Rozdział 5 – Zauroczeni
by Vicky
Cole
Tego ranka okłamał Elenę, a potem wyszedł z hotelu tuż za Laura i Ianem. Nie musiał ich śledzić, w końcu wiedział dokąd idą i dotarł nad jezioro jeszcze przed nimi. Właściwie nie wiedział co chce osiągnąć. Po prostu nie mógł znieść tego, że ona i on… Czekał na nich prawie godzinę, a potem zdał sobie sprawę, że przecież wcale nie musieli iść tą samą drogą. Może znali jakiś szlak na skróty. I rzeczywiście. Kiedy obszedł jezioro, zobaczył ich. W wodzie. Tylko, że Ian tonął, a Laura próbowała go wyciągnąć. Ściągnął buty, spodnie, bluzę i rzucił się w ich kierunku. Kiedy jego oczy spotkały się z oczami dziewczyny, poczuł się dziwnie, inaczej. W jednej chwili przestał postrzegać ją jako boginię, królową świata. W dalszym ciągu była śliczna, w dalszym ciągu była dziewczyną, którą kochał, ale to było inne, jego uczucie przestało być obsesją. Wydawało mu się, że odzyskał cząstkę siebie. Była dla niego ważna, możliwe, że najważniejsza, ale teraz jakby ochłonął i nauczył się przy niej racjonalnie myśleć. Podpłynął do brzegu i wyciągnął Iana na plażę, a ona wyszła z wody tuż za nimi. Wyglądała na przestraszoną i dygotała z zimna. Cole chciał ją ogrzać, przytulić, ale zmusił się do zajęcia przyjacielem. To było ważniejsze. Laura poczeka. Dziewczyna otrząsnęła się i pomogła mu ułożyć Iana na boku. Po policzkach spływały jej łzy. Chłopak przez chwilę jeszcze nie oddychał, a Cole gorączkowo starał sobie przypomnieć zasady pierwszej pomocy, ale wtedy Ian zaczął się krztusić i wymiotować wodą. Cole roześmiał się z ulgą.
– Nic mu nie będzie – zwrócił się do ciągle zaniepokojonej Laury.
Uśmiechnęła się do niego blado. Wyglądała dziwnie. Niepokojąco. Miała na sobie przemoczoną, białą sukienkę, a rozpuszczone włosy, mokrą kaskadą opadały jej na ramiona. Wstał, podnosząc z trawy swoją bluzę.
– Zdejmij to – poprosił – przeziębisz się.
Posłuchała. Ku swojemu własnemu zaskoczeniu, poczuł się nieco zażenowany, kiedy odrzuciła mokry materiał, odsłaniając drobne, białe piersi. Nie miał pojęcia czy to dlatego, że do tej pory ich jeszcze nie widział, czy może przez wzgląd na ciągle wymiotującego wodą Iana. Delikatnie nałożył dziewczynie bluzę. Wciągnął na siebie suche spodnie. Zdał sobie sprawę, że Ian jest w ubraniu, nawet w butach. Nic dziwnego, że tonął, tylko co on do cholery w ogóle robił w tym jeziorze?! Laura stała otulona jego bluzą i przyglądała mu się uważnie, zupełnie tak, jakby widziała go po raz pierwszy.
– Wszystko w porządku? – zapytał na wszelki wypadek.
Skinęła głową i przeniosła spojrzenie na Iana. Pomogli mu usiąść, zdjąć przemoczone buty i koszulkę.
– Gdzie zostawiłeś plecaki? – zaniepokoiła się Laura.
Wskazał ruchem głowy, a ona pobiegła przynieść mu rzeczy na zmianę. Robiła wszystko w dużym pośpiechu, jakby się czegoś bała. Ian nie zdjął mokrych spodni, ale włożył suchą kurtkę. Wstał dosyć chwiejnie.
– Dasz radę wrócić na parking? – zaniepokoił się Cole.
– Jak się tu dostałeś? – zignorował jego pytanie Ian.
– Taksówką – wzruszył ramionami chłopak. – W Irlandii też je mają.
– I co tu robisz? – dopytywał się dalej. – Miałeś siedzieć w hotelu!
– Ian! – odezwała się Laura. – On uratował ci życie, utonąłbyś, gdyby nie Cole.
