Rozdział 3 – Irytujące marzenia
by Vicky
Stało się. Zaczęłam umawiać się z Aleksem. Wyglądało na to, że naprawdę mu zależy. Bardzo się starał i nawet Daniela, mimo całej ich nienawiści, omijał szerokim łukiem. Otworzyłam oczy, by nie tylko czuć smak jego ust, ale także widzieć jego twarz. Minęły dwa tygodnie i po oparzeniach na jego twarzy i rękach zostały już tylko białe ślady, włosy jednak w dalszym ciągu miał bardzo krótkie. Chłopak również na mnie patrzył. Jego niebieskie oczy iskrzyły się wesoło. W końcu odsunęliśmy się od siebie odrobinę. Aleks oparł swoje czoło na moim i wziął mnie za rękę. Znajdowaliśmy się nad niewielkim, urokliwym wodospadem. Siedzieliśmy na porośniętym trawą brzegu, spuszczając nogi ku wodzie. Ramiona okrywała mi niebiesko-biała kurtka reprezentacji szkoły, rzecz, o której marzyła połowa dziewczyn w szkole, a której nie mogła mi wybaczyć Cathrine. Sytuacja między nami również się zmieniła. Teraz, kiedy Aleks oficjalnie przedstawiał mnie jako swoją dziewczynę, cheerleaderki stały się dla mnie słodkie, niczym miód i równie fałszywe. Chyba przez to nienawidziłam ich jeszcze bardziej. Po pożarze zrezygnowałam z bycia w drużynie, a nasza trenerka, zaproponowała mi i Sandy treningi gimnastyki artystycznej, na które zgodziłyśmy się z prawdziwym entuzjazmem. To był sport, który naprawdę kochałam. Ze względu na Aleksa zaczęłam również chodzić na mecze, co z kolei za złe miał mi Daniel. Ogólnie jemu nie podobała się ta cała sytuacja, a ja nie potrafiłam go za to winić. Mimo wszystko ja naprawdę lubiłam Aleksa i żeby być z samą sobą szczera, musiałam przyznać, że czuję do niego również coś więcej. Teraz, kiedy przestaliśmy się całować, objął mnie ręką, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. Marzyłam, żeby w życiu wszystko było takie proste i przyjemne, zupełnie jak ta chwila.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Siedzieliśmy przy stoliku w szkolnej stołówce. Atmosfera nie była zbyt wesoła. Po jednej stronie ja z Aleksem, a po drugiej Daniel z Sandy. Chłopacy mierzyli się wrogimi spojrzeniami. Już dłużej nie byłyśmy z przyjaciółką w stanie udawać, że wszystko jest w porządku. Nie było. Nawet, kiedy Daniel stwarzał pozory miłego, a Aleks bardzo się starał. Nie miałam pojęcia jak to rozegrać, żeby jednocześnie móc zachować chłopaka i przyjaciela. Tym razem to Aleks wstał, uwalniając nas od krępującej ciszy.
– Zobaczymy się później – mruknął, a ja na pożegnanie zdołałam jedynie musnąć jego dłoń.
Sandy odetchnęła, a Daniel się rozluźnił. Gorzej było chyba tylko wtedy, kiedy to ja siedziałam z nim i jego paczką. Czułam się tam zupełnie nie na miejscu. Zarówno z dziewczynami, jak i jego kumplami, niewiele mieliśmy wspólnego.
– Wybierasz się dzisiaj do Martina? – spytał od niechcenia Daniel.
Skrzywiłam się nieznacznie. Impreza po meczu. Szczerze ich nienawidziłam, ale wiedziałam, że Aleksowi zależy, żebym tam była. Tu, w Oregonie, wiecznie padało dlatego większość takich zabaw odbywała się w domach. To było jeszcze gorsze. Czułam się wtedy jak w pułapce. Niechętnie skinęłam głową.
– Przyjdziecie? – zapytałam z nadzieją.
Sandy uśmiechnęła się do mnie przepraszająco.
– Może też nie idź? – zaproponowała. – Przecież nikt cię nie zmusza.
Westchnęłam ciężko.
– Pójdę – oznajmiłam śledząc wzrokiem opuszczającego pomieszczenie Aleksa.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Ponieważ Aleks nie miał samochodu, Daniel był na tyle miły, że mnie podwiózł, po drodze do Sandy. Nie wyglądał na specjalnie zadowolonego, że w ogóle tam idę, a ja niestety podzielałam jego brak entuzjazmu. Kiedy tylko minęłam drzwi, pożałowałam, że się tam znalazłam. Większość osób w dłoniach trzymała papierowe, czerwone kubeczki, z procentową zawartością. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to Cathrine bezwstydnie flirtująca z Aleksem. Przynajmniej on nie pił, ale to przede wszystkim dlatego, że ze względu na ojca, miał do alkoholu prawdziwy uraz.
– No chodź zatańczyć – usłyszałam słodko brzmiący, zalotny głos Cathrine.
Wtedy mnie zauważył. Nasze spojrzenia się spotkały.
– Sorry, ale mam ten taniec już zarezerwowany – oznajmił, uśmiechając się nie do niej, a do mnie.
