Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Błękitny płomień

    XVII

    Kiedy rano się obudziłam, Arona przy mnie nie było, a gdy nie czułam obecności chłopaka, nie działał również jego czar. Znów pojawiły się wątpliwości. Cokolwiek by nie mówił i kimkolwiek by nie był, jedno wiedziałam na pewno – nie był dobry. Może zło ma wiele odcieni szarości, ale Aron był przede wszystkim mordercą, drapieżnikiem i przebywanie w jego towarzystwie nigdy nie było bezpieczne. Do tego na uczelni Christian bez przerwy starał się mi towarzyszyć i namawiał, żebym pozwoliła mu się ukryć. Dowiedziałam się wielu rzeczy zarówno o Aronie jak i o nim, ale nie miałam pojęcia w co i komu mogę wierzyć. Weszłam do mieszkania i od razu, instynktownie, wiedziałam już, że coś jest nie tak. 

    „Nie wchodź dalej!” usłyszałam w myślach stanowczy, desperacki rozkaz. „Uciekaj stąd!”

    Było już jednak za późno. Drzwi zatrzasnęły się za mną z głuchym hukiem. Jakaś siła zaczęła mnie ciągnąć w kierunku salonu. Nie potrafiłam się jej oprzeć. Rozparty na kanapie siedział mężczyzna. Przyglądał mi się z zainteresowaniem. Miał ciało modela reklamującego sportową odzież. Nieco przydługie, jasne włosy, były niesfornie ułożone, ale sprawiały wrażenie takich, jak jedna z tych fryzur dla których trzeba spędzić przynajmniej godzinę przed lustrem. Wyglądał na starszego ode mnie i Arona. Musiał mieć około trzydziestu lat, na pewno nie mniej, ale i nie więcej. Jego chłodne, niebieskie oczy patrzyły na mnie oceniając. Przekrzywił głowę, niczym polujący ptak, a ja bezwiednie powędrowałam za jego spojrzeniem. Gwałtownie cofnęłam się o krok. Na podłodze, w kącie, klęczał Aron. Dopiero teraz go zauważyłam. Był nagi od pasa w górę, a cały jego tors i plecy pokrywały czerwone, w niektórych miejscach ciągle krwawiące, pręgi. Twarz miał ściągniętą i bladą, a ja wyraźnie czułam, że się bał.

    – Może nas sobie przedstawisz? – zwrócił się do niego mężczyzna.

    Mówił łagodnym, leniwie brzmiącym głosem, osoby, która ma absolutną władzę nad wszystkimi. 

    – To nikt ważny – odezwał się cicho Aron, nie podnosząc na mnie wbitego w podłogę wzroku.

    – Ja to ocenię – oznajmił tamten.

    Rozsądek podpowiadał mi, żeby uciekać, ale ja nie czułam strachu. Mój umysł okrywała znajoma już, lekka mgiełka. Poczułam nieodpartą potrzebę, żeby coś powiedzieć – cokolwiek.

    – Jestem Miya – przedstawiłam się mężczyźnie – mieszkam tutaj – wyjaśniłam.

    – Mieszkasz? – spytał nieco rozbawiony.

    Przytaknęłam.

    – Tak, mam na górze swój pokój.

    Wyglądał na rozbawionego. Jego uśmiech był czarujący, śnieżnobiałe zęby również. 

    – Mów mi Raviel – przedstawił się uprzejmie. – Podejdź tu do mnie – odezwał się z lekkim tylko naciskiem.

    Bezwiednie go posłuchałam. 

    – Nie! – Aron gwałtownie zaprotestował. – Nie mieszkaj jej do tego. 

    – W którym momencie pozwoliłem ci się odezwać? – zapytał go ciągle tonem uprzejmiej pogawędki Raviel. – Zamordowałeś łączniczkę, która była całkowicie pod twoim urokiem. Wydobyć od niej zaklęcie było rzeczą tak prosta, jak odebranie dziecku cukierka. Ty jednak stwierdziłeś, że wolisz ją zabić. Od tej pory nie masz prawa głosu, chyba, że wreszcie zechcesz mi wytłumaczyć dlaczego tak postąpiłeś.

    Mężczyzna mówił spokojnym, racjonalnym tonem, jakby tłumaczył coś niegrzecznemu dziecku. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że ktoś mógłby w ten sposób zwracać się do Arona.

    – Proszę, pozwól jej odejść – powtórzył cicho chłopak.

    – Odpowiedz na pytanie – tym razem ton Raviela był o nutę ostrzejszy, a klęczący na podłodze Aron wzdrygnął się, jakby przez jego ciało przeszła fala bólu. 

    W dalszym ciągu jednak patrzył w podłogę. Drżał. To przerażało mnie bardziej, niż cokolwiek innego.

    – Nie powiedziałaby mi nic więcej, chciała czego innego – skrzywił się chłopak. 

    W oczach Raviela dostrzegłam groźbę. 

    – Popraw mnie, jeżeli się mylę – powiedział. – Uznałeś, że lepiej ją zabić od razu, ponieważ seks z ładną dziewczyną, to kara, której nie zniesiesz? – mimo, że jego głos się nie zmienił, w tonie brzmiała teraz wrogość i pogarda. – Tak niewiele było trzeba, żebyś poznał te przeklęte wersy! 

    – Zdenerwowała mnie – szepnął Aron.

    Mężczyzna spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem.

    – To cię nie usprawiedliwia – osądził – ty denerwujesz mnie, a ciągle jeszcze żyjesz. To się nazywa pragmatyzm. – Potem wzrok skierował na mnie. – Ciekawi mnie co jest w tobie takiego nadzwyczajnego – oznajmił z drwiną. – Chętnie sobie ciebie obejrzę. Rozbierz się.

    W jego słowach wyczuwałam nacisk. Coś zmuszało mnie by wykonać jego polecenie. Zobaczyłam przerażoną, pobladłą twarz Arona i zmusiłam się do tego, żeby z tym walczyć. Zdałam sobie sprawę, że się cofam, jednocześnie uwalniając spod wpływu Raviela. Stałam teraz pod oknem, a mój umysł ponownie był jasny. Zalała mnie fala lodowatego strachu. 