Chłopak spojrzał na nią zirytowany, a potem spuścił wzrok.
– Sorry, Laura ma rację. Dobrze, że się pojawiłeś, nie ważne dlaczego.
Cole zacisnął usta i raz w życiu postanowił być szczery. Przypomniał sobie jak kretyńsko się w stosunku do Iana zachowywał. Nie chciał stracić przyjaciela, poza tym musieli w końcu wyjaśnić tą sytuację. Jeżeli Laura wolała Iana, trudno. On jakoś to przeżyje. Ważne, żeby ona była szczęśliwa. Żeby obydwoje byli, poprawił się w myślach.
– Byłem zazdrosny – wyznał szczerze. – Cholernie byłem. Dalej jestem – kontynuował. – O was. Jeżeli coś was łączy, ok. zrozumiem. Lauro, kocham cię – zwrócił się do dziewczyny, zdając sobie sprawę, że pierwszy raz w życiu mówi zupełnie szczerze – ale Ian jest dla mnie jak brat. Nie torturujcie mnie w ten sposób. Nie chcę was stracić. Żadnego z was.
Policzki Laury zaróżowiły się nagle. Wyglądała uroczo. Nie patrzyła na Iana. Patrzyła na niego. Podeszła do chłopaka, oplatając ramionami jego szyję. Irracjonalnie pomyślał, że Ian był dla niej zdecydowanie za wysoki, on, ledwie nieco o głowę od niej wyższy, był w sam raz.
– Kocham cię – powiedziała cichutko. – Nic mnie nie łączy z Ianem i nigdy nie będzie. To ciebie chcę – wyjaśniła.
Przytulił ją do siebie uradowany. Pocałował włosy dziewczyny, przez chwilę delektując się ich wilgocią i leśnym zapachem. Potem jednak znów poczuł się rozdarty. Widział, że coś między nimi było. Nie był ślepy. Jeżeli jednak Laura uważała Iana jedynie za przyjaciela, znaczyło to, że to on był w niej zakochany. Cole nabrał pewności, gdy podniósł wzrok, tylko po to, żeby zobaczyć pobladłą, ściągniętą twarz przyjaciela i jego patrzące niedowierzająco, czekoladowe oczy.
Elena
Wrócili do hotelu przemoczeni. Cała trójka. Panowało między nimi jakieś dziwne napięcie. Niepokoiła się o Cola, kiedy zniknął, ale teraz zaniepokojona była jeszcze bardziej. Twarz Iana była bez wyrazu, a Cole wyglądał na zmartwionego, tylko Laura promieniała szczęściem. Dlaczego? Co poszło nie tak? Mieli przecież tylko obejrzeć jezioro i wrócić… Wykąpali się i włożyli na siebie suche ubrania, podczas gdy ona zamówiła do pokoju jedzenie.
– Jestem wykończony – mruknął Cole, w świeżej koszuli, z nieco potarganymi, wilgotnymi włosami, kładąc się w poprzek łóżka.
Elena stwierdziła, że wyglądał bosko. Zapragnęła położyć się obok niego. Niczego tak bardzo nie chciała jak tego, żeby wyleczył się z obsesji, żeby przestał darzyć uwielbieniem Laurę. Chciała mieć u niego jakiekolwiek szanse. On jednak poklepał miejsce obok siebie, uśmiechając się do jej przyjaciółki. Laura, zamiast odmówić, podeszła i położyła się obok, opierając głowę o jego ramię. Wtuliła się w niego, a on przygarnął ją do siebie. Spojrzała na Iana, po twarzy którego przemknął grymas bólu, a potem znowu stała się nieprzeniknioną maską. Co tam się wydarzyło?
– Chodź ze mną na chwilę – poprosiła chłopaka, ciągnąc go na korytarz. Stanęli dopiero na samym końcu, przy oknie. – Gadaj, co jest!
– Nie chcę – mruknął Ian, nie patrząc na nią.
– Jesteśmy drużyną! – zirytowała się. – Jak mamy sobie pomagać, nic nie wiedząc?!
Westchnął. Chyba nie musiała go dłużej przekonywać.
