Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

     

    Wcale nie byłam pewna siebie. Zwyczajnie się bałam. Wiedziałam jednak, że dam sobie radę. Musiałam. Na szczęście w stołówce nie było Daniela, co ułatwiało całą sprawę. Po śniadaniu w poniedziałek poprosiłam Lucasa, żeby pomógł mi przynieść trochę książek z biblioteki. Z ulgą przyjęłam fakt, że nie odmówił. Zatrzymaliśmy się przy szkolnych szafkach tuż przed godziną dziewiątą. Z tego co wiedziałam od Mary Ann, Alex powinien się tu pojawić kilka minut po dziewiątej. Tu jednak mój plan się kończył. Jak do licha miałam zmusić Lucasa, żeby nie pocałował? Na dodatek miałam na to tylko kilka minut, a nawet rozmowa po drodze do biblioteki nie specjalnie nam się kleiła, to znaczy właściwie głównie milczeliśmy. Byłam w tym beznadziejna. Ku mojemu zaskoczeniu, to on się odezwał, chociaż nigdy do tej pory nie rozmawialiśmy w cztery oczy.

    – Emy, wiem, że to nie moja sprawa, ale co jest między tobą, a Danielem? – zapytał skrępowany. – Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj – dodał szybko.

    Zrobiło mi się go szkoda. Czy naprawdę mu się podobałam? Był sympatyczny, ale gdyby nie Mary Ann nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi. Wcześniej nawet nie pamiętałam jego imienia. Wzruszyłam ramionami.

    – Chyba się przyjaźnimy – stwierdziłam. – Pamiętasz bal charytatywny? – spytałam. Skinął głową. – Myślałam, że coś między nami zaiskrzyło, ale szybko dał mi do zrozumienia, że nie jest mną zainteresowany. Mój ojciec kazał mu mnie pilnować.

    Wydało mi się, ze Lucas odetchnął z ulgą. Spojrzał na mnie, nie patrząc mi w oczy, a raczej uciekając gdzieś wzrokiem.

    – W takim razie może poszłabyś ze mną w piątek na zabawę w miasteczku? – zaproponował.

    Czy to naprawdę miało być takie proste? Poczułam się paskudnie, ale to była moja jedyna szansa. 

    – Pojdę, jeżeli mnie pocałujesz – odezwałam się, mając nadzieję, że brzmię choć odrobinę kokieteryjnie.

    Lucas spojrzał na mnie zaskoczony, jakby upewniając się, że nie żartuję, ale już po chwili stał się znacznie bardziej pewny siebie. Obdarzył mnie radosnym, chłopięcym uśmiechem. Położyłam dłonie na jego ramionach, a on objął mnie w talii. Pocałował mnie delikatnie, ale ja dostrzegłam idącego korytarzem Alexa i pogłębiłam pocałunek. Zaskoczenie, złość, ból. Wraz ze zmianą emocji Alexa, czułam jak rozpadam się na kawałki. Przez chwilę stał i patrzył na nas, a potem odwrócił się i odszedł. Było już po wszystkim, a ja czułam wypełniającą mnie rozpacz. Chciałam przerwać pocałunek i odsunąć się od Lucasa, ale w pewnym momencie ktoś szarpnął go do tyłu. Gdy mnie puścił, zachwiałam się i oparłam plecami o szafki. Pięść, która wystrzeliła do przodu trafiła Lucasa prosto w szczękę. Zaskoczenie na chwilę odebrało mi mowę, ale szybko odzyskałam rezon.

    – Daniel, co ty do cholery wyprawiasz?! – wydarłam się na niego. 

    Był ostatnią osobą, którą spodziewałam się tu zobaczyć. Odwrócił się w moją stronę. W zielonych oczach płonęła furia.

    – To, że zgodziłem się na warunki twojego ojca, nie znaczy, że możesz się po kątach obściskiwać z kim chcesz – warknął, a mnie znowu zatkało.

    Przynajmniej Lucas nie był głupi i wycofał się chyłkiem, kiedy uwaga Daniela skupiła się na mojej osobie. Zauważyłam, że zbiera się wokół nas grono gapiów. 

    – Porozmawiamy w moim pokoju – odezwałam się cicho.

