Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Biegłam najszybciej jak potrafiłam, a on nie puszczał mojej ręki. Wszystko w środku zaczynało boleć. Nie mogłam złapać nowej partii powietrza. Minęliśmy budynek szkoły i wpadliśmy w zaułek pomiędzy ogrodzonymi wysokim, kolczastym płotem ogrodami działkowymi, a ślepą ścianą kasyna wojskowego. Dopadliśmy znajdującej się na końcu wąskiego przejścia furtki. Daniel nacisnął klamkę i… okazała się zamknięta! Serce biło mi jak oszalałe. Ogrodzenie było zbyt wysokie, a siatka za wiotka i zbyt gęsta, by po niej przejść. Nasi prześladowcy byli już w zaułku. Dzieliły nas od nich dosłownie kroki. Chłopak odważnym, ale w sumie daremnym gestem, zasłonił mnie sobą. Każdy oddech sprawiał mi ból. Tamci natychmiast zorientowali się, że jesteśmy w pułapce. Zwolnili i podeszli już zupełnie spokojnie. Było ich czterech. Wiedziałam, że to nie pierwszy raz, kiedy prześladują Daniela. Coś stanęło mi w gardle, kiedy uświadomiłam sobie, że całkiem możliwe, iż to ja spowolniłam jego ucieczkę.

    – O, towarzyszy mu dziewczyna, to jakaś nowość – roześmiał się jeden z nich, szczupły i piegowaty chłopak z lekko zadartym nosem.

    Zbliżył się do mnie, ale inny przytrzymał go za ramię. Pozostali dwaj zdążyli już złapać Daniela, przytrzymując mocno i sprawnie przewracając na chodnikowe płyty. Przerażona cofnęłam się pod samą furtkę. Opowiadał mi o tym, ale tak naprawdę nigdy nie sądziłam, że spotkam się z nimi twarzą w twarz i to jeszcze pierwszego dnia nowej szkoły! Widziałam jak kopią i wyzywają leżącego na ziemi chłopaka, ale nic nie byłam w stanie zrobić. Strach tak mną zawładnął, że nie potrafiłam się nawet poruszyć. Zauważyłam, że jeden z nich, ten który nie przyłączył się do bicia, uważnie mnie obserwuje. Dzieliło nas tylko kilka kroków. Jego niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot, a ja widziałam w nich chłodne zainteresowanie i jakąś podłą drwinę. Wiedziałam kim on jest, o nim również Daniel mi opowiadał. Zebrałam w sobie całą odwagę, na jaką potrafiłam się zdobyć. Zdawałam sobie sprawę, że jeżeli coś mi zrobią, będzie to i tak o niebo lepsze od bezczynnego stania i patrzenia na to, jak kopią skulonego na chodniku, tak by zasłonić głowę i brzuch, Daniela.

    – Aleks – odezwałam się cicho, przypominając sobie imię stojącego przede mną z zawadiacko opadającą na czoło grzywką, blondyna. Na jego ustach pojawił się cień ironicznego uśmiechu, oczy spojrzały w niemym pytaniu. – Każ im przestać – poprosiłam. 

    Błyskawicznie znalazł się przy mnie. Stanął za moimi plecami, przytrzymując mi ręce, tak, że nie mogłam się wyrwać. Był blisko, stanowczo zbyt blisko! A co gorsza, był ode mnie znacznie silniejszy.

    – Niby dlaczego? – wyszeptał mi bezpośrednio do ucha.

    – Proszę… – odpowiedziałam, wiedząc już, że to nie ma sensu, ale mimo wszystko, w dalszym ciągu próbując. – Zrobię co zechcesz…

    – Taaak? – zamruczał, a ja poczułam jego ciepły oddech na swojej szyi. Zdawałam sobie sprawę z mrowienia na całym ciele. Puścił mnie, ale nie byłam w stanie nawet się odsunąć. – Pocałuj mnie – zażądał chłodno, kompletnie mnie zaskakując.

    – Co? – podniosłam na niego spłoszony wzrok. 

    Jego niebieskie oczy spotkały się z moimi brązowymi.

    – Pocałuj mnie – powtórzył, a w jego spojrzeniu widziałam tańczące iskierki rozbawienia. – Wtedy każę im przestać. Tylko się postaraj, bo inaczej nici z umowy.