    – Nie – wyszeptałam.

    Mężczyzna patrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem. W jednej chwili zerwał się z kanapy i znalazł przy mnie.

    – Jak to zrobiłaś? – spytał rozgniewany.

    Nie odpowiedziałam. Moje serce pędziło jak oszalałe. 

    – Ciekawe – mruknął już spokojnym głosem. – Nie ważne, istnieją też inne sposoby. Chciałbym, żebyś się rozebrała – rozkazał chłodnym tonem.

    Z trudem przełknęłam ślinę, ale nie wykonałam żadnego ruchu. Twarz Raviela była nic nie wyrażającą maską. Z powrotem rozsiadł się na kanapie. Aron zgiął się w pół. Jęknął. Oddech chłopaka gwałtownie przyspieszył, a on sam zwinął się na podłodze w pozycji embrionalnej. Patrzyłam oniemiała, jak walczy z niewidzialnym bólem. Po chwili zaczął krzyczeć. Poczułam  jak po policzkach spływają mi łzy. Nie mogłam znieść patrzenia na to, jak chłopak cierpi. Rozpięłam bluzę. Aron rozluźnił się, ale jego oddech był szybki i płytki. Nie wstawał.

    – Możemy się bawić w ten sposób jak długo zechcesz – uśmiechnął się Raviel.

    Powoli zdjęłam z siebie spodnie. Po chwili już stałam przed nim w samej tylko bieliźnie. 

    – To też – ponaglił.

    Nie miałam już dalej gdzie się wycofać. Oparłam się o parapet, przecząco kręcąc głową. Aron znowu krzyknął. Rozpięłam stanik, zasłaniając piersi włosami. Zsunęłam majtki. Raviel wstał. 

    – Nie będziesz mi już potrzebny – zwrócił się do Arona.

    Chłopak z trudem wstał, a potem nie oglądając się za siebie ruszył schodami na górę. Poczułam się zdradzona. Nie miałam pojęcia na co liczyłam, ale Aron w żaden, nawet najmniejszy sposób nie zaprotestował przeciwko temu, co się dzieje. Po moich policzkach płynęło coraz więcej łez. Raviel podszedł bliżej, odsunął mnie od okna i stanął za mną. Jego dłoń znalazła się na mojej piersi. W odruchu desperacji ugryzłam go w rękę, odskakując jak najdalej. 

    – Pożałujesz tego – zamruczał wyraźnie zadowolony, że próbowałam walczyć. 

    Chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie z powrotem. Usiadł przekładając mnie sobie przez kolano. Potem zaczął wymierzać mocne klapsy. Szarpnęłam się, ale rozbawiony jedynie przytrzymał mnie mocniej. Łzy bólu i upokorzenia spływały po mojej twarzy. Teraz już otwarcie płakałam, w duchu przeklinając nie tylko Raviela, ale i Arona. 

    ***

    Kiedy mnie wreszcie puścił, drżąca skuliłam się na kanapie. Od mocnych uderzeń pośladki piekły mnie żywym ogniem. Czułam się jak skarcone dziecko, tylko gorzej, ponieważ Raviel był znacznie silniejszy i bardziej brutalny od jakiegokolwiek rodzica. Zbliżył się, łagodnie dotykając mojego policzka, a potem linii moich ust. W jego oczach widziałam perwersyjną przyjemność. Przesunął dłoń na moje piersi, a ja tym razem bałam się choćby drgnąć, a co dopiero zaprotestować. Drugą ręką rozchylił mi nogi, przesunął palcami po moim czułym miejscu, patrząc prosto w moje przerażone oczy. Uśmiechnął się wyraźnie usatysfakcjonowany.

    – Pamiętaj, że jeszcze z tobą nie skończyłem – oznajmił niemal czule, a potem jak gdyby nigdy nic zostawił mnie i wyszedł z mieszkania.

    Kiedy wreszcie uspokoiłam oddech i powstrzymałam łzy, na sztywnych nogach wstałam z kanapy. Przynajmniej mnie nie zgwałcił… tym razem… czy powinnam być za to wdzięczna? Weszłam na górę. Chwyciłam z wieszaka w łazience szlafrok i otuliłam się nim szczelnie. Otworzyłam drzwi do pokoju Arona. Siedział skulony pod ścianą, ramionami obejmując kolana. W ścianie, w nieregularnych odstępach, pojawiły się ciemne dziury. Na dłoniach chłopaka zobaczyłam krew. Kiedy zdał sobie sprawę, że weszłam do pokoju natychmiast zerwał się z ziemi. Obejrzał mnie uważnie, a potem odetchnął z ulgą. Próbowałam się od niego odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.

    – To moja wina – powiedział cicho – wiem. Nie spodziewałem się, że aż tak wkurzę Raviela. Powinienem był zrobić to co do mnie należało – przyznał nie patrząc mi w oczy.

    Byłam upokorzona, wściekła i było mi wszystko jedno.

    – Nawet nie próbowałeś mnie bronić! – oskarżyłam go, odpychając od siebie.

    – A co by to dało? – zapytał z przekąsem. – Chyba tyle, że na złość mnie potraktowałby cię jeszcze gorzej.

    Dupek! Wybiegłam z pokoju, a on nie poszedł za mną. Dlaczego musiał mnie w to wszystko wmieszać?! Pieprzony egoista! Rzuciłam się na łóżko. Wiedziałam, że będę musiała spać na brzuchu, bo za bardzo bolały mnie pośladki, na jakąkolwiek inną pozycję. Moje życie zawsze było paskudne, ale kiedy zagościł w nim Aron, z dnia na dzień przemieniło się w prawdziwy koszmar. 

     XVIII

    Obudziłam się niewyspana i obolała. Mimo tego, nie zamierzałam opuszczać zajęć na uczelni. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam do kuchni. Kiedy nasypywałam do miski płatków, poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu ramionami. Zdrętwiałam. Przerażenie odebrało mi oddech. To nie był Aron. 

    – Dobrze spałaś? – usłyszałam cichy szept Raviela tuż przy moim uchu.

