Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Błękitne marzenie

    Jak na początek listopada pogoda była wyjątkowo ładna. Eliza pojechała do Łodzi, żeby odwiedzić grób babci. Była w bardzo melancholijnym nastroju. Na nic nie miała ochoty. Martwiła się, że wciąż nie może znaleźć wieczorowej pracy. Coraz wyraźniej widziała przed sobą dwie możliwości: przeniesienie się na zaoczne albo całkowitą rezygnację ze studiów. Pieniądze topniały zbyt szybko. Bała się, że jeszcze przed końcem roku akademickiego zostanie z niczym.

    Kiedy wracała z dworca, w poczekalni zauważyła tablicę z ogłoszeniami. W mieście otwierano nowy klub nocny. Szukali tancerek. Eliza przez chwilę stała nieruchomo, po czym oderwała karteczkę z numerem.

    Nigdy wcześniej nie rozważała takiej możliwości. Wiedziała, z czym się to wiąże. A jednak… była w stanie się poświęcić. Zrobiłaby wszystko, żeby tylko dokończyć studia.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Był pochmurny, jesienny dzień. Co jakiś czas mżyło. Eliza siedziała na kanapie w poczekalni biura nocnego klubu. Skoro nigdzie indziej nie udało jej się znaleźć pracy, liczyła, że przynajmniej tutaj coś się znajdzie. Wiedziała, z czym to się wiąże. Wolała jednak to niż rezygnację ze studiów.

    Siedziała spokojnie, kiedy zza ściany dobiegł głośny huk. Tłuczone szkło, łamane meble. Hałas trwał dobrych kilkanaście minut. Coś było bardzo nie tak. Wstała.

    Drzwi do klubu otworzyły się nagle.

    – Wynosimy się stąd – usłyszała męski głos.

    Do poczekalni wpadło kilku wysokich, potężnie zbudowanych mężczyzn w motocyklowych kominiarkach. Mieli broń. Jeden z nich zauważył Elizę, podszedł i złapał ją za przedramię.

    – O, jaka fajna laleczka. Zabawimy się?

    Zanim zdążyła zareagować, ktoś odepchnął mężczyznę i rzucił w jego stronę wiązankę przekleństw. Eliza zadrżała. Rozpoznała głos. Gabriel.

    – Ona jest moja – warknął do zaskoczonych kumpli. – Zmywamy się – syknął do niej, ciągnąc za rękę.

    Wyszli razem z resztą. Przed lokalem stały motocykle. Jeden z mężczyzn podał jej zapasowy kask.

    – Dzięki, Aleks – rzucił Gabriel. Schował broń do wewnętrznej kieszeni kurtki i wskoczył na motor. – Siadaj.

    Eliza zwinęła włosy, włożyła kask i usiadła z tyłu. Natychmiast ruszyli. Objęła go w pasie. Bała się. Z daleka dobiegł sygnał policyjnych syren. Gabriel przeklął cicho i skręcił w boczną uliczkę, oddzielając się od reszty. Eliza przylgnęła do jego pleców jak najmocniej, starając się nie przeszkadzać. 

    Po pewnym czasie wyjechali za miasto. Odgłosy pościgu ucichły. Gabriel wjechał na leśny parking, zeskoczył z motocykla i zdjął kask. Szybko przetarł czymś tablicę rejestracyjną. Eliza stanęła obok, zdjęła kask i roztrzepała włosy.

    Spojrzał na nią wściekle.

    – Co ty tam do cholery robiłaś?

    – Szukałam pracy – odpowiedziała. – Potrzebuję pieniędzy.

    – Ale czemu akurat tam? Jesteś skończoną idiotką. Naprawdę uważasz, że warto?

    – Bo to jedyne, co mi przyszło do głowy – powiedziała cicho, patrząc w ziemię. – Nie chcę rezygnować ze studiów.

    – Rodzice nie mogą ci pomóc?

    Spojrzała na niego smutnymi, niebieskimi oczami i pokręciła głową.

    – Nie mam rodziców. Zginęli w wypadku, kiedy miałam kilka lat. Wychowywała mnie babcia. Umarła w lipcu. Mogę liczyć tylko na siebie.

    Głos jej drżał. W oczach stanęły łzy. Miała już wszystkiego dość.

    Gabriel przyjrzał się jej uważniej. Przez chwilę milczał, po czym po prostu podszedł bliżej, objął ją i przyciągnął do siebie. Przytulił delikatnie, gładząc po włosach.

    – Przepraszam – szepnął.

    Eliza przylgnęła do niego całą sobą. Wtuliła twarz w skórzaną kurtkę. Płakała cicho. Przy nim nie musiała udawać, że jest dzielna. Mimo że od początku dawał jej do zrozumienia, że jej nie lubi, zawsze czuła się przy nim swobodniej niż przy kimkolwiek innym.

    Po kilku minutach delikatnie odsunął ją od siebie, nie wypuszczając z ramion.

    – Mimo wszystko nie pozwolę ci tam pracować – powiedział poważnie. – Nie dam ci zostać striptizerką.

    – To co twoim zdaniem mam zrobić? – zapytała bezradnie.

    Znowu wtuliła twarz w jego kurtkę. Gabriel westchnął i objął ją mocniej.

    – U nas szukają kelnerek. Nie będziesz zarabiała tyle co striptizerka, ale na utrzymanie wystarczy. I nie będziesz musiała się rozbierać. Wieczorem pogadam z szefem.

