Rozdział 3 – Krew czarownic
by VickyW gościnie u hrabiego von Roisen spędzili jeszcze kilka dni, a Nevę przez cały ten czas martwiło, że ani razu w ciągu tego czasu nie spotkała Ranona. Natomiast wiedziała, że Matthew dotrzymał słowa. Kapitana Thomsona zdegradowano do najniższej rangi żołnierza i odesłano do pilnowania granic hrabstwa. Więcej o nim nie słyszała. Zamek opuścili wraz ze wschodem słońca. Dostali najlepsze konie i prowiant na drogę. Ich bagaże były wyjątkowo duże, choć chłopak oznajmił jej, że nie będą jechali dłużej niż trzy dni. Zastanawiała się co mieści się w środku, nie zamierzała jednak zadawać mu pytań. Całą sobą wyczuwała, że jej milcząca obecność irytuje go znacznie bardziej niż ich zwyczajowe kłótnie. Postanowiła go dalej ignorować i rozkoszowała się jazdą na smukłej kasztance. Jeździła jako dziecko, ale z niejaką satysfakcją zdała sobie sprawę, że w dalszym ciągu potrafi utrzymać się w siodle. Po dwóch godzinach jednak jazda zupełnie jej zbrzydła. Bolały ją wszystkie mięśnie, a przede wszystkim poobijane od siodła pośladki. Zastanawiała się czy do tego można się przyzwyczaić, w każdym razie Matthew w ogóle nie wyglądał na wyczerpanego. Pod wieczór zatrzymali się w rzadkim zagajniku. Miała ochotę zapytać czemu nie nocują w zajeździe lub po prostu w czyimś domu, skoro i tak w ten sposób wykorzystywał swoją pozycję, postanowiła jednak uparcie milczeć. Nie spodziewała się, że przyniesie to jakiegokolwiek rezultaty, miała jednak nadzieję, że przynajmniej skutecznie popsuje mu humor. Zdziwiła się, kiedy okazało się, że naprawdę go to obchodzi.
– Daj już spokój! – warknął na nią, kiedy posłusznie zsiadała z konia.
– Ależ o co chodzi, panie? – spytała tonem, jaki słyszała u służących na zamku hrabiego.
– Przestań się tak zachowywać! – odezwał się zirytowany, a ona uśmiechnęła się z satysfakcją.
– Czy nie taki zawarliśmy układ? – spytała niewinnie.
Westchnął. Stanął tuż obok niej. Niemal boleśnie poczuła jego bliskość. Z trudem powstrzymywała się przed dotknięciem go, wmawiając sobie, że tak działa magia sabatu – zupełnie jak z Davidem. Skoro w jego przypadku udało się złamać zaklęcie to i z Matthew się uda. On jednak jej dotknął. Chwycił dziewczynę za ramiona, zmuszając by na niego spojrzała.
– Neva, nie mam zamiaru tobą rządzić – oznajmił, ku jej wielkiemu zdumieniu. – Po prostu jeżeli będziesz się zachowywała tak jak zwykle, sprowadzisz na nas kłopoty, a ja nie wiem z jak wieloma sprawami będę sobie w stanie poradzić – wyjaśnił ponuro. – Więc proszę cię po prostu, żebyś mi zaufała, nie odzywała się do nikogo niepytana i odpowiadała jak najkrócej, najlepiej ograniczając się do „tak” lub „nie” jeżeli ktoś o coś zapyta. Mój dom – niemal wypluł to słowo – nie jest przyjaznym miejscem.
– Więc po co tam jedziemy? – zapytała bez zastanowienia.
Skrzywił się lekko.
– Bo tam znajduje się najbliższa brama, o której wiem – wyjaśnił cicho. – Dotrzemy do niej i wrócimy do twojego świata. Być może również uda się załatwić jakąś dodatkową ochronę, skoro już zaczęli cię atakować, to mogę przypuszczać, że będzie tylko gorzej.
Nie skomentowała. To nie miało znaczenia. Wiedziała, że Matthew nie chce jej skrzywdzić, a już kilkakrotnie udowodnił, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, to będzie jej bronił.
– Co zrobiłeś Ranonowi? – zamiast tego zadała kolejne pytanie.
Puścił ją. Odsunął się.
– Nic. – Spojrzała na niego pytająco. Westchnął. – Zawarliśmy układ. W zamian za życie jego brata, będzie służył u mnie przez rok. To magiczna więź. Nic specjalnego na tych ziemiach.
Dupek! Neva miała ochotę go uderzyć. Tym razem też się jednak powstrzymała. Pomyślała o domu. Mścić się na nim i wrzucać mu może równie dobrze, kiedy wróci do domu. Teraz nie miało to i tak najmniejszego znaczenia.
– Gdzie jest teraz? – zapytała zaniepokojona.
– Wysłałem go przodem, żeby zaanonsował nasze przybycie – wyjaśnił jeszcze bardziej ponurym głosem. – Uznałem, że tak będzie lepiej.
Dziewczyna nie potrafiła ukryć westchnienia ulgi. Polubiła Ranona i nie chciała, żeby stała mu się jakakolwiek krzywda, zwłaszcza, że zapewne częściowo byłaby to także jej własna wina.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Do południa jechali przez las, na którego skaju Matthew zarządził przerwę. Słońce świeciło jasno na bezchmurnym niebie. To był naprawdę piękny, ciepły dzień. Neva, która mimo bliskości ogniska, zdążyła nad ranem zmarznąć, rozkoszowała się teraz gorącymi promieniami. Leniwie rozciągnięta na trawie obserwowała jak chłopak wypakowuje jakieś rzeczy. Kiedy zobaczyła, że to zimowe ubrania, usiadła zaskoczona.