    Wyrwałam się z jego objęć. Roześmiał się. Bawił się ze mną jak objedzony kot ze swoją ofiarą. Zdawałam sobie sprawę, że mi nie odpuści. Instynkt podpowiadał mi, że będzie mnie dręczył, dopóki się tym nie znudzi, potem prawdopodobnie mnie zabije.

    – Nie chcę się spóźnić na zajęcia – oznajmiłam ignorując śniadanie. 

    Wyczuwał moje przerażenie. Ruszyłam w kierunku drzwi, odprowadzana jego rozbawionym śmiechem. Odetchnęłam dopiero na szkolnym korytarzu. Kiedy jednak natknęłam się na Anę i Karoline znowu poczułam niepokój. Christian stał pod oknem pogodnie dyskutując z moimi przyjaciółkami. To nie mogło wróżyć nic dobrego.

    – O! jesteś! Doskonale! – kiedy podeszłam objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko, uroczo, niczym mały chłopiec.

    – Miya, ale nas zaskoczyłaś – oznajmiła radośnie Ana – dzięki za zaproszenie. Jesteś cudowną przyjaciółką!

    Spojrzałam na nie zbita z tropu. Poczułam jak ramię Chrisa mocniej zaciska się wokół moich pleców. 

    – Przepraszam was na chwilę, mamy coś do omówienia z Miyą – oznajmił ciągle tym samym swobodnym, luzackim tonem, a potem odprowadził mnie kawałek, aż skręciliśmy w pustą wnękę przy zepsutej windzie. 

    Dopiero wtedy odepchnęłam go od siebie.

    – Co znowu?! – warknęłam czując ogarniającą mnie coraz bardziej bezradność.

    Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

    – Dzisiaj po zajęcia, żeby nie wzbudzać podejrzeń, jedziemy do domku nad morzem – wyjaśnił. – Żebyś nie mogła mi odmówić, zaprosiłem w twoim imieniu Anę i Karoline. Powiedziałem im również, że jestem teraz twoim chłopakiem, wolałbym, żebyś nie wyprowadzała ich z błędu.

    Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. I nagle znów zaczęłam się go bać.

    – Zwariowałeś! – oznajmiłam, bo nic więcej nie przeszłoby mi przez gardło.

    – Nie, nie zwariowałem – teraz już się nie uśmiechał, a jego słowa były ostre i zimne. – Za to ty tak! Jesteś słaba i bezbronna, a wystawiasz się bezsensownie na grożące ci niebezpieczeństwo. Wcześniej to był twój własny wybór i nie mogłem ci tego zabronić. Sytuacja się zmieniła i zrobię wszystko, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo, nawet wbrew twojej woli.

    Wzdrygnęłam się na te słowa. Wiedziałam jednak, że nie mam z nim najmniejszych szans.

    – Więc co zamierzasz? – zapytałam zrezygnowana.

    Uspokoił się, wyraźnie zaskoczony i nieufny z powodu, że tak łatwo się poddałam.

    – Miya, nie działam ci na złość – westchnął. – Naprawdę chcę cię chronić. W mieście pojawiła się pewna istota… ktoś znacznie groźniejszy od Arona. Jeżeli uzna, że mu przeszkadzasz, po prostu się ciebie pozbędzie.

    Zdziwiło mnie jak dobrze poinformowany jest Chris o tym co robią jego wrogowie.

    – Chodzi ci o Raviela? – spytałam nie kryjąc ciekawości.

    Niemal podskoczył słysząc to imię.

    – Skąd wiesz?! – warknął na mnie.

    – Poznałam go – oznajmiłam dziecinnie zadowolona z tego, że go zaskoczyłam. 

    – W takim razie dziwię się, że jeszcze żyjesz – oznajmił śmiertelnie poważnym tonem.

    Poczułam na ramionach gęsią skórkę.

      Nie było to przyjemne spotkanie – przyznałam krzywiąc się na wspomnienie wczorajszego wieczoru. – Postanowił się mną pobawić. 

    – Jest tak pewny siebie, że nie spieszy mu się z usuwaniem przeszkód – mruknął jakby do siebie Chris – to dobrze, działa to na naszą korzyść.

    – Więc jestem przeszkodą? – zaczęłam zaczepnym tonem.

    Znów się uśmiechnął, a ja na widok tego uśmiechu, ku własnemu zdumieniu, poczułam prawdziwą ulgę.

    – Niezbyt istotną, ale tak, zdecydowanie przeszkodą – przyznał.

    Uderzyłam go w ramię. Naturalnym gestem przyciągnął mnie do siebie, oplatając ramionami. Nie próbowałam się wyrywać, zbyt zaskoczona tym co zrobił.

    – Więc jak? – zapytał. – Zostaniesz moją dziewczyną?

    W jego oczach płonęły psotne iskierki.

    – Jesteś pewien tego co robisz? – spytałam poważnie. – Nie narażasz moich przyjaciółek na niepotrzebne niebezpieczeństwo?

    – Nie martw się Miya – pogładził mnie po policzku. – Dopóki Raviel jest w pobliżu, zostanę z tobą i obiecuję ci, że nie będę sam. Przy nas nic wam nie grozi, żadnej z was.

    XIX

    Po zajęciach wsiedliśmy do srebrnego, terenowego samochodu. Zarówno Ana jak i Karoline były bardzo podekscytowane, a ich entuzjazm jeszcze się powiększył, gdy po drodze do samochodu wsiadło dwóch nieziemsko przystojnych chłopaków – jeden był blondynem tak jak Chris, drugi natomiast miał krótko ścięte, kasztanowe włosy i wyglądał jak wyśniony ideał Any. Skrzywiłam się na myśl o tym kim są, ale nie zamierzałam psuć dziewczynom zabawy – przynajmniej tak długo, jak długo Chris będzie grał fair wobec mnie. Zresztą poza bezsensownym awanturowaniem się i mówieniem rzeczy w które i tak nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie uwierzy, co innego mogłam zrobić? Po niemal trzech godzinach dojechaliśmy na miejsce. Domek nad morzem, dobre sobie. Miejsce w którym się znaleźliśmy, to nawet nie była willa, a okazała rezydencja. Nasi gospodarze zachowywali się zupełnie tak, jakbyśmy przyjechali tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby się dobrze bawić. Kiedy zwiedziłyśmy dom i wybrałyśmy sobie sypialnie, poszliśmy wszyscy razem pospacerować brzegiem morza. Później był mocno nakrapiany grill. Wino było tak smaczne, że tym razem upiłam się z przyjemnością. Nie miałam najmniejszej ochoty o niczym myśleć, ani niczego pamiętać.

