Rozdział 4 – Jak adoptować demona
by Vicky
Wbiegli razem po schodach śmiejąc się wesoło. Na najwyższym piętrze Eliza potargała włosy Cahira. Położyła mu rękę na ramieniu dodając odwagi. Spotkania chłopca z Danielem nigdy nie należały do przyjemnych. Uchyliła drzwi do mieszkania i stanęła zaskoczona. Na kanapie siedział Matt (Co on tu do cholery robi? – pomyślała) i rozmawiał o czymś z chodzącym niespokojnie po pokoju Danielem.
– Oddasz mi chłopca – mówił Matt spokojnym głosem, a jednak wyczuć w nim można było wyraźną groźbę.
– Nie – sprzeciwił się Daniel – jest moim synem, zostanie tutaj.
Matt prychnął pogardliwie.
– Jest czystej krwi durniu, nie może być twoim synem. Nie masz do niego żadnych praw. – Popatrzył na Daniela uśmiechając się leciutko. – Jeżeli jednak masz ochotę się zabawić to możemy walczyć. Ten który przeżyje zabierze chłopca.
Daniel cofnął się wyraźnie przestraszony.
– Więc jak? – Matt nie dawał za wygraną.
– Od dzisiaj jest twoim uczniem, Zrodzony z Ognia – powiedział to tak cicho, że Eliza nie była pewna czy dobrze usłyszała.
Otworzyła drzwi szerzej i weszła do środka. Najwyraźniej wcześniej byli zbyt pochłonięci rozmową i wzajemną obserwacją, by zauważyć, że mają widownię. Teraz obydwaj patrzyli na nią. Matt chłodnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć wzrokiem, co mimo dziwnej sytuacji ją zabolało, a Daniel… Daniel patrzył przepraszająco, jakby nie był w stanie już nic więcej zrobić.
– Wejdźcie do środka i zamknijcie drzwi – zwrócił się do nich odwróciwszy twarz od dziewczyny.
Zawsze dumny i butny teraz wbił wzrok w podłogę. Eliza poczuła się mocno zaniepokojona. Coś było bardzo nie tak. W opiekuńczym geście przytuliła do siebie Cahira.
– Cahir – Daniel zwrócił się do chłopca poważnym tonem – od tej chwili Zrodzony z Ognia będzie twoim mentorem.
Chłopiec posłusznie skinął głową. Po tych oficjalnych słowach magiczna więź łącząca go z Danielem przeniosła się na Matta.
Eliza stała z szeroko otwartymi oczami. Nie rozumiała tego co się właśnie stało. Matt? Ale jak? Dlaczego? Nowy nauczyciel Cahira wstał i powoli podszedł do Daniela. Byli prawie tego samego wzrostu.
– Oh, byłbym zapomniał – powiedział miłym, prawie przyjaznym głosem. – Oddasz mi też dziewczynę.
Tamten spojrzał na niego zdumiony. Po chwili przecząco pokręcił głową. Matt uderzył go w brzuch. Mężczyzna zgiął się w pół. Wtedy otrzymał cios w plecy. Daniel chwiał się na nogach. Dostał pięścią w twarz i upadł na ziemię. Z punktu widzenia Elizy ruchy Matta były tak szybkie, że zamazywały się i zlewały ze sobą. Wiele razy widziała już niesamowitą prędkość demonów, ale tego nie dało się z niczym porównać. Matt, kopniakiem, odwrócił Daniela na plecy. Postawił nogę na jego szyi.
– Więc jak będzie? Oddasz mi ją?
– Pieprz się – wycharczał tamten.
Mężczyzna chwycił go za włosy i zmusił, żeby tamten uklęknął. Jednym płynnym ruchem złamał mu rękę. Przemieszczona kość prawie przebiła mu skórę. Daniel zawył z bólu.
– Oddasz? – zapytał spokojnie Matt. Blondyn splunął na podłogę. Jego ślina była czerwona od krwi. Matt wzruszył ramionami. – Niech więc będzie jak chcesz.
W jego dłoniach zmaterializował się dwuręczny czarny miecz. Broń ledwo mieściła się w niewielkim pokoju. Mężczyzna skierował go ostrzem w klatkę piersiową Daniela. W zimnych oczach Matta nie było litości.
– Nie, błagam! – Eliza usłyszała okrzyk, który wydobył się z jej własnych ust. Rzuciła się pomiędzy Daniela i Matta. – On nie może tego zrobić – powiedziała cichym, ale stanowczym głosem. – Nie należę do niego. Jestem tu z własnej woli.
Matt spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem. Opuścił miecz.
– Pójdę z tobą, ale go nie zabijaj, proszę – kontynuowała Eliza błagalnym tonem.
Chłopak nic nie odpowiedział. Skinął jednak głową, odsunął się od Daniela i stanął z Cahirem przy drzwiach.
– Czy mogę zabrać nasze rzeczy? – spytała niepewnie dziewczyna.
– Dobrze, poczekamy na dworze – odpowiedział lekko zmieszany.
Kiedy wyszli, Daniel z trudem podniósł się z kolan. Eliza natychmiast znalazła się przy nim. Pomogła mu usiąść na łóżku.
– Nic mi nie będzie – powiedział nie patrząc na nią. – Zawiodłem cię – dodał po chwili ponuro.
Eliza wstała i w milczeniu zaczęła pospiesznie pakować ubrania do pustej torby podróżnej. Wyjęła z szuflady czarne ostrze. Daniel przyglądał się jej z rosnącym zainteresowaniem. Włożyła nóż do torby ukrywając go miedzy ubraniami.
– Nie, nie zawiodłeś.
Uśmiechnął się jak kot, któremu po długim polowaniu udało się złapać mysz.
