Rozdział 7 – Błękitne Marzenie
by Vicky
Nadeszła wigilia Bożego Narodzenia. Wszyscy rozjechali się do domów. Eliza została sama. Jeszcze nigdy nie czuła się tak paskudnie. Cieszyła się tylko, że wieczorem idzie do pracy – przynajmniej nie będzie miała czasu na smutne myśli. Tego dnia, jak nigdy dotąd, zdała sobie sprawę, że jest zupełnie sama na świecie.
Kupiła sobie małą choinkę w doniczce. Chciała mieć choć odrobinę świątecznego nastroju. Kiedy weszła na górę, zdziwiła się, że drzwi do pokoju chłopaków są otwarte. Zajrzała do środka i zastygła. Na środku stała sztaluga z rozpiętym płótnem. Przy niej Gabriel, cały umazany farbami. Eliza nie potrafiła powstrzymać śmiechu.
– Bawi cię to? – zapytał poważnie.
– Tak – odparła szczerze, wciąż się śmiejąc.
Podszedł bliżej i maznął ją pędzlem po policzku. Pisnęła i próbowała uciec, ale on złapał ją i pobrudził w kolejnym miejscu. Zaczęła się zaciekle bronić. Po kilkunastu minutach oboje byli cali w farbie. Teraz Gabriel też się śmiał.
– No dobra. Nie wiem, jak ja pójdę do pracy – stwierdził, puszczając ją.
Eliza wcale nie miała ochoty się odsuwać.
– Pracujesz dzisiaj?
– Aha. Ty chyba też?
– Tak. – Uniosła kosmyk włosów umazany niebieską farbą. – Czy to się zmywa?
– Szczerze? Nie mam pojęcia. – Roześmiał się. – Spróbujemy.
Wziął ją za rękę i poprowadził do łazienki. Wepchnął ją pod prysznic w ubraniu. Eliza była wdzięczna, że jak zwykle chodziła boso. Sam wszedł zaraz za nią.
– Z włosów chyba nie schodzi – stwierdziła, mocząc poplamione kosmyki.
– Pokaż. – Chwycił pasmo jej złotych włosów, namydlił je delikatnie i spłukał. – No dobra. Będziesz miała przez jakiś czas kolorowe pasemka.
– Nie masz się z czego śmiać. Ty też. Dobrze, że przynajmniej ze skóry schodzi.
– Ok, zostawię cię samą. Umyj się, potem moja kolej. – Spojrzał na nią. – Czy na wigilię możemy zjeść pizzę?
Eliza wybuchnęła śmiechem.
– Pewnie. Czemu nie.
Gabriel uśmiechnął się rozbrajająco i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Godzinę później siedzieli w pokoju Gabriela i jedli pizzę. Do pracy mieli jeszcze kilka godzin. Eliza siedziała na podłodze, oparta o ścianę. Gabriel leżał na łóżku, podparty na łokciu, i patrzył na nią.
– Czemu nie pojechałeś do domu? – zapytała cicho.
– Tak mi wypadło z pracą. Teraz moja kolej. – Wzruszył ramionami. – Za to Wielkanoc będę miał wolną.
– Strasznie głupio – westchnęła.
Gdyby babcia jeszcze żyła, nie wyobrażała sobie świąt z dala od rodziny.
– Da się żyć. A ty powinnaś się cieszyć. Przynajmniej nie siedzisz dzisiaj sama.
Uśmiechnęła się ponuro.
– Mam się cieszyć, że nie mogłeś pojechać do domu?
– Aha. – Spojrzał na nią poważnie. – Poza tym mam dla ciebie gwiazdkowy prezent. Z tego też możesz się cieszyć.
– Prezent?
Spojrzała na niego zdumiona. Gabriel wstał, wyciągnął z szafy wypchaną reklamówkę i rzucił jej. Eliza wyjęła dużego, pluszowego pingwinka. Przyjrzała mu się chwilę, po czym przytuliła do siebie.
– Uznałem, że ci się przyda – powiedział. – Ciągle tylko płaczesz. Teraz będziesz miała się w co wypłakiwać.
Roześmiała się.
– Mam oczy na mokrym miejscu. Jak Nel z „W pustyni i w puszczy”.
Naprawdę ją zaskoczył. Nie spodziewała się żadnych prezentów, a już na pewno nie od niego. Najzabawniejsze było to, że sama też coś dla niego miała. Wstała.
