Rozdział 5 – Kropla łez
by Vicky
W wigilię Sebastian zostawił mnie na cały dzień samą, wysyłając do hotelowego salonu piękności. Przecierpiałam ten czas nudząc się w samotności. Nie znałam włoskiego i nie byłam nawet w stanie porozmawiać z zajmującymi się mną kobietami. Pod wieczór do pokoju hotelowego przyniesiono mi suknię. Była naprawdę piękna. Miała prosty krój i sięgała niemal do ziemi, mieniła się odcieniami srebra i szarości.
Sebastian przyszedł po mnie tuż przed dziewiętnastą. Zapiął mi na szyi delikatny, srebrny naszyjnik, ozdobiony kwiatami, które miały drobniutkie, szafirowe płatki. Owinęłam ramiona cienkim, srebrzystym szalem i wspólnie zeszliśmy na dół, do ozdobionej zimowymi motywami, balowej sali.
Na szczęście przynajmniej tutaj większość gości mówiła w języku polskim. Szłam wtulona w ramię Sebastiana uśmiechając się uprzejmie do każdego kto na mnie spojrzał. Nie starałam się nawet zapamiętać nazwisk przedstawianych mi ludzi. Rozmyślałam o Julce i Marku, którzy zostali w domu. Zastanawiałam się nad tym, jak spędzają wigilię i czy bardzo im mnie brakuje. Moje własne serce płakało z tęsknoty za nimi. Nie mogłam się pogodzić z tą cholerną niesprawiedliwością. Przecież były święta!
W pewnym momencie poczułam, że po prostu musze się wyrwać z atmosfery otaczającego mnie splendoru i wesołości. Chciałam znaleźć się gdziekolwiek indziej, chociaż na krótką chwilę. Przeprosiłam Sebastiana, wymówiwszy się toaletą. Poszłam tam, mając nadzieję, że tym razem nie spotkam jakiejś zawodowej plotkary. Stałam przed lustrem, próbując uspokoić mój skręcający się w supeł żołądek. Marzyłam o tym, żeby przestać czuć targające mną gniew i rozpacz. Chciałam się uspokoić i stać zupełnie martwa w środku.
Do toalety weszły dwie, młodo wyglądające, rozchichotane dziewczyny. Popatrzyły na mnie z wyższością, a potem jedna z nich, mocno opalona szatynka zatrzymała się bezpośrednio przede mną.
– Skąd to masz? – spytała oskarżycielsko, pełnym zawiści tonem, wskazując na zdobiący moją szyję wisiorek.
O co tej dziewczynie chodziło? Nie miałam zamiaru robić sobie kolejnych, bezsensownych wrogów.
– Dostałam od Sebastiana – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wcale nie będąc pewna czy taka odpowiedź usatysfakcjonuje szatynkę.
Dziewczyna zgrzytnęła zębami, a w jej oczach zapłonął ogień.
– Jesteś partnerką Sebastiana Blake’a? – zapytała przyglądająca się nam z boku, blond włosa dziewczyna.
– Tak – odpowiedziałam po prostu – a konkretniej jego dziewczyną – dodałam tak jak kazał mi mówić.
Szatynka prychnęła, mrużąc nieprzyjaźnie oczy.
– To miało należeć do mnie – powiedziała niemal z gadzim sykiem.
Świetnie, chętnie bym jej oddała naszyjnik i wszystko inne, byleby tylko się ode mnie odczepiła, nie sądziłam jednak, żeby tak naprawdę stanowił moją własność.
– Andżelika jest narzeczoną Sebastiana – powiedziała nieprzyjemnym głosem blondynka.
– Chyba ex-narzeczoną – prychnęłam zarówno wkurzona jak i odrobinę rozbawiona sytuacją. – Mieszkam z nim prawie od pół roku i jakoś nigdy nawet o niej nie wspomniał.
Ogólnie niewiele rozmawialiśmy. Uprawialiśmy seks, za który na dodatek mi płacił, a do tego jedynym uczuciem jakie do niego żywiłam, była nienawiść w czystej postaci, ale tego przecież Andżelika nie musiała wiedzieć. Wyminęłam obie, wpatrujące się we mnie z wrogością dziewczyny i wyszłam z toalety.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kiedy znalazłam Sebastiana, rozmawiał z jakimiś ludźmi. Podeszłam do niego, a on przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem. Przedstawił mnie wszystkim, a potem przeprosił i odeszliśmy na bok.
– Gdzie zniknęłaś na tak długo? – spytał z naganą w głosie.
– Spotkałam Andżelikę – odpowiedziałam z niejaką satysfakcją.
Oczy Sebastiana pociemniały. Po chwili jednak uśmiechnął się kocim uśmiechem.
– Co ci ciekawego powiedziała? – zapytał.
– Oznajmiły mi, ona i jej przyjaciółka, że Andżelika to twoja narzeczona – odpowiedziałam zrezygnowana.
– A co ty na to? – zainteresował się Sebastian.
– Odpowiedziałam im, że jestem twoją dziewczyną, mieszkam z tobą od pół roku i nigdy nawet o niej nie wspominałeś – westchnęłam. – A potem sobie poszłam.
Uśmiech na twarzy mężczyzny stał się jeszcze szerszy. Jego oczy jednak jak zwykle pozostały zimne.
– Dobrze zrobiłaś – stwierdził.
– Po to chciałeś, żebym tu przyjechała? – spytałam nie potrafiąc ukryć goryczy. – Dlatego mi dałeś ten naszyjnik? Chciałeś, żeby była zazdrosna?
