Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Czarna Magia

    26.

    Był wściekły i zdecydowanie nie potrafił poradzić sobie z zazdrością. Fii, jego Fii! już drugą godzinę siedziała na tarasie, przyciszonym głosem rozmawiając z Ravenem. Problem polegał jedynie na tym, że ona wcale nie była jego. A Raven… no cóż, kiedy wpadł na ten genialny pomysł, za który teraz przeklinał się w duchu, nie wziął pod uwagę, że chłopak wygląda nieźle, jest w jej wieku i może się jej zwyczajnie spodobać. Za bardzo spodobać… 

    W końcu, zrezygnowany, wyłączył telewizor, wziął szybki prysznic i wśliznął się pod kołdrę. W pokoju słychać było jedynie cichy, miarowy oddech śpiącej Emmy. Nagle do głowy przyszła mu jeszcze inna myśl. Obawa. Powoli zamknął oczy. To Fiona miała teraz kontrolę nad mroczną stroną Ravena, nie on. Jeżeli postanowią go zostawić, nic nie stanie im na przeszkodzie. Ten chłopak zamordował już w życiu setki osób i dopiero on znalazł sposób jak go ujarzmić. Tyle, że była to niezbyt udana, pełna nienawiści współpraca. Lucas miał wiele pomysłów w jaki sposób wykorzystywać jego zdolności i większość z nich nie przypadła Ravenowi do gustu. Tak bardzo, że żeby utrzymać go w ryzach, musiał uwięzić jego siostrę. Aż ostatecznie znalazł rozwiązanie idealne i uczynił go ochroniarzem Fiony. To był naprawdę świetny pomysł. Do czasu… 

    Usłyszał otwierające się balkonowe drzwi. Wstrzymał oddech, kiedy weszli do środka. Łazienka, lejąca się woda. Bał się otworzyć oczy, by przypadkiem nie zobaczyć zbyt wiele. To nie jego sprawa… w najmniejszym stopniu… – próbował przekonać sam siebie. Woda przestała szumieć. Po chwili ktoś wyszedł z łazienki. Ponownie zamarł, wstrzymując oddech. W pokoju panowała cisza. W pewnym momencie zaskoczony poczuł jak ktoś odsuwa jego kołdrę. Dotyk mokrych włosów na swoim ramieniu. Jego oddech przyspieszył, serce puściło się w dzikim galopie. 

    – Śpisz? – usłyszał ciche pytanie tuż przy swoim uchu.

    – Nie – odpowiedział z trudem wydobywając z siebie głos.

    Fiona położyła się przy nim, opierając się o jego plecy. Zaskoczenie mieszało się z dziką radością, podejrzliwością i strachem jednocześnie. Czegoś od niego chciała. Musiała chcieć. Bał się poruszyć, żeby sobie nie poszła… Najgorszą myślą była jednak ta, że to pożegnanie, że jednak postanowili odejść. 

    – Masz jakiś plan? – zapytała ufnie.

    – Już się przestałaś na mnie gniewać? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nie potrafiąc się powstrzymać od zwyczajowego w ich rozmowach, drwiącego tonu.

    – Nie gniewam się na ciebie – mruknęła – to nie to.

    – Więc co? – coś w jej tonie spowodowało, że z trudem przełknął ślinę.

    – Jestem wściekła, bo nic nie pamiętam – przyznała cicho. – Nie ważne – mruknęła, odsuwając się od niego, ale nie wstając z łóżka.

    Przewrócił się na drugi bok. Teraz to ona leżała plecami do niego. Przysunął się i objął ją ramieniem. Nie zaprotestowała. Po chwili niepewności, wtuliła się w niego, a jej oddech się uspokoił. Zasnęła. Lucas jeszcze długo nie mógł zasnąć. Wściekły na siebie, a jednocześnie szczęśliwy jak nigdy dotąd.

    27.

