Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Oczy Gabrieli rozszerzyły się ze zdumienia. Wiedziała, że jej nowy świat jest dziwnym i brutalnym miejscem, ale nigdy przez myśl nie przeszło jej, że tak naprawdę żyje teraz w jakimś koszmarze. Siedzieli w wygodnych fotelach, w salonie domu Daniela. Ciągle nieprzytomna Natalia, leżała na kanapie, starannie okryta przez Gabriele wełnianym pledem. Mimo ładnej pogody, w zbudowanym z czerwonej cegły domu, było naprawdę chłodno.

    – Próbowaliśmy sami z nim porozmawiać, naprawdę – kontynuował przejętym głosem Maurycy – ale nie pozwolił nam na to. Jest od nas szybszy i silniejszy. Nie udało nam się nawet do niego zbliżyć. Potem na tobie wyczuliśmy jego zapach… wtedy zaczęliśmy cię śledzić… Pomożesz nam? – spytał z nadzieją w głosie.

    Gabriela popatrzyła po twarzach, siedzących w napięciu wilkołaków. Mimo, że wzrostem każdy z nich przewyższał ją przynajmniej o głowę, byli jeszcze nastolatkami, którym daleko do dorosłego życia. Dowiedziała się, że Wojtek i Mirek mają dopiero po czternaście lat, Kuba miał piętnaście, a najstarszy z nich Maurycy był jej rówieśnikiem. W tym momencie wyglądali jedynie na zagubione, nieporadne dzieci. Przywodzili jej na myśl bandę zaginionych chłopców z Piotrusia Pana. Po prostu nie mogła ich tak zostawić. 

    – Jeżeli wszystko dobrze zrozumiałam – zaczęła dziewczyna patrząc Maurycemu w oczy – wasze stado liczyło siedemnastu członków… – Maurycy przytaknął, ale jej nie przerywał. – Cahir zabił waszego przywódcę… Wcześniej troje z was zaginęło… za to teraz starsi dla zabawy zabijają wszystko co się rusza, a wy nie wiecie co ze sobą zrobić, a na dodatek boicie się, że Łowcy rozpoczną na was polowanie?

    Maurycy ponownie przytaknął, tym razem jednak postanowił się odezwać.

    – Właściwie to zostało nas już tylko siedmioro – powiedział cicho. – A jeżeli tamta trójka też nie żyje, to tylko nas czworo. Wczoraj w nocy starsi za bardzo zaszaleli i do polowania na nas przyłączyły się także wampiry. Tak naprawdę, to żyjemy tylko dlatego, że nie było nas wtedy w legowisku…

    Gabriela westchnęła. Coraz mniej lubiła ten okrutny, fantastyczny świat, w którym przyszło jej się znaleźć.

    – I chcecie, żebym porozmawiała z Cahirem w waszym imieniu? Czego właściwie od niego oczekujecie? – zadała pytanie, na które jedynie mogła domyślać się odpowiedzi.

    – Zabił samca alfa, przywódcę stada… przynajmniej w teorii powinien zająć jego miejsce – westchnął smętnie chłopak. – Bez niego zwyczajnie nie mamy szans przeżyć.

    Przez prowadzące do salonu drzwi wsunął się wychudzony, szarawy wilk. Gabriela zupełnie zapomniała o jego obecności. Kiedy spostrzegli go pozostali, zaczęli szeptać między sobą podnieconymi głosami. Wilk wszedł do pomieszczenia, powoli, jakby nieśmiało. Powietrze wokół zwierzęcia zawirowało, a na miejscu zwierzęcia stanął szczupły, blady chłopak. Wilkołaki zgodnie zawyły z radości. Chłopcy zerwali się ze swoich miejsc i podbiegli do nowo przybyłego, tylko Maurycy zachował pozorny spokój, ale na jego twarzy również pojawił się szeroki uśmiech.

    – Emil! Ty żyjesz! – wykrzyknął rozpromieniony Mirek poklepując przyjaciela po plecach. 

    We trójkę otoczyli chłopca na przemian to dusząc go w uściskach, to śmiejąc się wesoło.

    – Co się z tobą działo? – zapytał zaintrygowany Wojtek.

    – Gdzie ty do cholery byłeś? – pytał już w tym samym momencie Kuba.

