ruchem przysunął się do Elizy i przyparł ją do ściany. Bez uprzedzenia i bez jej zgody, pocałował oniemiałą, coraz bardziej przestraszoną dziewczynę.

    – Zwariowałeś Dmitrij?! – warknął na niego jego brat, odciągając go w tył.

    Chłopak pozwolił się odsunąć, ale nie spuszczał z Elizy wzroku. Wyglądało na to, że ją ocenia.

    – Chciałem tylko sprawdzić czy naprawdę aż tak słodko smakuje – wyjaśnił z sarkazmem w głosie. – Może bym zrozumiał dlaczego było warto.

    Grigorij wyglądał na wściekłego i jakby nieco wystraszonego. 

    – Zabije nas za to – syknął cicho.

    – Mam nadzieję, że spróbuje – mruknął Dmitrij, odchodząc, nie oglądając się już więcej na Elizę. – Wtedy przynajmniej nie wywinie się od spotkania z nami.

    Drugi chłopak rzucił przepraszające spojrzenie, a potem zniknął za zakrętem korytarza, w ślad za swoim bratem. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza jeszcze nigdy do tej pory nie słyszała, żeby Etienne przeklinał, a w tej chwili to właśnie robił i to niezwykle siarczyście. Teraz naprawdę cieszyła się, że nie zdążyła mu opowiedzieć o pocałunku Dmitrija. Obawiała się, że wściekłby się jeszcze bardziej. 

    – Co oni tu do cholery robią?! – skończył swój niezbyt przyjemny monolog. – Uparte szczeniaki!

    – Z tego co mówili, to bardzo zależy im na spotkaniu z tobą… – ośmieliła się odpowiedzieć na jego retoryczne pytanie Eliza. – Kim oni są? To twoim bracia? Czemu chodzą do mojej szkoły?

    Pytań miała znacznie więcej. Etienne westchnął. Opadł na kanapę, a ona usiadła obok niego. 

    – Tak, to moi bracia, są bliźniakami, i nie powinno ich tu być. Opuścili swoją watahę, żeby pójść za mną. To nie jest dobrze widziane. Powiedziałbym nawet, że niebezpieczne. Na dodatek jeżeli oni tu są, to całkiem spora szansa, że pojawi się również reszta, a tego bym nie chciał – mruknął znacznie ciszej.

    Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. Chłopak jakby się opamiętał. Objął ją ramieniem.

    – Nie przejmuj się tym. Załatwię to. 

    – Spotkasz się z nimi? – spytała zaciekawiona.

    Przecząco pokręcił głową.

    – Nie mam takiego zamiaru.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Był piątek. Eliza nie miała pojęcia jak przeżyła cały tydzień w szkole. Dmitrij praktycznie chodził za nią krok w krok, nie dając jej spokoju. Czekał na nią nawet kiedy wchodziła do toalety. Milczący i ponury. Za każdym razem siadał z nią w ławce, co nie było trudne, ponieważ nie była zbyt towarzyska i zazwyczaj siadała sama. Odprowadzał ją również do domu, a ona wcale nie była przekonana, czy to dobrze, że dowiedział się gdzie mieszka. Niewiele mogła jednak na to poradzić. Jej kąśliwe uwagi czy wredne komentarze nic nie dawały. Dodatkowo nieco mu współczuła, widząc determinację – najwyraźniej naprawdę zależało mu na spotkaniu brata. Za to Grigorij był jego kompletnym przeciwieństwem. W rzadkich kontaktach z Elizą był zawsze miły i pogodny. Przeważnie jednak chodził gdzieś otoczony wianuszkiem dziewcząt. O dziwo koledzy również go uwielbiali. Teraz czuła prawdziwą ulgę, siedząc w pubie z Etienne u boku. Nie mówiła mu o tym prześladowaniu przez Dmitrija. Nie chciała go dodatkowo martwić. Nawet skrępowanie związane z poznawaniem nowych ludzi w tej chwili było dla niej prawdziwym wytchnieniem. Poznała ich tego wieczora wielu. Znajomi Etienne. Nie była nawet w stanie spamiętać wszystkich imion. Sama znała wcześniej jedynie Violette. Teraz pojawiły się jeszcze dwie inne dziewczyny i kilku chłopców – siedzieli tak porozrzucani i co chwila przychodził ktoś nowy, że nie była nawet pewna ilu. Mimo zawstydzenia i czucia się nieswojo, była w dobrym humorze. Etienne, jej chłopak – za każdym razem jeszcze smakowała to słowo, chciał, żeby poznali ją jego przyjaciele. To bardzo wiele dla niej znaczyło.

