Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kropla łez

    Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Zmęczenie najwyraźniej jednak zwyciężyło nad rozżaleniem i upokorzeniem. Obudziłam się otulona śnieżnobiałą, atłasową kołdrą. Rozejrzałam się po utrzymanej w szarej tonacji sypialni. Leżałam sama w wielkim łóżku Sebastiana, a jego samego nigdzie w pobliżu nie było. Zerknęłam na stojący przy łóżku budzik. Dochodziła ósma. Jęknęłam. Znowu spóźnię się do szkoły! Wstałam szybko, wzrokiem szukając swoich ubrań. Leżały poskładane na krześle. Przyjrzałam się brązowym sztruksom. Uznałam, że tak mogę pokazać się w szkole, więc nie muszę zahaczać o dom, jeżeli się pospieszę, ominę tylko pierwszą lekcję. Czemu każdy pieprzony dzień musiał zaczynać się językiem polskim?! 

    Pospiesznie włożyłam na siebie ubranie i przemknęłam się do łazienki. Spięłam włosy spinką na czubku głowy, tak, że niesfornie się spod niej wymykały, ale na nic lepszego nie miałam w tej chwili czasu. Starannie zmyłam z twarzy ciepły, utrzymany w wiosennych barwach, makijaż. Nie miałam ze sobą plecaka, ale lepsze były pretensje nauczycieli o brak zeszytów niż całkowita nieobecność.

    Chciałam jak najszybciej wyjść z mieszkania, ale zatrzymałam się zaskoczona na widok siedzącego przy kuchennym blacie Sebastiana.

    – Dzień dobry – przywitałam się najpogodniejszym głosem, na jaki potrafiłam się zdobyć.

    – Część – odezwał się jak zwykle chłodnym i beznamiętnym tonem. – Podwieźć cię gdzieś?

    Tym pytaniem zupełnie mnie zaskoczył. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Szybko jednak oprzytomniałam i przecząco pokręciłam głową.

    – Dziękuję – odparłam grzecznie. – Dam sobie radę. Nie chcę ci robić problemu.

    Uśmiechnął się do mnie ponuro.

    – I tak jadę do pracy – oznajmił tylko. – Chodź.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Chwilę później siedziałam na przednim siedzeniu czarnego volvo. Sebastian podwiózł mnie na parking pod szkołą. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani słowem. Odpowiadało mi to, ani trochę nie miałam ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z nim. Kiedy wysiadłam z samochodu, rzucił jedynie chłodne „na razie” i prawie natychmiast odjechał. Odetchnęłam z ulgą. Zadrżałam na wspomnienie wczorajszego, koszmarnego wieczoru. 

    Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam przypatrujące mi się ciekawie koleżanki z klasy. Stały pod płotem paląc papierosy. Wyglądały na zafascynowane. Zagryzłam ze złości zęby. Wiedziałam, że stanę się tematem dzisiejszych plotek, a jeżeli do nich nie podejdę z jakąś ciekawą bajeczką, będzie tylko jeszcze gorzej.

    – Cześć – rzuciłam niedbale, podchodząc do rozszczebiotanego grona.

    Jedna z nich poczęstowała mnie papierosem. Jak zwykle odmówiłam. Nie zamierzałam palić, tylko dlatego, że inni tak robią. Nigdy nic nie robiłam tylko z tego powodu.

    – To twój facet Emily? – zapytała ożywionym głosem Karolina, wysoka i szczupła blondynka, jedna z największych plotkarek w szkole. – Niezłe ciacho z niego, tylko chyba trochę od nas starszy?

    – Przyjaciel – odpowiedziałam pewnym tonem. Wiedziałam, że nie mogę dać się jej podpuścić. – I nie tak znowu wiele starszy. W lecie skończył dwadzieścia pięć lat – powtórzyłam słowa Rafała.

    Karolina wyglądała na wyraźnie zawiedzioną, ale już po chwili wesoło plotkowała o kłótni między Darią, a Szymonem, naszą klasową idealną parą. Kiedy szłyśmy wspólnie do szkoły, na bok odciągnęła mnie Kinga. Była jedną z tych dziewczyn, które sponsoring traktują jako sposób na dodatkowe kieszonkowe, żeby kupić sobie nowe spodnie czy kosmetyki. Wcale nie ukrywała tego, że sypia z mężczyznami za prezenty i pieniądze. Ja się tego zwyczajnie wstydziłam.

    – Emily – odezwała się do mnie wesoło, przekształcając moje imię, jak robili to wszyscy w szkole – nie wierzę, w to co powiedziałaś. Przyznaj się, nie chcesz się nim podzielić! Takie ciacho! Też bym nie chciała! Dużo ci płaci?

    Wiedziałam, że nie ma sensu dalej brnąć w moją nietrzymającą się kupy historyjkę. Zresztą Kinga nie była Karoliną.

    – Kinguś, nie chcę o tym mówić – odezwałam się delikatnie, nie mając zamiaru ranić jej uczuć. Diametralnie różniło się nasze postrzeganie świata, ale poza tym całkiem się lubiłyśmy. – Nie jestem tobą. To dla mnie krępujące.