    Uciekli i co dalej? Azja? Australia? Ameryka? Gdzie Nataniel Duncan nie miał swoich wpływów? Fiona powinna studiować, Emma chodzić do szkoły… Nie było dobrego rozwiązania, a przynajmniej on go nie znał. Lucas najwyraźniej także, a przynajmniej do tej pory nie podzielił się z nimi żadnym odkrywczym planem. Raven namawiał dziewczynę, żeby się go pozbyli, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi wydawała się darzyć mężczyznę zaufaniem. On jednak zdawał sobie sprawę, że tamten jest zimnokrwistym potworem, który nie zawaha się przed niczym by osiągnąć swój cel. Zresztą czy on sam również taki nie był? Nie, Raven wiedział, że taki nie jest. Taki jednak był towarzyszący mu bezustannie Jichou, któremu niejednokrotnie zdarzyło się już przejąć nad nim kontrolę.

    – Kupujemy czy kradniemy samochód? – zapytała jak zawsze rzeczowo Fiona, a Raven nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.

    – Kradniemy – oznajmił stanowczo – z zakupem będzie zbyt duży problem. Dokumenty i wszystko inne… zbyt łatwo nas przez to wyśledzą. Nawet jeśli mamy na taki zakup pieniądze.

    – O to się nie martw – mruknął Lucas, który sprawiał wrażenie jakby nad czymś się głęboko zastanawiał. – Myślę jednak, że póki co lepszy będzie pociąg. Szybszy i bezpieczniejszy.

    Raven wzruszył ramionami. Przywykł już do niekwestionowania cudzych decyzji, zwłaszcza gdy wydawały się rozsądne.

    – Dokąd w takim razie jedziemy? – zapytał.

    – Póki co myślę, że Włochy – odpowiedział mu wciąż nieco rozkojarzony Lucas.

    Po niecałej godzinie, w nowych ubraniach i z niewielkim bagażem podręcznym, wsiedli bezpiecznie do pociągu. Emma usiadła przy oknie, podnosząc od niechcenia leżące na stoliku, kolorowe czasopismo, które ktoś tam musiał zostawić. Przeglądała powoli strony.

    – Patrzcie – wysunęła magazyn w stronę Ravena. 

    Na stronie, a właściwie kilku, widniały kolorowe zdjęcia. Była na nich Fiona, pozująca w kostiumie kąpielowym. Zaczął przeklinać, a Lucas mu zawtórował.

    – Jestem kretynem! Że też o tym nie pomyślałem, kiedy zmusiłem ją do podpisania tej umowy – warknął.

    – Ej, ja tu jestem, pamiętasz? – natychmiast odgryzła się Fiona.

    Nie mógł uwierzyć w to jak na niego działała. Kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Uwielbiał jej charakterek. Mieli jednak teraz poważny problem. Połowa napotkanych kobiet, i możliwe, że nie tylko, zapewne ją rozpozna. Jeżeli Nataniel rozpocznie oficjalne poszukiwania, będą mieli niezwykle poważny problem. A dlaczego miałby tego nie zrobić, skoro mógł… Reszta podróży upłynęła im w napiętym oczekiwaniu na coś, co w końcu nieuchronnie musi się wydarzyć.

    28.

    Szli plątaniną wąskich uliczek. Fiona zwinęła włosy pod chustą, ale i tak była pełna obaw. Wiedziała, że włoskie miasteczka nie są dobrym wyborem, zbyt wiele osób mogłoby zwrócić na nią uwagę. Zbyt wiele pochodzących stąd osób współpracowało z jej wujem. Tylko, że argumenty Lucasa również do niej przemawiały. Przede wszystkim ten o znalezieniu bezpiecznego miejsca, w którym mogliby zostawić Emmę. Nie było sensu narażać dziewczynki. W pewnym momencie stanęła jak wryta. Na budynku pobliskiego minimarketu wisiał bilbord prezentujący zdjęcie na którym leżała na piasku w stroju kąpielowym. Cholera! W tej właśnie chwili pod sklepem zatrzymał się samochód. Wysiedli z niego odziani na czarno mężczyźni, a Fiona mogłaby przysiąc, że rozpoznała przynajmniej jednego z nich. Odwrócił się i spojrzał na nią badawczo. Raven chwycił ją za ramię i wciągnął w boczną uliczkę. Jęknęła cicho.

    – To tylko kwestia czasu, kiedy mnie rozpoznają. 

