Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Ian

    Ona zwyczajnie go dręczyła! Prześladowała! Była jak cień. Najdziwniejsze było jednak to, że najwyraźniej nic od niego nie chciała. Chodziła za nim już od tygodnia, niczym stalker. Czasami z nim rozmawiała, a innym razem po prostu siedziała w milczeniu lub coś czytała. Gdyby uznał, że cośkolwiek do niego miała… gdyby się w nim chociaż zadurzyła, ale nie… Oficjalnie została dziewczyną Cola i żadne z nich nie ukrywało, że stanowią parę. Dlaczego więc tak usilnie szukała jego towarzystwa? Tęsknił za swoją samotnością, unikaniem ludzi, ale z drugiej strony… tak naprawdę mu nie przeszkadzała. Nie narzucała się nachalnie, nie zagadywała go na siłę, zawsze była aż nazbyt szczera. Intrygowała go. Była zagadką nie do rozgryzienia. I ani trochę nie obrażała się, kiedy nazywał ją wariatką. Teraz siedziała na trybunach, od czasu do czasu podnosząc wzrok znad książki i patrząc jak biegał. Zniszczone dżinsy, wyciągnięta szara bluza, stanowiły najwyraźniej jej ulubiony zestaw. Do tego znoszone trampki… perfekcyjna dziewczyna! Dziwił się, że Colowi to wcale nie przeszkadzało. Była bardziej jak chłopak. Zupełnie inna od tych, z którymi się wcześniej spotykał. Ian podziwiał jej odwagę. Pokazywać się tak w gronie dziewczyn, które były jak żmije. To zdecydowanie wymagało odwagi. Dodatkowo zupełnie nie przejmowała się tym co o niej mówią, a plotek było wiele od kiedy zaczęła chodzić z Colem. Chłopak nie miał pojęcia co o niej myśleć i to prześladowało go jeszcze bardziej niż jej stała obecność.

    – Znowu na mnie czekasz? – spytał, przysiadając się do niej na trybunach i niemal duszkiem wypijając butelkę wody.

    – Tak – uśmiechnęła się, jakby chciała go nagrodzić za to, że wreszcie zrozumiał.

    Westchnął.

    – Czemu to robisz? – spytał kolejny raz.

    Wzruszyła ramionami. Jak zwykle. Jednak za każdym razem jej odpowiedź była inna. Tym razem uśmiechnęła się do niego łobuzersko. Niebieskie oczy radośnie się zaiskrzyły.

    – Może po prostu cię lubię? – ni to stwierdziła, ni zapytała.

    Roześmiał się, rozbrojony. Czy on sam ją lubił? Właściwie to chyba tak, a to zdumiewało go jeszcze bardziej. W pewnym momencie pobladła. Mocno chwyciła się krawędzi ławki, na której siedziała. 

    – Nic ci nie jest? – zapytał zaniepokojony.

    W jej oczach zobaczył panikę.

    – Cole! Zadzwoń po Cola! Niech tu przyjdzie – szepnęła.

    – Teraz? – zdziwił się Ian, wiedząc, że jego przyjaciel ma dodatkowe zajęcia. – Jest zajęty. Ja ci nie wystarczę? – zażartował.

    Spojrzała na niego. Zupełnie poważnie.

    – Nie – odpowiedziała ostro.

    Zadzwonił. Naprawdę spełnił jej idiotyczne polecenie! Natomiast Cole, zamiast się zirytować, przybiegł w ciągu niecałych pięciu minut. 

    – O co chodzi? – zapytał zaniepokojony, siadając obok Laury i czule obejmując ją ramieniem.

    Przyciągnęła go do siebie, pocałowała. Ian patrzył na nich poirytowany. Kiedy już zbierał się, żeby sobie iść i dać im spokój, ona przerwała pocałunek. Uśmiechnęła się.

    – Dziękuję, że przyszedłeś – stwierdziła – możesz już iść.

    – Ale… – zaczął niezbyt przekonany Cole.

    Jej twarz spoważniała. Przestała się uśmiechać. Wstał. Pocałował ją w skroń. 

    – Daj znać, jeżeli będziesz mnie potrzebowała. – Uśmiechnął się do niej łagodnie. Ian nie poznawał tego uśmiechu. Nie miał nic wspólnego z aroganckim, leniwym, uśmiechem Cola, który podrywał dziewczyny. – Nawet w środku nocy.

    Nie ironizował. On mówił zupełnie serio. Cole był gotowy rzucić wszystko co właśnie robił i przybiec, nawet tylko po to, żeby ją pocałować. Gapił się na niego, do czasu aż tamten nie zniknął z pola widzenia.

    – Co to było? – zwrócił się do Laury wściekłym tonem. – Testujesz go w jakiś sposób?

    Spojrzała poważnie na Iana. Wyglądała zupełnie normalnie. Nie była również jakoś specjalnie zadowolona. W jej oczach nie było śladu drwiny.

    – A jaka odpowiedź cię zadowoli? – spytała.

    – Żadna – odparł po chwili zastanowienia.

    – Więc może po prostu nie pytaj, skoro z góry zakładasz, że i tak nie zrozumiesz.