– Nie wiem co się stało – przyznał. – W jednej chwili Laura chciała mnie utopić, a w drugiej razem z Colem ratowali mi życie. Nie była sobą, nawet wyglądała jak leśna bogini. Zachowywała się jak we śnie. A potem… Potem Cole zapytał czy coś nas łączy, a ona zaprzeczyła. Od tego czasu zachowuje się, jakby coś łączyło, ale nie nas, tylko Cola i ją.
– O nie! – jęknęła Elena, kojarząc fakty. – Więc jednak to zadziałało?
Spojrzał na nią zdezorientowany.
– Co zadziałało?
– Legenda, którą znalazłam w książkach. Okazała się prawdą. Cole ją zobaczył, w jeziorze i teraz należy do niego.
– Przecież też ją widziałem – zirytował się Ian.
– Nie, ona zwabiła cię i chciała utopić, sam to powiedziałeś. To co innego niż zobaczyć przypadkiem.
– Nie! – warknął Ian. – To niemożliwe! Nie teraz, kiedy wiem, że ją kocham!
Elena spojrzała na niego współczująco, a on zachłysnął się powietrzem, wyraźnie zaskoczony tym, co powiedział. Wtedy ją zobaczyli. Stała, patrząc smutnym wzrokiem niebieskich oczu i przysłuchiwała się ich rozmowie.
– Ian, tak mi przykro – Laura podeszła do nich. Wyciągnęła rękę, żeby go dotknąć, ale on cofnął się gwałtownie. – Jesteś moim przyjacielem – stwierdziła cicho – ale to Cola kocham, to zawsze był Cole i nie mają na to wpływu żadne legendy.
Elena zamrugała, czuła jak opada jej szczęka. Widziała ich razem, widziała wcześniejszy stosunek Laury do Cola i widziała jak patrzy na Iana. Z tego spojrzenia, tych iskrzących się oczu, tego uśmiechu… kompletnie nic nie zostało. Czy tak właśnie działała magia?
Laura
Zamruczała, kiedy Cole przyciągnął ją do siebie. Byli sami, w hotelowym pokoju. Całowali się namiętnie i sama nie wiedziała, kiedy znaleźli się na łóżku. Cole niedbale odrzucił na bok koszulkę i położył się nad nią. Jego dłonie błądziły po jej ciele. To było cudowne, robić to dla przyjemności, a nie dlatego, że musiała. Jej urok przestał działać, a ona nie odczuwała już słabości i głodu. Była z chłopakiem, któremu po prostu na niej zależało, a to było jeszcze wspanialsze. Poczuła jednak ukłucie strachu, kiedy Cole z kieszeni wyciągnął paczkę prezerwatyw.
– Kochasz mnie? – zapytał w przerwie pomiędzy pocałunkami, a ona skinęła głową, nie będąc pewna własnego głosu.
Oplotła go ramionami. Był delikatny i czuł. Musiała mu zaufać. Wbrew wszystkiemu, to on był doświadczony, nie ona. Jego dłonie znalazły się pod jej topem. Powoli zdejmował z niej ubranie. Zsunął się niżej i zaczął całować jej brzuch. Zacisnęła dłonie, na materiale prześcieradła. Przypomniał jej się inny chłopak, w innym łóżku – jej łóżku, w pokoju pod gwiazdami. Nie, to się nie wydarzyło, to tylko jej wyobraźnia. Przecież od zawsze kochała tylko Cola.
Ian
Miał w głowie kompletną pustkę. Czy Elena miała rację? Czy uczucie, którym Laura darzyła Cola było działaniem magii? Sam już nic nie wiedział. Dlaczego w takim razie nie mogła zobaczyć jego i co wydarzyło się w lesie? Podwinął krótki rękawek, wpatrując się w ślad po jej zębach. Westchnął, zmuszając się by wrócić do pokoju, który dzielił z Colem. Nie chciał zastać ich razem. To cholernie bolało. Niechętnie pchnął drzwi by ujrzeć, że ziścił się jego największy koszmar. Laura, w samej bieliźnie, leżała na plecach, a Cole całował jej ciało. Ian przez chwilę się wahał, a potem wszedł do środka, głośno zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy zwrócili na to uwagę. Nie powinien im przeszkadzać, to było nie fair, a jednocześnie wiedział, że musi. Gdyby był pewien, że Laura robi to z własnej woli, już dawno by go tam nie było, nie tylko w pokoju, ale w ogóle w hotelu i prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii. To było więcej niż był w stanie znieść.
