Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    To było dziwne uczucie. Leżałam plecami wtulona w tors Denisa, a on obejmował mnie ramionami. Moja głowa znajdowała się na jego ręce. Paradoksalnie czułam przyjemną błogość i bezpieczeństwo, mimo, że zazwyczaj to właśnie on wzbudzał we mnie strach. Jego palce zawędrowały pod czarną bluzę i teraz powoli przesuwały się po moim boku. To również było przyjemne. 

    – Nie kłamałem – przyznał cicho, przerywając panującą między nami ciszę. – Naprawdę nie mogłem się doczekać rozmów z tobą.

    – Dlaczego mi to mówisz? – spytałam nie odwracając się ku niemu.

    Nie chciałam, żeby mówił takie rzeczy. Nie miałam ochoty tego słuchać. Nie podobało mi się, że jego bliskość sprawia mi przyjemność. Poczułam, jak jego usta całują moje włosy, jak ręka przesuwa się na mój brzuch.

    – Chciałem, żebyś mnie nienawidziła, żebyś się mnie bała – westchnął. – Chciałem móc cię nienawidzić, tak jak twojego ojca. Dopiero poniewczasie uświadomiłem sobie, że nie jesteś ani trochę do niego podobna.

    To brzmiało jak… przeprosiny. Dziwne i kompletnie dla mnie niezrozumiałe. Tym razem się odwróciłam.

    – Za co go nienawidzisz? Czemu zostałeś ukarany? W co wciągnąłeś przyjaciół?

    Spojrzał na mnie zaskoczony, potem uśmiechnął się krzywo.

    – Chyba prościej będzie jak powiesz mi, co o mnie słyszałaś – stwierdził.

    – Jesteś niebezpieczny i mordujesz ludzi – na samą myśl zapragnęłam się od niego natychmiast odsunąć, ale zmusiłam się do tego, by zostać w tym samym miejscu. – Podobno ukradłeś coś związanego z czarną magią. Dlatego stałeś się wilkiem.

    Roześmiał się. Był szczerze rozbawiony.

    – To powiedział ci ojciec?

    – Nic mi nie powiedział – warknęłam rozeźlona.

    – Więc Gabriel… – skrzywił się, gdy zobaczył wściekłość w moich oczach. – Nie twierdzę, że świadomie cię okłamał. Mistrz niekoniecznie musiał chcieć mu zdradzać wszystkie swoje tajemnice. Twój ojciec od lat szuka sposobu by bez konsekwencji móc posługiwać się czarną magią. My byliśmy jego królikami doświadczalnymi, nieudanym eksperymentem. Kiedy zrobiliśmy to co nam polecił, staliśmy się bezdusznymi. Odebrał nam naszą magię. Sądził, że się uda, ponieważ jestem odporny na bezpośrednie działanie zaklęć. Żyjemy tylko dlatego, że zabrałem mu kryształ, którego i tak nie mogę użyć bez księgi. Daniel Revis chce przezwyciężyć śmierć i żyć wiecznie, chce bezkarnie wzywać demony, by świat padł mu do stóp. I najgorsze jest to, że wie, jak tego dokonać. 

    Zabolały mnie jego słowa. Zabolało to, że znowu mnie okłamywał. Zdecydowanie wolała, kiedy po prostu zachowywał się jak dupek. 

    – Naprawdę uważasz, że wciśniesz mi taką bajkę? – spytałam dziwiąc się, jak spokojnie brzmi mój głos.

    Znów miał ten swój stanowczy wyraz twarzy. W szarych oczach widziałam nieme błaganie. 

    – Będziesz musiała mi uwierzyć – oznajmił – ponieważ to ty jesteś jego rozwiązaniem. Potrzebuje twojej mocy. Będzie chciał, żebyś oddała mu dobrowolnie swoją magię. To natomiast cię zabije, a on stanie się niezwyciężony.

    – Zwariowałeś! – stwierdziłam gwałtownie siadając. – Ojciec o nic mnie nie prosił – oznajmiłam wyzywająco – i na pewno, jeżeli miałabym komuś zaufać to jemu, a nie tobie.

