Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Rozdział IX

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Tego dnia Eliza była w bardzo dobrym humorze. Dostała list informujący o przyjęciu jej na uczelnię. Planowała studia zaoczne, ale Daniel namówił ją, żeby złożyła dokumenty także na dzienne i bez problemu zakwalifikowała się z konkursu świadectw. Chłopak także się dostał, więc od października mieli studiować razem. Postanowili, że mieszkać będą tu gdzie teraz. Na uczelnię mieli, co prawda, trochę ponad godzinę drogi, to jednak dla Daniela nie stanowiło najmniejszego problemu. Dziewczyna była wniebowzięta. Wreszcie przestała się bać początku roku akademickiego. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Była piękna, słoneczna niedziela. Dzisiaj obchodzili urodziny Elizy, ponieważ we wtorek, kiedy wypadały jechała z Mattem na wycieczkę do Paryża.  Rodzina dziewczyny postanowiła urządzić leśny piknik. Ciotka Elizy rozłożyła na trawie koc, jej córki uwijały się dookoła wypakowując przygotowane jedzenie. 

    – Już jest! Już jest! – zaczęli krzyczeć dwaj mali chłopcy wbiegając na polanę.

    Marek i Jarek byli młodszymi kuzynami Elizy. Jeden miał osiem, drugi dziesięć lat. Mieli też dwie starsze siostry, czternastoletnią Beatę i piętnastoletnią Dorotę. Wszyscy bardzo kochali swoją kuzynkę i tęsknili za nią odkąd się wyprowadziła, żeby zamieszkać z chłopakiem.

    – Dobrze, możecie ją tu przyprowadzić – odezwała się z uśmiechem układająca rzeczy na kocu kobieta.

    – Pomóc ci w czymś  kochanie? – spytał szczupły mężczyzna, który właśnie skończył rozstawiać grilla.

    Podszedł do klęczącej na kocu żony, usiadł za nią i objął ją ramionami. 

    – Nie, już kończymy. – Pogłaskała go czule po policzku. – Dziewczynki macie swoje prezenty?

    Obie wyszczerzyły do matki zęby w uśmiechu. Już od rana nie mogły doczekać się, kiedy dadzą je swojej przyszywanej siostrze.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    – Jesteś pewna, że chcesz, żebym tam był? – spytał po raz setny Matt. – To przecież twoja rodzinna uroczystość.

    Dziewczyna przewróciła oczami.

    – No i? Po za tym Daniel też tam będzie, może dzięki temu nie będziesz czuł się tak źle.

    – Nie o to chodzi, że będę czuł się źle, tylko…

    – Właśnie, co tylko? Naprawdę tak bardzo nie chcesz poznać mojej rodziny?

    – Oczywiście, że chce ich poznać, nie jestem tylko pewien czy oni chcą poznać mnie…

    Eliza westchnęła zrezygnowana.

    – Idziesz czy nie?

    – Skoro ci na tym zależy to pójdę.

    Do pokoju wszedł Daniel. Miał na sobie sportową koszulkę Nike i zielone bojówki. Przez jedno ramię miał przewieszony plecak.

    – Jeszcze nie gotowi? Znowu się kłócicie? 

    – Nie, już skończyliśmy – Matt prawie warknął.

    – Świetnie – Daniel zignorował go uśmiechając się do Elizy – więc może chodźmy?

    Cała trójka wyszła przed dom. Wsiedli do sportowego samochodu Daniela. Dziewczyna była w bardzo dobrym nastroju i nawet zły humor Matta nie mógł popsuć jej tego dnia. Miała na sobie błękitną, delikatną sukienkę na ramiączkach, którą dostała niedawno od Daniela. Mimo, że nie podobało jej się to, że chłopak ciągle robi jej jakieś prezenty, to jednak bardzo cieszyła się, że ją ma. Była idealna na taki gorący letni dzień, a do tego bardzo jej się podobała. Matt jak zwykle miał na sobie czarne jeansy i koszulkę. Nie był zachwycony pomysłem spędzenia popołudnia z rodziną Elizy. Do tej pory był u niej w domu może ze dwa razy i to tylko wtedy kiedy naprawdę nie miał innego wyjścia, w sytuacjach takich jak przewiezienie jej rzeczy do mieszkania. Teraz niepokoiła go perspektywa poznania jej ciotki i kuzynostwa.