    Wokół powstał chaotyczny, wesoły rozgardiasz. Maurycy wstał z fotela. 

    – Spokój – wrzasnął, tak, że cała czwórka w jednej chwili zwróciła na niego uwagę. – Dajcie mu dojść do słowa i przestańcie go dusić – warknął na chłopaków, ale z jego twarzy w dalszym ciągu nie schodził wesoły, pełen nadziei uśmiech.

    Kiedy chłopacy odsunęli się od Emila, tamten niepewnie podszedł bliżej. Stanął kilka kroków od Maurycego. Zatrwożonym wzrokiem spojrzał w twarz, znacznie wyższego od siebie chłopaka.

    – Moi opiekunowie nie żyją – powiedział lekko drżącym głosem – zabili ich Illi’andinn, kiedy polowali na krwiopijcę. Nie należę już do stada, zdradziłem was – oznajmił spokojnie spuszczając wzrok.

    Maurycy westchnął. 

    – Nie ma już żadnego stada – oznajmił. – Zostaliśmy tylko my. Przywódca nie żyje. Nie poczułeś tego?

    Emil przecząco pokręcił głową. 

    – Widocznie już wtedy nie należałem to stada – stwierdził z wyraźnie słyszalnym w głosie żalem i smutkiem.

    Gabriela także wstała z fotela. Zaintrygowana rozmową wilkołaków stanęła u boku Maurycego. Oczy Emila rozszerzyły się na jej widok. Wyglądało na to, że chłopiec dopiero teraz zauważył jej obecność. Spojrzał na nią jadowicie, z prawdziwą nienawiścią.

    – To ona – warknął – to przez nią zdradziłem stado.

    Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Powietrze zawirowało i Emil w jednej chwili znowu przemienił się w wilka. Z wyszczerzonymi kłami rzucił się w kierunku dziewczyny. Maurycy zareagował błyskawicznie. Momentalnie na miejscu chłopaka pojawił się pokaźnych rozmiarów, rudy drapieżnik. Skoczył, odpychając całym ciężarek ciała Emila, jednocześnie przewracając Gabrielę na podłogę. W tym momencie w drzwiach pojawiło się wspaniałe, czarne jak noc zwierzę. Z jego krtani wydobył się groźny, złowieszczy warkot. Jednym potężnym susem znalazł się tuż przy Maurycym. Chwycił zębami rudego wilka za gardło. Oszołomiona Gabriela podniosła się z podłogi. Przerażonym wzrokiem ogarnęła toczącą się w pokoju, brutalną walkę. Rudy wilk, skamląc, próbował się wyrwać znacznie potężniej zbudowanemu przeciwnikowi. Pozostali chłopacy, po chwili oszołomienia także przybrali swoje zwierzęce postacie i teraz doskakiwali na przemian do czarnego drapieżcy, starając się za wszelką cenę pomóc przyjacielowi wyrwać z jego śmiercionośnych zębów. Gabriela niejasno zdawała sobie sprawę, że jeszcze chwila, a czarny wilk, zmiażdży rudemu krtań. Niewiele myśląc rzuciła się pomiędzy walczące zwierzęta.

    – Cahir! Przestań! Zostaw go! – krzyknęła najgłośniej jak potrafiła. 

    Czarny wilk spojrzał na nią jednocześnie zaskoczonymi i pełnymi furii oczami, ale puścił gardło rudego. Odsunął się odrobinę, stając tak, żeby znaleźć się między dziewczyną, a drapieżnikami. Warknął groźnie. Wilki odsunęły się, podkulając ogony. Położyły się na brzuchach w geście poddaństwa. Emil cicho zaskamlał, przerażony tym, co planował zrobić. Tylko rude zwierzę leżało na podłodze, ciężko dysząc. Z rany na jego karku sączyła się ciemna, tętnicza krew.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Daniel wracał do domu w naprawdę podłym humorze. Ani trochę nie podobało mu się to, że ma pod opieką dwójkę smarkaczy, jak w myślach określał Gabrielę i Cahira. Jeszcze bardziej denerwował go fakt, że naprawdę się o nich martwił i nie potrafił się wyzbyć tych przytłaczających, ludzkich uczuć. To nie był on, nie tak powinno wyglądać jego życie.

