Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Klątwa pierwszej miłości

    Kiedy Jagoda weszła do jasnego salonu, niosąc ze sobą parujące kubki, Denis stał przed jedną z półek z zainteresowaniem przyglądając się rodzinnym zdjęciom dziewczyny. Szczególnie jedno przyciągnęło jego uwagę. 

    – Kto to jest? – zapytał Jagody, pokazując jej zdjęcie przedstawiające małą czarnowłosą dziewczynkę siedzącą na kolanach starszej kobiety.

    – Moja babcia – uśmiechnęła się do niego radośnie dziewczyna.

    – Ma na imię Maria-Antonina? – spytał zaciekawiony chłopak, tonem jakby to co odpowie mu Jagoda było rzeczą najwyższej wagi.

    – Skąd wiesz? – zdziwiła się Jagoda, ale w tym momencie dziwną rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi.

    Dziewczyna pobiegła otworzyć. W drzwiach stał Michał. Miał ze sobą jakieś zakupy. Jagoda zawahała się nie będąc pewna czy powinna go zaprosić do środka. Spojrzał na nią pytająco.

    – Wpuścisz mnie? – spytał.

    – Tak, jasne, wejdź – odpowiedziała niezbyt pewnym głosem dziewczyna.

    Kiedy Michał wszedł do środka, jego wzrok natychmiast zatrzymał się na luzacko opartym o framugę salonu Denisie. Na domiar złego, tamten nie miał na sobie koszulki, ponieważ suszyła się na łazienkowym kaloryferze.

    – Cześć – przywitał blondyna chłopak uśmiechając się pogodnie. 

    Twarz Michała przeszył grymas gniewu.

    – Co on tu robi?! – spytał Jagody cedząc słowa przez zęby.

    Dziewczyna wzruszyła ramionami.

    – Zaprosiłam go, żeby się wysuszył – odpowiedziała nie tracąc rezonu. – Był bardzo zmoknięty, nie chciałam, żeby się rozchorował. Usiądźcie, Michał, zaraz przyniosę ci herbatę.

    Chłopacy przez chwilę mierzyli się wrogimi spojrzeniami, a potem obydwaj usiedli na kremowych fotelach w salonie. Żaden z nich nie zamierzał wyjść.

    – Zostaw ją w spokoju – warknął Michał, kiedy tylko dziewczyna zniknęła za drzwiami.

    – Odwal się ode mnie – syknął Denis. – Będę robił to na co mam ochotę z tym, z kim mam ochotę to robić.

    – Ona jest moja i nie waż się jej tknąć – zagroził cichym głosem blondyn.

    Potem jednak obydwaj zamilkli, bo Jagoda wróciła do pokoju niosąc ze sobą parujący kubek herbaty, który postawiła przed Michałem. Tamten, korzystając z okazji przyciągnął dziewczynę do siebie, sadzając ją sobie na kolanach. Jagoda roześmiała się srebrzyście, delikatnie całując chłopaka w usta. Denis gwałtownie wstał.

    – To ja już pójdę – oznajmił tylko, nie patrząc więcej na nich. 

    Jagoda chciała go odprowadzić do drzwi, ale Michał przytrzymał ją przy sobie stanowczo.

    – Poradzi sobie – powiedział cicho przytulając do siebie dziewczynę – a ja naprawdę bardzo się za tobą stęskniłem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Denis zebrał swoje ubrania i pospiesznym krokiem wyszedł na deszcz. Wszystko się w nim gotowało. Wściekłoś mieszała się w chłopaku z zazdrością. Dlaczego akurat on? Dlaczego jego musiała wybrać? Każdy, tylko nie Michał! Zwłaszcza teraz, kiedy w umyśle Denisa pojawiła się iskierka nadziei. Otworzyła się przed nim szansa, na to, że wszystko ułoży się dobrze.

    Wsiadł do autobusu. Z kieszeni spodni, wyjął pomięte zdjęcie. Kiedy Jagoda nie patrzyła, wyciągnął fotografię ze starej, drewnianej ramki. Nie miał nic do stracenia, za to do zyskania miał całe życie. W każdym razie warto było spróbować.