– Cole, ty dupku – zaczął ostro – czy chcesz, żeby w ten sposób wyglądał jej pierwszy raz?
Miał nadzieję, że to podziała. I rzeczywiście, podziałało. Chłopak podniósł się niechętnie, patrząc to na Laurę, to na niego.
– Ty jeszcze nigdy? – zapytał dziewczyny głupio.
Przecząco pokręciła głową, wściekłym spojrzeniem obrzucając Iana. Boleśnie ścisnął mu się żołądek. Cole jęknął i wstał.
– To bez znaczenia – chwyciła go za rękę, patrząc na niego sarnim wzrokiem.
Ian z trudem nad sobą panował. Cole jednak tym razem mu pomógł. Przecząco pokręcił głową. Uśmiechnął się do niej łagodnie.
– Nie tak powinien wyglądać twój pierwszy raz – oznajmił, kiedy zawstydzona naciągnęła na siebie kołdrę. – Wymyślę coś specjalnego.
Spojrzała na niego rozpromieniona. Skinęła głową.
– Kocham cię – wyszeptała, a Ian poczuł się tak, jakby ktoś przyłożył mu w żołądek, mocno i niespodziewanie.
Chciało mu się wyć, kiedy zamiast do niego, powiedziała te dwa słowa, skierowane do Cola.
Elena
Przez okno zobaczyła Iana. Miał spakowany plecak i wyglądało na to, że nie planuje wrócić. Stłumiła chęć przeklinania. Sama najchętniej również by uciekła, ale to co się stało, częściowo było jej winą i ona musiała to naprawić. Wybiegła z hotelu, wprawiając w zdumienie siedzący w recepcji personel.
– Zaczekaj! – krzyknęła za nim.
Zatrzymał się. Odwrócił.
– Czego chcesz? – zapytał wyzbytym z emocji głosem.
– Uciekasz? – zapytała wprost.
Wzruszył ramionami.
– Tak, uciekam – przyznał swobodnie.
Elena spojrzała na niego nie wierząc. Poddawał się. To było niemożliwe. Nie on. Co takiego zobaczył? Czego był świadkiem. Po bólu w czekoladowych oczach poznała, że widział zbyt wiele.
– Nie możesz! – oznajmiła stanowczo. – Nie możesz ich zostawić, nie możesz zostawić jej.
Roześmiał się gorzko.
– Ona nie chce mojego towarzystwa. Wystarcza jej Cole
Dziewczyna stawała się coraz bardziej poirytowana.
– Ty idioto! To ta parszywa magia, nie jej uczucia! Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze?!
Zignorował ją. Odwrócił się i znowu zaczął iść przed siebie. Chwyciła go za rękę. Odepchnął ją stanowczo.
– Niby co możemy zrobić? – spytał. – Stało się i już. Nawet, jeżeli to magia, to ja nie chcę patrzeć na jej skutki.
Oczy Eleny rozbłysły.
– Możemy! Coś możemy zrobić! Możemy zapytać sylfidy, czy da się jakoś wyleczyć Laurę.
Ian prychnął.
– Kiedy tam byłem ostatnio, chciały mnie zabić. Uważasz, że teraz usiądą, żeby uprzejmie pogawędzić.
Dziewczyna uśmiechnęła się z wyższością.
– Z pewnością… o ile ofiarujemy im dary… na przykład zwyczajowe krew i sól.