    On również usiadł. Chwycił mnie za ramię. Zmusił, żebym patrzyła mu w oczy. 

    – Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nikomu. Nawet jeżeli będę musiał działać wbrew twojej woli – warknął.

    Wyrwałam ramię z jego uścisku. W tym momencie w pokoju zapanowała nieprzenikniona ciemność. Usłyszałam hałas otwierających się drzwi. Denis zaklął, ściągając mnie z kanapy. Szybko straciłam orientację. Nie wiedziałam z której strony jest okno, a z której drzwi. Cieszyłam się, że w mieszkaniu nie ma zbyt wielu mebli, ponieważ w nic nie uderzyłam, przesuwając się na czworaka po podłodze. W pewnym momencie poczułam przy sobie czyjąś obecność, ktoś dotknął mojego ramienia. Zamarłam z przerażenia.

    – Eve – usłyszałam cichy szept tuż przy swoim uchu. Myślałam, że oszaleję z ulgi, rozpoznając głos Gabriela. – Zmywajmy się stąd – powiedział, ciągnąc mnie za sobą.

    Nagle zapaliło się sztuczne światło. Denis podniósł Gabriela i z nadludzką siłą rzucił nim o podłogę. W dłoni ściskał myśliwski nóż, a w jego szarych oczach malowało się szaleństwo. Mój brat próbował walczyć, ale był znacznie wątlejszej postury od Denisa. Natomiast zaklęcia po prostu na chłopaka nie działały. 

    – Po co przyszedłeś?! – warknął na niego Denis, przytrzymując go przy podłodze.

    Gabriel jęknął, kiedy tamten wbił kolano w jego brzuch. Spróbował się wyrwać, odpychając od siebie napastnika. Wtedy Denis, jednym, szybkim ruchem, brutalnie wbił nóż w rękę Gabriela, przyszpilając ją w ten sposób do podłogi. Nie wiedziałam czy słyszę swój własny krzyk, czy krzyk Gabriela, a może te dwa dźwięki zlewały się w jeden. Rzuciłam się na Denisa, odpychając go od brata. Biłam go pięściami, gryzłam, drapałam, a mimo to, najwyraźniej nie chciał zrobić mi krzywdy, bo tylko mnie od siebie odsuwał. Gabriel z bolesnym jękiem wyrwał nóż. Cała jego ręka zalana była krwią. Drugą dłonią sięgnął po coś do kieszeni i chwilę później mnie i Denisa otoczył srebrzysty pył. Chłopak odepchnął mnie na bok, a Gabriel przyskoczył do mnie, zatykając mi usta i nos swoją ciemnozieloną bluzą. Denis osunął się na podłogę. Gabriel usiadł ciężko, opierając się o ścianę. Był blady. Spojrzałam na jego rozciętą dłoń i szybko odwróciłam wzrok. 

    – Wezwę karetkę… – powiedziałam cicho.

    – Nie… – poprosił słabym głosem.

    Coś jednak musiałam zrobić. Przypomniałam sobie o numerze, który na wszelki wypadek w szpitalu zapisał mi lekarz. Dalej tkwił w kieszeni flanelowej piżamy, która schła w łazience. Na biurku leżał telefon Denisa. Szybko wybrałam numer. Widziałam, że Gabriel robi wszystko, żeby nie stracić przytomności. Odebrał. Zdziwiłam się, kiedy rozpoznał mój głos. Kiedy zapytałam czy mógłby przyjechać, nie protestował. Nie zadawał również żadnych pytań. Oznajmił, że będzie za kwadrans i się rozłączył.

    – Do kogo dzwoniłaś? – spytał Gabriel.

    – To doktor Robert, poznałam go w szpitalu – wyjaśniłam niepewnie. – Wiedział kim jest Denis i trzymał go ode mnie z daleka, więc pomyślałam…

    Gabriel uśmiechnął się blado.

    – Szczupły, wysoki blondyn? Nieco przed trzydziestką? Ma jasne, zielone oczy, które wyglądają tak, jakby nosił szkła kontaktowe?

    Skinęłam głową. Więc Gabriel go znał? 