    Po pól godzinie, znalazł się na przystanku, przy ulicy Akacjowej. Stało tam kilka starych, jednorodzinnych domów. Denis wszedł na drewniany, podcieniowy ganek jednego z nich. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu starsza, poczciwie wyglądająca kobieta, która gdy go tylko zobaczyła, próbowała natychmiast zatrzasnąć, potężne, drewniane drzwi. Nie pozwolił jej na to. Przytrzymał je i odsuwając na bok staruszkę, niczym huragan, wszedł do środka.

    – Porozmawiamy – powiedział cichym, groźnym głosem.

    – Nie mamy o czym – stwierdziła ni to przestraszonym ni to zasmuconym głosem kobieta.

    – Owszem, mamy – uśmiechnął się ponuro Denis. – Zaprosisz mnie na herbatę, powiem ci to, co mam do powiedzenia, a potem sobie pójdę, jeżeli taka będzie twoja wola – oznajmił, pochylając się i podnosząc z podłogi rudego, ocierającego się mu o nogi kota. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    W staromodnie urządzonej kuchni, w powietrzu unosił się zapach aromatycznych, polnych ziół. Na ścianach wisiały ręcznie malowane, ozdobne talerze. Denis siedział na krześle, przy solidnym, drewnianym stole. Trzymał na kolanach rudego kota, od czasu do czasu łagodnie głaszcząc mruczące zwierzę.

    – Denis, już tyle razy prosiłeś mnie o to samo i za każdym razem odpowiadałam ci, że nie mogę tego zrobić – powiedziała spokojnie siedząca naprzeciwko chłopaka staruszka.

    – Rozumiem – odpowiedział powoli. – Posłuchasz mnie czy nie? 

    – Mów – westchnęła kobieta.

    Chłopak wyciągnął z kieszeni lekko pomiętą fotografię. Przesunął po stole w kierunku staruszki. Spojrzała na niego zaskoczona.

    – Skąd to masz? – spytała.

    – To ona – powiedział cicho – to ta dziewczyna.

    – Niemożliwe! – prawie krzyknęła siwowłosa kobieta.

    – Mario, przecież wiesz, że sobie tego nie wymyśliłem – westchnął ponuro chłopak.

    – Kiedy to naprawdę niemożliwe! – popatrzyła Denisowi w oczy. Potem jakby coś się w niej zmieniło. – Poddałeś się? – spytała cicho.

    Chłopak przecząco pokręcił głową.

    – Robiłem wszystko, żeby ją od siebie odtrącić – przyznał szczerze. – Byłem chamski, niemiły, ba nawet jej groziłem, a ona i tak ciągle do mnie wracała, a ja sam zwyczajnie nie potrafiłem się od niej trzymać z daleka. – Poważnym wzrokiem spojrzał na staruszkę. – Ale przyrzekam, że nawet jej nie tknąłem. Błagam cię, pomóż mi Mario, to przecież twoja wnuczka! Nie może skończyć jak moja matka! Nie pozwolę na to!

    Kobieta uśmiechnęła się smutno.

    – Naprawdę wierzysz w istnienie magii, Denisie?

    Chłopak roześmiał się gorzko.

    – Nie wierzyłem – powiedział szczerze. – Nie uznawałem jej istnienia, nawet wtedy, kiedy zaczęła do mnie gadać ta bura kupa kłaków – uśmiechnął się pokazując staruszce śpiącą w swoim rękawie fretkę. – Uwierzyłem dopiero, kiedy pierwszy raz ujrzałem Jagodę. To wtedy zacząłem się naprawdę bać. Pomóż mi, pomóż jej, proszę.

    – To nie czarownice rzuciły klątwę na twoją rodzinę, sam świetnie o tym wiesz. Nie mogę nic zrobić, żeby ją odczynić – powiedziała spokojnie kobieta.

