Rozdział 6 – Akademia
by Vicky
Mimo narastającego bólu ze wszystkich sił starałam się wyrwać. Kiedy wykręciłam się i ugryzłam go w ramię, warknął na mnie wściekle.
– Przestań do cholery wreszcie ze mną walczyć, idiotko! – rozkazał, ponownie mnie unieruchamiając.
Znajome nuty w tonie jego głosu sprowadziły mnie na Ziemię, przypominając mi, że to jednak Daniel. Zamarłam, wciąż cała spięta. Puścił mnie.
– Siadaj! – wydał polecenie, wskazując łóżko.
W jego głosie pobrzmiewała irytacja, a to wywołało we mnie taką ulgę, że niemal ponownie się rozpłakałam. Posłusznie usiadłam na samym brzegu. Przez chwilę się wahał, ale w końcu usiadł obok mnie. Wtuliłam się w niego, kiedy objął mnie ramieniem.
– Naprawdę myślałaś, że mógłbym cię skrzywdzić? – spytał ponuro.
– Nie wiem – szepnęłam. – Nic już nie wiem.
Przede wszystkim nie miałam pojęcia co się w ogóle w tej cholernej Akademii dzieje i dlaczego ojciec w ogóle mnie tu przysłał.
– Opowiedz mi co się stało. Od początku – tym razem jego głos był łagodny, a słowa nie były poleceniem tylko prośbą.
Przez chwilę milczałam, mając pewność, że to co powiem niespecjalnie mu się spodoba. Najwyraźniej jednak nie miałam wyboru.
– Alex obudził mnie dzisiaj rano, mówiąc, że będą zamieszki. Uznał, że zabierze mnie z dala od szkoły. Potem pojawił się Andre, a resztę już znasz… – opowiedziałam niechętnie.
Daniel skinął głową, a potem westchnął.
- A wspomniał ci przypadkiem, że to oni spowodowali te „zamieszki”? – spytał nieco drwiącym głosem.
- Tak – odpowiedziałam po prostu. – Co się w ogóle wydarzyło?
Wzruszył ramionami.
- To co było do przewidzenia. Bunt nie trwał długo. Co prawda udało im się włamać do systemu, ale nie pomyśleli o tym, że akademia się zabezpieczyła. W pewnym momencie zmienili po prostu barwę światła i było po wszystkim.
- Co z Alexem? – wiedziałam, że Danielowi nie spodoba się to pytanie, ale przecież musiałam zapytać.
- Szczerze nie mam pojęcia – mruknął wstając po leżący na biurku komputer. Usiadł z powrotem, trzymając go na kolanach – ale wiem, że nie dasz mi spokoju, dopóki tego nie sprawdzimy.
Przysunęłam się bliżej, by zobaczyć wyłaniający się na monitorze obraz ze szkolnych kamer.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Przez dłuższą chwilę Daniel przeszukiwał obraz po obrazie. Kiedy już zaczęłam myśleć, że to na nic, w końcu na jednym się zatrzymał. Film przedstawiał jakąś piwnicę.
- To nie wygląda dobrze – mruknął jakby sam do siebie.
- Co się stało? – spytałam z minuty na minutę coraz bardziej zaniepokojona.
- Zostali ukarani – odparł zdawkowo. – Zostań tutaj – rozkazał wstając i odkładając komputer na biurko, uprzednio zamknąwszy klapę. – Niedługo powinienem wrócić.
Gdy tylko Daniel wyszedł ponownie otworzyłam laptopa. Na moje szczęście się nie wylogował. W piwnicy, którą pokazywał obraz z kamery stało coś, co wyglądało niczym sarkofagi w grobowcach. Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Nie musiałam długo namyślać się o co w tym chodzi. Drzwi otworzyły się i do środka weszło dwóch żołnierzy, prowadząc między sobą jakiegoś chłopaka. Otworzyli „wieko” i wepchnęli go do środka. Wewnątrz było coś w rodzaju wanny, dość głębokiej i po brzegi wypełnionej wodą. Co to miało do cholery być? Mężczyźni zamknęli pokrywę, zostawiając chłopaka w środku. Wzdrygnęłam się. Czy w takim czymś znajdował się również Alex?