– Tak – odpowiedział po prostu Sebastian, pełnym satysfakcji głosem.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Staliśmy przy suto zastawionym szwedzkim stole, a ja z minuty na minutę coraz bardziej musiałam ze sobą walczyć, żeby się nie odsunąć od obejmującego mnie ramieniem Sebastiana. Ten mężczyzna był skończonym, wyrafinowanym dupkiem! Czułam do niego nienawiść i pogardę, czułam je też do siebie samej. To się musiało skończyć! I skończy się, powtarzałam sobie w myślach, jak tylko Julka będzie zdrowa.
Zdziwiłam się, kiedy podeszły do nas Andżelika z przyjaciółką. Szatynka uśmiechała się zalotnie. Zaczęło mnie zastanawiać co właściwie zaszło między nią, a Sebastianem. Miałam szczerą nadzieję, że się pogodzą. Obydwoje byli siebie warci.
– Sebastian, kochanie, mogę cię na chwilę prosić? – zaczęła mówić słodkim głosem.
Nie czekając na odpowiedź chłopaka, wzięła go pod rękę i odciągnęła na bok, a ja zostałam sam na sam z blondynką. Andżelika uśmiechała się zalotnie coś szepcząc do Sebastiana. Wpatrywał się w nią w milczeniu. W końcu wsunęła mu do kieszeni marynarki kartę magnetyczną i dalej do niego mówiła z coraz szerszym uśmiechem na ustach.
– Wiesz dziewczynko, żal mi ciebie – powiedziała rozbawionym, ociekającym samozadowoleniem tonem blondynka. – Twój „chłopak” jest bez pamięci zakochany w Andżelice. Od zawsze tak było, a ona postanowiła go odzyskać. Sądzę, że pójdzie dzisiaj do niej w nocy, a ty zostaniesz zupełnie sama.
Twarz Sebastiana ozdobił szeroki uśmiech. Powiedział coś do Andżeliki równie cicho, co wcześniej ona do niego. Policzki szatynki stały się niemal purpurowe. Zatrzepotała zalotnie długimi rzęsami. Potem Sebastian podszedł do mnie i rozpiął wiszący na mojej szyi wisiorek. Teraz ja poczułam, jak moje policzki zaczynają płonąć żywym ogniem.
– Ani słowa – wyszeptał mi do ucha.
Wrócił do Andżeliki i założył jej naszyjnik. Z jego twarzy ani na chwilę nie schodził zadowolony, koci uśmiech. Wyszeptał do szatynki kilka słów, a ona spłoniła się jeszcze bardziej. Podeszła do blondynki, która co chwilę patrzyła ku Sebastianowi zadowolonym wzrokiem, wzięła ją pod ramię i razem wyszły z pełnej bawiących się gości sali. Kiedy chłopak wrócił do mnie, z jego twarzy ani na chwilę nie znikał pełen samozadowolenia, koci uśmiech. Upokorzenie paliło mnie żywym ogniem. Żołądek miałam ściśnięty w mocny supeł. Jak niewiele o sobie wiem! Naprawdę nie sądziłam, że będę w stanie go jeszcze bardziej nienawidzić! To była najgorsza Wigilia w moim życiu, nigdy jeszcze nie przeżyłam większego koszmaru.
– Zmywamy się stąd – oznajmił cicho. – To wszystko co tu chciałem załatwić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kiedy tylko wróciliśmy do hotelowego pokoju, on prawie natychmiast z niego wyszedł, zostawiając mnie samą. Szybko przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Mimo całej mojej nienawiści do Sebastiana, nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu mnie tu zostawił. Długo w nocy nie mogłam zasnąć, a on ciągle nie wracał. Z jakiejś przyczyny zbierało mi się na mdłości na myśl o nim i Andżelice. Dotykał jej tak jak mnie, całował i z pewnością nie traktował tej dziewczyny jak jakiejś zabawki. Nie, tak jak powiedziała blondynka, był w niej zakochany i tylko to miało dla niego znaczenie. Wiedziałam, że to koniec naszej znajomości, ale zamiast ulgi, którą powinnam poczuć, odczuwałam jedynie ból, rozgoryczenie i żal. Kiedy tylko pomyślałam o zadowolonej z siebie, patrzącej na mnie z pogardą Andżelice, zalała mnie niewytłumaczalna, monstrualna fala zazdrości.
Zasnęłam dopiero nad ranem, a kiedy się obudziłam jego w dalszym ciągu nie było. Umyłam się, ubrałam i usiadłam na łóżku bez zainteresowania oglądając jakąś włoską bajkę w telewizji.
Sebastian wrócił dopiero koło dziesiątej. Nie miał na sobie marynarki, jego koszula była wymięta i pachniało od niego alkoholem, ale na jego twarzy, mimo wyraźnego zmęczenia, w dalszym ciągu gościł ten paskudny, koci uśmiech samozadowolenia.
– Możesz robić co chcesz – powiedział zamykając za sobą drzwi. – Bylebyś wracała na noc. Nie martw się, mnie i tak tu nie będzie – oznajmił zmęczonym głosem, po czym zniknął za drzwiami łazienki.
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie miałam zamiaru czekać aż wyjdzie. Chwyciłam swoją torbę i wymknęłam się cicho z hotelowego pokoju.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Dni spędzałam samotnie snując się po Wenecji, a nieprzespane noce wpatrując się w sufit. To były dla mnie naprawdę smutne święta. Sebastiana nie widywałam wcale. Pojawił się dopiero ostatniego dnia grudnia. Było koło siedemnastej, kiedy wszedł do pokoju. Siedziałam na łóżku i przeglądałam jakieś kolorowe, włoskie czasopismo. Syknął na mój widok.
– Czemu jesteś jeszcze nie gotowa? – niemalże warknął.
Spojrzałam na niego pytająco.
– Gotowa na co? – zapytałam cicho.
– Przecież idziemy na sylwestra! – oznajmił zdenerwowanym głosem. – Miała po ciebie przyjść stylistka.