Ten uśmiech, przynajmniej na chwilę, rozwiał wszystkie moje wątpliwości. Aleks przecisnął się przez tłum, pokonując dzielące nas metry. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował na powitanie. Przez chwilę przyszło mi na myśl, jakie to dziwne, umawiać się ze złym chłopcem, ale potem po prostu zatonęłam w jego ustach i ramionach.
– Cieszę się, że przyszłaś – szepnął w moje włosy. – Szkoda tylko, że szłaś sama. Mogłem przecież kogoś poprosić, żeby cię odebrał.
Skrzywiłam się. Naprawdę starałam się nie okazywać tego, jak bardzo nie lubię jego kolegów.
– Daniel mnie podwiózł – wzruszyłam ramionami.
Dobry humor Aleksa prysnął jak bańka mydlana.
– Jasne, Daniel – odpowiedział ostro.
– Jest moim przyjacielem – oznajmiłam chłodno, a chłopak tym razem miał na tyle taktu, żeby nie skomentować.
To dziwne, bo przecież doskonale wiedziałam, że ten związek nigdy nie będzie prosty. Zmieniliśmy temat, nie rozstrzygając naszej małej, odwiecznej kłótni i znowu zrobiło się przyjemnie. Tańczyliśmy wtuleni w siebie nawzajem. Potem, zmęczeni, usiedliśmy na jednym ze skórzanych foteli.
– Przyniosę coś do picia – zaproponował chłopak, który poświęcał mi całą swoją uwagę.
– Dobrze – zgodziłam się – przestało padać, więc może przejdziemy się po ogrodzie?
Aleks skinął głową i wstał, zdejmując mnie ze swoich kolan. Nałożyłam buty i wyszłam na dwór, a on poszedł do kuchni. Kiedy stałam na tarasie, poczułam jak od tyłu obejmują mnie czyjeś ramiona. Chciałam wtulić się w Aleksa, ale wtedy poczułam alkoholowy oddech stojącego za mną chłopaka. Wyrwałam się gwałtownie.
– Hej, spokojnie, mała – odezwał się rozbawiony Robert, jeden z kolegów Aleksa i niegdysiejszych prześladowców Daniela.
Powstrzymałam się od jakiegokolwiek komentarza i po prostu się od niego odsunęłam, ale on podszedł do mnie znowu. Tym razem przyciągnął mnie do siebie brutalnie. Położył ręce na moich pośladkach.
– No nie bądź taka – odezwał się pijackim głosem – Aleks jest dla ciebie dość dobry, a ja nie? Cathrine nigdy nie była taka ograniczona – roześmiał się nieprzyjemnie.
– Więc to ją idź zaczepiać – syknęłam wściekle, nadaremnie próbując się wyrwać z jego uścisku.
– Teraz ty mi się podobasz – oznajmił, wsuwając dłoń pod moją bluzkę.
W pewnym momencie chłopak mnie puścił, a ja poczułam jak zatacza się w tył. Zobaczyłam wykrzywioną wściekłością twarz Aleksa, jego płonące, niebieskie oczy. Kiedy padł następny cios, najwyraźniej mocno już pijany Robert, rozciągnął się jak długi na kafelkach tarasu. Aleks nie odpuszczał. Przyskoczył do niego z pięściami. Chwyciłam go za przedramię.
– Chodźmy stąd, proszę – szepnęłam.
Chłopak zazgrzytał zębami, warknął coś niezrozumiale, ale ustąpił. Otoczył mnie ramieniem i wyprowadził przed dom. Uciekliśmy, zanim ktokolwiek zorientował się, że coś się stało.
– Aleks? – zapytałam cicho, zdając sobie sprawę, że chłopak wciąż ma zawziętą minę i w ogóle się do mnie nie odzywa.
– To moja wina – mruknął ponuro – powinienem był cię lepiej pilnować.
Odsunął się ode mnie nieco. Z wściekłością kopnął jakiś kamień.
– Robert to dupek – wzruszyłam ramionami – wszędzie takich pełno.
– Nie – westchnął ciężko chłopak – to ty jesteś inna i w żaden sposób nie potrafią cię nigdzie dopasować.
Poczułam się jakby mnie uderzył. Zatrzymałam się w miejscu i wyjęłam z kieszeni telefon.
„Możesz po mnie przyjechać?” napisałam smsa do Daniela, tak jak się umawialiśmy w razie jakiegoś nieprzewidzianego wypadku.
„Będę za pięć minut” odpowiedział niemal natychmiast.
– Co robisz? – spytał Aleks.
Obrzuciłam go chłodnym spojrzeniem
– Wracam do domu – oznajmiłam. – Daniel po mnie przyjdzie. Sam stwierdziłeś, że tu nie pasuję.
– Maja, nie to miałem na myśli – jęknął. – Zresztą przecież mogę cię odprowadzić.
Byłam zbyt wściekła na niego, na zachowanie Roberta i całe to towarzystwo, żeby mieć ochotę na romantyczny, wieczorny spacer.
– Poradzę sobie – powiedziałam sztywno.
– To ze mną jesteś, nie z nim – warknął, chwytając mnie mocno za ramiona i odwracając twarzą ku sobie.
– Puść mnie! – rozkazałam stanowczo.