    – Nic nie możesz zrobić? – niemalże jęknął chłopak. – Nie chodzi o klątwę, nie chodzi o mnie. Proszę cię jedynie, żebyś ją ochroniła.

    Sędziwą twarz staruszki ozdobił ponury uśmiech. W jej mętnych, brązowych oczach widać było wiekową mądrość.

    – Kochasz ją Denisie? – spytała. – Co jeżeli uda mi się odczynić czar? Ona przestanie cię kochać, będziesz dla niej nikim…

    Chłopak roześmiał się.

    – Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Tak, kocham ją – przyznał szczerze – i dlatego, nie mogę pozwolić, żeby ona mnie kochała.

    – Wróć do mnie jutro, przyprowadź Jagodę ze sobą, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby uchronić was przed cygańską klątwą.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Na dworze zrobiło się ciemno. Denis wracał do domu w znacznie mniej optymistycznym nastroju, ciągle jednak nie opuszczała go nadzieja. Przystanął zdziwiony, kiedy zobaczył stojących w bramie jego kamienicy chłopaków. Rozpoznał kolegę z grupy i Michała, trzech pozostałych nie znał. Zaczęło go ogarniać bardzo złe przeczucie. Zauważyli go prawie w tym samym momencie, co on ich. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a potem Denis puścił się pędem w długą. Tamci rzucili się w pościg za nim. Dopadli go w wąskiej uliczce, zagradzając mu drogę z obu stron. Powalili go na ziemię. 

    – A to co za szczur? – roześmiał się Michał podnosząc za kark, odzianą w skórzaną rękawiczkę dłonią fretkę, która ciągle zaspana wysunęła się z luźnego rękawa kurtki Denisa.

    – Zostaw ją – syknął leżący na ulicy chłopak, próbował się podnieść, ale pozostali uniemożliwili mu to z wielką przyjemnością malującą się na zaczerwienionych twarzach.

    Denis otrzymał kilka mocnych kopniaków, zwinął się w kłębek, chroniąc przed uderzeniami głowę i brzuch. Michał pomachał przed nim szamoczącą się na wszystkie strony, piszczącą fretką. Zwierzę nastroszyło się, całe wyglądając teraz, nie jak puchata kulka, a raczej jak szczotka do czyszczenia butelek.

    – Chętnie – powiedział z sadystycznym uśmiechem na twarzy Michał – tylko sądzę, że najpierw skręcę temu szczurowi kark. Wtedy przestanie się tak szamotać.

    Denis zerwał się gwałtownie, rzucając na trzymającego fretkę blondyna. Natychmiast odciągnęły go i powaliły na ziemię, cztery pary rąk. Nadeszła kolejna, bolesna seria ciosów. Chłopak zamknął oczy. Myślał gorączkowo, w jaki sposób może ocalić szamoczącą się bezradnie Maggie. Kiedy przestali kopać, jeden z chłopaków podniósł go za włosy. Michał złapał jedną ręką tułów zwierzęcia.

    – Żegnaj szczurze – powiedział wesoło, chwytając drugą ręką główkę stworzenia. 

    To był błąd. Fretka wygięła się jak wąż, zupełnie jakby nie miała kości. Ugryzła chłopaka małymi, szpiczastymi zębami w nadgarstek. Puściła spod ogona strugę smrodliwego gazu. Michał syknął wypuszczając zwierzę z rąk. Maggie zwinnie wskoczyła na kontener od śmieci, a potem zniknęła w pierwszej lepszej dziurze. Leżący na ulicy Denis otrzymał od Michała kilka wściekłych ciosów.

