Rozdział 9 – Włoskie lato bez planu
by VickyNasze ręce leżą obok siebie na piasku, tak, że niemalże się ze sobą stykają. Poznałam go już na tyle, by zdawać sobie sprawę, że to, czy coś się między nami wydarzy jest tylko i wyłącznie moją decyzją. Wreszcie zbieram się na odwagę i przesuwam palcami po jego dłoni. Czuję przyjemne mrowienie. W powietrzu niemal fizycznie czuć panujące między nami napięcie. Matteo pochyla się ku mnie, a ja nieświadomie wstrzymuję oddech. Całuje mnie, a gdy odwzajemniam jego pocałunek, zaczyna splatać swój język z moim językiem. Przysuwam się do niego bliżej. Nie chcę, żeby przestawał. Dopiął swego i pragnę więcej! Chcę, żeby trzymał mnie w swoich ramionach i całował do końca świata.
On jednak po chwili się odsuwa. Patrzy na mnie z niechęcią.
– Wszystkie jesteście takie same – oznajmia wstając i otrzepując grafitowe dżinsy z piasku.
Przyglądam mu się zupełnie zbita z tropu.
– O co ci chodzi? – pytam zawiedziona i poirytowana.
– Wydaje ci się, że jesteś taka wspaniała, że powinienem być twoim wiernym pieskiem, jak Luca? – pyta z drwiną. – Jesteś głupią smarkulą!
Nie mogę zrozumieć co się stało i dlaczego tak nagle mu odbiło, ale nie zamierzam pozwolić na to, żeby mnie obrażał.
– Pieprz się – odpowiadam mu chłodno i również wstaję.
Z trudem panuję nad własną złością. Szybkim krokiem ruszam w kierunku baru, a on tym razem nie idzie za mną. Szukam wzrokiem Lucy i wzdycham zrezygnowana, gdy widzę go na parkiecie w towarzystwie smukłej brunetki. Siadam przy naszym stoliku, zastanawiając się czy wyglądam na pełnoletnią i sprzedadzą mi drinka. Nie jestem pewna i postanawiam jednak poczekać na brata. Gdy piosenka cichnie podchodzi do mnie, prowadząc ze sobą nieznajomą dziewczynę.
– To Angela, przyjechała tu na wakacje z Wielkiej Brytanii – przedstawia mi brunetkę. – To moja siostra, Nikki – uśmiecha się, wypowiadając nowe dla nas obydwojga słowo. – Przynieść wam coś do picia? – proponuje.
Obie zgodnie zamawiamy tropikalne longdrinki na bazie białego rumu. Luca podchodzi do baru, a Angela przysuwa się do mnie, by móc ze mną rozmawiać, mimo zbyt głośno grającej muzyki. Sprawia wrażenie już lekko wstawionej. Opowiada o sobie i zachwyca się Lucą. Nie potrafię jednak skupić na niej uwagi, bo na parkiecie pojawia się Matteo. Tańczy z mocno opaloną, tlenioną blondynką, która co parę chwil próbuje się o niego ocierać. Ponownie wzbiera we mnie złość. Mam ochotę mu przyłożyć. Cholerny dupek! Nie rozumiem dlaczego zadał sobie tyle trudu, tak bardzo się o mnie starał, a gdy w końcu pozwoliłam mu się pocałować…
Gdy Luca przynosi nasze drinki, swój wypijam niemal duszkiem. Czuję się zraniona. Chciałabym móc przestać myśleć o Matteo, ale w jakiś pokrętny sposób zdążył się wkraść do mojego serca, a teraz od niechcenia postanowił je złamać. Zaczynam rozważać, czy przypadkiem nie jest psychopatą, któremu krzywdzenie dziewczyn sprawia niekłamaną przyjemność. Staram się skupić na rozmowie, w którą Luca bezowocnie próbuje mnie wciągnąć, ale zwyczajnie nie potrafię przestać zerkać w kierunku parkietu.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Siedzę na drewnianych schodkach, czekając aż Luca skończy się całować. Jestem odrobinę zazdrosna, że jemu się udaje, ale zaraz przypominam sobie o Paoli i stwierdzam, że mu się to zdecydowanie należy. W pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że ktoś nade mną stanął. Podnoszę wzrok tylko po to, by napotkać spojrzenie niebieskich oczu Matteo.
– Nie rozumiem – mówi do mnie, a ja czuję, jak bardzo jest zirytowany.
– Czego nie rozumiesz? – warczę, bo chcę tylko, żeby się ode mnie odczepił.
