Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cole

    Był chory z zazdrości. Cierpiał, kiedy jej nie widział. Czuł się jak na głodzie, a niestety doskonale znał to uczucie. Wszystko inne było szare i wyblakłe, a tylko ona jaśniała, niczym słońce lub tęcza. Za wszelką cenę pragnął ją uszczęśliwić. Dlatego teraz, stojąc z zaciśniętymi pięściami, obserwował, jak Laura obściskuje się w kącie z Michaelem Brayderem, kolejnym szkolnym sportowcem. Nie ujawniał się, bo wiedział, że jedyne na co go stać, to zrobienie z siebie głupca. Poza tym ona przecież do niego wróci. Zapomni o tamtym. Musiała! To on, Cole, był gwiazdą rocka. To za nim szalały stada dziewczyn. Teraz, gdy był niedostępny i w związku, pragnęły go zdobyć jeszcze bardziej. Zazdrościły Laurze tych kilkunastu piosenek, które specjalnie dla niej powstały. 

    – Przykro mi – odezwał się cichy głos, przy jego boku, a on dopiero teraz zauważył stojącą przy nim Elenę.

    Czarne włosy związane miała w wysoką kitkę, a na ich tle wyróżniało się grube, niebieskie pasmo. Stała tam i wcale nie patrzyła na Laurę. Wpatrywała się w niego, Cola.

    – Niepotrzebnie – odparł ostro, marząc tylko o tym, żeby stąd zniknęła.

     – Zerwiesz z nią? – zapytała poważnie. – To znaczy teraz, kiedy już wiesz.

    Cole spojrzał na nią, jak na wariatkę.

    – Nie – odpowiedział krótko. – Kocham ją, cokolwiek by nie zrobiła.

    Mógłby przysiąc, że zobaczył w jej oczach zawód. Może powinien ostrzec Laurę przed jej własną przyjaciółką? Tylko, że przecież takie właśnie były dla siebie nawzajem dziewczyny… Wreszcie jego dziewczyna odkleiła się od Michaela! Kiedy jego rywal zniknął, ignorując obecność Eleny, wyszedł z ukrycia. Laura uśmiechnęła się pogodnie na jego widok. Przylgnęła do niego, gdy otoczył ją ramionami. Nie ważne co i z kim robiła. Nie miało znaczenia, że to tak piekielnie boli. Grunt, że zawsze wracała do niego. 

    Elena

    Niedowierzająco przypatrywała się zachowaniu Cola. Jak to możliwe, że naprawdę aż tak był zapatrzony w Laurę?! Nie, to nierealne. Nie wierzyła w taką miłość. Ona musiała go jakoś opętać. Może go zahipnotyzowała? Albo rzuciła na niego urok… Odwróciła się i wybiegła ze szkoły. Z trudem powstrzymywała łzy. Ją samą Cole traktował jakby była powietrzem lub po prostu jakimś dodatkiem do Laury. Nie miała złudzeń, ale mimo wszystko nie potrafiła tak do końca się z tym pogodzić. Jak ona w ogóle mogła chcieć zaprzyjaźnić się z taką dziewczyną? Nie patrzyła dokąd biegnie. Z impetem na kogoś wpadła po drodze na parking, który powinien być o tej porze pusty. Podniosła głowę tylko po to, by napotkać uprzejmie zaciekawione spojrzenie Iana.

    – Przepraszam – bąknęła, odsuwając się od niego.

    Przy tym chłopaku zawsze czuła się dziwnie speszona. Był kompletnym przeciwieństwem zawsze pogodnego, aroganckiego Cola. Czekoladowe oczy, krótko przystrzyżone, ciemne włosy, powściągliwe zachowanie i obojętny wyraz twarzy. Chyba nigdy nie widziała, żeby Ian się uśmiechał. Właściwie, to jednak widziała… W pobliżu Laury… no tak…

    – Nic się nie stało – odpowiedział i tym razem bez cienia uśmiechu.

    Nie potrafiła już dłużej wytrzymać. Nie dała rady tłamsić tych wszystkich uczuć w sobie.

    – Jak możesz się z nią przyjaźnić?! – wybuchła. – Przecież widzisz, co ona robi! Jak cholernie krzywdzi Cola! Czy ciebie też opętała? Przecież to twój przyjaciel! 

    Bezwiednie zaczęła okładać go pięściami. Zorientowała się, że to robi, dopiero kiedy chwycił jej ręce. 

    – Uspokój się. Wcale mi się to nie podoba – przyznał. – Tylko co my możemy zrobić? Ona uważa, że to co się dzieje, to nic złego, a on będzie cierpiał w milczeniu, byleby jej nie stracić. 

    – To nie w porządku – szepnęła Elena, spuszczając wzrok.

    Puścił jej nadgarstki.

    – Wiem – potwierdził.

    – To co się dzieje, to nie jest możliwe – odezwała się pewnym tonem. – To jakaś magia! Ona coś z nimi robi! 

    Spojrzał na nią nieco rozbawiony.

    – Chyba nie wierzysz, że czary istnieją? – spytał.

    Oczy Eleny rozbłysły.

    – Całuje się z każdym sportowcem w szkole! Nauczyciele są dla niej pobłażliwi, ale oczywiście tylko ci płci męskiej! Niejednokrotnie widziałam, jak dostaje w Starbucksie kawę za darmo! To nie jest normalne, nawet gdyby była modelką! 

    Poczuła się znacznie lepiej, kiedy wreszcie mogła to z siebie wyrzucić. Ian zbył ją wzruszeniem ramion.