    – Dobrze… Martwiłem się o ciebie – westchnął. – Kiedy się obudziłem w lesie, ciebie nie było. Bałem się, że stała ci się krzywda.

    Nie chciałam mu mówić, że to Denis mnie uratował. Przynajmniej nie w tym momencie.

    – Co mu zrobiłeś? – spytałam wskazując na nieprzytomnego chłopaka.

    – To pył wróżek – wyjaśnił mój brat. – Nic mu nie będzie, a szkoda… Pośpi kilka godzin, a kiedy się obudzi bardzo będzie bolała go głowa – dodał patrząc na swoją zranioną rękę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Rzeczywiście, Robert dotrzymał słowa i zjawił się po niecałym kwadransie. Przytomnie zabrał ze sobą torbę lekarską. Zaskoczenie na widok Gabriela skwitował jedynie lekkim uniesieniem brwi, a potem zabrał się do pracy.

    – Wiedziałem, że kogoś mi przypomina – mruknął ni to sam do siebie, ni to do nas. – Nie wiedziałem, że masz siostrę – zwrócił się do Gabriela.

    – Bliźniaczkę – uśmiechnął się blado chłopak.

    – To przynajmniej wyjaśnia czego chcą od niej wilki – westchnął – chociaż to dla mnie nadal zastanawiające. Dlaczego tak mu zależało, żeby uratować jej życie?

    Gabriel wzruszył ramionami.

    – Myślą, że będzie dobrą kartą przetargową – stwierdził. – Martwa do niczego by się im nie przydała.

    – Być może, ale wydaje mi się, że to coś innego – skończył zakładać szwy i opatrunek na rękę chłopaka, a potem odwrócił się do mnie, przyglądając mi się z ciekawością.

    – Co teraz? – zapytałam, właściwie głównie niepokojąc się co zamierzają zrobić z Denisem,

    – Chyba na razie możemy tu zostać – stwierdził Robert. – Wygląda na to, że o istnieniu mieszkania wiedział tylko on – wskazał na leżącego na podłodze chłopaka. Nie sądzę, żebyśmy chwilowo mogli znaleźć bezpieczniejsze miejsce.

    – Zostajesz z nami? – zdziwiłam się odrobinę.

    – Pewnie, że zostaje – oznajmił Gabriel, zdejmując poplamioną krwią bluzę i szukając sobie w szafie jakiejś czystej. – Nie darowałby sobie, gdyby przepuścił taką okazję, do policzenia się z wilkami.

    Robert wyjął z lekarskiej torby srebrny łańcuch, którym spętał ręce i nogi śpiącego Denisa, wyjaśniając w odpowiedzi na moje pytania, że tak naprawdę tylko srebro jest w stanie ich utrzymać. Wraz z nową postacią zyskali również nadludzką siłę. Przesunęli śpiące ciało chłopaka pod ścianę, a potem Robert wyszedł zaopatrzyć nas w coś do jedzenia. Wyczerpana zasnęłam przytulona do leżącego obok mnie, na kanapie, Gabriela.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obudziłam się czując na sobie wzrok Denisa. Szare oczy patrzyły na mnie z pogardą. Gabriel w dalszym ciągu spał, otaczając mnie ramieniem. Wyśliznęłam się spod jego ręki i zbliżyłam się do leżącego na podłodze chłopaka. Roberta nie było nigdzie w pobliżu. Zastanawiałam się czy w ogóle w międzyczasie do nas wrócił. 

    – Co teraz? – zakpił Denis, mówił jednak na tyle cicho, żeby nie obudzić Gabriela. – Będziesz zachwycona patrzyła na to, jak mnie zabijają?

    Przecząco pokręciłam głową. 

    – Nie wiem – wyszeptałam, a on uśmiechnął się ironicznie. 

    Szare oczy pozostały zimne. Najchętniej bym go uwolniła, ale wiedziałam, że to głupi pomysł. Bałam się, że wtedy z zimną krwią, skrzywdziłby pozbawionego przewagi Gabriela.

    – Odsuń się od niego! – usłyszałam ostry głos Roberta. – Jest niebezpieczny.