Podążam za jego wzrokiem, ku stojącym w oddali przy samym brzegu morza, splecionym sylwetkom Lucy i Angeli.
– Dlaczego siedzisz tu i spokojnie patrzysz, jak się całują? – pyta.
– Nie mam pojęcia o co ci chodzi – przyznaję, w odruchu wywołanej znużeniem szczerości.
Przygląda mi się badawczo, lekko marszcząc brwi.
– Byłaś z Lucą na weselu jego ojca… – odzywa się niepewnie.
– Jasne, że byłam – prycham. – To było wesele również mojej mamy.
Chłopak wygląda jakby zobaczył ducha. Patrzy na mnie niedowierzająco, a ja dostrzegam czającą się w jego spojrzeniu niepewność.
– Zniknęliście na ponad dwie godziny w apartamencie… – mówi lekko zachrypniętym głosem.
– A ty skąd to wiesz? – pytam coraz bardziej zirytowana, podnosząc się ze schodków, na których siedziałam.
Matteo sprawia wrażenie mocno zmieszanego.
– Miałem przerwę i chciałem z tobą porozmawiać – tłumaczy. – Poszedłem za wami, ale weszliście tam i nie wychodziliście.
– Och! – dopiero teraz do mnie dociera. – Myślałeś, że ja i Luca? – śmieję się, nie potrafiąc dokończyć tego zdania, bo pomysł wydaje mi się naprawdę absurdalny.
Podchodzi do nas tleniona blondynka, z którą wcześniej tańczył Matteo, a ja czuję, jak żołądek podjeżdża mi do gardła. Znowu nabieram ochoty, żeby mu czymś przyłożyć.
– Idziemy? – dziewczyna pyta po włosku, oplatając rękami jego biceps.
– Zmieniłem zdanie, nigdzie nie idę – odpycha ją od siebie stanowczo.
– Żartujesz, prawda? – pyta robiąc słodki dzióbek i próbując się ponownie do niego przykleić.
– Spieprzaj – warczy na nią, tym razem odpychając ją od siebie znacznie brutalniej. – Znudziłaś mi się.
– Ale… – zaczyna tamta niepewnie, wyraźnie zraniona.
Alkohol robi swoje. Gdy Matteo odwraca się ku mnie, jestem tak wkurzona, że z całej siły uderzam go w twarz. Potem odwracam się do niego plecami i postanawiam jednak nie czekać na Lucę. Zamierzam wrócić do domu. To tylko kilkanaście minut. Mijam zejście z plaży i wyjmuję z plecaka telefon. Piszę bratu sms’a, że nie musi się o mnie martwić. Gdy klikam wyślij, czuję, jak ktoś wyjmuje mi komórkę z dłoni. Zaskoczona podnoszę wzrok. Dlaczego on do cholery za mną poszedł?!
– Oddawaj! – żądam.
– Nie – odpowiada, chowając mój telefon za plecami. – Odprowadzę cię do domu. Na miejscu oddam ci telefon – obiecuje.
– Skąd pomysł, że mam ochotę na twoje towarzystwo, dupku? – warczę.
Uśmiecha się do mnie czarująco.
– Wiem, że nie masz, dlatego właśnie zabrałem ci telefon – wyjaśnia.
Poddaję się bez walki, bo naprawdę chcę już być w domu. W milczeniu wspinamy się pełnymi uroku, wąskimi uliczkami nadmorskiego miasteczka.
– Telefon – żądam, gdy zatrzymujemy się pod okazałą willą Davide. – Jesteśmy na miejscu.
– Nikki, przepraszam – Matteo wpatruje się we mnie intensywnie tymi swoimi obłędnie niebieskimi oczami. – Daj mi jeszcze jedną szansę – prosi. – Już więcej cię nie zawiodę.
Chcę mu odmówić, ale kiedy stoi tak blisko mnie, mam ogromną ochotę, żeby znowu go pocałować. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale kwadrans później pływamy w basenie, na dodatek Matteo ma na sobie tylko bokserki, a ja czarne figi i sportowy stanik. Opiera mnie o ścianę basenu, a ja oplatam go w pasie nogami. Całujemy się tak, że brakuje mi tchu. Gdy robimy przerwę na złapanie oddechu, chłopak wpatruje się we mnie intensywnie, z zachwytem, jakbym była conajmniej Afrodytą, a potem znowu zaczyna mnie całować. Do głowy przychodzi mi natrętna myśl, że wkrótce będę tego żałowała, ale stanowczo ją od siebie odganiam, bo to, co teraz robimy jest zbyt przyjemne, żebym miała przerywać.