    – Jest przecież bardzo ładna – stwierdził obojętnie.

    Dziewczyna zazgrzytała zębami.

    – Czy ty nie widzisz jak ona się ubiera?! Żaden normalny facet nie zwróciłby na nią uwagi! A już na pewno nie zwariował dla niej do tego stopnia! O nie! – przerwała nagle z cichym jęknięciem. – Ty też?

    Westchnął. Przecząco pokręcił głową.

    – Nie, ja nie. I masz rację. Cole umawiał się z ładniejszymi dziewczynami. Wielokrotnie. Tylko, że Laura jako pierwsza zawróciła mu w głowie. 

    Elena spojrzała na niego z determinacją. Musiała mieć w nim sprzymierzeńca! Sama sobie nie poradzi.

    – Laura ich w jakiś sposób zmusza do takiego zachowania i ja ci to udowodnię!

    Ian

    Westchnął niezadowolony. Magia i nadprzyrodzone rzeczy nie mieściły mu się w głowie, a jednocześnie Elena miała rację. Zachowanie Laury i to jak reagowali na nią ludzie, było przynajmniej dziwne, jeżeli nie niepokojące. Teraz stał na rogu ulicy, czekając aż Elana wprowadzi swój plan w życie. Był dość prosty, ale jednocześnie wydawał mu się dość dziwaczny. Chciała namówić dziewczynę, żeby zdobyła dla niej lalkę z wystawy sklepu z antykami. Porcelanową, starą, w zielonej, aksamitnej sukni, bardzo piękną i kompletnie nie na sprzedaż. Wiedział to doskonale, bo wcześniej kazała mu spróbować. Mimo, że proponował bardzo dużą sumę, odszedł z niczym. Teraz przyglądał się z pewnego oddalenia, jak dziewczyny rozmawiają. Elena była dobrą aktorką lub po prostu nie udawała i naprawdę chciała ją mieć. W każdym razie Laura dała się namówić na wejście do antykwariatu. Czekał, nie wiedząc co o tym myśleć i czy w ogóle zdobycie lalki, o ile oczywiście się jej uda, może stanowić na cokolwiek dowód. W pewnym momencie poczuł czyjąś obecność. Odwrócił się i zamarł. Mężczyzn było trzech i nie wyglądali zbyt przyjaźnie. Co gorsza doskonale ich znał. A myślał, że to już skończone… Z trudem przełknął ślinę, mimowolnie cofając się o krok.

    – Ian Aristow – uśmiechnął się nieprzyjaźnie jeden z nich, kładąc mu rękę na ramieniu – co za niespodzianka. Spotkać cię samego i to w takiej dziurze.

    Wciągnęli go w zaułek. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę, że skoro tu są, znaczy, że go szukali. Jego, Marka i Cola. Przez pewien czas, żyli tak, jak na gwiazdy rocka przystało… ze wszystkimi tego konsekwencjami… Alkohol, narkotyki, dziewczyny… Zwłaszcza Cola to bawiło i mimo, że on sam i Mark w Shadowfall odetchnęli z ulgą, to jednak lider Cuervo, pozostał nieszczęśliwy. Oczywiście do czasu, kiedy nie spotkał Laury, teraz nie mógł sobie wymarzyć wspanialszego miejsca. Kiedy jednak zerwali z handlarzami, przestali im pomagać w rozprowadzaniu towaru… no cóż, to również miało swoje konsekwencje, a Ian właśnie stawiał im czoło. 

    – Czego ode mnie chcecie? – zapytał, żeby zyskać na czasie.

    Nie wahali się pokazać, że są uzbrojeni, a on nie był głupi. Doskonale wiedział, że jak sławny nie byłby jego zespół, to nie będą się z nim cackali. Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że to również był jeden z powodów decyzji menadżera, o tym, żeby ich wywieść na to pustkowie. 

    – Wrócicie do Los Angeles i wznowimy naszą współpracę – wyjaśnił tamten spokojnie.

    Przynajmniej nie chcieli go zabić. Jeszcze… 

    – To kompletnie nie zależy ode mnie. Nie ja chciałem tu przyjechać – odezwał się, mimo strachu, stanowczym głosem.

    – Może i nie, ale to ty przekonasz resztę – warknął tamten, tracąc cierpliwość.

    Ian cofnął się pod ścianę, a wtedy jeden z goryli uderzył go w brzuch. Chłopak zgiął się w pół. Z trudem się wyprostował, oczekując na nadejście kolejnego ciosu. Wtedy ją zobaczył. Powoli weszła do zaułka, przyglądając się całej sytuacji. Zalała go fala paniki. Dopiero w tym momencie zrozumiał, co to prawdziwy strach.

    – Laura, uciekaj stąd! – krzyknął.

    Jeden z mężczyzn rzucił się by pochwycić dziewczynę, a drugi uderzył go tak, że chłopak osunął się na ziemię. Wyraz jej twarzy się nie zmienił. Zamiast uciekać, ruszyła na spotkanie goryla. Zsunięty z głowy kaptur niekształtnej bluzy odsłaniał jej falujące, jasne włosy. Niebieskie oczy były pewne siebie i zimne. 

    – Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybyś stąd poszedł zabierając swoich… kolegów – zwróciła się do mężczyzny spokojnie.

    Patrzył na nią, najpierw zaskoczony, a potem jego twarz złagodniała. 

    – Tak, to dobry pomysł – przyznał. – Czy mógłbym coś jeszcze dla ciebie zrobić? Jak można się z tobą skontaktować? – zapytał gorączkowo.

    Laura wzruszyła ramionami.