    – Nie rozpoznają, ponieważ nie zwrócą na nas uwagi – Raven uśmiechnął się z przekąsem i przyciągnął ją do siebie.

    Przyparł ją do ściany, jego usta znalazły się na jej ustach. Zaskoczenie ustąpiło miejsca zrozumieniu. Posłusznie zarzuciła mu ręce na szyję, odwzajemniając głęboki pocałunek. Mężczyźni zajrzeli w zaułek i ignorując ich przeszli dalej. Raven jej jednak nie puścił.

    – Jeszcze chwila – szepnął.

    Kiedy oderwała usta od jego ust, ujrzała Lucasa. Przez chwilę wpatrywał się w nich ponuro, a potem odwrócił się i zniknął za rogiem. Fiona zerwała się, żeby za nim pobiec, wytłumaczyć. Z jakiejś nieznanej sobie przyczyny czuła przemożną potrzebę, żeby mu wszystko wyjaśnić. Raven znów złapał ją za rękę. 

    – Nie idź za nim – poprosił.

    – Co? Dlaczego?

    Zamiast odpowiedzieć chłopak ponownie wziął ją w ramiona i nie pozwolił wypowiedzieć żadnego więcej słowa, zamykając jej usta kolejnymi, tym razem prawdziwymi, pocałunkami.

    29.

    Emma była bezpieczna i Fiona miała nadzieję, że nikt nawet nie będzie jej szukał. To nie o nią tu chodziło i Nataniel nie powinien zwrócić na nią uwagi. Przez myśl jej przeszło, że powinna się bać, może obmyślać jakiś plan… a ona w tym momencie martwiła się tylko i wyłącznie o to, że odepchnęła od siebie Ravena, a on od tej pory się do niej nie odzywał, natomiast Lucas w ogóle gdzieś zniknął. Po prostu pięknie! Do tej pory nie miewała takich problemów i uznała, że mogłaby dalej z tym żyć. Zniechęcona wróciła do hotelowego pokoju i zwinęła się w kłębek na łóżku jednocześnie smutna i zirytowana, że zostawili ją samą. 

    Nawet nie zauważyła kiedy udało jej się przysnąć, ale kiedy się obudziła było już po zachodzie słońca. Zaburczało jej w brzuchu. Wciąż rozdrażniona doprowadziła się do porządku i zeszła do hotelowej restauracji. Z wnętrza dochodziła głośna muzyka, a kiedy weszła do środka okazało się, że o tej porze otwarta jest jedynie część z barem, lożami dla VIP’ów i parkietem do tańczenia, na którym kłębiło się sporo roznegliżowanych, ludzkich ciał. Fiona westchnęła i zmusiła się, żeby wejść do środka. Powoli, starając się na nikogo nie wpaść zaczęła torować sobie drogę do baru. W pewnym momencie zobaczyła znajomą postać. Zatrzymała się zaskoczona. Ktoś wpadł na nią z boku, ale nie zwróciła na to uwagi.  Lucas był z kobietą. Piękną kobietą. Tańczyli na parkiecie, ocierając się o siebie. Fiona poczuła jak jej żołądek zwija się boleśnie w ciasną kulkę. Nigdy nie sądziła, że jej uczucia mogą być aż tak silne i aż tak oczywiste. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę i dziewczyna zupełnie przestała być głodna. Odwróciła się i kompletnie nie zwracając uwagi na kogo wpada, wybiegła z restauracji. Kiedy wciąż nieco roztrzęsiona wróciła do pokoju, okazało się, że tym razem nie jest już sama. Chłopak spojrzał na nią wrogo, a ona z trudem powstrzymała się, żeby się nie roześmiać. Obraził się na nią, ale jej nie zostawił, a to w jakiś sposób przyniosło jej ulgę. Emocje opadły, a przynajmniej jej udało się zepchnąć je na dalszy plan.

    – Raven?

    • Mhm?
    • Zmieniłam zdanie – oznajmiła, popychając go na łóżko. 

    Obdarzył ją czarującym uśmiechem, kiedy usiadła na nim okrakiem. Nachyliła się by go pocałować. Jego dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, po chwili zsuwając z niej ciasną koszulkę. Podobało jej się, że przynajmniej na chwilę może zupełnie przestać myśleć. 

