Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Eliza z niedowierzaniem słuchała przemowy swojego brata. Nigdy by się tego po nim nie spodziewała i to właśnie w momencie kiedy straciła resztki nadziei.

    – Devorze Vayandar – odezwał się potwór, a jego głos roznosił się echem po całym zamku. – To moje królestwo i mój więzień, a ty nie masz najmniejszych podstaw, żeby wtrącać się w moje sprawy.

    Przez jakiś czas spokojna królewna, znowu zaczęła się szarpać. Za wszelką cenę chciała wydostać się z silnego uchwytu Rjiava. W pewnym momencie ugryzła go w rękę. Zaskoczony chłopak wypuścił ją na chwilę. To wystarczyło. W jednej chwili zniknęła w stojącym na placu, zwartym tłumie.

    – Owszem, mam podstawy – kontynuował Devor, mimo, iż zdawał sobie sprawę, że nie jest to prawdą. – Nie możesz samodzielnie podejmować tak ważnych decyzji. One należą do Rady Sojuszu.

    – Obecni tutaj Łowcy zdecydowali się ich reprezentować – wskazał na stojącą prawie pod samą szubienicą dwójkę. Mężczyźni niepewnie pokiwali twierdząco głowami. Trwożliwie patrzyli to na Marcusa to na Devora. – Kontynuujmy egzekucję – oznajmił chłodno. -Porozmawiamy później.

    Eliza przedarła się przez tłum. Wbiegła na prowadzące na podwyższenie schody. Żaden ze strażników nie ośmielił się jej zatrzymać, tak jak wcześniej żaden nie zatrzymał Devora.

    – Ojcze! – powiedziała cichym, ale stanowczym głosem. Wszyscy spojrzeli w jej stronę. – Nie możesz go zabić. Kocham go i noszę w sobie jego dziecko – oznajmiła patrząc poważnie demonowi w oczy.

    Potwór ryknął wściekle. Dźwięk, który wydobył się z jego piersi sprawił, że wszyscy zadrżeli.

    – Ty idiotko! – syknął. 

    Nie zdążył powiedzieć nic więcej. Na podwyższenie wszedł ktoś jeszcze. Kiedy strażnicy próbowali go zatrzymać, wykonał dłonią jeden nieznaczny gest, a oni nagle zamarli niczym zamrożeni. Przybysz spokojnie szedł dalej. Miał na sobie zielony, wełniany płaszcz. Ściągnął z głowy kaptur, odsłaniając złote, splecione w myśliwski warkocz włosy. Devor ze zdumieniem rozpoznał Leldorina, syna króla z Silva Magna i niedoszłego nażyczonego swojej siostry.

    – Ona ma rację, Marcusie – powiedział spokojnym, uprzejmym głosem elf. Mimo tego, że nie mówił głośno, cały zgromadzony na placu tłum mógł go usłyszeć. – Chiredan Blair jest półelfem, moim bratem, najmłodszym synem króla Traviana z Wielkiego Lasu, a to czyni go najmłodszym synem z Silva Magna o którym mówi proroctwo. Magia przepowiedni jest silniejsza od każdej innej, dlatego właśnie nie działa na niego czar wyklętych. Twoja córka ma pełne prawo go poślubić, jeżeli taki właśnie jest jej wybór.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Matthew wyglądał przez wychodzące na plac okno. Z trudem mógł utrzymać się na nogach. Nie wiedział co się stanie, jeżeli Chiredan umrze, jednak przebieg wydarzeń zupełnie go zaskoczył.

    Dziecko, przymknął oczy, zalała go fala bólu. Czuł się pusty w środku. Ona urodzi jego dziecko. Dlaczego? Jak to możliwe?

    Kiedy pojawił się Leldorin, Szarooki zdał sobie sprawę, że musi podjąć decyzję, bo od tego co zrobi będzie zależało całe życie i szczęście Elizy. Zdziwił się, kiedy elf w pierwszej kolejności przyszedł do niego. Oznajmił mu, że potrafi zdjąć wiążące pamięć dziewczyny zaklęcia, powiedział mu też kim jest Chiredan, a potem kazał decydować. Matthew nie potrafił zdobyć się na to, żeby pozwolić Marcusowi zabić chłopaka. Natychmiast wysłał Leldorina na plac. Nie był też pewien czy to dobry pomysł, żeby przywracać Elizie pamięć. Jednego tylko był pewien. Kochał ją i nie chciał, żeby cierpiała. Wiedział, że nigdy nie pokocha nikogo innego.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Łowcy zmyli się z placu od razu, gdy okazało się, że egzekucja nie dojdzie do skutku. Siedzieli teraz smętnie w karczmie popijając piwo.