    On chyba również to zauważył, bo chociaż trząsł się ze złości skinął głową. Chwycił mnie mocno za ramię, a potem pociągnął za sobą korytarzem, bezceremonialnie przepychając się przez zagradzający drogę tłum. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy dotarliśmy na miejsce, Daniel usiadł na łóżku, jedną dłonią zasłaniając oczy, jakby rozbolała głowa. Nie byłam pewna czy próbuje opanować wściekłość czy może po prostu nie chce na mnie patrzeć. Oparłam się o biurko. Milczeliśmy. Gdy nie odezwał się przez dłuższą chwilę, w pewnym momencie nie byłam już w stanie wytrzymać. 

    – Co to do cholery miało być?! – wybuchłam.

    – Emy… – zaczął w tym samym momencie. Westchnął. – Czemu to zrobiłaś?

    – Zrobiłam co? – spytałam zirytowana.

    Odsunął rękę, wyprostował się i spojrzał na mnie.

    – Myślałem, że się zgodziłaś na to co zaproponował twój ojciec…

    Spojrzałam na niego zmieszana.

    – Na co niby miałam się zgadzać? Mnie niczego nie proponował.

    – Czy za coś się na mnie odgrywasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Co zrobiłem nie tak?

    Podeszłam bliżej i stanęłam tuż nad nim. Miałam dosyć tej głupiej wymiany zdań, która prowadziła donikąd.

    – Nie mam pojęcia o co ci chodzi. Całowaliśmy się, ale to było kilka miesięcy temu, a potem to ty oświadczyłeś, że powinniśmy zostać przyjaciółmi. Ok. przyjęłam to do wiadomości. Tylko co to ma wspólnego z tym czy umawiam się lub nie z Lucasem? Sam mnie nie chcesz, ale zabraniasz mi spotykać się z kimś innym? – wyrzuciłam z siebie całą wściekłość, którą czułam przez sytuację w jakiej postawiła mnie Mary Ann. Całą złość na to, jak musiałam potraktować Alexa. 

    Daniel jęknął.

    – Emy, przecież to do cholery zupełnie nie tak. 

    W pewnym momencie po prostu chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie, sadzając sobie na kolanach. Stanowczo i mocno objął mnie ramionami, przytulając do siebie. Pozwoliłam mu na to zbyt zaskoczona, żeby protestować.

    – Więc jak? – zapytałam w końcu.

    – Twój ojciec… zauważył, jak bardzo mnie lubisz, ale nie widział, że ja również zaczynam odwzajemniać to uczucie. Dopiero podczas balu zorientował się co dzieje się między nami i był naprawdę wkurzony. Nie chciał, żebym skrzywdził jego małą córeczkę – westchnął. Odsunął mnie odrobinę i spojrzał mi w oczy. – Było już jednak za późno i wyraźnie mu powiedziałem, że cię kocham i nie zamierzam z ciebie rezygnować – kiedy dotarły do mnie jego słowa, nie poczułam ulgi, a nieprzyjemny, dławiący uścisk w gardle. – Dał mi rok. Powiedział, że jeżeli do wakacji nie zmienię zdania, nie będzie miał nic przeciwko temu, żebym umawiał się z jego córką. Powiedział, że rozumie, ale mi nie ufa, bo pamięta jaki był w moim wieku. Chciał cię chronić. Zgodziłem się. Jestem cierpliwy. Nie sądziłem jednak, że to ty zmienisz zdanie…

    Odepchnęłam go od siebie z całej siły. Gwałtownie zerwałam się z jego kolan. 

    – Ty kretynie! Gdybyś powiedział mi to miesiąc wcześniej… – warknęłam.

    – To co? – zapytał, chyba naprawdę przejęty tym, że o niczym nie wiedziałam. – Nie zainteresowałabyś się Lucasem? 

    Zamilkłam. Przecież w ogóle nie chodziło w tym wszystkim o Lucasa. To nie z nim chciałam się całować. To Daniel sam spowodował, że przestałam być w nim zakochana i właściwie nie wiedziałam już sama jakimi uczuciami go darzę. Nie mogłam mu jednak powiedzieć ani o tym, ani o Alexie… Wpatrywał się we mnie intensywnie, niemalże rozpaczliwie. 