    ***

    Obudziłam się. Poczułam, że obejmują mnie czyjeś ramiona. Mruknęłam cicho, wtulając się bardziej w leżącego za moimi plecami chłopaka. Zaraz? Czemu ja z nim śpię? Przecież byłam na niego wściekła! Potem zdałam sobie sprawę z czegoś jeszcze. To nie Aron leżał ze mną w łóżku. Chris! Otworzyłam oczy. Przyglądał mi się z rozanielonym uśmiechem. Wróciły wspomnienia. Wino, śmiech, taniec. Całowaliśmy się. Na plaży. Tego byłam pewna. A teraz leżę z nim w łóżku… Najgorsze było jednak to, że czułam wyrzuty sumienia. Zupełnie jakbym zdradzała Arona, mimo, że tak naprawdę w żadnej kwestii dotyczącej jego osoby nie dawał mi wyboru. Więc skąd to paskudne odczucie? Ręka Christiana przesunęła się po moim brzuchu na nagie piersi. Spróbowałam się od niego odsunąć. Nie pozwolił mi, przyciągając do siebie bardziej. Zaczął całkować mój kark.

    – O co chodzi, nie podobało ci się ze mną? – zamruczał.

    – Chris, puść mnie – poprosiłam.

    Westchnął, ale posłuchał.

    – Zdecydowanie jesteś milsza, jak jesteś pijana – stwierdził. 

    Usiadłam i zdałam sobie sprawę, że leżałam przy nim zupełnie naga. Zarumieniona naciągnęłam na siebie kołdrę. Śmiał się. Pocałował mnie w usta, a potem zostawił samą w pokoju. Odetchnęłam głęboko, zadając sobie w myślach pytanie, w co ja się najlepszego wpakowałam. 

    ***

    Stałam pod prysznicem. Ciepła woda wyganiała ze mnie ponure myśli. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spadającymi na mnie z prysznica strugami. Nagle poczułam silne uczucia, rozczarowanie, wściekłość, zazdrość. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, ze nie są moje. Znalazłam się gdzie indziej. Stałam pod prysznicem, na moje plecy lała się ciepła woda, a jednocześnie wcale mnie tam nie było. Byłam w dużym pokoju – doszczętnie zdemolowanym. Poznawałam go. Na środku bałaganu, potłuczonej porcelany, szkła z rozbitych szyb, połamanych mebli, powyrywanych kartek stał Aron. Trzymał coś w ręce. Gwałtownie rzucił tym o ścianę. Zanim zdążyłam rozpoznać kształt, rozbiło się na setki małych kawałków. Teraz zobaczyłam obraz z innej perspektywy. W progu stał Chris. Śmiał się. Na jego przystojnej twarzy widziałam taką podłość i drwinę, jakiej nigdy nie spodziewałabym się tam zobaczyć. 

    – Och, aż tak cię boli, że twoja „zabaweczka” nie należy już do ciebie? – szydził.

    – Wynoś się! – warknął Aron.

    Christian przeczesał palcami jasne, nieco przydługie włosy. Znów się roześmiał.

    – Wierz mi, z prawdziwą przyjemnością sobie pójdę – oznajmił – w końcu ktoś na mnie czeka – dodał z naciskiem, ciągle rozbawiony. – I pomyśleć, że to dzięki tobie ją mam. Gdyby tak bardzo nie zależało ci na chronieniu jej przed Ravielem, nigdy nie poprosiłbyś mnie o pomoc.

    Ból, który zobaczyłam w oczach Arona był nie do zniesienia.

    – Wolę, żeby była z tobą dobrowolnie, niż żeby on ją krzywdził – szepnął z goryczą.

    – Oczywiście bracie i to właśnie tak bardzo mnie bawi – zamruczał w odpowiedzi Chris. – Ona jest nikim – stwierdził. – Jak to się stało, że tyle dla ciebie znaczy?

    – Nigdy tego nie zrozumiesz.

    Christian spojrzał na niego z drwiącym uśmieszkiem, tak bardzo nie pasującym do jego anielskiej twarzy.

    – Prawdopodobnie nie – przyznał obojętnie. – W takim razie interesy.

    – Raviel przywoła bramę podczas najbliższej pełni księżyca. Nie ważne czy będzie znał zaklęcie czy nie.

    Do tej pory rozbawiony chłopak natychmiast spoważniał.

    – Ryzykowne – stwierdził ponuro.

    Aron skinął głowa.

    – Jeżeli mu się jednak uda, to oznacza koniec takiego świata jaki znamy. Rozpęta się piekło na Ziemi. 

    – Więc nie możemy na to pozwolić – oznajmił Chris poważnie, a potem odwrócił się i wyszedł z pokoju.

    Aron został sam. Dopiero wtedy jego ramiona zadrżały. Gniew zmienił się w bezbrzeżny smutek i rozczarowanie. Sprawiał wrażenie kogoś, kto nie ma już po co żyć.

    XX

    W jakiś sposób wiedziałam, że moja wizja była prawdą. Nie miałam pojęcia w co wierzyć, a w co nie. Christian mnie okłamywał, to było dla mnie jasne. Jednak czy jego jedyną motywacją było skrzywdzenie w jakiś sposób Arona? Dołączyłam do jedzących śniadanie Karoline i Any. Obie miały świetny nastrój. Po wieczorze spędzonym w towarzystwie Davida i Michaela były w nich zakochane. Chwilę później pojawił się Chris. Objął mnie od tyłu ramionami i delikatnie pocałował w policzek. Z trudem powstrzymałam odruch odepchnięcia chłopaka. Zdawałam sobie sprawę, że najrozsądniej będzie grać w jego grę, cokolwiek bym na jego temat nie uważała. Po śniadaniu poszliśmy na plażę. Tylko we dwoje. Mimo mojej wyraźnej niechęci, Chrisowi udało się to jakoś zaaranżować. Miałam tego serdecznie dość i tak naprawdę pragnęłam dowiedzieć się tylko tego, czego on ode mnie jeszcze chce. Szliśmy brzegiem morza, a ja w milczeniu słuchałam jego opowieści. Na wydmach, przy wejściu na teren posiadłości, ujrzałam ciemny kształt. Nagle serce mi zamarło, a potem puściło się szalonym pędem. To nie był strach. Mimo oddalenia, byłam pewna, że to on. Aron również mnie zauważył, wiedział, że patrzę prosto na niego.