    Znowu był na nią wściekły. Jego uczucia względem tej dziewczyny zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zerwał się z ławki. Chciał odejść, ale zdał sobie sprawę, że wstała za nim. No tak, ona nie funkcjonowała jak normalna osoba… Jego humory spływały po niej jak woda.

    – Dokąd idziemy? – zadała pytanie, a brzmiało to, jakby pytała jedynie z uprzejmości.

    Westchnął cierpiętniczo. Gdyby chciał się jej pozbyć, musiałby chyba ją przywiązać. Gdziekolwiek nie pójdzie ona i tak się tam wprosi. Nie przychodziło mu do głowy żadne inne wyjście, jak tylko odpowiedzieć.

    – Do nas do domu, zamówimy sobie pizzę. 

    – Ok. Super. Jestem głodna – nagrodziła go tym swoim irytującym uśmiechem, którym potwierdzała, że traktuje każdego faceta, niczym szczeniaczka.

    Wzniósł oczy ku niebu. Co złego w życiu zrobił, że to właśnie jego coś takiego spotyka?!

    Cole

    Był zazdrosny. Cholernie zazdrosny! I jednocześnie nie mógł pokazać tego Laurze. Instynktownie czuł, że nie byłaby zadowolona. Jednak coś musiał zrobić! Dlaczego ona tyle czasu spędzała w towarzystwie Iana? Przecież miała jego, Cola, a on poświęciłby dla niej każdą wolną minutę. Teraz ona i ta jej przyjaciółka… jak jej tam? Emma? Ella? Nie ważne zresztą… Ona i jej przyjaciółka oglądały ubrania w centrum handlowym, a on sam starał się być cierpliwy, czekając na swoją dziewczynę. Czuł, że wariuje. Wariował na jej punkcie. Nigdy mu się jeszcze coś takiego nie zdarzyło. Teraz wiedział, jak to się dzieje, że ludzie wariują z miłości. Wreszcie to zrozumiał. On sam był gotowy zachowywać się jak szaleniec. Dla niej. Irytowało go to, że inni mężczyźni na nią patrzą. Nienawidził, kiedy się do kogoś uśmiechała. Na początku nie podobały mu się jej wyciągnięte, znoszone ubrania, ale teraz był za nie wdzięczny losowi. Dzięki temu przynajmniej nie mogli na nią patrzeć, oglądać jej taką, jaka była. On mógł. 

    – Ostatnio często się zamyślasz – stwierdził Ian, pochłaniając kolejnego cheeseburgera. 

    Cole wzruszył ramionami.

    – Mam co rozważać – stwierdził udając obojętność.

    Przyjaciel drażnił go samą swoją obecnością. Ostatnio irytowały go nawet podchodzące po autograf dziewczyny, mimo, że Laura najwyraźniej nie była o nie ani trochę zazdrosna. To wkurzało go jeszcze bardziej. 

    – Tak, rzeczywiście – prychnął Ian, ale nie zdążył już nic powiedzieć, bo wróciły dziewczyny.

    On jednak widział tylko Laurę i jej cień. Ta druga, mimo, że kiedyś uznałby ją za całkiem ładną, była wyblakła na jej tle. Właściwie nikt i nic innego oprócz niej mogłoby nie istnieć. Natychmiast zabrał od niej niewielkie reklamówki, które niosła. Była cudowna. Jasne, falujące włosy, chabrowe oczy, różane usta. Z trudem powstrzymał się od jęku rozkoszy, kiedy usiadła mu na kolanach. Wdychał cudowny, kokosowy zapach szamponu, którym myła włosy. Wokół niej roztaczała się delikatna woń bzu, a on był dumny, że używała zapachu, który jej sprezentował. Oplotła ramionami jego szyję i pocałowała go w usta. Żarliwie odwzajemnił jej pocałunek. 

    – Mhm – przerwała im jej przyjaciółka. – Nie jesteście sami – oznajmiła, kiedy Laura przestała go całować, by spojrzeć na nią.

    Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie.

    – Przepraszam – mruknęła – stęskniłam się za Colem.

    Poczuł przyjemne mrowienie i ciepło w środku. Tak! Stęskniła się za nim. Nagle przyszło mu do głowy, że jest żałosny. Czy tak właśnie zachowują się zakochani ludzie? Paranoja! Nic jednak nie mógł na to poradzić. 

    – Jak zakupy? – spytał Ian, chyba tylko po to, żeby przerwać krępującą ciszę.

    – Elena to zakupoholiczka – uśmiechnęła się do przyjaciółki Laura. Wskazała na siatki. – Ubrała nie tylko siebie, ale i mnie. Przez najbliższy miesiąc mogę chodzić codziennie w czym innym – westchnęła, udając cierpienie.

    Ten jej cudowny uśmiech!

    – Przesadzasz – zarumieniła się tamta.

    Wzrok Laury już jednak błądził gdzie indziej. Patrzyła na słup z kolejką, która wjeżdżała pod sam sufit centrum handlowego, a potem gwałtownie spadała w dół. Zerwała się z kolan Cola. Obeszła stolik.