    – Powiedz, że chciałaś mi tym dokopać, proszę, powiedz, że tylko o to w tym wszystkim chodziło…

    Z trudem przełknęłam ślinę. Nie mogłam porozmawiać z nim o wszystkim, ale również nie chciałam go okłamywać.

    – Daniel, ja… – zaczęłam niezbyt przekonana co właściwie chcę mu powiedzieć.

    Nie musiałam nic mówić. Zrozumiał chyba więcej niż bym chciała. Bez słowa wstał z mojego łóżka, ominął mnie i wyszedł, zamknąwszy za sobą z trzaskiem drzwi. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    To był naprawdę koszmarny dzień. Czułam się paskudnie. Podejrzewałam, że wszyscy byli na mnie wściekli. Nie sądziłam, żebym jeszcze zobaczyła Alexa, chyba, że natknęlibyśmy się na siebie przypadkiem. Lucas najwyraźniej również zaczął mnie unikać i nie winiłam go za to. Ominęłam obiad i kolację. Zwyczajnie miałam wszystkiego dość. Kiedy we wtorek rano przyszła po mnie Sara, jej obecność wywołała u mnie prawdziwą ulgę. Przynajmniej miałam jeszcze przyjaciółkę. 

    – Masz dzisiaj testy, prawda? – spytałam nie wiedząc jak to określić.

    Obojętnie skinęła głową.

    – Jeśli chcesz, możesz przyjść do Mary Ann popatrzeć – oznajmiła z nutką nadziei w głosie.

    Uśmiechnęłam się do niej, starając się by nie wyglądało to sztucznie lub ponuro. 

    – Jasne, bardzo chętnie – oznajmiłam mając nadzieję, że przy okazji dowiem się czy Alex nie ma z mojego powodu żadnych kłopotów. 

    Po lekcjach razem wybrałyśmy się do laboratorium. Gdy byłyśmy już na dole, w pewnym momencie Sara chwyciła mnie za rękę, wciągając w jeden z bocznych korytarzy. 

    – Co się stało? – spytałam zaskoczona.

    Moja przyjaciółka zaczerwieniła się w uroczy sposób. Wyjrzała lekko zza rogu, poczym gwałtownie się wycofała.

    – To on! To właśnie ten chłopak, który tak bardzo mi się podoba – wyjaśniła jednocześnie z entuzjazmem i zdenerwowaniem.

    Uśmiechnęłam się do niej i również wyjrzałam. Za załomem korytarza znikały właśnie czyjeś plecy. Rozpoznałam sylwetkę, ciemną bluzę i włosy. Poczułam nieprzyjemny uścisk w gardle. Nie potrafiłam sobie wyobrazić gorszego splotu zdarzeń. Czy Sara naprawdę musiała być zakochana akurat w Alexie?

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Testy przebiegły perfekcyjnie. Mary Ann była zmartwiona tym, że poszły aż za dobrze. Nadmiernie po myśli wojskowych. Kadetów będących częścią eksperymentu określała jako „swoje dzieci” i naprawdę się o nich niepokoiła. Koszmary Alexa skupiły się wokół śmierci jego towarzyszy – bał się, że w razie czego tylko jemu uda się przetrwać. Powinnam się cieszyć, że wszystko się powiodło, ale tak nie było. Pojawił się nieprzyjemny ucisk w żołądku i ogromny żal o to, że tak łatwo wyrzucił mnie z głowy. Ja tego zrobić nie potrafiłam i moje myśli przez większość czasu krążyły wokół niego. Przez kolejne dwa tygodnie właściwie bardziej egzystowałam niż żyłam. Spałam, jadłam, chodziłam na zajęcia i starałam się uczyć, za wszelką cenę unikając ogrodu. Daniel mnie ignorował, z czego właściwie byłam zadowolona, a Sara, na którą zawsze można było liczyć, milczała razem ze mną. Jesienne dni stawały się coraz krótsze i pochmurniejsze, także nie miałam nawet jakiejś specjalnej ochoty na wychodzenie z pokoju. Gdy w sobotę po śniadaniu przysnęłam, czytając książkę, obudziły mnie gwałtownie otwierające się drzwi. 

    – Co tu robisz? – spytałam zaskoczona, kiedy Daniel wparował do mojego pokoju.