Po chwili już krzyczeliśmy na siebie, robiąc sobie w większości idiotyczne i wcale nieprawdziwe wyrzuty. Jego ostre słowa bolały mnie coraz bardziej. Kiedy przyjechał Daniel, wsiadłam do jego samochodu i poprosiłam, żeby jechał, ani razu nie odwracając się w stronę kipiącego ze złości Aleksa.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Daniel prowadził w milczeniu, a mnie to odpowiadało, do momentu, kiedy zorientowałam się, że wcale nie jedziemy do mnie do domu.
– Co jest? – zapytałam, kiedy zamiast znajomej drogi zobaczyłam granicę naszego niewielkiego miasta.
– Ty mi to powiedz – odezwał się spokojnie.
Zaparkował samochód na jakiś wzniesieniu. Na dworze było ciemno i chłodno, ale ja mimo to, jeszcze bardziej zirytowana, wysiadłam z auta. W dole rozciągał się piękny widok. Z jednej strony widać było oświetlone miasto, z drugiej granatowy ocean.
– Zabierz mnie do domu! – zażądałam, kiedy Daniel stanął obok mnie.
– Zabiorę, jak powiesz mi co się stało – oznajmił stanowczo. – Ten dupek…
– To nie jego wina – ucięłam krótko temat. – Zaczepiał mnie jeden z jego kumpli, Robert. Zadowolony? Możemy wracać?
Widziałam jak z trudem panuje nad gniewem. W tym jednym byli z Aleksem niemal identyczni.
– Maju, ja… – chyba nie bardzo wiedział co chce powiedzieć.
Nagle mnie olśniło. Zdałam sobie sprawę z czegoś zupełnie innego.
– Czemu przyjechałeś po mnie tak szybko? – zapytałam zaniepokojona. – Przecież Sandy mieszka po drugiej stronie miasta…
Odwrócił wzrok. Nie odpowiedział.
– Daniel! – zażądałam.
– Czekałem na parkingu pod McDonaldem – mruknął przepraszająco. – Nie byłem u Sandy. Zrozum… – podniósł na mnie wzrok – martwiłem się o ciebie. Obydwoje się martwiliśmy, dlatego ona to zrozumie – mruknął.
– Nawet jej nie powiedziałeś?! – jęknęłam rozdarta pomiędzy radością z tego, że się o mnie troszczył, a wiernością względem przyjaciółki.
– Przepraszam – szepnął, otulając mnie swoją bluzą i przygarniając do siebie. – Następnym razem będziemy wszystko uzgadniać we trójkę – obiecał.
Poddałam się. Widok stąd był przepiękny, a mnie było przyjemnie i ciepło, wtulonej w opiekuńcze ramiona Daniela.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Nie byłam jeszcze gotowa rozmawiać z Aleksem, choć wiedziałam, że to nieuniknione. Przecież nie mogłam przed tym uciec. Najgorsze jednak było to uczucie, że mogę go stracić przez taką głupią kłótnię. Wcale tego nie chciałam. Skręciłam w boczny korytarz, ciągnący się ku szatniom i sali gimnastycznej. Usłyszałam głośny śmiech. W rogu stało grono chłopaków, a wśród nich był również Aleks. Zobaczyłam, jak jeden z nich podnosi z podłogi granatowy, poszarpany plecak i wysypuje całą zawartość na skuloną pod ścianą postać. Oblał mnie zimny pot, a w gardle zaczął dławić strach. Poczułam straszne wyrzuty sumienia, gdy zalała mnie fala ulgi, kiedy spostrzegłam, że to nie nad Danielem się tym razem znęcają. Skuloną postacią okazał się chłopak z równoległej klasy. Jak przez mgłę przypomniałam sobie, że miał na imię chyba Patrick. Tworzył jakieś projekty naukowe. Odważnie wyszłam zza rogu i wtedy napotkałam to lodowato-zimne spojrzenie. Aleks podszedł do mnie i odciągnął mnie na bok.
– Znikaj stąd! – rozkazał stanowczo.
– Co wy robicie? Dajcie mu spokój! – coraz bardziej zdenerwowana wyrwałam chłopakowi ramię.
– To nie twoja sprawa! – syknął. – Wynoś się!
Wiedziałam, że awanturowaniem się niczego nie wskóram. W grupie dostrzegłam Roberta i przeszły mnie ciarki. Czułam, że ci chłopacy… oni byli niebezpieczni również dla mnie. Teraz śmiali się z Aleksa. Słyszałam niewybredne komentarze na swój temat.
– Aleks, przerwij to – szepnęłam błagalnie.
Pociągnął mnie dalej, w głąb korytarza. Jego twarz wykrzywiał grymas gniewu.
– Porozmawiamy później – oznajmił ponuro, a potem wrócił do kumpli i ich ofiary, zostawiając mnie samą na pustym korytarzu.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Wiedziałam, że Aleks mnie szuka, ale ja unikałam go naumyślnie. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Kiedy po szkole Daniel odwiózł mnie do domu, ku mojemu zaskoczeniu ojciec już tam był.
– Cześć tato – przywitałam się, próbując wykrzesać z siebie choć iskierkę dobrego humoru.
– Co powiesz na dwa tygodnie wakacji? – zaproponował ojciec, uśmiechając się przebiegle.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Przecież chodzę do szkoły… – zaczęłam niepewnie. – Gdzie mielibyśmy pojechać?
– Nie my, tylko ty – wyjaśnił wyraźnie ciesząc się z tego, że mnie zaskoczył. – Twoi koledzy organizują wyjazd w góry. W Polsce. Mogłabyś zabrać tego swojego przyjaciela i pokazać mu rodzinny kraj.