– Po co nam to? – zapytała.
– Zobaczysz – mruknął, wyraźnie w złym humorze.
Podał jej podbity futrem płaszcz, ciepłe, skórzane buty, czapkę, rękawiczki i jakiś szal. To był ubiór niczym na Syberię.
– Włóż to – rozkazał.
– Zwariowałeś! – oznajmiła przyglądając się rzeczom.
Westchnął.
– Co muszę zrobić, żebyś przynajmniej raz posłuchała mnie bez gadania? – zapytał wyraźnie zrezygnowany.
– Nic! Nie zamierzam się ugotować!
Podszedł do niej. Przyciągnął dziewczynę do siebie. Spojrzał w jej fiołkowe oczy. Bliskość fizyczna, jego dotyk… znowu były dla Nevy nie do zniesienia. Pochylił się nad nią, jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Blisko – zbyt blisko. Zadrżała.
– Jeżeli tego nie zrobisz – zamruczał miękko, aksamitnym głosem – to piekielnie zmarzniesz.
Puścił ją, a ona odskoczyła jak najdalej. Dostrzegła jego drwiący uśmiech. Bawił się nią! Rozeźlona chwyciła brązowe buty z miękkiej skóry. Usiadła na trawie niechętnie je na siebie wciągając. Matthew ubrał się w ciepły, myśliwski strój w czarnych barwach. Otulił się wełnianym, ciemnym płaszczem bez rękawów i naciągnął na głowę kaptur. Czekał na nią w siodle. Zirytowana i już bardzo zgrzana dosiadła swojej kasztanki, którą ku jej zdziwieniu chłopak uprzednio nakrył derką. Przejechali kilka metrów i nagle las się zmienił. Neva poczuła na skórze dotyk mrozu. Wszędzie dookoła leżał śnieg. Obejrzała się za siebie. Nie było widać ani śladu lata! Konie wierciły się niezadowolone z tak gwałtownej zmiany temperatur.
– Wytłumacz – zażądała.
Wzruszył ramionami tłumiąc rozbawienie.
– Tu zawsze tak jest – wyjaśnił. – Kraina wiecznej zimy.
– I nigdy nie ma Bożego Narodzenia? – spytała niechętnie Neva, cytując zdanie z Kronik Narnii.
– Nigdy – przyznał spokojnie.
Nienawidziła zimy! Jechała w ponurym milczeniu dalej. Zaskoczył ją, przysuwając się do niej tak, że niemal stykali się kolanami.
– Ja też nie lubię tego miejsca – wyznał cicho – dlatego nie utrudniaj tego i jak najszybciej się stąd wynieśmy – poprosił.
Skinęła głową. W tej chwili marzyła tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Neva nie wierzyła w to co widzi. Mijali coraz to biedniejsze wioski, dzieci po śniegu biegały na bosaka. Wszędzie dookoła unosił się smród. Wyraźnie widać było, że ludzie głodują. Na dodatek wszyscy wyglądali na przerażonych, uciekając jak najszybciej z drogi jeźdźcom. Matthew jechał zamyślony, nie zwracając uwagi na otoczenie.
– Wszędzie tak jest? – nie wytrzymała dziewczyna.
Spojrzał na nią zmieszany.
– Co masz na myśli? – spytał.
– Nędzę – odezwała się ostrzejszym tonem niż zamierzała, tylko jeszcze bardziej zirytowana i zniesmaczona faktem, że on tego nie widzi.
Wzruszył ramionami.
– Tak, właściwie tak, choć w mieście powinno być znacznie lepiej – powiedział obojętnie. – Nie martw się, gospoda, w której się zatrzymamy jest całkiem przyzwoita.
Idiota! Czy on myślał, że o to jej właśnie chodzi?! Zagryzła zęby z trudem powstrzymując się przed warknięciem.
– Dlaczego nikt nic z tym nie zrobi? – spytała siląc się na spokój.
– Zima nigdy się nie kończy, nie ma plonów, a ponieważ nad krajem wisi widmo wojny, wymiana handlowa jest bardzo utrudniona. Północne Ziemie to kraina wojowników, a jedyne co produkujemy, to broń. Zawsze wymienialiśmy odpowiednią jej ilość na inne produkty. Teraz jest to niemożliwe. Gdyby nie taka sytuacja – wyjaśnił ponuro – walczylibyśmy również z sabatem. – Uśmiechnął się krzywo. – I istnieje duże prawdopodobieństwo, że byśmy wygrali.
Zanim dotarli do gospody zauważyła w Matthew wyraźną zmianę. Jego czekoladowe oczy znów zadziwiały ją swoim chłodem. Na jego twarzy, w jego pozie, malowały się okrucieństwo i arogancja. Fizycznie się nie zmienił, a jednak, podczas jazdy, stał się kimś zupełnie innym, obcym. Kiedy zatrzymali się przed gospodą, zapanowało tam wielkie poruszenie. Matthew zeskoczył z konia, podając wodze kłaniającemu się do samej ziemi stajennemu. Gdy tylko Neva stanęła obok chłopaka, ten gestem zaprosił ją do środka. Weszli do pełnej drewnianych stołów sali. W dużym palenisku wesoło buzował ogień. Ktoś od razu zabrał ich płaszcze. Wszelkie rozmowy natychmiast ucichły. Ludzie wstawali z miejsc, kłaniając się głęboko. Matthew ignorował ich obecność, tak samo jak krzątaninę służących. Wyraźnie zdenerwowany karczmarz zaprowadził ich do osobnego pomieszczenia. Usiedli przy długim, drewnianym stole, na wyłożonych futrami, solidnych ławach. Po chwili zaczęły pojawiać się przed nimi sery, owoce i wyszukane potrawy. Chłopak zachowywał się arogancko i zimno, a Neva czuła, że nie cierpi go jeszcze bardziej niż zwykle. Po kolacji weszli na górę. Zajęli kilka pokoi, które stanowiły w gospodzie apartament. Dziewczyna zdążyła już rozgrzać się i najeść, a teraz właściwie najbardziej chciała spać.