    Podniosłam się z łóżka i stanęłam na przeciwko niego, zastanawiając się czy mam mu coś do powiedzenia.

    – Nie teraz – odezwał się ponaglająco. – Chodzi o Sarę. 

    – Co z Sarą? – spytałam zaniepokojona.

    – Nie teraz, opowiem ci po drodze, weź kurtkę – rozkazał i nie czekając na mnie wyszedł na korytarz. 

    Chwyciłam okrycie i pobiegłam za nim. Szybkim krokiem wyszliśmy z budynku, kierując się w stronę kamienistej plaży. Było zimno i wiał silny wiatr, ale przynajmniej nie padało. Jesień na wyspie bywała naprawdę paskudna. 

    – Daniel, co się stało? – zażądałam odpowiedzi. 

    Zatrzymał się i spojrzał na mnie poważnie. W jego wzroku, w wyrazie twarzy było coś takiego, że zaczęłam się bać. 

    – Dzisiaj odbywają się kolejne testy. Są sprawnościowe. Ktoś musiał się pomylić, bo Sara nie powinna brać w nich udziału. Obawiam się, że sobie nie poradzi – wyjaśnił, wyraźnie zdenerwowany.

    Przypomniałam sobie walkę Alexa z lewem i zadrżałam.

    – Co każą jej zrobić? Czy można to jakoś powstrzymać?

    Przecząco pokręcił głową. 

    – Dzwoniłem już do twojego ojca. Zrobi co w jego mocy. My jesteśmy tutaj, żeby w razie czego móc się nią zająć – wyjaśnił. – Nic lepszego nie możemy zrobić. Chodź – ponaglił mnie, wspinając się na wydmy. 

    Ze zbocza mieliśmy widok na otwarte, wzburzone morze i kamienistą, nieprzyjazną plażę. Nieprzyjemny, zimny wiatr, uderzał we mnie niewidzialną siłą. Daniel zsunął z ramion plecak. Wyjął z niego lornetkę. 

    – Tam – wskazał ciemny, widniejący na horyzoncie punk. – Widzisz statek? – niepewnie skinęłam głową. – Ich zadanie to dopłynięcie z niego do plaży – wyjaśnił ponuro.

    – Co?! – krzyknęłam zszokowana.

    Ogromne fale, silny wiatr i paskudny, jesienny chłód. Poza tym to było tak okropnie daleko! Nawet w środku lata… Przerażenie zdławiło mnie w gardle. Poczułam się jak w jakimś koszmarze. To nie było realne, to nie mogło dziać się naprawdę…

    – Przecież coś takiego nikomu się nie uda – wydusiłam zdławionym głosem.

    Daniel objął mnie ramieniem. Przyciągnął do siebie, a ja mu na to pozwoliłam.

    – Nic się nikomu nie stanie, poradzą sobie – mruknął cicho. – Martwię się tylko o Sarę. 

    To wyglądało tak, jakby ktoś popełnił ogromną pomyłkę, albo ktoś bardzo chciał się jej pozbyć…

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Stojąc na wydmie, przez lornetkę wpatrywałam się w morze. Ludzkie sylwetki co chwila wynurzały się i znikały pomiędzy falami. Mijały minuty, a ja drżałam z zimna i niepokoju. Za każdym razem gdy głowa Sary znikała pod wodą, serce podchodziło mi do gardła. Nie była nawet w połowie drogi, kiedy zupełnie przestała walczyć. Zakryły ją fale, tak po prostu. Niecierpliwie czekałam aż pojawią się jacyś ratownicy, helikopter, ktokolwiek, ale nic takiego się nie wydarzyło. Rzuciłam się w kierunku plaży, ale Daniel przytrzymał mnie stanowczo.

    – Zobacz – rozkazał, wskazując wzburzony ocean.