    – Nigdy więcej nie waż się zbliżać do MOJEJ Jagody – wysyczał przez zęby, po czym zniknął za rogiem, zostawiając kumpli, żeby dokończyli robotę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Piekło minęło by powrócić wraz z coraz bardziej nasilającym się bólem. Denis patrzył rozmytym wzrokiem, jak jego oprawcy odchodzą śmiejąc się okrutnie. Spróbował wstać. Nie dał rady. Ponownie osunął się na pokrytą błotem i kałużami ulicę. Jego cienka, wojskowa kurtka była poprzedzierana w wielu miejscach, spodnie, bluza i włosy zupełnie mokre i ubłocone. Każde, nawet najmniejsze poruszenie, sprawiało chłopakowi dotkliwy ból. Najbardziej doskwierały mu okolice żeber. Kiedy znów spróbował wstać, nie potrafił powstrzymać wydobywającego się z gardła cichego jęku. Popielate zwierzątko wychynęło ze swojej kryjówki i mokrym nosem dotknęło leżącej na bruku dłoni chłopaka.

    W końcu Denisowi udało się wstać. Z trudem, opierając się chwiejnie o ściany budynków, ruszył w kierunku domu. Nigdy nie przeżył nic tak koszmarnego, jak wejście po schodach na ostatnie piętro w takim stanie. Zdjął z siebie mokre ubranie, rzucając je na bezładną stertę, która uformowała się na podłodze. Potem położył się na łóżku, by w końcu zapaść w niespokojny, przerywany nasilającymi się falami bólu, sen.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Jagoda poczuła zimny, mokry nosek na swoim rozgrzanym od poduszki policzku. Od niechcenia odgarnęła ręką kudłate zwierzę. Ono jednak wróciło znowu, trącając ją zimnym nosem w szyję.

    – Bianka, przestań – jęknęła zaspana dziewczyna.

    Poczuła mocne ugryzienie. Otworzyła oczy. Gwałtownie usiadła. Spojrzała na popielatą, włochatą istotę, która skakała jak szalona po jej wzorzystej pościeli.  

    – Maggie? – zapytała zaskoczona, zupełnie już rozbudzona ze snu. – Co tu robisz?

    Fretka stanęła przy drzwiach, wlepiając swoje czarne ślepka w Jagodę. Na dworze zaczynało świtać. Zdziwiona dziewczyna wciągnęła na siebie pospiesznie ubranie, zabrała swój szkolny plecak i poszła w ślad za zwierzęciem.

    Po kilkunastu minutach znalazły się przed drzwiami mieszkania Denisa. Wahała się przez chwilę, ale potem, bez pukania, uchyliła drzwi i weszła do środka. Świtało już, więc w pokoju panował szarawy, nieprzyjemny półmrok. Jagoda podeszła do łóżka, na którym spał chłopak, po drodze potykając się o stos byle jak rzuconych na podłogę, brudnych ubrań.

    Nie wiedziała co tu robi i dlaczego właściwie przyszła. Kiedy stanęła nad Denisem, ten otworzył oczy. Potem zamknął je z powrotem.

    – Śnisz mi się? – zapytał cicho.

    Usiadła przy nim, nawet mimo półmroku, widząc, że coś jest nie tak. Zapaliła wysłużoną nocną lampkę i aż syknęła ze zgrozy i zdumienia. Leżący na łóżku chłopak był cały posiniaczony i zabłocony, gdzieniegdzie było widać ślady pozasychanej krwi. Denis natychmiast naciągnął na siebie kołdrę, przykrywając się razem z głową. Jagoda siedziała przez chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić, a potem zgasiła światło i położyła się przy nim. Wysunął spod kołdry rękę i objął ją ramieniem. Odsunęła pościel z jego twarzy i delikatnie zaczęła gładzić wilgotne włosy chłopaka. Leżeli tak przez ponad godzinę, nie odzywając się do siebie. W końcu Jagoda usiadła.

    – Muszę iść – powiedziała cicho – niedługo zaczną się lekcje.

    Kiedy nic nie odpowiedział, niechętnie wstała.

    – Jagoda, zrobisz coś dla mnie? – usłyszała cichy głos Denisa.

    – Co takiego? – zapytała zaskoczona.

    – Czy mogłabyś dzisiaj wieczorem odwiedzić babcię? – poprosił.

    – Yh? – zdziwiła się dziewczyna. – Dlaczego?

