Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    cztery światy

    Królewna weszła do wspaniałej, pałacowej oranżerii. Wyjęła z fałdy szala lekko podduszoną wróżkę. Stworzonko było wielkości jej smukłej dłoni. Dziewczyna doskonale znała zwyczaje wszystkich istot cienia. Od zawsze szukała sposobu na to, by dołączyć do swojej matki w lesie driad.

    – Witaj mała siostrzyczko. Nic ci nie jest? – zwróciła się do na wpół przytomnej złotowłosej istotki. 

    Tamta stanęła na jej ręce trzepocząc skrzydełkami. Obejrzała swoją wygniecioną sukieneczkę.

    – Czy zechcesz mi nadać imię? – zapytała uroczyście.

    Eliza zastanawiała się przez chwilę nad odpowiedzią. Wiedziała co to oznacza. Ponieważ wyświadczyła wróżce przysługę, tamta postanowiła zostać jej przyjaciółką. Wiązało się to jednak u nich z całkowitym oddaniem osobie, która nada takiej istocie imię, za jego niewymuszoną zgodą. Nie była pewna, czy chce przyjąć odpowiedzialność za opiekę nad tym maluchem. Wróżki były czymś w rodzaju plagi w trzech królestwach. Miały mentalność małych dzieci, a jednocześnie władały kapryśną i złośliwą magią. Zdawała sobie też jednak sprawę, że jeżeli odrzuci propozycję stworzonka, tamto może być tak zrozpaczone, że postanowi przestać istnieć, bo w ten sposób właśnie umierały wróżki. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. W końcu westchnęła zrezygnowana.

    – Dobrze, od dzisiaj będziesz się nazywała Myosotis, a żeby było łatwiej, będę do ciebie mówiła Myo.

    Istotka podskoczyła radośnie i zaczęła tańczyć na dłoni dziewczyny. Jej niebieska spódniczka wirowała dookoła przy każdym z szalonych piruetów. W końcu rozbrykana wróżka potknęła się o własne nogi i gdyby dziewczyna nie wykazała się refleksem, podtrzymując ją drugą ręką, spadłaby z jej dłoni na wyłożoną drobnymi kamyczkami ścieżkę. Tamta zamrugała zaskoczona. Jej szafirowe oczy zalśniły ze szczęścia.

    – Chyba cię kocham – oznajmiła cichutkim, melodyjnym głosikiem.

    Zatrzepotała skrzydełkami i wzbiła się w powietrze, podlatując do twarzy dziewczyny i składając na jej policzku słodkiego buziaka. Eliza nie potrafiła się nie roześmiać.

    – Mogłabyś wrócić do mojego szalika? – poprosiła istotkę. – Musze wracać na przyjęcie… Chyba, że chcesz wrócić, do swoich siostrzyczek.

    – O nie! – Myo wyglądała na naprawdę przerażoną ta perspektywą. – Idę tam gdzie ty – oznajmiła pewnie i zniknęła w fałdach szala królewny.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Kiedy królewna znalazła się z powrotem w balowej sali wśród gości panowało wielkie poruszenie. Wszędzie słychać było oburzone głosy i konspiracyjne szepty. Ludzie byli z czegoś wyraźnie niezadowoleni. Z trudem odnalazła swoje przyjaciółki w podnieconym tłumie.

    – Co się stało? – spytała zaciekawiona.

    – Władca Demonów ma przybyć na bal – oznajmiła Wika, zadowolona, że może podzielić się z Elizą jakąś informacją, której tamta nie znała.

    – Oczywiście był zaproszony, ale tak naprawdę nikt nie sądził, że mógłby się zjawić – wtrąciła Sylwia. 

    – Niedługo tu będzie, razem z trzema innymi demonami, właśnie przybył na dziedziniec – pisnęła jej do ucha Myo, która nie wiadomo w jaki sposób znalazła się na ramieniu dziewczyny.