    Szybkim krokiem minął Syrenie Stawy i znalazł się przy schronisku dla bezdomnych zwierząt. Z ciasnych boksów, jak zwykle słychać było rozpaczliwe, pełne tęsknoty szczekanie. Jednak tym razem czuły słuch Daniela wyłapał jeszcze inne dźwięki. Instynktownie wiedział, że coś jest nie tak. Wyczuwał zbliżające się zagrożenie. Teraz był pewien, że miał rację. Ktoś lub coś z jakiegoś powodu polowało na dziewczynę. Nie mógł bezsensownie tracić czasu. Szybkim ruchem zdjął przeszkadzającego mu w tym momencie, czarnego t-shirta i rozłożył olbrzymie, szare skrzydła, które w jednej chwili pojawiły się jakby z mgły otaczającej mężczyznę. Potem po prostu wzbił się w powietrze, wzlatując wysoko, w ciemne, wieczorne niebo.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Eryk zaczynał się niepokoić. Coś było nie tak. Umówił się z Gabrielą na Starym Mieście, jednak czekał już dobre pół godziny, a dziewczyna wciąż się nie pojawiała. Gabriela po prostu nie miała w zwyczaju się spóźniać. Wyciągnął telefon. Dziewczyna nie odbierała. Wampir nie miał najmniejszej ochoty na ponowne spotkanie z Illi’andinn zdawał sobie jednak sprawę, że może nie mieć innego wyjścia. Nie był do końca pewien dlaczego w ogóle się tym przejmuje, ale już po chwili stał w miejscu, w którym wolałby się już nigdy więcej nie znaleźć,  przed domem jednego ze swoich najbardziej znienawidzonych i niebezpiecznych wrogów. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Cahir przybrał swoją ludzką postać. Nie był pewien w jakiej sytuacji się znalazł. Zaczął jednak odczuwać niepokój i wiedział, że to nie obecność tych głupich dzieciaków go wywołuje. 

    – Nic ci nie jest? – zwrócił się zatroskany do Gabrieli. Dziewczyna przecząco pokręciła głową. Dopiero wtedy odwrócił się w stronę leżących na podłodze wilków. – Macie pięć sekund, żeby się przemienić – powiedział cichym, groźnym głosem. 

    Wilkołaki wyraźnie przejęły się groźbą zawartą w głosie Cahira, bo już po chwili, zamiast zwierząt w pokoju znalazło się czterech rzucających zatrwożone spojrzenia chłopaków. Czarnooki młodzieniec omiótł ich niechętnym spojrzeniem. Potem jego wzrok spoczął na leżącym na środku pokoju rudym wilku.

    – Ty też – rozkazał.

    – Umrze, jeżeli to zrobi – ośmielił się odezwać Wojtek.

    Cahir obrzucił go wściekłym spojrzeniem.

    – Nie pytałem cię o zdanie – warknął.

    Gabriela wyminęła stojącego przed nią Cahira. Uklęknęła przy ciągle krwawiącym, rudym wilku. 

    – Daj mu spokój – powiedziała pewnym głosem – gdyby nie on, to ja bym tu teraz leżała z przegryzionym gardłem.

    Emil słysząc te słowa schował się za stojącymi przy nim starszymi kolegami. W jego oczach czaił się strach.

    – Ale… – zaczął znacznie mniej pewnie Cahir.

    – Nie obchodzi mnie w tej chwili nic co masz do powiedzenia – przerwała mu gniewnie dziewczyna – chyba, że dotyczy to tego w jaki sposób można mu pomóc – powiedziała delikatnie dotykając dłonią rudej sierści wilka.

    Cahir ze zrezygnowanym westchnieniem podszedł do dziewczyny. Uklęknął na podłodze tuż przy niej. Położył rękę, na jej dotykającej wilczej sierści dłoni. Gabriela spojrzała na niego pytająco. Chłopak pokręcił tylko głową, gestem nakazując jej milczenie. Rudy wilk zaskowyczał z bólu. Szarpnął się gwałtownie, by po chwili znów znieruchomieć. Powietrze wokół niego zawirowało i tuż przy nich pojawił się Maurycy. Jego twarz była bardzo blada, z trudem łapał oddech, ale na jego ciele nie było widać nawet śladu krwi. Cahir wstał, niechętnie odsuwając się od dziewczyny.