    „Nie zdradź mnie, proszę.” Usłyszałam jego myśl.

    Nie miałam pojęcia czemu, ale to właśnie jemu zaufałam, nie Chrisowi. Kiedy blondyn odwracał się w jego stronę, zarzuciłam mu ręce na szyję. Pocałowałam w usta, popychając na piasek. To natychmiast odwróciło jego uwagę. Położył się, a ja usiadłam na nim okrakiem. Dłonie chłopaka powędrowały na moje biodra. Przyciągnął mnie do siebie i całował. Gorliwie, namiętnie. Poczułam w myślach ból, ostry i nagły. Nie był mój. Podniosłam wzrok, ale ciemna sylwetka Aarona zdążyła już zniknąć. Zerwałam się na równe nogi. Christian chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął bliżej siebie.

    – O co chodzi? – zamruczał.

    – Nic – szepnęłam, spuszczając wzrok, żeby nie odkrył, że kłamię. – Nie czuję się z tym… w porządku – zaryzykowałam, nie potrafiąc wymyśleć na poczekaniu nic lepszego.

    – Z czym? – zapytał wprost.

    – Z uczuciem do ciebie – skłamałam.

    – Eh, Miya – westchnął, przyciągając mnie tak, że teraz wtulałam twarz w jego elegancką koszulkę polo – to jest w porządku – wyszeptał wyraźnie zadowolony. – Jak najbardziej w porządku.

    Puścił mnie i w milczeniu przeszliśmy jeszcze kawałek, a ja byłam mu naprawdę wdzięczna, że nie drąży tego dalej. Nagle na plaży pociemniało. To już nie był dzień. To była noc. Huk wzburzonych porywistym wiatrem fal przerażał. Chris objął mnie ramieniem i poprowadził w głąb plaży. 

    – Co do cholery?! – zapytał przekrzykując szum wiatru, ale odpowiedziała mu tylko nabierająca na sile wichura. Usłyszałam wydobywającą się z jego ust wiązankę przekleństw. – Uciekaj do domu! – rozkazał. – Ochronię cię!

    Podbiegłam kawałek, a potem się zatrzymałam. Christian urósł. Na jego plecach pojawiły się białe, olbrzymie skrzydła. Był tak piękny, że zaparło mi dech, znacznie wspanialszy niż to zapamiętałam. Potem zobaczyłam również odległe, unoszące się nad domem postacie. W czarnoskrzydłym demonie rozpoznałam Arona, a w dwóch, przywodzących na myśl anioły sylwetkach, Davida i Michaela. W dłoniach dzierżyli płonące miecze. Walczyli. Widziałam jak zbliżają się w naszym kierunku, to wyglądało tak, jakby Aron specjalnie ich tutaj prowadził. Kiedy Chris dołączył do towarzyszy, było już trzech na jednego. Nie rozumiałam co on chciał osiągnąć, walcząc w ten sposób. Gardło ścisnął mi strach. Nie bałam się burzy ani ciemności. Przerażało mnie to, że mogą skrzywdzić Arona. W jednej chwili wszystko ucichło, wiatr ustał, morze się uspokoiło, a oni, ze sporej wysokości, opadli na piasek. Christian pozbierał się pierwszy i stanął, opiekuńczo zasłaniając mnie sobą. 

    „Uciekaj!!!” usłyszałam rozpaczliwy rozkaz, podnoszącego się z ziemi Arona, ale było już za późno. Na plaży, tuż przed nami, pojawił się Raviel.

    ***

    Wydawał się być opanowany i chłodny, a mimo to wyglądał na nieco rozbawionego. Stał tam, niewzruszony, podczas tej nienaturalnej ciszy, która sprawiała wrażenie zupełnie takiej samej, jak w oku cyklonu. Potem jakaś siła odepchnęła mnie w tył. W tym samym momencie David i Michael rzucili się na Raviela. Aron, ponownie jako człowiek, odsunął się z zaciśniętą szczęką. 

    – Stójcie! – wrzasnął na nich Chris, ale nie posłuchali, mimo rozpaczliwego rozkazu, który brzmiał w jego głosie. 

    Również w ludzkiej postaci, podbiegł do mnie, zasłaniając mnie sobą. Oślepił nas blask. Wybuch światła. W ten właśnie sposób powstawać mogły gwiazdy. Trwało to ułamek sekundy, a potem na ziemię opadły zwęglone pióra… i nic więcej. 

    „Przepraszam” usłyszałam smutną myśl „chciałem cię stąd zabrać, ale nie zdążyłem”. 

    Spojrzałam na niego mimo wszystko, odrobinę zaskoczona, ale w tym momencie mój wzrok przyciągnęła jasna łuna. To płonął dom, willa przy plaży. Odruchowo zerwałam się do biegu, ale Chris mnie stanowczo przytrzymał.

    „Nic im nie będzie, zabrałem stamtąd twoje przyjaciółki” Aron posłał mi ponury uśmiech „to po nie tam poszedłem, wiedziałem, że się nie ruszysz bez nich”.

    Raviel przez chwilę przypatrywał się nam bez słowa, a potem karcąco spojrzał na Arona.

    – Dlaczego? Czemu tak bardzo zależy ci na tym, żeby ocalić ten świat? – spytał. – To jej wina, prawda? – odpowiedział sam sobie, ponieważ chłopak jedynie milczał.

    Aron zgiął się w pół, powalony jakąś niewidzialną siłą. Opadł na piasek. Zmusiłam się, żeby stać w miejscu, żeby do niego nie podbiec, wyrywając się Chrisowi. 