– Kto? – zapytałam przetrawiając informacje.
– Rozmawiałem z panią Dudek – oznajmił usłużnie. – Wyjazd organizują twoi znajomi z dawnej szkoły, będzie Michał, Kamil i Patrycja.
Pisnęłam z radości. Tak bardzo tęskniłam za swoją starą paczką! Rzuciłam się tacie na szyję. Może to nie rozwiąże moich problemów, ale z pewnością je na jakiś czas oddali.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Następnego dnia w szkole zaprosiłam na wyjazd Daniela i Sandy. Kiedy przedstawiłam im plan, siedzieliśmy właśnie w szkolnej stołówce i jedliśmy lunch. Obydwoje podeszli do tego bardzo entuzjastycznie. Byli ciekawi jak wygląda mój rodzinny kraj. W pewnym momencie jednak zamilkli. Odwróciłam się tylko po to, by zobaczyć pobladłą twarz Aleksa, a potem jego znikające plecy. Nie gniewał się, nie krzyczał na mnie, w ogóle nie powiedział ani słowa i chyba właśnie to skłoniło mnie, żeby zerwać się od stolika i za nim pobiec. Dogoniłam go na dworze. Usiadł sam na trybunach. Spojrzał na mnie przelotnie i w dalszym ciągu nic nie powiedział. Przysiadłam obok niego i zastanawiałam się w jaki sposób ja powinnam się odezwać.
– Aleks… – zaczęłam w tym samym momencie, kiedy on wypowiedział moje imię.
Roześmieliśmy się i przez chwilę poczułam, że umawianie się z nim wcale nie było skończoną głupotą.
– Więc jedziesz do Polski? – zapytał ponuro. – I zaprosiłaś Daniela – dodał z wyrzutem.
– Pomyślałam, że dobrze nam zrobi, jeżeli od siebie odpoczniemy – przyznałam.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Nie chcę od ciebie odpoczywać – stwierdził stanowczo.
Zawahałam się. Tylko przez chwilę.
– Więc poleć z nami – zaproponowałam, mając nadzieję, że nie będę tego żałowała.
Aleks spojrzał na mnie ponuro.
– Wiesz przecież, że nie mogę. Nawet gdybym przepracował całe wakacje, nie będzie stać mnie na cholerny bilet.
Wiedziałam, jak nienawidzi takiego stanu rzeczy i jak trudno mu się do tego przyznawać. Obdarzyłam go ciepłym uśmiechem.
– Więc nie słyszałeś całości? – zapytałam wesoło. – Firma mojego ojca funduje wyjazd. W umowie mój tata ma obiecane trzy razy do roku bilety lotnicze do Polski i z powrotem.
Przymknął na chwilę oczy. Westchnął.
– Czy ty w ogóle chcesz, żebym z tobą pojechał?
Wzięłam go za rękę. Zdziwiłam się, jak bardzo jestem pewna swojej odpowiedzi.
– Tak, chcę – oznajmiłam zupełnie szczerze.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
W przeddzień wyjazdu Sandy się rozchorowała. Miała wysoką gorączkę i jej mama kategorycznie stwierdziła, że dziewczyna nigdzie się nie wybiera. Do samolotu wsiedliśmy więc tylko we trójkę, ja, Daniel i Aleks. To była najgorsza podróż w moim życiu. Siedziałam pomiędzy nimi i kiedy jeden ze mną rozmawiał, drugi się obrażał. W pewnych momentach sobie dogryzali, przez większość czasu jednak towarzyszyło nam krępujące milczenie. Byłam wdzięczna losowi, że udało mi się przespać przynajmniej przez kilka godzin. Kiedy wreszcie wysiedliśmy na lotnisku pod Krakowem, z ulgą wsiadłam do samochodu mamy jednego z moich dawnych przyjaciół, Michała. Tatry były tak samo piękne jak je zapamiętałam. Mieliśmy po nich wędrować przez tydzień. Trasę mieliśmy zaplanowaną pomiędzy schroniskami. Daniel od razu zaprzyjaźnił się z moimi znajomymi, a ich angielski był na tyle dobry, że bez problemów mogli się porozumieć, Aleks natomiast bez przerwy trzymał się na dystans. Mnie samej przyjemność sprawiało zwłaszcza towarzystwo Patrycji, z którą kontakt przez te kilka miesięcy utrzymywałam tylko przez facebooka. Wędrówka była męcząca, ale dla tego unikalnego piękna, naprawdę było warto. Pogoda nam dopisywała i humory, wszystkim oprócz Aleksa, również. Chłopak zrobił się jeszcze mniej miły, kiedy dowiedział się, że kiedyś umawiałam się z Michałem.
– Co się z tobą dzieje? Dlaczego zachowujesz się jak palant? – spytałam, kiedy wieczorem siedzieliśmy przy ognisku.
W jego niebieskich oczach pojawiły się gniewne iskierki. Wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale po chwili się rozmyślił. Wstał bez odpowiedzi i odszedł w mrok. Westchnęłam ciężko, ukrywając twarz w dłoniach. Wszystko było do kitu. Nie byłam w stanie go zrozumieć. Może to on już mnie nie chciał? Daniel podszedł do mnie. Od niechcenia objął mnie ramieniem.