    Dziewczyna westchnęła teatralnie.

    – Jasne, jasne – uśmiechnęła się z przekąsem. – Rozumiem. Nikomu nie powiem – oznajmiła lekkim tonem, ale ja wiedziałam, że mówi prawdę. – Mam jednak nadzieję, że jak do tego dojrzejesz, to porozmawiamy o tym – uśmiechnęła się do mnie wesoło i wzięła mnie pod rękę.

    Razem poszłyśmy w kierunku szkoły, zmieniając temat o sto osiemdziesiąt stopni.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Wieczorem przyszedł do mnie sms od Rafała. Długo wpatrywałam się w ekran telefonu, zanim odważyłam się go przeczytać.

    „Jest mi strasznie głupio, możemy o tym po prostu zapomnieć? Sebastian kazał ci kupić trochę normalnych ubrań. Masz czas się jutro spotkać?” – brzmiała jego treść.

    Westchnęłam. Ostatnią rzeczą, na jaką miałam teraz ochotę było spotkanie się z Rafałem. Nie mogłam jednak stchórzyć. Co za różnica ilu facetów ogląda mnie nago? W tak cholernie krępującej i jednoznacznej sytuacji, musiały dodać moje nieproszone myśli. Wiedziałam też, że czy ogląda mnie tylko Sebastian czy jeszcze ktoś inny stanowi, z jakiegoś powodu, OGROMNĄ różnicę.

    „Ok. jutro o siedemnastej? Tylko błagam nie rozmawiajmy o tym! NIGDY!” – odpisałam na smsa Rafała.

    „Umowa stoi” – odpisał błyskawicznie chłopak.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Następnego dnia, po szkole, spotkałam się z Rafałem w centrum handlowym. Chłopak miał opuchnięty, siny ślad pod okiem. Starał się omijać mnie wzrokiem. Ja jednak postanowiłam wziąć się w garść i nie psuć naszych stosunków tą głupią, nieprzyjemną wpadką.

    – Co ci się stało? – zapytałam zdziwiona.

    – Sebastian – odpowiedział ponuro. – Kiedyś nauczę się dokładnie słuchać poleceń.

    Więc to słyszałam wtedy w korytarzu. Zadrżałam na tamto wspomnienie. Odegnałam od siebie ponure, nieprzyjemne myśli. Blondyn w dalszym ciągu omijał mnie wzrokiem.

    – Rafał, przestań! – powiedziałam stanowczo. Spojrzał na mnie zaskoczony, pytającym wzrokiem. – Stało się, nic na to nie poradzisz – odezwałam się spokojnie – ale jeżeli mamy razem „pracować” – powiedziałam z przekąsem – to nie możesz mnie zacząć unikać, a ja nie chcę między nami takiej dziwnej atmosfery.

    – Masz rację – westchnął chłopak – po prostu zjada mnie poczucie winy. Mogę ci chociaż postawić kawę na przeprosiny?

    Uśmiechnął się do mnie niepewnie, a ja skinęłam głową. 

    – Chodźmy na tą kawę – stwierdziłam pogodnie.

    Siedzieliśmy wygodnie na kanapie w Coffee Haven popijając jesienną mieszankę kaw z papierowych kubeczków. Atmosfera między nami się rozluźniła. Rafał w końcu doszedł do siebie i śmiał się wesoło, zupełnie jak wcześniej. Po kawie zrobiliśmy największe w moim życiu zakupy. Poczułam jednocześnie ukłucie strachu i ulgę na myśl, że Sebastian wyraźnie planował ze mną jakąś dłuższą współpracę. 

    Kiedy szliśmy w kierunku podziemnego parkingu, usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Odwróciłam się, żeby stanąć twarzą w twarz z rozanieloną Karoliną i jej dystyngowanie wyglądającą mamą. Niechętnie przedstawiłam im obładowanego zakupami Rafała. Po krótkiej, jednak dla mnie ciągnącej się w nieskończoność, rozmowie kontynuowaliśmy naszą wędrówkę do samochodu. Tym razem nie wsiedliśmy do czarnego volvo, a do wysłużonego, zielonego opla. Blondyn uśmiechnął się do mnie wesoło, wyraźnie dumny ze swojego samochodu, a ja po raz kolejny stwierdziłam, że naprawdę lubię jego uśmiech. Z ulgą zdałam sobie sprawę, że mimo tego co się stało, w dalszym ciągu potrafię czuć się swobodnie w towarzystwie Rafała.