    – Czy teraz ktoś łaskawie wytłumaczy mi o co tu chodzi? – spytał znużonym, pełnym rezygnacji głosem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Cahir roześmiał się gorzko. Obrzucił znajdujących się wokół niego ludzi niedowierzającym spojrzeniem. Ich prośba była w jego mniemaniu po prostu irracjonalna.

    – Nie – powtórzył po raz niewiadomo który.

    – Nie możesz ich tak zostawić – powiedziała cicho, siedząca obok chłopaka Gabriela.

    Cahir spojrzał na dziewczynę zbolałym wzrokiem. Dlaczego do niej, do licha, nie docierały żadne logiczne i racjonalne argumenty?!

    – Nie jestem wilkołakiem – powiedział powoli, mimo zirytowania, najspokojniej jak tylko potrafił. – Nic nie mogę dla nich zrobić. 

    – Owszem, możesz, tylko nie chcesz – syknęła Gabriela patrząc na Cahira bystrym, spojrzeniem wiosennie zielonych oczu.

    W jej wzroku było coś takiego… Cahir naprawdę miał ochotę spełnić jej życzenie, był jednak przekonany, że to, o co prosi zwyczajnie nie jest możliwe. Postanowił spróbować z innej strony.

    – Gabi… widziałaś co się stało, kiedy wziąłem odpowiedzialność za jednego z nich – tu znacząco spojrzał na skulonego w kącie Emila – wyraźnie może omijać moje rozkazy. Nie jestem wilkołakiem – powtórzył cierpko – nie nadaję się do tego.

    – Mylisz się – powiedział prawie niedosłyszalnym, drżącym głosem Emil. – Kazałeś mi zostać w domu – kontynuował cicho, kiedy wszyscy odwrócili się zaskoczeni w jego stronę. – Nie mogłem się stąd ruszyć. Próbowałem.

    – Więc dlaczego zaatakowałeś Gabrielę? – warknął na dzieciaka Cahir.

    Nie doczekał się jednak odpowiedzi, ponieważ Gabriela zerwała się ze swojego miejsca i podbiegła do skulonej na kanapie Natalii, która musiała ocknąć się już jakiś czas temu i teraz siedziała z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się przerażonym wzrokiem w otaczających ją ludzi.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Daniel wpadł do domu jak burza. Kiedy jednak znalazł się w salonie stanął w drzwiach jak wryty. Rozejrzał się z niedowierzaniem po pomieszczeniu. Na kanapie i fotelach siedział cały tłum dzieciaków.

    – Przepraszam, naprawdę nie chciałem cię wystraszyć – mówił uspokajającym głosem jakiś młody chłopak do siedzącej na kanapie, przeciętnej urody dziewczyny, która wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami.

    Gabriela siedziała tuż przy niej, z zaniepokojonym wyrazem twarzy, a obok niej z gradową miną przycupnął Cahir. Daniel zauważył też Emila, który przyciszonym głosem rozmawiał o czymś z dwoma młodymi chłopakami. Rozpoznał w nich wilkołaki z rozbitego stada. No cóż, to nie miało znaczenia. Oni wszyscy byli już martwi. Teraz musiał po prostu zabrać stamtąd córkę Elizy. To było w tej chwili najważniejsze.

    – Co to za zebranie? – spytał groźnie, wchodząc do własnego salonu. – Nie przypominam sobie, żebym zapraszał gości.

    Gabriela na jego widok natychmiast zerwała się z kanapy.

    – Ja ich zaprosiłam – powiedziała spokojnie, patrząc mu odważnie w oczy.

    – Świetnie – odpowiedział – to teraz ich wyproś, a potem wracasz do Irlandii.

    Dziewczyna spojrzała na niego niedowierzająco. W jej szmaragdowych oczach pojawiły się niebezpieczne błyski.

    – Nie będziesz mi mówił co mam robić – warknęła – nie jesteś moim ojcem!

    – Świetnie – odpowiedział już na dobre rozgniewany – nawet nie wiesz jak się z tego powodu cieszę! Ale to w dalszym ciągu jest mój dom i oni mają się z niego wynieść, a ty tak czy siak wracasz do Irlandii.