    Zadrżałam. Zerknęłam jeszcze raz w kierunku znęcających się nad Danielem chłopaków. Tak bardzo się bałam, że zrobią mu jakąś poważniejszą krzywdę… Musiałam zaryzykować! Odwróciłam się do Aleksa, któremu nie sięgałam nawet do ramienia, wspięłam się na palce i dotknęłam ustami jego ust. Stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Pogłębił pocałunek, mocno przywierając wargami do moich warg. Dopiero teraz boleśnie zdałam sobie sprawę, że jest to przedstawienie grane na użytek Daniela, po to, żeby dokopać mu jeszcze bardziej. Przymknęłam oczy, poddając się całkowicie chłopakowi i czekając aż wreszcie mnie puści. Po chwili podniósł głowę, a ja odsunęłam się od niego. Miał nieodgadniony wyraz twarzy.

    – Obiecałeś… – szepnęłam niemal rozpaczliwie.

    Skinął głową, a potem już na mnie nie spojrzał.

    – Wystarczy – odezwał się do reszty chłopaków. – Zmywamy się stąd.

    Tamci niechętnie oderwali się od swojej ofiary, ale posłuchali. Daniel cicho jęknął, kiedy ten piegowaty, na pożegnanie, kopnął go w żebra. Potem, tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, odeszli nie oglądając się za siebie. Natychmiast ukucnęłam przy leżącym na chodniku chłopaku.

    – Nic ci nie jest? – zadałam najgłupsze pytanie, jakie tylko mogłam wymyślić.

    Przecząco pokręcił głową. Odetchnął głębiej, a potem syknął z bólu. Z trudem usiadł.

    – Przepraszam, że cię w to wpakowałem – odezwał się cicho, nie patrząc na mnie.

    Nie zważając na to, że jest brudny, zapominając, że mogę sprawić mu ból, oplotłam ramionami jego szyję, przytulając swoje włosy do jego policzka. Objął mnie jedną ręką, przyciągając łagodnie do siebie. Drugą pogładził moje ciemnobrązowe włosy. Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Moje dłonie same zacisnęły się w pięści. Tyle czasu opowiadał mi co tu się dzieje, a ja na odległość nie mogłam nic z tym zrobić. Teraz byłam tutaj i okazuje się, że zamiast być dla niego wsparciem, narażałam go tylko jeszcze bardziej. Przymknęłam oczy.

    – Dasz radę wstać? – zapytałam łagodnie. – Myślę, że powinniśmy wrócić do domu, zanim twoja mama…

    Przytaknął. Nie musiałam kończyć tego zdania. Zdałam sobie sprawę, że jestem chyba jedyną osobą, która wiedziała o tym, że prześladują Daniela w szkole i powzięłam decyzję, że za wszelką cenę, to właśnie ja muszę coś z tym zrobić. Szkoda tylko, że kompletnie nie wiedziałam, jak mogę mu pomóc.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Ameryka! Nienawidziłam już nie tylko samego miejsca, ale każdej litery tego słowa. Małe miasteczko – Neskowin, w Oregonie, na północy Stanów, do którego wprowadziłam się wraz z ojcem właściwie nie było takie złe, ale ta szkoła, moi rówieśnicy, wszystko to, co się tu działo… Zwłaszcza to, jak wyglądała sytuacja Daniela… Nie mogłam tego znieść! Od ponad dwóch lat chłopak był moim najlepszym przyjacielem. Poznaliśmy się idiotycznie, bo przez Internet. Rozmawialiśmy na Skype niemal każdego dnia, a w wakacje spotkałam się z nim osobiście, kiedy odwiedzał w Polsce dziadków. Później wszystko stało się jeszcze dziwniejsze. Mój ojciec, ceniony profesor chemii, dostał propozycję pracy w USA. Pozwolili mu wybrać miejsce, w którym chciałby zamieszkać, a ja, bez zastanowienia, podałam mu tą parszywą nazwę nadmorskiej miejscowości – Neskowin. Ostatni miesiąc wakacji był dla mnie jak z bajki. Wylegiwaliśmy się z Danielem na plaży, chodziliśmy na lody, pizzę i do Starbucksa, a nasza przyjaźń, przeniesiona do realnego świata, jeszcze tylko bardziej się pogłębiła. Wszystko było cudowne, jednak do czasu, gdyż pierwszy dzień szkoły wtargnął brutalnie, z brudnymi buciorami, w moje życie.

    – Maja, Maja – usłyszałam dziecięcy głos i poczułam, że ktoś szarpie mnie za rękaw.

    Spojrzałam z uśmiechem na pięciolatka, który wyrwał mnie z zadumy. Pogładziłam dłonią jego jasną czuprynę.

    – O co chodzi, Aron?

    – Musisz zobaczyć co zbudowaliśmy! – oznajmił pełnym przejęcia głosem.

