Rozdział 4 – Krew czarownic
by VickyOstatni dzień szkoły. Lato. Wakacje. Neva nie miała pojęcia, jak potem będzie wyglądało jej życie, ale cieszyła się tym co ma. Siedziała na kocu pod drzewem, cierpliwie czekając na przyjaciółkę. Zaskoczona podniosła głowę, gdy zamiast Loren pojawił się David. Wyglądał na zaniepokojonego.
– Coś się stało? – spytała nieufnie.
– Sabat chce nas widzieć – wyjaśnił ponuro. Usiadł obok dziewczyny na kocu. – Musimy zaczekać aż pojawi się Matthew.
– Nie widziałam go od przynajmniej tygodnia – przyznała.
– To nie znaczy, że on nie widział ciebie – roześmiał się David.
– Co masz na myśli?
Chłopak wzruszył ramionami.
– Przez lata pilnował cię z ukrycia i nigdy go nie widziałaś.
Nevie zakręciło się w głowie od tej rewelacji, która do tej pory była dla niej jedynie cichym, niedopuszczanym do świadomości pomrukiem.
– Chcesz powiedzieć, że mnie szpiegował? – zapytała zirytowana.
David przecząco pokręcił głową, przeczesując palcami jasne włosy.
– Nie. Raczej użyłbym słowa opiekował się tobą. Nie mógł dopuścić, żeby coś ci się stało.
Dziewczyna skrzywiła się mimowolnie. Jak na jej gust, to w dalszym ciągu było szpiegowanie, jak ładnie by tego nie nazwać, a mimo to gdzieś w środku na samą myśl, że on już wtedy był częścią jej życia, rozlało się w niej przyjemne ciepło. David miał rację. Matthew pojawił się jakiś kwadrans później. Miał nieodgadniony, obojętny wyraz twarzy. We trójkę poszli do parku, skąd tak po prostu, jakby spacerowali alejkami z jednej części ogrodu, do drugiej, przenieśli się do znienawidzonego przez Nevę świata.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Dziewczyna nie wierzyła w to co słyszy. Znajdowała się w wielkiej, wyłożonej marmurem sali. Stała przed Radą czarownic, odziana w piękną, ciemnozieloną suknię, a u jej boku znajdował się David. Niemal fizycznie wyczuwała jego zdenerwowanie. Przynajmniej miała pewność, że to co mówiły, było rewelacją również dla niego. Układ był nieważny, a oni mieli się pobrać. Za tydzień.
– Dziewczyna w dalszym ciągu jest dziewicą – oznajmiła chłodno jedna z odzianych na czarno kobiet. – Usiłowali nas oszukać.
Neva nie miała pojęcia, skąd ona mogła to wiedzieć. Nie zamierzała być ich marionetką, ale nie miała pojęcia, co może zrobić. Inna, o niezdradzającej wieku twarzy skinęła głową.
– Dzisiejszej nocy to naprawimy. Dopilnujcie, by książę Matthew dostał odpowiednią dawkę ziół – zamruczała. – Na tyle, żeby nie mógł się w żaden sposób oprzeć dziewczynie.
Zamrugała niedowierzająco. Kim były te kobiety? Twarze bez wyrazu i śladu wieku. Czarne szaty i naciągnięte na twarze kaptury. Chłodne głosy, a w nich okrucieństwo. Co one zrobiły Matthew? Chciała powiedzieć, co o nich sądzi, ale poczuła na ramieniu rękę Davida. Chłopak spojrzał na nią błagalnie i niezauważalnie pokręcił głową. Skłonił się przed kobietami, a potem wyprowadził ją z komnaty.
– To koniec – powiedział cicho. – Wygrały.
– Chyba żartujesz?! – z całej siły starała się nie krzyczeć. – Godzisz się na ich warunki?
– Neva, mogło być dużo gorzej – wyszeptał. – To wcale nie jest zły układ. Wrócimy do twojego świata i po prostu będziemy żyć razem. Dadzą nam spokój.
Nie wierzyła w to co mówił.
– Davidzie, nie chcę być z tobą – oznajmiła poważnie, z trudem siląc się na to by zachować spokój. – A już na pewno nie zamierzam oddawać im mojego dziecka, jeżeli jakieś będę miała!
– Wiem – wyszeptał. – Neva, wiem. Czy będziesz się jednak z założonymi rękami przyglądała jak mordują twoją rodzinę? Bo ja nie zamierzam.
– One podały coś Matthew! Chcą, żeby mnie zgwałcił! – jęknęła.
David nie patrzył na nią. Unikał jej wzroku.
– Nie skrzywdzi cię – powiedział cicho.