    – Na razie jestem bardzo niezadowolona – stwierdziła z lekką nutą wyrzutu. – Jeżeli jednak będziesz mi potrzebny, znajdę cię sama – wyjaśniła.

    Jego twarz się zmieniła. Pojawiły się na niej smutek i determinacja.

    – Tak, oczywiście – odparł nieco markotnie. 

    – Dorian, przestań sobie żartować i przyprowadź tu dziewczynę – zawołał do niego jeden z pozostałych.

    Mężczyzna stojący przy Laurze zacisnął pięści i wrócił do towarzyszy, a ona spokojnie, jak gdyby nigdy nic, ruszyła za nim.

    – Znikamy stąd – zażądał ten nazwany Dorianem. – Nic tu po nas.

    – Odbiło ci!? – warknął ten, który najwyraźniej rządził niewielką grupą.

    Laura spojrzała teraz na niego. 

    – Odejdziecie stąd i więcej nie będziecie niepokoili mojego przyjaciela – oznajmiła mu, patrząc prosto w zaskoczone oczy mężczyzny.

    – Tak, oczywiście – przytaknął, chwytając za ramię jednego z goryli i wyciągając go z zaułka. 

    Kiedy dziewczyna i jemu spojrzała w oczy, posłusznie poszedł za towarzyszem. Zniknęli za rogiem. Uklęknęła przy Ianie, który patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. 

    – Nic ci nie jest? – zapytała, łagodnie dotykając dłonią jego policzka.

    Wyglądała na naprawdę zaniepokojoną. Co ona zrobiła? Jak? Dlaczego odpuścili tak łatwo?

    – Jak… – zaczął, ale położyła mu palec na ustach.

    – Proszę, nie pytaj – odezwała się cicho.

    Pomogła mu wstać, a on milczał, mimo, że w jego wnętrzu aż się gotowało. Kim… czym… ona była? Kiedy podniósł wzrok, zobaczył stojącą w wejściu do zaułka Elenę. Dziewczyna tuliła do siebie ubraną w zieloną, aksamitną suknię, porcelanową lalkę.

    Laura

    Tak bardzo pragnęła o wszystkim opowiedzieć Ianowi! Tylko, że nie uwierzyłby, a już na pewno by nie zrozumiał. Siedzieli teraz we trójkę, w loży, w piwnicznym pubie. Elena patrzyła z jakimś niepokojąco triumfalnym wyrazem twarzy, chłopak natomiast bardzo ponuro, jakby coś go martwiło. W końcu zebrała się w sobie i odważyła przesunąć dłoń po drewnianej ławce. Powoli położyła ją na jego ręce, cały czas bojąc się, że ją odtrąci. Nie zrobił tego. Odwrócił dłoń i splótł palce z jej palcami. Laura nie była przyzwyczajona do tego typu niepewności. Jeszcze nigdy nie czuła takiej ulgi. 

    Ian

    Przyglądał się, jak dziewczyna sączy kolorowego drinka. Dawno już nie czuł się tak podle. Ani trochę nie był przekonany do tego, do czego namawiała go Elena. Teraz na dodatek oszukiwał, może nie słowami, ale gesty wystarczyły. Udawał, że wszystko między nimi w porządku. Nie mogła być nikim złym. Nie była! Mimo to jednak po tym jak mu pomogła, nabrał pewności, że to co wymyśliła Elena, musi w sobie coś mieć. Laura była niezwykła, a on czuł potrzebę by poznać jej tajemnicę. Zwłaszcza, jeżeli w jakiś sposób krzywdziła Cola. Nie miało znaczenia czy lubił ją czy nie. Alkohol, w połączeniu z tabletkami, które wrzuciła do niego Elena zrobił swoje. Laura sprawiała wrażenie sennej. Położyła głowę na jego ramieniu, a on poczuł się jak zdrajca. Zamknęła oczy i mimowolnie zasnęła. Objął ją ramieniem. Elena uśmiechnęła się do niego.

    – Zabierzmy ją stąd, zanim się ktoś zorientuje – pogoniła go.

    Wziął Laurę na ręce. Była bardzo lekka. Zaniósł do samochodu. Nie mogli jechać do niego do domu, ponieważ tam był Cole, Elena wymyśliła więc inne miejsce. Opuszczony dom, stojący w środku lasu. Zawczasu sprawdzili teren i poczynili niezbędne przygotowania. Nie zamierzał jej skrzywdzić, ani pozwolić na to Elenie, musiał się jednak dowiedzieć, jak wyzwolić spod jej wpływu Cola.

    Laura

    Obudziła się. Siedziała na skleconej z desek podłodze. Ręce miała przywiązane do drewnianej belki. Bolała ją głowa. Była z Ianem i Eleną w pubie, a potem… nie! Zobaczyła ich. Pełen tryumfu uśmiech dziewczyny i zimne jak lód oczy chłopaka. W przypadku Eleny, to była tylko kwestia czasu, ale on… jak mógł jej to zrobić? 

    – Gdzie ja jestem? – zapytała, rozglądając się po pustym pokoju.

    – To bez znaczenia – odpowiedziała jej wyzywająco Elena. – Odpowiesz nam na parę pytań, albo cię tu zostawimy – dodała.

    Dziewczyna przymknęła oczy. Przyjaciele… To słowo wydawało się teraz takie odległe. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek dotąd. 

    Ian

    Przyglądał się jej uważnie. Kim lub czym ona była? Czy to jednak miało jakiekolwiek znacznie? Po policzkach Laury spływały łzy. Wyglądała na taką bezbronną. Siedziała na podłodze. Ręce, które miała związane nad głową, musiały jej już dawno zdrętwieć. Czuł się teraz podle. Elena jednak była znacznie bardziej bezwzględna.