    Wstałam i dałam się poprowadzić za rękę w stronę budujących z klocków chłopców. To był jedyny, jasny promień słońca dzisiejszego dnia. Uwielbiałam swoją popołudniową pracę w parafialnym przedszkolu. Dzieci już zdążyły mnie pokochać, a ja szczerze odwzajemniałam ich miłość. O tej porze została już tylko niewielka grupka, czekająca na ostatnich, spóźnialskich rodziców. Wkrótce liczba dzieci zaczęła się pomniejszać, aż w końcu zostałam tylko ja i Aron. Chłopiec, z zaciętym wyrazem twarzy, pilnie studiował jakąś dziecięcą książeczkę. Posprzątałam porozrzucane po stołach kredki i kolorowanki, poukładałam wszystkie zabawki, a potem usiadłam tuż obok niego. Wiedziałam, że Aron, tak jak ja, jest półsierotą i z rodziców został mu tylko ojciec. Bałam się, że sprawię mu jeszcze większą przykrość, ale robiło się coraz później, a ja czułam się w obowiązku zapytać.

    – Czy wiesz, kiedy przyjdzie twój tata? – zadałam pytanie, starając się załagodzić jego paskudne brzmienie, miłym tonem głosu.

    – Nie przyjdzie – odpowiedziało dziecko, nie podnosząc wzroku znad książki.

    – Ale ktoś cię odbierze? – zapytałam niepewna czy nie zranię jeszcze bardziej uczuć malca. – Bo wiesz, jeżeli chcesz, to ja mogę odprowadzić cię do domu… – dodałam na wszelki wypadek.

    – Nie trzeba – odpowiedział obojętnie. – Przyjdzie. Zawsze się spóźnia.

    Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale do świetlicy ktoś wszedł. Spojrzałam w kierunku drzwi i zamarłam. Nieco przydługie, rozczochrane, jasne włosy, wysoka, szczupła sylwetka i te lodowato zimne, niebieskie oczy. Nawet gdybym całą sobą tego pragnęła, nie potrafiłabym go nie rozpoznać.

    – Mówiłem ci, że masz czekać na zewnątrz! – warknął, podchodząc do chłopca i chwytając go brutalnie za łokieć.

    – Hej! – wtrąciłam się automatycznie, protestując przeciwko takiemu zachowaniu.

    Aleks podniósł na mnie wzrok, jakby dopiero teraz zauważył moją obecność. Na chwilę zamarł, a ja widziałam, że on również mnie rozpoznał.

    – To nie twoja sprawa – oznajmił chłodno, odwracając się do Arona. – Zabieraj swoje rzeczy i idziemy – rozkazał chłopcu.

    Dziecko spojrzało na mnie smutnym, jakby przepraszającym wzrokiem, a potem posłusznie wstało, by podążyć za Aleksem. Patrzyłam jak we dwójkę znikają za drzwiami, jednocześnie nabierając pewności, że jeszcze bardziej nienawidzę tego miasta.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Kiedy wyszłam z domu, przywitał mnie ponury uśmiech, czekającego na mnie w samochodzie Daniela. Nie miałam pojęcia czy po prostu już przywykł do wydarzeń takich, jak to poprzedniego dnia, czy może po prostu dobrze wszystko ukrywa, w każdym razie wyglądał zupełnie normalnie. Nic dziwnego, że udawało mu się tak dobrze swoje uczucia przed wszystkimi ukrywać.

    – Cieszę się, że jesteś – mruknął, kiedy wsiadałam, od strony pasażera, do srebrnego kabrioletu, a ja wiedziałam, że te słowa mają znacznie głębsze znaczenie niż zwykłe „cześć”. 

    Jego matka była dobrze zarabiającą projektantką mody, a ojciec dyrektorem w rewelacyjnie prosperującym koncernie. Niewiele dzieciaków było stać na tego typu samochód. Spojrzałam w trawiaście zielone oczy chłopaka. To była jego kolejna tajemnica. Tylko mnie się przyznał, że od bardzo dawna nosi szkła kontaktowe. Momentami czułam, że Daniel musi pozbyć się tego całego udawania i wszystkich tajemnic, bo inaczej morze tych tłamszonych rzeczy, rozerwie go od środka. I to właśnie ja stałam się jego przyjaciółką – osobą, przed którą postanowił się otworzyć.

    – Poradzisz sobie w szkole? – zapytał ruszając. – Boję się, czy nie narobiłem ci kłopotów.

    Skrzywiłam się na myśl o tej leśnej dziczy, czyli moich nowych koleżankach. Skinęłam jednak głową, wsłuchując się w lecącą z radia, rockową piosenkę. Przyjrzałam się jeszcze raz, uważniej, swojemu przyjacielowi. Po jego wyglądzie nigdy nie poznałabym, że coś się wydarzyło. Przyjemna, oliwkowa cera, ciemne, krótko przystrzyżone włosy i leniwy, odrobinę ponury uśmiech. Ubrany też był nienagannie. Dżinsy, niby wyświechtane, ale porządne, markowe, rozpięta, niebieska koszula, a pod nią dizajnerski t-shirt. Nie, nikt by nie mógł zauważyć, że wczoraj tak bardzo oberwał. 