Miała ochotę go walnąć! Więc tak po prostu na wszystko się godził? Tylko co niby miała zrobić. Bez słowa odwróciła się i odeszła sprawiającym wrażenie nieprzyjemnego, ciemnym, zimnym korytarzem.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Weszła do pokoju. Czuła się dziwnie, okryta jedynie cienkim, jedwabnym szlafrokiem. Nie pozwoliły jej zostać w ubraniu. To byłoby za mało prowokujące. Jak mantrę powtarzała sobie w myślach, że Matthew jej nie skrzywdzi. Tak bardzo chciała w to wierzyć! Strach ściskał jej gardło. Najgorsze jednak było to, że on już tam był. Siedział skulony pod ścianą. Drżał. Zaskoczona zrobiła krok w jego stronę.
– Nie podchodź do mnie – warknął, zasłaniając głowę rękami.
– Matthew… – szepnęła zrobiwszy kolejny krok.
– Nie podchodź! – rozkazał ostrzej. – Ledwo nad sobą panuję – dodał nieco ciszej.
Więc naprawdę podały mu narkotyki i były pewne, że po środkach pobudzających, on po prostu ją zgwałci. Podeszła jeszcze bliżej.
– Nie skrzywdzisz mnie – oznajmiła stanowczo.
Ciemne włosy niesfornie opadały mu na oczy. Podniósł na nią wzrok. Była w nim rozpacz i panika.
– Neva, nie wiem… – przyznał.
– Ale ja wiem! – przerwała mu wpół słowa. – Czegokolwiek ci nie podały, nie zrobisz mi krzywdy i wcale nie chodzi tu o żaden pieprzony rytuał – dodała.
Uśmiechnął się blado. W jego czekoladowych oczach pojawiła się jakaś dziwna iskierka. Wstał, a ona nie mogła nie zauważyć wypukłości rysującej się w jego spodniach. Widziała malującą się na jego twarzy udrękę. Wzięła go za rękę i zaprowadziła na przygotowane dla nich łóżko. Popchnęła go delikatnie, chcąc, żeby się położył.
– Nie kuś losu – westchnął błagalnie. – Jestem na skraju wytrzymałości.
– Dlatego myślę, jak mogę ci pomóc – odpowiedziała lekko się rumieniąc.
Opadł na poduszki. Jego oddech był bardzo przyspieszony. Położyła się obok. Nakryła ich kołdrą. Jej głowa znalazła się na ramieniu chłopaka. Przytulił ja do siebie mocno, jakby już nigdy nie chciał wypuszczać jej z objęć.
– Gdybym tylko mógł bez ograniczeń korzystać ze swojej magii – westchnął. – Sabat nie miałby nad nami żadnej władzy.
– Jak możesz ją odzyskać? – zainteresowała się dziewczyna.
– Nie mam pojęcia – przyznał nieszczęśliwy, a ona czuła jego drżenie. – Jeżeli w ogóle istnieje jakikolwiek sposób, oprócz czarownic znają go pewnie tylko smoki.
– Smoki – westchnęła. – Więc one istnieją naprawdę?
– Tak – wyszeptał rozmarzonym głosem.
– Opowiesz mi o nich? – poprosiła, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
Uznała, że to dobry temat. W sam raz na odwrócenie jego uwagi. Poza tym była naprawdę ciekawa. W ten sposób spędzili resztę nocy. Ona słuchała, a on opowiadał.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
David wyglądał na zaskoczonego. Właściwie zaskoczony, to mało powiedziane. Był w szoku. Neva poczuła, że jego zdziwienie sprawia jej ból. Naprawdę zostawił ją tam, wiedząc co zrobi jej Matthew i nie dając żadnych szans na inny przebieg zdarzeń.
– Nie wierzę! – oznajmił. – Podały mu sirun, to cholernie silny środek. Nie jestem w stanie uwierzyć, że po nim do niczego między wami nie doszło! Jakim cudem on się opanował?
Matthew wszedł do pokoju i obrzucił przyjaciela złym wzrokiem. Musiał słyszeć przynajmniej ostatnie zdanie. Włosy miał mokre po porannym prysznicu, a na sobie jedynie spodnie. Od jego ramion przez dłonie znów wędrowały zawiłe tatuaże, tym razem jednak wyglądały tak, jakby chciały uwięzić wijące się od jego ramion aż do nadgarstków węże. Nie, nie węże – smoki, poprzedniej nocy pokazał jej czym były. To one były źródłem jego magii. Natomiast czarne wzory, symbole i runy, nakładały na nią ograniczenia. Tak samo zresztą jak ona sama i związany z nią rytuał. Matthew był więźniem magii i nie dziwiła się już czemu tak bardzo jej nienawidził. Na stwierdzenie Davida jedynie wzruszyła ramionami. Nikłe światełko nadziei, jak wybrnąć z tej sytuacji, paliło się tuż przed nią. Nie była tylko pewna czy będzie potrafiła tak bardzo mu zaufać. Jeśli jednak nie, to co z tego? Nawet jeżeli ją zabije, będzie to lepsze niż życie na łasce sabatu czarownic.