– Łaźnie są w piwnicach – oznajmił Matthew i na jej liście życzeń od razu pojawiła się również kąpiel. – Będą zamknięte specjalnie dla nas – dodał zachęcająco.
Teraz, kiedy byli sami, na jego twarz powrócił drwiący uśmiech, a z oczu zniknął chłód. Znów czuła, że jest osobą, z którą może kłócić się i droczyć bez żadnych konsekwencji. Nie był żadnym wyniosłym szlachcicem, ani tym bardziej zimnokrwistym mordercą. W piwnicach nie stały wanny, ale raczej trzy niezbyt duże baseny z wodą o różnej temperaturze. Woda była krystalicznie czysta, a w powietrzu unosił się przyjemny, lawendowy zapach. Neva z przyjemnością, powoli, zaczęła zanurzać się w jednym z nich.
– Hej! – krzyknęła, czując na odsłoniętych plecach zimne krople.
Na brzegu stał Matthew, śmiał się z niej. Spróbowała go ochlapać, ale on zwinnie wsunął się do wody.
– Przyjemny widok – oznajmił, stając tuż obok.
Mimowolnie poczuła jak płoną jej policzki. Biała, bieliźniana koszulka, którą miała na sobie, wilgotna przylegała do ciała, właściwie więcej odsłaniając niż zakrywając. Spróbowała ukryć się za falą czarnych, już nieco wilgotnych włosów.
– Nagle się mnie wstydzisz? – ciągle był rozbawiony. – Interesujące.
Czuła, że powinna na niego warknąć, nie zrobiła tego jednak. Stała w wodzie, wpatrując się jak urzeczona w białe, cienkie blizny, zdobiące jego ciało. Na jego rękach tym razem nie było widać żadnych tatuaży. Przysunął się jeszcze bliżej. Poczuła jak przeszywa ją przyjemny dreszcz. Czymś chłodnym dotknął jej skóry, miało przyjemny zapach. Gąbka, mydło… co on robi? Oprzytomniała.
– Sama potrafię się umyć! – syknęła, sięgając, żeby zabrać mu z ręki kawałek miękkiej, białej tkaniny.
Schował gąbkę za plecami.
– Nie wątpię – uśmiechał się tak jak wtedy, gdy zabrał ją na bal.
Poddała się. Była zbyt zmęczona by walczyć z czymś, na co miała ochotę, nawet jeżeli to tylko skutek działania czarów. Posadził ją sobie na kolanach, zanurzając się razem z dziewczyną w ciepłej wodzie. Przymknęła oczy, starając się nie myśleć o niczym innym niż jego silne ramiona.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Matthew opuścił łaźnię pierwszy, nie potrzebował tyle czasu co ona, żeby się ubrać. Dalej była lekko oszołomiona ich bliskością. Szła lekko tylko oświetlonym korytarzem, zastanawiając się jak ma się zachować. Czuła, że jest w nim zakochana, pragnęła go, a jednocześnie wiedziała, że jest to tylko skutek magii sabatu. Przypomniała sobie zazdrością, którą czuła o Davida. Udało jej się przełamać tamto zaklęcie, więc i to się uda. Matthew irytował ją, momentami go nienawidziła i z całych sił miała zamiar się tego trzymać, tylko czemu było jej tak ciężko? Przystanęła. Przed otwartymi drzwiami ich apartamentu ktoś był. Schowała się w cieniu schodów, obserwując. To był impuls. Wiedziała, że nawet jeżeli przejdą obok, to jej nie zauważą. Stali tam karczmarz i dwie kobiety! Właściwie młode dziewczyny. Nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że nie miały na sobie ubrań. Neva wpatrywała się zaskoczona. Chłodny wzrok Matthew oceniał nagie dziewczęta. Obie były całkiem ładne. Stały, z lekko zaczerwienionymi policzkami, spuszczając wzrok. Jedna mogła mieć może z szesnaście lat i była szczupła, jeszcze tą dziecięcą chudością, w drugiej Neva ujrzała swoją rówieśnicę, o wąskiej talii, ale szerokich biodrach i bujnych piersiach. Zdała sobie sprawę, że z trudem oddycha. Zrobiło się jej niedobrze. Zazdrość, bezsensowna i źle ulokowana paliła ją żywym ogniem. Mimo to, nie potrafiła jej od siebie odgonić, jak udało jej się to w przypadku Davida i Loren. Czy Matthew zawsze tak robił? Czy on sobie ich zażyczył? Czy może karczmarz przyprowadził je by dogodzić we wszystkich zachciankach ważnego gościa?
– Czy zamierzasz je wypróbować osobiście, panie? – spytał mężczyzna, głęboko się kłaniając.
Usłyszawszy te słowa, Neva chciała uciec, nieważne dokąd, byle dalej stąd, od tego koszmaru. Matthew jednak przecząco pokręcił głową. Zobaczyła jego spojrzenie i obok zazdrości pojawiła się wściekłość. On na nie patrzył, jakby oglądał bydło na targu! Chłodno i bez śladu pożądania.
– Starsza się nada – oznajmił bezbarwnym głosem – możesz ja wysłać do zamku. Z młodszej nie będzie żadnego pożytku. Od razu możesz odesłać ją do roli służącej, chyba, że uda ci się wydać ją szybko za mąż – w jego głosie była okrutna kpina.