    Chłopak podwiózł mnie pod dom Marty, pomógł wypakować zakupy, pożegnał się ciepło i odjechał. Nie chciałam dawać Markowi powodów do jakiejkolwiek podejrzliwości, dlatego postanowiłam nie trzymać nowych rzeczy w domu. Zostawiłam wszystko u przyjaciółki i poszłam odwiedzić Julkę. Moja młodsza siostra była zdziwiona tym, że za każdą wizytą przynoszę jej jakieś drobne prezenty, a to czekoladę, a to pomarańczę, czasem jakiegoś miśka czy ubranie, ale przyjmowała wszystko ze słonecznym uśmiechem i oczami pełnymi szczęścia. Nie zadawała żadnych pytań, a ja sama nie miałam ochoty jej niczym martwić. Miała dość własnych problemów. Chociaż dzięki tym krótkim chwilą obie mogłyśmy być szczęśliwe.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Z Sebastianem spotykałam się trzy – cztery razy w tygodniu. Coraz częściej zabierał mnie na różnego rodzaju towarzyskie spotkania i przedstawiał wszystkim jako swoją dziewczynę, a ja starałam się wywrzeć na tych poważnych, elegancko ubranych ludziach jak najlepsze wrażenie. Zauważyłam, że chłopak doskonale się bawi, jakby kpiąc z nich wszystkich, przy użyciu mojej osoby. Zawsze po takich spotkaniach miał wyśmienity humor, jednak kiedy w jego niesamowitych, czekoladowych oczach nie było pożądania, widziałam w nich tylko lód.

    Wydawało mi się, że Sebastian planuje spełnić ze mną wszystkie swoje erotyczne fantazje. Czasami był czułym i niesamowitym kochankiem, innym razem traktował mnie jak lalkę. Zawsze jednak to on przejmował inicjatywę, mówiąc mi co mam dla niego zrobić. Nienawidziłam tych spotkań całą sobą, a jednocześnie zawsze nie mogłam doczekać się następnego. Było w nim coś dziwnego, coś co mnie do niego przyciągało.

    Tak upłynął mi koniec października i cały listopad. Z nadejściem grudnia jednak czekały mnie zupełnie nowe, niekoniecznie przyjemne niespodzianki. Był chłodny, grudniowy wieczór, kiedy po wizycie w szpitalu, stanęłam pod domem Marty. Kiedy zadzwoniłam do drzwi, otworzyła mi jej matka, ale zamiast uprzejmie zaprosić mnie do środka, spojrzała na mnie pełnym chłodu i niechęci wzrokiem.

    – Nie przychodź tu więcej – powiedziała zimnym tonem. – Nie chcę, żeby moja córka zadawała się z takimi jak ty! – oznajmiła stanowczo, po czym zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.

    Wróciłam do domu z lśniącymi od powstrzymywanych łez oczami. Marka jak zwykle nie było. Zwinięta w kłębek położyłam się na swoim wytartym materacu. Przytuliłam do siebie miśka, którego dostałam na osiemnaste urodziny od Marty. Czy naprawdę tak ogromna część mojego świata legła dzisiaj w gruzach?

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Nazajutrz w szkole, Marta dopadła mnie jeszcze przed lekcjami. Rzuciła mi się na szyję niemal mnie przewracając.

    – Emily! Tak strasznie cię przepraszam! Naprawdę bardzo! – wykrzyczała, a połowa idących po korytarzu ludzi odwróciła się w naszą stronę. – To wszystko moja wina! Stchórzyłam! Mama zabroniła mi się z tobą przyjaźnić, ale mam to gdzieś! Poza tym jestem pełnoletnia i nie obchodzi mnie jej zdanie!

    – Martuś, spokojnie – odezwałam się do przyjaciółki, odciągając ją na pustą i zupełnie spokojną klatkę schodową. – Co się właściwie stało?

    W duchu czułam jednak niesamowitą ulgę, że nie straciłam najlepszej przyjaciółki. Marta głęboko zaczerpnęła powietrza.

    – Moja matka, jak się okazuje nie jest taka głupia – powiedziała już znacznie ciszej dziewczyna. – Widziała jak Rafał podjeżdża po ciebie tym czarnym volvo, albo cię nim odwozi do mnie, zobaczyła ile nowych ciuchów i kosmetyków mam w pokoju i uznała, że się obie puszczamy, a ja jej powiedziałam, że to twoje i nie masz gdzie tego trzymać – niemalże jęknęła wypowiadając ostatnie słowa. – Emily! Tak bardzo cię przepraszam!

    Uśmiechnęłam się do niej ponuro.

    – Nie martw się, jakoś przeżyję, pod warunkiem, że dalej będziemy się przyjaźnić – stwierdziłam stanowczo.

    – Oczywiście, że będziemy! – znów wykrzyknęła Marta. – Nie mogłabym inaczej!

    Mimo nieprzyjemnej sytuacji, humor mi się znacznie poprawił. Po raz kolejny Marta dowiodła, że nie sposób się na niej zawieść. Zadzwonił dzwonek. Trzymając się za ręce, zupełnie jak pierwszoklasistki, poszłyśmy razem, przez zatłoczony korytarz, w kierunku lekcyjnej sali.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    W piątek wieczorem po raz kolejny pojawiłam się w luksusowym mieszkaniu Sebastiana. Moje serce jak zwykle pędziło w pełnym galopie, a ja za każdym razem miałam nadzieję, że w końcu się do tych spotkań przyzwyczaję. Nie potrafiłam jednak i nie byłam przekonana czy kiedykolwiek będę w stanie. 

    Rafał otworzył drzwi witając mnie przyjaznym uśmiechem. Zabrał ode mnie płaszcz i zaproponował, że zrobi coś do picia.