    – Daniel, musimy coś z nimi zrobić, nie możemy tego tak zostawić – nie wytrzymałam.

    Już nie jedną opowieść słyszałam o Aleksie i jego kumplach, a mój przyjaciel był ich ulubioną ofiarą. Skrzywił się, nie patrząc na mnie.

    – Maju, nie przejmuj się tym – poprosił. – Tak naprawdę używają siły, tylko wtedy, kiedy im się stawiam. Wczoraj nie miałem wyjścia.

    Dojechaliśmy do szkoły i Daniel zatrzymał samochód, na prawie pełnym już o tej porze parkingu. Po raz kolejny znienawidziłam amerykański system nauczania, za to, że z Danielem miałam wspólnie jedynie dwa przedmioty. Nie podobało mi się to ani odrobinę. Niechętnie wysiadłam z samochodu. Razem weszliśmy do szkoły, tylko po to, żeby za chwilę się rozdzielić. 

    – Do zobaczenia podczas lunchu? – spytał zadziornie.

    Tym razem to ja się skrzywiłam. Po poprzednim dniu już domyślałam się, jak to będzie wyglądało. Stado patrzących na mnie z nienawiścią dziewczyn, tylko dlatego, że Daniel zajął mi miejsce obok siebie. Tajemniczy, przystojny, samotnik, po prostu romantyczny ideał. Tylko kim jest ta obca dziewucha, która się do niego przyczepiła? Spróbowałam ukryć swoją niechęć, uśmiechając się do niego pogodnie.

    – Tak, jasne, do zobaczenia – rzuciłam lekkim tonem, odchodząc niechętnie korytarzem. 

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Weszłam do klasy i zajęłam pustą ławkę w rogu, pod samym oknem. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia. To samo działo się wczoraj. Starałam się nie rozglądać po pomieszczeniu. Wyjęłam książkę i zeszyt. Matematyka. To była łatwizna, w porównaniu do tego, czego uczyłam się w kraju. Podniosłam wzrok tylko po to, by zobaczyć wchodzącego do sali Aleksa. Coś się we mnie zagotowało na jego widok. Obudziła się we mnie nienawiść. Czemu miałam pecha, żeby z prawie setki dzieciaków, to właśnie z nim mieć te nieszczęsne zajęcia? Chłopak miał na sobie kurtkę szkolnej reprezentacji. Kiedy zajął ławkę z tyłu klasy, natychmiast otoczyły go wianuszkiem, wpatrujące się w niego, jak w ósmy cud świata dziewczyny. Ten obrazek do niego idealnie pasował. Dupek. Znienawidziłam go jeszcze bardziej, o ile to tylko było możliwe. Z ust jednego z jego kumpli usłyszałam swoje imię i niezbyt przyjemne śmiechy, przerwane wejściem nauczyciela. Matematyka ani trochę nie polepszyła mojej towarzyskiej sytuacji. Już po pierwszych zajęciach okazało się, że jestem w klasie najlepsza, a to nie wróżyło mi świetlanej przyszłości. Postanowiłam się jednak nie przejmować i nie zwracałam uwagi na wredne komentarze i drwiny. Przez cały dzień, przemykając się z klasy do klasy, z utęsknieniem czekałam na lunch. Chciałam wreszcie, chociaż przez krótki czas, móc zobaczyć Daniela. Na korytarzu stanęłam przed swoją szafką, tuż obok której wisiał  barwny plakat, ogłaszający nabór do drużyny cheerleaderek. Nie rozumiałam dlaczego dla amerykańskich dzieciaków to takie ważne.

    – Przesuń się tłuściochu! – zobaczyłam, jak jedna z dziewczyn, które miały ze mną matmę, potrąca łokciem puszystą, wlepiającą oczy w informujący o naborze, plakat dziewczynę. – I tak nie masz najmniejszych szans – roześmiała się, a idące z nią koleżanki zawtórowały jej niczym echo.

    Dziewczyna poczerwieniała na twarzy, a potem uciekła. Stałam, wpatrując się w nie oniemiała.

    – To tutaj norma – usłyszałam za plecami czyjś melodyjny głos. – Witaj w demokratycznym państwie, gdzie wszyscy są równi. 