Karczmarz skinął na nie i dziewczęta odeszły. Kiedy ją mijały, Neva zobaczyła, że po policzkach młodszej spływają łzy.
– Dziękuję, panie – mężczyzna skłonił się przed Matthew i również odszedł.
Dopiero wtedy Neva ośmieliła się wyjść z ukrycia.
– Co to było? – spytała wchodząc do pokoju.
– Chciał, żebym ocenił czy nadają się do służby na zamku – wyjaśnił chłodno.
Znowu wyniosłość, arogancja. Jakby należał do dwóch różnych światów. Stanęła przy oknie, wyglądając na śnieżny krajobraz.
– Często to robisz? – spytała nie potrafiąc powstrzymać się od zadania pytania.
– Zdarza się – odpowiedział bezbarwnie. – Ludzie często starają się pozbyć swoich córek.
– I zawsze proponują ci ich – przez chwilę szukała odpowiedniego słowa – usługi?
Stanął za nią. Czuła jego bliskość, ale nie odwróciła się od okna.
– Zawsze – odpowiedział zdawkowo.
– Często z nich korzystasz? – zapytała, czując jak pod powiekami palą ją z trudem powstrzymywane łzy.
– Dlaczego uważasz, że to twoja sprawa? – odpowiedział pytaniem, na pytanie.
Objął ją w pasie. Poczuła oplatające ją, silne ramiona. Przez chwilę opierała się plecami o jego tors. Było jej tak cudownie, ale ten ból… on był nie do zniesienia!
– Masz rację – odparła najchłodniejszym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć – nie moja.
Wywinęła się z jego objęć, a potem wyszła z pokoju, starając się ze wszystkich sił, by nie trzasnąć ze złości i rozpaczy drzwiami. Dopiero kiedy znalazła się w swoim pokoju, pozwoliła, by po jej policzkach spłynęły łzy. Ogarnęła ją pustka i beznadzieja i nie chciały odejść, jak bardzo nie próbowałaby sobie wmówić, że to co czuje jest jedynie działaniem magii. Płakała przez kilka godzin, aż w końcu, tuż przed świtem, usnęła zmęczona własnym łkaniem.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Myślała o domu, a właściwie starała się myśleć o wszystkim innym, byle tylko nie o nim. Matthew znów zachowywał się wyniośle i arogancko, a ona starała się go po prostu ignorować, jak trudne by to nie było. Teraz przynajmniej była pewna jednego – nienawidziła go ze wszystkich sił. Kiedy po trzech dniach drogi dotarli na zamek, wcale nie było jej lżej. Cierpiała patrząc na panującą w tym kraju biedę, bolało ją jeszcze bardziej to, że nie jest w stanie nic na to poradzić. Najgorsi jednak byli opływający w dostatek wielmoże. Po drodze zatrzymywali się w dwóch rezydencjach i w żadnej z nich niczego nie brakowało, a dosłownie tuż pod strzeżoną przez kilku gwardzistów bramą z zimna i głodu umierali ludzie. Humor poprawił się jej odrobinę dopiero, gdy zobaczyła Ranona. Odetchnęła z ulgą. Chłopak był cały i zdrowy, a to więcej niż oczekiwała. Matthew zaraz po dotarciu na miejsce zostawił ją samą, wszyscy jednak najwyraźniej wiedzieli kim jest. Służba zaprowadziła ją do gościnnych komnat. Kiedy tylko zostawili ją samą, natychmiast udała się znaleźć Ranona. Proste, brązowe włosy, ubiór pozbawiony niepotrzebnych ekstrawagancji, szczupła sylwetka to wszystko wydało jej się tak znajome, że poczuła jak po jej wnętrzu rozlewa się przyjemne ciepło. Impulsywnie rzuciła mu się na szyję. Przytulił ją do siebie wyraźnie zmieszany.
– Przykro mi – odezwała się cicho – nie wiedziałam co zaplanował.
Chłopak uśmiechnął się gorzko.
– Nie przejmuj się, rok służby to niska cena za życie brata – odpowiedział miękko.
Przez kilka dni pobytu w zamku Neva właściwie nie widywała Matthew, za to bez przerwy towarzyszył jej Ranon. Bez trudu przełamał wszystkie konwenanse i zachowywał się jak ktoś z jej świata. W krótkim czasie jego obecność stała się tak naturalna, że była jak powietrze. Łączyła ich również wspólna niechęć do okrutnego, pełnego w ich oczach barbarzyńskich zwyczajów kraju. Dziewczyna w dalszym ciągu marzyła tylko o tym, żeby wrócić do domu. Teraz jednak przynajmniej, kiedy miała przyjaciela, wreszcie nie czuła się taka samotna.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Neva roześmiała się wesoło. Tak bardzo cieszyła się z tego, że chłopak zaczął się z nią przekomarzać! Nie traktował jej już jakby była jakąś księżniczką. Rozmawiali jak przyjaciele, a dzięki temu przynajmniej potrafiła czasami zapomnieć o Matthew. Ranon posuwał się coraz dalej. Już nie dziwił go zaistniały między nimi kontakt fizyczny, wydawał się rozumieć fakt, że dziewczyna czasami po prostu potrzebuje, żeby ją przytulić, a trzymanie w ramionach Nevy i jemu sprawiało niekłamaną przyjemność. Teraz jednak było inaczej. Poczuła jakieś dziwne napięcie. Żartowali, a teraz on przysunął się do niej. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Pocałował ją, a ona mechanicznie, bez zastanowienia odwzajemniła jego pocałunek. Przyciągnął ją do siebie, mrucząc z zadowolenia. Dostrzegła kątem oka cień, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Matthew odciągnął od niej Ranona, uderzył go z taką siłą, że chłopak upadł na podłogę. Czekoladowe oczy płonęły furią. Co on tu w ogóle robił? Ranon podniósł się z podłogi. Matthew chciał go znowu uderzyć, ale chwyciła jego rękę. Wściekłe spojrzenie przeniosło się na nią.