    30.

    Z twarzy Ravena nie schodził uśmieszek samozadowolenia. Wreszcie po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu wszystko zaczynało się powoli układać. Jego siostra była bezpieczna, on zemścił się na Lucasie, a jednocześnie zdobył całkiem przyjemną nagrodę niespodziankę, jaką była Fiona. Owszem już dawno mógł ją mieć i dziewczyna była naprawdę piękna, ale dopiero teraz, dzięki temu, że poznał uczucia Lucasa, zyskała prawdziwą wartość. Poza tym nabierał coraz większego przekonania, że mógłby się w niej zakochać. To nie miał być przelotny romans. Jeżeli dobrze to rozegra, naprawdę mogliby być razem. Nagle poczuł na plecach zimny dreszcz. Ktoś go obserwował. Powoli skręcił za róg i ukrył się w cieniu. U wylotu uliczki pojawił się elegancko odziany mężczyzna. Nie sprawiał wrażenia wojownika, ale Raven, nauczony doświadczeniem, zamierzał zachować ostrożność. Pozwolił nieznajomemu wyminąć miejsce w którym się ukrywał, tylko po to by po chwili błyskawicznym ruchem przyprzeć go do ściany.

    – Dlaczego mnie śledzisz? – zapytał wrogo.

    – Mam ci przekazać wiadomość – odparł mężczyzna z pełnią powagi, odrobinę tylko drżącym głosem. 

    Wiedział więc z kim ma do czynienia, a to w jakiś egocentryczny sposób ucieszyło Ravena. 

    – Mów – rozkazał.

    – Pan Duncan chciałby się osobiście z tobą spotkać. Ma dla ciebie propozycję.

    Chłopak roześmiał się gorzko. 

    – Poważnie, tak po prostu? 

    Jednocześnie rozbawiony i zniesmaczony chwycił mężczyznę za gardło, zastanawiając się czy lepiej go udusić czy może skręcić mu kark. 

    – Powiedzieli mi, że nie odmówisz – wycharczał tamten, powoli siniejąc na twarzy.

    – Niby dlaczego? – zainteresował się chłopak.

    – Z powodu kamiennych aniołów.

    Nieznajomy wyraźnie nie wiedział o czym mówi, ale Raven owszem. Nieznacznie pobladł na twarzy. Nataniel znał miejsce pobytu jego siostry. Wypuścił mężczyznę, który spazmatycznie zaczął chwytać powietrze. 

    31.

    Ręce Lucasa były skute w nadgarstkach i podczepione do wiszącego na belce haka. Mężczyzna ledwo stał na palcach. Każdy oddech sprawiał mu problem. Raven obrzucił go obojętnym spojrzeniem. Podobało mu się to co zobaczył. Po krótkiej wymianie zdań posłaniec Duncana zawiózł go do opuszczonego magazynu na obrzeżach miasta. Nie spodziewał się jednak, że będzie tam Lucas, ani że wuj Fiony przywita go osobiście. 

    – Jak widzisz mam w swoich szeregach wolne miejsce – oznajmił Nataniel – i chcę, żebyś to ty je zajął.

    • Chcesz, żebym dla ciebie pracował? – upewnił się Raven.

    Wciąż nie mógł uwierzyć w to jak bardzo zmieniła się sytuacja.  

    – Pomyśl o tym. Nigdy niczego ci nie zabraknie. Będziesz bezpieczny i ty i twoja siostra. 

    – Chyba o czymś zapomniałeś – Raven zmrużył oczy. – Co z magią, która wiąże mnie z Fioną?

    Nataniel się roześmiał.

    – Usunięcie tatuaży to w dzisiejszych czasach żaden problem. Co najwyżej mojej siostrzenicy zostaną brzydkie blizny. – Uśmiechnął się paskudnie. – Jej uroda i tak na nic mi się już nie przyda.

    – Nie zrobisz jej krzywdy? – upewnił się Raven.