    Droga do lasu zabrała im jakieś pół godziny, a później kolejne piętnaście minut dojście na polanę, na której zaplanowany był piknik. Jeszcze w lesie zobaczyła Marka i Jarka, swoich młodszych kuzynów. Pomachała do nich wesoło, a oni rzucili się z piskiem z powrotem w kierunku polany. Daniel uśmiechnął się do dziewczyny i puścił pędem za nimi. Eliza stanowczo wzięła milczącego Matta za rękę i niespiesznie ruszyła ich śladem.

    Kiedy doszli na polanę, Daniel stał pod drzewem, a Beata i Dorota skakały dookoła niego jak opętane. 

    – Przyniosłeś? – zapytała podekscytowana młodsza dziewczynka.

    Coś wyjął z kieszeni i jej podał a ona chwyciła szybko i obie odbiegły na bok szepcząc o czymś między sobą. Uśmiechnięta Eliza podeszła do Daniela i we trójkę już spotkali się z ciotką Alicją i jej mężem Krzysztofem. Kobieta wstała lekko, a jej gruby brązowy, przewiązany czerwoną wstążką warkocz podskoczył na plecach jak u małej dziewczynki. Podbiegła do Elizy i uściskała ją na powitanie, potem pocałowała w policzek Daniela jakby byli starymi przyjaciółmi, a on objął ją serdecznie.

    – Ciociu, to jest Matt – przedstawiła swojego chłopaka Eliza – chyba jeszcze nie mieliście okazji poznać się oficjalnie.

    – Bardzo mi miło – kobieta uśmiechnęła się do niego podając mu rękę.

    Uścisnął ją nieco niepewnie. 

    – No maleńka, dzieciaki już nie mogły się na ciebie doczekać. – Wuj Krzysztof podszedł do niej i przytulił siostrzenicę delikatnie, potem poklepał Daniela po plecach – na ciebie z jakiegoś powodu czekały jeszcze bardziej.

    Kiedy witał się z Mattem obrzucił go nieco chłodnym, zdawkowym spojrzeniem, ale nic nie powiedział. Chłopak czuł się tu zupełnie nie na miejscu. Zastanawiało go też, jak często Daniel przebywał z rodziną Elizy. Zazdrość, z którą ciągle walczył, budziła się w nim na nowo. 

    – Prezenty! – wyrwało się podskakującemu niecierpliwie od jakiegoś czasu obok nich Jarkowi. 

    – Dobrze, dobrze. Usiądźmy najpierw. – Wszyscy usiedli na kocu, oprócz wuja, który wrócił pilnować grilla. – Po kolei chłopcy – zganiła ich Alicja, kiedy zaczęli przepychać się jeden koło drugiego, żeby podać Elizie swoje paczuszki. – Jarek, ty pierwszy.

    Rozradowany blondynek podał dziewczynie odrobinę wygniecioną laurkę, na okładce której był wazonik pełen niebieskich kwiatów i napis „DLA ELIZY”. Kiedy otworzyła kartkę, w środku znalazła drugi obrazek. Było na nim osiem postaci, a każda miała, według pomysłu Jarka, jakąś charakteryzującą ją cechę. 

    – Pokaż mi kto jest kto – poprosiła dziewczyna swojego młodszego braciszka.

    – Tu jesteś ty – wskazał na postać ze słoneczkiem –  to mama i tata – pokazał dalej dwie stojące przed pomarańczowym domkiem i trzymające się za ręce – tutaj jest Beatka z Dorotką – jego palec znalazł się przy dziewczynkach zbierających kwiatki – a to ja i Marek gramy z Danielem w piłkę. 

    Matt poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, z powodu, że Daniel znalazł się nawet na obrazku kuzyna Elizy. Dziewczyna pocałowała blondynka w czoło. 

    – Jest bardzo ładny Jareczku. Dziękuję.

    Chłopiec cały się rozpromienił. Później odpakowała malutkiego drewnianego konika z cepelii, prezent od Marka, książkę z opowiadaniami od Krzysztofa i długi błękitny szal od Alicji. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa. Właściwie to niczego więcej nie pragnęła. Były tu wszystkie drogie jej osoby i pojawiły się specjalnie dla niej. 

    Przyszła pora na prezent od kuzynek. Dziewczynki z dumą podały jej kwieciste pudełeczko. W środku była bransoletka z czarnego rzemyka ze srebrny zapięciem, a na niej nawleczony był niebieski motylek z modeliny, Eliza natychmiast domyśliła się, że został wykonany przez Beatkę, bo dziewczynka miała do tego prawdziwy talent, srebrne serduszko ozdobione różami i misterny srebrny kwiatek. Dorota natychmiast założyła dziewczynie bransoletkę.