    – Pójdziemy potańczyć? – Violette spojrzała na nią sarnim wzrokiem. – Użyczyłabyś mi ociupinkę tej swojej cudownej energii kochana. Nie martw się, nie mam na myśli nic niewłaściwego i będę cię pilnowała – dodała na użytek siedzącego obok Elizy Etienne.

    Dziewczyna niepewnie skinęła głową i dała się brunetce wyciągnąć na oddalony kawałek od ich loży parkiet. Taniec sprawiał jej przyjemność. Przynajmniej przez chwilę. W lokalu leciały stare, rockowe kawałki. Takie jak najbardziej lubiła. Kiedy jednak spojrzała w stronę ich stolika, natychmiast poczuła ucisk w dole brzucha. Jedna z dziewczyn, równie urodziwych co Violette, nachylała się ku Etienne, coś do niego szepcząc. Była blisko, zbyt blisko. Eliza próbowała sobie tłumaczyć, że przecież nic złego nie robili, to jednak nie dawało żadnych rezultatów. Poczuła, jak Violette przyciąga ją do siebie.

    – Nie martw się skarbie – zamruczała cicho – ten chłopak jest tylko twój. Gdyby ktoś dla mnie tyle poświęcił, nie miałabym żadnych wątpliwości – dodała uśmiechając się konspiracyjnie.

    – Poświęcił? – nie zrozumiała Eliza.

    Violette otworzyła szerzej oczy, a potem skrzywiła się nieznacznie.

    – Ups… – wymsknęło jej się teatralnie. – Więc o niczym ci nie powiedział.

    – O czym miał mi powiedzieć? – dociekała dziewczyna.

    – Później porozmawiamy – wskazała jej głową ich stolik. Etienne już przy nim nie siedział, teraz szedł w ich stronę. Utwór zmienił się ze skocznego na wolny. W sam raz do przytulanego tańca. – Nie wydaj mnie – poprosiła, a potem oddaliła się od nich, pozostawiając ich sam na sam.

    Etienne, gdy tylko podszedł, natychmiast chwycił ją w objęcia. Jak cudownie było czuć jego ręce splecione wokół swojej talii! Oparła głowę o jego tors. Lubiła to, że był taki wysoki, że sięgała mu ledwie do ramienia. Postanowiła, że nie zapyta. Jeżeli będzie chciał, to sam jej powie. Wiedziała jednak, że nie da rady przezwyciężyć ciekawości, a ona zmusi ją do rozmowy z Violette. To jednak w tym momencie zupełnie nie miało znaczenia.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Czuła się szczęśliwa jak nigdy dotąd. Miała ochotę śpiewać i tańczyć, od czego z trudem się powstrzymywała, żeby nie obudzić babci i Jarka. Etienne odprowadził ją do domu grubo po północy. Przez całą drogę obejmował ją ramieniem, później znów się całowali. Rozmarzona Eliza we wspomnieniach ponownie smakowała każdą, wspólnie spędzoną z chłopakiem chwilę. Żyła w bajce. Zdjęła kurtkę oraz buty i wspięła się po schodach do swojego pokoju na poddaszu. Była wykończona i marzyła o tym, by jak najszybciej pójść spać, zwłaszcza, że sen przybliży jej moment gdy znów będzie mogła zobaczyć Etienne. Kiedy otworzyła drzwi natychmiast poczuła, że coś jest nie tak. Ktoś był w środku. Chciała krzyknąć, ale nie zdążyła. Przypadł do niej jednym susem i zasłonił jej dłonią usta. Był niesamowicie wręcz szybki.