    Cahir stanął u boku dziewczyny. W jego spojrzeniu nie było ani trochę mniej uporu i zawziętości niż u Gabrieli.

    – Jeżeli stąd wyjdą, to zginą – oznajmił cicho – dlatego tu zostaną. A Gabi nigdzie nie jedzie.

    Daniel nie miał najmniejszej ochoty spierać się z tą dwójką, nie chciał jednak też do niczego zmuszać Cahira, bo wiedział jakie niesie to ze sobą konsekwencje.

    – Oni i tak są już martwi – powiedział spokojnie obrzucając pogardliwym spojrzeniem przysłuchujące się uważnie wilkołaki. – Nie mają przywódcy, ich stado zostało wytępione. Przyjmij, że to naturalna selekcja przy której giną słabe, nieporadne jednostki. Łowcy już rozpoczęli polowanie. Te dzieciaki nie mają żadnych szans. 

    Spojrzenie Cahira stwardniało. Jego twarz przybrała jeszcze bardziej zacięty wyraz. Widać było, że podjął właśnie jakąś ważną, wiele znaczącą decyzję.

    – To moje stado – oznajmił chłodnym, pewnym głosem – i będę go bronił jeżeli zajdzie taka potrzeba.

    Wilkołaki popatrzyły na czarnookiego młodzieńca z niedowierzaniem, a potem jak na komendę cała piątka zawyła z radości. Gabriela spojrzała na Cahira zaskoczona, a potem, impulsywnie przysunęła się do niego jeszcze bliżej i przytuliła do chłopaka całą swoją niewielką osobą. Objął ją delikatnie, gładząc jej złote włosy. Daniel już nawet nie próbował ukrywać swojej złości.

    – Świetnie, więc planujesz narażać siebie i Gabrielę dla bandy obcych dzieciaków? – warknął.

    Cahir przecząco pokręcił głową.

    – Nie. Odpuszczą, kiedy im to przekażesz.

    – Ja im przekażę?! – spytał coraz bardziej rozgniewany Daniel.

    – Tak – odpowiedział stanowczo chłopak. – Ciebie posłuchają.

    W tym momencie Daniel miał ochotę po prostu rozkazać Cahirowi pozabijać ich wszystkich, tak jak stoją. Wiedział, że chłopak nie miałby wyjścia, musiałby go posłuchać. Już zamierzał wypowiedzieć te słowa, kiedy napotkał błagalne spojrzenie zielonych oczu Gabrieli. Wtedy coś w nim pękło i zdał sobie sprawę, że nie chodzi tu już tylko o Elizę. Nie wiedział dlaczego, ale z jakiegoś powodu zależało mu na tym, żeby dziewczyna nie czuła do niego nienawiści. Zresztą nie mieli czasu na bezowocne kłótnie. 

    – Zgoda – powiedział cicho, rozluźniając napięte do tej pory mięśnie. Cahir spojrzał niedowierzająco na swojego wieloletniego przyjaciela i opiekuna. Nie mógł uwierzyć, że tamten tak po prostu się zgodził.  – Ale pod jednym warunkiem – powiedział już zupełnie spokojnym, ciągle jednak śmiertelnie groźnym i poważnym tonem Daniel. – W tej chwili spakujesz rzeczy dziewczyny i wynosimy się stąd. Teraz – podkreślił dobitnie. 

    Cahir skinął głową. Nabierał coraz większego przekonania, że zagrożenie które odczuwa jest rzeczywiste. Daniel tylko potwierdził jego obawy. Odsunął się niechętnie od Gabrieli i zniknął w prowadzącym do schodów na wyższe piętro korytarzu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    – Nie wracam do domu – oznajmiła stanowczo Gabriela, kiedy Cahir zniknął za drzwiami.

    – Nie obchodzi mnie twoje zdanie – odpowiedział ponuro Daniel.

    W drzwiach salonu pojawił się Eryk. Gabriela jęknęła w duchu. Przez całą tę sprawę z wilkołakami, zupełnie zapomniała, że umówiła się tego dnia z wampirem. W jednej chwili znalazł się tuż przy dziewczynie. Przytulił ją do siebie, a ona przylgnęła do niego ufnie. Daniel spojrzał na nich z dezaprobatą, ale nic nie powiedział.