    – Nie pytaj, po prostu zrób to – westchnął.

    – Dobrze, zrobię – odpowiedziała w dalszym ciągu zaskoczona.

    – Obiecaj – poprosił.

    – Obiecuję – odparła nie mogąc zrozumieć dlaczego tak mu na tym zależy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Tym razem to Michał przyjechał po Jagodę do szkoły. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie na jego widok. Bała się i martwiła o Denisa. Potrzebowała kogoś przy kim mogła czuć się bezpiecznie, a Michał się idealnie do tego nadawał. Na powitanie wtuliła się w jego czarny, elegancki płaszcz. Przyciągnął do siebie dziewczynę i delikatnie pocałował. Potem wsiedli do samochodu i pojechali do domu Michała. Kiedy chłopak zdjął płaszcz, dziewczyna spojrzała zaniepokojona na bandaż zdobiący jego lewą rękę.

    – Co ci się stało? – zapytała z troską.

    – Nic takiego, miałem drobny wypadek – odpowiedział uśmiechając się do niej pogodnie.

    Wieczorem, koło dziewiętnastej, na prośbę Jagody, zamiast do domu, Michał podwiózł ją na ulicę Akacjową. Dziewczyna dalej nie rozumiała, czemu Denisowi tak zależało, żeby złożyła wizytę babci, ale nie widząc w tym nic złego, zamierzała zwyczajnie spełnić prośbę chłopaka. Michał razem z nią wysiadł z samochodu i odprowadził ją pod same drzwi. Jagoda wspięła się na palce, pocałowała go na pożegnanie, kiedy jednak niechcący oparła się o nadgarstek Michała, chłopak syknął z bólu.

    – Przepraszam – jęknęła – bardzo przepraszam! 

    – Nie przejmuj się – powiedział blondyn, podwijając rękaw.

    Przez opatrunek przesiąkła czerwona krew. Jagoda zaniepokojona spojrzała na lekko pobladłego Michała.

    – Wejdźmy do środka – poprosiła. – Babcia ma dobrze wyposażoną apteczkę… Jeszcze raz strasznie przepraszam!

    Babcia Jagody przywitała ich uprzejmie, kryjąc starannie zdziwienie, że jej wnuczka nie pojawiła się sama. Zostawiła obydwoje w jasnej kuchni. Rudy kot przysiadł na jednej z pomalowanych na żółto, drewnianych szafek i prychnął na Michała, jeżąc się złowieszczo. Dziewczyna wzięła go na ręce i wyniosła z pomieszczenia, zamykając drzwi. Potem wróciła, żeby zająć się chłopakiem. Kiedy Jagoda rozwinęła bandaż na nadgarstku Michała spojrzała zaskoczona na poszarpaną ranę. Widniały tam wyraźne ślady niewielkich, ostrych zębów. Zwierzę musiało być zdesperowane, bo wbiło je bardzo głęboko, szarpiąc i rozrywając tkankę.

    – Co cię tak urządziło? – spytała zaniepokojona. 

    – Nie wiem – stwierdził chłopak, który wyraźnie nie miał ochoty o tym rozmawiać. – Przypominało łasicę.

    Jagoda otworzyła oczy ze zdumienia. Takie same ślady zostawiła jej na ramieniu Maggi, budząc ją rano, tylko, że fretka przygryzła ją wtedy delikatnie, tylko na tyle, żeby wyrwać dziewczynę ze snu.

    – Michał, widziałeś się wczoraj z Denisem? – zapytała cichutko.

    W oczach chłopaka rozbłysnęły gniewne iskierki.

    – A co to ma to rzeczy? – spytał starając się panować nad tonem głosu.

    – Nic, po prostu… – zaczęła dziewczyna, ale nie pozwolił jej skończyć.

    – Co nagadał ci ten kretyn? – niemal warknął Michał. – Wiesz jak bardzo się nie lubimy, zrobiłby wszystko, żebyś ze mną zerwała – powiedziała przytrzymując ją zdrową ręką za ramię.