    – Nie krzycz! – usłyszała cichy, aż nazbyt znajomy głos Dimitra. – Nie zrobię ci krzywdy, chcę tylko porozmawiać. Nie będziesz krzyczała? – upewnił się zanim ją wypuścił.

    Jej oczy płonęły. Nie miała pojęcia czemu, ale w ogóle się go nie bała. Być może instynktownie czuła, że nie mógłby jej skrzywdzić, w końcu była pod ochroną Etienne, a może to nie było to. Dimitrij miał ponurą i zaciętą minę, ale ona wyczuwała od niego zupełnie inne emocje. Był zdesperowany, pozbawiony nadziei i… przerażony. 

    – Co robisz w środku nocy, w moim pokoju? – zapytała zirytowana. – Czy to nie mogło poczekać do poniedziałku?

    Przecząco pokręcił głową. Zrezygnowany opadł na stojącą w rogu, niewielkich rozmiarów, czarną kanapę.

    – Nie, ponieważ wtedy śledzi nas Etienne. Chcę porozmawiać tylko z tobą.

    – Jak to? – zdziwiła się dziewczyna.

    – Nie widziałaś go? – Dimitr uśmiechnął się z przekąsem. – Przybiera postać wilka i nie odstępuje nas na krok. 

    – Nie ważne – stwierdziła, nie chciała teraz tego roztrząsać. – Mów co masz do powiedzenia i wynoś się z mojego domu.

    Przyjrzał się jej uważnie, a potem skinął głową.

    – Nie wiem ile powiedział ci mój brat, ale opuścił swoją watahę. Ty byłaś powodem. Łączy nas więź i niewykonywanie rozkazów nie jest możliwe. On jednak znalazł jakiś sposób, żeby tego nie robić. Ja i Grigorij poszliśmy za nim – mówił z przejęciem, jakby to co zrobili przeżywał do tej pory. – Początkowo chcieliśmy go nakłonić, żeby wrócił, a nasz Alfa nie miał nic przeciwko temu. Etienne chował się przed nami, ciągle nas myląc i zmieniając swoje miejsce pobytu. Sytuacja się jednak zmieniła – kontynuował. W pewnym momencie, pełnym powagi wzrokiem spojrzał Elizie w oczy. – Wataha już nie chce, żeby powrócił. Teraz chcą go zabić. Błagam cię – jego spojrzenie stawało się coraz bardziej natarczywe – musimy z nim w jakiś sposób porozmawiać, a tylko ty jesteś nam w stanie to umożliwić.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Była niewyspana ponieważ tej nocy nie potrafiła zasnąć. Zbyt wiele miała do przemyślenia. Martwiła się. Dlaczego tak bardzo im zależało na spotkaniu z Etienne? Czy nie mogli go ostrzec w jakiś inny sposób? Może planowali zastawić na brata jakąś sprytną pułapkę, w której to ona odgrywała rolę przynęty? Tylko po co? I dlaczego Dimitrij był tak bardzo przejęty?

    – Coś się stało? – spytał nieco zaniepokojonym głosem Etienne, który jakimś magicznym sposobem zawsze wiedział, kiedy czymś się martwiła.

    Odruchowo przecząco pokręciła głową, kiedy jednak usiadł obok niej, żeby ją do siebie przytulić, kiwnęła potakująco. 

    – Twoi bracia, zwłaszcza Dimitr, bardzo nalegają na spotkanie. 

    Wzruszył ramionami.

    – Nie zmierzam się z nimi spotykać, ani tym bardziej wracać do Kirgistanu.