– Dziękuję – mruknęła przechodząc obok Matthew, na tyle cicho, żeby tylko on ją usłyszał.
Starannie ukrywała swoje myśli, wiedząc, że jeżeli David się zorientuje co planowała, będzie się starał ją powstrzymać. W końcu te plany dotyczyły również i jego. Nie zamierzała zostać jego żoną, ani za tydzień, ani nigdy. I jak niebezpieczny nie byłby jej pomysł, to zamierzała zrealizować go za wszelką cenę.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ranon jęknął słysząc jej pytanie. Sprawiał wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Neva usiadła przy nim, kładąc głowę na ramieniu chłopaka.
– Powiedz mi, masz jakiś pomysł? – spytała błagalnie. – To bardzo ważne.
– To samobójstwo – stwierdził zamiast odpowiedzieć.
– Ranon, proszę… to moja jedyna szansa, żeby uwolnić się od Sabatu.
– Jezioro – westchnął w końcu, po długiej chwili milczenia. – Musi mieć czarną i gładką powierzchnię. Nie znam tego świata, ale jeżeli tu są to i coś takiego musi być.
Neva zamrugała. Czy to mogło być aż tak proste?
– Czarny Staw? – spytała powątpiewająco. – To dwie godziny drogi samochodem.
Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Woda tam była zbyt zimna, żeby ktokolwiek próbował zamoczyć w niej choć nogi, a do tego oczywiście był to górski rezerwat… Idealne miejsce, żeby coś ukryć. Na przykład inny wymiar…
– Zawiozę cię – skapitulował już zupełnie – ale pod jednym warunkiem. Weźmiemy ze sobą Fionę.
– Co?!
Jego słowa wydały się jej najbardziej niedorzecznym ze wszystkich możliwych roszczeń. Uśmiechnął się, a ona wyczuła, że to odrobinę wredny uśmiech.
– Nie musisz jej lubić, ale ona umie walczyć i jest po naszej stronie. Zresztą wcale nie jest taka zła – stwierdził rozmarzony.
„Po naszej” było stwierdzeniem mocno na wyrost. Może była po stronie Ranona, ale Neva była przekonana, że z pewnością nie po jej stronie. Niechętnie jednak skinęła głową. Jeżeli tam umrze, to przynajmniej Fionie sprawi tym radość.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Wyruszyli następnego dnia przed wschodem słońca, tak, żeby o ich wyjeździe nie dowiedzieli się ani Matthew ani David. Po dwóch godzinach wspinali się już po stronnych, kamiennych stopniach, ku podnóżom gór. Wspinaczka zajęła im ponad czterdzieści minut. Nevę ogarnął strach, dopiero, kiedy dotarli nad brzeg stawu. Jego odmęty były czarne i nieprzejrzyste. Ranon i Fiona nie weszli nawet na plażę. Obserwowali ją z daleka, a ona była pewna, że sądzą iż chce popełnić samobójstwo. Powoli zdjęła buty. O świcie powietrze było chłodne mimo letniej pory. Nawet nie próbowała sobie wyobrażać, jak zimna będzie woda. W końcu postanowiła rozebrać się do samej bielizny. Powoli zaczęła zanurzać się w czarnej toni. Najpierw jej ciało przeszył lodowaty chłód, a potem zdała sobie sprawę, że jest odrętwiała i właściwie nie czuje już nic. Im głębiej wchodziła tym było gorzej. Z całej siły walczyła z gwałtowną potrzebą, żeby wyjść. Podniosła wzrok by podziwiać piękne, górujące nad stawem, ośnieżone na wysokości szczytów, góry. To na nich skupiła swoje myśli.
– Proszę, wpuśćcie mnie – szepnęła.
W końcu zanurzyła się aż po szyję. Wtedy zanurkowała. Co jeśli pomyliła miejsca? Czy w ogóle ją wpuszczą? Natychmiast odgoniła wątpliwości. Musiała uwierzyć, że jest tu gdzie trzeba, a smoki uznają ją za gościa, a nie za intruza. Zaczynało jej brakować powietrza. W pewnym momencie dotknęła dna. Nie mogła oddychać. Już miała wypłynąć na powierzchnię, ale wydało się jej jednak aksamitne w dotyku, jakby było kurtyną. Naparła na nie odrobinę, by chwilę później przeniknąć przez zasłonę. Stała na czarnej skale. Bosa i przemoczona. Zadrżała z zimna. To był jakiś tunel. Oświetlała go dziwna, zielonkawa poświata.
