Rozdział 3 – Błękitne Marzenie
by Vicky
Wieczorem, kiedy już leżała w łóżku, usłyszała ciche pukanie. Z salonu zniknęła prawie od razu po wyjściu Emila. Nie miała ochoty tam zostawać.
– Mogę wejść? – zapytał niepewnie.
– Proszę.
Usiadła na łóżku i owinęła się kołdrą. Emil wszedł, domknął drzwi i usiadł tuż obok niej.
– Pomyślałem, że mogłaś się poczuć nieswojo, kiedy pojawiła się Cassie – powiedział. – Zostawiłem cię na dole samą, bo nie bardzo wiedziałem, jak się zachować. Gniewasz się?
Eliza pokręciła głową. Nie była zła. Po prostu zrobiło jej się przykro i dziwnie.
– Chciałbym, żebyś wiedziała, że Cassie to moja była dziewczyna. Chodziliśmy ze sobą jakiś czas temu, rozstaliśmy się przed maturą. Nadal się przyjaźnimy. Szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałem się, że pojawi się akurat tutaj.
– Czy to ma coś wspólnego ze mną? – zapytała cicho.
– Nie – odparł, patrząc jej prosto w oczy. – Mówię ci o tym, bo bardzo nie chciałbym, żebyś się do mnie zraziła na samym początku. Naprawdę cię polubiłem.
Eliza uśmiechnęła się lekko. Uklęknęła za nim na łóżku, oplotła ramionami jego szyję i pocałowała go w policzek.
– W takim razie w porządku. Skoro mówisz, że nic was już nie łączy, to wierzę ci.
Porozmawiali jeszcze chwilę i umówili się, że rano pojadą razem na inaugurację roku akademickiego. Potem Emil życzył jej dobrej nocy i wyszedł.
Eliza długo nie mogła zasnąć. Leżała na plecach i wpatrywała się w sufit. Myśli krążyły wokół Kasandry – jej urody, pewności siebie – i wokół tego, że jeśli tamta będzie chciała odzyskać Emila, to ona sama raczej nie miała żadnych szans.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Pierwszy miesiąc studiów minął Elizie jak we śnie. Od początku miała sporo nauki, ale uczyła się razem z Emilem i jego obecność sprawiała jej prawdziwą przyjemność. On też wydawał się zadowolony. Codziennie jeździli razem na uczelnię, w weekendy wychodzili do miasta. Zarówno na zajęciach, jak i w akademiku byli widziani jako para. Eliza zauważyła też, że Emil stara się unikać Kasandry, kiedy tylko może. Była z tego powodu szczerze zadowolona.
Martwiło ją tylko jedno – Gabriel. Od czasu, kiedy podarował jej szkic, wyraźnie unikał rozmowy z nią. Kiedy wchodziła do ich pokoju, po prostu ją ignorował. Czuła się przez to cholernie źle. Nie przepadała za jego towarzystwem, a jednocześnie bolało ją, że z jakiegoś niejasnego powodu jej nie lubił. Nie miała pojęcia, co mogła zrobić, żeby aż tak zajść mu za skórę.
Pewnego deszczowego piątku po południu stanęła pod drzwiami ich pokoju. Już miała zapukać, kiedy usłyszała rozmowę.
– Idziesz dzisiaj pograć w bilard? – zapytał Emil.
– Pewnie, czemu nie.
– Super. W takim razie biorę Elizę i wychodzimy.
– Jednak nie. Idźcie sami.
– O co tym razem chodzi? – westchnął Emil.
– To bez znaczenia.
– Gabriel, do cholery. Co z tobą?
– Sorry. Po prostu nie chcę z nią iść.
Eliza cofnęła się od drzwi. Wróciła do swojego pokoju, usiadła na łóżku i objęła kolana rękami. Po policzkach spływały jej łzy. Dlaczego on jej tak cholernie nie lubił? Sama też nie wiedziała, dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, żeby zmienił zdanie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Był ponury sobotni poranek. Emil wyjechał na weekend do domu, podobnie jak większość mieszkańców akademika. Eliza obudziła się wypoczęta. Szybko się umyła, ubrała i zeszła na dół.