    – Odejdź stąd, to teren strażników – odezwał się cicho blondyn, ciągle stanowczo trzymając rękę na moim ramieniu.

    – Przyszedłem tylko po moją własność – zadrwił Raviel, ogarniając mnie pogardliwym spojrzeniem. – Oddaj mi dziewczynę, a odejdę. 

    Zdziwiło mnie samą, gdy śmiało spojrzałam mu w oczy. I natychmiast przyszło do mnie zrozumienie. To była gra, a ja wreszcie pojęłam jej zasady. Poczułam, jakbym wniknęła wewnątrz Raviela i poznałam jedyną rzecz, dzięki której mógł zmienić zdanie. Wiedziałam co powiedzieć, by uniknąć krwawej masakry. 

    – Nie należę do ciebie – odpowiedziałam spokojnie.

    – Ależ owszem, należysz – oznajmił stanowczo. – W takim samym stopniu jak Aron.

    Patrzyłam na niego odważnie, jednocześnie chwytając ciepłą rękę Chrisa.

    – Kocham Christiana i należę do jego świata, nie do twojego, a z Aronem nic mnie nie łączy. On jest potworem i mordercą, tak samo jak ty.

    Blondyn objął mnie ramieniem, przytulił do siebie. Poczułam ból, był okropny i rozrywał całą moją duszę. Nie miałam odwagi, by choćby spojrzeć na Arona.

    „Proszę, błagam, powiedz, że to nieprawda” dotarło do mnie nieme błaganie, które z trudem zignorowałam.

    Raviel się śmiał. Wyglądał na naprawdę zadowolonego, wręcz zachwyconego sytuacją.  

    – Skoro tak, to nic tu po mnie – odpowiedział drwiąco uśmiechnięty. 

    Wszystko w jednym momencie ożyło, a on zniknął, zabierając ze sobą Aarona. Pozostały po nich jedynie ślady na piasku. W błękitnych oczach Chrisa iskrzyło się zwycięstwo. Jasna, rozwiewana nadmorskim wiatrem grzywka, niesfornie opadała mu na twarz. Był szczęśliwy i wyglądał tak cudownie jak nigdy dotąd. Znowu zaczęłam się go bać. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że on, ta istota, nie ma ludzkich uczuć, bo gdyby je miał, rozpaczałby teraz nad śmiercią przyjaciół. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo i pocałował. Odepchnęłam go z całej siły. Patrzył na mnie zaskoczony, wyraźnie nie rozumiejąc.

    – Odczep się ode mnie! – syknęłam wściekle.

    – Ale przecież powiedziałaś, że mnie kochasz… – odezwał się niepewnie, co w jego ustach brzmiało naprawdę dziwnie.

    Zmusiłam się do uśmiechu.

    – Kłamałam – stwierdziłam lekkim tonem – czasami jestem w tym niemal tak samo dobra, jak ty.

    XX

    Wyglądało na to, że Christian sam nie wie czy jest zły czy rozbawiony. Wyraźnie cieszył się zwycięstwem, a jednocześnie nie potrafił pojąć mojego zachowania. Śmierć towarzyszy skwitował zdaniem, że wiedzieli co ich czeka. Wściekły był natomiast na to, że nie jestem w nim po uszy zakochana. Nie potrafił tego zrozumieć. Ja natomiast nie rozumiałam zupełnie czego innego.

    – Czemu chronisz ludzi? – zapytałam gdy zmęczeni siedzieliśmy na schodach prowadzących ku plaży. – Przecież nie zależy ci na nich. Są niczym. Dlaczego nie odpuścisz?

    Spojrzał na mnie poirytowany.

    – Takie mam zadanie – wyjaśnił ponuro. – I to nie w tym rzecz, że wami gardzę. Po prostu wy macie to wszystko, co ja chciałbym mieć. Nie znam waszych uczuć, nie troszczę się o was. To jest jak przymus. Żyję po to, żeby chronić ten świat. Zazdroszczę nawet Aronowi, tego, że ma na twoim punkcie obsesję. I to taką, że wolał cię stracić niż pozwolić, żebyś znalazła się w niebezpieczeństwie. Jest idiotą, skoro naraził się dla ciebie Ravielowi. Nie rozumiem tego, a jednocześnie mu zazdroszczę. – Spojrzał mi w oczy. – Miya, on cię nie kocha, on również nie jest zdolny do wyższych uczuć. 

    – A czego ty ode mnie chciałeś? – spytałam zmieniając ten niewygodny temat.

    Kopnął butem jakiś kamyk.

    – Miałem nadzieję, że mnie pokochasz, tak szczerze i naprawdę, a wtedy może i ja coś poczuję – mruknął, spuszczając wzrok.

    Skrzywiłam się nieznacznie. Nie był zawstydzony tym co zrobił, był zawiedziony, że mu się nie udało. 

    – Co zrobimy teraz? – zapytałam otwarcie.

    Wzruszył ramionami.

    – Nie dopuścimy do otwarcia bramy.

    ***

    Morze skąpane było we krwi. Księżyc w pełni oświetlał szkarłatną wodę. Drżałam. To, co widziałam, napawało mnie przerażeniem. Poczułam na ramieniu rękę Chrisa, ale wcale nie zrobiłam się dzięki temu spokojniejsza. Na plaży było kilkadziesiąt nagich, otumanionych czymś kobiet, a wśród nich stał Raviel, podrzynając im gardła – jednej po drugiej. One posłusznie czekały na rzeź. Mój towarzysz wyraźnie mi powiedział, że gdyby mnie nie zabrał, byłabym jedną z nich. Chciał, żebym była mu wdzięczna, tyle, że to wcale nie była jego zasługa. To Aron chciał mnie ochronić, nie on. Christian chciał się tylko na nim zemścić, za to, kim był i przede wszystkim za to, że cokolwiek czuł. Śmierć tych kobiet była przerażająca i bezsensowna. Nie mogłam znieść czekania, ale Chris twierdził, że musimy czekać. Mówił, że jedyną szansą na pozbycie się Raviela jest wepchnięcie go przez otwartą już bramę, a potem zapieczętowanie jej ponownie. Jeżeli się nie uda, miała się pojawić Armia, która zdaniem chłopaka, zniszczyłaby całe wybrzeże, w walce ze zbyt potężnym przeciwnikiem. Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam, widziałam jedynie morze skąpane we krwi. Tylko, że… nie! Miałam ochotę krzyczeć, ale tylko stałam zaciskając pięści. Na plaży pojawił się ciemny kształt. Natychmiast rozpoznałam drugą postać Arona. W dłoniach dzierżył olbrzymi, czarny miecz. Chris na wszelki wypadek przyciągnął mnie do siebie i zatkał mi dłonią usta. Bezskutecznie próbowałam się wyrwać.