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel kazał mi się zachowywać normalnie, ale ja nie miałam pojęcia jak to niby mam zrobić. Wszystkie „dzieci eksperymentu” zostały ukarane – oczywiście wszystkie oprócz Sary. Dowiedziałam się tylko, że nie będą dostępni przez kilka najbliższych dni, a to ani odrobinę mnie nie pocieszało. Przed obiadem, na który wcale nie miałam ochoty iść, poszłam do pokoju przyjaciółki. Pomyślałam, że nawet jeśli się na mnie gniewa, to będzie mnie potrzebowała. Tym razem, zamiast wygonić z pokoju, Sara rzuciła mi się na szyję.
- Jak dobrze, że nic ci nie jest – oznajmiła z ulgą.
- Alex powiedział, że zabrał cię do Mary Ann – odezwałam się cicho.
Skinęła głową.
- Tak właśnie było, ale martwiłam się o ciebie – wyznała.
- Naprawdę bardzo cię przepraszam – uznałam, że to odpowiedni moment.
Pokręciła w odpowiedzi głową.
– Wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie, żeby mnie zranić, ale wolałabym o tym nie rozmawiać – oświadczyła ponuro.
- Dobrze – zgodziłam się wcale nie będąc przekonaną, że to dobre rozwiązanie. – Pójdziemy razem na stołówkę? – zapytałam z nadzieją. – Daniel kazał mi się zachowywać jak gdyby nigdy nic, a ja nie wiem czy potrafię to zrobić – wyznałam.
Sara chwyciła mnie za rękę.
– Poradzimy sobie – oznajmiła, wyciągając mnie ze swojego pokoju.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Przez chwilę było spokojnie i miałam cichą nadzieję, że już tak zostanie. Nic z tego. Kiedy zabierałyśmy się do jedzenia, przy naszym stoliku pojawił się Lucas w towarzystwie jeszcze jednego blondyna, który z tego co pamiętałam chyba miał na imię Aron.
- Możemy się dosiąść? – spytali jak gdyby nigdy nic.
Niepewnie skinęłam głową. Nie miałam pojęcia czego mogą od nas chcieć. Usiedli i jak gdyby nigdy nic rozpoczęli konwersację, ku mojemu zdumieniu wciągając w nią Sarę. Lucas miał nieco nieśmiałą naturę, ale Aron był duszą towarzystwa. Nie rozumiałam czemu chcieli z nami usiąść, zwłaszcza gdy zobaczyłam jak nieprzychylnymi spojrzeniami obdarzają ich zajmujący stolik po drugiej stronie stołówki koledzy. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie pojawienie się dwóch kolejnych, znajomych chłopaków.
- Część, jestem Christian, a to Michael – przestawili się Sarze.
Usiedli nawet nie pytając o zgodę. Czułam się coraz bardziej niezręcznie. Lucas chyba zauważył moje zagubienie. Ponieważ siedział obok mnie, trącił mnie lekko łokciem.
– O co chodzi, Emi? – zapytał, co po tym co ostatnio się między nami wydarzyło wydało mi się zdecydowanie zbyt poufałe.
Postanowiłam być szczera.
- Nie rozumiem czemu tu usiedliście – wyznałam.
- Och – wydawał się być zaskoczony – sądziłem, że się domyślisz. – Milczałam, więc po prostu kontynuował. – Jesteśmy po twojej stronie i właśnie to pokazujemy – przyznał wprost.
- Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i nie zamierzamy cię zostawić – dodał Aron z radosnym uśmiechem, obejmującym jego jasne oczy.
Byłam zbyt zaskoczona, żeby w jakikolwiek sposób to skomentować. Nie interesowali się mną, a ja prawie ich nie znałam. Czy chodziło im o mojego ojca?
- Masz minę, jakby ktoś cię ugryzł, Emily – stwierdził rzeczowo Christian.
Pozostali się roześmieli. Ku mojemu zaskoczeniu nieśmiały uśmiech pojawił się również na twarzy Sary.
– Już od dawna nie podobało nam się to co robili niektórzy z naszej paczki – odezwał się cicho Lucas. – Uznaliśmy, że czas to zmienić.
Pozostali przytaknęli. W tym momencie zauważyłam Daniela. Stał na środku stołówki, z tacą pełną jedzenia. Patrzył na nas, a ja nawet z tej odległości widziałam, że jest poirytowany. Nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuję oddech, dopóki nie ruszył w naszym kierunku.
– Nie jesteś tu mile widziany – odezwał się ostrym tonem Christian, kiedy Daniel stanął nad nami.
Pozostali patrzyli na niego wrogo.
