Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Ishanvi

    Philip podjeżdża do nas i zsiada z konia. Jego mina wyraża wszystko, co mógłby powiedzieć. Jestem zadowolona, że wreszcie do niego dotarło, a jednocześnie jest mi go naprawdę szkoda. Nigdy nie sądziłam, że mógłby myśleć o mnie w ten szczególny sposób, w ten, w który ja jeszcze przed naszym ślubem zaczęłam myśleć o Alexei’u. Na wszelki wypadek jednak mimo wszystko staję między królewiczem, a Czarnym Rycerzem. Zdaję sobie sprawę, że obydwaj potrafią być bardzo porywczy.

    – Ty naprawdę chcesz z nim zostać? – ni to pyta, ni stwierdza Philip. 

    – Moje miejsce jest w zamku Złej Królowej i u boku Alexei’a – potwierdzam. – Przykro mi, że przebyłeś taki kawał drogi na marne i mam nadzieję, że w dalszym ciągu będziesz chciał się ze mną przyjaźnić – wyrzucam z siebie myśli, których nie potrafię ubrać w odpowiednie słowa. 

    Zależy mi na Philipie, prawdopodobnie nawet go kocham, ale jest moim przyjacielem, a może kimś więcej, jest dla mnie jak brat. Nie chciałabym, żeby zniknął z mojego życia, ale gdybym musiała dokonać wyboru, to nie jego bym wybrała. 

    – Rozumiem – odzywa się spokojnie i chce powiedzieć coś jeszcze, ale nagle otacza nas gęsta, lepka mgła. 

    Czuję na ramieniu rękę Czarnego Rycerza. 

    – Nie ruszaj się! – mówi do mnie stanowczo, a ja natychmiast słucham jego rozkazu. Wiem, że znacznie lepiej ode mnie zna Krainę, której nie odwiedza słońce i jej przesiąkniętych złowrogą magią mieszkańców. – To prawdopodobnie mgłowce – tłumaczy cicho – odejdą, jeżeli nie wyczują w nas zagrożenia. 

    Lekki niepokój, który zaczęłam odczuwać natychmiast się ulatnia. Słyszałam o nich, mimo że nigdy ich nie spotkałam. Były śmiertelnie niebezpieczne, ale zupełnie neutralne. Nie zabijały dla przyjemności. Potrafiły uśpić na wieki niepokornych wędrowców, którzy naruszyli ich terytorium i postanowili zignorować wysyłane przez nich ostrzeżenia, jednak nigdy nie zaczepiały tych, którzy nie zakłócali ich spokoju.   

    Philip jednak postanawia nie wykazywać się rozsądkiem. Wyciąga miecz i rzuca się z nim na srebrzystą, ledwo widoczną, obserwującą nas z pewnego oddalenia postać. 

    – Philip, zatrzymaj się, proszę! – krzyczę do królewicza, wiem jednak, że jest już za późno, bo młodzieniec zniknął mi z oczu, zupełnie pochłonięty przez wciąż gęstniejącą, niemalże buzującą od czarnej magii mgłę.

    – No to kłopot z głowy – mruczy cicho stojący za mną Alexei, a ja mam ochotę przeklinać. 

    Czekamy przez kilka minut, a mgła powoli opada. Czarny Rycerz przytrzymuje wodze swojego hrulgae i chwyta mnie w pasie, by podsadzić mnie na siodło.

    – Zaczekaj! – protestuję. – Nie możemy go tak zostawić! – mój mąż patrzy na mnie sceptycznie, a ja czuję, że się trochę zagalopowałam. – Ja nie mogę… – poprawiam się cicho, zrezygnowana, a on prycha wyraźnie niezadowolony.

    – Dobrze – odzywa się w końcu, ku mojej uldze, ale i bezbrzeżnemu zdumieniu. – Znajdźmy tego kretyna. 

    Wspinam się na palce i delikatnie całuję Czarnego Rycerza w usta, a potem biorę go za rękę. Po całym moim ciele rozlewa się niesamowite, przyjemne ciepło. Powoduje je świadomość, że mogę liczyć na Alexei’a, że chłopak wspiera mnie, nawet wówczas, gdy zupełnie nie ma na to ochoty. 

    Note