    – Jest coś jeszcze – mruknęła cicho, a on pytająco podniósł na nią wzrok. – Dimitr mówił, że nie chcą, żebyś wrócił. Podobno chcą twojej śmierci… Martwię się o ciebie – szepnęła dziewczyna, wtulając się w niego coraz mocniej. 

    Wyglądał na zaskoczonego. Coś było nie tak. Bardziej niż nie tak. 

    – Jeżeli tak bardzo im zależy, to spotkam się z nimi – niemalże warknął – ale z pewnością nie będzie to miła, rodzinna rozmowa.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    W tym roku to były pierwsze, naprawdę chłodne dni. Eliza wracała ze szkoły w płaszczu, otulona ciepłym szalikiem, przyzwyczajona już do ciągłego towarzystwa Dimitriego. W pewnym momencie jednak chłopak gwałtownie się zatrzymał. Spojrzała na niego zakłopotana.

    – O co chodzi? Dzisiaj nie planujesz iść ze mną pod same drzwi?

    Przecząco pokręcił głową.

    – Coś jest nie tak – mruknął.

    – Dimitr? – przyjrzała się jego zaniepokojonej twarzy.

    – Uciekaj! – rozkazał krótko, popychając ją naprzód, ale było już za późno.

    Ktoś – postać, która pojawiła się znikąd – chwycił ją od tyłu za ramiona. Mimo że nikt przy nim nie stał, chłopak opadł na kolana, z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. Dopiero teraz Eliza zauważyłam czerwony samochód, który stanął tuż przy krawężniku, a jego pasażer zapraszająco otworzył drzwi. Spróbowała się wyrwać, ale jej opór był bezsensowny. Została wepchnięta do auta, ktoś zatrzasnął za nią drzwi, a potem samochód ruszył z piskiem opon.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Etienne nie miał ochoty na uprzejmości. Nie chodziło o to, że nie lubił swoich braci. Było wręcz przeciwnie. Martwił się o ich bezpieczeństwo i dlatego nie chciał, żeby utrzymywali z nim jakikolwiek kontakt. Byli częścią watahy, on sam już nie. Czegoś się jednak musieli dowiedzieć i na przekazaniu informacji starszemu bratu zależało im bardziej niż na własnym życiu. Stali na przeciwko siebie, na placu z wysoką, okrągłą fontanną. Grigorij wpatrywał się w niego intensywnie szarymi oczami. 

    – Gdzie Dimitr? – zapytał Etienne bez żadnych wstępów, mimo że nie widzieli się już od dłuższego czasu.

    – Troszczy się o twoją dziewczynę – wzruszył ramionami Grigorij.

    I wtedy właśnie Etienne to poczuł. Strach. Panikę. Niebezpieczeństwo. Jego twarz pobladła, oczy pociemniały z gniewu.

    – Ty dupku! Wystawiliście mnie! Co oni chcą z nią zrobić? Do czego jest im potrzebna?

    Grigorij wzruszył tylko ramionami, nie odpowiadając. Na miejscu Etienne stał już jednak potężnej postury wilk, który rzucił się na chłopaka. Chwilę później drapieżniki były już dwa. Turlały się po kocich łbach, w dzikich, pełnych kłów i pazurów zapasach. Walka nie trwała długo. Chwilę później Ertienne trzymał zęby na karku brata.

    GDZIE ONA JEST?! DO CZEGO IM POTRZEBNA?! – wrzasnął w myślach, tak jak porozumiewają się wilki, a Grigorij zaskomlał z bólu, spowodowanego siłą tego przesłania.

    Do niczego – przyszła słaba odpowiedź. Wilk patrzył na drugiego błagalnym, szklistym z bólu wzrokiem. – Chcą ciebie, a nie jej.