– Co robię źle? – zapytałam cicho.
– Ty? Źle? – Daniel spojrzał na mnie niedowierzająco. – Przecież to on przez cały czas zachowuje się jak dupek. Ale moje zdanie na jego temat doskonale już znasz. Powinnaś dać sobie z nim spokój.
Tym razem nie broniłam Aleksa. Nie miałam ku temu powodów. Przytuliłam się mocniej do przyjaciela.
– Tak, wiem, ale…
– Cii – mruknął – nie ma żadnych „ale”. On po prostu na ciebie nie zasługuje.
– Dzięki – westchnęłam smętnie. – Ja po prostu…
Daniel nie dał mi dokończyć. Pochylił się nade mną i mnie pocałował. Czułam jego usta na swoich i wbrew sobie odwzajemniłam pocałunek chłopaka.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Przez kolejne dni czułam się podle. Unikałam zostawania sam na sam z przyjacielem, uciekałam przed jego spojrzeniem. Zeszliśmy ze szlaku na Rysy. Przerwę zrobiliśmy w przepięknym miejscu, nad Czarnym Stawem. Przycupnęłam na skale, z dala od innych i starałam się nie myśleć, o niczym. Nie podniosłam wzroku, kiedy podszedł do mnie Daniel. Ukucnął przy mnie, kładąc dłonie na moich kolanach.
– Maja, proszę cię – szepnął.
– Nie rozumiesz – odpowiedziałam mu równie cicho.
Ja również nie rozumiałam. Co z Sandy? Co z Aleksem? Nie chciałam być z Danielem. Dlaczego pozwoliłam mu się pocałować? Po prostu z nim… było tak pewnie, tak bezpiecznie. Wiedziałam, że zawsze będzie przy mnie, choćby nie wiem co. Nie będzie między nami takich kłótni, nie będziemy na siebie wrzeszczeć. Tak byłoby znacznie łatwiej.
– Przepraszam – powiedział, tak po prostu, tak zwyczajnie.
– Nie przepraszaj, to nie twoja wina – mruknęłam, opierając swoje czoło o jego.
Chciałam, żeby między nami znowu wszystko było w porządku. Potrzebowałam przyjaciela. Zwłaszcza teraz. Daniel opatrznie zrozumiał ten gest. Jego palce wplotły się w moje włosy, usta dotknęły moich warg. Usłyszałam głośny plusk. Duży kamień zmącił spokojną taflę wody. Aleks szybkim krokiem ruszył przed siebie, w dół ku Morskiemu Oku. Odsunęłam od siebie Daniela i zerwałam się z miejsca. Poczułam czyjąś rękę na swoim nadgarstku.
– Niech idzie – usłyszałam znajomy, uspakajający głos Kamila. Pozostali patrzyli na mnie współczująco. Od początku wiedzieli, że coś jest między nami nie tak. Przecież to doskonale było widać. – Jego męska duma tego potrzebuje – wyjaśnił tym swoim spokojnym tonem Kamil. – Porozmawiacie jak ochłonie.
Miał rację. Wiedziałam, że ma. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak wiele musiało kosztować Aleksa to, żeby odejść, zamiast rzucić się z pięściami na Daniela.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Kiedy dotarliśmy do schroniska, zaczynało się ściemniać. Aleks siedział na ławce, krzywiąc się z bólu. Okazało się, że po drodze, schodząc szybko i nieuważnie, skręcił kostkę. Zupełnie ignorował moją obecność. Starał się nie zauważać również Daniela.
– Pójdę przodem – mruknął do oglądającego jego nogę Kamila. – I tak będę szedł wolniej od was.
Poczułam nieprzyjemny chłód na myśl o tych ośmiu kilometrach szosą w dół. Jak on sobie poradzi? Kamil jednak tylko skinął głową.
– Weźmiemy twój plecak, będziemy się wymieniać we dwójkę – zaproponował Michał.
– Poradzę sobie, nie chcę być dla nikogo ciężarem i nie będę – stwierdził ostro Aleks, wstając.
– Przecież to żaden problem – wzruszył ramionami Kamil.
– Nie – uciął stanowczo Aleks.
Oddalił się drogą, a ja musiałam walczyć ze sobą, żeby za nim nie pobiec. Wiedziałam, że moje towarzystwo jest teraz zapewne ostatnim, czego on chce.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Zatrzymałam się przerażona. Daniel i Aleks tarzali się w błocie, okładając wzajemnie pięściami. Sytuacja wyglądała dość groźnie. Pojawiła się krew. Aleks, mimo skręconej kostki, miał nad Danielem znaczną przewagę. W przeciwieństwie do mojego przyjaciela doskonale umiał się bić i przede wszystkim przez lata nauczył się, jak radzić sobie z ojcem. Krzyknęłam do nich, żeby przestali, ale w ogóle nie zwrócili na mnie uwagi. Pobiegłam, żeby przyprowadzić Kamila i Michała. Wspólnymi siłami, chłopakom udało się ich rozdzielić. Byłam wściekła. Michał zabrał Daniela do domu, w którym nocowaliśmy, a Kamil stał, patrząc na mnie wyczekująco. Skinęłam mu głową, na znak, że sobie poradzę i odciągnęłam kawałek dalej Aleksa.