    – Chcę na to iść – chwyciła rękę Iana – chodź ze mną! Elena stanowczo odmówiła.

    Chłopak przewrócił oczami, ale posłusznie wstał. Cole poczuł jak coś mrozi go w środku. Miał ochotę przyłożyć Ianowi, tu i teraz. Cholerny drań! Jak on śmiał podrywać jego dziewczynę?! Wpatrywał się złym wzrokiem, w ich plecy, kiedy kupowali bilety, a potem rozmawiali czekając na swoją kolejkę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Elena coś do niego mówi. Zmusił się do słuchania jej słów. Laura nie byłaby zadowolona, gdyby ignorował jej przyjaciółkę. 

    – Genialnie wyszedł wam ten ostatni koncert – ciągnęła dziewczyna. – Wszyscy byli pod wrażeniem. Zwłaszcza twojej nowej piosenki – dodała, jakby nieco zawstydzona.

    Chyba pierwszy raz rozmawiała z nim sam na sam. Cole miał już dosyć pochwał i komplementów. Zawsze to samo. Rzygał nimi, ale robił dobrą minę, do złej gry. Nagle przyszło mu coś do głowy. Pomysł, dzięki któremu odrobinę więcej czasu spędzi z Laurą.

    – Może przyjdziecie jutro do nas na próbę? – uśmiechnął się czarująco. Laura by odmówiła, ale Elena ją przekona. Był tego pewien. – Potem popływamy w basenie, czy coś takiego.

    Jego dziewczyna w kostiumie kąpielowym wydała mu się cudownym pomysłem. Z trudem powstrzymał mruknięcie zadowolenia. Elena ożywiła się jeszcze bardziej.

    – Jasne, bardzo chętnie przyjdziemy – oznajmiła zaplatając na palec kosmyk włosów.

    Super. Jedna sprawa z głowy. Teraz jeszcze tylko został Ian. Minuty wlekły się niemiłosiernie, ale w końcu wrócili. Laura miała cudownie zaróżowione policzki, a jego przyjaciel wyglądał na całkiem zadowolonego. Zdecydowanie za bardzo zadowolonego. Śmiali się obydwoje z sobie tylko znanego żartu. 

    – Zmywamy się? – zapytał od niechcenia Cole.

    – Ja jeszcze potrzebuję do toalety – stwierdziła Elena. – Laura idziesz?

    Dziewczyna skinęła głową. Czemu one zawsze tam chodzą stadami?!

    – Ok. Poczekamy na was w samochodzie – stwierdził obojętnym tonem.

    Rozdzielili się. W podziemnym przejściu na parking Cole nagle się zatrzymał. Rzucił na betonową podłogę reklamówki i pchnął Iana na ścianę. Chłopak patrzył na niego zaskoczony. Cola irytowało, że nie próbował się bronić.

    – Co jest? – zapytał tylko. 

    Cole przyskoczył do niego i szarpnął go z całej siły. Obydwaj byli dość wysocy i bez trudu mogli patrzeć sobie prosto w oczy.

    – Odwal się od mojej dziewczyny! – wycedził Cole.

    – Hej, przecież nic do niej nie mam – mruknął Ian. – Ona mnie nie interesuje.

    Tym razem chłopak nie wytrzymał i go uderzył, a Ian oddał. Zaczęli się bić. 

    – Myślisz, że nie widzę, ile czasu z nią spędzasz? – syknął Cole. – Masz mnie za głupca czy ślepca?

    – To ona za mną łazi, nie na odwrót – Ian pożałował tych słów, jeszcze zanim do końca wydobyły się z jego krtani.

    Cole znów pchnął go na ścianę. W jego żyłach buzowała adrenalina. Nie wierzył w ani jedno jego słowo.

    – Więc jej unikaj! – warknął. – To takie trudne?!

    Ian wyciągnął ręce w obronnym geście.

    – Wyluzuj. Będę jej unikał – obiecał. 

    Niechętnie ustąpił, puszczając przyjaciela, bo wiedział, że za chwilę przyjdą dziewczyny. Wygładził włosy i ubranie. Miał nadzieję, że ta sprawa jest już załatwiona.

    Laura

    Leżała na łóżku, wpatrując się w ekran telefonu. Nie odpisywał. Dziwne. Przyzwyczaiła się już do wymiany ironicznych uwag i żartów wieczorami. Sprawiało jej to przyjemność. Zadzwoniła. Nie odebrał. Westchnęła. Ian ją fascynował, a znajomość z nim dawała jej nadzieję. Dziewczyny jej nienawidziły, jakby wyczuwały w niej naturalnego wroga. Elena się z nią przyjaźniła, ale to minie, kiedy się zakocha. Laura nie miała złudzeń. Natomiast przyjaźń z chłopakiem była niemożliwa. Przynajmniej do czas aż nie spotkała Iana… Z jakiegoś powodu na niego nie działał jej urok. Pierwszy raz w życiu mogła mieć prawdziwego przyjaciela. 