    Ponownie uniosłam lornetkę. Dwa kształty pojawiły się między falami. Lornetki były bardzo dobre, ale i tak prawie nie było widać pływaków. Mimo to bez problemów rozpoznałam Alexa. Wyciągnął Sarę spod wody i teraz trzymał się blisko niej. Odetchnęłam z ulgą na myśl, że jej nie zostawi. Pół godziny później pierwsze osoby znalazły się na plaży. Wokół nich pojawili się żołnierze i służby medyczne. Pomagali pływakom wyswobodzić się z pianek, rozdawali im koce. Wcześniej byłam tak skupiona na Sarze, że nie zauważałam niczego innego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie tylko Alex pomagał mojej przyjaciółce. Jakaś dziewczyna płynęła razem z drugą, inną przyciągnął do brzegu ciemnowłosy chłopak. Chyba tylko dzięki temu wszystkim udało się przeżyć ten makabryczny test. Minęło kolejne pół godziny nim na brzegu wreszcie pojawiła się Sara, która, gdy Alex ją puścił, po prostu wyczerpana upadła na piasek. Dwóch żołnierzy podeszło do chłopaka i odciągnęło go brutalnie w kierunku zejścia z plaży. Zauważyłam, że to samo dzieje się z innymi.

    – Co oni robią? – spytałam zaniepokojona.

    Daniel chwycił mnie za ramię i poprowadził w kierunku Sary, która była już otoczona przez ratowników medycznych. 

    – Złamali bezpośrednie rozkazy – wyjaśnił cicho chłopak, na tyle cicho, że ledwie słyszałam go przez wciąż wyjący wiatr. – Zostaną za to ukarani. Chodź, musisz zająć się Sarą.

    – Jak to ukarani? Przecież tylko pomagali sobie nawzajem! – spytałam jednocześnie przestraszona i wściekła.

    Chłopak wzruszył ramionami.

    – Tego właśnie nie wolno im było robić. Każdy miał być zdany wyłącznie na siebie.

    Czy ci cholerni wojskowi mieli w sobie jakiekolwiek okruchy człowieczeństwa? Gdy znaleźliśmy się bliżej, mężczyzna w granatowym kombinezonie skinął Danielowi głową i pozwolił nam podejść bliżej. Opadłam na piasek tuż obok Sary, z niepokojem wpatrując się w jej śnieżnobiałą twarz. Otworzyła oczy i na mój widok uśmiechnęła się blado. Usłyszałam od ratowników, że nic jej nie będzie. Odetchnęłam z ulgą. Nic się nie stało, ale pewny był jeden fakt. Gdyby nie Alex, Sara po prostu by się utopiła. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Siedziałyśmy na łóżku Sary, plecami oparte o poduszki. Dziewczyna była wyczerpana, ale promieniała szczęściem. Jej radość kłuła mnie ostrymi kolcami. Cieszyło mnie, że moja przyjaciółka świeci tak jasno, ale ból sprawiał mi fakt, że jej słońcem był Alex. Chłopak, w którego ramionach najchętniej znalazłabym się sama. 

    – Widziałaś? Uratował mnie! – piszczała po raz kolejny, a ja starałam się utrzymywać na twarzy pokerową maskę. 

    – To jakiś chory, idiotyczny test – odparłam – potopilibyście się, gdybyście nie pomagali sobie nawzajem. 

    Skinęła głową.

    – Strasznie się bałam, ale on… wyciągnął mnie spod wody. To właśnie mi pomógł, nie komuś innemu – rozpływała się dalej, a ja pomyślałam, że przez to co musiałam zrobić sama już nigdy nie znajdę się tak blisko niego. 

    Zaczęło mi brakować powietrza, chciałam krzyczeć i nie byłam pewna, czy kolejne słowa Sary nie wywołają we mnie nieuzasadnionego wybuchu. Nie chciałam zranić przyjaciółki. Zsunęłam się z łóżka.