– Poczekaj chwilę.
Szybko poszła do swojego pokoju i wróciła z paczuszką owiniętą w kolorowy papier, nadal tuląc pingwinka.
– To dla ciebie.
Gabriel spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem. Usiadł na łóżku i ostrożnie rozwinął papier. W środku był ładnie wydany angielski tomik wierszy Lorda Alfreda Tennysona oraz zeszyt z tłumaczeniami na polski. Pismo Elizy nie było tak ozdobne jak jego, ale równe i czytelne.
Patrzył na nią przez chwilę, jakby nie wiedział, co powiedzieć. Pokręcił głową.
– Nawet nie wiesz, jak długo tego szukałem – wymruczał.
– Wiem. Widziałam, jak szukałeś. – Uśmiechnęła się. – Dlatego ci to dałam. Znalazłam jeszcze w listopadzie, w łódzkim antykwariacie. Tłumaczenia są głównie z Internetu, a te, których nie znalazłam, przełożyłam sama. Pewnie nie najlepiej. Nie wiem, dlaczego nikt tego wcześniej nie przetłumaczył…
– Musiałaś się cholernie nad tym napracować – powiedział cicho.
Wstał, odłożył książkę na pościel, podszedł do niej i przytulił mocno.
– Dziękuję – wyszeptał.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Wieczorem, jak zwykle, jechali razem do pracy. Eliza była w znacznie lepszym humorze niż rano. Naprawdę cieszyła się, że Gabriel nie wyjechał na święta. Spędziła bardzo miłą wigilię – nawet jeśli pizza była raczej włoską tradycją niż polską.
– Gabe, za co tak bardzo nie lubisz Kasandry? – odważyła się w końcu zapytać. – Mam wrażenie, że się ciebie boi.
– Nie sądzę, żebyś chciała to wiedzieć – odparł.
Westchnęła.
– Gdybym nie chciała, nie pytałabym.
Gabriel przez dłuższą chwilę milczał. Eliza już myślała, że nic nie powie. Odezwał się dopiero, kiedy zatrzymali się pod klubem.
– Na początku naprawdę lubiłem Cassie. Przestałem, kiedy spróbowała się ze mną przespać. Najwyraźniej uznała, że może chodzić z Emilem i przy okazji kręcić ze mną na boku. Niedługo potem zerwali. On o niczym nie wie, Stokrotko. Proszę, nic mu o tym nie mów.
Wysiadł z samochodu, nie dając jej czasu na odpowiedź.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Sylwestra mieli spędzić w Krakowie. Emil zaprosił Elizę na bal. Była wniebowzięta – wreszcie mogła założyć swoją błękitną suknię. Bawili się doskonale. Tuż przed północą wyszli na plac, żeby obejrzeć fajerwerki. Emil otworzył szampana i pocałował ją. Śmiali się, kiedy niebo rozbłysło kolorami.
Nagle Eliza poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Oderwała wzrok od fajerwerków i rozejrzała się po tłumie. Zobaczyła Gabriela. Nie patrzył w niebo. Patrzył prosto na nią. W jego oczach było coś dziwnego – zachwyt pomieszany z bólem i tęsknotą.
Chciała do niego podejść. Kiedy jednak spostrzegł, że go zauważyła, odwrócił się i zniknął w tłumie. Eliza poczuła, jak narasta w niej pustka. Coś było bardzo nie tak, a ona nie miała pojęcia, jak to naprawić.
Koło drugiej wrócili do hotelowego pokoju. Eliza starannie złożyła suknię, żeby się nie zniszczyła, i włożyła za dużą koszulkę, której używała jako piżamy. Miała poważną, zamyśloną minę. Kiedy usiadła na łóżku obok Emila, spojrzał na nią pytająco.
– Musimy porozmawiać – powiedziała cicho. – Wiem, że Sylwester to nie najlepszy moment, ale… jesteś moim przyjacielem. Nie powinniśmy być parą. Naprawdę bardzo cię lubię, tylko że to po prostu tak nie działa.
– Wiem – odparł smutno. – Zauważyłem. Czy to znaczy, że ze mną zrywasz?
Skinęła głową. Przysunęła się bliżej. Emil objął ją i przytulił.
– Przepraszam – wyszeptała. – Naprawdę bardzo cię przepraszam.