„CZEGO TU SZUKASZ?!” rozległ się w jej umyślach gromki głos.
Jego siła była tak wielka, że upadła na kolana. Przenikał jej duszę, niszczył umysł.
„Nie, proszę” nie była pewna czy mówi to głośno, czy jedynie we własnej głowie. „Potrzebuję pomocy, potrzebuję was.”
Dotarł do niej śmiech, który prawie ją zabił. Czuła jakby zabijał ją milion razy, za każdym niemiłosiernie wskrzeszając od nowa. Skuliła się na skale. Zaczęła myśleć o Matthew. Przed oczami stanęły jej przedstawiające smoki tatuaże. Nie pomoże ani mu ani sobie. Urok, który rzuciły czarownice się nie przełamał. W dalszym ciągu czuła, jak bardzo go kocha. Smutno jej było, że nigdy więcej go nie zobaczy. Brakowało jej nawet tego drwiącego uśmiechu, którego tak bardzo nienawidziła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ryzykowała dla siebie. Przyszła tu dla niego. Żeby przynajmniej on mógł odzyskać wolność. Niepotrzebnie i nadaremno. Śmiech ucichł.
„JESTEŚ DZIECKIEM CZARONIWC” oznajmił oskarżycielsko głos, tym razem jednak trochę ciszej.
Neva nie zaprotestowała. Z trudem ponownie łapała oddech. Nie miała pojęcia ile tak leżała, ale dla niej trwało to całą wieczność. W końcu wstała. Nie mogła już się wycofać. Za nią, tam gdzie wcześniej było dno jeziora, znajdowała się lita skała. Jedyną możliwością było ruszyć naprzód. Minęła zakręt, a potem kolejny i jeszcze jeden. Ciągnęły się w nieskończoność. To był istny labirynt, ona jednak starała się podążać za niezwykłą poświatą. W końcu dotarła do rozległej groty. Było w niej bardzo ciepło, wręcz parno. Dopiero teraz przestała drżeć. Z mroku wyłoniły się purpurowe ślepia. Ogromne. Zdziwiła się jednak, że tylko jedna para.
– Nie mieszkamy w stadach – usłyszała rozbawiony głos, nie była jednak pewna czy mówi w jej myślach czy w rzeczywistości. – W ludzkim języku zwą mnie Suriel. Potrzeba wielkiej odwagi, żeby tu przybyć, córko czarownic.
– Nie nazywaj mnie tak – zaprotestowała odruchowo. – Mam na imię Neva.
Czuła jego rozbawienie. Weszła głębiej do groty. Dopiero teraz go zobaczyła. Był ogromny, cały pokryty lśniącymi czarno-srebrnymi łuskami. Purpurowe oczy patrzyły prosto na nią. Odniosła wrażenie, że był stary. Bardzo stary, nawet jak na niemal wieczne życie smoków.
– Masz rację – odpowiedział ani odrobinę nie speszony. – Zostałem tutaj, ponieważ nadchodzi mój czas. Wiedziałem, że będę prędzej czy później potrzebny.
Czytał w jej myślach, mimo, że próbowała ze wszystkich sił postawić zasłonę. Czego się jednak spodziewała? W końcu był smokiem…
– Zwolnij – poprosił. – W twojej głowie kłębią się setki pytań. Mamy mnóstwo czasu.
Neva zarumieniła się zawstydzona. Podeszła do niego bliżej, bojąc się, ale wyczuwając, że tego właśnie sobie życzył. Przyjrzał się jej uważnie. Zastanawiała się jak one się porozumiewają, skoro Surion był tutaj sam. Przecież to nie jego słyszała gdy wyłoniła się z wody…
– Myśli – powiedział. Spojrzała na niego pytająco. – Mamy wspólne myśli. To one nas łączą. Dzielimy wszystkie wspomnienia, doświadczenia, przeżycia. Jesteśmy osobnymi jednostkami, a jednak istniejemy razem. Rozmawiając ze mną, rozmawiasz z nami wszystkimi.
Dziewczyna czuła się zaintrygowana, a on traktował ją jak dziecko i wszystko cierpliwie opowiadał. Nie była jednak w stanie nie zadawać w myślach pytań Nie potrafiła także ukryć czegoś jeszcze. Nawet nie próbował ukryć swojego rozbawienia.
– Inne samice? Naprawdę tylko o to chodzi czarownico? – spytał rozbawiony.