    Kiedy szerokie wrota sali balowej stanęły otworem, a w nich pojawił się zdyszany szambelan, wszyscy goście zamarli w oczekiwaniu na wielkie wydarzenie. 

    – Na uroczystości w Złotym Dworze przybyli zaproszeni goście – oznajmił drżącym głosem służący. – Jego wysokość, Lord Marcus Aquila Verreauxii, Władca Demonów oraz Książę Matthew Corvidae, Czarny Rycerz i Pan Zaginionego Królestwa.

    Eliza poszukała wzrokiem Devora. Zobaczyła szok na jego twarzy. Później jej spojrzenie spoczęło w innym punkcie. Ujrzała Szarookiego. Nie potrafiła odwrócić od niego wzroku. Jej błękitne oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Chłopak wyglądał imponująco, a zarazem złowieszczo. Królewna nawet nie podejrzewała, że może być jeszcze przystojniejszy, bardziej władczy i pociągający niż zwykle. Myliła się. Dziewczyna poruszyła wargami, jakby chciała coś powiedzieć, a Matthew podszedł do niej. Ujął jej dłoń i delikatnie pocałował. Cały świat wokół nich przestał istnieć. Eliza, łapiąc z trudem oddech, dotknęła demona, jakby chciała się przekonać czy jest prawdziwy. 

    – Podoba ci się? – spytał, tak, żeby pytania nie mógł usłyszeć nikt poza nią.

    – Podoba? – szepnęła oniemiała dziewczyna.

    – Uznaję, że tak – zaśmiał się cicho.

    Królewna bardzo chciała, żeby wszyscy sobie poszli. Niczego teraz bardziej nie pragnęła niż zostać z chłopakiem sam na sam.

    W pewnym momencie do ich własnego, zamkniętego świata przebiło się morze szeptów. Rozejrzeli się po zebranych, żeby sprawdzić co się dzieje. Do sali balowej wszedł odziany w prostą białą szatę elf. Nie wyglądał ani młodo, ani staro, a raczej jakby zawiesił się gdzieś pomiędzy czasem. Tylko jego głębokie, tajemnicze oczy zdradzały wiekową mądrość. 

    – Marcusie, przyjacielu – zwrócił się do Władcy Demonów miłym tonem, jakby witał kogoś, kogo darzy zaufaniem i sympatią. 

    „Co by nie mówić, twój dziadek jest jednak świetnym dyplomatom” – zwrócił się do Elizy w myślach Matthew.

    „Więc to jest mój dziadek?” – zapytała lekko zamyślona dziewczyna.

    Szarooki potwierdził. Marcus Aquila Verreauxii podszedł do króla elfów i przywitał się z nim w równie przyjaznym tonie. Eliza po raz pierwszy zwróciła uwagę na osobę, którą wszyscy zebrani w sali goście uważali za śmiertelnego wroga. Mężczyzna sprawiał całkiem przyjemne wrażenie. Miał ostre rysy twarzy i drapieżną szczękę, ale w jego oczach zauważyła błąkające się rozbawione iskierki. Mimo prostego, niczym nie zdobionego stroju, wyglądał dostojnie i władczo. Królewna dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co właściwie Matthew robił w jego towarzystwie. Próbowała sobie przypomnieć jak Szarooki został przedstawiony gościom. Przypomniało jej się, że padło tam słowo „książę”. Była ciekawa czy to taki sam nic nie znaczący tytuł jak w jej przypadku „królewna”.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Król elfów, Tertulian Ardanien i Władca Demonów Marcus Aquila Verreauxii, potencjalni śmiertelni wrogowie, rozmawiali jak dwaj najlepsi przyjaciele. Zszokowani goście nie potrafili się zdecydować, czy powinni ignorować obecność demona czy może raczej mu nadskakiwać, skoro ich gospodarz traktował go tak uprzejmie. Jednak niespokojne myśli zaczęła rozwiewać muzyka, która na znak króla, znowu zaczęła grać. Atmosfera powoli stawała się coraz mniej napięta i weselsza. Ponownie rozpoczęły się tańce. Wino i miód pitny lały się strumieniami, a różnobarwne owoce znikały z ustawionych pod ścianami stołów.