    Odwróciłam się, by napotkać wzrok czarnowłosej, krótko ostrzyżonej dziewczyny. Ubrana była iście awangardowo. Na grube, czarne pończochy, nałożone miała czerwone szorty. Do tego czarny golf i fikuśna marynarka. Zdecydowanie wyłamywała się ze schematów. Była pierwszą osobą, która się do mnie odezwała, a na dodatek zrobiła to w miły sposób.

    – Hej, jestem Maja – przedstawiłam się nieznajomej.

    Obojętnie skinęła głową.

    – Sandy – podała swoje imię.

    Wyjęłam na wierzch swój plan. 

    – Wiesz może, jak trafić na historię? – spojrzałam z nadzieją.

    Wzruszyła ramionami.

    – Jeżeli chcesz, możesz iść ze mną.

    Spakowałam do torby książkę i ruszyłam za przepychającą się sprawnie w tłumie przewodniczką. Wkrótce znalazłyśmy się pod właściwą klasą. Zobaczyłam, jak grupa dziewczyn osaczyła w kącie jedną z naszych koleżanek. Jedna z nich wyrwała jej torbę i wytrząsnęła zawartość, to stojącego na korytarzu śmietnika. Jej oczy płonęły w nieskrywanej furii.

    – Jak śmiałaś przyjść do szkoły z taką samą torebką jak moja?! – syczała niczym żmija.

    Otoczona dziewczyna cofnęła się jeszcze bardziej w róg, pomalowanego na żółto korytarza. Wysunęłam się naprzód, żeby zaprotestować, ale Sandy chwyciła mnie za łokieć. 

    – Na twoim miejscu bym tego nie robiła – szepnęła mi do ucha. – One są jak gang, lepiej im nie podpadać. Zniszczą cię w mgnieniu oka.

    Rozległ się ostatni dzwonek na lekcje. Nie odpowiedziałam. Chwyciłam mocniej swoją torbę i z ustami zaciśniętymi w wąską, białą linię, posłusznie weszłam do klasy.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Kiedy weszłyśmy na stołówkę, wypatrzyłam przy jednym z narożnych stolików Daniela. Siedział wraz z kilkoma osobami, ale jakby w zupełnie innym świecie, rysował, ignorując ich gadaninę. Ruszyłam w jego kierunku, ale ciągle towarzysząca mi Sandy znów złapała mnie za rękę.

    – Zwariowałaś? – zapytała, wskazując wzrokiem na grupę rozchichotanych dziewczyn, wśród których wiodła wyraźny prym ta, od awanturowania się o zdublowaną torebkę. – Na twoim miejscu nie chciałabym siedzieć w pobliżu Cathrine i jej paczki. Chodź – pociągnęła mnie za rękę w kierunku innego stolika.

    Zacisnęłam usta i nic nie powiedziałam, idąc za nią. Tego dnia potrzebowałam świadomości, że komuś na mnie zależy. Byłam bardzo ciekawa czy Daniel w ogóle zauważy moją nieobecność. Zauważył. Po minucie czy dwóch podniósł wzrok znad papieru i rozejrzał się po sali. Bez słowa wziął swoje rzeczy i wstał. Siedzący obok ludzie spojrzeli na niego pytająco, ale on tylko wzruszył ramionami i zaczął iść w moim kierunku. Nie słuchałam ciągle coś mówiącej Sandy. Obserwowałam tylko wbity w plecy Daniela wzrok zawiedzionych dziewczyn. Podszedł do nas i usiadł obok mnie bez pytania. Sandy zamilkła, patrząc pytająco.

    – Czemu dzisiaj siedzimy tutaj? – zapytał z lekkim wyrzutem.

    – Tam nie było miejsca dla nas dwóch – wzruszyłam ramionami, czując przypływ szczęścia, z powodu, że mnie nie zignorował, że do mnie przyszedł. – Znasz Sandy?

    Dziewczyna odzyskała rezon.

    – Chodzimy razem na plastykę – oznajmiła, ale czułam, że cała jej śmiałość i gadatliwość nagle się ulotniły.

    – Mogę? – spytałam spoglądając na szkicownik chłopaka.

    Podał mi go obojętnie. Lubiłam oglądać jego rysunki. Zazwyczaj były to dobrze wykonane, pełne czarnego humoru komiksy, ale czasem zdarzało mu się stworzyć coś naprawdę niesamowitego. Tym razem zobaczyłam tam swój portret. Obrzuciłam go pytającym spojrzeniem, ale on tylko wzruszył ramionami. W końcu rozległ się dzwonek, a ja razem z dziwnie milczącą Sandy, z którą jak się okazało miałam większość zajęć, udałam się do klasy.

    „Skąd go znasz?!” napisane na świstku papieru pytanie wylądowało na mojej ławce.