Neva niepewnie skinęła głową, czując, że się rumieni. Nie miała pojęcia, dlaczego nawet teraz nie potrafiła przestać myśleć o Matthew. O jego cieple, dotyku, o tym, że jej nie skrzywdził.
– W takim razie mogę cię uspokoić, czarownico – wyczuła jak się z niej śmieje. To nie było miłe, ale on był smokiem, więc co miała zrobić? – On nigdy nie był z żadną z nich. Nie mógłby, fizycznie, nawet gdyby chciał. Rytuał, który was połączył, to nie tylko magia sabatu. To również obietnica smoków. Jest twój czarownico, tylko twój, pod każdym względem. Żyje dla ciebie.
Zaskoczona dziewczyna przez dłuższą chwilę wpatrywała się w ogromne, purpurowe, głębokie niczym bezdenna otchłań ślepia, zupełnie zapominając po co tu w ogóle przyszła. Nagle poczuła się jeszcze gorzej. Nawet gdyby ją chciał… on nie miał żadnego innego wyboru! Nigdy, przenigdy jej nie pokocha!
– Naprawdę tak myślisz czarownico? Sądzisz, że nie miał na to wpływu? To była jego świadoma decyzja. Od kiedy cię ujrzał, przestał dla niego istnieć świat. Nigdy nie zgodzilibyśmy się na to, gdyby sam tego nie chciał.
– Przecież miał tylko pięć lat! – jęknęła niedowierzająco Neva.
Smok wydał dźwięk, który przypominał głośny, gardłowy śmiech. Tym razem jednak był inny. Nie sprawił jej bólu.
– On nie jest człowiekiem, czarownico. Jest jednym z nas. Żył w naszych myślach na długo przed tym nim się narodził. To on dokonał wyboru, nikt inny.
– Więc zapewne już zdążył zmienić zdanie i żałuje tego, na co się zgodził – szepnęła.
Znowu się śmiał.
– Jasnowłosy miał rację, kiedy ci mówił, że on nie jest zdolny do żadnych uczuć. Nie jest czarownico, bo wszystko w nim należy do ciebie. Jego umysł, jego dusza, jego serce. To wszystko jest twoje i jedynie od ciebie zależy czy przyjmiesz to czy zniszczysz, ale ty już zdecydowałaś, prawda? To nie magia cię do niego pcha, czarownico. To twoje własne serce.
Neva poczuła jakby ktoś ją uderzył. Dopiero teraz zrozumiała, że Surion ma rację. To jej własne uczucia. To przez nie będzie już zawsze cierpiała, nawet jeżeli jakimś cudem przeżyje. Ta historia nie miała mieć szczęśliwego zakończenia.
– Przyszłaś tu by mnie zabić – spoważniał smok. – To była samobójcza misja, córko czarownic. Nigdy nie dałabyś rady.
Przysunął ogromną, pełną ostrych zębów paszczę, tuż do jej twarzy. Blisko siebie ujrzała wielkie oko. Nie cofnęła się. Słuchała. Przynajmniej teraz smoki wiedziały co się dzieje, a ona byłą gotowa na śmierć.
– Ja jednak nie szukam zemsty – oznajmił. – Ofiaruję ci swoje życie dobrowolnie.
Co? Nie mogła w to uwierzyć. Poza tym teraz, kiedy go poznała i widziała jego wspaniałość, nie mogła tego zażądać. Spojrzał na nią ze smutkiem.
– Nevo, ja i tak niedługo umrę. To twoja decyzja czy dalej tego chcesz. Wiedz jednak, że moja krew przemieszana z twoją, moje ostatnie tchnienie, uwolni go nie tylko od więzów i klątwy czarownic. Będzie wolny również od magii rytuału.
Dziewczyna zagryzła zęby. Chciała móc się oszukiwać, że to nie miało znaczenia. Miało. Matthew jej nienawidził i jeżeli będzie miał wybór…
– Chcę to zrobić – powiedziała stanowczo. Spuściła wzrok, by potem znowu go podnieść. Z szacunkiem patrzyła na smoka. – Tak bardzo mi przykro – odezwała się cicho.
– Nic na to nie poradzisz, taka jest kolej rzeczy – westchnął filozoficznie.
Dopiero teraz zauważyła, że niczego poza łbem nie podniósł z ziemi. Nie dlatego, że nie chciał. On już nie mógł się ruszać. Miał rację. Zostało mu niewiele czasu. Umierał. A jednak, to właśnie ona go zabije.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Gdy wyłoniła się z wody w ogóle nie czuła zimna. Na dworze było zupełnie ciemno. Nie spodziewała się, że jeszcze kogokolwiek tu zastanie, a jednak… Widok Davida zupełnie ją zaskoczył. Chłopak stał na plaży i patrzył w wodę. Gdy ją zobaczył podbiegł do brzegu. Poczuła, jak otula ją suchym, miękkim materiałem ręcznika. Potem ją do siebie przytulił.