    Posłuchałam. Lekarz podszedł i z premedytacją kopnął chłopaka w brzuch. Denis zgiął się w pół. Dopiero teraz zauważyłam ślady oparzeń na jego nadgarstkach. 

    – Zostaw go! – zażądałam. – Co mu jest? – spytałam wskazując na czerwone ślady.

    – To srebro – wyjaśnił wysnutym z emocji tonem Robert – ono ich parzy. Nie mogą go znieść.

    Ku mojemu przerażeniu, postanowił to zademonstrować. Stałam tam i przypatrywałam się całej scenie, nie potrafiąc się nawet poruszyć. Wyjął zza pasa cienki sztylet, przypominający noże do listów, ukucnął i dotknął nim policzka Denisa. Chłopak syknął. Szarpnął się w tył, a na jego twarzy została podłużna, czerwona blizna. Dopiero wtedy oprzytomniałam. Chwyciłam Roberta za rękę, kiedy znów przysuwał nóż w stronę swojego więźnia. 

    – Nie rób tego – odezwałam się błagalnie. 

    Robert wstał. Spojrzał na mnie z góry.

    – Posłuchaj, Andżeliko. Nie bez powodu nazywają ich bezdusznymi. Ten chłopak z zimną krwią byłby w stanie skręcić ci kark. Zresztą widziałaś co zrobił Gabrielowi. Czy to ci nie wystarczy?

    Wiedziałam, że jeżeli zacznę się z nim w jakikolwiek sposób kłócić, zrobi się znacznie bardziej podejrzliwy i nie będę miała okazji pomóc Denisowi. Jak bardzo bym go jednak w tej chwili nie nienawidziła, nie miałam zamiaru dopuścić do tego, żeby ktoś skazał go na śmierć.

    – Kimkolwiek by nie był i czego by nie zrobił, nic nie daje ci prawa, żeby go torturować – odpowiedziałam mu chłodno.

     – Dobra z ciebie dziewczyna – uśmiechnął się do mnie pobłażliwie lekarz – ale uwierz mi, wilk nie zasługuje na twoje współczucie.

    Kiedy Robert odszedł kawałek, Denis odwrócił się w moją stronę.

    – Lepiej go posłuchaj – szepnął cicho, tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć – bo jak tylko będę miał okazję, z zimną krwią skręcę twojemu kochasiowi kark.

    Spojrzałam na niego z furią. Robert miał rację. Denis był potworem. Bez słowa odwróciłam się do niego plecami i wróciłam do Gabriela na kanapę, by przespać się chociaż jeszcze przez kilka godzin. Byłam jednak przekonana, że tej nocy również będą śniły mi się koszmary.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Obserwowałam spokój na twarzy Denisa, kiedy mówili o tym, że zabiorą go na egzekucję. Jego oczy rozszerzyły się dopiero wtedy, kiedy Gabriel postanowił, że najpierw powinni zapytać o zdanie naszego ojca. Robert więcej nie dał mi się zbliżyć do chłopaka, a ja teraz cierpiałam wewnętrznie, nie wiedząc co powinnam zrobić. Nie chciałam, żeby Denisowi stała się krzywda, ale nie mogłam również pozwolić na to, żeby on skrzywdził Gabriela. Rano zaczęli przygotowywać się do drogi. Postanowili, że ja zostanę w mieszkaniu Roberta. Ani trochę nie podobał mi się ten pomysł. Lekarz wyszedł, a Gabriel zajmował łazienkę. To była moja jedyna szansa, żeby porozmawiać z siedzącym pod ścianą chłopakiem. Kiedy jednak tylko przysunęłam się do niego bliżej, to on zaczął rozmowę.

    – Sairou – szepnął nieco zachrypniętym głosem. – Mam na imię Sairou. Cokolwiek by się nie wydarzyło Andżeliko, nie pozwól, żeby on miał nade mną władzę. Lepiej będzie jeżeli po prostu mnie zabiją.