    – Odpoczywaj, przyjdę do ciebie później, muszę zrobić jeszcze kilka rzeczy – oznajmiłam nieznoszącym sprzeciwu tonem i zanim zdążyła wyrazić swoją opinię, uciekłam z jej pokoju.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    W pierwszym odruchu chciałam odwiedzić ogród i tam właśnie skierowałam swoje kroki. W połowie drogi jednak zawróciłam ku laboratorium. Jeżeli Mary Ann wiedziała o teście, zapewne była przerażona. Musiałam jej przekazać, że Sarze nic nie jest. Zjechałam windą na sam dół. Ku mojemu zaskoczeniu pomieszczenia były dziwnie puste. Czyżby wszyscy zrobili sobie masową przerwę? Ruszyłam w stronę pomieszczenia kontrolnego, w którym zazwyczaj przesiadywała przyjaciółka mojego ojca, ale moją uwagę przyciągnęły otwarte drzwi na końcu korytarza i dobiegające zza nich odgłosy. Drzwi jak drzwi, przeszklone, szerokie i rozsuwane, ale… wcześniej nigdy ich tam nie było. Ruszając przed siebie poczułam się jak ciekawska idiotka, która na siłę szuka kłopotów, ale to było silniejsze ode mnie. Musiałam sprawdzić co się za nimi kryło. Wewnątrz ujrzałam kolejne szyby, pomieszczenia w których pracowali odziani w biel i zieleń ludzie. Wyglądali jak chirurdzy, którzy przeprowadzają operację, nie byłam jednak pewna czy widzę jakiekolwiek ciała, z pewnością jednak widziałam delikatnej konstrukcji maszyny. Gdy ruszyłam przed siebie, nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Wszyscy pochłonięci byli swoją pracą. Przestrzeń za drzwiami okazała się przedłużeniem korytarza, z tą różnicą, że wzdłuż niego znajdowały się setki przeszklonych boksów. Gdy już chciałam zawrócić ujrzałam pomieszczenie kontrolne, takie samo jak to, w którym czas spędzała Mary Ann. Nie miałam czasu na podjęcie żadnej decyzji. Na ramieniu poczułam czyjąś ciężką dłoń. 

    – Imię, nazwisko i stopień – wydał rozkaz uzbrojony mężczyzna, gdy odwróciłam się w jego kierunku. 

    Coś stanowczo mówiło mi, że nie miałam pozwolenia, żeby tu być. 

    – To Emily Maria Morrington, jest ze mną – usłyszałam spokojny, pewny siebie głos Daniela, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. 

    Mężczyzna skinął głową, burcząc coś nieprzyjaźnie, a potem się oddalił. Chyba nie był zadowolony, że przeszkodziłam mu w pracy. Daniel popchnął mnie w kierunku pomieszczenia kontrolnego.

    – Co ty tu do cholery robisz?! – teraz już wcale nie brzmiał na spokojnego. 

    Już miałam zacząć się usprawiedliwiać, ale wtedy mój wzrok zatrzymał się na ekranach. Tak jak u Mary Ann nadzorowały pracę laboratorium, ale nie tylko. Na trzech z nich widniały niewielkie pomieszczenia, w których na podłodze, w pozycji embrionalnej leżały ludzkie kształty. Przerażenie ścisnęło mi gardło. Dwóch chłopaków i dziewczyna, to oni pomogli dopłynąć przyjaciołom do brzegu, a wśród nich znajdował się także Alex. 

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Spojrzenie Daniela powędrowało za moim, ale nie wyglądał na przejętego. Właściwie to dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie miałam pojęcia co on w ogóle robił w laboratorium. 

    – Co im jest? – zapytałam nie odrywając wzroku od ekranów.

    Westchnął i zabrzmiało to tak, jakby po prostu miał mnie już dosyć.

    – Przecież mówiłem ci, że zostaną ukarani za to, że pomogli innym. To właśnie jeden ze sposobów.

    – Wyjaśnij mi co się z nimi dzieje! – zażądałam.

    Przez chwilę się wahał, ale potem skinął głową. 

    – Chodź, pokażę ci – mruknął wychodząc z pomieszczenia i nawet nie sprawdzając czy pójdę za nim.

    Zaprowadził mnie do pokoju, w którym stały starannie oznaczone lodówki z lekami. Otworzył jedną z nich i wyjął z niej niewielką fiolkę. Z szuflady wyciągnął strzykawkę oraz igłę i rozpakował je wprawnym ruchem. 

    – Podwiń rękaw – rozkazał.

    Spojrzałam na niego pytająco, nieco przestraszona. Przewrócił oczami.

    – Chciałaś się dowiedzieć co im jest – odezwał się chłodno. – Zmieniłaś zdanie? Każdy z nas tego próbował – dodał nieco łagodniej, kiedy zdeterminowana podwinęłam rękaw. 

    Spodziewałam się jakiegoś bólu, osłabienia, czegokolwiek, ale zastrzyk nie wywołał żadnej reakcji. Ponieważ Daniel wiedział co robi, nawet samo ukłucie nie bolało. 