    – Sebastian jest zajęty, wypełnia jakieś dokumenty – oznajmił. – Da znać, jak skończy, a tymczasem ja się tobą zajmę, jeżeli nie masz nic przeciwko.

    Nie miałam, a wręcz odetchnęłam z ulga, że przynajmniej trochę odwlecze się nieuniknione. Rozmawialiśmy, jak zwykle bez skrępowania. Przez ten czas, zaczęłam go traktować jak przyjaciela, a nie zło konieczne jak w wypadku Sebastiana. Opowiedziałam mu to, co wydarzyło się w domu Marty, a on patrzył na mnie przepraszająco, swoimi cudownymi błękitnymi oczami. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał w pół słowa. Mój wzrok powędrował w tę samą stronę co jego i spostrzegłam stojącego w drzwiach Sebastiana. Opierał się o framugę, słuchając naszej rozmowy, wyraźnie nie zamierzając nam przerywać. Zaczerwieniłam się wściekle. Wcale nie planowałam mu o tym opowiadać. 

    Kiedy się jednak odezwał, mówił na zupełnie inny temat, co przyjęłam z prawdziwą ulgą, która jednak w błyskawicznym tempie przerodziła się w kompletne zakłopotanie.

    – Potrzebuję cię na cały weekend, Emilko – powiedział poważnym tonem. – Moi rodzice się już tyle o tobie nasłuchali, że muszę cię im w końcu przedstawić. Jedziemy jutro rano. 

    Zdębiałam. Zamrugałam z niedowierzania. Co on znowu wymyślił? Jacy rodzice? 

    – Jak to? – spytałam głupio.

    – Nie przejmuj się – powiedział, źle odczytując moje zaskoczenie. – Mój ojciec jest sędzią, matka sekretarką na emeryturze, to dla ciebie żadne towarzyskie wyzwanie.

    – Dokąd jedziemy? – spytałam zrezygnowana, dalej nie mając pojęcia dlaczego chce mnie przedstawiać sowim rodzicom.

    – Lipnik, taka niewielka wieś pod Krakowem – odpowiedział z drwiną w głosie. – Moi rodzice mają tam dom.

    Niepewnie skinęłam głową. Jak zwykle nie potrafiłam nadążyć za jego tokiem myślenia. Rafał wstał z kanapy. Pożegnał się i wyszedł z mieszkania. Od czasu, kiedy zobaczył mnie nagą w erotycznej pozycji, unikał jak ognia przebywania w tym samym miejscu co ja i Sebastian, podczas naszych spotkań.

    Wstałam z kanapy i podeszłam do ciągle stojącego w drzwiach mężczyzny. Oplotłam ramionami jego szyję, a on stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Lubił, kiedy przychodziłam do niego sama. Uwielbiał też pokazywać, że jest silniejszy. Natarczywie i dziko pocałował mnie w usta, a ja, podniecona z powodu samej jego bliskości, odwzajemniłam jego namiętny, długi pocałunek.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    W sobotę rano wsiedliśmy do czarnego volvo i wyjechaliśmy za granicę miasta. Cieszyłam się, że część swoich rzeczy trzymam u Sebastiana, bo przynajmniej nie musiałam odwiedzać swojego mieszkania. Marek i tak nie zwróci uwagi, że mnie nie ma. Nigdy go specjalnie nie obchodziło co właściwie robię. Nawet nie zdziwiło go to, że od jakiegoś czasu nie brakuje nam jedzenia, a czynsz za mieszkanie płacony jest regularnie. Nie miałam jednak zamiaru z nim o tym dyskutować.

    Po godzinie zatrzymaliśmy się pod dużą, pomalowaną na biało willą. Dom był otoczony sadem, który ośnieżony przedstawiał sobą cudowny wręcz widok. Sebastian wyciągnął z bagażnika nasze rzeczy i bez pukania weszliśmy do środka. Z zainteresowaniem rozejrzałam się po domu. Był przytulnie urządzony i bardzo czysty. Przez myśl przeszło mi natrętnie, skąd Sebastian bierze pieniądze, bo taki dom, do osób ubogich raczej nie należał, ale na pewno nie był też domem milionerów. 

    W korytarzu przywitała nas szczupła, wyjątkowo ruchliwa kobieta. Miała siwe, splecione w dobierany warkocz włosy. Nosiła zabawny, granatowy fartuch kuchenny, z napisem „Kiss the Cook”. Uśmiechała się pogodnie i sprawiała sobą bardzo przyjazne wrażenie. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie matkę Sebastiana.

    Kobieta uściskała mnie na powitanie jakbym była jej własną córką, a jej twarz promieniowała szczęściem. Potem zaprowadziła nas do przestronnej, ładnie urządzonej kuchni. Sebastian zniknął na chwilę z naszymi rzeczami, a potem wrócił i usiadł obok mnie na drewnianej, kuchennej ławie. Od niechcenia objął mnie ramieniem. 

    Siedzieliśmy i piliśmy ciepłą herbatę, kiedy do pomieszczenia wszedł wysoki, potężnie zbudowany, starszy mężczyzna. Przywitał się ze mną serdecznie, a potem uściskał Sebastiana. Nie tak wyobrażałam sobie jego ojca. Po kim on do cholery odziedziczył ten drwiący, pogardliwy sposób bycia i to lodowato zimne spojrzenie?