    – Nie możesz tu zostać – stwierdził spokojnie Eryk, delikatnie odsuwając od siebie Gabrielę. – Grozi ci niebezpieczeństwo. Ja też to czuję. 

    Dziewczyna spojrzała w jego głębokie, błękitne oczy. 

    – Nie wrócę do domu – powtórzyła tym razem cicho i spokojnie.

    – Dobrze – odpowiedział. – Nie musisz wracać do domu. Po prostu się stąd wynieśmy, potem pomyślimy co dalej. Zgoda?

    Niepewnie skinęła głową. Po krótkiej chwili do pokoju wrócił Cahir. Niósł ze sobą dwie torby podróżne. Jedną z nich oddał Danielowi. Kiedy jego wzrok spoczął na Eryku, przez twarz chłopaka przebiegł grymas bólu, nie odezwał się jednak ani słowem. Najważniejsze było teraz bezpieczeństwo Gabrieli. Jego uczucia nie miały w tym momencie najmniejszego znaczenia.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Wieczór powoli przemieniał się w noc, gwiazdy świeciły jasno na ciemnym, bezchmurnym niebie. Nad miastem widać było bladą łunę stworzoną przez sztuczne światła domów i latarni. Grupka ludzi tłoczyła się przy czarnym, sportowym Alfa Romeo.

    – Nie ma mowy – wycedził Daniel przez zęby. – Oni z nami nie jadą!

    – Oczywiście, że jadą – powiedział zdecydowanym tonem Cahir. – Nie zostawimy ich znowu samych, poza tym mogą się przydać.

    – Niby do czego? – warknął blondyn. – Przecież to tylko banda głupich smarkaczy! Zresztą i tak się wszyscy nie zmieścimy w jednym samochodzie.

    Cahir wzruszył ramionami. 

    – To nie ma znaczenia. Bez problemu mnie znajdą. 

    – Nie chciałbym wam przeszkadzać – wtrącił się Eryk, cały czas obejmując ramieniem stojącą przy nim Gabrielę – ale naprawdę nie mamy zbyt wiele czasu. Moglibyście dokończyć waszą dyskusję później?

    Obydwaj obrzucili wampira wrogimi spojrzeniami, ale zgodnie zamilkli. 

    – Świetnie – stwierdził w końcu Daniel patrząc pogardliwie w kierunku wilkołaków – skoro tak wysoko oceniasz ich umiejętności, to niech idą za nami. Jeżeli zgubią ślad, zostawimy ich samych sobie, jeżeli będą potrafili nas odnaleźć to istnieje dla nich jeszcze jakaś nadzieja.

    Cahir skinął głową.

    – Poradzicie sobie? – zwrócił się do Maurycego, który nie spuszczał wzroku z ciągle pobladłej na twarzy Natalii. 

    – Znajdziemy cię – odpowiedział pewnie chłopak.

    – Więc załatwione – ucieszył się pełnym sarkazmu głosem Daniel. – Wsiadajcie, jedziemy.

    – Zrobię czego sobie życzycie – powiedziała złowieszczo Gabriela – ale najpierw odwieziecie do domu Natalkę. 

    Daniel tylko przewrócił oczami, siadając za kierownicą sportowego wozu. Wyraźnie uznał, że kolejna kłótnia zwyczajnie nie ma sensu. Odwiozą do domu przerażoną smarkulę, a potem oddalą się jak najszybciej, byle dalej od tego parszywego, pełnego czarnej magii miasta.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy jechali przez miasto, już z daleka słychać było ryk syren strażackich. Nad domami unosiły się szare kłęby dymu. W poprzek ulicy, przy której znajdowała się kamienica Natalii, policjanci ustawili szlaban, nikomu nie pozwalając przejechać. Na chodnikach po obu stronach blokady stał tłum gapiów, przyglądając się z zainteresowaniem sprawnej, strażackiej akcji ratowniczej. Daniel zaparkował przy krawężniku i wysiadł by zorientować się w sytuacji, w miejscu zatrzymał go jednak paniczny krzyk Natalii. Próbowała wydostać się z samochodu, ale siedzący obok dziewczyny Eryk, skutecznie ją przytrzymał.

