Rozdział 2 – Błękitne Marzenie
by Vicky
W piątek przyjechało kilka nowych osób. Eliza poznała Magdę, Lidkę i Aurelię – miały mieszkać w trzyosobowym pokoju obok. Sprawiały wrażenie naprawdę miłych. Wszystkie trzy studiowały hotelarstwo w prywatnej szkole położonej przecznicę dalej.
Po południu Eliza siedziała zwinięta z książką na kanapie we wspólnym salonie. Było tam znacznie wygodniej niż na jej wąskim łóżku. Z zewnątrz dobiegł warkot silnika. Nie wstając, zerknęła przez kuchenne okno. Ktoś przyjechał na motorze. Nie zwróciła na to większej uwagi, dopóki chłopak nie wszedł do środka.
Eliza znieruchomiała.
Był wysoki i szczupły, z szerokimi ramionami. Ciemne włosy sięgające łopatek miał luźno związane z tyłu. Szare oczy, okolone ciemnymi rzęsami, patrzyły przed siebie z lekkim, prawie rozmarzonym spokojem. Miał na sobie grafitowe jeansy i skórzaną motocyklową kurtkę. W rękach trzymał dwa kaski i duży czarny plecak.
Rozpoznała go od razu. Znała jego galerię, widziała reprodukcje jego prac, a nawet jedną wystawę w Krakowie. Gabriel Andrzejewski. Malował pod pseudonimem Corvidae – tajemnicze zamki, baśniowe postacie w historycznych strojach, stworzenia z celtyckich mitów. Tworzył świat, w którym Eliza od dawna chciała się zatracić.
Chłopak spojrzał na nią obojętnie.
Z góry zbiegł Emil, jak zwykle z uśmiechem.
– Hej, Gabriel. Długo jechałeś? Jak spisuje się nowa Kawa?
– Całkiem nieźle – odparł tamten. Głos miał miękki, a jednocześnie chłodny i opanowany. – Muszę się jeszcze przyzwyczaić do zakrętów. To nie to samo co stara Suzuki.
Emil spojrzał w stronę Elizy.
– A, właśnie. Gabriel, to Eliza. Nasza sąsiadka.
– Miło mi – powiedział, rzucając jej zdawkowe spojrzenie. – Idę się rozpakować.
Skinął głową i zniknął na schodach.
Emil wzruszył ramionami i usiadł obok niej na kanapie, niedbale kładąc rękę na oparciu za jej plecami.
– Gabriel generalnie jest raczej aspołeczny – stwierdził. – Ale jak go lepiej poznasz, to da się lubić.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
W sobotę do domku wprowadziły się jeszcze dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Wszyscy zajęli pokoje na pierwszym piętrze. Wyglądało na to, że brakuje już tylko jednej osoby.
Kiedy zaczęło się ściemniać, zorganizowali wieczorek zapoznawczy. Eliza nie była w stanie zapamiętać wszystkich imion. Siedziała skulona w rogu kanapy z piwem w dłoni i po prostu obserwowała. Zbyt nieśmiała, by się odzywać.
Emil zszedł z góry i usiadł tuż obok niej. Zaraz za nim pojawił się Gabriel. Zajął miejsce po drugiej stronie Emila i od razu przybrał znudzoną minę. Kiedy ktoś próbował z nim rozmawiać, odpowiadał półsłówkami. Dziewczynom wcale to nie przeszkadzało – i tak próbowały zwracać na siebie jego uwagę. Emil natomiast rozmawiał ze wszystkimi z równą łatwością. Żartował, śmiał się, odpowiadał. Tylko Gabriel pozostał obojętny i wyraźnie nieobecny. Było widać, że takie towarzystwo go męczy.
W końcu ktoś rzucił pomysł gry w butelkę. Wszyscy byli już na tyle wstawieni, że zgodzili się bez oporów. Przenieśli się na dywan.
– Gramy na pytania czy na wódkę? – zapytała Lidka, średniego wzrostu brunetka o wyraźnych rysach.
– Na jedno i drugie – odparł Robert, jeden z nowych. Miał blond włosy do ramion i senne, szare oczy.
– To zaczynamy – stwierdziła Magda, nalewając shoty.
Usiedli w kole. Gabriel nie dołączył. Powiedział tylko, że idzie na papierosa, i wyszedł. Aurelia – wysoka, smukła blondynka o krótkich, postrzępionych włosach – natychmiast pobiegła za nim.