– Moja dziewczynka – powiedział pełnym uwielbienia i dumy głosem.
Pocałowała go leciutko w policzek i pospiesznie wyszła z pokoju.
~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~
Przez całą drogę nie zamienili ani słowa. Eliza kurczowo ściskała rękę Cahira. Matt czuł jej strach. Wiedział, że to jego się boi. Chciało mu się wyć. Nie tak to sobie zaplanował. Miał ochotę coś zrobić, cokolwiek. Pragnął, żeby mu zaufała. Nie miał jednak zielonego pojęcia, co mógłby jej powiedzieć, więc milczał. Kiedy tamtego wieczora, kilka dni temu, zobaczył Daniela przed pubem długo myślał nad tym, co powinien zrobić. Doskonale znał jego nieprzyjemną reputację. Tego ranka rozmawiał w szkole z Cahirem. Przywołał w pamięci całą scenę próbując przekonać samego siebie, że postąpił słusznie.
– Mieszkacie z Danielem, prawda?
Malec skinął głową.
– Jest twoim ojcem?
– Nie.
– Więc kto nim jest? – Matt nie dawał za wygraną.
– Nie mam ojca.
Spojrzał niedowierzająco na chłopca.
– Ale Eliza jest twoją mama?
Chłopiec znowu przecząco pokręcił głową. Jeżeli to prawda… Daniel grał w bardzo niebezpieczną grę.
– Czemu nie masz znaków na ciele? – wszystkie demony były oznaczane żywiołem, którym władały lub w przypadku tych czystej krwi z którego się zrodziły.
– Nigdy nie byłem w Manhain ani w żadnej innej twierdzy – odpowiedział po chwili wahania chłopiec.
Tak to Mattowi wiele wyjaśniło. Dowiedział się też wreszcie dlaczego dziecko czystej krwi tu jest. Tylko jaki cel miał Daniel w ukrywaniu go i narażaniu się tym samym Radzie, najwyższemu organowi sprawiedliwości w świecie Illi’andinn?
– Czy jest wam dobrze z Danielem?
Cahir ponownie zaprzeczył.
– Ona cię lubi, na niego nigdy nie patrzyła tak jak na ciebie – dodał z rozbrajającą szczerością małego dziecka.
Matt uśmiechnął się słysząc tą szczerą odpowiedź.
– Chciałbyś, żebym was zabrał do siebie? Ciebie i Elizę.
– Tak – odpowiedział po prostu malec.
– Więc to zrobię – podjął ostateczną decyzje mężczyzna.
Może nie wybrał najlepszego sposobu, żeby tego dokonać, ale nic innego nie był w stanie wymyślić w tak krótkim czasie. Kiedy tylko doszli do jego mieszkania, Eliza zabrała Cahira i zamknęła drzwi pokoju, który wyznaczył im do spania. Zdecydowanie nie tak miała ta sytuacja wyglądać.
~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~
Wieczorem Matt zastał Elizę w kuchni. Zabolało go, kiedy odsunęła się gdy tylko podszedł bliżej. Drżała.
– Czemu się mnie boisz? – zaryzykował pytanie.
– A jak ci się wydaje? – odcięła się natychmiast.
Uśmiechnął się ponuro.
– W każdej chwili możesz odejść – oznajmił poważnie. – Jesteś tu gościem, nie więźniem.
– Nie zostawię Cahira – powiedziała patrząc mu prosto w oczy.
Wzruszył ramionami.
– Więc zostańcie tu razem.
~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~
Od kilku tygodni mieszkali w mieszkaniu Matta. Mimo, że młody mężczyzna nie wykazywał żadnej agresji w stosunku do nich, Eliza w dalszym ciągu się go bała. Kłamał od samego początku. Mimo, że nie wyglądał jak demon był jednym z nich, był Illi’andinn. Żyła w przekonaniu, że to tylko kwestia czasu, kiedy wyda im Cahira. Nie miała pojęcia dlaczego zdecydował się sam zostać jego mentorem. Na Danielu przynajmniej mogła polegać, był złem koniecznym. Do tego na swój pokręcony sposób się nimi opiekował, dbał o nich. Ufała mu i była gotowa płacić cenę, której od niej oczekiwał w zamian za pomoc. O Mattcie nie wiedziała kompletnie niczego. Za każdym razem, kiedy o nim myślała, przed oczami stawała jej brutalna scena w której mężczyzna pobił Daniela. Zdawała sobie doskonale sprawę, że by go zabił z zimną krwią, gdyby się nie wtrąciła.
Na co dzień starała się unikać mężczyzny jak tylko mogła. Jedynym pozytywnym elementem w ich nowym życiu, zdaniem Elizy było to, że Matt miał dla małego znacznie więcej cierpliwości niż Daniel. Uczył go powoli i systematycznie wszystkiego tego, co jego zdaniem chłopiec powinien wiedzieć. Zabierał go na polowania jednocześnie nie ograniczając mu dostępu do normalnych, ludzkich posiłków czy nawet słodyczy, które dzieci tak bardzo lubią.
Zdaniem Daniela Cahir nie był zdolnym uczniem. Jego moc była niepewna i przychodziła do niego jedynie pod wpływem emocji. Nie potrafił nad nią panować. Do tego, jak do tej pory, nikt jeszcze nie określił jakim żywiołem włada chłopiec. Jego magia nie pasowała do żadnego z czterech. Danielowi brakowało cierpliwości, żeby uczyć chłopca i kiedy malcowi coś nie wychodziło, tak jak zdaniem mentora powinno, zwyczajnie wolał go ukarać niż tłumaczyć mu po raz kolejny. Matt miał do tego zupełnie inne podejście.