Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wakacyjny Chaos

    Amy wyciągnęła się na złocistym piasku dzikiej plaży. Morze szumiało jej w uszach, a słońce świeciło zbyt jasno. Dobijał ją również nieziemski wręcz upał. 

    – Nudzi mi się! – zaprotestowała, podpierając się na łokciu i wpatrując w leżącego tuż obok chłopaka.

    Przez cały czas zastanawiała się jak on to robił, że nigdy tak naprawdę się nie pocił, ani nie bywał zmęczony. Lubił się czasem wylegiwać, tak po prostu, z przekory, niczym kocur. 

    – Iii? – zapytał leniwie.

    – Zrób coś z tym! – zażądała.

    – Ja? – roześmiał się kpiąco.

    – Tak, ty – warknęła na niego siadając.

    Przeciągnął się, ziewnął i także usiadł. 

    – No dobra – zgodził się łaskawie.

    Pisnęła, rzucając się na niego i przewracając go z powrotem na piasek. Jęknął cierpiętniczo, a potem wstał, podnosząc ją ze sobą. Ruszyli w kierunku głównej plaży, na której, w taki piękny, słoneczny dzień, wylegiwały się tłumy ludzi. Podał jej tubkę, z jakimś dziwnym, ciemnoniebieskim płynem, którą niewiadomo skąd wytrzasnął. Wskazał na okazałą, wodną zjeżdżalnię.

    – Widzisz zbiornik przez który przepływa woda? – zapytał. Skinęła w odpowiedzi głową. – Zjedziemy sobie na zjeżdżalni – oznajmił wesoło – a w międzyczasie ty wlejesz to tam.

    Obdarzyła go radosnym uśmiechem, niezmiernie ciekawa, co się wtedy stanie. Gadriel kupił bilety. Wdrapali się na samą górę. Amy niepostrzeżenie wcisnęła całą tubkę do zbiornika, wrzucając ją zaraz za zawartością do środka, a potem zjechali w dół. Chłopak podał jej rękę i szybko wyciągnął z kończącego zjeżdżalnię basenu. Potem usiedli przy stoliku, w pobliskim, ustawionym na plaży, barze. Obserwowali. Woda zrobiła się jaskrawo niebieska, a wszyscy schodzący ze zjeżdżalni ludzie wyglądali jak Smurfy. Kobiety piszczały, oburzeni mężczyźni zgłaszali swoje pretensje, nieprzyjemnymi głosami. Wokół atrakcji zebrał się spory, rozbawiony tłumek gapiów. 

    – Co dalej? – spytała Amy, uśmiechając się leciutko.

    – Chodź – powiedział, chwytając jej dłoń.

    Minęli wydmy i znaleźli się w plażowym miasteczku pełnym lodziarni, smażalni i przeróżnych sklepików z zabawkami wodnymi i pamiątkami. Poszła za Gadrielem na zaplecze jakiejś kawiarni, chłopak po drodze zgarnął, stojący na drewnianym stoliku jakiegoś baru, pojemnik z solą. Niezauważeni przez zapracowanych kelnerów, całą jego zawartość wsypali do maszyny robiącej lody. To samo zrobili w dwóch kolejnych. Potem, Amy usiadła na ławce obok Gadriela, wyciągając przed siebie opalone nogi. Była przekonana, że to nie wszystko. Miała rację. Położyła mu na ramieniu głowę, obserwując jak całe stado napełnionych helem balonów, odlatuje w kierunku błękitnego nieba. Jakaś kobieta krzyknęła, spadając z krzesła, kiedy na swoim talerzy zobaczyła dwugłową rybę. Potrącony przez nią mężczyzna rozlał na siebie cały kufel piwa. Zaczęli się kłócić.

    Zobaczyła, jak przechodzące obok nich dziewczyny, patrzą z zachwytem na Gadriela, jednocześnie omiatając ją zazdrosnymi spojrzeniami. Chłopak miał na sobie tylko kąpielówki i bezpretensjonalnie prezentował swoje dobrze wyrzeźbione, opalone ciało. Doskonale wiedziała, że to również robi specjalnie. Dzieciaki biegały dookoła, śmiejąc się z coraz to bardziej niewybrednych żartów. W niebo wystrzeliła jakaś raca. Ktoś znowu wrzasnął, bo po jego talerzu spokojnie spacerowała sobie jaszczurka. 

    – Zadowolona? – zapytał, zakładając zwędzone gdzieś przed chwilą, na którymś ze stoisk, ciemne okulary i podając jej drugą parę.

    – Mhm. Bardzo. To się dopiero nazywa wakacje – zamruczała, jak mały kociak, wtulając się pod jego ramię.

    Przyciągnął ją do siebie, a ona oparła się wygodnie i wspólnie obserwowali coraz bardziej szerzący się w miasteczku chaos.

    Note