    – O mało co nie doprowadziliśmy do wszechogarniającej wojny – jęknął jeden z nich.

    – Skąd do licha mieliśmy wiedzieć Kevinie? – zapytał przyjaciela zrezygnowany Ian.

     Do ich stolika podszedł zakapturzony mężczyzna. Był w podeszłym wieku. Przysiadł się bez pytania. Spojrzeli na niego wrogo. Ich miny jednak zmieniły się na wystraszone, kiedy zsunął z twarzy kaptur.

    – Partacze – syknął. – Mieliście tylko doprowadzić do śmierci jednego durnego dzieciaka! Czy to naprawdę było takie trudne?

    Spojrzeli na niego niedowierzająco.

    – Całe szczęście, że się nie udało. Przecież to oznaczałoby koniec proroctwa i wojnę… – szepnął Ian.

    – No cóż, właśnie o to mi chodziło – odpowiedział starzec spokojnie. – Dobranoc panowie – powiedział miłym głosem, a kiedy wstawał od stolika leżały na nim martwe ciała Łowców. Wyglądali zupełnie tak, jakby zasnęli w trakcie picia.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

      Kiedy Matthew wszedł do sali biesiadnej, wszyscy już tam byli. Rozejrzał się po twarzach zebranych. Wika siedziała na drewnianej ławie, tuląc się do Devora, Sylwia przycupnęła na niskim stołeczku tuż obok wyjścia, a nad nią stał oparty o ścianę Rjiav. Marcus z poszarzałą twarzą zajmował wysoki, wyłożony futrem, dębowy fotel. Leldorin z obojętną miną siedział naprzeciwko króla Terony, pogrążony z nim w cichej dyskusji. Szarookiego coś ścisnęło w środku na widok Elizy i Chiredana. Chłopak siedział przy oknie na jednym, z obitych skórą krzeseł, królewna klęczała na leżących na podłodze futrach, trzymając głowę na jego kolanach. Chiredan delikatnie gładził jej włosy. Gdy Eliza podchwyciła wzrok Matthew uśmiechnęła się do niego delikatnie. Chłopakowi chciało się wyć. Podjął jednak decyzję.

    Podszedł do długiego, drewnianego stołu i usiadł obok Leldorina.

    – Moja odpowiedź brzmi: nie – powiedział cichym, ale pewnym głosem.

    Elf obrzucił go smutnym, ponurym spojrzeniem, ale skinął głową.

    – Przykro mi – powiedział tylko.

    Lord Marcus nie wyglądał na zadowolonego. Wstał ze swojego miejsca u szczytu stołu. Podszedł do klęczącej na podłodze córki. Podniosła na niego swoje smutne, niebieskie oczy. Ich spojrzenie było równie lodowato-zimne jak jego własnych. Chiredan wstał zasłaniając sobą dziewczynę. Leldorin uleczył jego opatrzone przez Sylwię rany i teraz nie było po nich śladu. Chłopak czuł się zupełnie zdrowy. Był w pełni sił.

    – Spokojnie – powiedział cicho Władca Demonów, a w kącikach jego ust zagościł drwiący uśmiech. – Chcę się tylko dowiedzieć co planujecie zrobić. Potem możecie odejść. Nie jesteście zaproszeni na naradę.

    Mimo, że mężczyzna wyglądał przerażająco, zwłaszcza po tym jak na oczach wszystkich przyjął swoją demoniczną postać, Chiredan odważnie spojrzał mu w oczy.

    – Kocham Elizę – powiedział poważnie, wyraźnie wypowiadając każde słowo. – Jest dla mnie wszystkim. Chcę się z nią ożenić, jeżeli się zgodzi – oznajmił patrząc na dziewczynę z miłością i nadzieją w oczach.

    Marcus prychnął. Jego niechętne spojrzenie przeniosło się na królewnę.