– Nie mam pojęcia jakim cudem jeszcze żyjesz – szepnął.
Uśmiechnęła się do niego blado, dopiero teraz czując na skórze chłodne powietrze. Nie mogła mu powiedzieć, nawet jemu, ale wiedziała, że kiedy to się stanie i tak się domyśli. Liczyła na to, że chociaż David nie będzie jej miał tego za złe.
– Wracajmy do domu – poprosiła. – Najwyższy czas, żeby uczcić nasze zaręczyny – dodała z nutką drwiącego sarkazmu.
Roześmiał się, otaczając ją ramieniem.
– Myliłem się Neva – oznajmił – sądzę, że jednak będę potrafił cię pokochać.
Kiedy zatrzymali się po drodze, a ona kazała kupić mu różowego szampana, uznał to po prostu za dziewczęcą fanaberię. Na szczęście. Miała nadzieję, że Matthew również tak właśnie będzie sądził i że będzie czuł się w obowiązku wznieść toast. Wrócili do domu, a Neva z ulgą włożyła na siebie suche ubrania. Nawet twarz Fiony wyrażała jakąś dziwną ulgę, kiedy zobaczyli ją całą i zdrową.
– Przepraszam – mruknął Ranon – nie miałem pojęcia, że on czyta w myślach.
– Nic nie szkodzi – odpowiedziała mimo zdenerwowania siląc się na uśmiech. – Cieszę się, że tam był.
– Nie sądziłem, że wrócisz, dlatego nie czekaliśmy – ponownie przeprosił.
– Nie przejmuj się tym, to już nieważne. Teraz będziemy świętować zaręczyny moje i Davida – wyjaśniła, starając się mówić beztrosko i pogodnie.
Kiedy wypowiadała te słowa, wcale nie kierowała ich do Ranona. W drzwiach pokoju stał Matthew. To właśnie on miał je usłyszeć. Twarz chłopaka była blada, a Neva poczuła nieznośny ból. Co jeżeli nie miała racji, a teraz wszystko straci? Odgoniła od siebie natrętne myśli. Nie, ona tak naprawdę nic nigdy nie miała i wiedziała, że musi to zrobić. Nie miała wyboru. Kiedy chciał się odwrócić i najwyraźniej wyjść, sytuację ku zaskoczeniu dziewczyny uratował David.
– Chodź – zawołał wesoło do Matthew – masz obowiązek wypić za moje zdrowie.
Chłopak skrzywił się, ale posłuchał. David nie znał dokładnie jej planów, ale poczuła ulgę, że choć trochę jej ufał. Rozlała do kieliszków różowego szampana. Teraz wystarczyła jedynie kropla jej krwi. Wznieśli toast. Oczy Matthew rozszerzyły się, gdy wychylił zawartość kieliszka. Ścisnął go w dłoni, tak, że pokruszyło się szkło. Czekoladowe oczy patrzyły na nią z prawdziwą nienawiścią. Potwierdziły się jej najgorsze obawy. Wiedział – dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, co musiała zrobić. Dopiero teraz ogarnęła ją panika. Stał zbyt blisko niej. Przecież on ją za to zabije…
– Ty podła suko – warknął do niej.
Poczuła na policzku siłę uderzenia, które jej wymierzył, ku jej zaskoczeniu zrobił to jednak otwartą dłonią. Wszyscy stali jak wmurowani, patrząc zszokowanymi spojrzeniami na rozgrywającą się scenę. Z trudem powstrzymała napływające do oczu łzy. Była pewna, że to nie koniec, ale on odwrócił się i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Pierwszy otrząsnął się David. Podszedł do niej, delikatnie przytulając do swojego torsu zaczerwieniony policzek dziewczyny.
– Uwolniłaś go? – spytał cicho.
– Tak – szepnęła niemal niedosłyszalnie.
Domyślał się. Była przekonana, że słyszał urywki jej i jego myśli. Chciał zrozumieć.
– Czyja śmierć była tego ceną? – zapytał ponuro.
Nie patrzyła mu w oczy. Bała się, że on również ją znienawidzi, a jednocześnie wiedziała, że David tego nie zrobi. On zrozumie.
– Smoka – odpowiedziała, pozwalając by łzy pociekły wartkim strumieniem, mocząc mu koszulkę, kiedy bez słowa przytulił ją do siebie.