    – Puść mnie, to mój dom! – krzyczała dziewczyna. – Pali się mój dom!

    Wampir przytulił do siebie rozhisteryzowaną dziewczynę, która przestała krzyczeć, zamiast tego wylewając morze łez. Gabriela i Cahir wysiedli z samochodu. Cały szereg kamienic płonął nienaturalnym, czerwono-pomarańczowym ogniem. Obserwujący tragedię ludzie szeptali między sobą przerażeni, Gabriela słyszała urywki ich rozmów: „wybuch gazu”, „wszystko w środku się zawaliło”, „nikt nie przeżył”, „to się stało tak nagle! ogień od razu przeskoczył na sąsiednie domy!”. Nagle uwagę dziewczyny przyciągnęły czarne, lecące nad dachami domów cienie. Chwyciła rękaw stojącego obok niej Cahira, wskazując mu niebo. Daniel też je zauważył. Zaczął przeklinać.

    – Do samochodu, szybko – warknął.

    Ani Gabriela, ani Cahir tym razem nie zamierzali protestować. Wsiedli szybko, do zaparkowanego przy krawężniku Alfa Romeo. Kiedy tylko znaleźli się w środku, Daniel ruszył z piskiem opon. Wydostał się z miasta, najszybciej jak potrafił, kierując się ku niemieckiej granicy. Kiedy znaleźli się na prowadzącej do Kołbaskowa szosie, Daniel gwałtownie przyspieszył. 

    – Zwariowałeś? – syknęła Gabriela, kiedy rzuciło nią na tylnym siedzeniu.

    – Śledzą nas – odpowiedział spokojnie blondyn. – Nie wiem dlaczego, ale za nami lecą. 

    Dziewczyna wyjrzała przez tylną szybę. Rzeczywiście, leciało za nimi całe stado mrocznych cieni, zasłaniając co jakiś czas gwiazdy na bezchmurnym niebie. Wyglądały jak olbrzymie, przerażające nietoperze. 

    Wkrótce minęli niemiecką granicę i wyjechali na autostradę. Daniel nie zatrzymywał się przez prawie całą noc. Natalia, zmęczona długim łkaniem usnęła z głową na ramieniu Eryka. Gabriela siedziała zamyślona, wpatrując się w okno. Powoli zaczynało świtać.

    – Mamy jakiś plan? – zapytał ziewając przeciągle Cahir.

    – Aha – oznajmił ponuro Daniel. – Jedziemy do Kale, a potem do Dover, stamtąd już niedaleko do Kilkenny, a tam smarkulą zaopiekuje się ojciec, a ja będę miał święty spokój.

    – Bardziej miałem na myśli to, że zbliża się świt, a mamy w samochodzie wampira – uśmiechnął się ponuro Cahir.

    Daniel wzruszył ramionami.

    – Zatrzymam się, to wysiądzie, dalej będzie sobie musiał radzić sam – oznajmił.

    – To nie najlepszy pomysł – powiedział cicho Cahir. – Te cienie… nie jesteśmy w stanie z nimi walczyć, ich dotyk zabija. Eryk już jest martwy, dla niego nie stanowią zagrożenia. Tylko on będzie mógł skutecznie bronić przed nimi Gabrielę. 

    – Dlaczego uważasz, że miałby chcieć nam pomóc? – żachnął się Daniel.

    – Pomogę – powiedział spokojnie Eryk – ale nie wam, tylko Gabrieli. Zrobię co w mojej mocy, żeby nie stała się jej żadna krzywda.

    – Dobrze – westchnął zrezygnowany Daniel. – Niech będzie. Zatrzymamy się w najbliższym motelu.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zamiast zatrzymać się w motelu, przy prowadzącej do Berlina szosie, Daniel skręcił do oddalonego sto kilometrów od Drezna Tropical Island. Zatrzymał samochód na olbrzymim parkingu pod kompleksem. 

    – Zwariowałeś? – warknął na niego Cahir. – Co my tu do cholery robimy?

    Blondyn zmierzył go chłodnym wzrokiem. Zanim jednak zdążył udzielić kąśliwej odpowiedzi, odezwał się Eryk.