    – I to już? – spytałam zagubiona.

    Przecząco pokręcił głową.

    – Naprawdę nie chcę tego robić, ale myślę, że powinnaś wiedzieć – odezwał się z poczuciem winy w głosie.

    Wyjął skądś niewielki przedmiot, przypominający zwyczajną latarkę. Widziałam ją już wcześniej. Na poddaszu. Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy przypomniałam sobie jak Daniel z kolegami potraktowali wtedy Alexa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, opierając o swój tors. 

    – To żebyś się nie przewróciła – mruknął.

    Chciałam się wyrwać, ale wtedy błysnęło zielone światło. Krzyknęłam rozdzierająco. Jeszcze nigdy nie czułam tak ogromnego, przeszywającego całe ciało bólu. Ugięły się pode mną kolana, ale Daniel trzymał mnie mocno, nie pozwalając upaść. Kiedy ból ustał, nie mogłam nabrać powietrza. 

    – Oddychaj – usłyszałam tuż obok stanowczy głos. – Powoli, nic ci nie będzie. Ta substancja jest nieszkodliwa, ale wywołuje… 

    Nie chciałam go słuchać. Wyrwałam się energicznie i tym razem był zbyt zaskoczony, żeby mnie złapać. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji. Uciekłam z pokoju i rzuciłam się biegiem przez korytarz. To trwało zaledwie kilka sekund, a już było nie do zniesienia. Natomiast oni… ile już czasu się tam znajdowali? I światło… jeżeli to światło wywoływało reakcję jak można było znieść gdy tonęło w nim całe pomieszczenie? W biegu wyciągnęłam swoją kartę. Wiedziałam na co skierowana była kamera. Bez trudu odnalazłam właściwe pomieszczenia. Zaczęłam liczyć drzwi. Pierwsze, drugie, trzecie… To musiało być tutaj. Przyłożyłam kartę do czytnika, a gdy kliknął mechaniczny zamek, otworzyłam je z rozmachem. Alex! Bez ruchu leżał na podłodze. Niewiele myśląc rzuciłam się do środka. I… to był błąd.

    – Emily! – usłyszałam za sobą rozpaczliwy krzyk Daniela, a potem osunęłam się na podłogę, tracąc przytomność.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Nie mogłam otworzyć oczu. Całe moje ciało płonęło. Nie byłam w stanie się poruszyć. Jakaś siła rozrywała mnie na strzępy. Najpierw poczułam przy sobie ciepło, a potem przygniótł mnie jakiś ciężar. 

    – Emily, nie zasypiaj – usłyszałam tuż obok błagalny głos, który natychmiast rozpoznałam. 

    – Alex… – szepnęłam ledwo dosłyszalnie, bo nawet wypowiedzenie jego imienia było dla mnie zbyt dużym wysiłkiem. 

    Ból był ogromny, ale przestałam spadać w otchłań. Zamiast tego powoli się w nią osuwałam. Chłopak obejmował mnie ramionami, pół na mnie leżąc i przygniatając mnie do podłogi swoim ciałem. 

    – Wszystko będzie dobrze, to zaraz minie – obiecał cicho. 

    Mówił do mnie coś jeszcze, ale nie usłyszałam niczego więcej, ponownie tonąc w ciemności.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Otworzyłam oczy. Świat zawirował. Gdy obraz w końcu stał się stabilny, ujrzałam nad sobą biały sufit. Z trudem przewróciłam się na bok. Czułam się wykończona. Mój pokój. Byłam w moim pokoju.

    – Obudziłaś się! – usłyszałam pełne ulgi słowa Daniela. Padł na kolana przy moim łóżku, przytulając mnie mocno. – Czemu czasami jesteś taką bezmózgą idiotką?! – warknął, nie wypuszczając mnie z ramion.

    – Co się stało? – spytałam, bo dopiero powoli na swoje miejsce wracały fragmenty układanki.

    Wstał i usiadł obok mnie na łóżku, patrząc na mnie z taką troską, jakbym za chwilę znowu miała stracić przytomność. Nie byłam pewna czy cieszy się czy może raczej jest cholernie wkurzony. To był ten stan, w którym on sam chyba tego nie wiedział. 