    Doskonale – warkot, który wydobył się z gardła Etienne mroził krew w żyłach – w takim razie mnie dostaną. W całej okazałości.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    To chyba była jakaś piwnica. Eliza drżała z zimna. Po prostu ją tu zostawili, przy nikłym, bladym świetle słabej żarówki. Mężczyźni i młodzi chłopcy, którzy poruszali się niemalże jak roboty. Nikt nie odezwał się do niej ani słowem. Nie miała pojęcia ile czasu minęło – może pół godziny, może dłużej, ale dla niej były to całe wieki. W końcu otworzyły się niewielkie, okute metalem drzwi. Zanim jednak zdążyła wstać z podłogi, coś – a może raczej ktoś – zostało wepchnięte do środka, a one ponownie się zamknęły. Szary wilk zaskomlał cicho. Był w koszmarnym stanie. Jego futro przesiąkło krwią. Wszędzie widać było ślady ugryzień i zadrapań. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, bo nie był to Etienne. Natychmiast jednak poczuła wyrzuty sumienia.

    – Dimitr? – zapytała cicho, coraz bardziej przerażona.

    Zwierzę spróbowało się podnieść, ale znów opadło na podłogę. Delikatnie dotknęła splątanego futra, a on przysunął się do niej bliżej. Zmarznięta i zrezygnowana oparła się o ścianę, kładąc sobie jego łeb na kolanach. Nie miała pojęcia dlaczego ich tu trzymają, ani co z nią planują zrobić. Wiedziała jednak na pewno, że nie będzie to nic miłego.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Etienne z całej siły uderzył pięścią w ścianę. Violette popatrzyła na niego, w zabawny sposób przekrzywiając głowę niczym małym ptaszek.

    – Czy ten dom coś ci zrobił? To jakaś uraza osobista? – zapytała lekko rozbawiona.

    – Nawet nie próbuj mnie denerwować – wycedził przez zaciśnięte zęby.

    – To już ci nie grozi – odparła, nieco poważniejąc. – Uważam jednak, że im szybciej przestaniesz się złościć, tym szybciej będziemy mogli działać.

    Chłopak warknął, wilczym warkotem.

    – Czegokolwiek bym nie zrobił, jej groziło będzie niebezpieczeństwo! Co gorsza zdradzili mnie moi właśni bracia! Czego ty do cholery ode mnie oczekujesz?

    Teraz Violette zrobiła się już zupełnie poważna i… lodowato zimna. Obrzuciła go chłodnym, władczym spojrzeniem. 

    – Możemy być przyjaciółmi, ale jeżeli chcesz naszej pomocy – odezwała się chłodno – będziesz musiał zaakceptować moje warunki. W innym wypadku nie kiwnę nawet palcem – zagroziła.

    Etienne, niczym skarcony psiak, posłusznie opadł na kanapę. 

    – Dobrze – wycedził – jeśli trzeba, zrobimy to po twojemu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Nigdzie nie było Dimitra, mimo że wszędzie go szukał. Całym sobą odczuwał również niezadowolenie swoich towarzyszy. Ich nowy przywódca, Drakas, nie wzbudzał powszechnej sympatii. Wygrał jednak w uczciwej walce, zabił ich poprzedniego alfę, Wadima, który był już zresztą starszym człowiekiem i dawno temu nadeszła jego pora, ale mimo podeszłego wieku przywodził stadu z powodu ogólnego szacunku, jakim go wszyscy darzyli. Nikt nie rzucił mu wyzwania, nie dlatego, że nie mógł, a dlatego, że nikt tego robić nie chciał. Wadim sprawdzał się w roli przywódcy. Miał to we krwi. Był surowy, ale zawsze sprawiedliwy, a do tego rządził mądrze. Drakas stanowił jego konkretne przeciwieństwo. Okrutny i bezlitosny, a gdyby zaszła taka potrzeba, nie zawahałby się przemocą wymusić posłuszeństwa. Jednak cała wataha, którą z alfą łączyła magiczna więź nie miała wyboru. Musieli mu być posłuszni. Nawet wtedy, gdy zdecydował się opuścić rodzinny kraj, którego granic mieli obowiązek strzec. Nawet wówczas, gdy Gregorij miał ścigać i sprowadzić z powrotem do stada własnego brata. Nie miał pojęcia jakim cudem Etienne udało się obejść magiczną zależność. Dał by jednak naprawdę wiele, żeby się tego dowiedzieć. 