    – Chcesz zatańczyć? – królewna prawie podskoczyła słysząc głos Szarookiego. Zamyślona, zupełnie zapomniała, że koło niej stoi.

    – Właściwie czemu nie – wzruszyła ramionami dziewczyna.

    Matthew wziął ją delikatnie pod rękę i poprowadził na pełen wirujących postaci parkiet. Chwilę później rozpoczął się taniec bardzo przypominający menueta, z tą tylko różnicą, że nie zmieniało się partnera. Eliza nigdy nie pomyślałaby, że Szarooki potrafi tańczyć, a już na pewno nie uwierzyłaby, iż sam to zaproponuje. Po skończonym utworze orkiestra zaczęła grać walca. Królewnie podobały się proste, rytmiczne ruchy i obroty, a już najbardziej do gustu przypadło jej to, że teraz mogła być zdecydowani bliżej chłopaka.

    „Przejdziemy się? Z dala od wszystkich…” – usłyszała nieśmiałą myśl demona.

    „Dobrze” – odpowiedziała po prostu.

    Wspólnie opuścili salę balową i weszli do pałacowej, przeszklonej oranżerii. Rosło tam wiele wspaniałych egzotycznych roślin. Demon wziął dziewczynę za rękę i poprowadził w gąszcz cudownego ogrodu, zupełnie zbaczając z wyłożonej drobnymi kamyczkami ścieżki. Kiedy minęli wyginający się do ziemi pod ciężarem wielkich szkarłatnych kielichów krzak, Matthew się zatrzymał. Przyciągnął do siebie królewnę i namiętnie pocałował. Potem wziął ją w ramiona i przytulił tak, jakby chciał ją tam ukryć przed całym światem. Eliza wtuliła twarz w jego wyszywaną srebrną nicią tunikę. Zaskoczył ją taki pokaz czułości ze strony Szarookiego. Tego dnia chłopak stał się dla niej jedną wielką zagadką. W ogóle go nie poznawała.

    – Eliza! Matthew! Jesteście tutaj? – usłyszeli natarczywe wołanie Sylwii.

    Demon niechętnie wypuścił królewnę z objęć. Wrócili razem na ścieżkę. Przy wejściu do oranżerii stały jej przyjaciółki w towarzystwie Devora. Łowca miał ręce skrzyżowane na piersi i wyglądał na poważnie czymś urażonego. Ruda czarownica podbiegła do nich radośnie. Jej śladem ruszyła Wika idąc jednak wolnym, pełnym gracji krokiem, uwodzicielsko kołysząc biodrami. Długie rozcięcie z boku spódnicy, co jakiś czas odsłaniało jej zgrabną nogę. Eliza spostrzegła, że mimo naburmuszonej miny, jej brat nie spuszcza z jasnowłosej piękności wzroku. Sam jednak nie ruszył się z miejsca przy drzwiach. 

    – W interesującym towarzystwie się  obracasz – zwróciła się do Szarookiego Wika.

    – Co się stało? O co chodzi? – zaczęła entuzjastycznie wypytywać Sylwia. – Koniecznie musisz nam wszystko opowiedzieć! Po za tym nie wiedziałyśmy, że jesteś księciem.

    Królewna dopiero teraz przypomniała sobie, że właściwie sama też była bardzo ciekawa odpowiedzi na pytania przyjaciółki. Zdziwiło ją jak mało istotne wydawały się jeszcze przed chwilą.

    – Powoli i po kolei – zgasił jej entuzjazm Matt. – Nic się nie stało. Mamy z Elizą pewien problem. Musiałem go jakoś rozwiązać. Zawarłem więc pewien układ z Marcusem. Z racji, że jest Władcą Demonów, a ja no cóż… jestem demonem… to chyba nie powinno wydawać się wam niczym dziwnym? – spytał ironicznie chłopak. – I tak, posiadam tytuł księcia, ale w tym towarzystwie to raczej nic nadzwyczajnego – uśmiechnął się drwiąco zerkając w kierunku Devora.