– Nie było mnie tutaj – powiedziałam. – Od rana chodziłam po Wenecji, wróciłam dopiero przed chwilą. Po co mam iść tam z tobą?
– Bo nie mogę się tam pokazać sam! – warknął teraz już naprawdę rozwścieczony. – Niewystarczająco ci za to zapłaciłem? Kiedy wrócimy do Polski, możesz sobie robić co chcesz, ale dopóki jeszcze jesteśmy tutaj, ciągle pracujesz dla mnie!
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. Nie zostało już we mnie ani odrobiny wcześniejszego gniewu. Teraz czułam w sobie jedynie upragnioną pustkę.
– Tak, zapłaciłeś wystarczająco – odpowiedziałam cicho i wyszłam z pokoju, żeby poszukać zaginionej stylistki.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Bal sylwestrowy był organizowany za miastem, w domu przypominającym raczej pałac niż willę. Rozległe tereny wokół ozdobione były barwnymi lampionami. Na stołach stało wino, a na kryształowych paterach leżały wszystkie rodzaje egzotycznych owoców jakie tylko mogłam sobie wymarzyć.
Twarz trzymającego mnie pod ramię Sebastiana była nieprzeniknioną maską. Z zainteresowaniem rozglądałam się dookoła, ale wśród tłumu gości, nigdzie nie dostrzegłam ciemnych włosów Andżeliki. Czyżby jej tu w ogóle nie było? Może miała jakieś inne plany i dlatego Sebastian musiał zabrać mnie? Nie chciałam się tym dłużej zadręczać. Odrętwiała w środku, nie czując już właściwie niczego, towarzyszyłam Sebastianowi na wystawnym, sylwestrowym balu, uśmiechając się sztucznym, wypracowanym uśmiechem.
Następnego dnia mieliśmy wracać do Polski, a tam mój koszmar miał się wreszcie skończyć. Nie rozumiałam jedynie dlaczego, mimo wszystko, na myśl o tym, że już nigdy więcej nie zobaczę Sebastiana, na nowo w moim sercu rodził się ból.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Następnego dnia wróciliśmy do domu. W Polsce prószył biały, lepki śnieg. Kiedy wysiedliśmy z samolotu, na Krakowskim lotnisku, Rafał już na nas czekał. Sebastian kazał mu odwieść mnie do domu, a sam został w bagażowej hali.
– Jak było? – zapytał ponuro uśmiechnięty Rafał, kiedy znaleźliśmy się w czarnym samochodzie.
– Nie pytaj – westchnęłam cicho.
– Aż tak źle? Przykro mi Emilko… – powiedział cicho.
Zdziwiłam się, kiedy zamiast pojechać prosto do domu, zatrzymał samochód na jakimś położonym na uboczu parkingu.
– O co chodzi? – zapytałam cicho.
– Emilko, chciałem z tobą porozmawiać… – wyszeptał. – Nie musisz już dla niego pracować. Proszę, nie rób tego więcej.
Zdziwiły mnie słowa Rafała. Nie miałam pojęcia, dlaczego chłopak to mówił. Nie zamierzałam dłużej mieć nic wspólnego z Sebastianem, ale co miało to wspólnego z Rafałem?
– Dlaczego? – zapytałam nie rozumiejąc.
– Przez cały czas, kiedy cię nie było coś zżerało mnie od środka – westchnął chłopak. – Nie mogłem znieść myśli o tobie i o nim razem. Niemal od początku tego nie wytrzymywałem. Kocham cię, Emilko – wyszeptał, a kiedy nic mu nie odpowiedziałam, jedynie patrząc szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, pochylił się ku mnie i pocałował mnie w usta.
Odepchnęłam go od siebie gwałtownie. Spojrzał na mnie zaskoczony. Potem w jego oczach zobaczyłam zawód.
– Rafał… stałeś się moim przyjacielem – powiedziałam cicho. – Naprawdę bardzo cię lubię, ale nic takiego do ciebie nie czuję. Przepraszam…
– Rozumiem – westchnął cicho chłopak, odwracając wzrok.
– Jeżeli cię to pocieszy – powiedziałam patrząc w zaśnieżone okno – nie będę już dla niego pracowała. Nigdy więcej nie będę.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Rafał odwiózł mnie do domu, odprowadzając smutnym wzrokiem. Nie pozwoliłam mu się odprowadzić pod drzwi, mimo, że bardzo na to nalegał. Moja torba nie była zbyt ciężka, więc bez problemu zaniosłam ją do mieszkania. Kiedy weszłam do środka, mój brat siedział przy kuchennym blacie. Wdychał do nosa jakiś biały proszek.
– Marek, miałeś z tym skończyć! – krzyknęłam od wejścia.
Mój brat gwałtownie wstał. W jednej chwili znalazł się przy mnie. W jego nienaturalnie rozszerzonych źrenicach widziałam wściekłość.
– Tak? Jak miałem skończyć z narkotykami, jak ty się zaczęłaś puszczać za pieniądze dziwko! – warknął.
– Marek, ja… – zaczęłam odrobinę mniej pewnie.
Uderzył mnie w twarz. Odepchnęłam go od siebie. Przytrzymał mnie za ręce. Uderzył drugi raz, tak, że tym razem upadłam na podłogę.
– Skąd wziąłeś na to pieniądze? – zapytałam cicho, ale z góry znałam już na to pytanie odpowiedź.
– Były schowane pod twoim materacem. Domyśliłem się skąd je masz – warknął.
– Ty draniu! – krzyknęłam. – To były pieniądze na czynsz i jedzenie! Odkładałam je na powrót Julki! Jak mogłeś je wydać na to świństwo?!
– Julka do nas nie wróci, nie rozumiesz, że ona nie wyzdrowieje? – syknął.
– Wyzdrowieje – odpowiedziałam cicho – zajmie się nią fundacja. W połowie stycznia będzie miała przeszczep.