    – A co ty o tym sądzisz? – zapytał. – Chcesz poślubić tego chłopaka?

    Eliza rozejrzała się po sali. Przez chwilę jej zagubione spojrzenie spotkało się ze zrozpaczonym wzrokiem Matthew. Potem przeniosła je na ojca. 

    – Kocham Chiredana – oznajmiła pewnym głosem – i tak, chcę.

    Władca Demonów skinął głową.

    – Świetnie – powiedział, a jego głos ociekał sarkazmem. – W takim razie niedługo wyprawimy wesele, a teraz możecie odejść.

    Królewna wstała, wzięła za rękę Chiredana i razem wyszli z komnaty. W sali zapanowała grobowa cisza. Marcus podszedł do Szarookiego. Położył mu rękę na ramieniu.

    – Jesteś tego pewien Matthew? – zapytał ponuro.

    – Tak, jestem – odpowiedział cicho chłopak, a jego twarzy przybrała wyraz lodowatej maski.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Szarooki siedział pod drzewem w pałacowym ogrodzie. Miał wszystkiego dość. Po głowie snuły mu się ponure, złowrogie myśli. Na wyłożonej kolorowymi kamyczkami ścieżce pojawiła się Sylwia. Usiadła koło chłopaka. Położyła mu głowę na ramieniu. Wyciągnął rękę i objął ją czułym gestem. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. W pewnym momencie dziewczyna uniosła się odrobinę i pocałowała chłopaka w usta. Spojrzał na nią zaskoczony, delikatnie odsuwając od siebie czarownicę.

    – Sylwia… – łagodnie wymówił jej imię. – Ja nie mogę – westchnął cicho. – Jesteś moją przyjaciółką…

    Dziewczyna zerwała się z trawy. W jej oczach pojawiły się łzy.

    – Zawsze tak jest – jęknęła. – Wika i Eliza są piękne, co chwila umawiają się z nowymi chłopakami, a mnie tylko każdy traktuje jak przyjaciółkę. Czego mi brakuje? – spytała, a w jej głosie pobrzmiewała nutka rozpaczy.

    Matthew wstał. Podszedł do niej. Przyciągnął ją do siebie. Wtuliła się w niego łkając.

    – Niczego ci nie brakuje – powiedział cicho chłopak. – Jesteś bardzo atrakcyjna i seksowna – dodał odsuwając ją od siebie odrobinę i wycierając dłonią łzy z jej policzków.

    Spojrzała mu w oczy.

    – Więc dlaczego mnie nie chcesz?

    Chłopak pokręcił głową. Przytulił ją do siebie z powrotem.

    – Bo to nie byłoby fair – powiedział poważnie. – Nie jestem człowiekiem, nas obowiązują inne zasady. Jesteśmy jak wilki, albo orły. Łączymy się w pary na całe życie. Kocham Elizę i to zawsze będzie ona. Nigdy nie będę w stanie pokochać kogokolwiek innego.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eliza nie była pewna swojej decyzji. Właściwie to niczego już nie była pewna. Przypomniała sobie ból i rozpacz w oczach Matthew. Czy to co mówił Marcus mogło być prawdą?

    Nie, to nie możliwe – wybiła sobie z głowy dziewczyna. – Gdyby to była prawda, na pewno by coś zrobił. Jakoś zareagował, a on po prostu…– ucięła tą myśl, zanim zastanowiła się nad nią do końca. – Marcus z pewnością mnie okłamał.

    Leżała na plecach, na wielkim łożu wpatrując się w kolorowy baldachim. Chiredan umył się i włożył czyste ubranie. Podszedł do dziewczyny. Usiadł przy niej.

    – O czym myślisz? – zapytał.

    – To nie ma znaczenia – westchnęła.

    Chłopak spojrzał na nią. Uśmiechnął się łagodnie. Wziął ją za rękę. 

    – Ja mówiłem poważnie, naprawdę cię kocham, Stokrotko – oznajmił. – Wszystko się jakoś ułoży, a kiedy dziecko przyjdzie na świat…

    – Jakie dziecko? – zdziwiła się dziewczyna przerywając mu w pół słowa.

    – Przecież mówiłaś… – nie zrozumiał chłopak.