– Wypowiedzieliście wojnę – odpowiedział spokojnie chłopak – a ja przyrzekłem, że będę się opiekował Emily i nie zamierzam jej zostawić. Zwłaszcza gdy przez waszą ignorancję coś może jej grozić. Zostaję – stwierdził cichym, ale stanowczym głosem Daniel – i nic nie możecie z tym zrobić.
Postawił na stole tacę, tuż obok mojej, a potem usiadł. Tym razem nikt nie zaprotestował.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Podniosłam głowę znad notatek, nad którymi i tak nie potrafiłam się skupić. Właściwie od trzech dni żyłam nieco jak zombie, myśląc tylko i wyłącznie o Alexie i o tym co się z nim dzieje. Czułam palącą bezradność. Daniel wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
– Coś się stało? – spytałam obojętnie.
– Wraca Alex i pozostali, pomyślałem, że chciała byś wiedzieć – odezwał się dość ponuro.
Zerwałam się z krzesła. Nie czułam ulgi, tylko jeszcze większy niepokój. Wiedziałam, że jej nie poczuję póki go nie zobaczę – całego i zdrowego.
– Zabierz mnie do niego! – rozkazałam, próbując się przepchnąć obok chłopaka, który jednak stanowczo mnie przytrzymał.
– Nigdzie nie idziesz – oznajmił.
– Dlaczego? – spytałam patrząc na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem.
Spróbowałam się wyrwać, jednak bezskutecznie.
- Ponieważ nie wydaje mi się, żeby chciał cię teraz widzieć – usłyszałam spokojną, nic nie wyjaśniającą odpowiedź.
- Daniel, puść mnie – jęknęłam błagalnie. – Muszę go zobaczyć.
Dlaczego on tego nie rozumiał? Musiał mnie zrozumieć! Daniel jednak przecząco pokręcił głową.
– Zobaczysz go później. Najpierw ja pójdę, przekonam się w jakim jest stanie – stwierdził, jakby to była oczywista oczywistość. – Tak będzie lepiej.
Chciałam zaprotestować, albo po prostu go nie posłuchać, ale gdy wychodził, zobaczyłam że pod moimi drzwiami stanął Aron. Doskonale! Nieoczekiwani sprzymierzeńcy i wszyscy z jakiejś przyczyny przeciwko mnie. Usiadłam na podłodze, plecami opierając się o zimną ścianę. Objęłam ramionami podkulone nogi. Mój pokój stał się więzieniem, a mi nie pozostało nic innego jak tylko w dalszym ciągu czekać.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
To była już lekka przesada. Kiedy akurat nie było przy mnie Daniela, Christian, Aron, Lucas i Michael pilnowali mnie na zmianę, praktycznie nie odstępując na krok. Ku mojej wielkiej uldze pozwolili mi jednak wieczorem pójść do pokoju Alexa. Kiedy weszłam do środka, chłopak spał. Na jego zbyt bladej twarzy nie malowała się jednak ani odrobina spokoju. Wiercił się jakby śniło mu się coś złego. Podeszłam bliżej, przysiadając na brzegu łóżka. Dotknęłam jego ramienia.
– Alex? – zapytałam zaniepokojona.
Otworzył oczy, gwałtownie siadając. Jego wzrok zatrzymał się na mojej twarzy.
– Emily – westchnął, z powrotem opadając na poduszkę.
Coś było nie tak, a on wyglądał naprawdę koszmarnie i nie chodziło tylko o jego bladość. Zupełnie jakby był chory.
– Wszystko w porządku? – zapytałam cicho.
- Teraz już tak – mruknął, oplatając mnie ramieniem i zmuszając, żebym się koło niego położyła.
Z ulgą i przyjemnością wtuliłam się w ramiona chłopaka, a on nakrył nas kołdrą.
- To głupie – westchnęłam – odwiedzamy się chyba tylko wtedy, kiedy któreś z nas się z jakiegoś powodu źle czuje.
Bardziej poczułam niż usłyszałam jego cichy śmiech.
- Może należałoby to zmienić – poczułam jego gorący oddech, tuż przy swoim uchu.