    Jagoda szeroko otworzyła oczy, do tej pory o nic nie podejrzewała Michała, każdego, tylko nie jego, ale gniewny ton chłopaka zasiał w jej umyśle ziarno wątpliwości.

    – Nic mi nie powiedział, martwię się o niego – oznajmiła cicho spuszczając wzrok.

    – Sam sobie winny, że oberwał, nie przejmuj się nim – wzruszył ramionami, odrobinę uspokojony Michał.

    Dziewczyna nie była idiotką i potrafiła wyciągać logiczne wnioski. W jej brązowych oczach zapłonął ogień.

    – Więc to twoja sprawka? Co mu zrobiłeś? Dlaczego? – spytała nie będąc w stanie pojąć takiego zachowania.

    – Nic mu nie zrobiłem – syknął Michał – chcę, żeby trzymał się od ciebie z daleka. 

    – Od kiedy to ty dobierasz mi znajomych? – spytała coraz bardziej rozgniewana Jagoda.

    – Od wtedy, kiedy twoje wybory są do kitu – odpowiedział stanowczo. – Nie będziesz zadawała się z tym typem i ja o to zadbam. 

    Jagoda była już naprawdę zła. Wzięła do ręki gazę, bandaż i nie patrząc na Michała zajęła się jego nadgarstkiem. 

    – Idź już stąd, dobrze? – poprosiła cicho, kiedy skończyła.

    – Posłuchaj mnie – powiedział przyciągając ją do siebie. – To nie jest dobre towarzystwo dla ciebie. To nic nie warty kundel, zapomnij o nim.

    – Za każdym razem, kiedy go widzisz, próbujesz go obrazić! Nasłałeś na niego kumpli! I jeszcze mówisz, że to on nie jest nic wart? – odezwała się gniewnym tonem. – Wiesz, jeżeli miałabym wybierać pomiędzy nim a tobą, to sądzę, że wybrałabym jednak jego.

    Michał poczerwieniał na twarzy, uderzył ją. Jagoda odsunęła się od niego zaskoczona. Chłopak oprzytomniał. Podszedł do niej. Stała teraz pod samą ścianą niewielkiej kuchni.

    – Jagódko, przepraszam – powiedział spokojnie – nie wiem co mnie napadło, ja nie chciałem…

    Dziewczyna jednak zauważyła w jego oczach coś niedobrego, coś czego wcześniej nie widziała.

    – Michał, idź już, proszę – szepnęła cicho.

    – Nie pójdę – oznajmił stanowczo chłopak. 

    Chwycił ją zdrową ręką, przyciągając do siebie stanowczo. Próbowała się wyrwać, była jednak drobnej budowy, a on był zdecydowanie od niej silniejszy. W pewnym momencie czyjeś ręce odciągnęły go od dziewczyny. Jagoda z ulgą spostrzegła Denisa, nie zastanawiając się nawet co on tu właściwie robił. W bursztynowych oczach chłopaka kryła się złość.

      Wyjdź stąd – powiedział cichym groźnym głosem, stając pomiędzy Michałem a Jagodą.

    Blondyn obrzucił go wściekłym spojrzeniem.

    – To nie twoja sprawa – warknął.

    Kiedy jednak babcia Jagody weszła do kuchni, rzucił jedynie ciche, złowróżbne „do zobaczenia” i bez niczyjej pomocy wyszedł przed dom.

    – Wszystko w porządku? – zapytała kobieta, udając, że nie widzi roztrzepanych włosów Jagody i opuchniętej twarzy Denisa.

    Obydwoje zgodnie skinęli głowami. Nie chcieli o tym mówić.

    – Co tu robisz? – spytała dziewczyna Denisa, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że jego obecność w domu jej babci to raczej dziwny fakt.