    Poczułam jak jakiś dziwny ogień trawi moje wnętrze. Kiedy wypowiedział pierwsze słowo, połączyła nas jakaś niesamowita, magiczna więź. Gdy poznałam imię Gabriela, to było jak delikatne mrowienie. Teraz, kiedy Denis postanowił zdradzić mi swoje, jego brzmienie w moim wnętrzu, było porównywalne do wybuchu słońca. Wpatrywał się we mnie intensywnie, szarymi oczami, w których kryła się jakaś dziwna desperacja. Kłamał czy nie, wiedziałam, że naprawdę musi bać się mojego ojca i wierzy, że Daniel zdolny jest do niebezpiecznych i złych rzeczy.

    – Posłuchaj – mruknęłam cicho – uwolnię cię, ale tylko jeżeli obiecasz mi, że nie skrzywdzisz Gabriela.

    Wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił. Stał się ostrzejszy, nieprzyjazny.

    – Ten kundel… – zaczął, ale nie dałam mu skończyć.

    – Obiecaj! – rozkazałam stanowczo. – Nie mamy na to czasu.

    Instynktownie wiedziałam, że jego przysięga, będzie czymś wiążącym, że nie będzie mógł jej złamać. W łazience Gabriel zakręcił wodę. Szansa na uwolnienie Denisa oddalała się z każdą sekundą.

    – Obiecuję – niemalże warknął chłopak.

    Wyswobodziłam z łańcucha jego ręce. Na nadgarstkach miał bardzo nieprzyjemne, czerwone blizny. Zerwał się z miejsca, kiedy uwolniłam również jego nogi. W tym samym momencie Gabriel wyszedł z łazienki. Denis rzucił się na zaskoczonego chłopaka. Nie miałam pojęcia co zrobił, ale Gabriel prawie natychmiast osunął się na podłogę.

    – Obiecałeś! – krzyknęłam przerażona.

    – I dotrzymuję tej pieprzonej obietnicy! – syknął na mnie. – Chodź! – pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.

    – Nie! – zaparłam się nogami. – Ja tu zostaję.

    – Nie możesz! Nie rozumiesz, jakie grozi ci niebezpieczeństwo?

    – Nie zostawię Gabriela! – oznajmiłam pewnym głosem.

    Denis był wściekły.

    – Doskonale – zawarczał. – W takim razie zabierzmy go razem z nami.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Gabriel obudził się, gwałtownie siadając. Rozglądał się wokół zdezorientowany. Jechaliśmy starym, zielonym Oplem, Denisa. Każdą, najmniejszą cząstką siebie, czułam, że uciekamy. Zdając sobie sprawę, że jego rywal i wróg się obudził, chłopak gwałtownie skręcił i zatrzymał się na pustym o tej porze, leśnym parkingu. Natychmiast przesiadłam się na tylne siedzenie.

    – Nic ci nie jest? – zapytałam z troską brata.

    Spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Nic dziwnego. Przespał przynajmniej osiem godzin.

    – Co my tu robimy?

    Widziałam jak nerwowo spogląda na stojącego obok auta Denisa. Nasze porozumienie było proste, a umowa taka, że to ja rozmawiam z Gabrielem. 

    – Uciekamy – wyjaśniłam niechętnie.

    – Przed czym? – spytał zirytowany.

    – Przed tym, co chce mnie skrzywdzić.

    – Andżelika, to niedorzeczne. Musimy wracać do wieży. Poza tym co on tutaj robi? – wskazał podbródkiem na Denisa.

    Skrzywiłam się. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała się do tego przyznać.

    – On uratował mi życie – wyjaśniłam cicho. – Kiedy zaatakowały nas te małe, dziwne stworzenia.

    Gabriel spojrzał na mnie zaniepokojony.

    – To było nieporozumienie – powiedział cicho, patrząc mi w oczy. – Gdyby wiedziały, kim jesteśmy, przepuściłyby nas nie zatrzymując. Krzywdzą ludzi, którzy wchodzą na ich teren, ale nie czarodziei. 

    Wiedziałam, że słowo Denisa nie ma dla niego najmniejszej wartości, natomiast kogoś innego z pewnością miało.

    – Strzelały do mnie jakimiś strzałkami – mruknęłam. – Robert uważał, że miałam szczęście ponieważ trafiły tylko jedną. Inaczej już bym nie żyła.