„Nie może mi zrobić krzywdy” powtarzała sobie w duchu, instynktownie czując, że to nie do końca prawda.
– Wynoś się! Natychmiast! – syknął Matthew do chłopaka.
Ranon popatrzył niepewnie na Nevę. W jego oczach zobaczyła strach. Wiedziała, że boi się o nią. Swój los uważał za przesądzony.
– Ranon, wyjdź – odezwała się cicho, błagalnie.
Jego wargi zmieniły się w wąską linię, pięści zaciskał tak, że aż pobielały mu kłykcie, skłonił się jednak i posłuchał. Była przekonana, że Matthew na nią nawrzeszczy, powie co o niej myśli, może uderzy… ale tego co zrobił nie spodziewała się w najgorszych koszmarach. Z całej siły pchnął ją na łóżko. Bez słowa. Wściekłość w jego czekoladowych oczach przerażała. Leżała na plecach, bojąc się poruszyć. Podszedł do niej. Poczuła jak rozrywa materiał skrojonej na średniowieczną modę sukni. Nie, on nie mógł…
– Matthew… – szepnęła coraz bardziej przerażona.
– Zamknij się – warknął.
Spróbowała się odsunąć, ale ją przytrzymał. Do końca zdarł z niej suknię. Leżała naga, w strzępach ubrania, a po policzkach spływały jej łzy. Jego dłoń znalazła się na jej brzuchu, kolanem rozsuwał jej nogi. Poczuła na ustach jego wargi. Pocałunek był mocny, niemal brutalny. Nie zamierzała poddać się bez walki. Spróbowała go kopnąć. Przytrzymał jej nogę, naciskając na nią kolanem. Wyciągnęła rękę i drapnęła go w twarz. Próbowała się wyrwać. Bezskutecznie. Odwrócił ją na brzuch, żeby nie mogła go ugryźć. Boleśnie wykręcał do tyłu jej ręce. Zdała sobie sprawę, że nie da rady się wyrwać. Zaczęła histerycznie szlochać, to były łzy pełne bezradnej złości. Nie mogła krzyczeć, bała się, że gdyby zaczęła, usłyszałby ją Ranon i próbował jej pomóc… a próbę walki z Matthew zapewne przypłaciłby życiem.
– Nienawidzę cię, dupku! – syknęła
Roześmiał się. W jego śmiechu nie było ani odrobiny wesołości. Puścił ją i wstał. Natychmiast okryła się leżącą na łóżku narzutą. Zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie wydała właśnie na Ranona wyrok śmierci. Matthew ruszył w kierunku drzwi. Gwałtownie wstała. Odrzuciła materiał, odsłaniając nagie ciało. Spojrzał na nią zaskoczony.
– Zrób ze mną co zechcesz – wypowiedziała twardo słowa, które z trudem przechodziły jej przez gardło – tylko daruj mu życie.
Z jego oczu zniknął gniew. Pojawiły się tam ból i nienawiść. Potem jego twarz stała się bezwyrazową maską.
– Nie potrzebuję cię do tego – oznajmił miękko, aksamitnym głosem. – Jest wiele innych, ładniejszych i znacznie bardziej chętnych niż ty.
– Więc co to było? – spytała z trudem panując nad oddechem.
W kącikach jego ust zagościł pełen drwiny, ironiczny uśmieszek.
– Chciałem cię ukarać. To wszystko. I możesz być pewna, że jeszcze nie skończyłem – oznajmił znikając za drzwiami.
Dopiero wtedy Neva pozwoliła sobie na kolejną falę łez. Jego zachowanie ją raniło, słowa bolały i mimo, że czuła do niego nienawiść, to jednocześnie nie mogła mu wybaczyć, że tak jest.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Drżała. Trzymał jej ramię z taką siłą, że czuła iż pojawią się na nim siniaki. Krzyki przywiązanego do pręgierza Ranona wżynały się w jej umysł. Ukarał go i kazał jej na to patrzeć. Bili go tak długo, aż chłopak z bólu stracił przytomność.
– Zostawcie go tam! – rozkazał Matthew, kiedy skończyli.
Neva z całej siły starała się powstrzymać łzy. Nie da mu tej satysfakcji! Zaprowadził ją do jej komnaty i tam zostawił. Przez chwilę stała nieruchomo, próbując złapać oddech. To nie mogło się dziać naprawdę! Kiedy była pewna, że odszedł, po cichu wyszła z pokoju, by chwilę potem zbiegać schodami dla służby na dziedziniec zamku. Ranon odzyskał przytomność. Całe jego plecy pokryte były krwią. Oddychał płytko i chrapliwie.
– Ranon – szepnęła, podbiegając do niego.
– Idź stąd – odezwał się błagalnie.
– Ja przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – szukała odpowiednich słów – nigdy nie powinnam…
Uśmiechnął się blado.
– To nie twoja wina – westchnął – sam powinienem pomyśleć w co się pakuję. Sądziłem, że skoro on interesuje się księżniczką Fioną, to tak naprawdę nie zwraca na ciebie większej uwagi.
– Kim? – spytała Neva, czując jak mimo tego wszystkiego co się działo, jej serce podskakuje do gardła.
Czy dlatego spędzali tu tyle czasu? Przez jakąś dziewczynę? Z tego powodu nie zabrał jej jeszcze do domu? Ból i zazdrość mieszały się z nienawiścią i żalem. Ranon skrzywił się jeszcze bardziej. Przymknął oczy.