    Rodzice Sebastiana okazali się być najmilszymi ludźmi na świecie. Przerzucali się drobnymi złośliwościami, ale widać było, że bawi to ich obydwoje. Sprawiali wrażenie zachwyconych moją skromną osobą i tym, że ich syn „wreszcie” przyprowadził do domu jakąś dziewczynę. Mimo, że kłóciło się to z moją moralnością i porządkiem świata, nareszcie zrozumiałam, dlaczego Sebastian postanowił mnie tu ze sobą przywieźć. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Wieczorem usiedliśmy wspólnie do kolacji. Mimo, że to wszystko było jedną wielką farsą, cieszyłam się z rodzinnej atmosfery, której tak bardzo brakowało mi w moim własnym, dość ponurym życiu. Ojciec Sebastiana co chwilę opowiadał jakieś dowcipy, natomiast jego matka zasypywała mnie dosłownie gradem różnych pytań.

    – Powiedz mi, gdzie studiujesz, Emilko? – zapytała pogodnie kobieta, od początku mówiła do mnie „na ty”, co przyjęłam z prawdziwą ulga.

    Chciałam powiedzieć, to co mówiłam wszystkim znajomym Sebastiana, chłopak jednak nie pozwolił mi dojść do słowa.

    – Emila kończy liceum – odpowiedział patrząc kobiecie w oczy – w marcu skończy dziewiętnaście lat.

    Zaskoczyło mnie, że powiedział matce prawdę, ale jeszcze bardziej zdziwiona byłam faktem, że pamiętał, kiedy mam urodziny. Kobieta przełknęła to jednak gładko, z pogodnym uśmiechem na twarzy.

    – Dobry wiek, sześć lat różnicy to nie taka znowu przepaść – roześmiał się tubalnie ojciec Sebastiana. – Moja Ewunia, jest ode mnie młodsza o osiem, a patrzcie jak się dobrze dogadujemy.

    – To dlatego, że mężczyźni się znacznie wolniej rozwijają psychicznie – docięła im obu matka Sebastiana.

    Roześmiali się obydwoje, a ja na twarzy siedzącego przy mnie chłopaka zauważyłam blady, ponury uśmiech. Potem kobieta zaczęła wypytywać mnie o moje zainteresowania i rodzinę. Tu miałam większy problem, ale skoro Sebastian zaczął od mówienia im przynajmniej większości prawdy, ja postanowiłam zrobić to samo. Opowiedziałam im o śmierci matki, chorobie mojej siostry i opiekującym się mną bracie. Mimo, że opisywałam wszystko w jak najweselszych barwach, wyglądali na odrobinę zmieszanych, jednak nie wydawali się być zaskoczeni. W końcu powiedzieliśmy sobie dobranoc. Sebastian wziął mnie za rękę i zaprowadził do przytulnego, położonego na drugim piętrze pokoju.

    – Wymyśliłaś bardzo barwną historyjkę – mruknął, kiedy wchodziliśmy po schodach. – Nie uważasz, że trochę przesadziłaś? – spytał.

    – Niczego nie wymyślałam – odpowiedziałam gniewnym głosem, bo z jakiejś przyczyny to, że mi nie uwierzył naprawdę mnie zabolało. 

    Prychnął. Uśmiechnął się swoim kocim, drwiącym uśmiechem. Potem jednak odrobinę spoważniał.

    – Na co choruje twoja siostra? – spytał cicho.

    Nie chciałam mu odpowiadać. Miałam ogromną ochotę powiedzieć mu, żeby się odwalił, nie zrobiłam tego jednak.

    – Ma białaczkę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

    Skinął tylko głową, nie zadając więcej pytań. Tej nocy nie uprawialiśmy seksu. Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, Sebastian władczo przyciągnął mnie do siebie, mocno oplatając ramionami. Było mi przyjemnie. Czułam ciepło jego ciała. Miałam ochotę wtulić się  w niego najbardziej jak się da. Z całych sił walczyłam z ogarniającym mnie uczuciem, wpatrując się w zalewającą pokój ciemność grudniowej nocy.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    W poniedziałek na pierwszej lekcji Marta siedziała jak na szpilkach. Koniecznie chciała mi coś powiedzieć. Roznosiło ją. Kiedy wreszcie wyszłyśmy z sali, natychmiast odciągnęła mnie do kąta.

    – Nie uwierzysz co się stało! – powiedziała pełnym entuzjazmu głosem. – W sobotę był u mnie Rafał! Nawet nie wiesz, w jakim szoku byłam, kiedy stanął w moich drzwiach!

    – Rafał? – spytałam zaskoczona. – Czego on od ciebie chciał?

    Marta posmutniała odrobinę, ale po krótkiej chwili na jej twarzy na powrót zagościł rozanielony uśmiech.