    – Tak jak wspomniałem, nie jest mi już potrzebna. Możesz z nią zrobić co tylko zechcesz. Już pokazałeś na co cię stać. Oni za ciebie, myślę, że to bardzo opłacalna wymiana. 

    – I naprawdę nie zamierzasz mścić się na Fionie?

    – Po co miałbym to robić? – Nataniel wyglądał na zdziwionego. – To nie ona mnie zdradziła. Sprawy między nami były jasne od samego początku. Nigdy nie udawała, że jest wobec mnie lojalna, albo chociażby, że darzy mnie sympatią. Ten tutaj – wskazał na Lucasa – to zupełnie inna sprawa. I przekona się jaka jest cena zdrady. 

    Raven zmrużył oczy. Przez chwilę rozmyślał nad swoją sytuacją. Nataniel właściwie nie pozostawił mu żadnego wyboru. Emma i Fiona były bezpieczne… 

    • Czego ode mnie oczekujesz?
    • Och, naprawdę niewiele. Na początek pozwolę ci dokonać zemsty.

    Jego ludzie odsunęli się, by jeszcze lepiej odsłonić przed nim unieruchomionego Lucasa. Jakiekolwiek wyrzuty sumienia, wrażenie, że coś jest nie tak, zostały wypchnięte z umysłu Ravena uczuciem czystej, nieokiełznanej nienawiści.  

    – Wchodzisz w to?  – upewnił się mężczyzna.

    Raven skinął głowa. Nie zastanawiał się dłużej. Nie było nad czym się zastanawiać. Uśmiechnął się. Chwycił w dłonie giętki pręt i uderzył. 

    32.

    Obudziło ją pukanie do drzwi. Ravena nigdzie nie było. Znów została sama. Ziewnęła. Kiedy pukanie nie ustawało, zaspana wstała, żeby otworzyć. Uchyliła drzwi i zamarła. Na progu stała śliczna dziewczyna, elegancko ubrana i pachnąca drogimi perfumami. Nie to jednak wyprowadziło Fionę z równowagi. Rozpoznała ją. Wszędzie by ją rozpoznała. To z nią poprzedniego wieczoru tańczył Lucas.

    – Jesteś Fiona, prawda? – spytała tamta zadziwiająco niepewnym i nieco przestraszonym głosem. 

    – A ty kim jesteś? – spytała dziewczyna jednocześnie ciekawa i niezwykle wkurzona. 

    Jak Lucas mógł ją tutaj przysłać?!

    – Posłuchaj, mogę wejść do środka? To naprawdę ważne…

    – Proszę.  

    Fiona niechętnie odsunęła się by wpuścić do pokoju nieznajomą. Tamta jednak zamiast jakiegokolwiek wytłumaczenia wyciągnęła z torby teczkę.

    – To dla ciebie – oznajmiła, podając ją dziewczynie. – To wizy – wyjaśniła widząc nic nie rozumiejące spojrzenie Fiony. – Miałam dzisiaj przekazać je Lucasowi, ale nie pojawił się na miejscu spotkania. Zostałam poinstruowana, żeby w takim wypadku kontaktować się z jego narzeczoną. 

    Fiona musiała wyglądać tak głupio jak się poczuła, ponieważ dziewczyna pośpieszyła z wyjaśnieniami.

    – Przepraszam, jestem Daphne. Daphne Dante. Mój ojciec był winien Lucasowi przysługę i teraz miał okazję się mu odwdzięczyć. Czy dobrze trafiłam? – zapytała z obawą w głosie.

    Dziewczyna wyglądała na coraz bardziej zdenerwowaną, więc Fiona uspakajająco skinęła głową.

    – Tak, dziękuję. Po prostu zaskoczyło mnie, że tu przyszłaś. 

    Daphne uśmiechnęła się z ulgą. 

    – Przekaż proszę Lucasowi pozdrowienia od mojego ojca – odezwała się jeszcze zanim opuściła pokój. – I życzę wam powodzenia – dodała już z przyjaznym, pełnym ulgi uśmiechem.

    Fiona zamknęła za nią drzwi i zaczęła się pospiesznie ubierać. Popełniła wiele błędów, ale one nie miały w tym momencie najmniejszego znaczenia. Ważne było teraz tylko to, że Lucas gdzieś zniknął, a ponieważ nie było też Ravena nie miała złudzeń do tego, co mogło się między nimi wydarzyć. 