– Co? – spojrzał na mnie szeroko otartymi oczami, jakby nie do końca dotarło do niego to co powiedziałam.
– To, cholerny kretynie, że nie mam pojęcia z czego teraz będziemy żyć! – wrzasnęłam ze łzami w oczach.
Marek wyminął mnie i wyszedł z mieszkania, wściekle trzaskając drzwiami.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Siedziałam na podłodze, chowając twarz w dłoniach. W moich oczach lśniły z trudem powstrzymywane łzy. Czemu nigdy nic nie mogło pójść dobrze? Wstałam i podeszłam do kuchennego blatu, na którym ciągle leżał woreczek z białym proszkiem. Zamknęłam go szczelnie i wzięłam do ręki. Od września udało mi się odłożyć ponad osiem tysięcy, a on to wszystko wydał na ten głupi mały woreczek? A może gdzieś było tego więcej? Stałam wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
Potem okazało się, że jednak może być jeszcze gorzej. Gwałtownie otwierając drzwi, do mojego mieszkania wpadła policja. Mężczyzna w rękawiczkach wyjął mi z ręki woreczek. Policjanci skuli mi ręce kajdankami.
– Gdzie jest Marek Sadowski? – zapytał jeden z nich.
– Nie wiem – odpowiedziałam patrząc na nich przerażona.
Zaprowadzili mnie do samochodu i odwieźli na komisariat. Ze spuszczoną głową siedziałam na drewnianym, twardym krześle. Dookoła mnie chodzili jacyś ludzie. Zadawali pytania, na które nie znałam odpowiedzi.
– To znaleziono przy niej – usłyszałam dochodzący z korytarza beznamiętny głos.
Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Kiedy podniosłam głowę, całe moje ciało przeszyła lodowata, nieprzyjemna błyskawica. Jednym z nich był człowiek, w rękawiczkach, który odebrał ode mnie woreczek, a drugim… drugim był Sebastian! Wpatrywał się we mnie zaskoczonym wzrokiem. Spojrzałam na niego błagalnie, zupełnie jakbym wierzyła, że może mi jakoś w tej sytuacji pomóc. Wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Obrzucił mnie jednocześnie pogardliwym i gniewnym wzrokiem, a potem jego ponury wyraz twarzy zmienił się w zacięty i stanowczy. Znałam go już na tyle, żeby wiedzieć, że właśnie powziął jakąś nieodwołalną, ostateczną decyzję.
Sebastian wyjął z ręki drugiego mężczyzny przezroczysty worek, w którym znajdował się trzymany wcześniej przeze mnie woreczek z białym proszkiem. Otworzył go i wyjął ten mały ze środka, potem przesypał substancję do większego i oddał go drugiemu mężczyźnie. Tamten patrzył na niego szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, jednak zachował milczenie. Sebastian, z kieszeni spodni wyciągnął zapalniczkę. Podszedł do znajdującego się w rogu pomieszczenia niewielkiego zlewu. Położył w nim woreczek, a potem podpalił go zapalniczką. Plastik zaczął się gwałtownie topić, aż została z niego jedynie ciemna, brzydka smuga. Potem brutalnie chwycił mnie za ramię, podnosząc z krzesła, a ja oszołomiona stanęłam przy nim.
– Tej dziewczyny tu nigdy nie było – powiedział cicho, do stojącego z głupią miną mężczyzny. – Dopilnuj, żeby jej nazwisko nie widniało w żadnych dokumentach. Odwdzięczę się jakoś za to.
Ten w rękawiczkach niepewnie skinął głową, a Sebastian popchnął mnie w kierunku drzwi. Wyszliśmy przed komisariat przez nikogo nie zatrzymywani. Zobaczyłam na parkingu czarne volvo Sebastiana. Zatrzymał się tuż przy nim. Otworzył drzwi. Uśmiechnął się smutno. W jego oczach widziałam ból i tęsknotę. Potem obrzucił mnie takim spojrzeniem, jakbym była kompletnie nic nie warta. Poczułam się gorzej, niż gdyby mnie uderzył. Pokręcił głową, jakby odganiając od siebie jakieś ponure myśli.
– Naprawdę mnie rozczarowałaś. Wyciągnęłaś ode mnie dziesięć tysięcy za głupi wyjazd i postanowiłaś to wydać na prochy? Sprawiałaś wrażenie, że bardziej zależy ci na rodzeństwie, a ja się jak głupi dałem na to nabrać – powiedział spokojnie, pełnym zawodu głosem. – To prezent od mojego ojca na święta – westchnął, podając mi złożoną na cztery części kartkę. – Nie przychodź do mnie nigdy więcej – oznajmił poważnie, a w jego oczach nie było już smutku ani tęsknoty. Tak jak wcześniej, widziałam w nich tylko lód.
Sebastian nie czekając na żadną odpowiedź wsiadł do samochodu i natychmiast odjechał. Stałam tak oniemiała wpatrując się w znikające w oddali volvo, a w rękach trzymałam rozłożoną kartkę. To była ta głupia lista z fundacji, z nazwiskiem mojej siostry na pierwszym miejscu.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Wróciłam do domu, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić, nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Oczami wyobraźni ciągle widziałam to pogardliwe spojrzenie Sebastiana. Jakie cholerne dziesięć tysięcy? Czemu on tak źle o mnie myślał? Zaczynało do mnie powoli docierać, że to wszystko było na marne, że przez mojego głupiego brata znowu nie mamy żadnych pieniędzy. Do tego najwyraźniej ścigała go policja. Było gorzej niż na początku! Położyłam się na materacu, zwinięta w ciasny kłębek. To się po prostu nie mogło naprawdę dziać!