    – Nie ode mnie chciał! Poprosił o możliwość rozmowy z moją mamą! – oznajmiła podekscytowana. – Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, byłam strasznie zdziwiona! A on przedstawił się mojej mamie grzecznie, powiedział, że jest studentem AWF’u, pokazał jej nawet legitymację… a potem oznajmił, że jest twoim chłopakiem i może nie jest zbyt bogaty, a jak przyjeżdża volvo, to tylko dlatego, że szef mu pożyczył, ale ponieważ pracuje dorywczo to kupuje ci czasem prezenty, bo to mu sprawia przyjemność! Powiedział, że pochodzisz z nie za bogatej rodziny i ciebie samej nie byłoby na to stać, a on lubi patrzeć jak się uśmiechasz! Potem zapytał mojej mamy, czy naprawdę widzi w tym coś złego! – mówiła bardzo szybko, robiąc przerwy jedynie na to, żeby nabrać tchu. – Nawet nie wiesz, jakiego buraka puściła moja matka! Musisz dzisiaj do mnie przyjść! On chce cię sama oficjalnie przeprosić! 

    Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła Marta. Brzmiało tak bardzo zaskakująco i surrealistycznie! Skąd Rafałowi przyszedł do głowy ten pomysł? Pomyślałam także o czymś innym.

    – Martuś, to wszystko pięknie, ale ja nie mogę – westchnęłam. – Przecież doskonale wiesz, że twoja matka miała rację…

    – Bzdury gadasz! To ja cię do tego namówiłam, to był mój pomysł! – oznajmiła pewnym głosem. – Więc to, że to robisz to tak jakby moja wina. Poza tym znam cię Emilko! Ty masz w głębokim poważaniu, to że dostałaś nowe ubrania, dla ciebie ważne jest to, że masz z czego utrzymać siostrę i brata. Mam rację?

    – Masz – odpowiedziałam cicho, dalej nie będąc przekonaną, czy powinnam się pokazywać jej mamie na oczy.

    – Poza tym on się w tobie buja! – oznajmiła stanowczo.

    – Kto? – zapytałam zaskoczona zmianą tematu.

    – No jak to kto? Rafał oczywiście! – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Inaczej czemu miałby się zdobyć na coś takiego?

    Uśmiechnęłam się do niej wesoło. Moja przyjaciółka zawsze miała zbyt bujną wyobraźnię. 

    – Martuś, pragnę ci przypomnieć, że sypiam z jego szefem – powiedziałam ironicznym tonem. – To wyklucza jakiekolwiek uczucia między nami. Kiedykolwiek.

    – Jak sobie chcesz – oznajmiła spokojnie Marta, ale w jej oczach widziałam, że nie zamierza odpuścić, w myślach z pewnością zaplanowała nam już ślub, a potem biały domek z ogródkiem, żółtego labradora i całą gromadkę rozbrykanych dzieci.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    . Zaczynała się druga połowa grudnia. Stałam zupełnie naga, z potarganymi włosami i nienawistnym wzrokiem patrzyłam na Sebastiana. To był pierwszy raz, kiedy postanowiłam mu się otwarcie sprzeciwić. Jeżeli nie będzie chciał mnie więcej widzieć, trudno! Święta były dla mnie zbyt ważne.

    – Nigdzie nie pojadę! – powiedziałam po raz trzeci tego ranka. – Nie w czasie Bożego Narodzenia!

    Chłopak w dalszym ciągu wyglądał na ogromnie zaskoczonego moim sprzeciwem. Uważał, że przedstawił mi naprawdę niezłą ofertę. Mieliśmy polecieć samolotem do Włoch na prawie dwa tygodnie. Wigilia, Boże Narodzenie, a potem Sylwester. 

    – Dlaczego nie chcesz jechać? – zapytał. – Przecież to tylko głupie Święta! Czemu tak bardzo ci zależy?

    – Boże Narodzenie się spędza z rodziną! – niemal krzyknęłam, nie potrafiąc powstrzymać swojego rozgoryczenia i irytacji. To mogły być ostatnie Święta Julki, każdy kolejny rok mógł być dla niej ostatnim. – Z osobami, które się kocha!

    Sebastian spochmurniał. Spojrzał na mnie wyzywająco. Chciał coś powiedzieć, ale potem jakby zmienił zdanie.

    – Ok. porozmawiamy o tym później – oznajmił pełnym goryczy głosem. – Zmywaj się do szkoły. 

    Pozbierałam porozrzucane po podłodze ubrania i ciągle zdenerwowana wymknęłam się do łazienki. Byłam przekonana, że Sebastian wcale nie odpuścił.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Wieczorem siedziałam z Rafałem w ozdobionym świątecznymi dekoracjami centrum handlowym. Piliśmy kawę z cynamonem. Chłopak nalegał na spotkanie. Powiedział, że to ważna i pilna sprawa, a ja, mimo, że wiedziałam dokładnie o co chodzi, spotkałam się z nim niechętnie, nie chcąc mu narobić dodatkowych kłopotów.

    – Sebastianowi zależy na tym wyjeździe – powiedział cicho blondyn, nie patrząc na mnie. – Kazał mi cię przekonać.

    – Skoro mu tak zależy, to niech jedzie sam! – starałam się mówić spokojnie, pamiętając, że przecież rozmawiam z niczego nie winnym Rafałem, a nie, sprawcą wszelkiego zła na świecie, Sebastianem.