    Niezbyt miła odpowiedź Szarookiego sprawiła, że królewna odetchnęła z ulgą. Sama nie wiedziała dlaczego, ale cieszyła się, że dalej był tą samą zbuntowaną i sarkastyczną osobą. 

    Sylwia wyglądała na bardzo rozczarowaną, Wika jednak postanowiła się nie poddawać. Obrzuciła chłopaka wyzywającym spojrzeniem.

    – Nie zbędziesz nas tak łatwo. Chcemy wiedzieć, dlaczego on tu jest. Co skłoniło Władcę Demonów do przybycia na ten bal?

    – Możliwe, że ja – przyznał szczerze Matthew. – Nie wykluczam jednak, że byłby tutaj, nawet gdybym się z nim nie dogadał. Naprawdę zależy mu na pokoju i wierzy, że to Eliza jest dziewczyną z przepowiedni.

    – Na czym polega wasza umowa?- spytała rzeczowo królewna, która nagle zaczęła się bać.

    Szarooki odwrócił się w jej kierunku. Spojrzał na nią poważnie.

    – Tego jeszcze nie mogę ci powiedzieć, ale przyrzekam, że nie masz powodów do zmartwień.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Cała piątka wróciła wspólnie do balowej sali. Mimo tego, że bardzo się starały nic więcej nie udało im się z demona wyciągnąć. Eliza rozejrzała się po komnacie szukając wzrokiem Myo. Była ciekawa, gdzie podziewa się jej nowa towarzyszka. Chciała ją przedstawić przyjaciołom, nigdzie jednak nie mogła wypatrzeć swojej wróżki.

    W pewnym momencie wśród gości zapanowało poruszenie. Król elfów dumnym krokiem wszedł na podwyższenie. Muzyka ucichła. Magicznie wzmocniony głos Tertuliana Ardaniena wyraźnie było słychać w całej sali. Wszyscy ucichli, by wysłuchać swojego gospodarza.

    – Szanowni goście, nadeszła dla nas wiekopomna chwila. – Mówił złotowłosy elf spokojnym, rozważnym tonem. – Każde z was zna przepowiadające pokój słowa proroctwa. Nie wszyscy jednak słyszeli jego starannie ukrywany przez Radę Sojuszu fragment. Dzisiaj usłyszycie całość. Uważam, że każda osoba ma prawo poznać prawdę. Jutro, ponieważ zgromadzeni są tu przedstawiciele wszystkich czterech światów, co nie zdarzyło się od bardzo wielu już lat, z samego rana rozpoczną się obrady. Wreszcie nadszedł czas, w którym wszystkie cztery rasy, będą mogły zaznać prawdziwego pokoju.

    Zgromadzeni na Sali goście zaczęli bić gromkie brawa. Mieli już dosyć życia w ciągłej mobilizacji do wojny, martwiąc się o swoje rodziny i majątek. Nadzieja zmian, jaką ofiarowało im proroctwo, znaczyła dla większości z nich naprawdę wiele. Nawet, jeżeli miało oznaczać to koegzystencję z przerażającymi i znienawidzonymi przez wszystkich istotami jakimi były demony.

    Kiedy ucichli, na podwyższenie weszła odziana w srebrzystą szatę elfka. Zaczęła śpiewać czystym, delikatnym głosem, dokładając do prostych słów bardzo skomplikowaną, złożoną melodię.