    Następnego dnia w szkole również ją ignorował. Było gorzej, niż na początku, kiedy zaczęła za nim chodzić. Wtedy zwyczajnie nie zwracał na nią uwagi, a teraz celowo ją odpychał. Kiedy była w pobliżu, krok w krok dreptał za Colem lub szukał jakiegokolwiek innego towarzystwa. O to nie musiał zabiegać. Zwłaszcza niektóre dziewczyny były szczęśliwe, że wreszcie zwrócił na nie uwagę. Laura przyglądała mu się z pewnego oddalenia. W ich towarzystwie wyglądał na znudzonego. Nawet kiedy się uśmiechał, wyglądało na to, że robi to z łaski. Czekoladowe oczy chłopaka pozostawały puste. Stworzyła w myślach listę powodów, dla których mógłby się na nią obrazić. Znalazła ich kilkadziesiąt, a jednocześnie żaden jej nie pasował. Iana trudno było rozzłościć, a nawet jeżeli, była przekonana, że powiedziałby jej wprost o co chodzi. Poczuła irytację. Nie zamierzała go w ten sposób stracić. 

    – Zaczekaj! – zawołała za nim, kiedy wychodził ze szkoły.

    Zignorował ją i nawet się nie zatrzymał. Dogoniła go, chwytając za rękaw czarnej bluzy.

    – Powiedziałam zaczekaj – mruknęła zła na niego.

    – A ja nie zatrzymując się, dałem wyraźnie do zrozumienia „nie” – warknął na nią.

    – O co ci chodzi? Za co się na mnie gniewasz?

    Patrzyła mu prosto w oczy. Nie chciała, żeby próbował kłamać.

    – Nie ważne – mruknął, spuszczając wzrok.

    Nagle ją olśniło.

    – Cole, to jego wina, prawda? Jest zazdrosny – wiedziała, że ma rację, a Ian tylko to potwierdził, odwracając wzrok. Westchnęła. – Czy jak z nim zerwę, to będziemy mogli się dalej przyjaźnić? – zapytała wprost.

    Iana wmurowało w ziemię.

    – Co?!

    – Skoro to on jest problemem – wyjaśniła – to to najprostszy sposób, żeby go rozwiązać.

    Wyglądał na przerażonego.

    – Nie możesz tego zrobić! – zaprotestował.

    Niby czemu nie?

    – Oczywiście, że mogę – stwierdziła z prostotą.

    Teraz to on wyglądał na poirytowanego.

    – Traktujesz go jak zabawkę! Wygląda na to, że wszystkich facetów traktujesz jak zabawki! On natomiast jest w tobie naprawdę zakochany. W ogóle zdajesz sobie z tego sprawę?!

    Zasłoniła uszy rękoma, bo Ian na nią niemalże krzyczał. Podziałało. Uspokoił się trochę.

    – No i co z tego? – nie zamierzała zaprzeczać, w końcu przecież miał rację.

    Chyba nieumyślnie rozzłościła go jeszcze bardziej. Zacisnął usta tak, że zmieniły się w wąską linię. 

    – Ja w każdym razie nie zamierzam być kolejnym – warknął, odwracając się od niej. – Proszę bardzo, złam Colowi serce.

    Ponownie chwyciła go za rękaw. Strącił jej dłoń i ruszył przed siebie szybkim krokiem. Co za uparty dureń!

    – Jak mam cię przekonać, jeżeli nie chcesz ze mną rozmawiać? – spytała uparcie idąc za nim.

    W końcu się do niej odwrócił.

    – Do czego chcesz mnie przekonywać? – zapytał wściekle.

    – Usiądziemy? – poprosiła zerkając na trawę, na której stali. 

    – Proszę bardzo – opadł na ziemię, opierając się o szerokie drzewo. – Masz pięć minut. Potem ja idę, a ty dajesz mi spokój. Na stałe i nieodwołalnie.

    Uśmiechnęła się do niego pogodnie, co również go najwyraźniej zirytowało.

    – Oczywiście o ile cię nie przekonam – oznajmiła miękko.

    – Oczywiście – potwierdził najwyraźniej wątpiąc, żeby się jej udało.

    Ian

    Nie miał pojęcia czego ona od niego chce. Dlaczego zamierzała rzucić dla niego Cola? Czy teraz nim chciała się zabawiać? Niedoczekanie! Głupia, rozpieszczona dziewucha! A jednak nie odchodził. Była piekielnie uparta, a on chciał wysłuchać tego co ma do powiedzenia.

    – Po pierwsze – zaczęła spokojnie – czy dałam ci w jakikolwiek sposób odczuć, że na ciebie lecę? Zrobiłam cokolwiek niewłaściwego? Jeżeli tak, to przepraszam. Nie zamierzałam. Nie interesujesz mnie… w ten sposób – zapewniła.

    Ian mimowolnie odczuł to jako cios w jego ego. Nie interesował jej w ten sposób…

    – Nie, nie dałaś – przyznał niechętnie. – Więc o co…

    – Po drugie – nie dała mu dokończyć – czy biegałeś za Colem i powtarzałeś mu jak głos sumienia, że krzywdzi dziewczyny? Musiałeś przecież widzieć, ile z nich przez niego płacze. Zdawałeś sobie z tego sprawę i nie robiłeś z tym kompletnie nic. Dlaczego więc mnie traktujesz na innych prawach?