    – Nie wiem o co chodzi – przyznał szczerze chłopak – ale naprawdę mu zależy, żebyś tam z nim była.

     – Niech on do cholery zrozumie, że mam rodzinę, z którą planuję spędzić święta! – syknęłam. – Dlaczego to do niego nie może dotrzeć? Jeżeli nie rozumie to trudno, zawsze może przestać mi płacić i ma mnie z głowy.

    – Problem w tym – powiedział cicho Rafał – że on nie chce się ciebie pozbywać. Pasujesz mu – oznajmił. – Dlatego, mam ci przedstawić pewną ofertę, która pewnie będzie dla ciebie nie do odrzucenia – westchnął odwracając ode mnie wzrok.

    Poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Ani odrobinę nie spodobały mi się słowa Rafała i wcale nie chciałam wiedzieć, co wykombinował Sebastian, żeby dopiąć swego.

     – Słucham – powiedziałam niechętnie.

    Chłopak podniósł z podłogi skórzaną teczkę. Wyciągnął z niej jakieś dokumenty, a potem niechętnie przesunął je do mnie po blacie stołu. Spojrzałam na niego zaskoczona. Wzięłam do ręki spięte razem kartki. Przeleciałam dokument wzrokiem, a potem zaczęłam czytać. Była to lista jakiejś fundacji. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens wyczytanych słów. To była fundacja, finansująca leczenie dzieci chorych na raka. Na liście, na pierwszym miejscu do przeszczepu szpiku, widniało imię: Julia Sadowska. 

    Zadrżały mi dłonie. Do oczu napłynęły łzy. Nie rozpłakałam się jednak. Nadzieję i radość, wypchnęły z moich myśli gniew i nienawiść. To był zwyczajny szantaż! Spojrzałam pytająco na Rafała. Czekałam na potwierdzenie moich domysłów.

    – Jeżeli z nim pojedziesz – powiedział cicho chłopak – fundacja zajmie się leczeniem twojej siostry. Sfinansują całość.

    – A co jeżeli nie pojadę? – spytałam gorzko. 

    Rafał ze spuszczoną głową wpatrywał się w swoje dłonie. Milczał. Gwałtownie zerwałam się od stolika. Nie wiedziałam co zrobić z całą swoją złością i żalem. Chłopak także wstał. Podszedł do mnie i objął ramionami. Przytulił mnie do siebie czule. Wtuliłam twarz w jego sportową bluzę. Delikatnie gładził moje włosy.

    – Będzie dobrze – powiedział cicho.

    – Nienawidzę go! Podły szantażysta! – szepnęłam stłumionym głosem. – Tak bardzo go nienawidzę!

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Marek był niezadowolony, że nie spędzę wigilii z nim i z Julką, ale przyjął moje mętne  tłumaczenie, że chcę ją spędzić z chłopakiem. Moja siostra jednak zareagowała na to znacznie gorzej. Nie robiła mi wyrzutów, nie protestowała, po prostu zaczęła płakać. Kiedy ze ściśniętym sercem wychodziłam z jej szpitalnego pokoju, w oczach w dalszym ciągu miała łzy.

    W czwartek, dwudziestego trzeciego grudnia, Rafał odwiózł nas na lotnisko. Za każdym razem kiedy widziałam Sebastiana, ręce same zaciskały mi się w pięści, w bezsilnym gniewie. Nie sądziłam, że będę kiedykolwiek w stanie tak bardzo nienawidzić drugiego człowieka. On tylko patrzył na mnie niechętnie, pochmurnym wzrokiem, od czasu do czasu uśmiechając się drwiąco, jakbym to ja zrobiła coś złego. W samolocie nie odezwał się do mnie ani słowem, a ja byłam mu za to naprawdę wdzięczna.

    Z lotniska pod Wenecją odebrał nas kierowca. Dalej jechaliśmy luksusowym samochodem. Po niecałej godzinie, znaleźliśmy się w pięciogwiazdkowym hotelu. Sebastian zaprowadził mnie do pokoju, a potem nie powiedziawszy ani słowa, zostawił samą. Odetchnęłam z ulgą. Rozpakowałam swoje rzeczy, wzięłam długi, gorący prysznic i przebrałam się w świeże, czyste ubranie.

    Nie zamierzałam spędzić całego dnia zwiedzając hotelowy pokój. Wzięłam ze stolika służącą do otwierania drzwi kartę magnetyczną i wyszłam na korytarz. Zostawiłam ją w recepcji i wymknęłam się z hotelu, w popołudniowe, zimowe powietrze. Podczas gdy w Polsce zalegały tony śniegu, tutaj temperatura była dodatnia, a na błękitnym niebie nie było ani jednej chmury. Z hotelu udałam się na plac Świętego Marka, a potem oglądałam świątecznie ozdobione wystawy sklepów. Gdyby nie podła sytuacja w jakiej się znalazłam, z pewnością wzbudziłyby mój niekłamany zachwyt. Kiedy wracałam do hotelu było już naprawdę ciemno. Idąc spacerowym krokiem podziwiałam poumieszczane na mostach i latarniach dekoracje świąteczne pływającego miasta.