– Obiecałeś mi – syknęłam do niego.
Z kącika ust chłopaka ciekła cienka strużka krwi. Spojrzał na mnie wrogo.
– Skąd wiesz, że to nie on zaczął? – zapytał wyzywająco.
Nie wiedziałam, roześmiać się, odejść stamtąd czy go uderzyć.
– Wiesz co Aleks, to chyba nigdy nie miało sensu – odwróciłam się od niego, z zamiarem ucieczki, ale on przytrzymał mnie za rękę.
– Co nie miało sensu? – warknął. – Bo chyba głównie to, że całowałaś się z tym pieprzonym frajerem!
Poczułam, że jest zbyt blisko mnie. Zawładnął mną irracjonalny strach. Spróbowałam się wyrwać, ale on trzymał zbyt mocno. Przez chwilę pożałowałam, że nie poprosiłam Kamila, żeby z nami został.
– Między nami wszystko skończone! Puść mnie! – zażądałam.
Ku mojemu zdumieniu puścił. A kiedy spojrzałam w jego pełne bólu, niebieskie oczy, natychmiast pożałowałam swoich gniewnych słów. Było już jednak za późno. Nie dało się cofnąć tego, co powiedziałam.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
W szkole Aleks po prostu mnie ignorował. Było tak jak dawniej, a ja trzymałam się z Danielem i Sandy, tylko że… najwyraźniej oni nie byli w stanie przebywać razem, dlatego swój czas dzieliłam między przyjaciela, a przyjaciółkę. Zdawałam sobie sprawę, że teraz Daniel chce czegoś więcej. Ode mnie, nie od Sandy. Mówiły mi to jego słowa, gesty i spojrzenie. Tym razem jednak postanowiłam to uciąć na samym początku. Wyjaśniłam mu, że jest moim przyjacielem i chcę, żeby tak zostało. Przyjął to do wiadomości i się z tym pogodził. Chyba… Bolało mnie jednak jak szczerze ucieszył się na wieść, że rozstałam się z Aleksem. Drażniło mnie również jego zachowanie wobec Sandy. Zamiast z nią porozmawiać, po prostu jej unikał. Może to również częściowo moja wina, ponieważ nie mogłam spojrzeć jej w oczy, dopóki nie opowiedziałam co się wydarzyło. Z początku myślałam, że dziewczyna więcej się do mnie nie odezwie. Była naprawdę wściekła. Następnego dnia w szkole jednak zażądała przeprosin i oznajmiła, jak gdyby nigdy nic, że w dalszym ciągu chce, żebyśmy były przyjaciółkami. Nie miałyśmy naszych chłopaków, ale przynajmniej posiadałyśmy siebie nawzajem.
Kolejny tydzień upłynął mi jak we mgle. Lunch z Sandy, powrót do domu z Danielem, wiecznie towarzyszący mi smutek i tęsknota, bolesne uczucie, kiedy z daleka obserwowałam Aleksa i stwierdzałam, że świetnie się bawi w towarzystwie Cathrine. Najwyraźniej lepiej niż kiedykolwiek bawił się w moim. Najbardziej jednak zabolało mnie, kiedy w piątkowe popołudnie szukałam po szkole Daniela. Znalazłam go. Otoczonego przez chłopaków z bandy Aleksa. Koszmar znowu powracał. Kiedy podeszłam, kłócili się o coś zawzięcie. Nie bałam się ich. Czułam, jak przez mój organizm przepływa czysta adrenalina.
– Jesteś skończonym dupkiem! – wrzasnęłam na Aleksa.
Tym razem nie obchodziło mnie to, że robię publiczną awanturę, a jemu się zdecydowanie należało. Spróbowałam go odepchnąć, uderzyć. Znów chwycił mnie za ręce.
– Posłuchaj mnie! – zażądał, poważnie patrząc mi w oczy.
– Nie chcę cię słuchać! – oznajmiłam głośno. – Nic już od ciebie nie chcę, tylko daj nam spokój!
– Maja… – jego głos był dziwnie spokojny, wręcz łagodny, to jednak nie uspokoiło mojej wściekłości.
– Zostaw mnie! – tym razem celnie trafiłam w gojącą się kostkę.
Syknął z bólu. Poluźnił uchwyt, a ja wywinęłam się z jego uścisku. Dawno nie byłam tak rozgniewana. Podbiegłam do Daniela, ale drogę zagrodził mi Robert. Aleks był jednak tuż za mną i zanim tamten zdążył wykonać jakikolwiek ruch, odepchnął go na ścianę. Mierzyli się rozgniewanymi spojrzeniami, a ja, nie czekając aż ucieknie mi okazja, pomogłam Danielowi wstać i nie niepokojona przez nikogo więcej, pociągnęłam go w stronę wyjścia ze szkoły.
– To upokarzające, kiedy dziewczyna ratuje mój tyłek – mruknął rozbawiony, kiedy wsiedliśmy do samochodu.
– Co tam się stało? – zapytałam wprost.
Wzruszył ramionami.
– Twój były chłopak – niemalże wypluł to słowo – postanowił najwyraźniej wrócić do swoich starych zwyczajów.
No tak… bo niby co teraz miałoby powstrzymywać Aleksa?