Ian
Był wściekły, że dał się namówić do powrotu. Sam widok Laury sprawiał mu ból. Wiedział jednak, że ma o co walczyć i nigdy nie wybaczy sobie, jeżeli nie spróbuje. Dziewczyna stała na otoczonym, zdobioną metalowymi kwiatami, barierką tarasie. Oddychała świeżym, porannym powietrzem, w którym unosił się zapach lasu. Przypomniał sobie jej zielonkawą skórę, ozdobione kwiatami włosy i białą sukienkę. Teraz jednak wspomnienie tamtej dziewczyny było tylko cieniem. Nigdy nie wyglądała jeszcze bardziej rzeczywiście. Bardziej jak człowiek – zwykła dziewczyna. Ian poczuł, jak w brzuchu wiruje mu stado wściekłych motyli. Poczuł we wnętrzu nieprzyjemny uścisk. Nie potrafił nad sobą zapanować, nie potrafił już dłużej się powstrzymywać. Podszedł do niej. Wziął ją w ramiona. Pocałował. Najpierw w jej oczach pojawiło się zaskoczenie, a potem uraza. Odepchnęła go z całej siły, ale on jej na to nie pozwolił. Kiedy wzmocnił uścisk, zaczęła się wyrywać.
– Ian, proszę, Ian zostaw mnie – w jej oczach pojawiły się łzy, ta błagalna nuta sprawiła mu jeszcze więcej bólu.
– Laura, co się z tobą stało? – wyszeptał pytanie. – Zależało ci na mnie. Całowałaś się ze mną. Nie interesował cię Cole. Co się zmieniło?
– Nie! – puścił ją, a ona odsunęła się od niego. Przecząco pokręciła głową. – To nie działo się naprawdę! To był tylko sen!
– Laura! Działo się! – Zagrodził jej drzwi, kiedy chciała uciec z balkonu. – Całowałaś mnie jeszcze w samolocie. Pamiętasz?
Na jej bladej twarzy pojawiła się panika. W niebieskich oczach czaił się strach.
– Nie, to był tylko sen – cofnęła się pod samą barierkę.
– Lauro, kocham cię – oznajmił poważnie patrząc jej w oczy.
Przecząco pokręciła głową.
– Ian, tak mi przykro – szepnęła.
Uciekła, a on tym razem jej nie zatrzymywał.
Laura
Była rozdarta. Na ustach wciąż czuła smak pocałunku Iana. Czemu jej to robił? Czemu ją okłamywał? Z drugiej strony skąd niby miał znać jej sny? To niemożliwe! Jej miłość do Cola była prawdziwa, to nie był urok, to nie była magia. Tylko dlaczego w takim razie nie potrafiła zaprzeczyć, że żywi uczucie do Iana? Wcześniej, zanim ją pocałował, zanim znalazła się w jego objęciach, łatwo było temu zaprzeczyć, ale teraz… Kochała Cola, ale bała się, że kocha również Iana. Wybiegła na dwór. Minęła hotelową bramę. Zatrzymała się szeroko otwierając oczy, a potem z impetem wpadła w ramiona stojącego przy samochodzie ojca.
– Tato, co tu robisz? – spytała kiedy minęła pierwsza fala zaskoczenia.
Mężczyzna wyglądał na rozgniewanego. Był rozgniewany.
– Zabieram cię do domu – oznajmił.
– Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
Skrzywił się.
– Wcale nie było łatwo was znaleźć. Nie mam pojęcia co sobie wbiłaś do głowy, ale teraz wracamy.
W bramie pojawił się Cole.
– Lauro, szukałem cię – zaczął, ale przerwał równie zaskoczony widokiem jej ojca co ona.
Podeszła do niego, biorąc go za rękę. Martin Kendare znacząco uniósł brwi.
– Myślę, że wolałem tego drugiego chłopaka. Jak mu tam było? Ian?
Laura poczuła jak coś przewraca się jej w żołądku. Więc jednak Ian mówił prawdę, a to, co krążyło na granicy świadomości, to były wspomnienia, a nie mglisty sen. Nie miała powodu, żeby nie wierzyć swojemu ojcu.
– Ian jest moim przyjacielem – odparła jednak w obronnym geście, nie chcąc zranić Cola.
– Czy ktoś mi wyjaśni co tu się stało? – spytał dość zaskoczony zachowaniem córki.
– Ja spróbuję – mruknęła Elena, wysuwając się zza bramy, z podążającym za nią, niczym ponury cień, Ianem.
Cole
Miał teraz wyraźny i jasny dowód – jego przyjaciele zwariowali. Wydawało się, że szczerze wierzyli w jakieś dziwaczne legendy i mity. Uważali, że to z ich powodu jest razem z Laurą. Nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Najgorsze jednak było to, jak dziewczyna nieśmiało zerkała w kierunku Iana, najwyraźniej również wierząc w te brednie. Ojciec Laury również w nie wierzył. W końcu Cole nie wytrzymał. Gwałtownie zerwał się z miejsca.