    – On jest już trupem – wyszeptał tuż przy moim uchu.

    Zaczęłam szarpać się jeszcze bardziej, ale on trzymał zbyt mocno. Niemal fizycznie czułam zaskoczenie i niedowierzanie Raviela, a potem, mimo odległości i mroku, zobaczyłam jego pełen kpiny uśmiech. 

    – W czym tkwi twój problem? – spytał stając twarzą w stronę przeciwnika.

    – Nie pozwolę ci tego zrobić – warknął wściekle Aron.

    – Dlaczego? – nie zrozumiał tamten, wydając się naprawdę skonsternowany. – Co cię obchodzi ten świat?

    Aron nie odpowiedział, ale również nie odstąpił ani na krok.

    – Chyba nie chodzi ciągle o tą ludzką dziewczynę? – spytał tonem uprzejmej pogawędki. – Niewiele ją obchodzisz, chyba woli „tych dobrych” – zakpił. – Co ona właściwie powiedziała? – ciągnął swój monolog Raviel. – Ach tak, pamiętam, nazwała cię mordercą i potworem. 

    Chłopak, ciągle milcząc uniósł miecz.

    – Naprawdę jesteś takim głupcem? Uważasz, że mnie pokonasz czy może cierpisz z powodu zawodu miłosnego i przyszedłeś popełnić samobójstwo?

    – Nie – odpowiedział spokojnie Aron, a potem przeciął mieczem powietrze. 

    Odcięta głowa opadła na piasek, trysnęła krew. Ciało kobiety upadło na piasek, ale on był już przy następnej. Patrzyłam szeroko otwartymi oczami. Usłyszałam sapnięcie Chrisa, a potem ryk wściekłości Raviela. Zanim zdążył zareagować, pojawił się już czwarty trup. Aron zgiął się wpół. Upadł na piasek. 

    – Na szczęście miałem zapas – odezwał się chłodno Raviel. – Brakuje mi tylko jednej i chyba wiem, kto to będzie – zamruczał. – Zanim zginiesz – wyraźnie rozkoszował się tym co mówił – najpierw obejrzysz jej śmierć. – Z piasku podniósł czarny, zakrwawiony miecz. – Szukałem go – mruknął. 

    Kopnął Arona, tak, że chłopak przetoczył się na plecy, a potem jednym, płynnym ruchem, wbił mu ostrze w brzuch. Jego krzyk był nie do zniesienia. Nagle poczułam jego ból. Odepchnęłam od siebie Chrisa i ku mojemu zaskoczeniu upadł kilka metrów dalej. Nie zastanawiałam się co się stało, po prostu puściłam się pędem przed siebie. Coś działo się z moim ciałem. Próbowało wydostać się na zewnątrz. 

    „Należę do jego świata, nie do twojego” nie wiem dlaczego zabrzmiały mi w głowie moje własne słowa. 

    Skrzydła – na plecach miałam olbrzymie, białe skrzydła. 

    „Sama wyraziłaś na to zgodę” brzmiały mi w uszach setki głosów. „Jesteś teraz strażniczką, naszą siostrą”.

    Wzniosłam się w powietrze. To nie było ważne, nie miało znaczenia. Jedyne co teraz musiałam zrobić, to uratować Arona. Nie miałam pojęcia skąd to wiem, ale byłam pewna, że jeżeli Raviel przebije mu mieczem serce, to on umrze i opuści mnie na zawsze. Zobaczyłam zaskoczoną minę Raviela. Nie wierzył w to co widzi. Siłą woli wepchnęłam go w ledwie zarysowaną, czarną otchłań. Był jak dziecko, w ogóle nie stawiał oporu. Jakbym gasiła świeczkę. To wydało mi się zbyt proste. Zmusiłam magię do zamknięcia otwierającej się bramy, a potem opadłam na piasek. Na granicy świadomości błąkała mi się myśl, że być może uratowałam nie tylko Arona, ale i ludzki – mój własny – świat.

    XXI

    Kiedy otworzyłam oczy, natychmiast oślepiło mnie zbyt jasne światło. Nie byłam pewna co się dzieje. Potem zdałam sobie sprawę, że leżę w łóżku, w czarnej pościeli. Wszystko mnie bolało, a najbardziej głowa. Jęknęłam cicho. Usłyszałam jak ktoś się poruszył. Na łóżku, pochylając się nade mną usiadł Chris. Serce jednak niemal wyskoczyło mi z piersi, kiedy zobaczyłam opartego o ścianę pokoju, stojącego w kącie Arona. Wyglądał nieco blado, ale nic mu nie było. 

    – Co się stało? – szepnęłam cicho, zdając sobie sprawę, jak bardzo zachrypnięty jest mój głos.

    Chris chciał coś powiedzieć, ale to Aron wszedł mu w słowo.

    – Idiotka! – warknął. – Jestem pod wrażeniem twojej głupoty.

    Spojrzałam na nich pytająco. Siedzący na łóżku blondyn skrzywił się nieco, ale skinął głową.

    – Wyjątkowo muszę się z nim zgodzić – przyznał lekkim tonem. – Jak sądzisz, czemu sam nie zrobiłem tego co ty? Takie nadużywanie mocy powinno cię zabić. To cud, że żyjesz.

    Zamrugałam, przypominając sobie, co się wtedy stało. Skrzydła! Miałam skrzydła.

    – Gdybym nic nie zrobiła, on zabiłby Arona – wyjaśniłam, jakby i dla nich powinno to być rzeczą naturalną.