    „Z facebooka” odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

    Odwróciła się w moją stronę, ryzykując naganę od nauczyciela, tylko po to, by obrzucić mnie niedowierzającym spojrzeniem.

    „Chodzicie ze sobą?” zapytała, a ja zauważyłam, jak przy pisaniu tego pytania zadrżała jej ręka.

    Czyżby Sandy podobał się Daniel? Zobaczyłam ulgę i nieśmiały płomyczek nadziei w jej oczach, kiedy rozwinęła moją odpowiedź.

    „Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi” brzmiał mój pośpiesznie nabazgrany napis.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Wiał lekki wiatr. Przy pomocy spinki, upięłam wysoko włosy. Nie lubiłam, kiedy niesfornie opadały mi na oczy, mimo, że moja równa grzywka i tak niemal do nich sięgała. Zawsze byłam bardzo dumna ze swojej prostej, kasztanowej kaskady. Nie należałam do osób, które nie lubiły swojego wyglądu, nie należałam jednak również do takich, które uważają się za ósmy cud świata. Byłam zwyczajna, akceptowałam to i w najmniejszym stopniu mi to nie przeszkadzało. Mimo, że wybraliśmy się na imprezę, włożyłam na siebie proste dżinsy i koszulę khaki. Nie lubiłam się stroić, zresztą to i tak było tylko szkolne ognisko. Stałam pod drzewem czekając, a cierpliwość powoli mi się kończyła. Minął już ponad kwadrans, od kiedy Daniel wybrał się po coś do picia, a ciągle nie było go z powrotem. Wreszcie, zrezygnowana, postanowiłam go poszukać. Obeszłam dookoła krąg bawiących się ludzi. Nigdzie nie mogłam znaleźć go wzrokiem. Udałam się w kierunku plaży, która w Neskowin była równie piękna, co niebezpieczna. Oprócz wąskiej linii piasku nad samym brzegiem, w górze rozrastały się wysokie, strome klify. Coś mnie podkusiło i wspięłam się tam, przechodząc między drzewami. Na górze, tuż za ich linią, zamarłam. Wyraźnie z oddali rozpoznałam szczupłą sylwetkę Daniela, a także, co gorsza, górującego nad nim Aleksa. Jego kumple popychali brutalnie chłopaka, między sobą. Szczyt na którym stali był wysoki i stromy. Zamarłam z przerażenia. Czy oni powariowali?! Przez kilka sekund nie mogłam złapać tchu, a potem stało się to, czego bałam się sobie nawet wyobrażać. Daniel potknął się. Z ostrego, skalistego klifu osunął się jakiś kamień, potem następny i mój przyjaciel wraz z nimi runął w dół, w morskie odmęty. Kumple Aleksa cofnęli się przerażeni. Ktoś krzyknął, a potem odwrócili się i po prostu uciekli, jak najwięksi tchórze. Usłyszałam ostry, rozkazujący głos Aleksa, ale żaden z nich się nawet nie obejrzał. Chłopak przeklął szpetnie, kopnięciem ściągnął buty, zrzucił z siebie sportową kurtkę, a potem z tej niesamowitej wysokości, skoczył do morza. Mój umysł się rozjaśnił. Przypomniałam sobie, że nawet gdyby upadek go nie zamroczył, to przecież Daniel nawet nie umie pływać. Jak niby miał poradzić sobie wśród spienionych fal? Pobiegłam w stronę urwiska, zdejmując z siebie po drodze buty, spodnie i koszulę, aż wreszcie zostałam w samej bieliźnie i t-shircie. Stanęłam na skraju klifu. Pływałam doskonale, skakałam już również z wyższych miejsc, ale zawsze na basenie – w ściśle kontrolowanych warunkach. Wiedziałam jednak, że Aleks popełnił błąd, nie pozbywając się ubrania, które będzie mu dodatkowo ciążyło. Wygięłam się w łuk i skoczyłam do morza, jak najdalej od wystających skał. Niesamowity lot skończył się zbyt szybko i poczułam mocne uderzenie, kiedy złożonymi dłońmi przebijałam twardą jak kamień powierzchnię wody. Starałam się nie zanurkować zbyt głęboko i jak najszybciej wynurzyć na powierzchnię. Ledwo jednak starczyło mi powietrza, by znaleźć się nad falami. Rozejrzałam się. Rozmazane przez wodę pole widzenia i półmrok wcale nie ułatwiały zadania, ale w końcu wypatrzyłam jasną czuprynę Aleksa. Z trudem radził sobie z prądem i siłą fal. Zauważyłam jednak, że znalazł Daniela i ze wszystkich sił próbował utrzymać go na powierzchni. Chłopak był nieprzytomny. Podpłynęłam do nich. Byłam wdzięczna losowi, że wieje jedynie lekki wiatr, bo nawet przy nim fale były trudnym do pokonania przeciwnikiem. Aleks omiótł mnie zaskoczonym spojrzeniem, ale nie marnował siły na próbę przekrzyczenia fal. Wspólnymi siłami, w końcu udało nam się wyciągnąć Daniela na brzeg. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie będziemy w stanie go dalej zabrać. Ze zmęczenia ledwo mogłam się poruszyć. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że Daniel nie oddycha. Aleks również to zauważył.