Następnego dnia rano postanowiłam iść prosto do Marty. Musiałam się komuś wyżalić, inaczej to wszystko zwyczajnie rozsadziłoby mnie od środka. Kiedy szłam przez pokryty bielą park, usłyszałam, jak ktoś wołał moje imię. Zaskoczona podeszłam do odzianej w futro kobiety, która trzymała na smyczy małego, ubranego w czerwony, wełniany sweterek pieska.
– Oh, pani Emilko, jak miło znów panią widzieć! – zaszczebiotała kobieta, a ja rozpoznałam w niej żonę komendanta policji, którą poznałam na swojej pierwszej kolacji w towarzystwie Sebastiana. – Całe Włochy mówią tylko o pani!
– Jak to? – spytałam nie rozumiejąc o co jej chodzi.
– Stała się pani sensacją! Niech nie będzie pani taka skromna, pani Emilko! Musi pani być jakąś czarodziejką, bo Sebastian jest wyraźnie pod wpływem pani osoby! – szczebiotała dalej nie zwracając uwagi na moje zmieszanie. – No i ta okropna Andżelika Davies! Wreszcie dostało jej się za swoje! Tylko kto by pomyślał, że on śmie obrazić ją publicznie i to w taki sposób!
O czym do licha mówiła ta kobieta? Czy ona nasłuchała się o tej samej Wenecji w której ja byłam?
– Nie rozumiem… – powiedziałam niepewnym głosem.
Uśmiechnęła się do mnie szeroko.
– Ach co za skromność! Pani Emilko! Wszyscy przecież tam byli i to widzieli! – kontynuowała zadowolona swój wywód. – Składała jakieś niemoralne propozycje naszemu cudownemu Sebastianowi, mimo, że wyraźnie widziała, że przecież jest z panią i już ani odrobinę się nią nie interesuje! A on, zapytał ją czy dalej jej się podoba, ten szmaragdowy naszyjnik, który pani miała na sobie. Kiedy stwierdziła ochoczo, że owszem, Sebastian podszedł do pani, zabrał go pani i założył jej, mówiąc, że pani go nie potrzebuje, bo jest pani najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu spotkał, natomiast jej samej z pewnością się przyda! Przynajmniej dziesięć osób to słyszało! Potem oznajmił, że on sam nigdy więcej nie chce mieć z nią nic wspólnego. Toć to dla niej towarzyski skandal! – ciągnęła nieprzerwanym potokiem słów. – Andżelika Davies, która do tej pory uważała się za miss uniwersum, jest towarzysko skończona. Wyjechała jeszcze tego samego dnia. Och pani Emilko! Wszyscy są panią zachwyceni! Nikt nie mógł się tego spodziewać. Ludzie nie darzyli jej sympatia, a szeptali jedynie za jej plecami. Teraz wszystko się zmieniło – roześmiała się w głos kobieta.
Nie do końca docierało do mnie to co mi powiedziała, ale byłam pewna, że może opowiadać znacznie dłużej. Jej mały piesek zaszczekał, a ja wykorzystałam ten moment, żeby ją grzecznie przeprosić i po prostu stamtąd uciec.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Rozmowa z żoną komendanta dała mi naprawdę wiele do myślenia. Miałam mętlik w głowie. Zupełnie już nie wiedziałam, co sądzić na temat Sebastiana. Zdałam sobie natomiast sprawę z tego, jak bardzo za nim tęskniłam. Wiedziałam jednak, co on myśli o mnie i to mnie przerażało. Minęłam ostatnie drzewa parku i znalazłam się pod domem Marty. O tej porze jej mamy już nie było w domu, my jednak do lekcji miałyśmy jeszcze ponad dwie godziny.
To był dzień, w którym chyba wszystko miało mnie zaskakiwać. Przyjaciółka otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka. Na kanapie, w niewielkim saloniku siedział Rafał. Oczy miał czerwone i zapuchnięte. Na mój widok niemal wyskoczył w powietrze.
– Rafał ma ci coś do powiedzenia – oznajmiła pewnym głosem Marta, patrząc na blondyna karcącym wzrokiem, a ja wcale nie byłam pewna czy chcę to usłyszeć.
Rafał opowiedział krótką historię, o tym, jak ukradł dziesięć tysięcy Sebastianowi, wrabiając w to mnie. Usprawiedliwiał się mówiąc, że miał nadzieję, na to, że znienawidzę mężczyznę na tyle, że przestanę się z nim widywać. Teraz sam nie wiedział co ma ze sobą zrobić.
– Oddaj mu te pieniądze – wypowiedziałam cicho swoje zdanie.
– Przyniosłem je – westchnął blondyn – ale nie chcę mu ich oddawać. Myślę, że ty powinnaś je zatrzymać. W końcu tyle ci właśnie zapłacił.
– Nie! – odpowiedziałam stanowczo. – Nawet za tyle bym z nim wtedy nie pojechała – szepnęłam. – Chodziło o życie mojej siostry. Jak mogłeś mi to zrobić Rafał? Przez cały czas myślałam, że on… – z cichym jękiem opadłam na kanapę, podkulając pod siebie nogi.
– Emilko, przepraszam… – zaczął po raz kolejny Rafał.
– Oddaj mu je, jeżeli chcesz mnie przeprosić! – oznajmiłam stanowczo.
– Nie mogę – w oczach chłopaka pojawiła się prawdziwa panika. – Jeżeli się dowie, że je ukradłem, pójdę siedzieć.
– Dobrze – westchnęłam – przyjedź po mnie o trzeciej, wtedy kończę lekcje. Ja sama mu je oddam, nie mówiąc, że to był twój pomysł.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
W szkole na długiej przerwie zaczepiła mnie Kinga. Zaciągnęła mnie do damskiej łazienki. Wyciągnęła z przewieszonej przez ramię torby kolorowe pismo. Na okładce zobaczyłam zdjęcie Sebastiana. Gazeta była z zeszłego roku. Spojrzałam pytająco na koleżankę.