Zadrżałam, ale nie miało to nic wspólnego ze strachem. Nareszcie poczułam się przyjemnie rozluźniona. Przymknęłam oczy, wtulając się jeszcze mocniej w ramiona Alexa. Zastanawiałam się jak to się stało. Wszystko toczyło się tak szybko… Jak do tego doszło i jakim cudem w ogóle się w nim zakochałam? Nie miałam pojęcia. To po prostu jakoś się stało.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Kiedy weszłam do stołówki, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, siedział przy naszym stoliku. Milczał i nie podnosił wzroku znad talerza, a pozostali go ignorowali, ale nie byli nastawieni wrogo. To sprawiało wrażenie cichej akceptacji. Podeszłam i usiadłam przy nim, nie myśląc nawet o tym, żeby przynieść sobie coś do jedzenia.
– Hej – odezwałam się do chłopaków, Sary jeszcze nie było.
Przywitali się ze mną wyjątkowo pogodnie jak na fakt, że siedział przy nich Alex. On sam tylko skinął głową, ale poczułam na udzie jego ciepłą dłoń. To dodało mi otuchy. W tej szkole rozgrywało się zdecydowanie zbyt wiele gier. Chwilę później dołączyli do nas Sara i Lucas. Przyszli razem, niosąc tace z jedzeniem. Uśmiechali się i rozmawiali przyciszonymi głosami. Usiedli obok siebie tuż na przeciwko nas. Kiedy zdążyli się tak zaprzyjaźnić? Nie byłam pewna czy powinnam się z tego ciszyć czy raczej bać. Po chwili pojawił się również Daniel. Usiadł tuż obok mnie i postawił przede mną pełną tacę. Spojrzałam na niego pytająco.
– Nie wzięłaś jedzenia – stwierdził obojętnie.
– Dzięki – uśmiechnęłam się do niego promiennie i poczułam jak ręka Alexa zaciska się na mojej nodze.
Przypomniałam sobie jak bardzo Alex był zazdrosny o Daniela, na tyle, że śnił o nim koszmary. Położyłam dłoń na jego dłoni i delikatnie przesunęłam po niej palcami. Rozluźnił się nieco, ale chyba wciąż był spięty. Na chwilę przymknęłam oczy. Jeżeli tak teraz miały wyglądać nasze posiłki, nie byłam pewna jak długo to wytrzymam.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Dni toczyły się zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Akademia wróciła do normalności i gdyby nie kilkudniowa nieobecność paru uczniów, nikt nie domyśliłby się, że miały w niej miejsce jakiekolwiek, niecodzienne wydarzenia. Z Alexem spotykałam się kiedy tylko mogłam, chociaż zrobiło się zbyt zimno, żebyśmy mieli chodzić do naszego ogrodu. Dopiero teraz, powoli, docierało do mnie, że naprawdę mam chłopaka, a to uczucie napawało mnie szczęściem. Alex był ponury i milczący, ale nie kiedy zostawaliśmy sami. Wtedy był zupełnie inny. Sara wreszcie mi wybaczyła, zbyt zaabsorbowana Lucasem, żeby pamiętać o Alexie. Na Święta Bożego narodzenia mój ojciec wyjechał do Stanów, załatwiać ważne sprawy polityczne, całe ferie zimowe spędziłam więc w szkole i ani trochę mi to nie przeszkadzało, gdy miałam obok siebie Alexa, Daniela i Sarę. Wraz z wczesną wiosną rozpoczęły się ćwiczenia terenowe. Paintball, podchody, walka o zdobywanie flag. Nie były to jednak zabawy, a każda drużyna była zdeterminowana i gotowa na poświęcenia, żeby tylko wygrać i dostać lepszą punktację. Zwłaszcza teraz, gdy po podziale drużyna Daniela nie była już tą najmocniejszą. Mimo upływu miesięcy, chłopcy w dalszym ciągu nie spuszczali mnie z oczu i nigdy nie zostawiali samej, martwiąc się o to, co mógłby mi zrobić Andre. Samotność miałam zapewnioną jedynie we własnym pokoju. Teraz również, mimo że wcale nie było to optymalne rozwiązanie, przez całe ćwiczenia w lesie towarzyszył mi Daniel. Tym razem byliśmy ofiarami i to my mieliśmy uciekać. Zasady były proste. Jeżeli dotrzemy do punktu, zanim zdążą nas złapać, wygraliśmy. Kilometrowe biegi przez las jednak nie były moją mocną stroną.
– Nie dam już rady – szepnęłam zdyszana.
Chłopak skinął głową.
– Od jakiegoś czasu nikogo nie widziałem, chyba możemy odpocząć – stwierdził pogodnie.