Ranon chciał podejść, coś powiedzieć, ale Fiona wyciągnęła go z pokoju, zostawiając Nevę sam na sam z Davidem. Dziewczyna pomyślała, że to banalne, ale czuła, że teraz, kiedy ma pewność, że on jej nienawidzi, równie dobrze mogłoby skończyć się jej całe życie. Nic już nie miało znaczenia.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Tydzień minął zbyt szybko, a ona nie widziała go ani razu. Podejrzewała, że już nigdy go nie zobaczy. Miała poślubić Davida i nikt nie dał jej żadnego wyboru. Dziwiła się sama sobie, że nie czuje kompletnie niczego. Ogarnęło ją otępienie i pustka. Nienawidził jej i nic innego nie miało znaczenia. Już następnego dnia mieli ponownie stanąć przed sabatem, a na pojutrze zaplanowany był ich ślub.
– Zastanawiam się co one mi zrobią, za to, że go uwolniłam – mruknęła Neva do siedzącego obok niej Davida.
– Nie wiem, maleńka – przyznał chłopak – ale na pewno im się to nie spodoba.
Nie to planowała mu powiedzieć, jednak to co chciała z siebie wydusić było zbyt krępujące. Musiała się jednak przemóc.
– Davidzie – szepnęła – nie wiem co zaplanują dla mnie czarownice, ale jestem pewna, że nie będzie to miłe. Jeżeli mają mnie znów do czegoś zmusić, to chciałabym… – wydusiła z siebie – chciałabym z tobą przeżyć mój pierwszy raz.
Uśmiechnął się do niej ciepło. Przytulił do siebie.
– Co tylko sobie życzysz, maleńka.
Tego wieczoru leżała wtulona w ramiona Davida. Plecami opierała się o jego tors. Chłopak przesuwał dłońmi po jej ciele. Najpierw nogach, potem ramionach, brzuchu. W końcu zdjął z niej również stanik. Czuła się skrępowana, kiedy jego ciepłe dłonie błądziły po jej nagiej skórze. Kiedy znalazły się na piersiach, zamknęła oczy, wyobrażając sobie, że to Matthew leży przy niej. Jej pierwszy raz… to nie z Davidem chciała go przeżyć. Chłopak pocałował jej szyję. Powoli budziło się w niej podniecenie. Jego dłoń dotknęła cienkiego materiału jej majteczek. Neva zesztywniała. Z trudem powstrzymała chęć by się odsunąć. To jednak David przestał. Gwałtownie usiadł.
– Co tu robisz? – warknął.
Neva podążyła za jego wzrokiem. Matthew stał w drzwiach. Nie widziała go od tygodnia. Miał na sobie koszulkę bez rękawów, odsłaniającą biegnące przez jego ręce tatuaże w kształcie smoków. Tym razem nie było wokół nich żadnych czarnych symboli. Przypatrywał się im z pełnym bólu, a zarazem wściekłym wyrazem twarzy. Natychmiast naciągnęła na siebie kołdrę, zakrywając odsłonięte piersi.
– Oszukałeś nie tylko mnie, ale i ją – powiedział cichym, lodowato-zimnym głosem chłopak.
Ręce Davida zacisnęły się w pięści.
– Masz to czego chciałeś – odpowiedział wściekłym głosem. – Wynoś się stąd!
– Nigdy nie wiedziałeś, czego tak naprawdę chce – oznajmił tamten, wchodząc do środka.
Dziewczyna zauważyła, że specjalnie unika jej wzrokiem.
– To teraz bez znaczenia. Czemu nie potrafisz po prostu z godnością odejść?!
Neva jeszcze nigdy nie widziała, żeby David był taki wściekły. Jego słowa były pełne złości. Twarz Matthew pozostawała bez wyrazu, ale dziewczyna znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że on również jest zły, a nawet więcej – ogarnęła go zimna furia.
– Zniknę z waszego życia – oznajmił zwodniczo spokojnym tonem – ale najpierw Neva wysłucha co mam jej do powiedzenia.
Dziewczyna wzdrygnęła się. Teraz, kiedy go ponownie zobaczyła, znów poczuła rozrywający ból. Była przekonana, że jego słowa nie będą miłe i dotkną ją do żywego jeszcze bardziej rozdzierając serce.
– Nikt nie ma ochoty cię słuchać – odwarknął mu na to David.
– Neva – odezwał się, ignorując kompletnie Davida. Tym razem patrzył jej prosto w oczy. – Nie rób tego – poprosił. – Nie z nim.
– Dlaczego? – zapytała obserwując jego czekoladowe oczy.
– Ponieważ David cię wykorzystuje, żeby dzięki tobie zdobyć pozycję. To polityka. Nie kocha cię.
Roześmiała się. Czy tak chciał ją ukarać?
– Nigdy nie twierdził, że mnie kocha – odpowiedziała mu siląc się na obojętność. – Nikt nigdy nie twierdził, że mnie kocha – dodała.