    – Co zrobiłaś z Colem? – zapytała chłodno. – Co robisz tym wszystkim innym chłopakom?

    Laura podniosła na nią zapłakane oczy, ale milczała. 

    – Dlaczego nie działa to na mnie? – dodał swoje pytanie Ian.

    – Nie wiem – szepnęła cicho. – Mówiłam ci przecież już na samym początku.

    Rzeczywiście. Mówiła. Nawet pytała czy nie jest gejem. Tylko wtedy kompletnie nie rozumiał o co jej chodzi. 

    – Czemu tak się zachowujesz? – spytał spokojnie.

    Patrzyła teraz tylko na niego. Jakby Eleny w ogóle nie było w pokoju.

    – Są mi potrzebni – wyjaśniła niejasno. – Nie mogę wszystkiego wziąć od Cola, nie chcę go skrzywdzić. W ten sposób od każdego biorę po trochę i jest znacznie łatwiej.

    – Jesteś jakąś cholerną wiedźmą! – wrzasnęła Elena, najwyraźniej zirytowana spokojem z jakim Ian z nią rozmawiał. – Zaczarowałaś ich wszystkich! 

    – Elena, ja nie… – zaczęła, ale tamta uderzyła ją w twarz.

    Laura wzdrygnęła się, cofając na ile pozwalały jej więzy. Elena zamachnęła się ponownie, ale Ian chwycił jej rękę.

    – Wystarczy – warknął. – Ona ci nic nie zrobiła.

    – Ciebie też opętała? – wkurzyła się dziewczyna, wyrywając mu dłoń.

    Chłopak spojrzał na nią groźnie, ale wtedy ktoś wpadł do środka. Mężczyzna, po trzydziestce. W wyciągniętej ręce trzymał pistolet. Miał zacięty wyraz twarzy i determinację w jasnych oczach. Ian go znał i nie mógł uwierzyć w to co widzi. W jaki sposób ich tu znalazł? Czyżby śledził Laurę? Jeżeli tak, to czemu nie pojawił się wcześniej?

    – Odsuńcie się od niej! – rozkazał.

    Cofnęli się pod ścianę, zaskoczeni. Cały czas celując do nich, podszedł do Laury i wyciągniętym zza pasa nożem odciął krępujące jej nadgarstki więzy. Zerwała się z podłogi i przylgnęła do niego.

    – Tato, przyszedłeś – szepnęła w jego koszulkę.

    – Mówiłem ci, żebyś uważała – westchnął. – Od kiedy mi powiedziałaś, że ten chłopak jest inny, wiedziałem, że będą z nim problemy – mówił groźnym, chłodnym tonem, wyraźnie zły na to, że musiał martwić się o córkę. Odsunął ją od siebie odrobinę. – Zaparkowałem na dole, przy drodze. Idź do samochodu. Ja tu posprzątam, a potem stąd wyjedziemy. 

    Oczy Laury się rozszerzyły. Stanęła między swoim ojcem, a nimi.

    – Nie, tato nie! – zawołała desperacko. – To moi przyjaciele – dodała nieco ciszej. – Nie skrzywdziliby mnie! Chcieli tylko wiedzieć.

    Dopiero teraz Ian zrozumiał, że znaleźli się o krok od śmierci. Ten mężczyzna gotowy był zastrzelić ich z zimną krwią. Co to za gra i w co oni się wplątali?

    – Jasne, a porwali cię dla zabawy! – odparował chłodno.

    Patrzyła mu prosto w oczy, błagalnie. Ian zdał sobie sprawę, że na jej ojca również nie działa ten niepokojący urok. Drżała, od powstrzymywanego płaczu.  

    – Oni po prostu chcieli się dowiedzieć – szepnęła. – Każdy na ich miejscu by chciał. Tato – poprosiła go jeszcze raz, a Ian zdał sobie sprawę, że Laura walczy o ich życie.

    Mężczyzna najwyraźniej skapitulował, ale jego oczy, kiedy nie patrzyły na córkę, były zimne jak lód. Popatrzył tak, jakby nimi gardził. Chłopak czuł jego złość i zdawał sobie sprawę, że była słuszna.

    – Macie szczęście, że i tak nikt by wam nie uwierzył. I, że Laura… – nie dokończył, pokręcił głową, jakby chciał się otrząsnąć z jakichś ponurych myśli. Obrzucił ich ostatnim, pełnym wzgardy spojrzeniem. – Chodź – wyprowadził dziewczynę przed sobą – znajdziemy sobie jakieś nowe miejsce – westchnął, jakby zupełnie już zrezygnowany.

    – Tato, ja nie chcę stąd wyjeżdżać  – poprosiła cichutko Laura, wychodząc. 

    – Chyba twoi przyjaciele – niemal wypluł to słowo – nie zostawili nam zbyt wielkiego wyboru.

    Elena

    Pierwszym co zobaczyła, kiedy Laura i jej ojciec wyszli, była determinacja na twarzy Iana. Podniósł z podłogi pod ścianą kurtkę, wyjął kluczyki od auta.

    – Odwiozę cię do miasta – oznajmił chłodno.

    – Dobrze, ale… – zaczęła w duchu musząc niechętnie przyznać się do tego, że popełniła błąd.

    – Co znowu? – warknął na nią.

    – Co ty będziesz robił? – zapytała niezbyt przekonana jak na pytanie zareaguje.