    Tym razem obydwaj patrzyli na mnie zaskoczeni. Aron podszedł bliżej, patrzył na mnie niezdecydowany.

    „Zrobiłaś to dla mnie?” spytał w myślach, a ja słyszałam go teraz tak wyraźnie, jakby mówił.

    Nie wierzył i… miał nadzieję.

    – Zostaw nas samych – zwróciłam się z prośbą do Chrisa. 

    Skrzywił się.

    – Jestem za ciebie odpowiedzialny. Mam cię uczyć i pilnować. – Oznajmił stanowczo, nie ruszając się z miejsca.

    Roześmiałam się, zdając sobie sprawę, że słyszę również jego myśli. Zmuszono go, kazano mu uczyć mnie posługiwania się nadprzyrodzonymi mocami. Stałam się strażniczką i miałam chronić ludzi przed demonami, takimi jak Aron. Na dodatek zgodziłam się na to dobrowolnie, niechybnie wypowiadając głupie słowa, a potem w przypływie złości oraz paniki, przemieniając się by uratować Arona. To było absurdalne, a jednak czułam wahanie. Miałam wybór, ciągle byłam człowiekiem, ale on nie. 

    – Jeżeli nie ruszysz w tej chwili tyłka i stąd nie znikniesz, to obiecuję ci, że nie kiwnę nawet palcem. Nie zrobię nic z rzeczy, których ode mnie oczekują. I jak sądzisz, kto poniesie tego konsekwencje?

    Niechętnie wstał, używając w myślach kilku niecenzuralnych słów, a potem wyszedł z pokoju. Zobaczyłam pytająco spojrzenie szarozielonych oczu, na które niesfornie opadały kosmyki brązowych włosów. Czułam jak się waha. Nie był pewien czy powinien na mnie nawrzeszczeć, czy może przytulić. Zdecydowałam za niego. Nie potrzebowałam większej liczby dowodów na to, że mu naprawdę zależy. W końcu był przy mnie nawet teraz…

    – Kocham cię – oznajmiłam stanowczo.

    Zobaczyłam na jego twarzy zaskoczenie, które już chwilę później zastąpił szelmowski uśmiech. Podszedł jeszcze bliżej.

    – To dlatego nie potrafiliśmy cię kontrolować – stwierdził leniwym głosem. – Któreś z twoich rodziców musiało być strażnikiem, wystarczyło tylko, żebyś to w sobie wyzwoliła.

    Wzruszyłam ramionami, ciągle osłabiona, ponosząc się na poduszkach. 

    – To chyba nienajgorsza praca – stwierdziłam bo ta przemiana była dla mnie czymś naturalnym. Zupełnie jakbym zawsze o tym wiedziała.

    Usiadł na łóżku. Pochylił się nade mną. Znalazł się tak blisko mnie, że poczułam ciepło jego oddechu. Opadłam z powrotem na poduszki. Podwinęłam mu koszulkę, by zobaczyć świeżą, szeroką bliznę na brzuchu chłopaka. 

    – Ile czasu spałam? – zadałam dręczące mnie pytanie.

    – Cztery dni – skrzywił się odrobinę, a ja zdałam sobie sprawę, że czekanie na to czy się obudzę, było dla niego niczym koszmar. – Wiesz, że teraz jesteśmy naturalnymi wrogami? – zamruczał zbliżając usta do moich ust.

    W odpowiedzi oplotłam ramionami jego szyję.

    – Przecież należymy do siebie, Aron, zapomniałeś? – zapytałam odrobinę ironicznym tonem.

    Pocałował mnie. Namiętnie, czule. Poczułam łączący nas płomień. Wpatrywałam się w pociemniałe z podniecenia oczy chłopaka. Kochał mnie i byłam tego pewna. To nie była już ta sama chęć posiadania, którą czuł na początku. Darzył mnie prawdziwym i szczerym uczuciem. Był gotowy oddać za mnie życie, a teraz, będąc razem, łamaliśmy wszystkie, ustalone w jego świecie prawa. Przepełniało mnie szczęście. Ani Aron, ani ja nie zamierzaliśmy się nikomu podporządkowywać, a co najlepsze, oni do niczego nie mogli nas zmusić.

    Epilog

    Czekał na mnie przy samochodzie. Oplotłam ramionami jego szyję. Pocałował mnie czule, a ja czułam na plecach wzrok przyjaciółek. Czerpałam przyjemność z tego, że zazdrościły mi Arona, ponieważ wiedziałam, że równie mocno życzą mi szczęścia. Niewiele pamiętały z wycieczki nad morze i w ogóle nie mogły zrozumieć, dlaczego odrzuciłam Chrisa, aż do momentu kiedy zobaczyły mnie w objęciach Arona. Życie wróciło do normy – a raczej prawie. Miałam teraz skrzydła i… władałam magią. Potrafiłam też rozmawiać w myślach ze swoim chłopakiem. Chris uczył mnie panować nad nową mocą. To był kompromis. Ja będę się uczyła, Aron nie będzie zabijał ludzi, a oni zostawią nas w spokoju. I właściwie źle wyszedł na tym tylko Chris, zmuszony do mojego ciągłego towarzystwa. Chociaż może nie całkiem, ponieważ po kilku tygodniach wspólnych ćwiczeń, odniosłam wrażenie, że chłopak naprawdę mnie lubi. Chociaż nie przestawali na siebie warczeć z Aronem, byłam pewna, że zyskałam przyjaciela. 

    – Dokąd jedziemy? – zapytałam wsiadając do samochodu.

    – Zobaczysz – odpowiedział z tym swoim drwiącym uśmiechem.

    Po pół godzinie staliśmy nad brzegiem urwiska. Rozpościerał się stąd przepiękny widok. Podziwiałam go w milczeniu, oparta o jego tors. W pewnym momencie, z zaskoczenia, Aron chwycił mnie w ramiona, a potem skoczył. W jednej chwili spadaliśmy, a potem poczułam jak lecę, gdy unosiły nas jego czarne skrzydła. Rozwinęłam swoje własne – śnieżnobiałe. Latanie, jego towarzystwo, bezchmurne niebo. To wszystko było jak marzenie, takie, które się spełniło.

    The End

    Note