    – Ja wcale nie… – zaczął, ale znowu weszła mu w słowo.

    – Lubię Cola i jest mi z nim wygodnie. Jeżeli jednak mam wybierać, to wybiorę ciebie. Chcę się z tobą przyjaźnić. Tylko przyjaźnić – wyjaśniła. – Jakiś chłopak zawsze się znajdzie. To żaden problem – stwierdziła.

    – Tak, widziałem – zrezygnowany przymknął oczy.

    – Ian, lubisz moje towarzystwo – oznajmiła mu aż nazbyt pewnie.

    Roześmiał się. Miała rację. Nawet, jeżeli tak piekielnie irytowało go to, że ma.

    – Dobrze, już dobrze, coś wymyślę – mruknął. – Tylko nie zostawiaj Cola – poprosił. – Może poczujesz do niego coś więcej… – westchnął – albo mu się znudzisz i to on zostawi ciebie – tym razem już się uśmiechał. – Jesteś niemożliwa – stwierdził.

    – Wiem – oznajmiła uradowana.

    – Musimy schodzić mu z oczu – powiedział. – Jest bardzo zazdrosny, a ja nie chcę go denerwować.

    – To od niego oberwałeś? – spytała, przesuwając dłonią po jego krótko ściętych włosach, aż na policzek, obrysowując palcem siniaka, którego miał przy skroni, po prawej stronie oka.

    Poczuł przyjemne mrowienie. Do tej pory unikała dotykania go. Czasami chwytała go za rękę, kiedy chciała go zmusić, żeby gdzieś z nią poszedł, ale wtedy za bardzo się tym faktem irytował, żeby zwrócić uwagę na sam dotyk jej skóry. Niechętnie skinął głową. Poczuł się dość nieswojo, więc milczał.

    – Porozmawiam z nim – oznajmiła. – Powiem mu, jak mi przykro, że mnie unikasz. – Znowu się uśmiechnęła. – Jestem pewna, że wtedy on sam załatwi tą sprawę.

    Cole

    Po tym, jak na jej policzkach pojawiły się łzy, musiał niemal błagać Iana, żeby pojawił się po próbie na basenie. Właściwie, mimo, że tak naprawdę pragnął być sam na sam z Laurą, urządził małe przyjęcie, żeby wytłumaczyć obecność wszystkich. Ze wszystkich sił próbował sobie wmawiać, że to dobrze, że jego dziewczyna lubi jego przyjaciół. Nie działało. Zresztą nie tylko o niego był zazdrosny. Popołudniu pojawiło się kilkanaście osób. Wszyscy w kostiumach kąpielowych, z piłkami plażowymi i kolorowymi ręcznikami. Były przekąski i drinki z parasolką. Jak za starych dobrych czasów. No prawie… Zazwyczaj wodziłby wzrokiem za opalonymi dziewczynami w bikini. Teraz równie dobrze ktoś mógłby na ich miejsce położyć manekiny. On szukał tylko jednej. Miała na sobie granatowy, sportowy strój i tym wyróżniała się wśród innych. Nie był ani modny ani ładny, a on i tak na jej widok niemal zachłysnął się powietrzem. Tak bardzo zapragnął jej dotknąć! Chciał do niej podejść, ale wtedy pojawił się Ian, który razem z nią i z ubraną w czarny strój, z dużym wycięciem na brzuchu Eleną, wskoczył do wody. Cole miał mordercze myśli i z trudem powstrzymał się, żeby do nich nie dołączyć. Nie mógł, bo wtedy wszyscy zobaczyliby co dzieje się w jego kąpielówkach. Basen nie był jednak najlepszym pomysłem. Owinął się ręcznikiem i zniknął w domu, żeby rozwiązać swój mały problem.

    Elena 

    Dzięki przyjaźni z Laurą stała się popularna. Wszyscy zaczepiali ją na korytarzu, wypytując o zespół. Każdy chciał mieć informacje z pierwszej ręki. Do tego zapraszano ją na wszystkie imprezy, ale ona chodziła tylko na te, na które zgodziła się pójść Laura. Starała się nie mieć pretensji do przyjaciółki. Przecież nieumyślnie zawróciła w głowie Colowi. Po prostu stało się i już. Wcześniej, wszystkie uczucia, którymi go darzyła, potrafiła ukryć pod maską nienawiści. Teraz, kiedy przebywali razem aż nazbyt często, a na dodatek widziała, że potrafi być naprawdę oddany jednej dziewczynie, to wszystko wypłynęło, sprawiając jej ból. Mimo to, cieszyła się, że on i Laura jako para wyglądają na szczęśliwych. Nie potrafiła poukładać swoich uczuć. Zazdrościła przyjaciółce, a jednocześnie cieszyła się z jej radości. 

    – Widziałaś Cola? – zapytała Laura podciągając się na brzeg basenu. 

    Jej niestarannie związane włosy ociekały wodą. 

    – Wydawało mi się, że wszedł do domu – wzruszyła ramionami Elena.