    – Znasz podstawy pierwszej pomocy? – zapytałam rzeczowo.

    Skinął głową, klękając na piasku. 

    – Jesteś wariatką – odezwał się cichym, lekko zachrypniętym, ale jednocześnie ostrym głosem.

    – Wiem – mruknęłam udrażniając drogi oddechowe Daniela.

    Dalej nie oddychał. Zbliżyłam swoje usta do ust przyjaciela, podczas gdy Aleks zajął się jego klatką piersiową. Zakręciło mi się w głowie z ulgi, kiedy zaczął kaszleć, wypluwając wodę. Patrzył po nas nieprzytomnym wzrokiem. Aleks bez słowa wstał i odszedł by po chwili zniknąć z mojego pola widzenia. Przytuliłam się do bladego na twarzy, drżącego z zimna Daniela. Nie miałam siły wstać i byłam przekonana, że on również jej nie ma. Po chwili wrócił Aleks, a ja spojrzałam na niego naprawdę zaskoczona. W upartym milczeniu rzucił mi koc, a ja natychmiast okryłam nim przemoczonego Daniela. Miał też moje ubrania. Podziękowałam mu skinieniem głowy, ale już po chwili zirytowało mnie, że nawet się nie odwrócił, kiedy zakładałam na mokre nogi spodnie. Ściągnęłam przez głowę przemoczoną koszulkę, by okryć się suchą koszulą. Mimo to, w dalszym ciągu drżałam z zimna. 

    – Trzeba go zabrać do domu – oznajmił ponuro Aleks. 

    Niepewnie stanęłam na nogach. Bałam się, że ciągle zdezorientowany Daniel nie będzie w stanie iść. Znów zaskoczyło mnie to, że Aleks do niego podszedł i pomógł mu wstać. Chociaż z drugiej strony, nie powinno mnie to dziwić, skoro chronił własny tyłek. Danielowi trzeba było pomagać, ale w końcu we trójkę doszliśmy do położonego przy plaży, leśnego parkingu. 

    – Który samochód? – zapytałam.

    – Daniela – oznajmił Aleks – ja nie mam samochodu.

    Ciągle drżałam z zimna i martwiłam się o przyjaciela, który nie do końca kontaktował z rzeczywistością, więc nie zamierzałam się kłócić. 

    – Przyniosę jego plecak – oznajmiłam tylko.

    – Poczekaj – Aleks rzucił mi swoją kurtkę sadzając Daniela na ławce.

    Nie protestowałam. Przynajmniej była sucha. Otuliłam się nią, a potem wróciłam w miejsce imprezy, by odnaleźć plecak przyjaciela. Gdy wróciłam, podałam Aleksowi swój adres i wsunęłam się na tylne siedzenie, wtulając policzek, w ramię Daniela. Wysiedliśmy przed moim domem.

    – Odwieść go? – zaproponował niechętnie Aleks.

    – Nie – odpowiedziałam, pamiętając o jego milczeniu i tym, co ukrywał przed rodzicami. – Niech lepiej zostanie u mnie.

    – Ok. – odpowiedział po prostu chłopak.

    Wzięłam Daniela pod rękę i ruszyłam w kierunku wejściowych drzwi. Wiedziałam, że ojca i tak jeszcze nie ma, a prawdopodobnie nie wróci w ogóle na noc. Praca pochłaniała go całkowicie. Kiedy się obejrzałam, Aleks stał na podjeździe, kopiąc jakiś kamień. Potem, nie interesując się nim więcej, zniknęłam we wnętrzu domu.

    ~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~

    Gorąca woda spływała po moich nagich ramionach, sprawiając ulgę i dając ukojenie obolałym mięśniom. Z ulgą przyjęłam fakt, że Daniel nie był w szoku i najwyraźniej po prostu nie chciał odzywać się przy Aleksie. Wyszłam spod prysznica, owijając się białym, miękkim ręcznikiem. Włożyłam dresowe spodnie i koszulkę, w których zazwyczaj spałam, a potem wróciłam do pokoju. Daniel leżał na moim łóżku, szczelnie przykryty kołdrą. Na sobie miał zbyt szerokie, ale przynajmniej suche, ubranie, które pożyczyłam z szafy ojca. Wśliznęłam się obok niego do łóżka, wtulając plecami w jego tors. Tego dnia miałam już serdecznie dosyć wszystkiego. Bez słowa przytulił mnie do siebie. Żadne z nas nie miało ochoty o tym rozmawiać i byłam mu naprawdę wdzięczna za to milczenie. Tej nocy, mimo zmęczenia, długo nie mogłam zasnąć. 