– Proszę cię, odejdź stąd.
Było już jednak za późno. Podeszła do nich odziana w skórzany strój dziewczyna. Przy pasie nosiła długi bat. Brązowe włosy splecione miała na karku w luźny warkocz.
– Co tu robisz?! – warknęła.
– Nie twoja sprawa – natychmiast odgryzła się Neva.
Dziewczyna zmrużyła karmelowe oczy, w których malowała się wściekłość.
– Jak śmiesz się w ten sposób do mnie zwracać?!
Wyciągnęła bat. Neva cofnęła się podświadomie. Mimowolnie odetchnęła z ulga, kiedy na placu pojawił się Matthew. Poniewczasie zdała sobie sprawę, że chłopak nie zamierza jej bronić. Objął dziewczynę w skórzanym stroju ramieniem. Była naprawdę wysoka, musiała mieć z metr osiemdziesiąt, ponieważ głową sięgała mu odrobinę za ramię.
– Kazałem ci zostać w komnacie! – warknął do Nevy.
Twarz dziewczyny natychmiast skamieniała. Pojawiła się na niej czysta nienawiść. Szybko jednak udało jej się ukryć uczucia.
– Och, wiec to jest ta twoja czarownica? – zamruczała do Matthew niczym kotka. – Nic dziwnego, że nie zna dobrych manier.
Dziewczyna stała lekko oszołomiona. Nawet dziecko zauważyłoby co jest grane. Tu nawet nie chodziło o zazdrość. Jak ona miała się w takiej sytuacji dostać do domu? Czekoladowe oczy z chłodem odwróciły się w kierunku Nevy.
– To jej wysokość księżniczka Fiona – przedstawił zimnym tonem – i tak masz się do niej zwracać. Zrozumiałaś?
Neva odwróciła się z zamiarem ucieczki. Nie miała zamiaru płaszczyć się przed tą dziewuchą! Brutalnie chwycił ją za ramię, nie pozwalając odejść. Spojrzał w jej przerażone oczy.
– Zrozumiałaś?! – powtórzył ostrzej.
Niechętnie skinęła głową. Dopiero wtedy ją puścił. Uciekła, odprowadzana pełnym satysfakcji spojrzeniem towarzyszki Matthew.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Neva już od kilku godzin zwiedzała zamek. Wreszcie znalazła to czego chciała. Wieża. Zamknięta. Strzeżona przez kilku strażników. Brama po prostu nie mogła być nigdzie indziej! Musiała uciec i nie mogła zostawić w tym horrorze Ranona! Na pomoc Matthew nie miała co liczyć. Dla niego to była okazja – on chciał w tym miejscu zostać. Przez trzy doby Ranona trawiła gorączka. Dopiero tego ranka chłopakowi udało się wstać o własnych siłach. Spojrzał na nią jak na wariatkę, kiedy przedstawiła mu swój plan. Skrzywił się.
– Więc proponujesz mi pewną śmierć? – zapytał.
Niechętnie skinęła głową.
– Śmierć, albo wolność, jeżeli mam rację – odpowiedziała nie patrząc na niego.
Przez chwilę wpatrywał się w nią obojętnie.
– Twój świat jest aż taki wspaniały? – spytał wreszcie.
Uśmiechnęła się promiennie.
– O niebo lepszy od tego.
W jednej chwili przyciągnął ją do siebie. Ponownie pocałował. Tym razem nikt im nie przerywał.
– Nie ważne – szepnął. – Dla ciebie jestem gotowy nawet umrzeć.
Wieczorem znaleźli się pod wieżą. Ich plan był prosty. Portal lub śmierć. Neva pocieszała się myślą, że jeżeli umrze, to Sabat nie daruje tego Matthew. W tym momencie to była dla niej jedyna dobra strona tego koszmaru. Wyszkolony w walce Ranon bez trudu poradził sobie z dwójką pilnujących drzwi strażników. Wiedzieli, że w środku będzie gorzej – jeżeli się nie pomylili i miejsce było właściwe, tam czekała na nich magia. Chciała iść przodem, ale jej nie pozwolił. Pchnął ciężkie, dębowe drzwi zaglądając do pustego, okrągłego, oświetlonego dziwną poświatą pomieszczenia, a potem niechętnie wszedł do środka. Neva weszła za nim.
– Co teraz? – spytał kryjąc niepokój.
W konacie nic nie było. Obeszli ją kilka razy dookoła, ale niczego nie znaleźli. Więc jednak się pomyliła… ale to nie możliwe! Przecież to czuła! Zamknęła oczy i już wiedziała gdzie iść.
– Zaufaj mi – poprosiła.
Wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą po niewidzialnych schodach w górę. Czuła jak chłopak się waha, kiedy zrobiła pierwszy krok w powietrzu.
– Zamknij oczy – szepnęła.
Najwyraźniej posłuchał, bo trochę pewniej zaczął iść za nią. Po kwadransie tej dziwnej wędrówki znaleźli się na ostatnim piętrze. Neva nie puszczała ręki chłopaka. Zauważyła niebieską poświatę. To musiało być to! On też ją widział.
– Pójdę pierwszy – mruknął.
Niechętnie na to przystała. Zrobił zaledwie kilka kroków w stronę poświaty, nim upadł na podłogę. Wyglądało na to, że nie może złapać tchu.
– Ranon! – krzyknęła, instynktownie podbiegając do chłopaka.
To był błąd. Ból powalił ją na kamienną posadzkę. Świat zaczął szarzeć. Poczuła mdłości. Coś rozrywało jej ciało. Nie była w stanie się ruszyć. Była przekonana, że umiera.
– Przeklęta idiotka! – usłyszała nad sobą czyjś głos.