    Kiedy narodzi się magiczne elfie dziecko

    Dni wojny zostaną nareszcie zakończone

    Zrodzone będzie ono z miłości zakazanej

    Dlatego odnajdzie się w każdym z czterech światów

    Władało będzie starożytną wielką mocą

    Po elfich swych przodkach dumnie odziedziczoną

    W jej żyłach płynąć musi dzika krew demonów

    Dlatego wojowniczką  o wolność zostanie

    I istot cienia cudownych nie z tego świata

    By ich rasę z innymi zjednoczyć tą drogą

    Wśród ludzi odnajdzie rodzinę zaginioną

    Z nienawiścią w ten sposób wygrywając dumnie

    Gdy wiek osiągnie dziedziczka ras odpowiedni

    Przed wyborem wielkim będzie musiała stanąć

    Poślubić syna najmłodszego z Silva Magna

    Czy Znienawidzonego , co pokój zapewni

    W jej rękach los wszystkich czterech spoczywa krain.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Król elfów zaoferował Devorowi i jego towarzyszą gościnne komnaty. W pokoju Eliza odnalazła Myo, śpiącą jak gdyby nigdy nic, w fałdach swojego błękitnego szala. Matthew, który nie zgodził się zostawić dziewczyny samej, z zainteresowaniem spojrzał na maleńką wróżkę. Gdy tylko istotka oprzytomniała fuknęła wściekle na demona. Wzbiła się w powietrze zawzięcie machając skrzydełkami i sypnęła mu jakimś pyłem w oczy. Chłopak zaczął kaszleć, krztusząc się magicznymi drobinkami. 

    – Co zrobił mi ten mały, wstrętny potwór? – syknął wściekle nie mogąc powstrzymać kaszlu.

    – Oh nic – odparła złotowłosa istotka słodkim głosikiem. – Na pewno zawsze miałeś ochotę pobyć miłym, uroczym króliczkiem.

    Złocisty pył zaczął wirować. Jego okruchy pływały w powietrzu coraz szybciej i szybciej, aż w końcu po prostu osiadły na Szarookim. W pewnym momencie chłopak po prostu zniknął, a na jego miejscu stał teraz oryginalnie wyglądający królik. Był niewielkich rozmiarów, jego sierść miała kolor hebanowego drewna, a na oczy opadała mu długa postrzępiona grzywka.

    – Hmm… – zdumiała się wróżka, ciągle unosząc się w powietrzu nad chłopakiem. – Dlaczego on jest czarny?! Powinien być różowy, albo przynajmniej biały! Jakim cudem stał się czarny?

    Eliza zamrugała zdumiona patrząc to na królika to na latającą nad nim istotkę. Sięgnęła myślami w kierunku Szarookiego, ale nic nie była w stanie wyczuć ani usłyszeć.

    – Myo! Dlaczego to zrobiłaś? To mój przyjaciel! – starała się mówić spokojnym tonem, wiedziała, że krzycząc na wróżkę tylko ją zdenerwuje.

    – Czyżby? – zapytała rozbawiona istotka. W jej oczach pojawiły się psotne iskierki. – Szkoda więc, że ten „przyjaciel” nie opowiedział ci jakie ma względem ciebie plany…

    – O czym ty mówisz? – dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona. – Nawet gdyby chciał, nie mógłby mnie skrzywdzić. Łączy nas magiczna więź. Z jej powodu musi mnie chronić. Odczaruj go proszę.

    Miała nadzieję, że może w ten sposób przemówi psotnemu maluchowi do rozumu. W niebieskiej spódniczce i z błękitnymi kokardami na dwóch złotych warkoczykach wróżka wyglądała jak miniaturka pięcioletniej, ludzkiej dziewczynki.

    – Słyszałam o czym rozmawiał z Władcą Demonów. Nie jest twoim przyjacielem. Okłamał cię i zdradził. Nie mówi ci prawdy. Lepiej będzie jak zostanie królikiem. Tylko dlaczego do diabła zrobił się czarny?

    Eliza westchnęła zrezygnowana. Zastanawiała się gdzie Myo nauczyła się przeklinać.

    – Dobrze, powiedz mi w takim razie o czym rozmawiali.

    – Wstydzę się – odpowiedziała cicho wróżka patrząc w swoje sznurowane buciki.