W jego postawie coś się zmieniło. Pierwszy raz w jego oczach zobaczyła strach, była w nich jednak również jakaś dziwna determinacja.
– Ja cię kocham – oznajmił stanowczo, pewnym siebie głosem. – I proszę, chodź ze mną. Ochronię cię przed sabatem i każdym innym, kto będzie chciał cię skrzywdzić.
Dziewczynie zakręciło się w głowie. Nie rozumiała. Przecież jej nienawidził. Czy był aż tak podły, żeby jej to zrobić?
– Neva… – wypowiedział jej imię cicho, niemal błagalnie, a ona przypomniała sobie jak to jest znajdować się w jego ramionach.
David, który przez chwilę wyglądał na zbitego z tropu odzyskał rezon.
– Doskonale – zakpił – powiedziałeś to co miałeś do powiedzenia, a teraz przyjmij do wiadomości, że ona cię tu nie chce. Ja też nie, więc lepiej już idź.
Matthew najwyraźniej mu uwierzył. Jego twarz była blada i pełna bólu. Nie starał się ukrywać swoich uczuć.
– Kocham cię Neva – powtórzył. – Od zawsze cię kochałem i będę cię kochał – oznajmił, już odwrócony tyłem.
Minął drzwi. Dziewczyna zerwała się z łóżka. David chwycił ją i przytrzymał w miejscu.
– Puszczaj! – krzyknęła.
Matthew się odwrócił. Wyrwał ją z uścisku blondyna. Minęła go i uciekła, zasłaniając nagie piersi. Dogonił ją w swoim starym pokoju. Bez słowa podał jej wyjętą z szafy bluzę. Włożyła ją na siebie. Była dla dziewczyny niczym krótka sukienka. Z jej oczu płynęły łzy.
– Nie musisz mnie kochać ani chcieć – odezwał się cicho, bojąc się do niej zbliżyć. – Wystarczy, że pozwolisz się chronić, tak jak pilnowałem cię do tej pory. David to wszystko zaplanował. Chciał być jedyny. Jest najmłodszym z braci. Jako mąż i kochanek czarownicy wiele by zyskał. To on podsunął Ranonowi wiadomości na temat smoków. Zrobił to tak sprytnie, że tamten nawet się nie zorientował, że nie są to jego własne myśli i wiedza. Teraz jestem wolny, tak jak chciał – dodał, kiedy podniosła na niego zapłakane oczy. – Myślał, że odejdę. Nie przewidział tylko, że znacznie bardziej zależy mi na tobie niż na wolności.
– Zabiłam go – powiedziała cicho dziewczyna – ale on i tak już umierał. Pozwolił mi to zrobić – szepnęła przepraszająco i błagalnie zarazem, tak bardzo chciała, żeby jej wybaczył.
– Wiem – odpowiedział po prostu. – Poniosło mnie wtedy – przyznał. – Byłem wściekły, ale nie tylko z powodu śmierci Suriona. Gdyby smoki cię nie wspierały… nie zaakceptowały… gdyby coś poszło nie tak byłabyś teraz martwa. Nie mogłem znieść tej świadomości. Myśli, że mało brakowało, żebym cię stracił. Z początku winiłem Davida, ale to nie on ci o nich powiedział, on tylko podchwycił pomysł. To ja ci o nich opowiedziałem. To ja naraziłem cię na niebezpieczeństwo.
Czy on naprawdę w ten sposób to widział? Zadrżała. Podeszła do niego bliżej. Bez słowa przylgnęła do chłopaka. Otoczył ją ramionami. Przyciągnął do siebie. Poczuła tę przyjemną, cudowną błogość. Już zawsze chciałaby przy nim zostać. W pewnym momencie instynktownie wyczuła niebezpieczeństwo. Matthew pchnął ją na podłogę, zasłaniając sobą. Ziemia zadrżała. Z okien posypało się szkło. Poczuła jak ciało chłopaka robi się bezwładne.
– Zabierzcie go! – usłyszała damski, rozkazujący głos.
Spojrzała ku drzwiom. Stała w nich kobieta, po której nie było widać wieku – sama przewodnicząca Sabatu – Lady Annaela Dermott, a tuż obok niej nieco pobladły na twarzy David. Do środka weszli gwardziści, odziani w czerwono-złote liberie z godłem gryfa. Podnieśli leżącego bezwładnie Matthew i bezceremonialnie wywlekli go z pokoju. Rozpacz i bezradność, które ogarnęły Nevę były nie do zniesienia. Obdarzyła Davida nienawistnym spojrzeniem, ale milczała. To było najlepsze, co teraz mogła zrobić.