Opadliśmy na mech, pod szerokim, zasłaniającym nas choć z jednej strony, pniem drzewa. Daniel otoczył mnie ramieniem. Przyłożył czoło do mojego czoła. Byłam wykończona i cieszyłam się z tej chwili wytchnienia. Radość jednak minęła równie szybko jak się pojawiła. Dwa, może trzy metry dalej, pod drzewem stał Alex. Jego zimne, niebieskie oczy, patrzyły prosto na nas. Na jego twarzy pojawiły się szok, niedowierzanie, a potem wściekłość. Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Zerwałam się z ziemi, wyplątując się z objęć Daniela i pobiegłam za nim, poniewczasie zdając sobie sprawę, z tego, jak to mogło wyglądać.
– Alex, zaczekaj! – odezwałam się błagalnie. Szedł dalej, nie zwracając na mnie uwagi. – Alex, proszę, nie robiliśmy nic złego…
Znaleźliśmy się przy porośniętej trawą ścianie jednego z bunkrów. Zatrzymał się. Odwrócił w moją stronę. Zbliżył się w taki sposób, że zmusił mnie, żebym plecami oparła się o ścianę. Jego ręce znalazły się po obu stronach moich ramion.
– Wy nigdy nie robicie nic złego, prawda?! – warknął. – Przy każdej, możliwej okazji dotyka cię, przytula. Co dzieje się kiedy jesteście sami?!
Wściekłość w jego głosie napełniała mnie strachem. Nigdy jeszcze, aż do tej pory, nie zdarzyło się, żebym bała się Alexa. Nigdy też tak naprawdę nie rozmawialiśmy o Danielu.
– Jesteśmy tylko przyjaciółmi – odpowiedziałam cicho przeklinając się w duchu za to, jak niepewnie brzmią moje słowa. – Nie chcę cię okłamywać – dodałam nieco pewniej. – To mogło być coś więcej, chciałam, żeby było, zanim pojawiłeś się ty – wyznałam.
Jak miałam mu wytłumaczyć, że od kiedy jest ze mną, cały świat przestał istnieć? Nie potrafiłam trzymać się od niego z daleka i na pewno nie zamierzałam tego schrzanić. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, że z nadludzką siłą uderzy pięścią w ścianę. Na jego twarzy malowała się przemieszana z bólem wściekłość. Spróbowałam się odsunąć, ale mi na to nie pozwolił. Chwycił mnie za nadgarstki i uniósł je przyciskając nad moją głową do porośniętej mchem ściany. Jego uścisk był stalowy i wiedziałam, że jeżeli sam mnie nie puści, to nie mam szans się uwolnić.
- Alex… – zaczęłam błagalnie, ale nie zamierzał dać mi skończyć.
Jego usta dotknęły moich warg, a on wpił się w nie łapczywie, zachłannie. Jego ręce brutalnie zaciskały się na moich nadgarstkach, sprawiając mi ból. Całował zbyt mocno, zbyt twardo, boleśnie. Kiedy jednak spróbowałam odwrócić głowę, przytrzymał mój podbródek. Żeby unieruchomić moje nadgarstki w górze starczała mu jedna ręka. Przycisnął się do mnie całym ciałem. Jego kolano znalazło się między moimi nogami. Chciałam krzyczeć, błagać żeby przestał, ale skutecznie kneblowały mnie jego usta. Zdesperowana spróbowałam go ugryźć. Nawet tego nie zauważył, chociaż ja sama w ustach wyraźnie poczułam smak jego krwi.
– Odsuń się od niej! – narastającą ciszę przerwał rozkazujący głos Daniela.
Kiedy Alex go zignorował, Daniel spróbował go ode mnie odciągnąć, ale ten odepchnął chłopaka niczym szmacianą lalkę. Błysk zielonego światła. Alex syknął wściekle, odwracając się w stronę napastnika. Kiedy oderwał się od moich ust, z trudem chwytałam powietrze.
- Puść ją! – warknął Daniel, podnosząc się z ziemi.
W spojrzeniu Alexa było coś dzikiego, niebezpiecznego. Przywodził na myśl ranne zwierzę. Kolejny rozbłysk zupełnie zignorował. Po następnym wypuścił moje ręce i rzucił się na Daniela.
- Emi, uciekaj! – wrzasnął chłopak, kiedy Alex doskoczył do niego z pięściami.