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Niepokoiło mnie to, że Aron nie przyszedł do przedszkola. Czy Aleks mu zabronił ze względu na mnie? Nie, to nie było możliwe. Za bardzo troszczył się o brata. Faktem jednak było, że chłopiec się nie pojawił. Kiedy sprzątałam zabawki, Aleks jak burza wpadł do środka. Był nie tyle wściekły, co zdesperowany.
– Jak mogłaś mi to zrobić?! – wrzasnął na mnie. – Jak mogłaś to zrobić nam?! Nie sądziłem, że jesteś tak podłą osobą!
Patrzył na mnie w taki sposób, że to mnie przeraziło. Był zdyszany, a mimo panującego na zewnątrz chłodu, na jego czole widniały kropelki potu. Wywnioskowałam z tego, że musiał tutaj przybiec.
– Aleks, uspokój się – podeszłam do niego bliżej, ale on się cofnął. – Powiedz mi, co takiego zrobiłam? Co się stało?
– Nie udawaj, że nie wiesz, nie jestem głupi! Tylko ty byłaś u mnie w domu, nikt inny…
– Aleks – przerwałam mu. – Powiesz wreszcie co się stało?
Chłopak odetchnął głęboko. Jego ramiona opadły.
– Zabrali Arona, dzisiaj rano, jak byłem w szkole. Policja aresztowała mojego ojca.
Poczułam, jak coś nieprzyjemnie ściska mój żołądek. Natychmiast również przestało mieć znaczenie to, jak bardzo byłam na niego wściekła. Aleks mnie teraz potrzebował, a ja tu byłam, dla niego i z góry wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby mu pomóc.
– Kto zabrał twojego brata?
– Opieka społeczna. Ktoś ich zawiadomił o tym, że nasz ojciec pije. Maja – wypowiedział moje imię nieco mniej napastliwie – tylko ty o tym wiedziałaś.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Przecież wiesz, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła.
Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, a potem niechętnie skinął głową.
– Tak, wiem – przyznał ledwo dosłyszalnym głosem.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Zaprosiłam Aleksa do siebie i pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do ojca. Poprosiłam, żeby spróbował się czegoś dowiedzieć, ale nie liczyłam na zbyt wiele. Poczęstowałam chłopaka późnym obiadem, a potem oglądaliśmy jakiś film, z którego w ogóle nic nie zapamiętałam, podejrzewam, że podobnie jak Aleks. Wyszedł ode mnie dopiero pod wieczór. Chłopak był zgaszony i milczący, ale kiedy wyszliśmy na ganek, przystanął, przyglądając mi się uważnie. Nie kontrolując się wyciągnęłam rękę, żeby dotknąć jego policzka. Przez chwilę bałam się, że mnie odtrąci, ale nie zrobił tego. Przykrył moją dłoń swoją. Staliśmy tak przez chwilę, a potem bez słowa odwrócił się i odszedł. Wróciłam do domu, wzięłam kurtkę i również wyszłam. Musiałam poprosić o pomoc Daniela. Jego rodzice mieli znajomości i różne kontakty. Coś na pewno uda mu się wymyślić. Oczywiście o ile będzie chciał mi pomóc…
Kiedy dotarłam do domu przyjaciela, jego mama wpuściła mnie cała rozpromieniona.
– Chłopcy są na górze, grają w jakieś gry – wyjaśniła uprzejmie.
Spojrzałam na nią zaskoczona, ale szybko przywołałam na twarz maskę uśmiechu. Skinęłam tylko głową i podziękowałam. Przecież Daniel nigdy nie miał żadnych kumpli… Co więc się zmieniło? Po schodach weszłam na górę, a potem poszłam prosto do pomieszczenia, w którym stał zestaw kina domowego i duża, skórzana kanapa. Już w drzwiach stanęłam, nie mogąc zrobić kroku. Na podłodze, na porozrzucanych poduszkach siedział Daniel, z padem od konsoli w rękach, a nieopodal znajdowała się mała, znajoma postać, wyraźnie zafascynowana wyświetloną na dużym ekranie telewizora grą. Kiedy w końcu otrząsnęłam się na tyle, by wejść głębiej, obydwaj dostrzegli moją obecność.
– Maja! Co tu robisz? – zachwycił się na mój widok Aron, a potem wyrzucając z siebie nieprzerwany potok słów, zaczął mi tłumaczyć w co gra i jak fajne jest to, czego nauczył go Daniel.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Kiedy mama Daniela, cała w skowronkach, przyszła po Arona, żeby położyć go spać, chłopak wyłączył telewizor. Wstał z podłogi i usiadł koło mnie na kanapie, a ja ledwo tłumiłam w sobie wściekłość.
– Co on tu robi? – spytałam, starając się nad sobą panować.
Daniel wzruszył ramionami.
– Moi rodzice postanowili zrobić coś dobre i zapisali się do programu rodzin tymczasowych i zastępczych. Skąd znasz Arona? To jeden z twoich podopiecznych w przedszkolu?
Spojrzałam na niego jak na idiotę.
– Tak – przyznałam chłodno – ale jest to również młodszy brat Aleksa.
Mój przyjaciel wyglądał na zaskoczonego. Autentycznie.
– Nie wiedziałem… – stwierdził odrobinę ponoru.
– Jak to nie wiedziałeś?
– W każdym razie to wiele wyjaśnia – mruknął, a ja zobaczyłam jak w jego oczach pojawiają się iskierki złości.