    – Zaprosiłam go, kochanie – odezwała się staruszka z uśmiechem. – Musimy mu wyjaśnić kilka spraw. – Nie stójmy tak – powiedziała – chodźcie, usiądziemy w salonie.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Pokój do którego zaprowadziła ich babcia Jagody był przytulny i ciepły. Stara kanapa obita była materiałem w małe, czerwone różyczki. Fotele, do kompletu wyglądały na stare i wysłużone, ale jednocześnie bardzo wygodne meble. Obydwoje usiedli na kanapie, podczas gdy staruszka zajęła miękki fotel. Rudy kot, który plątał się pod nogami od pewnego czasu, z żywym entuzjazmem wskoczył na kolana Denisa. Chłopak pogłaskał go mechanicznie. 

    – Myślę, że zaczniemy od historii twojej rodziny, Denisie – odezwała się pogodnym tonem, zupełnie jakby mówiła o pogodzie, staruszka.

    Chłopak spojrzał na nią ponuro. Myślał, że kobieta bardziej przejmie się losem swojej własnej wnuczki, nie protestował jednak. Bądź co bądź była czarownicą, a on przecież wierzył w magię.

    – Babciu, o co tu chodzi? – wtrąciła jednak Jagoda zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć.

    – Widzisz kochanie, Denis należy do tych nielicznych osób, które w dalszym ciągu wierzą w istnienie magii – powiedziała z uśmiechem. – Ma nawet swojego ducha opiekuńczego. Uważam, że trzeba go w niektórych sprawach uświadomić – powiedziała z nutką przekąsu w głosie – ale chcę, żeby najpierw opowiedział ci o klątwie.

    – Ducha opiekuńczego? – prychnęła dziewczyna. – Przecież to jedynie dajmon w najprostszej postaci fizycznej… nie mógłby nawet…

    – Wystarczy kochanie – uciszyła ją kobieta z uśmiechem, kiedy Denis spojrzał na Jagodę zaskoczonym wzrokiem. – Opowiedz jej – zwróciła się do chłopaka spokojnie.

    Chłopak zaczął teraz nieco inaczej patrzeć na całą sprawę. Skoro Jagoda wiedziała o istnieniu magii, to co powie nie będzie dla niej jedynie idiotyczną, dziecinną bajką.

    – Mój pra- pra- pra- dziadek, Konstanty uwiódł, a potem porzucił cygańską dziewczynę. Umarła przez niego z  żalu. Jej plemię rzuciło klątwę na moją rodzinę – oznajmił beznamiętnie. – Pierwsza miłość jest naszą ostatnią, na zawsze. Do tego kobieta, którą pokochamy, odwzajemnia naszą miłość zmuszona przez cygańską magię. To dlatego zawsze jesteś przy mnie – dodał ze smutkiem w głosie. – Z pokolenia na pokolenie, jako pierworodne dziecko rodzi się syn, a jego matka umiera przy porodzie. Mój pradziadek rzucił się na własną szablę, dziadek powiesił, a ojciec zapił z żalu. Przyszedłem do Marii, prosić ją, żeby w jakiś sposób odsunęła od ciebie tą magię.

    Jagoda wyglądała na zaskoczoną i zmieszaną. Patrzyła to na Denisa, to na staruszkę.

    – Babciu, dlaczego mu nie powiedziałaś? – spytała w końcu.

    Kobieta uśmiechnęła się przepraszająco.

    – Nie wiedziałam czy tego chcesz, kochanie. Zresztą teraz sama możesz mu powiedzieć.

    Dziewczyna westchnęła. Spojrzała w bursztynowe oczy Denisa.

    – Jesteś ignorantem – powiedziała cicho – wiesz o istnieniu magii, dowiedziałeś się nawet, że moja babcia jest czarownicą, a nie postanowiłeś w żaden inny sposób poznać tego świata? – spytała właściwie nie oczekując odpowiedzi. – Przez ponad rok płakałam przez ciebie po nocy, tylko dlatego, że ty nic nie wiesz?!

    Odepchnęła go od siebie stanowczo, wlepiając w niego płonące, migdałowe oczy. Chłopak zmieszał się jeszcze bardziej.