    – Miałaś w sobie substancję, która reaguje na pewien rodzaj światła – wyjaśnił powoli – i oczywiście co postanowiłaś zrobić? Wpakować się do pomieszczenia, które było tym światłem wypełnione – zadrwił gorzko. – Gdybym wiedział co zrobisz, nigdy bym ci nie zaufał – tym razem jego głos stał się lodowaty. 

    I nagle wszystko sobie przypomniałam. Alex! Co teraz działo sie z Alexem?! Daniel gwałtownie poderwał się z mojego łóżka. Wyciągnął zza paska krótkofalówkę. 

    – Obudziła się, może pan przyjść – obwieścił krótki komunikat, poczym odłożył ją na biurko. 

    Przez chwilę kręcił się po niewielkim pokoju, a ja podążałam za nim wzrokiem. Po kilku minutach ktoś zapukał. Daniel, w dalszym ciągu ponuro milczący, otworzył drzwi. Do środka wszedł odziany na biało, dźwigający torbę medyczną mężczyzna. 

    – Jak się czujesz? – zapytał podchodząc do mojego łóżka. 

    – Zmęczona – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

    Zmierzył mi ciśnienie, uniósł kciukiem moje powieki i poświecił w oczy latarką. Posłusznie, zupełnie zrezygnowana i bez żadnej woli walki poddałam się badaniom. Podał mi szklankę wody, pomagając się nieco podnieść, a ja dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem spragniona.

    – Wygląda w porządku – oznajmił na koniec – ale powinnaś jeszcze trochę poodpoczywać.

    – Ile spałam? – zapytałam zaciekawiona, ponownie opadając na poduszki.

    – Niecałą dobę – oznajmił uśmiechając się pokrzepiająco. – To było bardzo niefortunne zdarzenie – stwierdził, co było chyba lekkim niedopowiedzeniem, którego nie skomentowałam, bo nie miałam pojęcia co do informacji publicznej przekazał Daniel. 

    Potem pożegnał się i razem z Danielem wyszli na korytarz, zostawiając jedynie lekko uchylone drzwi. Bardzo powoli i ostrożnie wstałam z łóżka. Na miękkim nogach podeszłam do drzwi, ale zanim do nich dotarłam, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Udało się jednak i osiągnęłam swój cel. Usiadłam przy nich, opierając się o ścianę. Wiedziałam, że ta rozmowa nie jest przeznaczona dla moich uszu, dlatego tym bardziej chciałam ją usłyszeć. Ku mojemu zaskoczeniu nie rozmawiali jednak o mnie. Przynajmniej nie do końca.

    – Powinieneś go wpuścić – oznajmił spokojnie lekarz. 

    – Nie ma mowy! – usłyszałam warknięcie Daniela.

    – Ile czasu była wystawiona na promieniowanie?

    – Dwie, może trzy minuty – syknął w odpowiedzi chłopak – tyle czasu zajęło mi zmuszenie ich, żeby to wyłączyli.

    – Gdyby jej nie zasłonił, prawdopodobnie by umarła – stanowczo, ale spokojnie stwierdził mężczyzna. – Jej organizm by tego nie wytrzymał. Wygląda na to, że uratował jej życie. To daje mu niejakie prawo, żeby osobiście zobaczyć czy nic jej nie jest. Zresztą słyszałeś, taką prośbę wyraziła też Doktor Mary Ann, a skoro ją przekonał…

    Objęłam ramionami kolana. Moje serce przyspieszało z każdym, kolejnym, usłyszanym słowem. 

    – Nie! Nie zbliży się do niej! Po moim trupie! – odpowiedź Daniela była stanowcza i pełna jadu.

    – Chyba niewiele masz w tej kwestii do powiedzenia, a on nie odpuszcza – powiedział mimo złości Daniela, wciąż zupełnie opanowany lekarz. 

    – Może sobie siedzieć na korytarzu do usmarkanej śmierci – odwarknął chłopak. 

    Alex… musieli rozmawiać o Alexie… Czy on również był na korytarzu? Nigdy w życiu nikogo nie chciałam zobaczyć tak bardzo, jak teraz jego. Zdeterminowana podniosłam się, opierając plecami o chłodną ścianę. Z pewnością to nie Daniel będzie o tym decydował. 

    Note