Ujrzała rozmazaną sylwetkę. Matthew wziął ją na ręce. Zaskoczona zdała sobie sprawę, że niesie ją w kierunku światła, a nie ku schodom.
– Ranon – powiedziała cicho, a jego imię było błaganiem.
Skinął głową, ale nie odpowiedział. Odpłynęła w ciemność.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ocknęła się w salonie białej willi, stojącej w sąsiedztwie jej domu. Leżała, a raczej półsiedziała, wtulona w ramiona Davida. Spojrzała w jego zaniepokojone, niebieskie oczy.
– Nic mi nie jest – uśmiechnęła się wiedząc, że martwi się o nią.
– Zamorduję go – stwierdził ponuro, nie przestając jej tulić do siebie.
Na jego twarzy jednak malowała się wyraźna ulga.
– Też mam na to ochotę – mruknęła.
Chwilę później w pokoju znikąd pojawił się Matthew i słaniający się na nogach Ranon. Neva zerwała się z kanapy. Zakręciło jej się w głowie i gdyby David jej nie złapał, zapewne by upadła. Posłusznie usiadła z powrotem.
– Zajmę się nim, jeżeli pozwolisz, dobrze?
Skinęła głową, a David objął Ranona w pasie i zabrał go na górę. Została sam na sam z Matthew i ani odrobinę jej się to nie podobało. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez słowa, a potem on się od niej odwrócił. W pewnym momencie w pokoju rozbłysło niebieskie światło, a tuż po nim pojawiła się Fiona. Neva zaczęła w duchu przeklinać. Czy naprawdę musiał ją zabierać tutaj ze sobą?! Ta dziewczyna była ostatnią osobą, którą miała ochotę oglądać. Matthew wyglądał jednak na równie zdziwionego jej pojawieniem się, co ona. Karmelowe oczy płonęły nienawiścią. Ładną twarz dziewczyny oszpecił gniewny grymas. Podeszła do kanapy.
– Ty głupia wiedźmo, zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś?! – warknęła rozeźlona.
Fiona chwyciła ramię Nevy i szarpnęła dziewczyną. Ku zdumieniu ich obu, Matthew zareagował natychmiast. Uderzył Fionę z taką siłą, że upadła, plecami uderzając o niską, stojącą przy kawowym stoliku pufę. Stanął zasłaniając sobą Nevę.
– Jeżeli jeszcze raz jej dotkniesz, ty zimna suko, to połamię ci ręce! – warknął.
Dziewczyna patrzyła niedowierzająco.
– Ale przecież… – zaczęła patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.
– Nie mam pojęcia, czemu tu przyszłaś, ale zasady się zmieniły – odezwał się chłodno, odwracając się do niej tyłem i wyprowadzając Nevę z pokoju.
Dziewczyna była zbyt oszołomiona, żeby zaprotestować. Co mu się nagle stało? Wyszarpnęła się dopiero, kiedy zaprowadził ją do swojego pokoju. Podniosła wzrok, by zobaczyć udrękę w jego czekoladowych oczach.
– Mogłaś zginąć – powiedział cicho, oskarżycielsko.
Prychnęła niczym kotka.
– Wtedy byłbyś szczęśliwy – stwierdziła, jednak nie była tego aż tak pewna, jak jeszcze przed chwilą.
Nie odpowiedział, ale widziała, jak mocno zaciska pięści.
– Powinnaś się przespać – stwierdził, a potem zostawił ją samą w pokoju.
Neva miała ochotę czymś rzucić w zamykające się za chłopakiem drzwi. Wiedziała jednak, że w jednym miał rację. Po tym co zrobiła z nią magia, najbardziej na świecie potrzebowała teraz snu. Zwinęła się w kłębek na jego łóżku i nakryła kołdrą. Upragniony odpoczynek jednak nie chciał nadejść. Chwilę później pojawił się David. Położył się koło niej, a ona ufnie wtuliła się w chłopaka.
– Co z Ranonem? – zapytała.
– Nic mu nie jest, śpi – odpowiedział uspakajająco. – Rozmawiałem z Matthew – spojrzał na nią z prośbą – myślę, że powinnaś mu trochę odpuścić.
Zamrugała niedowierzająco.
– Ja?! Jemu?! To on w stosunku do mnie zachowywał się jak dupek! On jest sadystycznym draniem! – zabrakło jej słów, żeby wyrazić to co myślała, wiedziała jednak, że David i tak to usłyszał.
– Wcale nie – przyciągnął ją do siebie bliżej. – Próbował cię chronić… na swój sposób – wyjaśnił ponuro. – Jego świat wygląda inaczej niż nasze.
– Żartujesz, prawda? – spytała retorycznie. – Nikt w życiu mnie tak nie skrzywdził, jak udało się to jemu – oznajmiła. – Ma tutaj swoją księżniczkę Fionę, więc niech trzyma się ode mnie z daleka.
David westchnął, ale nie skomentował. Przytulił Nevę, która z ulgą schowała się w jego ramionach, by wreszcie móc zapaść w spokojny sen, którego tak bardzo teraz potrzebowała.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Pamiętała, że obudził ją jakiś hałas. Otworzyła oczy. Był już ranek. Przez okno wpadało słoneczne światło. Zobaczyła Matthew. Stał w samych spodniach przed otwartą szafą. No tak… przecież to jego sypialnia! Nagle z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Jego plecy, na których do tej pory układał się wzór z białych, cienkich blizn, teraz poznaczone były nowymi, świeżymi ranami. Na ramionach, układając się w kierunku łopatek, pojawiły się nowe tatuaże – zawiłe symbole. Usłyszał ją, odwrócił się do niej.
– Dzień dobry – mruknął ponuro.