    – O cholera – szepnęła dziewczyna. Wybuchła śmiechem. – Przepraszam cię Chiredanie, to po prostu było pierwsze co przyszło mi do głowy, żeby przekonać Marcusa. Więc jeżeli chodzi o to dziecko… to chyba rzeczywiście będziemy musieli je zrobić – uśmiechnęła się do chłopaka filuternie.

    Chiredan z dezaprobatą pokręcił głową. Potem uśmiechnął się do Elizy. Położył się przy niej na łóżku, delikatnie całując jej usta.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Na zamku rozpoczęły się przygotowania do hucznego wesela. Eliza chodziła jak we śnie. Kochała Chiredana, ale wcale nie była pewna czy chce z nim brać ślub. Tak krótko się znali, po za tym dręczyły ją jej własne, niejasne uczucia w stosunku do Szarookiego. Zastanawiała się czy przypadkiem, to co mówił Marcus nie było prawdą. Tak bardzo chciała się dowiedzieć czy Matthew też ją kocha.

    Eliza, otulona błękitnym, wełnianym płaszczem siedziała na drewnianej ławce w różanym ogrodzie. Zastanawiała się jak to się dzieje, że róże kwitną przez cały rok. W pewnym momencie usłyszała szczekanie. Do ogrodu wpadł biały wilk tratując wszystko na swojej drodze.  

    – Snowy! Snowy! – uradowana zawołała psa po imieniu. 

    Rzucił się na nią radośnie merdając ogonem. Zaraz za psem przybiegła mała dziewczynka. Miała może sześć lat. Pisnęła radośnie i rzuciła się na Elizę jak gdyby nigdy nic odganiając ogromnego psa. Wilk uspokoił się i położył u nóg swojej pani. Mała blondyneczka wdrapała się na kolana królewny.

    – Eliza – pisnęła, po jej policzkach spływały łzy. – Pamiętasz mnie? Prawda? Pamiętasz? Powiedz, że pamiętasz! Musisz mnie pamiętać! – z jej ust wypłynął potok słów. Brzmiały jak świergot natrętnego ptaszka. Wtuliła się ufnie w dziewczynę zarzucając jej na szyję drobne ramionka.

    Królewna spojrzała na nią ciekawie. Dziewczynka miała złote loczki i niebieskie oczy. Wyglądała jak mniejsza kopia jej samej. Eliza pokręciła głową. To nie było możliwe.

    – Jesteś moją córką? – zapytała niepewnym głosem.

    Dziewczynka obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem.

    – Więc nie wiesz kim jestem? – spytała smutnym głosikiem. – Naprawdę nie wiesz?

    – Nie, przykro mi – odpowiedziała cicho królewna.

    Dziecko spoważniało. Na jego twarzy pojawiła się jakaś dziwna determinacja.

    – To nic – powiedziała tylko odrobinę drżącym od wstrzymywanego płaczu głosem. – Ja i tak cię kocham.  

    Eliza przytuliła ją do siebie czule. Tak bardzo chciała sobie wszystko przypomnieć.

    – Nie smuć się malutka – wyszeptała łagodnie. – Powiedz, jak masz na imię?

    – Myo, nazwałaś mnie Myo od Myosotis, niezapominajki – oznajmiła blondyneczka cichutko.

    – Tak, pasuje do ciebie – przyznała królewna. – Cieszę się, że do mnie przyszłaś Myo. Na pewno sobie wszystko przypomnę.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Chiredan siedział na fotelu. Czytał oprawioną w skórę, bogato zdobioną książkę. Obrzucił Elizę pytającym spojrzeniem, kiedy weszła do ich wspólnej komnaty prowadząc za rękę mała dziewczynkę. Za nimi wesoło dreptał biały wilk. Królewna wzruszyła ramionami. Niczego już nie była pewna. Mała nieufnie podeszła do chłopaka. Chiredan zsunął się z fotela siadając na dywanie, tak, żeby być na wysokości małej.

    – Cześć – powiedział. – Jak ci na imię?

    – Myo – wyszeptała dziewczynka nieśmiało.

    – Miło mi cię poznać Myo – oznajmił – ja jestem Chiredan. Ile masz lat? – zapytał.

    – Sześć – odparła mała z dumą, jednocześnie pokazując mu na palcach.