    – To od nas i od Daniela, ale od niego prawdziwy prezent dostaniesz później, pomagałyśmy mu wybierać, będziesz zachwycona. 

    Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia z Beatą.

    – Aha – wtrąciła młodsza dziewczynka – bo jakbyś dostała go teraz to byś nie chciała już nigdzie jechać, bo byś wolała z prezentem zostać!

    Eliza obrzuciła Daniela ponurym spojrzeniem, ale chłopak tylko wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. Przysunął się bliżej i wyjął niebieską wstążkę ze srebrnym zapięciem na której wisiała śliczna róża z szafirowymi płatkami. Zapiął ją dziewczynie na szyi.

    – A to ode mnie, żeby pasowało do bransoletki.

    Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Dziewczyna była lekko poirytowana, ale mimo to nie potrafiła ukryć uśmiechu. Wiedziała, że specjalnie uknuł to z jej kuzynkami, żeby nie mogła bronić się przed przyjęciem prezentu. Wolała nie wiedzieć ile kosztował. Pocałowała Daniela w policzek.

    – Dziękuję – powiedziała po prostu. – Jesteś niemożliwy.

    Patrzył na nią uradowany. W ich kierunku poleciała piłka. Daniel złapał ją w locie. 

    – Grasz z nami? – zawołał do niego Krzysztof.

    – Jasne.

    Chłopak poderwał się z koca. Uradowani chłopcy machali do niego niecierpliwie. 

    – Matt? – zwrócił się do przyjaciela.

    – Nie, dzięki, ja odpadam – odparł tamten. 

    Nie czuł się mile widziany przez rodzinę Elizy. Był przekonany, ze po prostu tutaj nie pasował. Daniel wzruszył ramionami i pobiegł rzucając Markowi piłkę. Alicja zabrała ze sobą córki i poszły do samochodu przynieść tort. Dziewczyna przysunęła się bliżej do Matta. Położyła mu głowę na ramieniu. Splotła swoją dłoń z jego dłonią.

    – Głupio mi, że nie wziąłem ze sobą prezentu dla ciebie – powiedział cicho.

    Spojrzała na niego niepewnie.

    – Myślałam, że dajesz mi w prezencie tydzień w Paryżu…

    – To też, ale nie tylko – uśmiechnął się do niej przekornie.

    – Niedobry jesteś! Teraz będę się ciągle zastanawiała co to! – spojrzała na niego oczami kota ze Shreka.

    – Zobaczysz w domu – pocałował ją delikatnie. – Często bywałaś z Danielem u rodziny?

    – Właściwie to tak, chodził ze mną prawie za każdym razem kiedy ich odwiedzałam. Ty nigdy nie chciałeś – spojrzała na niego z wyrzutem.

    Wzruszył ramionami.

    – To teraz mam za swoje.

    – Jak to? – nie zrozumiała dziewczyna, ale nie zdążył jej odpowiedzieć bo wróciła Alicja i dziewczynki z pokrytym bitą śmietaną tortem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Matt wracał ze spaceru, poszedł się przejść by choć trochę odgrodzić się od świetnie bawiącej się na pikniku rodziny. Usłyszał jakieś przyciszone głosy. Zatrzymał się przy drzewie, nie chciał przeszkadzać. 

    – Nie zaczynaj znowu, to jej decyzja nie twoja! Po za tym nic nie wiesz o tym chłopaku, czemu od razu go przekreślasz? – powiedziała gniewnie przyciszonym głosem Alicja.

    – Sama też bardzo lubisz Daniela – odparował jej mąż – nie uważasz, że byłby dla niej lepszy?

    – To co ja uważam nie ma najmniejszego znaczenia – powiedziała cicho ciocia Elizy, nie zaprzeczając słowom męża. – Ważne jest to czego ona chce. To jej własne wybory.

    – Ale…

    – Żadnego „ale” Krzysztofie, nie będę jej do niczego namawiała i ty też nie powinieneś.

    Ręce Matta same zacisnęły się w pięści. Zdecydowanie będzie musiał coś z tym zrobić. Zazdrość o przyjaciela i kłębiące się w nim przekonanie, ze tamci mają rację były dla niego nie do zniesienia.  

    Note