    33.

    Nie musiała długo szukać. Właściwie to w ogóle nie musiała tego robić. Pod hotelem czekali na nią ludzie Nataniela. Dokładnie wiedzieli gdzie czekać. Byli zadziwiająco uprzejmi, kiedy zmusili ją, żeby wsiadła do samochodu. Spodziewała się różnych możliwości, ale z pewnością nie tego, że w środku czekało będzie na nią dziwne, szare urządzenie. Jeden z mężczyzn przytrzymał ją, zsuwając z ramion dziewczyny bluzę. Fiona szarpnęła się odruchowo.

    – Spokojnie, nie zrobimy ci krzywdy – odezwał się jeden z ochroniarzy. – To potrwa tylko chwilę i nie będzie bolało. 

    Drugi z nich włączył urządzenie i przystawił do jej ramienia. Zapiekło nieprzyjemnie. Dopiero teraz domyśliła się co to jest – laser do usuwania tatuaży. Zagryzła zęby i siedziała cierpliwie, pozwalając im skończyć. To było lepsze niż zrobienie z siebie skomlącej idiotki. Kiedy było po wszystkim wcisnęli jej do ręki paczkę chusteczek dezynfekujących i zostawili w spokoju. Ruszyli. Po parunastu minutach samochód zatrzymał się w dzielnicy magazynów. Mężczyźni zatrzymali się przed jednym z nich i zaprosili ją do środka. Pierwszym co zobaczyła był Raven, który przyciszonym głosem rozmawiał z jej wujem. Stał tam i rozmawiał, jak gdyby nigdy nic… Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. Wzrokiem poszukała Lucasa, a kiedy go znalazła, jęknęła z przerażenia. Leżał na betonowej podłodze skąpany w kałuży własnej krwi. Nikt jej nie zatrzymywał, kiedy rzuciła się w jego stronę. Opadła przy nim na kolana. Oddychał. W duchu próbowała sobie wmawiać, że to najważniejsze. Nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło. Jak to się stało? Jak Raven mógł na to pozwolić?! Kiedy weszła przerwał rozmowę, a teraz podszedł do nich i przyglądał się jej z zaciekawieniem.

    – Ty dupku! – warknęła, zrywając się z podłogi i rzucając w stronę stojącego nad nią chłopaka. 

    Gdyby miała nad nim jakąkolwiek władzę z pewnością zwijałby się teraz z bólu. Nie miała. Nataniel odebrał jej wszystko. 

    – Spokojnie – Raven chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie, nie pozwalając by go uderzyła. – Wszystko jest w porządku, nikt cię nie skrzywdzi – wyszeptał tuż do jej ucha. 

    Zaniemówiła. W porządku? Jego zdaniem naprawdę wszystko było w porządku? Jeszcze bardziej wściekła i zdeterminowana wyrwała się z jego objęć, a on tym razem jej na to pozwolił. 

    34.

    Siedziała na podłodze, tuż obok Lucasa. Delikatnie gładziła jego włosy, bojąc się, że jeżeli dotknie go gdziekolwiek indziej, to sprawi mu tylko jeszcze większy ból. Nie mogła uwierzyć w to jak podły był jej wuj. 

    – Czemu ci to zrobił? Czemu nas po prostu nie zabił? – szepnęła.

    – To nie on – mruknął cicho Lucas. Mówienie sprawiało mu wyraźny ból i Fiona od razu pożałowała, że zadała pytanie. – To Raven.

    – Co?! – wyznanie Lucasa kompletnie ją zszokowało. 

    – Nataniel nie ma pojęcia z czym igra. W końcu Raven nie zapanuje nad sobą i pozabija ich wszystkich…

    To co usłyszała nasunęło jej pewien pomysł.

    – Więc twierdzisz, że wystarczy go wkurzyć?

    – Nie, Fii! – Lucas spróbował się podnieść, ale nie był w stanie tego zrobić. – Proszę, to bardzo głupi pomysł…

    Wzruszyła ramionami i podniosła się z podłogi. Przynajmniej może zrobić coś, w czym jest naprawdę dobra. 