    Skinęła głową. Nie była pewna własnego głosu. Wstrząsnęło nią to, że w ogóle się o nią martwił. 

    Po chwili uniosła głowę.

    – Gabriel… a co ty tam robiłeś?

    Wyglądał na mocno zmieszanego. Odwrócił wzrok.

    – Pracuję w klubie jako ochroniarz. Czasem… niszczenie konkurencji też należy do naszych obowiązków. Zwłaszcza nowych lokali. Ja też potrzebuję pieniędzy na szkołę. Materiały kosztują, uczelnia nie zapewnia wszystkiego, nawet stypendystom.

    Eliza wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła jego szorstkiego policzka. Przesunęła po nim grzbietem dłoni. Gabriel złapał jej dłoń i przytrzymał przy swojej twarzy.

    – Cii – powiedziała cicho. – Mnie nie musisz się tłumaczyć.

    Uśmiechnął się ciepło. Potem westchnął i powoli ją wypuścił z objęć.

    – Wracamy?

    Skinęła głową. Wsiedli na motor i pojechali z powrotem w stronę miasta.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Robiło się coraz chłodniej i zaczynało ściemniać. Elizie coraz bardziej podobała się jazda na motorze. Ufała Gabrielowi. Nie bała się, kiedy prowadził.

    Nagle usłyszała, że znowu przeklina. Przed nimi stała kontrola – dwa radiowozy zastawiały polną drogę. Gabriel posłusznie skręcił. Eliza od razu zauważyła, że czterech policjantów to zdecydowanie za dużo na zwykłą kontrolę drogową. Kazali im zsiąść z motocykla. 

    – Pan pójdzie z nami do wozu – powiedział jeden z nich chłodno. – Proszę zabrać dokumenty.

    Eliza poczuła niepokój. Jeśli go przeszukają… nawet gdyby miał pozwolenie na broń, to na pewno nie na taką. Postanowiła zaryzykować.

    – Gabe, zimno mi – powiedziała. – Zostawisz mi kurtkę?

    Spojrzał na nią podejrzliwie, ale tylko wzruszył ramionami. Zdjął skórzaną kurtkę i podał jej bez wahania. Natychmiast włożyła ją na swój cienki polar i zapięła pod samą szyję. Była sztywna i zdecydowanie za duża. Świadomość, że w wewnętrznej kieszeni ma broń, wcale nie pomagała. Stanęła jednak spokojnie przy jednym z radiowozów, podczas gdy trzech policjantów zabrało Gabriela do drugiego.

    – Skąd jedziecie? – zapytał mężczyzna, który został przy niej.

    Był to młody, solidnie zbudowany blondyn. Sprawiał wrażenie całkiem przyjaznego.

    – Byliśmy w lesie – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Coś się stało? Jeszcze nigdy nie widziałam tylu policjantów na kontroli.

    Funkcjonariusz zawahał się, jakby nie był pewien, ile może powiedzieć.

    – Przed godziną zgłoszono w mieście poważne zniszczenie mienia. Sprawcy uciekli na motorach. Sprawdzamy wszystkich motocyklistów. Muszę zadać jeszcze kilka pytań.

    Eliza skinęła głową i uśmiechnęła się lekko.

    – Jasne. Chętnie odpowiem.

    – Co robiliście na tej… wycieczce?

    – Rozmawialiśmy. Przytulaliśmy się – powiedziała, udając lekkie zakłopotanie.

    Policjant też wyglądał na zmieszanego. Wyraźna ulga pojawiła się na jego twarzy, kiedy koledzy przyprowadzili Gabriela i oznajmili, że mogą jechać.

    Eliza grzecznie się pożegnała. Wsiedli na motor i odjechali. Czuła, że Gabriel jest straszliwie spięty. Zatrzymali się dopiero pod akademikiem. Kiedy zdjęli kaski, chwycił ją w talii i uniósł do góry. Z szerokim uśmiechem zakręcił się z nią w miejscu, po czym postawił na ziemi, nadal trzymając w ramionach. Pocałował ją krótko w usta.

    Eliza spojrzała na niego zaskoczona.

    – Jesteś genialna – powiedział. – Przeszukali mnie. Gdyby nie ty, siedziałbym teraz na posterunku z zarzutem posiadania nielegalnej broni i pewnie jeszcze kilkoma innymi na dokładkę.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~

    Emil stał przy oknie. Zdziwił się, gdy zobaczył, że ktoś przyjechał na motorze razem z Gabrielem. To było coś nowego. Szok był jeszcze większy, kiedy pasażerka zdjęła kask i rozpoznał w niej Elizę. A potem zobaczył, jak Gabriel ją całuje.

    Ręce same zacisnęły mu się w pięści. Kiedy tylko przyjaciel wszedł do pokoju, Emil natychmiast na niego naskoczył.

    – Co to do cholery miało znaczyć? – syknął.

    Gabriel obrzucił go pytającym spojrzeniem, przeszedł obok i rzucił się na łóżko.

    – O co ci chodzi?

    – Pocałowałeś moją dziewczynę – warknął Emil. – Co ona w ogóle z tobą robiła? Do tej pory traktowałeś ją jak powietrze.

    – Za długo by tłumaczyć – westchnął Gabriel. – Nie masz się o co martwić. Przyjaźnimy się. To wszystko.

    Emil rzucił mu gniewne spojrzenie i wyszedł, trzaskając drzwiami.

    Note