    – Pojadę do Laury – oznajmił patrząc na nią wyzywająco, jakby oczekiwał, że Elena zaprotestuje. – Chcę ją przeprosić. No i nie chcę, żeby wyjeżdżała.

    Tak właśnie myślała. Skinęła głową.

    – Chcę jechać z tobą – oznajmiła.

    Tym razem zasłużyła na jego uśmiech, chociaż lekki i niechętny.

    – Po co chcesz tam jechać? – zapytał jednak.

    – Bo okazałam się fatalną przyjaciółką – westchnęła – i masz rację, Laura nigdy nie zrobiła mi nic złego. Poza tym wcale nie jestem pewna czy problem Cola rozwiąże się, jeżeli ona po prostu ucieknie.

    – Zabiorę cię – stwierdził – i obym nie żałował takiej decyzji.

    Wyszli z ruiny domu i wsiedli do samochodu. Milczeli przez całą drogę i dopiero pod domem Laury odetchnęli z ulgą, ponieważ terenowy samochód jej ojca, ciągle stał na podjeździe. Zadzwonili do drzwi, ale nikt nie otwierał, więc natrętnie powtarzali dzwonienie. W końcu przywitała ich pełna gniewu twarz Martina Kendare. 

    – Czego tu chcecie?! – warknął na nich groźnie.

    Elena cofnęła się, chowając za Ianem, ale po chwili wzięła się w garść.

    – Niech pan nie zabiera stąd Laury – poprosiła. – My nie jesteśmy dla niej w żaden sposób groźni! 

    Mężczyzna prychnął.

    – Trzeba było o tym myśleć wcześniej.

    – Musimy się z nią zobaczyć, przeprosić – odezwał się pełnym determinacji głosem Ian.

    W jego oczach było coś takiego, że nawet ojciec Laury zawahał się czy nie ustąpić. 

    – Mieliście swoją szansę – stwierdził ponuro, chcąc zamknąć im przed nosem drzwi.

    Chłopak mu na to nie pozwolił i siłowali się przez chwilę. 

    – Tato? – zapytała Laura, schodząc ze schodów.

    Kiedy zorientowała się w sytuacji, podeszła do niego, chowając się pod jego ramieniem, a Elena odniosła wrażenie, że się ich boi. To wydało jej się idiotyczne, zwłaszcza zważywszy na to, że to przecież jej ojciec miał broń. 

    – Nie musicie wyjeżdżać – odezwał się Ian, patrząc bezpośrednio na nią. – Przyszliśmy cię przeprosić. Zależy nam, żebyś została.

    – Ona też chce? – zapytała Laura, kierując spojrzenie na Elenę i mimowolnie dotykając dłonią zaczerwienionego policzka.

    Elena poczuła się okropnie. Spuściła wzrok. 

    – Przepraszam – odezwała się niemal niedosłyszalnie. 

    – Świetnie, powiedzieliście swoje, a teraz się wynoście – zarządził mężczyzna.

    – Lauro, porozmawiajmy – poprosił Ian.

    – Dobrze – zgodziła się, omijając go wzrokiem. – Tato, wpuścisz ich?

    Jej ojciec przez chwilę się wahał, ale potem odstąpił od drzwi. Laura poprowadziła ich ku schodom. Elena poczuła, jak zatrzymuje ją czyjaś ręka na ramieniu. Obróciła się w stronę ojca Laury. 

    – Jeżeli coś jej się stanie – powiedział cichym, a jednocześnie napawającym trwogą głosem – to przyrzekam, że do zachodu słońca obydwoje będziecie martwi.

    Elena nie miała pojęcia co na to odpowiedzieć, więc bez komentarza, posłusznie podreptała za przyjaciółmi na górę. Pokój Laury wyglądał niesamowicie. Jej sufit był jak nocne niebo. Rozglądając się dookoła, usiadła na brzegu łóżka. Ian zajął jedyne znajdujące się w pomieszczeniu krzesło, a Laura podciągnęła się, siadając na biurku. Przez chwilę milczeli, a potem cała trójka zaczęła mówić jednocześnie. Roześmiali się i całe napięcie minęło. Ian spojrzał na dziewczynę tak skruszonym wzrokiem, że Elena była pewna, że gdyby spojrzał tak na nią, natychmiast by mu wszystko wybaczyła. 

    – Przepraszam – mruknął – jestem kompletnym palantem i zachowałem się jak dupek.

    – Tak, obydwoje jesteśmy głupi – zawtórowała mu Elena. – Po prostu nie mamy pojęcia, co robisz z ludźmi… Co zrobiłaś z Colem…

    Oczy Laury rozszerzyły się odrobinę, kiedy na nią spojrzała. Zupełnie zignorowała ich przeprosiny, a najwyraźniej ze słów wyczytała zupełnie co innego.

    – Nie! Ty jesteś zakochana w Colu! – jęknęła Laura. – Elena, tak mi przykro – odezwała się cicho, a w jej głosie słychać było, jak bardzo jest przejęta. Zsunęła się z biurka, by usiąść obok przyjaciółki. – Gdybym wiedziała, ja nigdy bym… Tak bardzo cię przepraszam!

    Elena spurpurowiała na twarzy. Spuściła wzrok, ale nie potrafiła zaprzeczyć.

    – I tak nigdy nie zwróciłby na mnie uwagi – bąknęła.

    Ian wcale nie wyglądał na zaskoczonego. Wręcz przeciwnie. Było tak, jakby się tego właśnie spodziewał. 

    – Lauro, rozumiesz chyba, że chcemy wiedzieć co się dzieje? – spytał. – Czy ty im robisz jakąś krzywdę?

