Rozdział 8 – Błękitne Marzenie
by Vicky
Styczeń upłynął na ciężkiej nauce. Zbliżała się sesja i wszyscy mieli pełne ręce roboty. Na każdym biurku rosła piramida książek. Emil wciąż przyjaźnił się z Elizą. Uczyli się razem prawie codziennie. Czasem przytulał ją, a ona była mu za to naprawdę wdzięczna – potrzebowała takiej bliskości. Niczego więcej między nimi jednak nie było.
Codziennie odwoził ją na uczelnię i wracali razem. Eliza cieszyła się, że ich relacja wcale się nie pogorszyła. Czuła się teraz znacznie lepiej. Wcześniej miała wrażenie, że go okłamuje. Teraz wiedziała, że na swoje uczucia i tak nie ma wpływu.
Za to z Gabrielem układało się coraz gorzej. Wyraźnie nie miał ochoty się z nią przyjaźnić. Bolało ją to coraz bardziej. Widziała go tylko w pracy. Nadal ją odwoził, ale przy każdej próbie rozmowy odprawiał ją półsłówkami albo po prostu ignorował.
Był chłodny, zimowy poranek. Zmarznięta Eliza czekała na Emila przed akademikiem. Kiedy się pojawił, miał bardzo niezadowoloną minę.
– Co się stało? – zapytała.
– Ten łazęga zostawił w pokoju portfel. Ma dzisiaj egzaminy, będzie potrzebował dokumentów. Spóźnię się przez niego na trening.
Emil trenował siatkówkę – Eliza wiedziała, jak bardzo to dla niego ważne. Wzruszyła ramionami.
– Ja mam jeszcze sporo czasu do zajęć. Jak mnie podrzucisz, to mu zaniosę.
– Naprawdę mogłabyś? – ucieszył się.
– Jasne. Żaden problem.
Uśmiechnęła się pogodnie, zadowolona, że może im pomóc.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eliza po raz pierwszy znalazła się w Akademii Sztuk Pięknych. Emil mniej więcej wytłumaczył jej, jak znaleźć Gabriela, ale i tak czuła się zagubiona. Szła jasnym, szerokim korytarzem, rozglądając się na boki. Na szerokim parapecie siedziała grupka studentów. Kiedy przeszła, zaczęli się jej przyglądać. Usłyszała podniesione szepty. Miała wrażenie, że gdziekolwiek się pojawi, ludzie się na nią gapią. Zastanawiała się, czy nie jest dziwnie ubrana albo czegoś na siebie nie wylała, ale w tłumie tak kolorowych i ekscentrycznych osób sama raczej nie powinna się wyróżniać. W końcu uznała, że po prostu jej się wydaje.
Kiedy minęła przeszklone drzwi wydziału plastycznego, zatrzymał ją jakiś chłopak.
– Poczekaj – powiedział zafascynowanym głosem. – Mogę ci zrobić zdjęcie? Nie chce mi się wierzyć, że jesteś prawdziwa.
Eliza poczuła się ogromnie zakłopotana.
– Po co ci moje zdjęcie? O co chodzi?
– To ty nie wiesz? – roześmiał się. – Naprawdę?
– O czym nie wiem?
– O do licha, ale numer!
Wyciągnął z plecaka kolorową gazetę i otworzył na pierwszej stronie. Eliza niepewnie zaczęła czytać.
Polski początkujący artysta Gabriel Andrzejewski wygrał X Międzynarodowy konkurs plastyczny „Malarskie inspiracje poezją”. Zwycięski obraz nosi tytuł „Błękitne Marzenie”.
Przewróciła stronę. Była tam mała reprodukcja. Oczy rozszerzyły jej się ze zdumienia.
Obraz przedstawiał plac w Krakowie w sylwestrową noc. Tłum ludzi, granatowe niebo, rozpryskujące się fajerwerki. Na pierwszym planie stała dziewczyna w błękitnej wiktoriańskiej sukni. Jej smutne, chabrowe oczy patrzyły w dal. Jaśniała na tle szarego tłumu.
Eliza rozpoznała siebie. Nie mogła w to uwierzyć. Czy Gabriel tak właśnie ją widział tamtej nocy?
Zorientowała się, że otoczył ich już mały tłumek. Spłoszona podniosła wzrok znad gazety. Ludzie zaczęli mówić jeden przez drugiego. Nagle przez tłum przedarła się znajoma postać. Gabriel wyrwał jej gazetę z ręki, objął ramieniem i wyprowadził na zewnątrz. Stanęli pod drzewami. Nie miał na sobie kurtki. Zadrżał z zimna. Na jego twarzy nie malowały się żadne emocje, jakby była idealną maską.
– Po co tu przyszłaś? – warknął.
Eliza spojrzała na niego spłoszona. Nie wiedziała, czemu się gniewa. Podała mu portfel, który wciąż ściskała w dłoni.
– Zapomniałeś go zabrać. Emil powiedział, że będzie ci potrzebny…
– Dzięki – odparł oschle, biorąc portfel. – To wszystko?
Niepewnie skinęła głową.
– Doskonale. W takim razie znikaj stąd i więcej się tu nie pokazuj.