    – Ostatecznie i tak nie mamy już nic do stracenia… 

    35.

    Raven wpatrywał się w dziewczynę coraz bardziej poirytowany. Czy nie widziała, że to koniec? To była najlepsza droga, najlepszy sposób również i dla niej… Nie chciał, żeby urządzała scenę. Nie na oczach ludzi, z którymi miał odtąd współpracować.

    – Wyjdźmy stąd – syknął, jeszcze mocniej ściskając jej ramię i ciągnąc ją za sobą. 

    Spróbowała się wyrwać, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Ugryzła go z premedytacją, a on skonsternowany wreszcie ją wypuścił.

    – Jesteś skończonym dupkiem! Palantem! – wrzasnęła jeszcze głośniej niż przedtem. 

    Z rogu pomieszczenia dobiegł go śmiech. Zacisnął szczękę. Był pewien, że jeżeli ktoś się wtrąci, to długo nie pożyje. Musieli stąd wyjść. 

    – Taki mały problem, a już cię przerasta? – odezwał się jeden z mężczyzn, nie kryjąc rozbawienia. 

    Raven poczuł jak wszystko się w nim gotuje, jak traci nad sobą kontrolę. Pierwszy raz od dawna nikt nad nim nie panował. Zanim jednak zdążył zaatakować dowcipnisia, do magazynu wszedł Nataniel. Rękę trzymał na ramieniu Emmy, a do jej głowy przystawiony był pistolet. 

    – Cóż… tak sądziłem, że lepiej się ubezpieczyć. Czy jesteś szybszy od kuli? – zapytał swobodnym tonem.

    Nagle rozległ się huk wystrzału, ale to nie mężczyzna w garniturze wystrzelił.

    36.

    Lucas nie mógł uwierzyć w głupotę Nataniela i tego jak kiepsko pojmował całą sytuację. Ta dziewczynka… Emma powinna być ostatnią osobą, którą mógłby się posłużyć. On sam był znacznie bardziej ostrożny. Kiedy nie groziło jej bezpośrednie niebezpieczeństwo nie miało to żadnego znaczenia, ale teraz, gdy otwarcie oznajmił, że ją zabije? Smuga dymu wyrwała się z piersi Ravena, który nieprzytomny osunął się na podłogę. Dziewczynka odepchnęła od siebie Nataniela, jednocześnie wyrywając mu pistolet, a potem strzeliła mu w głowę. Upuściła pistolet i zanim ktokolwiek inny zdążył wystrzelić rozpętało się piekło. Lucas podniósł się z trudem, szukając wzrokiem Fiony. Nieuchwytna dla ludzkiego oka siła uderzyła ją w klatkę piersiową i wbiła w ścianę. Potem usłyszał przeraźliwy krzyk. Emma odzyskała kontrolę nad własnym ciałem i była przerażona tym co się wydarzyło. Coś, jakaś niematerialna istotna uciekła z jej ciała, a dziewczynka, śladem brata, osunęła się na podłogę. Cień zaczął powoli płynąć w stronę Ravena. Jichou. Widział go w zupełnie inny sposób niż Emma. Jako coś ulotnego, mgłę albo smugę dymu. Tym razem to nie był genialny pomysł ani tym bardziej żaden starannie obmyślony plan. To była jedna, luźna myśl. Idea, której się uczepił i postanowił kurczowo trzymać. 

    – Zaczekaj – rozkazał mu cicho. 

    Czerwone oczy wpatrywały się w Lucasa czujnie, z niedowierzaniem, jakby chciały przekazać pytanie w stylu „serio? mówisz do mnie?”. Lucas odważył się zbliżyć o krok. Tak jak mówiła wcześniej Fiona, nie mieli już nic do stracenia. 

    – Są słabi – oznajmił powoli, wskazując na Ravena, a potem na Emmę – nie chcesz towarzyszyć żadnemu z nich. Nie chcesz też być sam – kontynuował. – Jesteś niematerialny i nic nie możesz z tym zrobić. Chyba, że… – zawiesił głos. 