    – Nie! – odpowiedziała natychmiast, a potem spuściła wzrok. – Właściwie to nie wiem – przyznała. – Na pewno jest im przeze mnie przykro. Dlatego wybieram zawsze takich chłopaków, jak Cole – westchnęła.

    – Mających powodzenie u dziewczyn? – nie zrozumiała Elena.

    Ian roześmiał się.

    – Raczej chodziło jej o egocentrycznych dupków, którzy nie liczą się z uczuciami innych, mam rację, Lauro? – zapytał nieco rozbawiony.

    Dziewczyna skinęła głową na potwierdzenie jego słów. Położyła się na łóżko, a Elena obok niej. 

    – Wybaczysz mi? – zapytała Laura, patrząc w sufit.

    – To chyba ty powinnaś wybaczać mnie – westchnęła Elena. – Opowiedz nam wszystko – poprosiła.

    – Dobrze – zgodziła się Laura, odsuwając się do ściany, by zrobić pomiędzy nimi miejsce dla Iana.

    Laura

    Czuła się niezbyt pewnie. To było dziwne uczucie – mieć przyjaciół. Nie wiedziała czy może im zaufać, ale naprawdę tego chciała. Tylko nie miała pojęcia co może im powiedzieć. Większości i tak się sami domyślili, a przecież ona sama niewiele więcej wiedziała na swój temat. Przez chwilę w milczeniu zbierała myśli. Leżeli obok siebie, na plecach, podparci poduszkami. Laura przewróciła się na bok, żeby móc, w półmroku, obserwować twarze przyjaciół. 

    – Nie wiem czy znacie jakiekolwiek irlandzkie legendy – zaczęła cicho. – W każdym razie to niesamowity kraj, a one w dużej mierze są prawdziwe. 

    – Chcesz powiedzieć, że jesteś jakimś mitycznym stworzeniem? – zaniepokoiła się Elena.

    Laura roześmiała się cicho.

    – Nie zupełnie – oznajmiła. – Moja matka to sylfida – stwierdziła, wiedząc, że i tak niewiele im to powie. Milczeli wsłuchani w jej słowa. – To istoty zamieszkujące irlandzkie lasy, które do życia potrzebują ludzkiej energii. Wabią mężczyzn, wykorzystują ich, a potem zostawiają na bagnach lub topią w jeziorach – wyjaśniła z prostotą. – W każdym razie tak było kiedyś – dodała, kiedy nie skomentowali. – Z tego co pamiętam, moja matka była bardzo zakochana w moim ojcu – westchnęła – i dlatego uciekła z nim do Stanów. 

    – Czemu mówisz była? Co się z nią stało? – zainteresował się Ian.

    Dziewczyna przygryzła wargę. Nie chciała o tym mówić, ale ponieważ to właśnie on zapytał… 

    – W dalszym ciągu potrzebowała żywicieli. Kiedyś w barze, do którego chodziła, wybuchła bójka. Pobili się o nią. Chciała rozdzielić walczących i przypadkiem została dźgnięta nożem. Umarła po drodze do szpitala, a oni obydwaj popełnili samobójstwo.

    Była wtedy bardzo malutka, ale samo myślenie o śmierci matki, sprawiało jej dotkliwy ból. Ian odszukał jej dłoń i ścisnął ją lekko, a ona z trudem powstrzymała chęć zabrania ręki, pamiętając, co ten gest znaczył ostatnio. Teraz dała im jeszcze więcej powodów do nienawiści.

    – Przykro mi – odezwała się cicho Elena i sprawiała wrażenie  naprawdę przejętej. Przez chwilę milczała, a potem zadała dręczące ją pytanie. – Chcesz powiedzieć, że jesteś czymś w rodzaju syreny? Tylko takiej słodkowodnej, przypominającej rusałkę?

    Laura uśmiechnęła się blado.

    – Można to tak ująć – mruknęła. – Ale naprawdę nikomu nie robię krzywdy. Przynajmniej się staram nie robić. Przeprowadzamy się. Często zmieniałam szkoły, bo po jakimś czasie zawsze wybuchały o mnie bójki, zbyt wielu chłopaków traciło dla mnie głowę. I to tak po prostu, nawet ci, z którymi nic mnie nie łączyło. Tutaj jest trochę inaczej, chyba ze względu na Cola – westchnęła, przymykając oczy. – Od kiedy jestem jego dziewczyną, stałam się czymś nieosiągalnym – wyjaśniła. – Ponieważ on był taki popularny, to chyba działa i wszystko jest na swoim miejscu.

    – Nie rozumiem – stwierdził Ian. – Co im zabierasz, w jaki sposób i ile tego potrzebujesz?

    Był precyzyjny w swoich pytaniach i sprawiał wrażenie zaniepokojonego.

    – Właściwie to niewiele – odpowiedziała powoli Laura. – Po prostu potrzebuję fizycznej bliskości, żeby naładować się ich energią, to chyba dobre określenie – stwierdziła. 

    – Sypiasz z nimi wszystkimi? – spytał wprost.

    Elena zachłysnęła się powietrzem, ale Laura potraktowała jego pytanie zupełnie poważnie.

    – Nie – odpowiedziała – to znaczy, tak by było najłatwiej. Starczyłoby na dłużej. Jednak samo całowanie w moim wieku wystarczy – uśmiechnęła się nieco ponuro. – Tyle, że muszę się z kimś całować codziennie, a czasami nawet kilka razy w ciągu dnia. I nie może to być tylko Cole, bo prędzej czy później zabiorę mu za dużo.