– Powinni was zamknąć w domu wariatów! – warknął – Wszystkich! Co do jednego!
Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Miał dość. Spakuje się i wyjedzie z tego przeklętego miejsca. A Laura… jeżeli będzie chciała, Laurę zabierze ze sobą. Wyszła za nim, tak jak się spodziewał. Zastała go, pakującego rzeczy w pokoju.
– Co robisz? – zapytała stając w drzwiach, jakby bała się do niego podejść.
– Wracam do domu – wyjaśnił chłodno.
– Do Shadowfall? – spytała cicho.
Przecząco pokręcił głową.
– Nie – oznajmił. – Do Los Angeles.
– Kiedy?
– Samolot mam z samego rana – wyjaśnił. Spojrzał na nią. Podszedł do dziewczyny bliżej. – Lauro, to jakieś wariactwo – powiedział. – Leć ze mną.
Wahała się. Przez chwilę.
– Nie, Cole. Jak również chcę wrócić do domu. Do Walii.
Niechętnie skinął głową. To było pożegnanie i wiedział o tym. Nie miało również nic wspólnego z żadną wydumaną magią.
– Przekaż Ianowi, że jeżeli nie przekreślił zespołu, wie gdzie mnie znaleźć – mruknął.
– Nie pożegnasz się z nimi? – spytała cicho.
– Nie – przyznał – to byłoby chyba zbyt trudne – wyjaśnił.
Przez chwilę milczeli, a żadne z nich nie wiedziało, co zrobić z rękami.
– Lauro – podniosła na niego wzrok – nie gniewam się na nich. Na nikogo. Nawet na Iana. To po prostu mnie przerosło. To znaczy wszystko co działo się w moim życiu.
Skinęła głową, a on poczuł, że go rozumiała. Spojrzał jej w oczy.
– Jesteś zawsze u mnie mile widziana – oznajmił, a było to zaproszenie bardzo bliskie obietnicy. – I nie koniecznie sama – dodał cicho – jesteś mile widziana również z Ianem.
Uśmiechnęła się do niego smutno.
– Będę za tobą tęskniła, Cole.
Laura
Czuła smutek, który rozrywał jej serce. Nie chciała go puścić, nie mogła, a jednak puściła. Chciał ją zabrać ze sobą. Wcale jej nie chciał zostawić. To ona odmówiła i teraz nie była już taka pewna dlaczego. Usiadła na łóżku w pokoju, nie chcąc wracać do przyjaciół. Musiała to wszystko przemyśleć. Czy magia miała jakiekolwiek znaczenie? To co czuła, przez chwilę, u boku Cola, to było czyste szczęście. Co za różnica czym było wywołane? Jednak smutne, szare oczy Iana, przerażenie jej ojca… To nie wróżyło dobrze. I ta rozrywająca jej wnętrze tęsknota. Przed otwarte okno do pokoju wpadł podmuch wiatru, zwiewając leżące na stoliku, przytrzaśnięte książką kartki. „Zbiór mitów i legend walijskich” głosił tytuł okładki. Podniosła papier z podłogi. Przebiegła wzrokiem litery. Krew i sól, ofiara dla leśnych duchów, przeczytała notatki Eleny. Tak. To był dobry pomysł. Wróci do lasu i być może dzięki temu uzyska odpowiedzi, na pytania, które boi się teraz choćby zadać.
Ian
Zniknięcie Laury mocno go zaniepokoiło. Nie było również Cola. Boleśnie zdał sobie sprawę z tego, co to oznaczało. Uciekli. Razem. Nic nie mógł na to poradzić. Wszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. Dlaczego tak bardzo go bolało? Czemu ona tyle dla niego znaczyła? Była irytująca, natrętna, nie liczyła się z jego humorami… Więc czemu Laura? Czemu to właśnie ją kochał? Do pokoju wpadła Elena, patrząc na niego przerażonym wzrokiem.
– Gdzie jest Laura?! – zapytała w panice.