– Co wyjaśnia? – nie zrozumiałam.
– Ten dzieciak był bity i głodzony. A sama doskonale wiesz na co stać osoby pokroju Aleksa. Nie tylko jego ojciec miał używanie.
Spojrzałam na niego zszokowana tym, co sugerował. Wiedziałam, że to nieprawda, że Aleks nigdy by… Poza tym widziałam jak bronił Arona przed ojcem. Może nie był idealny, ale potrafił się zaopiekować swoim bratem i robił to na wszelkie możliwe sposoby. Przecząco pokręciłam głową.
– Maju – zaczął nieco łagodniej Daniel – ja sobie tego nie wymyśliłem. Mogę nienawidzić Aleksa i mogę być do niego uprzedzony, ale fakty pozostają faktami i to co ja myślę, nie ma na nie żadnego wpływu.
Skuliłam się na kanapie, oplatając rękoma własne kolana. Przynajmniej Aron był bezpieczny, trafił w dobre miejsce i nic mu nie groziło. To w tej chwili było najważniejsze. O tym, co zrobić dalej, będę mogła pomyśleć potem.
~ ♪ ~ ♪ ~ ♪ ~
Z trudem przełknęłam ślinę. Nie wiedziałam jak mu powiedzieć, gdzie jest Aron. Wiedziałam jednak, że przecież muszę. Nie chcieliśmy rozmawiać o tym w szkole, więc umówiliśmy się po południu w centrum handlowym. Weszłam przez ruchome drzwi i w oddali, przy drugim wejściu, zobaczyłam czekającego na mnie Aleksa. Ruszyłam w jego kierunku, ale wtedy usłyszałam znajomy, dziecięcy głos.
– Aleks! – krzyk Arona był głośny i rozpaczliwy.
Zobaczyłam, jak chłopak się odwraca, jak biegnie w stronę brata. Rozpoznałam wysoką sylwetkę ojca Daniela, który wziął wyrywające się dziecko na ręce. Rodzice Daniela oddalali się. Znałam ich na tyle, żeby wiedzieć, że uciekają od nieprzyjemnej sytuacji. Aleks ich jednak dogonił. Wyciągnął ręce do brata. Kobieta coś krzyknęła. Podbiegło dwóch strażników. Odciągnęli chłopaka w tył. Aleks próbował się wyrwać, ale wyprowadzili go na zewnątrz, podczas gdy rodzice Daniela odeszli szybkim krokiem. Aron zaczął płakać. Po chwili zniknęli w prowadzących na parking drzwiach. Pobiegłam ku wyjściu, którym wyprowadzony został Aleks. Siedział na brzegu stojącej na placu fontanny, twarz ukrywając w dłoniach. Podeszłam do niego powoli.
– Nic ci nie jest? – zapytałam cicho.
– Widziałaś? – ni to zapytał ni stwierdził, nie podnosząc na mnie wzroku.
– Tak – przyznałam niechętnie. – Właśnie miałam ci powiedzieć, że rodzice Daniela…
– Daniela? – spojrzał na mnie podrywając się gwałtownie.
– Tak, to właśnie do nich trafił twój brat…
Aleks zaczął przeklinać.
– Chodźmy stąd – poprosiłam cicho, zauważając, że coraz więcej ludzi się na nas gapi.
Kiedy chwyciłam go za rękę, chłopak w milczeniu, nie stawiając oporu, zaczął iść za mną. Po dwudziestu minutach milczącej wędrówki znaleźliśmy się w jego domu. Aleks powstrzymał mnie jednak jeszcze w progu, a potem kazał mi wyjść za drzwi. Posłuchałam. Mimo, że stałam na ganku, za zamkniętymi drzwiami, docierały do mnie urywki nieprzyjemnych wrzasków i przekleństw. Usłyszałam kilka niecenzuralnych określeń dotyczących mojej osoby, a potem nastała cisza. Czekałam w napięciu na powrót Aleksa, mimo że najchętniej bym stamtąd uciekła. Wiedziałam jednak, że nie wybaczę sobie, jeżeli go teraz zostawię. Chłopak wyszedł dopiero po kilkunastu minutach z przewieszoną przez ramię, sportową torbą. Minął mnie w milczeniu, a ja poszłam za nim.
– Co teraz zrobisz? – zapytałam.
Nie odpowiedział.
– Może przenocował byś u mnie? – zaproponowałam.
Spojrzał na mnie nieco zaskoczony, a potem odwrócił wzrok.
– To nie jest dobry pomysł – stwierdził chłodno.
– Aleks, proszę. Martwię się o ciebie…
Zatrzymał się w miejscu, tak, że niemal na niego wpadłam.
– Nie potrzebuję twojej litości – warknął na mnie.
Jemu zawsze udawało się wywołać mój gniew.
– Jesteś skończonym kretynem! – syknęłam na niego. – Jeżeli uważasz, że przestałeś cokolwiek dla mnie znaczyć tylko dlatego, że znowu zachowujesz się jak debil, to…
Nie dał mi skończyć. Przysunął się bliżej. Poczułam jak otacza mnie ramionami, jego bliskość, ciepło jego ciała, sprawiły, że z mojej głowy ulotniły się wszelkie myśli. Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy jak okropnie i boleśnie tęskniłam za Aleksem.