    – Dzięki – uśmiechnęła się Laura i nie wycierając się poszła w stronę budynku.

    Ian podpłynął do niej, również wyciągając się na brzeg.

    – Niech go lepiej nie szuka – mruknął do Eleny. – Widziałem jego minę. Może go zastać w interesującej sytuacji.

    – Och! – wyrwało się dziewczynie, kiedy do niej dotarło. – Jasne, zatrzymam ją.

    Wstała i pobiegła za przyjaciółką. W korytarzu już jej nie było. Ślad wody prowadził do kuchni luksusowej rezydencji. Stanęła jeszcze w progu. Laura stała przy kuchennych szafkach, spleciona w objęciach z chłopakiem. Całowali się. Elena chciała się wycofać, ale wtedy uderzyło ją to, że tym chłopakiem wcale nie był Cole. To David Brandon, jeden z członków drużyny pływackiej. Usłyszała głośno wciągane powietrze. Tuż przy jej boku stanął Ian. Po pierwszej chwili szoku rzucił się do środka. Odepchnął go od Laury. 

    – Odczep się od niej! – warknął Ian. – Ona ma chłopaka.

    David wyglądał na wściekłego. Wyraźnie był w nastroju do tego, żeby się bić.

    – Nie, idź już – poprosiła go cichym głosem Laura, a on spojrzał tylko na nią tęsknie i odszedł. Tak po prostu. Ton głosu dziewczyny ze spokojnego stał się nagle poirytowany i pełen życia. – Czego chcesz i dlaczego się wtrącasz w nieswoje sprawy?! – warknęła na Iana, wyraźnie nie dostrzegając stojącej w progu Eleny.

    – Nie swoje sprawy?! – wrzasnął na nią. – Jak możesz robić… coś takiego… – wyraźnie brakowało mu słów – i uważać, że nic się nie stało?!

    – A stało? – zdziwiła się Laura.

    – Zdradzasz Cola, jak gdyby nigdy nic – syknął.

    Dziewczyna wzruszyła ramionami.

    – Szukałam go, ale go nie było. Był David. To jakaś różnica?

    – Najpierw Mark, teraz David, co jest z tobą nie tak dziewczyno? – zapytał wściekłym głosem.

    Uspokoiła się. Jej oczy pojaśniały.

    – Ian, są mi potrzebni – odezwała się jakby mówiła do dziecka. – A ty znowu zadajesz pytania, na które odpowiedzi nawet nie spróbowałbyś zrozumieć.

    Warknął. Najwyraźniej wyprowadziła go z równowagi. Elena cofnęła się. Nie chciała, żeby Laura ją zauważyła. Chłopak głęboko nabrał powietrza, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Wyszedł z pomieszczenia, głośno za sobą trzaskając drzwiami.

    Ian

    Wściekłość po prostu go roznosiła. Lubił Laurę i niechęć, którą teraz do niej czuł była wręcz bolesna. Z premedytacją zdradzała Cola i nie widziała w tym najmniejszego problemu. Stał teraz w siłowni, wyglądając przez duże, oszklone drzwi. Patrzył na bawiących się na basenie ludzi i starał się uspokoić. Ona jednak nie planowała dać mu nawet tego. Poczuł, jak dotyka jego ręki.

    – Nie zachowuj się, jak obrażone dziecko – poprosiła, kiedy na nią spojrzał. – Mówiłam ci, że mogę zrezygnować z Cola, jeżeli ma stanowić jakikolwiek problem.

    Złość Iana wzrosła jeszcze bardziej. Przez chwilę poczuł się jak Stich z bajki Disneya. Miał ochotę niszczyć wszystko dookoła. 

    – Nie trzeba – warknął na nią. – Może powinienem mu powiedzieć co zrobiłaś i wtedy z pewnością sam zda sobie sprawę w jakiego typu dziewczynie się zakochał.

    Przez chwilę wyglądała, jakby rozważała jego słowa. Potem skinęła głową.

    – Dobrze, opowiedz mu co widziałeś, chociaż wątpię, żeby to cokolwiek dało – wzruszyła ramionami.

    Po jej słowach był na tyle wściekły i zdeterminowany, że rzeczywiście postanowił poszukać Cola.

    – Powiem – syknął. – I jestem bardzo ciekawy, co wtedy zrobisz.

    Uśmiechnęła się do niego, jakby w ogóle nie dostrzegała jego złości.

    – Pewnie będę musiała mu powiedzieć, jak bardzo jestem nieszczęśliwa, kiedy się bijecie – stwierdziła.

    Postanowił tego nie komentować. Poczuł przemożną ochotę, by przełożyć ją przez kolano i dać jej w tyłek. Zamiast tego wyszedł z pokoju i ruszył schodami prosto do pokoju Cola. Trafił na niego na korytarzu. Zrelacjonował pokrótce to co zaszło między Laurą, a Davidem, nawet nie starając się przebierać w słowach. Potem Cole uświadomił mu, że dziewczyna miała rację. Bez zastanowienia rzucił się na niego z pięściami.

    – Ty kłamliwy skurwielu! – warknął na przyjaciela. – Ona nigdy nie będzie twoja! Nigdy, rozumiesz to?! Nie ma znaczenia jaką bajkę sobie wymyślisz!