    – To dobre miejsce – stwierdził. – Spędzimy dzień w tłumie ludzi, a do tego, w razie czego znacznie łatwiej ukryć się tutaj,  niż byłoby w motelu. 

    Gabriela nie protestowała. Chciała po prostu jak najszybciej się stąd wynieść. Nie wiedziała co się stało i dlaczego akurat z domem Natalii, ale była przekonana, że to z jakiegoś powodu jej wina. Ktoś na nią polował, a ona nie miała pojęcia dlaczego. Natalia apatycznie, ale posłusznie wyszła z samochodu wraz ze wszystkimi. Jej postrzępione, nieuczesane, rudawe włosy, opadały na policzki i oczy ażurową kaskadą. Zgarbione plecy i skulone ramiona nie prezentowały się ani odrobinę lepiej. Dziewczyna przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy. Gabriela poważnie zaczynała się martwić o nową przyjaciółkę. Kiedy całą piątką podeszli pod przeszklone, obrotowe drzwi kompleksu przysunęła się do Natalii i wzięła ją pod ramię. Kiedy Daniel wykupił dla nich bilety i plażowe ubrania, obie zniknęły za drzwiami damskiej przebieralni.

    – Natalka, jak się czujesz? – zapytała cicho Gabriela, prowadząc przyjaciółkę w kierunku ich szafek. 

    Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Spojrzała na towarzyszkę lśniącymi od powstrzymywanych łez oczami.

    – Moje mieszkanie w kamienicy spłonęło, moja babcia nie żyje. Jak mam się czuć? – spytała, a Gabrieli zrobiło się upiornie głupio, że zadała tego typu pytanie.

    – Mieszkałaś tylko z babcią? – spytała nie mając pojęcia co może powiedzieć.

    – Tak… – odpowiedziała smętnie Natalka.

    W milczeniu zaczęły się przebierać w kostiumy kąpielowe. Potem narzuciły na siebie cienkie, plażowe sukienki. Gabrieli była słonecznie żółta, Natalii natomiast trawiaście zielona. Na nogi włożyły japonki w tych samych barwach. Gdyby nie podła, dziwaczna sytuacja, w której się znalazły, obie dziewczyny byłyby po prostu zachwycone.

    – Gabriela… – zaczęła niepewnie Natalia. – Powiedz mi co się dzieje? O co w tym wszystkim chodzi? Przed czym my właściwie uciekamy? Dlaczego są z nami ci chłopacy z pubu?

    – To dosyć długa historia… – westchnęła dziewczyna, ale kiedy spojrzała w szczenięce, szeroko otwarte oczy koleżanki, powoli, sama niezbyt pewna tego jak to wszystko absurdalnie i surrealistycznie zabrzmi, zaczęła opowiadać.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Zaniepokojony Cahir czekał pod drzwiami damskiej przebieralni. Dziewczyny nie wychodziły zdecydowanie zbyt długo. Wiedział jednak, że poczułby, gdyby Gabrieli stało się coś złego. Czuł się rozdarty. Nie miał ochoty wywoływać bezsensownego, niepotrzebnego zamieszania, ale jednocześnie bardzo chciał sprawdzić, co je na tak długo zatrzymało. W końcu jednak doczekał się ich wyjścia. Kiedy zobaczył ubraną w słonecznie żółtą, plażową sukienkę Gabrielę, coś boleśnie ścisnęło mu gardło. Czemu musiał tak wszystko schrzanić? Tyle czasu na nią czekał… Nigdy, w najgorszych koszmarach, nie przypuszczał, że dziewczyna może nie czekać na niego. Od zawsze żył w przekonaniu, że są sobie przeznaczeni. Teraz, zwyczajnie, nie mógł się pozbierać. Jeszcze większy ból i rezygnację poczuł, kiedy do Gabrieli podszedł Eryk. Dziewczyna wspięła się na palce, całując go delikatnie, a potem sama wśliznęła mu się pod rękę. Wampir drugie ramię podał Natalii i razem, z dwiema, z jakiejś przyczyny rozbawionymi dziewczynami, poszli zwiedzać kompleks. Cahir został sam, z niejasnym poczuciem, że to wszystko zupełnie nie tak miało wyglądać.

    Note