Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Ishanvi

    Budzę się przyjemnie wypoczęta. Wtulam się w miękkie futro. Gdy wreszcie przytomnieję, gwałtownie siadam. Kotek spuszcza wzrok z kulących się ze strachu przy ścianie żywych lalek i patrzy na mnie z wyrzutem. 

    – Panienko, próbowałyśmy panienkę obudzić, ale… – piskliwym głosikiem odzywa się Kate, natychmiast przerywając, gdy Kotek zaczyna na nią groźnie powarkiwać. 

    Czuję niepokój.

    – Która godzina? – pytam wciąż odrobinę skołowana. 

    – Już niemal południe – płaczliwie powiadamia mnie Ami. 

    Zrywam się z łóżka. Na spotkanie z Czarnym Rycerzem jestem spóźniona już prawie dwie godziny. Starał się być dla mnie miły, ale zdaję sobie sprawę, że nie ma szans, by miał w sobie aż tak duże pokłady dobrej woli, szczególnie, gdy bezsensowne marnuję jego czas. Mimo wszystko z pomocą żywych lalek myję się i ubieram w pośpiechu, w międzyczasie zmuszając Kotka, by przyjął swoją drugą postać. Gdy jestem gotowa, przewieszam przez ramię skórzaną torbę i wrzucam do niej ukochaną przytulankę. Dziwnie się czuję, mając na sobie spodnie, bo tych nie nosiłam od ponad dziesięciu lat.

    Docieram do stajni, czując nieprzyjemny ucisk w żołądku. Rozważam, czy Alexei wciąż na mnie czeka, dlaczego po mnie nie przyszedł, oraz jakie spotkają mnie konsekwencje. Ku mojemu zdumieniu Czarny Rycerz siedzi na murku i pisze coś w oprawionym w skórę notatniku. W bryczesach i lnianej koszuli wygląda zupełnie jak zwyczajny, młody chłopak. Wiem jednak, że nie mogę dać się zwieść pozorom, a Alexei nie jest nawet człowiekiem. 

    Najwyraźniej mnie słyszy lub wyczuwa moją obecność, bo podnosi głowę znad notatnika. Zamyka go i wstaje ze swojego miejsca. Podchodzi do mnie powoli. 

    – Dzień dobry, królewno – ku mojemu zdumieniu kłania się nisko. – Dobrze spałaś?

    Wpatruję się w niego niedowierzająco, starając się odzyskać rezon. 

    – Przepraszam za spóźnienie – mówię cicho, nie mając pojęcia, jak się mu wytłumaczyć. 

    Przecząco kręci głową.

    – Jesteś Córką Złej Królowej, nikogo za nic nie musisz przepraszać – stwierdza stanowczym głosem. 

    Prowadzi mnie do pięknej, jabłkowitej klaczy, która ku mojej uldze nie jest hrulgaem. Pomaga mi wsiąść na siodło i podaje skórzane wodze. Sam dosiada swojego czarnego ogiera i po chwili w milczeniu jedziemy obok siebie. Gdy opuszczamy teren zamku, Alexei zaczyna tłumaczyć mi podstawy jazdy konnej. Po pół godzinie wiem już, jak poruszać się podczas kłusa i jestem na tyle ośmielona, żeby spróbować galopu. Hrulgae, na którym siedzi chłopak zaczyna biec, a moja klacz, której wodze są zaczepione przy łęku siodła, żebym przypadkiem ich nie pociągnęła, po prostu pędzi za nim, przez co moim jedynym zadaniem staje się utrzymanie w siodle. Jazda w galopie to cudowne uczucie, a ja zaczynam żałować, że nigdy jeszcze jej do tej pory nie próbowałam. 

    W końcu zwalniamy, skręcając z wyznaczonego traktu i zagłębiając się w las. Tu koń stąpa ostrożnie, omijając przewrócone gałęzie, łagodnie podchodząc pod wzniesienia i klucząc tak, by nie przeszkadzała mu grząskość poszycia. 

    Między drzewami prześwitują promienie słońca, którego nie powinno tu być. Słychać szum wody. Zatrzymujemy się na polanie, przy wodospadzie. Zsiadamy. Alexei poluźnia wierzchowcom popręgi, a wodze przywiązuje do siodeł, by nie plątały się im pod nogami. Polana jest piękna i zupełnie nie pasuje do Krainy, której nigdy nie odwiedza słońce.  

    – Co to za miejsce? – pytam, gdy wreszcie zbieram w sobie odwagę, by się odezwać. 

    Czarny Rycerz uśmiecha się do mnie kocim uśmiechem. 

    – Przeszliśmy przez portal – wyjaśnia z prostotą. – Jesteśmy w Baśniowym Lesie. 

    – Och – nie mam pojęcia, jak to się stało, choć przypominam sobie, że włości mojej matki zawsze pełne były niespodziewanych skrótów i przejść, z powodu których bardzo łatwo było się na nich zgubić.  

    Młodzieniec rozkłada na trawie koc, ma ze sobą też wino i jedzenie. Nie spodziewałam się pikniku. Czuję, jak nieprzyjemnie burczy mi w brzuchu. Nie potrafię wytłumaczyć sobie jego zachowania, ale po chwili dociera do mnie, że przecież Alexei, tak jak i ja, jest tylko pionkiem. Nie sądzę, by Zła Królowa dała mu prawo wyboru. Planując ślub ze mną zapewne po prostu wykonuje kolejny z jej rozkazów. Przestaję być nieufna i zaczynam cieszyć się, że zapragnął mnie lepiej poznać. 

    Note