– Wiedziałam, że go skądś znam! – niemal wykrzyknęła tamta. – Takich jak on się nie zapomina! Emily, ty to masz naprawdę farta! Mnie nigdy nie trafiła się taka szansa.
Otworzyła pismo na środkowych stronach i podsunęła mi je pod nos. Były tam kolorowe zdjęcia Sebastiana i jego rodziców.
„Odziedziczył fortunę, przekazał ją fundacjom leczącym dzieci.” – głosił nagłówek artykułu.
Usiadłam na kafelkach w łazience i zaczęłam czytać. Z pisma dowiedziałam się tyle, że Sebastian odziedziczył po wuju z Ameryki całkiem sporo pieniędzy. Większą ich cześć oddał fundacjom, między innymi tej, która dawała szansę dzieciom chorym na raka. Jej założycielem był kilkanaście lat wcześniej ojciec chłopaka. Nie chciałam nawet myśleć, jak pokaźne jest jego konto w banku. Co dla Sebastiana znaczyło te dziesięć tysięcy? Potem jednak przypomniałam sobie jego pogardliwie spojrzenie, to jak się wtedy czułam i wiedziałam, że jestem zdecydowana oddać mu te pieniądze, nawet jeżeli to Rafał je ukradł. Oddam je, chociażbym miała tego żałować do końca życia! W artykule rozbawił mnie jeden, drobny szczegół. Sebastian skończył studia prawnicze i od ponad roku, był policyjnym prokuratorem.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Po lekcjach Rafał zawiózł mnie pod mieszkanie Sebastiana. Przez całą drogę, bał się spojrzeć mi w oczy. Kiedy zatrzymał się na strzeżonym osiedlu, w centrum Krakowa, wysiadłam z samochodu.
– Wiesz – zaczął cicho, zanim zdążyłam zatrzasnąć drzwi – nienawidzę go całym sobą, zawsze go nienawidziłem. On jest taki… Do tej pory nie rozumiem, czemu właściwie mi pomógł. Nie wiem też, czemu pomógł tobie. Potrzebował dziewczyny, ale nie chciał się z żadną wiązać, więc namówiłem go, żeby został sponsorem. Ale on nie zachowywał się normalnie, musiał być sobą. Kiedy zorientował się, że nie pozwoliłaś mi zamówić taksówki, natychmiast kazał mi za tobą lecieć i dopilnować, żebyś bezpiecznie wróciła do domu. – Popatrzył na mnie ponuro. – To on kazał mi iść porozmawiać z mamą Marty, ja sam bym w życiu na to nie wpadł. Byłem o ciebie tak cholernie zazdrosny! Cały czas pozwalałem ci myśleć o nim jako o skończonym dupku. Przepraszam, Emilko…
Obdarzyłam go delikatnym uśmiechem. Było mi już wszystko jedno. Straciłam już Sebastiana, nie chciałam stracić Rafała. Wiedziałam, że czegokolwiek w przeszłości nie zrobił, w dalszym ciągu był moim przyjacielem. Cieszyło mnie, że przyznawał się do swoich błędów i starał się je za wszelką cenę naprawiać.
– Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży – odpowiedziałam po prostu, po czym zamknęłam drzwi samochodu.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Wjechałam windą na czwarte piętro i niepewnie stanęłam pod drzwiami dobrze znanego mieszkania. Przez całe moje ciało przechodziły nieprzyjemne ciarki. Serce biło mi jak oszalałe, ale byłam zdeterminowana. Spojrzałam zaskoczona, kiedy otworzyła mi jakaś owinięta w biały ręcznik kąpielowy kobieta.
– Czy jest Sebastian? – zapytałam cicho.
– Bierze prysznic – odpowiedziała uprzejmie. – Chcesz na niego poczekać?
Przecząco pokręciłam głową. Nie chciałam.
– Czy mogłaby mu pani to oddać? – poprosiłam grzecznie, podając kobiecie czarną teczkę.
Uprzejmie skinęła głową, wzięła ode mnie teczkę, a kiedy jej podziękowałam, pożegnała się i zamknęła drzwi. Pobiegłam do windy, a potem z bloku do samochodu czekającego w napięciu Rafała. To był naprawdę koniec.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Następnego dnia w szkole rozmawiałam z Kingą. Obiecała mi znaleźć jakiegoś innego sponsora. Po całym dniu smsowania, oznajmiła tryumfalnie, że umówiła mnie z kimś na wieczór. Mężczyzna nie płacił tyle, co Sebastian, ale gdybym sypiała z kilkoma takimi, bez problemu mogłabym utrzymać siebie i Julkę.
Punktualnie o siedemnastej stanęłam przed drzwiami mieszkania mojego przyszłego sponsora. Ogarnęła mnie jeszcze większa panika niż przy spotkaniach z Sebastianem. Na nie zresztą najczęściej oczekiwałam z drżeniem w sercu, a tutaj czułam jedynie odrazę do samej siebie i szalony, dziki strach. Drżącą dłonią nacisnęłam na przycisk znajdującego się przy drzwiach dzwonka.
Otworzył mi szczupły, nieogolony mężczyzna. Był przeciętnej urody, ale miał łagodny wyraz twarzy. Zaprosił mnie do środka i zaproponował coś do picia. Siedzieliśmy na kanapie, pijąc herbatę i rozmawialiśmy o szalejącej na zewnątrz zamieci. Mężczyzna był wyraźnie speszony, chyba nie robił tego zbyt często. W końcu, po ciągnących się w nieskończoność minutach, ośmielił się na tyle, żeby usiąść tuż przy mnie. Położył rękę na moim udzie, a ja po prostu nie wytrzymałam. Gwałtownie zerwałam się z kanapy.