    – Jagoda, o co… – zaczął pytanie, ale nie dokończył, bo dziewczyna przylgnęła do niego, wtulając się mu pod ramię całym swoim ciałem.

    – Pochodzę z linii czarownic – oznajmiła cichutko, wtulając twarz w jego ciemnozieloną bluzę – a do tego urodziłam się w noc święta Samhain, jestem dzieckiem magii, a konkretniej takim, na które magia kompletnie nie działa. Do tego nie urodzę syna, pierworodnym dzieckiem czarownicy jest zawsze córka – westchnęła Jagoda. – I nie kocham cię dlatego, że działa na mnie jakaś cholerna klątwa. Kocham cię po prostu, bo tak i już.

    Denis nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić. Spojrzał na staruszkę, szukając u niej potwierdzenia słów dziewczyny. Tamta uśmiechnęła się łagodnie.

    – Prościej mówiąc, chyba miałeś szczęście zakochując się akurat w mojej wnuczce – powiedziała pogodnie – samą swoją miłością przerwała ciążącą na twojej rodzinie klątwę. Dlatego właśnie powtarzałam ci przy naszej ostatniej rozmowie, że to co mówisz, nie jest możliwe. – Spokojnie wstała od stolika. – Zaparzę wam herbaty dzieci, tylko proszę nie kłóćcie się za bardzo.

    Rzuciła im jeszcze przelotny uśmiech i niemalże tanecznym krokiem opuściła salon. Denis delikatnie odsunął od siebie Jagodę.

    – Tak bardzo się o ciebie bałem – powiedział cicho, patrząc w twarz dziewczyny. – Kocham cię od samego początku. Wiedziałem, że to ty, już kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy. Tak bardzo starałem się trzymać od ciebie z daleka, ale zwyczajnie nie potrafiłem. – Przyciągnął ją do siebie z powrotem, a ona wtuliła się ufnie w jego ramiona. – Kocham cię – powtórzył wtulając policzek w jej włosy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Michał był naprawdę wkurzony. Co ten cholerny nieudacznik tam robił i dlaczego, coś, jakaś siła, zmusiła go żeby wyjść i zostawić go sam na sam z Jagodą, która przecież była jego, Michała, a nie Denisa dziewczyną. Zaparkował przed domem. Wysiadł z samochodu trzaskając drzwiami. Na podwórku poruszył się jakiś cień, potem kolejny. Chłopak pomyślał, że z gniewu ma już omamy przed oczami. Wszedł do domu, zapalił światło. Rodziców jak zwykle jeszcze nie było. Zresztą prawie nigdy ich tam nie było. Wszedł do swojego pokoju. Nad łóżkiem, na białej ścianie zobaczył ogromny czerwony napis, nabazgrany jakby dziecięcym pismem. Głosił: „Morderca zwierząt”. Poczuł powiew silnego wiatru. Kiedy się odwrócił, spostrzegł, że okno było otwarte. Na parapecie siedziały jakieś stworzenia. Było widać jedynie ich sylwetki, ostre białe zęby i czarne, błyszczące oczy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Denis obudził się wypoczęty. Z zachwytem spojrzał na śpiącą koło niego dziewczynę. Minął już ponad rok od kiedy byli razem, a on ciągle patrzył na nią z tą samą miłością, czułością i tęsknotą. Nie mógł uwierzyć, że cały jego koszmar, tak po prostu się skończył. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak, Jagoda była prawdziwą czarodziejką. Delikatnie pogładził jej lśniące, czarne włosy.

    – Oki, oki yo! Waga tomo ni sen, Neru–kocho! (Zbudź się zbudź! Uczynię cię swym towarzyszem o śpiący motylu!) – powiedział z wesołym uśmiechem, kiedy dziewczyna otworzyła oczy.

    Mruknęła w odpowiedzi, oplatając ramionami jego szyję,  przyciągając go do siebie i namiętnie całując. Wiedział, że nigdy nie mógłby być bardziej szczęśliwy.

    THE END

    Note