Przez chwilę patrzyłam oszołomiona jak na Daniela spada grad ciosów, a potem rzuciłam się przed siebie. W tej chwili wiedziałam tylko jedno – jak najszybciej muszę sprowadzić jakąś pomoc.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
To nie działo się naprawdę. To nie mogło się dziać! Siedziałam na podłodze, na korytarzu, przed skrzydłem szpitalnym. Nie był to szpital publiczny, nie przewidziano więc poczekalni, ani miejsc dla odwiedzających. Daniel był w ciężkim stanie. Operowano go od kilku godzin. Jego życie było zagrożone. Na dodatek to wszystko było winą Alexa. Ja również czułam się winna oraz oczywiście bardzo naiwna i bardzo głupia. Daniel ostrzegał mnie od samego początku, żebym trzymała się od nich z daleka, a ja, ufna idiotka, nigdy go nie słuchałam. Teraz płaciłam za to zdrowiem, a być może nawet i życiem, przyjaciela.
– Emi, nie możesz tu przesiedzieć całej nocy – odezwał się nade mną cichy, błagalny głos Sary.
Zignorowałam go. Owszem, mogłam i zrobię to, jeśli będzie trzeba. Wtedy jednak pojawił się jeden z chirurgów, a ja gwałtownie wstałam.
– Jego stan jest stabilny – wypowiedział upragnione przeze mnie słowa. – Miał uszkodzonych kilka narządów wewnętrznych i połamane żebra, ale wyjdzie z tego.
– Kiedy będzie można go zobaczyć? – spytałam cicho, błagalnie.
– Przyjdź jutro po południu, dzisiaj nie będzie to możliwe – odpowiedział przepraszająco.
Skinęłam głową i podziękowałam, a potem pozwoliłam odciągnąć się Sarze, która zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Czułam się jak zombie. Nie zdejmując ubrania skuliłam się na łóżku i naciągnęłam na głowę kołdrę. Chciałam zasnąć i obudzić się dopiero po południu, ale sen, mimo tego jak bardzo byłam zmęczona, w ogóle nie chciał nadejść.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Mary Ann koniecznie chciała się ze mną widzieć, a ja w ogóle nie byłam w nastroju. Co prawda udało mi się zobaczyć Daniela i nawet zamienić z nim kilka słów, w których zapewniał, że wszystko będzie dobrze, ale w dalszym ciągu czułam się winna. Wszystko wydarzyło się dlatego, że słuchając serca, a może hormonów, zamiast rozumu za bardzo zbliżyłam się do Alexa. Wiedziałam jednak, że muszę iść. Była chora, a ja zbyt wiele jej zawdzięczałam.
– Chciałaś mnie widzieć? – spytałam, gdy w ponurym nastroju wśliznęłam się do laboratorium.
– Nareszcie jesteś! – westchnęła.
Była wyraźnie zdenerwowana.
– Coś się stało? – poczułam się zaniepokojona jej zachowaniem.
- Musisz mi pomóc – poprosiła. – Tylko na ciebie mogę liczyć.
Niezbyt przekonana skinęłam głową.
- Co mogę dla ciebie zrobić?
Wskazała mi stojące na biurku dwie, niewielkie fiolki.
- Twoja karta dostępu wpuszcza cię wszędzie. Wyłączę obraz z kamer. Musisz zejść na poziom więzienny i podmienić je u strażników. Postaram się o to, żeby ich wtedy nie było.
Spojrzałam na nią pytająco, a potem do mnie dotarło.
– Nie ma mowy, nie zrobię tego! – nie zauważyłam nawet kiedy zaczęłam podnosić głos. – Prawie na śmierć pobił mojego przyjaciela! Czemu miałabym mu w jakikolwiek sposób pomagać?!
Odwróciłam się i chciałam wyjść, ale Mary Ann przytrzymała mnie za ramię. Stanowczo zbyt mocno jak na tak wątłą i chorą osobę. Była zdeterminowana.
– Emi, proszę, musisz to zrobić! – w jej głosie słychać było błaganie. – Inaczej wszystko pójdzie na marne. Całe miesiące moich przygotowań, to co się stało twojemu przyjacielowi… Zajęłam się już następnymi transportami, ale tym nie zdążyłam. Nie miałam pojęcia, że to się stanie.