– Przepraszam! – rzuciłam tylko, chwytając swój stary płaszcz i wybiegając z mieszkania w chłodne, zimowe powietrze.
Włóczyłam się bez celu po dworze. Śnieg wpadał mi za kołnierz i do nieprzystosowanych na tą porę roku butów. Drżałam z zimna. Nie wiedziałam jak utrzymam siebie i Julkę która już w lutym miała wrócić do domu, ale po prostu nie mogłam tego zrobić. To nie był Sebastian, który fascynował mnie od samego początku. Ten mężczyzna nie wywoływał we mnie żadnych emocji, poza odrazą i obrzydzeniem do samej siebie. Marek nie pojawił się w mieszkaniu od tego dnia, w którym zatrzymała mnie policja. W dalszym ciągu trwałam w tym paskudnym, nie kończącym się koszmarze. Nie miałam pojęcia czy to się w ogóle kiedykolwiek zmieni.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Rankiem nie byłam w stanie zwlec się z łóżka. Miałam wysoką gorączkę, wstrząsały mną dreszcze. Zadzwonił telefon. Nie miałam siły odebrać. Męczyłam się tak to budząc się, to zasypiając. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Powtarzał się natarczywie, a ja nie mogłam wstać, żeby otworzyć. Wreszcie udało mi się podnieść, z materaca, ale kiedy przeszłam kilka kroków, z powrotem osunęłam się na podłogę. Potem chyba musiałam stracić przytomność.
Zobaczyłam nad sobą twarz Rafała. Chłopak podniósł mnie z podłogi. Przytuliłam się do niego ufnie.
– Wszystko będzie dobrze – wyszeptał – wszystko się jakoś ułoży.
Po tych słowach znowu osunęłam się w nicość.
Obudziłam się w urządzonej w odcieniach szarości sypialni Sebastiana. Gorączka wyraźnie spadła, ponieważ świat już nie był taki rozmazany, ale wiedziałam, że w dalszym ciągu trawi mój organizm. Z sąsiedniego pomieszczenia dochodziły jakieś podniesione głosy. Rozpoznałam je. Rafał i Sebastian kłócili się o coś zażarcie. Wstałam odrobinę chwiejnie, wychodząc niepewnie z pokoju.
– Jak mogłeś mi to zrobić?! – warknął wściekle Sebastian. – Jak mogłeś jej to zrobić?! Co ty sobie w ogóle myślałeś?! Po co ci były te cholerne pieniądze?! Za mało ci płacę?!
– Nie chodziło o pieniądze – syknął Rafał. – Widziałem jak ją traktujesz! Nie byłem już w stanie na to patrzeć! Co ona ci złego zrobiła?
– Nic, nic mi złego nie zrobiła, byłem przekonany, że to druga Andżelika – wyszeptał cicho Sebastian.
Nie mogłam już dłużej ustać na nogach. Przewróciłam się. Dopiero wtedy spostrzegli moją obecność. Obydwaj rzucili się w moją stronę. Sebastian był jednak pierwszy. Delikatnie wziął mnie na ręce.
– Nie powinnaś wstawać – oznajmił cicho. Zaniósł mnie do sypialni, zamykając Rafałowi drzwi przed nosem. – Dostałaś lek przeciwgorączkowy, ale miałam naprawdę wysoką temperaturę, twój organizm jest bardzo osłabiony. Pewnie nic nie jadłaś ostatnio – westchnął.
Miał rację, nie jadłam. Nie byłam w stanie o tym myśleć, nie było na to ani czasu ani pieniędzy. Położył mnie delikatnie na łóżku.
– Zimno mi – wyszeptałam.
Uśmiechnął się do mnie niepewnie. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby miał taki zatroskany i łagodny wyraz twarzy. Otulił mnie kołdrą, a potem sam położył się obok mnie, obejmując ramionami moje ciało. Wtuliłam się w niego jak mała dziewczynka.
– Przepraszam cię, za wszystko – westchnął. – Nie powinienem nigdy zgadzać się na propozycję tego idioty. Naprawdę myślałaś, że mógłbym cię szantażować zdrowiem twojej siostry?
Nie patrzyłam na niego, skinęłam jednak głową.
– Za to ty naprawdę myślałeś, że wzięłam od ciebie dziesięć tysięcy, a potem wszystko wydałam na prochy… – szepnęłam. – Dlaczego mimo to mi pomogłeś?
Roześmiał się. Przytulił mnie mocniej do siebie.
– Zawsze bym ci pomógł – oznajmił łagodnie. – Cokolwiek by się nie stało. Gdyby nie moja głupia kuzynka, która zapomniała powiedzieć, że ktoś zostawił dla mnie teczkę, wszystko rozwiązałoby się znacznie wcześniej – westchnął.
– Więc to była twoja kuzynką? – zapytałam głupio, a mój żołądek gwałtownie podskoczył aż do gardła.
– Tak – odpowiedział cicho. – Masz jeszcze jakieś pytania?
Ton jego głosu wskazywał na to, że na wszystkie mi dzisiaj odpowie.
– Mam – musiałam zaspokoić swoją ciekawość. Tym razem spojrzałam mu w oczy. – Co się stało między tobą, a Andżeliką?
Sebastian skrzywił się nieznacznie.
– Nic specjalnego. Byłem nią zauroczony przez jakieś pół roku. Nawet zdążyłem się jej oświadczyć – westchnął. – Potem zdarzyło się, chyba dość szczęśliwie dla mnie, że podsłuchałem jej rozmowę z kochankiem. Mówili o tym, że będzie cudownie jak Andżelika zostanie moją żoną, a potem będzie mogła mnie oskubać z pieniędzy. Opuściłem Włochy, nawet nie zrywając z nią zaręczyn. Wszyscy myśleli, że mi odbiło, a ja nikogo nie chciałem wyprowadzać z błędu. Dopiero ty pomogłaś mi się z tym uporać.