    Kiedy wróciłam do naszego pokoju, Sebastian już tam czekał. Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.

    – Gdzieś ty do cholery była? – warknął.

    – Zwiedzałam miasto – odpowiedziałam spokojnie mimo strachu jaki odczuwałam przed tym mężczyzną. 

    Bardzo nie spodobał mi się jego ton. 

    – Nie jesteś tu na wycieczce – oznajmił patrząc na mnie z pogardą. – Chyba wystarczająco dużo zapłaciłem ci za ten wyjazd?

    Spojrzałam w jego lodowato zimne, czekoladowe oczy.

    – O tak, aż nadto – odpowiedziałam ponuro.

    – W takim razie, skoro się zgadzamy, bądź tak dobra i, zgodnie z umową, poudawaj zakochaną we mnie dziewczynkę – odezwał się drwiąco, tym razem w jego głosie nie było jednak wściekłości, a raczej coś przypominającego rozczarowanie. 

    – Nie martw się o to – powiedziałam cicho – w udawaniu, że cię lubię jestem naprawdę dobra.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Cały wieczór spędziliśmy w hotelowym pokoju. Sebastian położył się na łóżku. włączył telewizor i oglądał jakiś włoski program, z którego nic nie rozumiałam. Sama usiadłam na fotelu i wyciągnęłam szkicownik. Nie miałam takiego talentu, jak moja siostra, ale był to całkiem niezły sposób na zabicie czasu. Rysowałam, słuchając włoskiego speakera. Po głowie snuły mi się jedynie ponure myśli. Czy tak miały wyglądać całe moje święta? 

    Po jakimś czasie zaczęłam ziewać. Złożyłam szkicownik i zniknęłam za drzwiami łazienki. Kiedy wróciłam, umyta i przebrana w kusą nocną koszulkę, zastałam Sebastiana bawiącego się moim telefonem. Poczułam jak na policzki wpełzają mi gniewne rumieńce. Dlaczego ten przeklęty facet naruszał moją prywatność? Mężczyzna spojrzał na mnie bez skrępowania. Odłożył telefon na nocną szafkę.

    – Czemu masz tylko trzy numery? – spytał z zainteresowaniem.

    Nie widziałam potrzeby wpisywać kogoś więcej niż jego, Rafała i Martę. Wcześniej doskonale radziłam sobie bez telefonu i wcale nie paliło mi się do tego, żeby to zmieniać.

    – To przecież „służbowy” telefon – odparłam chłodno – po co miałabym mieć więcej?

    – Jak chcesz  – niedbale wzruszył ramionami. – To twoja sprawa.

    Przezwyciężając swoją niechęć położyłam się na brzegu szerokiego łóżka, które zajmował Sebastian. Wsunęłam się pod miękką kołdrę. Mężczyzna wstał, wyłączył telewizor i zniknął w łazience. Zamknęłam oczy i skuliłam się na boku. 

    Po krótkiej chwili Sebastian wrócił, zgasił światło i położył się za moimi plecami, wślizgując pod kołdrę. Przysunął się bardzo blisko, zbyt blisko! Czułam ciepło jego nagiego ciała. Jego sztywny członek ocierał się o moje pośladki. Zadrżałam. Myślałam, że chociaż dzisiaj, kiedy jest na mnie taki wściekły, odpuści. On widocznie jednak myślał zupełnie inaczej. 

    Ręce mężczyzny błądziły po moim, ciągle wilgotnym, po niedawnym prysznicu ciele. Wsunęły się pod moją nocną koszulę, dotykając piersi. Potem zjechały niżej, podważając delikatną tkaninę majtek. Nie zdejmował ich ze mnie, tylko podciągnął tak, że dolny pasek wpił się w moją szparkę. Jęknęłam. Zamknęłam oczy. Poczułam na szyi jego nachalne pocałunki. 

    Kiedy uznał, że jestem wystarczająco wilgotna, odwrócił mnie na plecy, rozsunął mi nogi i po prostu we mnie wszedł. Prezerwatywę musiał nałożyć jeszcze w łazience, bo teraz nie zrobił ani chwili przerwy. Czułam się paskudnie. Bawił się mną, jakbym była lalką. Ale przecież taki był i tylko do tego mnie potrzebował, a ja o tym doskonale wiedziałam od samego początku, więc dlaczego wszystko w moim środku chciało wyć? Czemu ciągle spodziewałam się po nim czegoś zupełnie innego?

    Tym razem nie obchodziło go, żeby mi sprawić przyjemność. Kiedy skończył, po prostu ze mnie wyszedł. Zdjął z lekko opadającego już członka pełną prezerwatywę, zawiązał ją w supeł i odrzucił na podłogę, potem wciągnął na siebie czarne bokserki, rozwinął leżący w nogach łóżka koc i nakrył się nim zostawiając mi kołdrę. Przynajmniej dłużej nie musiałam go dotykać. Dopiero teraz, gdy było już po wszystkim, w oczach stanęły mi łzy. Moje życie wydawało się stawać coraz bardziej ponure i paskudne.

    Note