    Ian nie wierzył w to co się działo. Odepchnął go od siebie, ale Cole znowu się na niego rzucił. 

    – Dosyć tego – w korytarzu pojawiła się Laura. – Jeżeli go choćby dotkniesz, to przestanę się do ciebie odzywać – oznajmiła Colowi spokojnie.

    – Kiedy on… – zaczął chłopak niczym naburmuszone dziecko. 

    – Nie obchodzi mnie co on ci powiedział lub zrobił – powiedziała stanowczym głosem. 

    Cole spojrzał na Iana z nienawiścią, ale stał bez ruchu. Laura podeszła do nich.

    – Idź już – mruknęła do Iana, a potem przysunęła się, pozwalając by objęły ją niecierpliwie wyczekujące ramiona Cola.

    Laura

    Następnego dnia w szkole Ian w dalszym ciągu był na nią wściekły, a do tego Elena zachowywała się jakoś nieswojo. Laura znowu poczuła się samotna. To ją przerażało. Kiedy nie miała żadnych przyjaciół, jakoś sobie z tym radziła, ale mieć ich i stracić było po prostu koszmarem. Na dodatek nie przygotowała się na biologię. Na szczęście nauczycielem był mężczyzna. Poradzi sobie. Przed dzwonkiem wsunęła się do klasy. Uśmiechnęła się do pytająco patrzącego pana Ambertona, który natychmiast odpowiedział jej ciepłym uśmiechem.

    – Nie odrobiłam zadania domowego, chciałam to zgłosić – odezwała się cichym, lekko drżącym głosem.

    Natychmiast zaczął zapewniać, że nic nie szkodzi i może oddać je w przyszłym tygodniu. Podziękowała mu i wyszła na korytarz. Zaraz za drzwiami wpadła na patrzącą szeroko otwartymi oczami Elenę.

    – Jak to zrobiłaś? – spytała dziewczyna niedowierzająco.

    – Co takiego? – udawała idiotkę Laura.

    – Pan Aberton jest bardzo surowy, z miejsca stawia najgorsze oceny.

    Laura wzruszyła ramionami.

    – Więc pewnie trafiłam na jego dobry humor.

    – On nie miewa dobrego humoru – zaprzeczyła Elena.

    Podejrzliwość przyjaciółki ją irytowała. To jednak nie miało znaczenia. Elena i tak prędzej czy później ją znienawidzi. Ważniejsze było to, żeby pogodzić się z Ianem.

    – Spotkamy się na lunchu, dobrze? – zapytała z nutką nadziei w głosie.

    Dziewczyna skinęła głową, ale widać było, że nie zadowoliła się wyjaśnieniem Laury. Później to naprawi, teraz miała co innego na głowie. Iana znalazła siedzącego samotnie na trybunach. Spojrzał na nią złym wzrokiem. Kiedy podeszła, natychmiast zaczął się zbierać. 

    – Przestań – poprosiła.

    Roześmiał się. Gorzko i pogardliwie. Westchnęła.

    – Co mam zrobić, żebyś znowu mnie lubił? – zapytała wprost.

    – Opowiedz mu. O wszystkim – odpowiedział ponuro chłopak.

    Laura wzruszyła ramionami. Mogła to zrobić.

    – Ok. Jednak chcę, żebyś przy tym był – oznajmiła spokojnie.

    Wyglądał na zaskoczonego, ale mimo wszystko skinął głową. Usiadła i zaczęła pisać smsa.

    „Czekamy na Ciebie na trybunach, przyjdź.”

    Kliknęła wyślij. Ian zajrzał jej przez ramię.

    – Teraz? Tutaj? – był jeszcze bardziej zdziwiony.

    – Dobre miejsce jak każde inne – uśmiechnęła się do niego leciutko.

    Nie odwzajemnił jej uśmiechu. Ponownie westchnęła. Z góry mogła przewidzieć reakcję Cola. Miała tylko nadzieję, że wystarczy sam fakt spełnienia życzenia Iana. Kiedy chłopak przyszedł, widziała, jak uśmiecha się do niej z zachwytem, jedynie jedno niechętnie spojrzenie posyłając przyjacielowi. Chciał ją pocałować, ale odsunęła się od niego odrobinę.

    – Coś się stało? – spytał zaniepokojony.

    – Tak – odpowiedziała spokojnie Laura. – Całowałam się z Davidem, tak jak powiedział Ian. – Niebieskie, ładne oczy Cola zrobiły się większe, widać w nich było panikę. – To jednak nie wszystko – torturowała go dalej brutalnie dziewczyna. – Wcześniej całowałam się z Markiem, a dzisiaj rano z Lucasem. 

    Nie spuszczała wzroku, bez przerwy patrząc mu prosto w oczy. Cole przez chwilę milczał, jakby trawiąc informacje. Potem, tam gdzie stał, padł przed nią na kolana.

    – Nie zostawiaj mnie, proszę – wyszeptał rozpaczliwie. – Nie wiem co zrobiłem źle, ale to naprawię, przyrzekam. 