– Więc gdzie znikałeś na całe dnie i noce, skoro nie byłeś u niej? – nie potrafiłam powstrzymać się od tego pytania.
Roześmiał się.
– Ciebie też wtedy nie chciałem widzieć. Myślałem, że jesteś taka sama jak ona – westchnął. – Całe dnie przesypiałem u kuzynki, a nocami piłem w barach. Miałem wszystkiego dość.
– Jestem gorsza od Andżeliki – wydusiłam z siebie, chowając twarz w jego czarnej, eleganckiej koszuli. – Mnie płaciłeś za wszystko.
– To nie ma znaczenia – roześmiał się Sebastian. – Najmniejszego znaczenia. – Przez jakiś czas tulił mnie do siebie w milczeniu. Potem odsunął mnie delikatnie, na tyle tylko, żeby móc spojrzeć mi w oczy. – Emilko – zaczął cicho – twój brat jest na odwyku, w prywatnym ośrodku do walki z uzależnieniami. To czy wyzdrowieje, czy raczej wyląduje w więzieniu, zależy tylko i wyłącznie od niego…
– Poradzi sobie, wierzę w niego – oznajmiłam cichutko, stłumionym głosem. – Dziękuję, za to co dla nas zrobiłeś.
W odpowiedzi jedynie skinął głową. Czułam się teraz cudownie. Większość dręczących mnie rzeczy rozpłynęła się w przestrzeni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sebastian delikatnie gładził moje włosy. Leżałam chłonąc ciepło jego ciała, a potem zasnęłam wtulona w jego ramiona. Ramionach mężczyzny, którego od samego początku, kochałam.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Śnił mi się cudowny sen. Biegałyśmy z Julką, po łące pełnej białych kwiatów. Wszędzie dookoła unosił się cudowny, słodki zapach. Otworzyłam oczy. Zamrugałam. Czy to wszystko dalej mi się śniło? Pokój w którym leżałam, zalewało jasne światło. Na dużym oknie nie było zasłony i wpadały przez nie odbite od śniegu promienie słońca. Jednak nie to tak mnie zaskoczyło. Cały pokój wypełniony był białymi liliami. W powietrzu unosił się cudowny, słodki zapach. Na brzegu łóżka siedział Sebastian, wpatrywał się we mnie.
– Wreszcie się obudziłaś – uśmiechnął się do mnie swoim kocim uśmiechem.
Usiadłam, odrzucając na bok białą kołdrę. Przetarłam dłońmi oczy.
– Skąd te wszystkie kwiaty? – zapytałam.
Przysunął się do mnie bliżej. Ciepłą, twardą dłonią dotknął mojego policzka.
– Mam do ciebie sprawę i chciałem cię trochę przekupić, a tylko to przyszło mi do głowy.
Uśmiechnęłam się do niego z zachwytem. Odwzajemnił mój uśmiech. W jego zazwyczaj lodowato zimnych, czekoladowych oczach, teraz tańczyły wesołe iskierki.
– Mów – powiedziałam.
– Emila, nigdy nie sądziłem, że tak się stanie, ale zakochałem się w osiemnastolatce! – jęknął teatralnie.
– Prawie dziewiętnastolatce – poprawiłam go z uśmiechem, a moje serce zatrzepotało.
Jedyne czego w tym momencie pragnęłam, to znaleźć się na powrót w jego ramionach. Chciałam całować, jego miękkie usta i czuć ciepły dotyk jego dłoni.
– Zamieszkajcie ze mną – powiedział cicho – ty i twoja siostra, kiedy wyjdzie ze szpitala. Kupię dom, na obrzeżach miasta, kupię co tylko będziesz chciała.
– Niczego nie chcę – oznajmiłam klękając przy nim.
Oplotłam ramionami jego szyję i wtuliłam twarz w jego ramię. Wyraźnie źle zrozumiał moją odpowiedź.
– Kocham cię, Emilko, ale do niczego nie będę cię zmuszał – powiedział pewnym głosem. – Jeżeli chcesz, mogę zatrudnić cię na takiej samej zasadzie jak pracuje u mnie Rafał. To co robiłem, było złe. Nie zamierzam cię więcej wykorzystywać. I naprawdę potrzebuję zaufanych ludzi, do załatwiania różnych spraw.
Pocałowałam go, przewracając przy tym na łóżko. Przez chwilę nie reagował, wyraźnie zaskoczony, a potem zaczął odwzajemniać, mój gorący, pełen ulgi i nadziei pocałunek.
– Kocham cię, Sebastianie – wyszeptałam odrywając swoje usta od jego spragnionych moich pocałunków ust. – Od początku nie wiedziałam tylko, czy bardziej cię kocham czy nienawidzę. Za każdym razem, kiedy się rozstawaliśmy, nie chciałam tu już nigdy wracać, a jednocześnie nie mogłam się doczekać kiedy cię wreszcie zobaczę.
Położył się na boku oplatając mnie ramionami. Mocno, zachłannie do siebie przyciągnął. Wtuliłam się w niego wczepiając palce w jego czarna koszulę.
– Więc zamieszkacie ze mną? – spytał z nadzieją.
– Zamieszkamy – odpowiedziałam z uśmiechem, ponownie całując go w usta.
Powietrze przesycone było cudownym, upojnym zapachem. Kochaliśmy się w pełnej kwiatów lilii sypialni, a ja nie mogłam oderwać wzroku, od niesamowitych czekoladowych oczu Sebastiana. Były teraz zupełnie inne. Mężczyzna patrzył na mnie z czułością i troską. Jego oczy były pełne miłości, a ja widziałam w nich nadzieję, na lepszą przyszłość.
THE END