    Orzechowe oczy Gabriela stały się większe.

    – Nie odważyłyby się…

    – A jednak – odezwał się wyraźnie zirytowany Denis, otwierając drzwi od mojej strony.

    Brat instynktownie przyciągnął mnie do siebie. 

    – Odsuń się od niej warknął! 

    – Sam się odsuń – prychnął Denis.

    Gabriel drugimi drzwiami wysiadł z samochodu, ciągnąc mnie za sobą. Ani na moment nie spuszczał wzroku, ze swojego wroga.

    – Musimy wracać – powiedział cicho. – Jego towarzystwo nie jest bezpieczne.

    – Ona nie może wrócić – odezwał się ostro Denis. – Ścigają ją cienie. Ktoś chce ją zabić.

    – To nie możliwe! – oznajmił pewnym głosem mój brat. – Masz jakieś urojenia.

    – Widziałam je – powiedziałam cicho, ściskając mocniej rękę Gabriela. – Niebo, pełne czarnych skrzydeł. 

    – Nie… – zaczął protestować Gabriel, ale zamilkł, ponieważ cienie znów się pojawiły.

    Wieczorne, szare niebo, pokryła gruba, czarna, łopocząca kurtyna. 

    – Do samochodu! – rozkazał Denis i tym razem obydwoje go posłuchaliśmy. 

    Na widok skrzydeł czułam paraliżujący strach. Czymkolwiek były te istoty, nie zwiastowały niczego dobrego. Gdy tylko wsiedliśmy, Denis ruszył z parkingu, uciekając przed cieniami, z piskiem opon.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zatrzymaliśmy się w przydrożnym motelu. Pokój, który wynajęliśmy był skromny i nie miał żadnych luksusów czy specjalnych wygód. Łazienka, dwa łóżka, w tym jedno małżeńskie i niewielkich rozmiarów telewizor. Denis zniknął na pół godziny i wrócił z kompletami ubrań na zmianę. Wolałam nie pytać skąd je ma. Z przyjemnością wzięłam prysznic i najchętniej poszłabym zaraz po nim spać. Tu jednak również pojawił się problem. Nie miałam pojęcia jak zachowa się Denis, kiedy położę się na łóżku z Gabrielem, a już sytuacji na odwrót w ogóle sobie nie wyobrażałam. To chyba znaczyło, że ktoś będzie musiał spać na podłodze lub z braku zaufania do siebie nawzajem spać nie będą w ogóle. W końcu doszłam do wniosku, że skoro nic na to nie poradzę, to nawet nie będę próbowałam. Zajęłam węższe łóżko i nakryłam się kołdrą zamykając oczy. Chwilę później poczułam obok kojącą obecność Gabriela. Usłyszałam wściekłe trzaśnięcie drzwiami, a kiedy ośmieliłam się otworzyć oczy, Denisa w pokoju nie było. Nie powinien mnie obchodzić. Nie obchodził. Tylko czemu czułam w żołądku nieprzyjemny ucisk? Czemu miałam ochotę za nim pobiec? Zdusiłam w sobie te uczucia. Jemu z pewnością było wszystko jedno. Nienawidził Gabriela i chodziło jedynie o chorą rywalizację, a mnie potrzebował tylko do tego, żebym pomogła im odzyskać dawne życie. 

    – Eve – odezwał się łagodnie Gabriel – myślę, że powinniśmy wracać. Ojciec nam pomoże. Taka ucieczka nie ma sensu.

    – Nie wiem – westchnęłam. – Denis mu nie ufa.

    – Oczywiście, że mu nie ufa. Przecież go nienawidzi i nie bez powodu. Ja natomiast nie ufam jemu. Naszemu ojcu jednak powinniśmy.

    To było przeczucie. Może coś więcej niż przeczucie.

    – Nie, Gabriel. Proszę, nie wracajmy tam.

    – Więc dokąd pójdziemy? – spytał obserwując mnie uważnie.

    – Nie wiem = przyznałam cicho.

    Tym razem to on westchnął. W końcu jednak wzruszył ramionami.