– Dlaczego miałabym mu pomagać? – spytałam rzeczowo, próbując się uspokoić. To nie na Mary Ann byłam wściekła. – Najpierw mnie napastował, a potem prawie na śmierć skatował Daniela. Jakie masz dla niego usprawiedliwienie? Co w ogóle jest w tych fiolkach?
Uniosła jedną z nich, wysuwając ją ku mnie.
– To właśnie jest jego usprawiedliwienie – oznajmiła ponuro.
– Nie rozumiem – przyznałam.
– Od paru miesięcy Alex dostawał zmniejszoną dawkę narkotyku. Radził sobie z gniewem i potrafił rozładować agresję. Niedawno odstawiłam mu ją w ogóle, uznałam, że już wystarczająco oczyścił się jego organizm – kontynuowała. – W dalszym ciągu panował nad sobą, na tyle, że pozwoliłam mu się z tobą spotykać. Coś musiało go piekielnie zdenerwować, skoro stracił nad sobą panowanie. Był naprawdę dobry w kontrolowaniu swoich zachowań. Emi, proszę, musisz to zrobić – w jej głosie znów słychać było błaganie.
– Nie dostawał również substancji, po której razi go światło – skrzywiłam się na samo wspomnienie, uznając, że obdarzyłam to uczucie zbyt łagodną nazwą. – Dlaczego? – spytałam, kiedy twierdząco skinęła głową.
– Ponieważ miał uciec i zabrać stąd Sarę – wyznała bardzo cicho.
Poczułam się jakby ktoś przyłożył mi w brzuch. Byliśmy razem. Spędzaliśmy wspólnie każdą, wolną chwilę, a on planował uciec? Ode mnie? Mimo że dalej wmawiałam sobie, że powinnam go nienawidzić, uczucie było nie do zniesienia.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Miałam mętlik w głowie. Czułam się zdradzona. Nie tylko przez Alexa, ale również przez Mary Ann i Sarę. Jak mogli mi to zrobić?! Pomyślałam jak bardzo ulotne są chwile szczęścia. Nie chciałam spełniać prośby Mary Ann, ale w głębi serca wiedziałam, że muszę to zrobić. To co się stało nie było tylko i wyłącznie winą Alexa. W głównej mierze chodziło tu o cholernych wojskowych i ich niehumanitarne projekty. Nienawidziłam ich. Alexa nie potrafiłam nienawidzić. Mary Ann miała rację. Moja karta działała również na niższych poziomach. Włożyłam na siebie oficjalny mundur bez żadnych odznaczeń. Szłam pewnym krokiem. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, bo skoro mogłam się tu dostać znaczyło również, że mam prawo tu być. Zgodnie z obietnicą Mary Ann pomieszczenie medyczne było puste. Fiolki poustawiane były na niewielkich, metalowych tacach. Odszukałam tą z numerem Alexa i podmieniłam fiolki, a potem wyszłam przez nikogo nie niepokojona. Liczyłam na to, że obraz z kamer rzeczywiście na dłuższą chwilę się zawiesił, bo jeżeli ktoś mnie na nim rozpozna, to byłam przekonana, że nie tylko ja będę miała przerąbane.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Po tygodniu Daniel wrócił do swojego pokoju. Był posiniaczony i miał problemy z poruszaniem się, ale nic mu nie groziło. Lekarze w Akademii byli znacznie lepiej zaopatrzeni i mieli większe umiejętności niż ci w niejednym, nawet najlepszym szpitalu. Dodatkowo Daniel był silny i sprawny fizycznie, więc szybko dochodził do zdrowia. Mimo to w dalszym ciągu się o niego martwiłam i spędzałam z nim niemal całą, wolną część dnia. Kiedy jednak tym razem weszłam do jego pokoju, chłopaka nie było. Przyzwyczajona do tego, że czasami na niego czekałam włożyłam słuchawki i usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach. Początkowo chciałam po prostu posłuchać muzyki i pogrzebać w sieci, ale coś podkusiło mnie, żeby, skoro mam okazję, obejrzeć obraz z kamer. Od dawna chciałam sprawdzić czy Alexowi nic nie jest. W dalszym ciągu byłam na niego wściekła, ale to nie zmieniało faktu, że się martwiłam. Do tej pory karmiłam się strzępami informacji, które dostarczała mi Mary Ann, teraz jednak miałam okazję zobaczyć go sama. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy znalazłam odpowiednią kamerę, nie tylko zobaczyłam obraz, ale również usłyszałam dźwięk.