Wzruszył ramionami. Naprawdę musiał jej mówić?
– Wyjechała z Colem – oznajmił starając się by jego głos brzmiał jak najbardziej obojętnie.
– Jesteś pewien?
Czemu jeszcze ona go torturowała?
– A gdzie indziej miałaby być?
– Znalazłam moje notatki, były rozrzucone – mruknęła, patrząc na niego ze strachem.
Zerwał się z łóżka. Teraz i jego ogarnęła panika. Jeżeli się myli… Jeżeli wróciła do lasu… To było niebezpieczne! Cholernie niebezpieczne! W najlepszym wypadku zabiorą ją do siebie, w najgorszym, czeka ją śmierć.
Laura
Stała nad Jeziorem Lustrzanym, ale nic się nie wydarzyło. Nie była już jedną z nich. Nie przyszły do niej. Rozsypała na ziemi sól, nacięła ostrym nożem rękę.
– Ofiaruję wam własną krew i sól, przyjdźcie i odpowiedzcie na moje pytania – poprosiła cicho.
Przez chwilę nie działo się nic, ale Laura była cierpliwa. Czekała. W końcu odpowiedziały na jej wołanie. Znacznie ciszej niż wcześniej, a ona tym razem czuła się wśród nich obco.
„To ludzie” szeptały cicho. „Żadna z nas nie chce kochać człowieka, ale czasami tak się dzieje i już. Nie możemy nic na to poradzić”.
– A Ian? – zapytała. – Dlaczego nie działa na niego magia? Czemu darzę go uczuciem, mimo, że powinnam kochać tylko Cola?
„Jego matka jest jedną z nas” szeptały głosy.
Ujrzała tańczące wśród drzew cienie.
„To nie powinno się wydarzyć Lauro, to niesprawiedliwe.” mówiły i wyraźnie było im przykro. Żałowały jej. „Nie możemy ci pomóc siostro, nie możemy.”
– Proszę, musi istnieć coś… Cokolwiek…
„Na miłość nie ma lekarstwa. Nie ma również lekarstwa na przeznaczenie.” szeptały ze smutkiem.
Poczuła dziwne pragnienie. Ich pragnienie. Zdjęła z siebie ubranie. Weszła do wody. Powoli. Krok za krokiem. Wchodziła coraz głębiej. Zanurzyły się jej nogi, talia, ramiona. W końcu cała była w jeziorze. W pewnym momencie znalazła się pod wodą. Otworzyła oczy, zastanawiając się gdzie góra, a gdzie dół. Dopiero wtedy ogarnęła ją panika.
„Nie! Coście mi zrobiły?!”
„Tak nam przykro, Lauro. To jedyny sposób, jedyny, jaki znamy.”
Cole
Zaskoczony podniósł wzrok, na stojącą nad nim dziewczynę. W jej oczach ujrzał panikę. Gorączkowo rozglądała się po hali odlotów.
– Gdzie jest Laura? – spytała błagalnie.
Wzruszył ramionami.
– Nie było jej ze mną, została w hotelu.
– Nie! Jak mogłeś ją zostawić!?
Cole zamrugał. Więc nie wiedziała. Uśmiechnął się kwaśno.
– Nie zostawiłem jej. To ona zostawiła mnie – wyjaśnił. – Chciałem, żeby poleciała ze mną, ale ona wolała zostać z Ianem. Uwierzyła w to, co jej powiedzieliście.
Dziewczyna zaczęła przeklinać. Roześmiał się. Spodobało mu się to.
– Nie martw się, nic jej nie będzie. On się nią zaopiekuje.
– Dokąd lecisz? – spytała, kiedy wreszcie się trochę uspokoiła.
– Do Los Angeles, wracam do domu.
– Zawsze chciałam zobaczyć to miasto – rozmarzyła się dziewczyna.
Uśmiechnął się i tym razem był to prawdziwy uśmiech, starego Cola, chłopaka sprzed kilku miesięcy.
– Nic nie stoi na przeszkodzie – stwierdził, wyciągając w jej stronę jedną z trzymanych w rękach kopert. – Kupiłem bilet również dla Laury – wyjaśnił. – Tak na wszelki wypadek.
Elena wzięła od niego bilet, obracając go w zamyśleniu.
