Rozdział 4 – Włoskie lato bez planu
by Vicky
Mam wrażenie, że Luca odzyskuje dobry humor w momencie, gdy jego dziewczyna opuszcza samochód. Przesiadam się z powrotem na fotel pasażera i ruszamy.
– Przepraszam, że postawiłem cię w takiej sytuacji. Nie spodziewałem się tego… – odzywa się do mnie łagodnie.
– Nikt by się tego nie spodziewał – odpowiadam mu rozbawiona. – Paola ma charakterek.
– I to jaki – wzdycha Luca.
– Grunt, że potrafi się przyznać do błędu – mówię, żeby powiedzieć o niej coś pozytywnego.
– Rzadko kiedy – tym razem chłopak się śmieje. – Jeżeli nie masz ochoty, to nie musimy nigdzie iść – dodaje. – To znaczy faktycznie uważam za dobry pomysł, żebyś poznała moich przyjaciół, ale niekoniecznie muszę ci ich przedstawiać akurat dzisiaj.
– Nie mam nic przeciwko – odpowiadam swobodnie. – Lubię przebywać na plaży.
– W takim razie jesteśmy umówieni – potwierdza.
Dalsza rozmowa z chłopakiem znów staje się przyjemna. Zanim dojeżdżamy do domu, okazuje się, że mamy kilka wspólnych zainteresowań, a Davide ma zacumowany w porcie jacht, którym Luca potrafi pływać. Wakacje zapowiadają się znacznie przyjemniej, niż mogłam się tego spodziewać.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wypijam jednego, kolorowego drinka, ale nie chcę, żeby Luca miał przeze mnie kłopoty, więc nie sięgam po kolejne. Mam natomiast ochotę przez chwilę pobyć sama. Złocista plaża, morze i cudowny zachód słońca. Oddalam się od rozbawionego towarzystwa, wyjmuję z torebki telefon i zaczynam obracać się dookoła własnej osi, nagrywając filmik, który potem przerobię na relację.
W pewnym momencie zatrzymuję się zaskoczona, niemalże upuszczając telefon. Chowam go do torebki i wpatruję się niedowierzająco w całującą się pod drzewami parę. Ciemnowłosy, wysoki chłopak ma na sobie czerwoną koszulkę ratownika, w dziewczynie natomiast rozpoznaję poznaną wcześniej Paolę. Nie mam pojęcia, jak powinnam się teraz zachować, ale wtedy dziewczyna mnie dostrzega. Mówi coś do chłopaka, a gdy odwracam się, by wrócić do pozostałych, on biegnie za mną.
– Zaczekaj! – rozkazuje. – Masz na imię Nikole, prawda? – mówi płynnym angielskim.
Nie zatrzymuję się.
– Tak, ale tobie nic do tego – staram się na niego nie warczeć.
Po paru metrach chwyta moje przedramię, zmuszając mnie, żebym stanęła.
– Nie mów Luce o tym, co widziałaś – nawet nie prosi, tylko żąda. – Nie zamierzam umawiać się z Paolą. To było… jednorazowe – stwierdza.
Przeklęty, egoistyczny dupek! Mógł o tym pomyśleć zanim zaczął całować się z cudzą dziewczyną.
– Puść mnie! – mówię spokojnie, ale rozkazująco, zamiast powiedzieć mu, żeby spadał na drzewo.
Wpatruje się we mnie badawczo, zadziwiająco niebieskimi oczami.
– Może pójdziemy gdzieś razem? – proponuje, wierzchem dłoni dotykając mojego policzka i odgarniając z mojej twarzy niesforny kosmyk jasnych włosów.
Czuję, jak rozsadza mnie wściekłość. Ten to ma tupet! Uważa, że skoro jest przystojny, to wszystko mu wolno?
– Natychmiast mnie puść! – tym razem warczę na niego. Gdy wreszcie mnie puszcza, odsuwam się od niego gwałtownie. – Nigdy więcej mnie nie dotykaj! – żądam.
Wygląda na zdziwionego. Nie przestaje mi się przyglądać, jak gdyby oceniając mnie wzrokiem. W jego spojrzeniu pojawia się coś nowego, jakaś dziwna determinacja.
– Jak sobie chcesz – mruczy, ale gdy znowu zaczynam iść, on również idzie u mojego boku. Odzywa się ponownie, dopiero gdy jesteśmy już blisko namiotu, z którego rozlega się głośna, taneczna muzyka. – Mam na imię Matteo – przedstawia się uprzejmie. – Skąd pochodzisz? – pyta.
– Jak można cię spławić? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
Uśmiecha się do mnie nonszalancko, ale widzę, że uśmiech nie obejmuje jego oczu.
– Wystarczy, że ze mną zatańczysz – sugeruje.
– Nie – odpowiadam krótko, z ulgą dostrzegając w tłumie Lucę.
Podchodzę do niego, ale mina odrobinę mi rzednie, gdy widzę, że obejmuje ramieniem Paolę. Dziewczyna patrzy na mnie błagalnie, a ja mam w głowie prawdziwy mętlik. Matteo idzie za mną, ale zatrzymuje się, gdy Luca obejmuje mnie wolną ręką. Przymykam oczy, zastanawiając się, w jaki sposób znalazłam się w środku tego bałaganu.