W kuchni przy stole siedział Gabriel i jadł śniadanie. Kompletnie zignorował jej wejście. Ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę, było jego towarzystwo. Wsypała kawę do kubka i włączyła czajnik. Poprzedniego dnia skończyło się jej mleko, a limit wydatków na ten miesiąc już przekroczyła. Jadła coraz mniej, bojąc się, że pieniądze nie wystarczą. Koniecznie musiała znaleźć wieczorową pracę.
Z kubkiem gorącej, czarnej kawy usiadła na kanapie, podwinęła nogi i otworzyła książkę. Uznała, że to dobry dzień, żeby pójść do biblioteki. Przynajmniej wyjdzie z domu.
Gabriel skończył jeść, umył naczynia i… zamiast wyjść, zatrzymał się naprzeciwko niej. Spojrzał obojętnie.
– Jesteś anorektyczką?
Elizę zatkało.
– Skąd ci to przyszło do głowy? – zapytała cicho.
Wzruszył ramionami.
– Jesteś potwornie chuda i prawie nic nie jesz.
– Pytasz z jakiegoś konkretnego powodu?
– Tak. – Spojrzał jej prosto w oczy. – Umawiasz się z moim kumplem. Nie chcę, żeby cierpiał przez psychiczną dziewczynę.
Eliza prychnęła. Była jednocześnie wściekła i rozbawiona. Sama nie wiedziała, czemu w ogóle mu odpowiada. Od początku działał jej na nerwy, a mimo to przy nim nie czuła się skrępowana.
– Jeżeli już musisz wiedzieć, to nie, nie odchudzam się. Po prostu nie mam kasy. Jak znajdę pracę, będzie lepiej.
– Nie możesz od kogoś pożyczyć?
– Jasne. A potem z czego oddam?
– Jesteś głupia. – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – I tak ci nie wierzę. Na mój gust jesteś anorektyczką i tylko szukasz wymówek. Jak chcesz, możesz korzystać z moich zakupów. Zacznij od mleka. Nigdy nie widziałem, żebyś piła czarną kawę.
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Nie miała pojęcia, o co mu chodzi i dlaczego w ogóle zaczął tę rozmowę. Nie dał jej czasu na odpowiedź. Po prostu odwrócił się i zniknął na schodach.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Był chłodny, październikowy wieczór. Eliza siedziała przy biurku i odrabiała fizykę. Emil leżał na jej łóżku, oparty plecami o ścianę, z książką w ręku. Po chwili wstał, podszedł i objął ją od tyłu.
Westchnęła.
– Emil, przeszkadzasz.
– No i co z tego? – zaśmiał się. – Jesteś ostatnio strasznie ponura. O co chodzi?
– Mniejsza z tym. Przejdzie mi.
Zaczął ją łaskotać. Eliza zwijała się ze śmiechu, aż w końcu poderwała się z krzesła i uciekła na łóżko. Emil nie odpuszczał.
– Przestań – prosiła, próbując stłumić śmiech.
– Dobrze. Ale tylko jak mi powiesz – odparł poważniej, przytrzymując jej ręce.
– Przytul mnie – poprosiła cicho.
Położył się obok i przyciągnął ją do siebie. Eliza ułożyła głowę na jego ramieniu.
– Zamieniam się w słuch – powiedział, całując ją lekko w skroń.
– Chodzi o twojego przyjaciela – szepnęła. – Z jakiegoś powodu mnie nienawidzi i nie wiem dlaczego. To mnie gnębi.
– Gabriel? Wydaje ci się. On po prostu taki jest. Przyzwyczaisz się.
– Wcale nie. Słyszałam waszą rozmowę. Zmienił zdanie o wyjściu, jak tylko dowiedział się, że ja też mam iść.
Emil westchnął.
– Nie przejmuj się nim. Naprawdę lubi niewiele osób. Kasandrę kiedyś tak zjechał, że do tej pory się go boi. Nie wiem, co między nimi zaszło. Po prostu go ignoruj.
Eliza wtuliła twarz w jego koszulkę. Emil objął ją mocniej i pocałował jej włosy.
– Postaram się – powiedziała cicho. – Chociaż wcale nie jest łatwo.