    Spojrzała na niego zniechęcona. Był żałosny. Ani trochę nie podobało jej się to, co z nim zrobiła.

    – Oczywiście, że nie zamierzam z tobą zrywać. Po prostu chciałam, żebyś wiedział, Ian chciał. Mógłbyś już wstać? – poprosiła, patrząc wyczekująco, a on natychmiast zerwał się z kolan.

    Podeszła do niego. Przytuliła się na chwilę. Pocałował ją z taką ulga, jakby właśnie uchronił się przed końcem świata. 

    – Kocham cię – powiedział cicho – zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

    Uśmiechnęła się do niego leciutko. Łagodnie pogłaskała gładko ogolony policzek chłopaka.

    – Wiem, ale teraz już idź, dobrze? – poprosiła.

    Pocałował ją jeszcze raz i posłusznie odszedł w kierunku szkoły. Ian siedział na trybunach, patrząc jak wmurowany. 

    – Nie wierzę – szepnął. – Nie wierzę. Coś ty mu zrobiła?

    – Obiecałeś – tym razem to ona odezwała się błagalnie, ignorując jego pytanie.

    – Niczego ci nie obiecywałem! – warknął, jednak tym razem nie ruszając się z miejsca.

    – Ian, ja… – z trudem przełknęła ślinę, ponieważ w oczach zbierały jej się łzy. Nie chciała go stracić. Nie mogła! Nagle przyszedł jej do głowy zupełnie inny pomysł. – Chodź dzisiaj do mnie do domu – poprosiła. – Poznasz mojego tatę i może chociaż trochę mnie zrozumiesz. Przyjdziesz? 

    Na chwilę przymknął oczy i była pewna, że odmówi, ale on tylko westchnął zrezygnowany.

    – Dobrze, niech ci będzie. Przyjdę.

    Ian

    Nie wiedział czy dobrze robi odwożąc Laurę do domu, ale w końcu dziewczyna zrobiła to czego chciał. To Cole oszalał, nie ona. Tylko dlaczego się spodziewała właśnie takiej reakcji? Nie była próżna, a to nie był egoizm. To była niezachwiana pewność, że właśnie coś takiego się wydarzy. Skąd jednak ją miała? Podała mu adres, a potem milczeli podczas jazdy samochodem. Dopiero przed domem Laura się ożywiła. Uśmiechając się pogodnie wzięła go za rękę i wprowadziła do środka. Domek był niewielki, ale ładny. Białe ściany porastał zielony bluszcz, z tyłu mieścił się zacieniony ogródek, a wewnątrz przytulne wnętrze. W połączonej z salonem kuchni, przy blacie stał przystojny mężczyzna po trzydziestce. Miał jasne włosy i szare oczy. Od razu widać było łączące go z Laurą więzy krwi. 

    – Cześć tato – przywitała się wesoło. – To mój przyjaciel, Ian – przedstawiła go bez skrępowania.

    Chłopakowi wydawało się, że ojciec Laury ocenia go wzrokiem. 

    – Jestem Martin Kendare – przedstawił się uprzejmie, podając mu dłoń. 

    Jego uścisk był mocny i stanowczy, a jednocześnie mężczyzna nie był spięty i wyraźnie nie przejmował się obecnością Iana, czego on sam spodziewałby się po większości ojców nastolatek. 

    – Ian Aristow – odpowiedział grzecznym tonem.

    – Idziecie do twojego pokoju? – zwrócił się do Laury ojciec.

    – Tak, myślę, że tak – uśmiechnęła się do niego.

    Pociągnęła Iana ku schodom, a on posłusznie szedł za nią.

    – Tylko pamiętajcie o tym, żeby się zabezpieczyć – zawołał jeszcze za nimi mężczyzna.

    Chłopaka przeszły po plecach ciarki. Skrępowany spojrzał na Laurę. Wzruszyła ramionami.

    – Bez obaw, tato – odpowiedziała, a potem weszli na górę.

    – Masz dość liberalnego ojca – stwierdził niepewnie Ian, przyglądając się pomalowanym na niebiesko ścianom pokoju dziewczyny. 

    Na suficie namalowane były gwiazdy, niewielkie punkciki, które lśniły niczym te prawdziwe. Położyła się na dość szerokim łóżku, wskazując mu miejsce obok siebie.

    – To moje ulubione konstelacje – wskazała w górę – chociaż kompletnie w takim zestawieniu nie pasują do wizji nieba.

    Tym razem się nie uśmiechała. Wyglądała na rozmarzoną. To właśnie ten wyraz twarzy skłonił chłopaka, żeby położyć się obok niej. Granatowe niebo na jej suficie było niesamowite, zwłaszcza przy zasłoniętych żaluzjach, kiedy pokój sprawiał wrażenie, jakby zamknięto w środku prawdziwą, baśniową noc. Laura przysunęła się bliżej, kładąc mu głowę na ramieniu. Niezbyt przekonany objął dziewczynę ręką. Było mu wygodnie i przyjemnie. Zbyt przyjemnie. Nie zamierzał stracić dla niej głowy, tak jak Cole.

    Note