– Musisz ją stąd zabrać! – głos Alexa był pewny i stanowczy.
Gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy, nie uwierzyłabym w to kto siedział na betonowej podłodze, oparty plecami o słup, obok jego celi.
– Nie wierzę Ci! – warknął Daniel. – Nie poświęcą tylu dzieciaków, całej szkoły…
Alex uśmiechnął się drwiąco.
– Jedyne czego nie poświęcą to sprzęt i jak myślisz, dlaczego go wywożą? – spytał patrząc drugiemu chłopakowi w oczy.
Najwyraźniej trafił, ponieważ Daniel odwrócił wzrok. Sprawiał wrażenie jakby intensywnie nad czymś myślał.
– Proszę – powiedział cicho Alex. – Zabierz ją stąd. Masz na to cztery dni.
Daniel wstał i pokręcił przecząco głową.
– Nie wierzę w to. Pułkownik Morrington nigdy nie poświęciłby swoich córek – oznajmił stanowczo, a ja ledwo zwróciłam uwagę na jego dziwne przejęzyczenie.
- Może o niczym nie wie… – zasugerował Alex. – Jakiś czas temu obmyślili plan, żeby wydostać stąd Sarę, po tym jak zarząd próbował ją zabić. Miałem w nim grać główną rolę, bo Mary Ann mi ufa. Zgodziłem się, bo dzięki niemu mógłbym obronić Emi – stanowczo ścisnął kraty. – Teraz nie mogę, więc ty musisz to zrobić.
- Nie zamierzam cię słuchać! – warknął w odpowiedzi Daniel, a potem odwrócił się i odszedł korytarzem, nie zaszczyciwszy już Alexa ani jednym spojrzeniem.
– Więc po co tu przyszedłeś? – odezwał się cicho Alex, puszczając metal i zrezygnowany opadając na ziemię.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wiedziałam, że Daniel niedługo wróci, miałam więc niewiele czasu. Skoro nikt nie mówił mi prawdy, miałam zamiar ją odkryć sama. Przynajmniej tyle, ile wiedział Daniel. Szybko zaczęłam przeszukiwać foldery. Znalazłam te dotyczące eksperymentu, kiedy jednak zajrzałam do środka, nie było tam nic na temat projektu. Zdjęcia, pliki tekstowe i screeny – wszystkie dotyczyły Sary. Tylko dlaczego? Zaczęłam je pospiesznie przeglądać. Skomplikowane wykresy DNA i wzory chemiczne nic mi nie mówiły, później jednak trafiłam na coś w rodzaju ankiety. Dawcą chromosomu Y był Charles Morrington. Nie musiałam nawet patrzeć na dawcę X, by mieć pewność, że znajdę tam nazwisko Mary Ann. Sara, przynajmniej częściowo, była moją siostrą, a jej matka – prawdziwa, biologiczna matka – umierała na raka.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Daniel wszedł do pokoju, gwałtownie otwierając drzwi. Nie wstawałam z łóżka i nawet nie próbowałam ukryć, że grzebałam w jego laptopie.
– Emily – cicho wypowiedział imię, niespecjalnie zaskoczony moją obecnością.
– Hej – rzuciłam próbując sobie wszystko poukładać w głowie.
Rozdzwoniła się jego komórka. Odebrał i przez chwilę komuś posłusznie przytakiwał. Gdy skończył rozmawiać, Daniel z trudem przełknął ślinę.
– Za cztery dni wysyłają mnie, moją drużynę i jeszcze kilkanaście osób na ćwiczenia poza wyspą.
Spojrzałam mu w oczy. Domyśliłam się co to oznacza. Alex mówił prawdę. Jeżeli zostaniemy w tym czasie na wyspie, prawdopodobnie wszyscy zginiemy. Wszyscy, którzy zostaną. Podniosłam wzrok znad komputera i zamknęłam klapę laptopa.
– Słyszałam waszą rozmowę – oznajmiłam poważnie.
– Jaką rozmowę? – zdziwił się Daniel.
– Twoją i Alexa. Tam na dole najwyraźniej działają nie tylko kamery, ale również mikrofony – stwierdziłam.
Chłopak spojrzał na mnie przerażony.
– Czy wiesz co to oznacza? – zapytał. Przecząco pokręciłam głową. – Jeżeli oglądał to również ktoś inny… Jeżeli…
Na korytarzu usłyszeliśmy kroki. Powinniśmy uciekać, ale było już za późno.