Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Błękitne marzenie

    Eliza weszła do pokoju chłopaków. Gabriel siedział na łóżku ze szkicownikiem na kolanach. Uniósł wzrok, a kiedy zobaczył, że to ona, nawet nie kiwnął głową. Po prostu wrócił do rysowania.

    – Gdzie Emil? – zapytała, starając się nie zwracać uwagi na jego milczenie. Nadal bolało ją to, że jej tak otwarcie nie lubił.

    Wzruszył ramionami.

    – Nie mam pojęcia. Tu go nie było.

    – Nie wiesz może…

    W tym momencie zadzwonił jego telefon. Odebrał. Eliza stanęła przy drzwiach, czekając. Rozmowa trwała krótko. Gabriel kilkakrotnie przytaknął, wyglądał na coraz bardziej zirytowanego, po czym rzucił telefon na materac i cicho, ale wściekle zaklął.

    – Coś się stało? – zapytała.

    – Nie twoja sprawa. – Spojrzał na nią ostro. – I dlaczego ty wciąż tu jesteś?

    Eliza wzruszyła ramionami.

    – Jak chcesz. Nie wiem, czemu mnie aż tak nie lubisz. Chciałam tylko pomóc. Czasami rozmowa o problemach pomaga.

    Odwróciła się już do wyjścia. Miała dość.

    – Zaczekaj. – Obejrzała się. Gabriel przyglądał się jej uważnie. – Naprawdę chcesz mi pomóc?

    – Jasne – odparła, trochę zmieszana.

    – Masz ze dwie, trzy godziny?

    Nie rozumiała, do czego zmierza, ale przytaknęła.

    – Myślę, że mam.

    – Dobrze. Ubieraj się. Jedziemy do studia. — Popatrzyła na niego zaskoczona. – Powiedziałaś, że chcesz pomóc – stwierdził. – Zmieniłaś zdanie?

    Pokręciła głową.

    – W takim razie za pięć minut na dole.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza włożyła krótką sztruksową kurtkę i wyszła przed dom, wciąż zmieszana. Nie miała pojęcia, czego Gabriel od niej chce. Skoro jednak się zadeklarowała, zamierzała dotrzymać słowa.

    Po kilku minutach pojawił się chłopak. Niósł ze sobą dwa kaski. Jeden podał dziewczynie. Eliza popatrzyła na niego pytająco.

    – Jedziemy motocyklem – powiedział tylko i usiadł na niebieskim Kawasaki. – Wsiadaj.

    Eliza zwinęła włosy, nałożyła kask i usiadła z tyłu. Pierwszy raz w życiu jechała motorem. Kiedy ruszyli, odruchowo objęła go w pasie. Bała się trzymać samych uchwytów.

    Zatrzymali się przed starym budynkiem z czerwonej cegły na obrzeżach miasta. Przy wejściu wisiała tabliczka „studio Akademii Sztuk Pięknych”. Eliza zastanowiła się przez chwilę, czemu Gabriel studiuje akurat tutaj, a nie w Krakowie, ale uznała, że nie ma sensu pytać.

    Weszli do środka. Gabriel krótko zamienił kilka słów z ochroniarzem, po czym poprowadził ją na pierwsze piętro. Weszli do dużego pomieszczenia pełnego teł, reflektorów i statywów. Przeszedł wąskim korytarzem i otworzył jedne z drzwi.

    – Dobra. Przynajmniej sprzęt mi zostawili.

    Zaprowadził ją do kolejnego pomieszczenia – małej garderoby z toaletką, kanapą i zasłoniętymi wieszakami. Odsłonił jeden z nich. Wisiały na nim długie, ozdobne suknie w wiktoriańskim stylu.

    – Przebierz się. Ja ustawię aparat.

    Wyszedł, zamykając drzwi.

    Eliza stanęła na środku pomieszczenia, patrząc na suknie. W końcu zdjęła z wieszaka błękitną, rozkloszowaną kreację z szerokimi rękawami i gorsetem. Wyglądała jak suknia dla księżniczki. Włożyła ją, zdjęła adidasy i wyszła na bosaka.

    Gabriel kończył właśnie ustawiać aparat przed jasnym tłem.

    – Ekstra – powiedział, gdy ją zobaczył. – Poczekaj chwilę.

    Zniknął na moment i wrócił ze szczotką. Delikatnie rozczesał jej włosy, ułożył je tak, by spływały na lewe ramię, po czym zasznurował gorset.

    – Dobra. Stań tam.

    – Będziesz mi robił zdjęcia? – zapytała. – Po co ci one?

    Spojrzał na nią jak na kogoś, kto zadał oczywiste pytanie.

    – Na uczelnię. Projekt malowania portretów ze zdjęć. Moja modelka się rozchorowała, a ja mam czas tylko do końca przyszłego tygodnia. Masz coś przeciwko?

    Pokręciła głową. Naprawdę chciała pomóc. Zdziwiło ją tylko, że wybrał właśnie ją.

    Posłusznie stanęła pod ścianą.

    Gabriel fotografował ją w kolejnych strojach. Z czasem Eliza przestała czuć się skrępowana. Zaczęła się nawet dobrze bawić. On, o dziwo, również. Kiedy miała na sobie długą renesansową koszulę nocną, położyła się na sofie, którą przesunął na plan. Podparła się na łokciu i spojrzała mu prosto w oczy. Uśmiechnął się.