    Otworzył solidne, dębowe drzwi do jednego z pokoi, w domu, w którym obecnie mieszkali. Była to spora posiadłość, znajdująca się na obrzeżach miasta, a on sam wolał nie wiedzieć co stało się z ludźmi, którzy tu wcześniej mieszkali. Trzech, siedzących wygodnie w skórzanych fotelach mężczyzn, natychmiast przerwało rozmowę, gdy tylko się pojawił. Wbił paznokcie w dłoń, by zmusić się do okazania należnego przywódcy szacunku. 

    – Etienne jest znacznie silniejszy ode mnie, nie udało mi się go przyprowadzić – oznajmił krótko. 

    Stało się dokładnie to na co liczył, gdy został zmuszony by wykonać ten rozkaz.

    – Nie szkodzi – chłodny uśmiech pojawił się na przystojnej twarzy jednego z mężczyzn. – Mamy to czego chcieliśmy. Etienne przyjdzie do nas sam.

    Grigorij pobladł. Dopiero teraz dotarł do niego sens słów brata. Przynęta. Chodziło im o zdobycie przynęty. Czy zmusili Dimitra do tego by ją porwał?

    – Gdzie jest mój brat? – odważył się zapytać.

    Uśmiech zniknął z twarzy Drakasa, zastąpiony błyskiem okrucieństwa w oczach.

    – Twój brat jest zdrajcą i zostanie stracony – oznajmił krótko.  

    Teraz twarz Grigorija stała się niemalże trupioblada. 

    – Niemożliwe – wyszeptał i nie chodziło o to, że Dimitrij nie byłby do tego zdolny… nie byłby, bo nie pozwoliłaby mu magia.

    – Czy ty również pragniesz do niego dołączyć? – zapytał tamten, niemalże uprzejmie.

    Grigorij pokręcił głową, powoli się wycofując.

    – Czy to wszystko? – zapytał niemalże błagalnie, a kiedy Drakas skinął głową, niemalże wybiegł z pokoju, a potem z domu, po drodze zmieniając swoją postać.

    Jeżeli spróbuje coś zrobić – cokolwiek, magia po prostu go powstrzyma. Jednak jego obydwaj bracia znaleźli jakiś sposób. Jemu więc również musi się to udać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Minuty, godziny, możliwe, że cała noc… nie miał pojęcia ile to już trwało. Nabrał wystarczająco wiele siły, by przemienić się w człowieka. Jakiś czas temu przytulił do siebie drżącą z zimna dziewczynę, a ona ufnie usnęła w jego ramionach. Miał mętlik w głowie. Nie rozumiał co właściwie się stało. Poprosił, a właściwie zmusił, Elizę, żeby namówiła Etienne na spotkanie z nimi. Miał złe przeczucia. Rozdzielili się i Grigorij poszedł porozmawiać z bratem, a on sam został, żeby pilnować dziewczyny. Tylko, że z jakiejś przyczyny wtrąciło się jego stado. Wiedział, że ścigają Etienne, dlaczego jednak chcieli czegokolwiek od Elizy? Obrona ludzi była jedną z ich najważniejszych zasad, a w żyłach tej dziewczyny, choć tylko połowicznie, płynęła Kirgiska krew. Nie powinno więc grozić jej żadne niebezpieczeństwo ze strony watahy – nie ważne jak bardzo zirytowanej zachowaniem Etienne. Poza tym kiedy ją porwali i uwięzili, on sam się sprzeciwił. To było coś zupełnie abstrakcyjnego. Po prostu nie mieli wyboru, magiczna więź im go nie pozostawiała. Musieli wykonywać rozkazy swojego przywódcy, ale jego z jakiejś przyczyny już to nie dotyczyło. Wcześniej ta więź mu nie przeszkadzała, ale teraz, gdy alfą został Drakas, najchętniej by uciekł, tak jak zresztą pozostali. W tym wypadku jednak smak wolności okazał się niezwykle gorzki. Poza tym – z westchnieniem spojrzał na śpiącą w jego ramionach dziewczynę – nigdy by jej tutaj nie zostawił. Wiedział, że będzie jej bronił, nawet za cenę własnego życia.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Przestraszona otworzyła oczy. Dopiero po chwili przypomniała sobie gdzie się znalazła. Musiała przysnąć. Dimitr! Pomyślała, że to okropnie egoistyczne cieszyć się z tego, że on tu jest, ale mimo wszystko się cieszyła. Przynajmniej nie tkwiła w tym sama. Czasami zdarzało się, że bała się zasypiać bez włączonej lampki nocnej, a co dopiero siedzieć sama w ciasnej, mrocznej piwnicy… Zadrżała na samą myśl, przysuwając się do chłopaka jeszcze bliżej. Do niedawna to właśnie jego się bała, teraz pomyślała, że było to absurdalne. Był przecież tak podobny do Etienne… nie tylko z wyglądu, ale też z charakteru, choć może Dimitr nie był tak pełen dobrego humoru… był też bardziej milczący i zamknięty w sobie. Nie miała jednak pewności czy Etienne również by taki przy niej nie był, gdyby nie to co wydarzyło się gdy miała niecałe dziesięć lat. To zdecydowanie Grigorij był spośród bliźniaków duszą towarzystwa. 