– Polecę z przyjemnością – oznajmiła w końcu, patrząc mu prosto w oczy – ale najpierw muszę dowiedzieć się, czy wszystko w porządku z Laurą.
Skinął głową. Miała rację.
– Tak – przyznał – przyjaciele są najważniejsi.
Ian
Pędził przez las w szalonym biegu. Kiedy wreszcie dopadł polany, dziewczyny na niej nie było. Trawa natomiast poplamiona została krwią. Potem zobaczył jej ubrania. Nie! Coś zniknęło w wodzie.
– Laura! – krzyknął.
Zdjął buty i rzucił się w kierunku jeziora. Zanurkował gdy tylko znalazł się w głębszej wodzie. Zobaczył ją. Desperacko walczyła, by wydostać się na powierzchnię, zaplątana w wodorosty, Nabrał powietrza i zanurzył się jeszcze raz. Udało mu się ją uwolnić. Gdy wypłynęli, zaczęła gwałtownie chwytać powietrze. Przylgnęła do niego. Zobaczył jej jasne oczy.
– Ian – szepnęła.
Przez chwilę przytulał ją do siebie, a potem poprowadził w kierunku brzegu. Chciał być jak najdalej od tego przeklętego jeziora. Opadli na trawę. Drżała w jego ramionach. Pocałowała go. Był zbyt zaskoczony by jakoś zareagować. Po chwili zaczął odwzajemniać pocałunek. Był pełen ulgi i tęsknoty. Nagle rozdzwoniła się komórka. Odsunęli się od siebie, wybuchając pełnym ulgi śmiechem. Laura odebrała telefon. Przez chwilę słuchała.
– Tak, to dobry pomysł – oznajmiła do słuchawki. – Nic mi nie jest. Ian jest ze mną. Powodzenia i bawcie się dobrze – dodała z uśmiechem.
Kiedy skończyła rozmawiać, z westchnieniem opadłą na trawę. Położył się przy niej. Przysunęła się i oparła głowę, na jego ramieniu.
– Elena leci z Colem do Los Angeles – oznajmiła pogodnie.
Ian był zaskoczony. Nie miał pojęcia jak to skomentować, więc tylko skinął głową. Przez chwilę milczeli.
– Przepraszam – mruknęła cichutko.
– Dlaczego? – zapytał zaskoczony.
Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
– Ponieważ zapomniałam, że cię kocham.
Laura
Laura rozbawiona wpatrywała się w nowy plakat Cola. Na okładkach nowych albumów była również Elena. Okazało się, że ma prawdziwy, muzyczny talent. Cole uwielbiał sławę. Za to Ian… on nigdy nie chciał takiego życia. Teraz mieszkali w Walii, a on grał, ponieważ kochał muzykę, ale już nie w zespole Cuervo. Po prostu robił, to co lubił. Ona również. Dostała to, czego najbardziej na świecie pragnęła – normalne życie.
– Idziemy? – spytał Ian, wychodząc ze sklepu i otaczając ją ramieniem.
– Tak – odpowiedziała po prostu.
Uśmiechnęła się do niego promiennie. Były wakacje, wybierali się nad rzekę, łowić ryby. Kochała ten kraj i jego lasy. Kochała również Iana, a on kochał ją. Byli razem już ponad pół roku, a ona w dalszym ciągu chciała z nim spędzać każdy dzień. Zespół Cuervo wybierał się w trasę. Dłuższy przystanek zaplanowali właśnie w Walii. Wypełniało ją szczęście, na samą myśl, że zobaczy Elenę i Cola. Długo nie widziała przyjaciół. Wiedziała, że Ian również był zadowolony. Wzięła go za rękę i razem poszli do samochodu. Kiedy zajęła miejsce pasażera, zdała sobie sprawę, że Ian obserwuje ją uważnie.
– Czemu tak na mnie patrzysz? – spytała zaciekawiona.
– Ponieważ jesteś śliczna – oznajmił swobodnie.
Roześmiała się wesoło. Przysunęła się do niego i pocałowała go w usta. Gorąco odwzajemnił jej pocałunek, a potem razem pojechali ku zielonym polom, lasom i łąkom by w spokoju snuć dalsze marzenia.
The End