    – On nic dla ciebie nie znaczy, prawda? – zapytała ponuro Elena.

    Laura westchnęła, ale postanowiła nie okłamywać przyjaciółki.

    – Niewiele – przyznała. – Wybrałam go głównie dlatego, że go nie lubiłam. Potem moja opinia o nim, dzięki Ianowi, się nieco zmieniła, ale to już nie miało znaczenia. Zresztą z nim jest inaczej – nie wiedziała jak to wytłumaczyć. – Większość chłopaków na moją prośbę by odpuściła, ale nie Cole. Bałam się nawet, że jeżeli wyjdziemy, on znajdzie jakiś sposób, żeby pojechać za mną. Ledwie toleruje to, że nie chcę spędzać z nim każdej chwili. Coraz trudniej go kontrolować, momentami mnie po prostu zadręcza, nawet jeżeli tego sobie nie życzę.

    – I nic nie możesz z tym zrobić? – dopytywała się Elena.

    – Niewiele, wiem tylko tyle, ile mi powiedział tata. Mama nie zdążyła przekazać mi zbyt wiele… niczego nauczyć…

    Nagle rozdzwoniła się komórka Eleny. Dziewczyna, wyraźnie niechętnie, odebrała. 

    – Muszę lecieć – westchnęła, po skończonej rozmowie. – Rodzice się już niepokoją. – Wstała, ale zatrzymała się w drzwiach. – Chcę tylko, żebyś wiedziała Lauro, że jest mi cholernie przykro i czuję się paskudnie winna. Możesz na mnie liczyć. Obiecuję. Już nigdy się od ciebie nie odwrócę.

    Laura uśmiechnęła się do niej, bo nie wiedziała co powiedzieć. Elena odwzajemniła uśmiech i wybiegła z pokoju. Dziewczyna opadła na poduszki, wzdychając. Zdawała sobie sprawę, że nie pasuje do tego świata. Ian wpatrywał się w nią intensywnie. Przysunęła się do chłopaka. Lubiła jego bliskość. Po wyjściu Eleny milczeli. Potem znowu poczuła ogarniającą ją, nieprzyjemną słabość. Usiadła. Ian spojrzał na nią pytająco.

    – Muszę zadzwonić do Cola – wyjaśniła. – Potrzebuję go.

    Przytrzymał jej, szukającą telefonu, rękę. Popatrzył jej w oczy.

    – Wyjaśnij, co się dzieje, jeżeli nie kradniesz nikomu energii – poprosił.

    Wzruszyła ramionami.

    – Wtedy chyba po prostu umieram… To znaczy – pospieszyła z wyjaśnieniami, widząc jego zaniepokojony wzrok – nie tak od razu. Po prostu bardzo słabnę, jak człowiek, który traci krew. Mam zawroty głowy i każdy, nawet najmniejszy ruch, kosztuje mnie bardzo wiele wysiłku.

    – Rozumiem – skinął głową. – A czy to musi być Cole? – patrzył na nią tak intensywnie, że jego spojrzenie czuła niemal jako fizyczny dotyk.

    – Przecież widziałeś, że nie musi – nie zrozumiała. 

    Zauważyła jego wahanie, które natychmiast zastąpiła niezachwiana pewność.

    – Chodziło mi o to, czy to mogę być ja – powiedział.

    Laura na samą myśl, poczuła szybsze bicie serca. Coś ścisnęło się w jej żołądku. Uświadomiła sobie, jak bardzo tego chciała. Pierwszy raz w życiu autentycznie pragnęła, żeby ktoś ją pocałował. I nie ktokolwiek, a właśnie Ian.

    – Nie wiem – przyznała jednak szczerze. – Skoro nie działa na ciebie mój urok, nie wiem czy to w taki sposób zadziała… 

    Powinna mu powiedzieć, że zadziała, że nie potrzebuje nikogo innego, ale nie potrafiła, nie mogła go okłamywać… Coś ścisnęło ją w gardle, ręce same zacisnęły się na kołdrze. Gwałtownie usiadł. W jednej chwili przewrócił ją na łóżko i znalazł się tuż nad nią. 

    – Nie dowiemy się, jeżeli nie spróbujemy – oznajmił cicho, lekko zachrypniętym głosem, pochylając się nad dziewczyną.

    Nie wiedziała co się z nią dzieje, dlaczego czuje takie napięcie, czemu tak bardzo pragnie przyciągnąć go do siebie. Jej serce biło jak oszalałe, oddech przyspieszył. Twarz Iana zbliżyła się do jej twarzy, jego usta do jej ust. Chciała go do siebie przyciągnąć, ale nie była w stanie się poruszyć. Przymknęła oczy, kiedy ją pocałował. To było jak wieczorny spacer po plaży, duża porcja lodów truskawkowych, jak zachód słońca, widok tęczy na niebie. Euforia, zachwyt, drżenie i wzajemne przyciąganie. Laurze nie mieściło się w głowie, że takie uczucia istnieją. Odwzajemniała jego pocałunek z pasją, a on ją całował. Wkrótce to nie wystarczyło. Wsunęła dłonie pod jego bluzę, pomagając mu ją zdjąć i odrzucić na podłogę. Przetoczył się na plecy, sadzając ją na sobie. Nie przerywali pocałunku. Laura potrzebowała go, jak powietrza. Jej bluzka, a potem koszulka, również powędrowały na podłogę. Jego ręce wędrowały po jej brzuchu i plecach. Nie mogła złapać tchu. Chciała być bliżej niego. Potrzebowała go więcej. Wszystkie pozostałe myśli wyparowały z jej głowy, była tylko ona i on. Pocałunki zlewały się w jedną, nieustającą falę. Dotyk przyjemnie parzył i wywoływał dreszcze. Jęknęła cicho, kiedy ustami musnął jej szyję. Jego dłonie powędrowały na biodra dziewczyny. Chciała… pragnęła być tylko z nim. Z telefonu zaczęła wydobywać się muzyka. „Lonely as I am, together we cry” roznosiły się po pokoju słowa śpiewane przez Anthonego Kiedisa. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i jęknęła, podając ją Ianowi. Dzwonił Cole.