    Królewna usiadła na łóżku. Mała istotka podleciała do niej sadowiąc się na jej kolanach.

    – Myo, musisz mi powiedzieć. Jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, po prostu go odczaruj.

    – Nie! – jej wielkie błękitne oczka zapłonęły wojowniczo. – Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Nawet demonowi! – dziewczynka zaczerpnęła głęboko powietrza. –  On mówił, że pozwoli mu cię zabrać. Masz popłynąć na jakąś wyspę. Sugerował, że w ten sposób spełni się proroctwo. I powiedział też, że twój pierworodny syn będzie należał do niego. A ten tutaj królik się zgodził! Nie możesz go wybrać! Nie zrobisz tego, prawda? – zapytała błagalnie. – Nie chce płynąć na żadną głupią wyspę! – oznajmiła buntowniczo.

    Eliza niewiele zrozumiała z przemówienia wróżki. Pierworodny? Jaką znowu wyspę? I co znowu z tym cholernym proroctwem?

    – Jaki on? – postanowiła pytać po kolei.

    – No jak to jaki? Czarny Orzeł oczywiście!

    – Kto? – zapytała jeszcze bardziej skołowana niż przed chwilą.

    – Marcus, Władca Demonów!

    – Myo, po prostu go odczaruj. Sama go zapytam. Nie okłamie mnie, potrafimy rozmawiać w myślach.

    – Oh! –  wykrzyknęła lekko skonsternowana wróżka. – Tylko, że ja nie potrafię…

    – Jak to?

    – No bo to był magiczny pył królowej… – zaczęła nerwowo machać nóżką. 

     ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Królewna wzięła królika na ręce. Przytuliła go do swojej błękitnej sukienki. Spojrzała w jego szare, zimne oczy.  

    – Hmm, może i Myo ma rację. Naprawdę wyglądasz teraz słodko i uroczo. 

    Wróżka siedziała na poduszce i przypatrywała się całej scenie wzrokiem winowajcy. Czar miał się rozwiać sam po kilku dniach. Eliza jednak nie miała tyle czasu. Obrady, na których zapewne planują decydować o jej przyszłości, miały rozpocząć się za kilka godzin. Z powrotem usiadła na łóżku. Postanowiła po raz kolejny zdać się na runy, które narysował jej na przedramieniu Leldorin. Nie była tylko pewna ile tym razem zabiorą jej siły.  Posadziła królika na podłodze. Przesunęła dłonią po magicznych symbolach. W miejscu oryginalnego zwierzaka stał znowu Szarooki. 

    Zwinnie wyminął królewnę i złapał jedną ręką siedzącą na jedwabnej poduszeczce wróżkę. Tamta pisnęła naprawdę wystraszona. Chłopak chwycił ją za kark, tak, że istotka majtała nogami w powietrzu.

    – Teraz urwę ci skrzydełka, ty głupi potworze – uśmiechnął się do niej paskudnie.

    Myo krzyknęła przerażona i zaniosła się głośnym płaczem. Eliza pokręciła głową.

    – Matt, zostaw ją. Ona nie chciała zrobić nic złego. Po za tym to jeszcze dziecko.

    – To mały, złośliwy szkodnik – syknął chłopak w odpowiedzi, ale rozluźnił chwyt i przerażona wróżka spadła na materac.

    Pozbierała się szybko i schowała za plecami królewny. Trzęsła się ze strachu. Dziewczyna spojrzała na Szarookiego z wyrzutem. 

    – Już wszystko dobrze – szepnęła do swojej małej przyjaciółki, delikatnie głaszcząc ją po jedwabistych włosach. – Nic ci nie grozi. – Istotka przytuliła się do boku Elizy wczepiając palce w niebieski materiał jej sukni. 

    – Co to niby miało znaczyć? – Chłopak obrzucił je obie niechętnym spojrzeniem. – Zaczarowała mnie, a ty nie dość, że jej bronisz, to jeszcze teraz pocieszasz, jakby temu kurduplowi stała się jakaś wielka krzywda.