    – Wiesz co? Jesteś w tym całkiem niezła.

    – Dzięki.

    Wiedziała, że to nie komplement – po prostu stwierdzenie faktu. Gabriel zawsze mówił dokładnie to, co myślał. Dlatego właśnie uśmiechnęła się swobodniej, odchylając głowę i odsłaniając szyję. On robił kolejne zdjęcia, wyraźnie zadowolony.

    Kiedy skończyli, Eliza przebrała się z powrotem w swoje wytarte dżinsy. Zdziwiła się, że czas z nim minął jej tak przyjemnie. Nie spodziewała się, że da się go lubić.

    Gabriel pakował już sprzęt.

    – Powiem ci, że zacząłem się cieszyć z choroby Mileny – oznajmił, gdy wychodzili. – Ciebie lepiej mi się maluje. I nie marudzisz.

    – Jak to mnie? – zdziwiła się.

    – Normalnie. – Wzruszył ramionami. – Mam kilka szkiców. Po prostu miałem ochotę je zrobić. Tak to u mnie działa.

    – Tamten nie był jedyny?

    – Jasne, że nie. Dużo rysuję. – Spojrzał na nią. – I nie nienawidzę cię. Zwyczajnie nie chcę przebywać w twoim towarzystwie. Nie bierz tego do siebie, Stokrotko. Taki jestem. Nie powinno ci być przykro z tego powodu. 

    Eliza spuściła wzrok. Nie odpowiedziała. Jego słowa zabolały bardziej, niż powinny. Przez ostatnie godziny wydawało jej się, że oboje dobrze się bawią. Nie potrafiła go zrozumieć.

    Była pora obiadowa, kiedy odwiózł ją do akademika. Sam pojechał dalej, rzucając tylko, że ma jeszcze coś do załatwienia. Eliza została sama z myślami, które kręciły się w kółko. Za każdym razem zachowywał się inaczej. I ona sama już nie wiedziała, co o nim myśleć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Przez kolejne dni Eliza starała się unikać Gabriela. Kiedy potrzebowała Emila, wolała napisać sms-a, zamiast iść do ich pokoju. Emil nic na ten temat nie mówił.

    We wtorek, schodząc na śniadanie, usłyszała z dołu jego rozmowę z Kasandrą. Zatrzymała się na schodach. Wiedziała, że nie powinna podsłuchiwać, ale nie potrafiła się powstrzymać.

    – Co właściwie ci się w niej najbardziej podoba? – zapytała Cassie, przekornie wydymając usta.

    Emil zaśmiał się.

    – Chyba to, że jest taka spokojna i cicha. Dopiero przy mnie się otwiera. Naprawdę bardzo ją lubię.

    Kasandra wzruszyła ramionami.

    – Przyznam, że jest całkiem ładna i chyba miła. Za dużo z nią nie rozmawiałam, ale wygląda na to, że dobrze trafiłeś. A jak reaguje na nią Gabriel?

    – Nie sądziłem, że może kogoś nie lubić bardziej niż ciebie – odparł Emil ciszej. – Ale to nic nie zmienia. Jak mu się coś nie podoba, to jego problem.

    – Pewnie – zaśmiała się Kasandra. – To twoja dziewczyna i nic mu do tego.

    Eliza nie chciała dłużej słuchać. Cieszyła się, że była dziewczyna Emila mówi o niej dobrze, ale nie zmieniało to faktu, że Gabriel nadal jej nie lubił. Zrobiło jej się przykro – tak jak zawsze, kiedy o tym myślała.

    Zeszła na dół.

    – Cześć – przywitała się cicho.

    Emil od razu podszedł i pocałował ją na powitanie. Kasandra uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.

    – Podwieziemy dzisiaj Cassie do szkoły, jeśli nie masz nic przeciwko – powiedział Emil.

    – Jasne – odparła Eliza. Właściwie było jej wszystko jedno.

    – Super. To jedz śniadanie i zbieramy się.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Eliza wróciła ze szkoły. Była cholernie zmęczona. Miała kiepski dzień. Poszła prosto do swojego pokoju. Stanęła w drzwiach zaskoczona. Na łóżku leżała starannie złożona, błękitna, wiktoriańska suknia. Dziewczyna rozpoznała w niej tą, którą włożyła jako pierwszą do sesji zdjęciowej. Podeszła i niepewnie podniosła leżącą na niej, złożoną na pół kartkę. Otworzyła szerzej oczy, kiedy przeczytała napisany starannym, ozdobnym pismem list.

    Dzięki za pomoc. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. Sukienka jest dla Ciebie. To jedyna, którą ja zaprojektowałem. Mam nadzieję, że to wystarczy, bo nienawidzę mieć długów.

    Gabriel

    Eliza usiadła na łóżku, niepewnie dotykając delikatnego materiału sukni. Nigdy nie spodziewałaby się takiego prezentu. Była cudowna, oszołamiająca, jak dla księżniczki. Dziewczyna z zachwytem przyglądała się leżącej na jej kołdrze kreacji. Pomyślała sobie, że chyba nigdy w życiu nie będzie w stanie rozgryźć zachowania Gabriela.

    Note