    – Aha, to ty już duża jesteś. Ja mam dwadzieścia. Za miesiąc skończę dwadzieścia jeden. Strasznie stary jestem, co? – Skinęła głową. Podeszła do niego bliżej. – Pokazać ci jakąś sztuczkę? – zapytał.

    Z zapałem pokiwała głową. Usiadła przy nim na dywanie. Chłopak mrugnął do Elizy. Zaczął się popisywać przed dziewczynką swoimi zdolnościami w złodziejskim fachu. Myo zaśmiewała się uradowana.

    – Myo, co ty tu robisz? – zapytał w pewnym momencie. – Gdzie jest twoja mama?

    Dziewczynka wyglądała jakby uznała, że się z niej nabija. W końcu spojrzała mu poważnie w oczy.

    – Tutaj – powiedziała wskazując na Elizę. Skinął głową. – A kim jest twój tata? – spytał. – Widzisz, nie znam cię jeszcze i muszę o wszystko pytać – dodał szybko widząc konsternację na jej twarzy. – Skąd mam wiedzieć, jeżeli mi nie opowiesz?

    Uśmiechnęła się do niego wesoło.

    – Masz rację – powiedziała. – Mój tata jest demonem i zamienia się w panterę. Ma na imię Matt.

    Eliza pobladła na twarzy, Chiredan też.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Królewna zostawiła Myo pod opieką Chiredana. Teraz była pewna, że musi odbyć z Matthew bardzo poważną rozmowę. Po długich poszukiwaniach znalazła go w stajni. Czyścił czarnego jak noc, demonicznego konia. Rumak zarżał przyjaźnie na jej widok. Weszła do dużego, wyłożonego czystą słomą boksu.

    – Cześć – przywitała się niepewnie z Szarookim.

    Uśmiechnął się do niej smutno.

    – Co tu robisz? – spytał.

    – Musze ci zadać pytanie, a ty przyrzekniesz, że mnie nie okłamiesz.

    Popatrzył na nią poważnie. Przez chwilę milczał. W końcu skinął głową.

    – Zgoda, pytaj – powiedział.

    – Czy Myo jest moją córką? – zapytała. – Naszą córką – poprawiła się po chwili.

    Matthew roześmiał się. W tym śmiechu nie było ani odrobiny wesołości. Pokręcił przecząco głową.

    – Myo uważa cię za swoją mamę – zastanowił się chwilę jak wytłumaczyć resztę. – Wychowywaliśmy ją, traktowaliśmy jak naszą córkę – przyznał chłopak. – Kiedyś była twoją wróżką. Nadałaś jej imię. Teraz jest po prostu zwykłym dzieckiem. – Spojrzał królewnie w oczy. – Mam nadzieję, że zajmiecie się nią z Chiredanem – dodał poważnie po chwili.

    – Matt… co nas łączy – spytała cichutko, nieśmiałym głosem.

    Chłopak uśmiechnął się do niej ponuro.

    – Już ci mówiłem. Jestem twoim przyjacielem i zawsze nim będę, nie ważne co zrobisz, ani jak długo będziesz przede mną uciekała. Kiedyś łączyła nas magiczna więź – stwierdził. – Byłem twoim strażnikiem, ale już nie jestem. W jakiś sposób przerwało ją rzucone na ciebie zaklęcie. Sylwia ci to lepiej wytłumaczy, jeżeli chcesz.

    – Matt… ja odniosłam wrażenie… – zaczęła powoli i nieśmiało. W końcu zebrała się na odwagę. – Matt, czy ty mnie kochasz?

    Chłopak spojrzał jej w oczy. Jego twarz była pozbawioną wszelakich uczuć maską.