    W pomieszczeniu rozległ się okropny, zachrypnięty śmiech, a potem Lucas poczuł uderzenie, które z powrotem powaliło go na podłogę. W jego głowie rozległ się cichy, kojący szept. Jichou przyjął jego ofertę i nic już nigdy nie będzie takie samo. 

    37.

    Fiona chwiejnie stanęła na nogach. Wszystko wkoło było czerwone od krwi, nie była to jednak jej krew. 

    – Lucas? – spytała cicho, zbliżając się do stojącego na środku pomieszczenia mężczyzny.

    Wyglądał teraz lepiej. Znacznie lepiej. Miał ściągniętą bólem twarz, ale bez trudu trzymał się na nogach.

    – Lucas? – spytała ponownie, ale on wciąż ją ignorował.

    Zdecydowała, że nie będzie rozglądać się wokół. Pochyliła się nad ciałem nieprzytomnego Ravena zastanawiając się jak go stąd zabrać.

    – Zaczekaj – Lucas położył jej rękę na ramieniu. Z trudem powstrzymała łzy widząc jak wiele bólu sprawia mu zwykłe stanie. – Zostawimy go tutaj. Nie jest nam potrzebny.

    – Nie? 

    Lucas przecząco pokręcił głową. 

    – Bez Jichou jest nikim. Kiedy się obudzi może zabrać siostrę i zrobić co zechce.

    Fiona spojrzała na niego ze zdumieniem. Dalej tak do końca nie rozumiała kim był Raven ani co właściwie się stało. Nie była jednak pewna czy chce to wiedzieć. Za to zaskoczyło ją coś zupełnie innego. 

    – Nie zamierzasz się w żaden sposób na nim mścić?

    Mężczyzna ponownie zaprzeczył. 

    – Miał powody, żeby mnie nienawidzić. To przeze mnie znalazł się w takiej sytuacji. Po prostu go tutaj zostawmy i sami wynieśmy się z tego miejsca, ok?

    Fiona, która zazwyczaj prędzej reagowała na wszystko złością niż płaczem, poczuła jak znów coś ściska ją w gardle. Teraz, z pełnią świadomości zdała sobie sprawę jak bardzo kocha Lucasa i jak długo źle go oceniała. Odwróciła się od leżącego na podłodze Ravena i wcisnęła pod ramię Lucasa, żeby mógł się o nią oprzeć. Miał rację. To będzie najlepsze rozwiązanie. 

    Pięć lat później

    Skłamałaby gdyby stwierdziła, że nigdy nie żałowała swojej decyzji o przejęciu imperium. Tylko wówczas, gdy cały świat ją przytłaczał, przypominała sobie czemu to zrobiła. Dla tych wszystkich ludzi, którym mogła pomóc, zaoferować pracę, rozwiązać ich problemy. Dla mniejszego zła, którym była ona zamiast tyrana, który wcisnąłby się na puste miejsce, uprzednio zajmowane przez jej wuja. No i dla Lucasa, który wśród biznesmenów czuł się jak ryba w wodzie. Nie było to jednak złe życie, a z pewnością nie nudne. Zwłaszcza teraz, gdy planowała tak długo odkładany ślub. Jej rozmyślania przerwał lekki podmuch wiatru, spowodowany otwarciem drzwi. Nie musiała się odwracać od okna. żeby wiedzieć, że to Lucas. Uśmiechnęła się lekko. Tylko on nie zwykł pukać. Odwróciła się, kiedy dotarł do niej cudowny zapach bzu.

    – Tęskniłaś? – spytał mężczyzna, odstawiając na jej biurko wazon pełen fioletowo-białych kwiatów. 

    – Zawsze tęsknię – oznajmiła rozbawiona, rzucając mu się na szyję. 

    Przytulił ją do siebie czule.

    – Więc może powinnaś brać udział w spotkaniach? Chociaż raz na jakiś czas? – zakpił.

    Fiona jęknęła ostentacyjnie.

    – Kiedy są takie nudne!  

    – Może następne nie będzie? – mruknął i nie brzmiało to jak pytanie, a raczej jak bardzo kusząca, cudowna obietnica. 

    The End

    Note