Gra okazała się całkiem zabawna. Pytania padały różne – od zupełnie głupich po całkiem zwyczajne. Kiedy jednak zakręcona przez Emila butelka zatrzymała się na Elizie, chłopak spojrzał na nią poważniej niż zwykle. Przysunął się bliżej.
– Chciałabyś mnie pocałować? – zapytał.
W salonie na moment zrobiło się cicho.
Eliza otworzyła szerzej oczy. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. W końcu po prostu skinęła głową. Emil uśmiechnął się, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Tym razem odwzajemniła jego pocałunek. Kiedy się odsunęli, ktoś zaczął klaskać, a reszta dołączyła.
– Szkoda, że nie na mnie wypadło – szepnęła Lidka do Magdy.
Po grze Emil wziął Elizę za rękę i wyciągnął na dwór. Noc była pogodna i chłodna. Gwiazdy świeciły jasno.
– Przejdziesz się ze mną? – zapytał cicho.
– Chętnie.
Odeszli kawałek od domu, poza zasięg okien. Eliza zadrżała. Emil bez słowa zdjął bluzę i zarzucił jej ją na ramiona. Potem stanął naprzeciwko, objął ją i pocałował ponownie. Eliza miała wrażenie, że to wszystko przydarza się komuś innemu. Kiedy skończył, nie odsunęła się. Wtuliła twarz w jego koszulkę.
– Jesteś śliczna – powiedział cicho, całując jej włosy. – Wiem, że to szybko, ale chciałbym, żebyśmy byli razem. Dasz mi szansę?
Nie odpowiedziała od razu. Polubiła go. Naprawdę. I podobał jej się. W końcu po prostu skinęła głową.
– W takim razie jutro zabieram cię na randkę – stwierdził już lżejszym tonem.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Niedziela minęła przyjemnie. Emil zabrał Elizę do kina, potem na kawę i długi spacer. Kiedy wrócili, usiedli razem na kanapie w salonie. Eliza wolałaby schować się z książką we własnym pokoju, ale uległa. Emil wyraźnie lubił poznawać nowych ludzi, a ona – ku własnemu zdziwieniu – miała ochotę spędzać z nim jak najwięcej czasu. Siedziała z podwiniętymi nogami, opierając głowę o jego ramię. Mówiła mało.
Naprzeciwko siedziały Weronika i Natalia, na fotelach Rafał z Piotrkiem. Eliza starała się zapamiętać imiona, choć wiedziała, że jeszcze długo będą jej się myliły. Nie należała do osób, które łatwo odnajdują się w grupie. Towarzystwo ją krępowało. Było niewiele osób, przy których potrafiła po prostu być sobą. Emil należał do tych nielicznych.
– Może pogramy w karty? – zaproponowała Natalia, pulchna brunetka o miękkim głosie. – Ma ktoś talię?
Wszyscy pokręcili głowami.
– Ja mam – powiedział Emil. – Tylko koszmarnie nie chce mi się wstawać.
– Przyniosę – odezwała się Eliza. Nie tylko z uprzejmości. Miała ochotę na chwilę wyjść. – Tylko powiedz, gdzie leży.
– Na szafce przy łóżku. Na pewno zauważysz.
Skinęła głową i poszła na górę. Drewniane schody były strome i wąskie, ale podobało jej się, jak pachniały. Weszła do pokoju Emila i odetchnęła z ulgą – Gabriela nie było. Nadal nie wiedziała, co o nim myśleć, ale odnosiła wrażenie, że z jakiegoś powodu jej nie lubi.
Podeszła do szafki i wzięła karty. Już miała wyjść, kiedy zauważyła leżący na biurku szkicownik. Na otwartej stronie była kobieta-jaszczurka. Przyjrzała się bliżej i rozpoznała twarz Aurelii. Uśmiechnęła się mimo woli. Przerzuciła kartkę. Kolejny rysunek przedstawiał pękatą, wesołą pszczołę z głową Natalii. Zaciekawiona przeglądała dalej. Każda postać z domku miała swoją baśniową wersję. Roześmiała się cicho na widok Roberta z oślimi uszami.
Potem znalazła siebie. Wyglądała zupełnie zwyczajnie. Chowała się między drzewami, jakby przed czymś uciekała. Na głowie miała wianek z drobnych, białych kwiatów. Zaskoczyło ją, że na tym rysunku wyglądała… ładnie. Inaczej niż w lustrze.
Drzwi otworzyły się nagle. Gabriel wszedł do środka i obrzucił ją wściekłym spojrzeniem.
– Zostaw to. Co ty tu robisz?
