Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Godzinę później jedli u chłopaka w pokoju pizzę. Do rozpoczęcia pracy mieli jeszcze kilka godzin. Eliza siedziała na podłodze oparta o ścianę, Gabriel leżał na łóżku podpierając się na łokciu. Patrzył na nią.

    – Czemu nie pojechałeś do domu? – spytała cicho dziewczyna.

    – Tak mi wypadło z pracą, że teraz moja kolej – odpowiedział wzruszając ramionami. – Za to Wielkanoc będę miał wolną.

    – Strasznie głupio – stwierdziła Eliza. 

    Gdyby żyła jej babcia, nie wyobrażałaby sobie spędzania świąt z dala od rodziny.

    – Da się żyć – odpowiedział. – A ty powinnaś się cieszyć, przynajmniej nie siedzisz dzisiaj sama – powiedział z delikatnym wyrzutem w głosie.

    Dziewczyna uśmiechnęła się do niego ponuro.

    – Mam się cieszyć, że nie mogłeś pojechać do domu? – spytała.

    – Aha – odpowiedział poważnym tonem. – Po za tym mam dla ciebie gwiazdkowy prezent. Z tego też możesz się cieszyć.

    – Prezent?

    Eliza spojrzała na niego zdumiona. Gabriel wstał i wyciągnął z szafy wypchaną reklamówkę. Rzucił ją dziewczynie. Wyjęła z niej dużego, pluszowego pingwinka. Przyjrzała mu się uważnie, po czym przytuliła go do siebie.

    – Uznałem, że ci się przyda – stwierdził chłopak – ciągle tylko płaczesz… teraz będziesz miała się przynajmniej w co wypłakiwać.

    Dziewczyna roześmiała się wesoło.

    – Mam oczy na mokrym miejscu – powiedziała rozbawiona – jak Nel z „W pustyni i w puszczy”.

    Chłopak naprawdę ją zaskoczył. Nie spodziewała się żadnych prezentów, a już na pewno nie od niego. Najzabawniejsze wydało się jej, że sama też coś dla niego miała. Wstała z podłogi.

    – Poczekaj chwilę – powiedziała. Poszła szybko do pokoju i wzięła owiniętą w kolorowy papier paczuszkę. Wróciła z nią do Gabriela ciągle tuląc do siebie maskotkę. – To dla ciebie.

    Chłopak przyjrzał się jej z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Usiadł na łóżku. Rozwinął kolorowy papier. W środku był ładnie wydany, angielski tomik wierszy Lorda Alfreda Tennysona i zeszyt z tłumaczeniami poematów na język Polski. Eliza nie pisała tak ładnie jak Gabriel, ale jej pismo było równiutkie i czytelne. 

    Chłopak popatrzył na dziewczynę niepewnym wzrokiem. Pierwszy raz od kiedy go poznała wyglądał jakby nie wiedział co powiedzieć. Pokręcił głową.

    – Nawet nie wiesz jak długo tego szukałem – wyszeptał.

    – Wiem, widziałam jak szukałeś – uśmiechnęła się dziewczyna. – Dlatego właśnie ci to dałam. Znalazłam jeszcze w listopadzie, w Łódzkim antykwariacie. Tłumaczenia są głównie z Internetu, kilka, których nie znalazłam przełożyłam sama, pewnie nienajlepiej. Nie wiem dlaczego jeszcze nikt tego nie przetłumaczył… moim zdaniem to dziwne…

    – Musiałaś się cholernie nad tym napracować – powiedział cicho Gabriel. Wstał z łóżka odkładając książkę na pościel. Stanął przy dziewczynie i przytulił ją do siebie. – Dziękuję – wyszeptał. 

    Note