Poczuła się, jakby ją uderzył. Do oczu napłynęły łzy. Odwróciła się i pobiegła przez otaczający Akademię park.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Eliza przez cały dzień nie mogła się pozbierać. Nie rozumiała, dlaczego Gabriel tak na nią działał i dlaczego aż tak zależało jej na tym, żeby przestał się gniewać. Próbowała wmawiać sobie, że jest podłym dupkiem, że go nienawidzi i nie chce go więcej widzieć. Nie przynosiło to jednak żadnych rezultatów.
Po długim, ciężkim dniu na uczelni wróciła do akademika. Na górze zauważyła, że drzwi pokoju Kasandry są otwarte, a dziewczyna pakuje rzeczy. Nie wyglądało to na wyjazd na weekend – sprzątała wszystko z półek. Eliza nieśmiało podeszła.
– Hej, Cassie – odezwała się, starając się zabrzmieć pogodnie. – Wyjeżdżasz?
Kasandra spojrzała na nią i westchnęła.
– Wyprowadzam się. Mam już wszystkiego dosyć.
– Chcesz o tym porozmawiać?
– Wejdź – odparła niechętnie.
Eliza zamknęła drzwi i usiadła obok niej na łóżku. Nie miała pojęcia, co może dręczyć Cassie. Zawsze sprawiała wrażenie wesołej i zadowolonej z życia.
– O co chodzi? – zapytała cicho.
– Eliza… za wszelką cenę starałam się cię nienawidzić, ale ty jesteś taka cholernie dobra i uczynna, że aż mnie mdli – powiedziała, patrząc na nią niechętnie. Eliza otworzyła szerzej oczy. Nigdy nie spodziewała się po Kasandrze takich słów. – Przyjechałam tutaj, bo chciałam odzyskać Emila. Zostawiłam go i to był błąd. Ciągle go kocham. Zdałam sobie sprawę, że to nie w porządku, dlatego wyjeżdżam. Proszę, nie myśl o mnie źle.
– Czy rozstałaś się z Emilem dlatego, że podobał ci się Gabriel? – zapytała nieśmiało.
Kasandra spojrzała na nią zaskoczona.
– Skąd wiesz?
– Powiedział mi. Gabriel, nie Emil.
Westchnęła.
– To był w każdym razie cholerny błąd. On w ogóle się mną nie interesował. Kiedy zrozumiałam, że ja sama też nic do niego nie czuję, było już za późno. A potem w życiu Emila pojawiłaś się ty. W skrócie – wszystko jest do kitu.
– Cassie… ja nie jestem już z Emilem. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Rozstaliśmy się jeszcze w Sylwestra. Zostań, proszę.
Kasandra popatrzyła na nią niedowierzająco.
– Mówisz poważnie?
Eliza uśmiechnęła się.
– Najpoważniej na świecie.
~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~
Gabriel był wkurzony na cały świat. Nie cieszyło go nawet zwycięstwo w międzynarodowym konkursie. Nie chciał wygrać. Nie takim kosztem. Każde spotkanie z Elizą sprawiało mu coraz większy ból. Tyle razy zadawał sobie pytanie, dlaczego właśnie ona. Czemu musiał mieć takiego pecha, żeby zakochać się w dziewczynie najlepszego przyjaciela. To było po prostu nie fair.
Wrócił do akademika w podłym nastroju. Na kanapie w salonie siedział Emil, a na jego kolanach jakaś dziewczyna. Całowali się. Gabriel spojrzał niedowierzająco. To była Kasandra, nie Eliza.
Co ten kretyn znowu odstawiał? Podszedł bliżej, gotując się ze złości. Nie chciał, żeby Eliza cierpiała przez tego idiotę, którego nazywał przyjacielem. Nie miał zamiaru do tego dopuścić.
– Co wy do cholery wyprawiacie? – zapytał groźnie.
Oboje spojrzeli na niego zaskoczeni. Kasandra wyglądała na trochę przestraszoną.
– O co ci znowu chodzi? – jęknął Emil.
– Gabriel… powiedziałam mu, dlaczego z nim wtedy zerwałam. Wszystko jest w porządku. Już go więcej nie skrzywdzę, przyrzekam – wyrzuciła z siebie Cassie.
– Co jest do cholery w porządku? – warknął. – On ma teraz inną dziewczynę.
Emil wyglądał na zmieszanego.
– Yyy… jeżeli mówisz o Elizie, to ona zostawiła mnie jeszcze w Sylwestra. Jest już marzec. Nie uważasz, że przez trzy miesiące miałem prawo wyjść z depresji?
Nagle Kasandra wybuchła śmiechem i rzuciła w Gabriela ozdobną poduszką.
– Ty nic nie wiedziałeś, prawda? – zwróciła się do Emila. – Ja od początku nie miałam racji. Myślałam, że to kolejne jego fanaberie i że po prostu jej nie lubi. Ale on tak się zachowuje, bo ją kocha. Od początku ją kochał.
Nie mogła przestać się śmiać. Emil niedowierzająco wpatrywał się w przyjaciela.
– Gabriel, to prawda?
Chłopak milczał. Nie patrzył na niego.
Emil uśmiechnął się szeroko.
– To czemu ty tu jeszcze siedzisz, idioto? Idź do niej.
Gabriel obrzucił ich ponurym spojrzeniem, odwrócił się i zniknął na schodach, goniony wesołym śmiechem przyjaciół.