    – Nie słyszałeś o czym rozmawiałyśmy, kiedy byłeś przemieniony? – zapytała zdziwiona dziewczyna.

    Szarooki pokręcił głową.

    – Obsypała mnie pyłem. Na chwilę znalazłem się w jakimś dziwnym miejscu, a potem wróciłem tutaj.

    Królewna spojrzała na niego zaskoczona.

    – Powiedziała mi, że słyszała twoją rozmowę z Władcą Demonów. Matt… o co w tym wszystkim chodzi?

    – Dowiesz się jutro – odpowiedział poważnie, patrząc jej w oczy.

    – Chcę wiedzieć teraz. Streściła mi to o czym rozmawialiście.

    Chłopak obrzucił wściekłym spojrzeniem ciągle trzęsącą się ze strachu wróżkę.

    – Eliza… – powiedział cicho – musisz mi po prostu zaufać.

    Usiadł przy niej próbując ją objąć ramieniem. Gwałtownie odsunęła się od niego.

    – Czy to co powiedziała było prawdą? – Nagle coś jeszcze przyszło jej do głowy. – Czy to ty jesteś tym „Znienawidzonym” z przepowiedni?

    Wpatrywała się w niego intensywnie, czekając, żeby zaprzeczył. On jednak tylko niechętnie skinął głową.

    – Eliza… – zaczął.

    Nie dała mu skończyć.

    – Ty draniu! Oszukałeś mnie! – syknęła dziewczyna.

    – Zdawałaś sobie przecież sprawę kim jestem – odwarknął w odpowiedzi, reagując na jej gniewny ton. – Nigdy nie miałaś nic przeciwko temu.

    – Teraz też bym nie miała, gdybyś powiedział mi prawdę. Wiedziałeś od samego początku! Dlaczego to wszystko przemilczałeś? Jak mogłeś tak kłamać?! Zostaw mnie w spokoju! – Chłopak chciał coś powiedzieć. Patrzył na nią wahając się przez chwilę. – Wynoś się! – wrzasnęła rzucając w niego pierwszą z brzegu poduszką.

    Wyszedł z komnaty wściekle trzaskając drzwiami.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Eliza opadła na poduszki. Była wściekła. Może i Szarooki nie kłamał dziewczynie prosto w oczy, ale od samego początku nie mówił jej całej prawdy. Po za tym coraz bardziej martwiły ją chaotyczne słowa wróżki. Najwyraźniej umowa Matthew z Władcą Demonów wcale nie była czymś przyjemnym. 

    – Gniewasz się na mnie? – usłyszała cichy zasmarkany głosik.

    – Nie, to nie na ciebie się złoszczę – powiedziała cicho królewna.

    Wstała z łóżka, szybko umyła się i przebrała w koszulę nocną. Potem położyła się z powrotem. 

    – Nie lubisz mnie? – znowu niepewnie odezwała się wróżka.

    Dziewczyna westchnęła. 

    – Lubię. To co się stało, to nie twoja wina – zwróciła się do małej, zapłakanej istotki. – Chodź tutaj.

    Myo natychmiast przysunęła się do niej. Eliza pozwoliła jej położyć się w zagłębieniu swojego ramienia. Stworzonko przytuliło się do niej ufnie.

    – Zaśpiewasz mi coś? – spytała wróżka z nadzieją w głosie.

    – Dobrze – odpowiedziała dziewczyna jedną ręką gasząc płomyk magicznej, stojącej przy łóżku lampki.

    „Był sobie król, był sobie paź i była też królewna
    żyli wśród róż, nie znali burz, rzecz najzupełniej pewna”

    Śpiewała cicho królewna, delikatnie głaszcząc Myo po złotych lokach. Niedługo po tym jak wróżka odpłynęła do krainy marzeń, sama też zasnęła, mimo dręczących ją nieprzyjemnych myśli.