Eliza spuściła wzrok.
– Przyszłam po karty. Już idę. Przepraszam.
– Skoro po karty, to czemu ruszasz moje rzeczy?
Zagradzał jej drogę. Policzki zaczęły jej płonąć.
– Przepraszam – powtórzyła. – Byłam ciekawa. Bardzo lubię twoje prace.
Zamilkł na moment.
– Widziałaś moje obrazy?
Skinęła głową.
– Obrazy i zdjęcia. – Zebrała w sobie odwagę. – Czemu narysowałeś mnie akurat tak?
Spojrzał na nią z dziwnym, prawie drwiącym półuśmiechem.
– Bo taka jesteś. Płochliwa jak leśne zwierzątko. Wszystkiego się boisz. Ciągle się chowasz.
Wiedziała, że ma rację. Tylko nie o to jej chodziło.
– Ale na tym szkicu jestem naprawdę ładna – powiedziała cicho.
Gabriel wzruszył ramionami.
– Jesteś śliczną dziewczyną – stwierdził tonem, w którym nie było ani odrobiny komplementu. Po prostu fakt. Podszedł do szkicownika, wyrwał kartkę i podał jej. – Trzymaj.
Eliza wzięła rysunek, nie wiedząc, co powiedzieć.
– Dziękuję.
Zignorował to.
– Wzięłaś karty?
Skinęła głową.
– To znikaj. Przeszkadzasz.
Wyszła szybko, z sercem bijącym jak oszalałe. Zbiegła po schodach i dopiero na dole zmusiła się, żeby spokojnie odetchnąć. Usiadła obok Emila i podała mu talię.
– Strasznie długo cię nie było – zauważył. Potem dostrzegł kartkę, którą ściskała. – Co to?
Pokazała mu szkic. Emil przyjrzał się uważnie, a potem spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
– Skąd to masz?
– Dostałam.
– O, to dla mnie nowość – oznajmił. – Gabriel nigdy nikomu nie daje swoich prac. Najczęściej ich nawet nie pokazuje. Zwłaszcza tego typu szkiców.
Dziewczyna spłoszyła się odrobinę.
– Nie pokazał mi ich. Sama sobie obejrzałam. Nie był z tego powodu zadowolony – przyznała.
Emil uśmiechnął się lekko.
– No, to już bardziej brzmi jak Gabriel stwierdził – rozbawiony.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Zgromadzeni przy stoliku z zachwytem oglądali szkic, który dostała Eliza. Weronika spojrzała na Emila z zaciekawieniem.
– To twój przyjaciel, prawda? – zapytała. – Myślisz, że mnie też by namalował?
Emil wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Raczej nie. On naprawdę rzadko robi coś takiego. Nadal nie mogę wyjść z szoku, że dał Elizie swoją pracę.
Eliza nie wspomniała, że Weronikę też znalazła wśród rysunków – jako syrenkę przeglądającą się w lustrze. Pasowało. Weronika dbała o wygląd – szczupła, długonoga, z rudoblond włosami do ramion, zawsze w markowych ubraniach i lekkim makijażu.
Granie w karty szło im dobrze. Atmosfera była luźna, dołączali do nich kolejni domownicy. Koło północy drzwi otworzyły się i weszła nieznajoma dziewczyna z niewielką podróżną torbą. Wszystkie rozmowy ucichły. Miała urodę modelki. Długie, lśniące, kasztanowe włosy, migdałowe oczy i pewność siebie, na którą Eliza nigdy nie potrafiłaby się zdobyć.
Obok Elizy Emil nagle zesztywniał. Patrzył na przybyszkę, jakby zobaczył kogoś, kogo absolutnie się nie spodziewał.
Dziewczyna podeszła do stolika. Na twarzy miała uprzejmy, trochę sztuczny uśmiech.
– Cześć, jestem Kasandra.
Wszyscy przedstawili się po kolei. Kasandra dopiero wtedy jakby zauważyła Emila.
– O, Emil! Co za niespodzianka. – Jej uśmiech zrobił się bardziej zalotny. – Będziemy mieszkać w tym samym domku? Cudownie. Pomożesz mi z bagażami?
– Cześć, Cassie – odparł Emil chłodniejszym niż zwykle tonem i wstał. – Miło cię widzieć. Jasne, że pomogę.
Wyszli razem na dwór. Eliza poczuła się nieswojo. Coś było między tą dwójką, a ostatnią rzeczą na jaką miała ochotę, było mieszanie się w tego typu sprawy.