– Kto ci to zrobił? – zapytała mimowolnie.
Brązowe oczy spojrzały na nią poważnie, ale w kącikach ust pojawił się drwiący uśmiech.
– Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? – spytał obojętnie.
Neva poczuła, że znów zaczyna być na niego wściekła. Odwrócił się i chciał wyjść.
– Co się stało? – zapytała zatrzymując go w miejscu. – Erotyczne zabawy z twoją dziewczyną?
Dopiero kiedy wypowiedziała te słowa, zdała sobie sprawę, jak okrutnie brzmią. Tym razem w czekoladowych oczach również pojawiła się wściekłość. W jednej chwili znalazł się przy niej. Jęknęła, kiedy mocno chwycił ją za nadgarstki. Przyciągnął ja do siebie, zmuszając, żeby patrzyła mu w oczy.
– Fiona nic dla mnie nie znaczy, nie sypiam z nią – warknął.
– Wyglądało to trochę inaczej – odpowiedziała mu z przekąsem.
– Nawet przez tydzień nie byłaś mi w stanie zaufać! – syknął na nią.
Roześmiała się gorzko.
– Zaufać?! Tobie? Jesteś potworem! – oznajmiła z premedytacją.
Zauważyła, że z trudem nad sobą panuje, hamując własną wściekłość.
– Zrobiłem co musiałem i zrobiłbym znacznie więcej, żeby cię chronić – odpowiedział.
Neva zamrugała. Nie tego się spodziewała.
– Chronić? Dla mnie to wyglądało na coś zupełnie innego, ale proszę, chętnie poznam twoją wersję wydarzeń – oznajmiła nie spuszczając wzroku z jego twarzy.
Tym razem to on przestał na nią patrzeć. Puścił dziewczynę, która natychmiast się od niego odsunęła.
– Przepraszam – powiedział ponuro. – Musieli uwierzyć w to, że cię nienawidzę. To było konieczne. Inaczej chcieliby cię skrzywdzić, tylko po to, żeby mnie zranić.
Blizny na jego plecach, ból w oczach, przymus, który wyczuwała w jego ruchach i zachowaniu. Pełna arogancji maska. To wiele by tłumaczyło. Nie wierzyła.
– Więc czemu mnie po prostu stamtąd nie zabrałeś? – spytała.
– To nie takie proste. Nie puściliby nas ot tak, a jak wiesz, ja nie mogę używać magii, żeby się im przeciwstawić. Musiałem czekać. Nie sądziłem, że wpadniesz na pomysł, żeby uciec sama… mogłaś zginąć – jego ostatnie słowa były ciche niczym szept.
– A Fiona? – nie potrafiła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
Wzruszył ramionami.
– Zawsze mnie lubiła – przyznał. – To po prostu kolejna rzecz, która odciągnęła ich uwagę od ciebie. Stałaś się nieważna, a nawet więcej. Byłaś czymś, co mnie dręczy. Sadrick był zadowolony. Nie sądziłem, że ona za mną pójdzie… – dodał po chwili.
– Kim jest Sadrick? – spytała.
Uśmiechnął się krzywo.
– Zapominam, że przez cały ten czas żyłaś w innym świecie. To Władca Północnych Ziem – wyjaśnił.
– Twój przybrany ojciec?
Skrzywił się, ale przytaknął.
– Można tak powiedzieć.
Nie rozumiała. Miała w głowie tylko większy mętlik. Jakkolwiek dziwne nie byłoby to co mówił, musiała przyznać, że przyniosło jej ulgę. Wreszcie przestało ją skręcać w środku. Opadła z powrotem na łóżko. Kim do cholery był Matthew?
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
W przeciągu kilku dni jej życie znów się uporządkowało. Zaczęła znowu chodzić do szkoły i przygotowywać się do egzaminów na uniwersytet. Większość czasu spędzała z Loren, Davidem i Ranonem. Właściwie nawet umawiali się na coś, co przypominało podwójne randki. Dzięki pomocy Davida, Ranon szybko przystosował się do nowego świata. Matthew unikał jej jak tylko mógł, zresztą tak jak wszystkich innych. Fiona chodziła wściekła jak osa i złorzeczyła na swoją sytuację. Przy każdej możliwej sposobności szukała też konfrontacji z Nevą.
– On jest mój – zawarczała, popychając dziewczynę na ścianę, kiedy przyszła rano po Davida. – Zabiję cię, jeżeli go dotkniesz! – oświadczyła lodowatym tonem.
To był jej świat. Neva nie miała zamiaru dać się zastraszyć. Z pokoju wyszedł zaspany Ranon, przecierając oczy.
– Coś się stało? – spytał zaniepokojony, widząc dwie patrzące na siebie z nienawiścią dziewczyny.
Neva przecząco pokręciła głową. Odsunęła się od kipiącej złością brunetki.
– A bierz go sobie – odpowiedziała drwiąco, podchodząc do Ranona i na pokaz całując chłopaka na dzień dobry. – Tylko wiesz co? Chyba nie jest zainteresowany, bo jakoś go tu dawno nie widziałam – odpowiedziała grając rozbawienie. Wśliznęła się chłopakowi pod ramię, mając nadzieję, że choć trochę zmniejszy to furię tamtej. – Poza tym ja jestem już zajęta.
Fiona jeszcze raz obrzuciła przytuloną parę wściekłym spojrzeniem, a potem dumnie wymaszerowała z pokoju. Ranon spojrzał pytająco na Nevę.
– Przepraszam – mruknęła zawstydzona. – Chcę tylko, żeby się ode mnie odczepiła.
Chłopak obdarzył ją ciepłym uśmiechem. Skłonił się dwornie.
– Do usług – odpowiedział rozbawiony.