    – Nie – odpowiedział twardo. – Tego typu uczucie nigdy nas nie łączyło.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kiedy królewna wróciła do komnaty, dziewczynka spała skulona w wielkim łożu. Chiredan odetchnął z ulgą usłyszawszy od Elizy historię Myo. Wcale mu się nie dziwiła. Mimo to, ona sama, zamiast radości poczuła nieprzyjemną pustkę. Nie wiedziała jak ani kiedy to się stało, ale była przekonana, że usłyszy od Szarookiego twierdzącą odpowiedź. Dalej nie mogła uwierzyć, że chłopak, patrząc jej w oczy, powiedział, że jej nie kocha. Ona sama, nie pamiętając niczego ze swojego poprzedniego życia, znając go przez ten krótki okres czasu, już zdążyła się w nim zakochać. Miała nieprzyjemną świadomość, że gdyby dostała wybór, między Matthew a Chiredanem to mimo, iż kochała obydwu, bez wahania wybrałaby demona.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Nadszedł dzień ślubu królewny. Sala balowa po brzegi wypełniona była gośćmi. Eliza czuła się bardzo nieswojo. Nie znała tych ludzi. Nie pasowała to tego dziwnego świata, nie była nawet pewna czy chce pasować. Byli tu przedstawiciele każdej z czterech ras. Dziewczyna, w pięknej białej sukni, samotnie przemierzała korytarze olbrzymiej cytadeli. Gorączkowo myślała, co powinna zrobić. 

    Nagle usłyszała ciche łkanie dobiegające z wnęki za pięknym, przedstawiającym barwne pawie gobelinem. Podeszła tam zaskoczona. Ukucnęła naprzeciwko zwiniętej w kłębek małej dziewczynki. Nie obchodziło jej czy pobrudzi lub zniszczy suknię.

    – Myo, kochanie, co się stało?

    Mała podniosła na nią zapłakane oczy. Pociągnęła nosem.

    – Dlaczego teraz kochasz Chiredana? – spytała cichutko.

    Eliza zmarszczyła brwi. Przyjrzała się dziewczynce.

    – To źle, że go kocham? Myślałam, że go polubiłaś…

    – Lubię go – stwierdziła mała. – Tylko, że… Czemu już nie kochasz Matta?

    Królewna spojrzała na nią zaskoczona.

    – Kocham go – przyznała cicho – tylko on powiedział, że nie kocha mnie. Chodź tu do mnie – powiedziała, wyciągając do małej ręce. Myo wstała i podeszła do niej wtulając się ufnie w ramiona królewny.

    – Matt cię kocha – oznajmiła cichutko dziewczynka – ale to straszny głupol.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eliza szła korytarzem trzymając za rączkę Myo. Westchnęła. W końcu nie wypada się spóźnić na własny ślub. Zobaczyła przed sobą zakapturzoną postać. Był to jakiś staruszek. Ukłonił się przed nią głęboko. Uśmiechnęła się do niego uprzejmie i chciała wyminąć, ale wtedy się odezwał.

    – Pani – powiedział drżącym, starczym głosem. – Chciałbym dać ci prezent z okazji twojego ślubu. Czy pozwolisz mi pani?

    Królewna spojrzała na niego zaskoczona. 

    – Co to takiego? – zapytała zaciekawiona Myo.

    – Jestem czarodziejem – oznajmił starzec. – Mogę przywrócić twojej pani wspomnienia, jeżeli tylko będzie chciała.

    Eliza zamrugała oczami.

    – Naprawdę? Potrafisz to zrobić? – spytała.

    – Tak, potrzebna mi jedynie twoja zgoda, pani.

    – Zrób to – szepnęła dziewczyna.

    Starzec uśmiechnął się. Zaczął inkantować pieśń do bogini chaosu. Królewna rozpoznała niektóre słowa. Kiedy skończył, po prostu zniknął. Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu. Dziewczyna opadła na kolana. Wszystkie wspomnienia wracały do niej z niesamowitą, gwałtowną siłą. Czuła się jakby stanęła pod wodospadem. To było okropnie nieprzyjemne uczucie.

    – Nie – wyszeptała cicho, w jej chabrowych oczach zalśniły łzy. – Co ja najlepszego zrobiłam… – Wstała. W jej oczach płonął ogień. Na twarzy malowała się determinacja. – Myo, znajdziesz Devora i Wikę. Wiesz, gdzie oni są? – mała skinęła głową. – W takim razie idź do nich i z nimi zostań. Ja muszę wszystko naprawić – powiedziała cicho, a potem rzuciła się pędem zamkowym korytarzem.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Chiredan siedział na podłodze w komnacie sypialnej. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Pierwszy raz w życiu nikt go nie próbował zabić. Nie musiał uciekać. W jednej chwili jego życie zmieniło się diametralnie. Dostał zupełnie nową szansę. Nie był tylko pewien czy podoba mu się ten dziwny, baśniowy świat. Chciał wrócić do siebie, do Kanady i tam móc normalnie funkcjonować. Owszem, kochał Elizę, ale wcale nie był pewien czy ślub z nią to taki dobry pomysł… tak krótko się znali… Nie był też pewien czy chce, żeby jego ledwo co odzyskana wolność tak szybko się skończyła. Jeśli jednak dziewczyna tego chce, trudno. Chiredan Blair nigdy nie rzucał słów na wiatr.