    Rano wstałam nie budząc Daniela. Uznałam, że lepiej będzie jeżeli nie pójdzie do szkoły, a ja poradzę sobie dojeżdżając autobusem. Wepchnęłam do reklamówki kurtkę Aleksa, zdecydowana mu ją jak najszybciej oddać i wyszłam z domu, by powitać słoneczny lecz chłodny poranek. W szkole nigdzie nie mogłam znaleźć Aleksa, a wiedziałam, że ludzie będą na mnie dziwnie patrzyli, jeżeli będę o niego wypytywała, więc zdecydowałam, że wybiorę się do sali gimnastycznej, w trakcie trwania naboru cheerleaderek, bo tam z pewnością go nie zabraknie. Ironią losu wydawało mi się to, że w ogóle go szukam. Sandy tego dnia za to była jakoś dziwnie markotna, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Nigdy nie byłam za dobra w wyciąganiu od ludzi informacji. Jednak jej oczy natychmiast rozszerzyły się ze zdumienia i zgrozy, kiedy zrelacjonowałam jej pokrótce wczorajszą historię. Smutek i otępienie błyskawicznie ulotniły się z twarzy mojej przyjaciółki, zastąpione setkami zasypujących mnie pytań. Podczas przerwy udałyśmy się do sali gimnastycznej. Stanęłam w drzwiach, wypatrując Aleksa. Był tam. Siedział na trybunach razem z resztą drużyny. Kiedy dziewczyny skończą się prezentować, będzie idealna okazja, żeby oddać mu kurtkę. 

    – No, no panienki, nie stójcie tak w drzwiach – usłyszałam donośny głos trenerki. – Zaprezentujcie co potraficie.

    – Ale ja… – zaczęłam nie bardzo wiedząc jak wytłumaczyć, że wcale nie chcę być cheerleaderką.

    – Szybko, szybko, raz dwa – ponagliła nas przerywając moją próbę.   

    Sandy wzruszyła ramionami.

    – Chodź, będzie zabawnie – oznajmiła delikatnie mnie popychając.

    Już po chwili stała na miękkiej macie, a jeszcze trochę czasu później robiła serię gwiazd przez niemal całą salę. Wzruszyłam ramionami. Nagle też zapragnęłam pokazać na co mnie stać. W starej szkole ćwiczyłam gimnastykę artystyczną i bardzo to lubiłam, więc czemu by nie… Taniec, salta i gwiazdy, czułam się jak rozbrykany tygrysek. Trenerka spojrzała na nas obie z uznaniem, a potem podziękowała i odprawiła, informując, że wyniki zostaną powieszone następnego dnia w korytarzu. Zabrałam reklamówkę, którą zostawiłam pod ścianą i ruszyłam w kierunku siedzącego na trybunach Aleksa.

    – Hej, a ty dokąd? – zagrodziła mi drogę Cathrine.  

    – Mam sprawę do Aleksa – odpowiedziałam mając nadzieję, że odpuści.

    – Więc jeżeli coś chcesz od mojego chłopaka – oznajmiła z naciskiem, patrząc na mnie wrogo – załatw to ze mną.

    – Wolałabym z nim bezpośrednio – oznajmiłam, nie chcąc mu robić problemów.

    Właśnie z tym zamierzeniem, specjalnie przyniosłam kurtkę w nieprzezroczystej siatce. 

    – On nie ma ochoty z Tobą rozmawiać, prawda Aleks? – z uroczym uśmiechem zwróciła się do siedzącego w pobliżu chłopaka, który musiał słyszeć całą naszą rozmowę.

    Na ławce, wśród jego kumpli, rozległy się głośne śmiechy. Spojrzał na nas, wzruszył ramionami i odwrócił wzrok. Ogarnęła mnie fala złości. Skoro zamierzał tak postępować, to proszę bardzo!

    – W takim razie oddaj „swojemu chłopakowi” kurtkę, którą mi pożyczył – zwróciłam się zjadliwie do Cathrine, mając nadzieję, że Aleks będzie musiał gęsto się z tego tłumaczyć.

    Wyjęłam zawiniątko z reklamówki, wcisnęłam jej w dłonie, a potem odwróciłam się i odeszłam, zostawiając oniemiałą dziewczynę pod trybunami.

    Note