    – Dobrze, niech ci będzie – zgodził się wreszcie. – Myślę, że znam jedno bezpieczne miejsce.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Wyruszyliśmy z samego rana. Denis nie odezwał się do mnie ani słowem. Ponieważ najwyraźniej również nie miał żadnego konkretnego planu, z niechęcią zgodził się na propozycję Gabriela. Podróż trwała kilka godzin, aż w końcu zatrzymaliśmy się na skraju lasu. Krajobraz był piękny, zielony i górzysty. Po półgodzinnej, pieszej wędrówce, dotarliśmy do niewielkie, drewnianego, otoczonego starymi sosnami domku. 

    – Nie podoba mi się tu – mruknął Denis. – Uważam, że lepiej byśmy zrobili zatrzymując się w dużym mieście, na przykład we Francji.

    No cóż, mnie w każdym razie podobało się bardzo. Obiegłam chatkę naokoło, a w środku zajrzałam do każdego zakamarka. Domek był schludny i zadbany, a w szafkach znajdowały się zapasy. Ktoś najwyraźniej co jakiś czas tu zaglądał. Znów poczułam się, jakbym znalazła się w bajce. 

    – Chodź – Gabriel pociągnął mnie za rękę – chcę z tobą porozmawiać w cztery oczy – poprosił łagodnie.

    Podążyłam za bratem, który poprowadził mnie kawałek leśną ścieżką. 

    – Jak tu pięknie! – nie mogłam powstrzymać się od zachwytu.

    Uśmiechnął się promiennie.

    – Pewnie, że tak. To jedno z najładniejszych miejsc jakie znam – stwierdził.

    Spacerowaliśmy ramię przy ramieniu, a ja, choć na krótką chwilę zapomnieć mogłam o wszystkich problemach i smutkach.

    – O czym chciałeś porozmawiać? – zapytałam lekkim tonem.

    Gabriel się zamyślił. Szliśmy dalej. Skręciliśmy między drzewa. W pewnym momencie na ścieżce zobaczyłam smukłą sylwetkę Denisa. Pędził w naszą stronę.

    – Andżelika, nie! – krzyknął ostrzegawczo. – Przypomniałem sobie to miejsce!

    Spojrzałam pytająco na brata, ale on tylko pokręcił głową. Wyciągnął do mnie dłoń.

    – Podejdź do mnie – poprosił.

    Bez wahania posłuchałam. Kiedy chwyciłam jego rękę, świat zawirował. Usłyszałam jeszcze rozpaczliwe wołanie Denisa, a potem straciłam grunt pod nogami.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

      Upadłam na miękką, leśną ściółkę. Tuż obok mnie miękko wylądował Gabriel. Spojrzałam na niego zirytowana.

    – Gdzie jesteśmy i co mi zrobiłeś?

    – Przepraszam, nie gniewaj się na mnie – powiedział przepraszająco patrząc tymi swoimi łagodnymi, orzechowymi oczami. – Jesteśmy niedaleko stolicy Merony. 

    – Co z Denisem? – zapytałam zaniepokojona.

    – Jemu nie można ufać – stwierdził stanowczo Gabriel. – Powinniśmy zwrócić się do ojca.

    – Kei – po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię, czując, że tak właśnie trzeba – on uratował mi życie. 

    – To nic nie zmienia…

    – Poza tym – przerwałam mu zanim mógł zacząć mnie przekonywać – nie zaufałam mu ot tak sobie. Zanim go uwolniłam, zdradził mi swoje imię.

    Gabriel spojrzał na mnie zszokowany. 

    – To nie możliwe – odezwał się ostro. – Okłamał cię.

    – Nie – zaprzeczyłam. – Czułam to. Dalej czuję. To jakby więź. Coś nas teraz łączy.

    Chłopak skrzywił się.

    – Nie dobrze – mruknął. – Nawet nasz ojciec nie poznał jego imienia. Czy ty zdradziłaś mu swoje? – zaniepokoił się jeszcze bardziej.

    – Nie – odpowiedziałam cicho.

    – Dobrze – szepnął z ulgą. – Nigdy, przenigdy tego nie rób.

    Note