    Chłopak, zdumiony podniósł wzrok, kiedy do komnaty wpadła Eliza. Miała na sobie bogato zdobioną białą suknię. Wyglądała jak anioł. Może jednak ten ślub nie będzie taki zły… Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. W jej oczach widać było jednak smutek.

    – Coś się stało, Stokrotko? – spytał zaniepokojony.

    – Tak i to cholernie dużo się stało – oznajmiła spokojnym głosem. Usiadła przy nim na podłodze. Położyła swoje dłonie na dłoniach chłopaka. – Chiredan, kocham cię – powiedziała cicho – ale nie chcę brać z tobą ślubu, ani teraz ani nigdy. I myślę, że poznałam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że ty też tego nie chcesz.

    Niepewnie skinął głową.

    – Chcę wrócić do Kanady – przyznał cicho. – Pierwszy raz w życiu nikt nie próbuje mnie zabić – powiedział spuszczając wzrok. Bał się na nią spojrzeć, wiedział, że to nie jest życie, o jakim marzyła. – Ja też cię kocham – dodał po chwili ciszy. – I zrobię wszystko, co będziesz chciała. – Spojrzał jej w oczy. – Jesteś dla mnie ważniejsza niż moje głupie zachcianki.

    – Marzenia, Chiredanie. To się nazywa marzenia, nie zachcianki – powiedziała oplatając ramionami szyję chłopaka. Pocałowała go delikatnie w usta. – Sylwia czeka na placu. Pokaże ci odpowiedni portal. Nie pójdę z tobą Chiredanie – oznajmiła patrząc mu w oczy. – Chcę tu zostać. Rozumiesz to?

    Chłopak niechętnie skinął głową. Z trudem przełknął ślinę. W jego oczach pojawiły się łzy.

    – Stokrotko… czy w ten sposób stracę cię na zawsze? – zapytał cicho łamiącym się głosem.

    Dziewczyna pokręciła głową. Jej policzki były mokre od łez. Podała mu starannie złożoną karteczkę.

    – Tu masz mojego maila. Odezwij się do mnie. Jak tylko będę w świecie, w którym istnieją komputery natychmiast odpowiem – uśmiechnęła się do niego poprzez łzy.

    Chłopak przytulił ją do siebie. Czułym gestem pogładził jej włosy. Pocałował czubek jej głowy. Potem wstał i wyszedł z komnaty nie oglądając się za siebie. Wiedział, że jeżeli obejrzałby się chociaż na krótką chwilę, żadna siła nie powstrzymałaby go przed zostaniem z dziewczyną.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Matthew stał przy osiodłanym Hebanusie. Czarny ogier rżał radośnie, gotowy do lotu. Nagle chłopak poczuł coś dziwnego. Wyczuwał obecność królewny. Czyżby więź znowu wróciła? Spełniał się jego najgorszy koszmar. Nie będzie mógł odejść. Każdego dnia będzie musiał patrzeć na Elizę i Chiredana razem. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy. Wiedział, że wszystko dla niej wytrzyma. Zdjął siodło z grzbietu potężnego rumaka.

    – Jeszcze troszkę poczekasz przyjacielu, ale obiecuję ci, że niedługo polatamy – powiedział głaszcząc jego czarną sierść.

    Chwilę później, z gradową miną i uczuciem beznadziei w sercu szedł zamkowym korytarzem, ku wypełnionej weselnymi gośćmi sali balowej. Bocznymi drzwiami wszedł do środka. Stanął pośród kłębiącego się tłumu. W komnacie panowało jakieś poruszenie. Chłopak nie miał pojęcia o co chodzi. Westchnął. Trudno, jeżeli trzeba zniesie też jej ślub. Mimo wszechogarniającej pustki którą w sobie czuł wiedział, że z wszystkim sobie poradzi. Byleby tylko Eliza była szczęśliwa.

    Note