    – Obudziłaś się? – usłyszała cichy, nieco zachrypnięty głos.

    – Przepraszam, że zasnęłam – odpowiedziała z lekkim poczuciem winy.

    Nie była pewna czy Dimitr prychnął czy się roześmiał. 

    – Nie przejmuj się – mruknął – jeśli jesteś zmęczona to śpij. Nie wiadomo ile spędzimy tu czasu, ani co czeka nas później.

    Delikatnie dotknęła jego podrapanej twarzy. Czy tylko jej się wydawało, czy wyglądał znacznie lepiej niż wtedy, kiedy zasypiała? 

    – Nic ci nie zrobili? – zapytała z troską.

    Przecząco pokręcił głową.

    – Szybko się regeneruję – stwierdził. – Szybciej nawet niż pozostali.

    – Czego od nas chcą? – zapytała.

    Wzruszył ramionami, czego natychmiast pożałował, na chwilę najwyraźniej zapominając o tym, jak bardzo jest obolały. 

    – Wydaje mi się, że porwanie ciebie uznali za najlepszy sposób na to, by dopaść mojego brata. Dlaczego jednak tak bardzo zależy im na tym, żeby pozbyć się Etienne, szczerze nie mam pojęcia. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Przyjaciele czasami go naprawdę mocno irytowali, ale teraz, z całego serca, cieszył się, że ich ma. Violette, Katie i Maura były najpotężniejszymi czarownicami, jakie znał. W żyłach niebywale przystojnego Nikodema płynęła krew wodników, dzięki czemu mógł rzucać na ludzi urok – dosłownie. Rafał i Kamil byli natomiast wojownikami, najprawdopodobniej nieślubnymi synami jakiegoś mitycznego bóstwa czy to z mitologii nordyckiej, a może greckiej… nigdy o tym nie mówili, ale to nie miało znaczenia. Żaden człowiek nie dorównałby im siłą, a on tylko miał nadzieję, że dotyczyło to będzie również wilków. Jedno było pewne – miał niewielką, prywatną armię, której generałem była bezwzględna i nieustraszona Violette. Nie chciał jednak narażać przyjaciół i, mimo że wiedział iż bez wahania go wesprą, miał szczerą nadzieję, że do walki z ponad trzydziestoosobową watahą wilków nigdy nie dojdzie, nawet jeśli byli na nią gotowi.

    Note