    Ian

    Niechętnie oderwał dłonie od ciała dziewczyny, by odebrać telefon – jej telefon. Dopiero teraz, kiedy usłyszał w słuchawce głos Cola, zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Mimo, że jego związek z Laurą nie był prawdziwy, to jednak Cole tak właśnie o nim myślał. Zdradził przyjaciela. Mimo, że czuł się z tym podle, to jednak wiedział, że powtórzyłby to samo jeszcze raz. Milion kolejnych razy. 

    – Laura? – powtarzał jej imię, lekko zaniepokojonym już głosem Cole.

    – Nie, to ja – oprzytomniał Ian. – Ona teraz nie może podejść… – dodał niezbyt przekonany.

    Cole nie wydawał się zachwycony, słysząc jego głos, ale brnął dalej.

    – Gdzie jesteście? Bo czekam pod jej domem. Nie widzieliśmy się…

    – Jak to pod jej domem? – przerwał mu Ian.

    Chciał, żeby Laura usłyszała i podjęła jakąś decyzję. Dziewczyna westchnęła. Zsunęła się z niego i pośpiesznie zaczęła wkładać ubranie. Z trudem powstrzymał wydobywający się na świat protest. 

    – To jak, gdzie jest Laura? – ponaglił go Cole. – Dasz mi ją do słuchawki?

    – Nie – stwierdził ponuro Ian. – Po prostu wejdź, ok? Siedzimy u niej w pokoju.

    – Dobra – Cole rozłączył się i usłyszeli otwierające się na dole drzwi.

    Ledwo zdążyli się ubrać, kiedy chłopak wszedł do pokoju. Miał ze sobą wielki bukiet czerwonych róż. Nie wyglądał na zachwyconego obecnością Iana, ale jego twarz natychmiast rozpogodziła się na widok Laury. Pocałował ją na powitanie, a Ian poczuł, jak coś skręca go w środku. Miał ochotę mu przyłożyć, a potem go stąd wyprowadzić. Nie ruszył się jednak z miejsca, które zajmował na łóżku. Sytuacja była koszmarna, a nim targała zazdrość. Laura szybko odsunęła się od Cola. Nadzieja w Ianie wzrosła. Więc to jednak najwyraźniej może być również on?

    Cole

    Udawał, że nie widzi wygniecionych ubrań, ani nieco zbyt zaróżowionych policzków dziewczyny. Wiedział, że w ten sposób, mógłby ją stracić. Na zawsze. A na to nie był w stanie sobie pozwolić. Bez Laury całe jego życie nie miałoby sensu. Cierpiał w milczeniu. Musi znaleźć sposób, żeby ją przekonać, że tylko on jej wystarczy! Nikt inny, tylko on. Co do Iana natomiast… na nim z pewnością zamierzał się odegrać! Przyjęła od niego bukiet kwiatów i zaproszenie na koncert. Grywali teraz rzadko i tylko w sąsiednich miastach. Więcej czasu spędzali w studiu nagraniowym lub po prostu na próbach. Wydali nowy album, w zupełnie innym stylu… równie dobry, ale niemal wszystkie piosenki Cola były o Laurze. Trasę mieli zaplanowaną dopiero na ferie zimowe, a potem na całe wakacje. Nie był tylko pewien w jakim stopniu będzie w stanie współpracować z Ianem…

    – Co robiliście? – zapytał od niechcenia Cole, kładąc się na jej łóżku, kiedy dziewczyna poszła wstawić do wody kwiaty.

    – Przed chwilą wyszła Elena – odpowiedział wymijająco Ian. – Ojciec Laury chciał stąd wyjechać. Namawialiśmy jego i Lurę, żeby zostali.

    – Wyjechać? – Cole zerwał się tak gwałtownie, że uderzył głową w ukośny sufit. Syknął wściekle. – Jak to wjechać? Po co? Dokąd?

    Ian wzruszył ramionami.

    – W każdym razie to już nieaktualne – stwierdził. – Przynajmniej mam taką nadzieje…

    Cole odetchnął głęboko. Laura nie mogła wyjechać! Była całym jego życiem. Gdyby jednak musiała się dokądkolwiek przenieść, on pojechałby razem z nią. Wróciła z wazonem, postawiła go na biurku i usiadła między nimi na łóżku. 

    – Jakieś plany? – zapytała.

    – Myślałem, że pójdziemy do kina – stwierdził z nadzieją Cole. 

    Uśmiechnęła się promiennie.

    – Jasne, grają coś ciekawego? – spytała pogodnie. 

    Przytaknął.

    – Nowy film Tima Burtona, uznałem, że to cię zainteresuje.

    – Super! – oznajmiła. – Idziesz z nami, Ian?

    – Tak, czemu nie – odpowiedział chłopak.

    Cole z trudem ukrył swój zawód. Miał nadzieję, że będą tylko we dwoje, a potem… No cóż. Skoro Laura tego chce, to on się dopasuje. Będzie cierpliwy i poczeka na moment, kiedy będzie miał ją tylko dla siebie.

    Note