    ~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~

    Długi korytarz oświetlony był setkami jasnych, magicznych ogników. Wkurzony Szarooki chodził w tę i z powrotem po kamiennej posadzce. Co za głupia dziewucha! Dlaczego ona niczego nie rozumie?! Był zły na Elizę, na głupią małą wróżkę z zza długim językiem, a najbardziej na siebie, ponieważ nie potrafił rozegrać tego lepiej. Zwyczajnie liczył na to, że dziewczyna po prostu mu zaufa. Teraz martwił się o to, czy nie straci jej w tak idiotyczny i bezsensowny sposób. Nie mógł  jednak niczego królewnie wytłumaczyć. Złożył Marcusowi obietnicę. Będzie musiał poczekać na rozwój wypadków następnego dnia.

    Zza zakrętu korytarza wyszła Wika. Cała rozpromieniła się na widok Matthew. Chłopak rzucił jej ponure spojrzenie. Chciał teraz być sam. Dziewczyna w dalszym ciągu miała na sobie czarną, podkreślającą jej zgrabną sylwetkę, suknię. W tym stroju czuła się bardzo pewna siebie. Szarooki zaczął zastanawiać się czy ta przypadkiem nie jest jakąś masochistką. Ile razy by jej nie odrzucił, zawsze wracała spróbować znowu. Pomyślał, że powinien namówić Elizę, żeby wreszcie jej o nich powiedziała, a zaraz potem przypomniał sobie, że wcale nie jest pewien czy on i królewna właściwie byli parą. Spochmurniał jeszcze bardziej.

    – Hej, co tu robisz? – spytała jasnowłosa piękność.

    – Rozmyślam. W samotności. – Dodał z naciskiem na to słowo.

    – Świetnie, w takim razie potowarzyszę ci trochę – uśmiechnęła się w ogóle nie zrażona, uznając sarkazm Matthew za zaproszenie.

    Chłopak nie był w nastroju, żeby się silić na jakąkolwiek grzeczność. Z nadludzką prędkością zbliżył się do dziewczyny. Była tym tak zaskoczona, że cofnęła się opierając plecami o misternie tkany, piękny gobelin, przedstawiający jakieś barwne ptaki. Szarooki położył obie dłonie na ścianie, tuż przy ramionach Wiki. Zbliżył twarz do jej twarzy, zupełnie tak, jakby chciał ją pocałować. Dziewczyna wstrzymała oddech. Przymknęła oczy.

    – O d c z e p  s i ę  o d e m n i e . . . – wycedził chłopak przez zęby artykułując oddzielnie każde słowo. – Nie jesteś w moim typie. Nic od ciebie nie chcę.

    Blondynka zamrugała. Na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy. Czuła się upokorzona i cholernie nieszczęśliwa.

    – Ale… – wyszeptała cicho.

    – Nie ma żadnego „ale” – syknął odsuwając się od niej. – Gdybyś nie była taka głupia i ślepa już dawno zauważyłabyś, że nie masz u mnie żadnych szans. Dla mnie istnieje tylko Eliza.

    – Eliza? – dziewczyna wyglądała na naprawdę zaskoczoną i zmieszaną. – Myślałam, że ona i Devor…

    Chłopak prychnął rozbawiony. Przypomniał sobie chwilę, kiedy sam tak myślał.

    – Czy ty naprawdę nie widzisz w jaki sposób ten idiota na ciebie patrzy? Za każdym razem, gdy cię widzi, wodzi za tobą cielęcym wzrokiem. Biedny, zakochany głupiec – zadrwił Szarooki.

    – Devor? Za mną? Naprawdę? – dziewczyna patrzyła na Matthew powątpiewająco, jakby sądziła, że tamten stroi sobie z niej żarty.

    – Jak mi nie wierzysz, to sama się przekonaj. A teraz stąd spływaj. Chcę zostać sam.

    Wika z niepewną miną ostatni raz spojrzała na chłopaka i zniknęła za rogiem długiego korytarza.

    Note