Rozdział 2 – Dziedziczka
by VickyZ trudem powstrzymuję się od ziewania, bo do późnej nocy kartkowałam pamiętniki taty, w nadziei, że znajdę jakieś przydatne informacje. Tak jak pozostałe dziedziczki mam na sobie bojówki khaki, czarną bokserkę, wysokie buty i kurtkę od munduru, strój iście militarny. Stoję na uboczu i przyglądam się pozostałym dziewczętom. W tym roku włącznie ze mną jest nas osiemnaście. Wiem, że nie jestem przez nie mile widziana, ale staram się nie zwracać na to uwagi. Są moimi rywalkami i żadna z nich nigdy nie mogłaby zostać moją przyjaciółką, nie tak naprawdę.
To nasze pierwsze zadanie. Mamy poznać swoich strażników. Zostaną nam przydzieleni na czas nauki w akademii. Oni również pochodzą ze szlachetnych, magicznych rodów, chociaż podobno dopilnowano, żeby nie pokrywały się żadne nazwiska. Dla nich to także swojego rodzaju test. Muszą dopilnować, żeby nic się nam nie stało. Nawet nie chcę wyobrażać sobie, jakie czekają ich konsekwencje, jeżeli nawalą, a jestem pewna, że opieka nade mną nie będzie łatwa, bo zapewne cała masa ludzi chce mnie jak najszybciej zabić.
Dystyngowana, odziana w galowy mundur nauczycielka zaczyna wyczytywać nazwiska i łączyć je w pary. Spomiędzy drzew wychodzą pewni siebie młodzieńcy i dołączają do przydzielonych im dziedziczek. Mają na sobie jedynie płócienne spodnie i bez skrępowania pokazują wspaniale wyrzeźbione torsy. Dopiero po chwili uświadamiam sobie z czym wiąże się ten dziwny ubiór. Wilki! Oni byli przeklętymi wilkami! Z trudem przełykam ślinę, bo straciłam pewność, czy uda mi się przeżyć chociażby pierwszy tydzień szkoły — tydzień, który mam spędzić w lesie, w towarzystwie cholernego wilka, które były butne, nierozsądne i uważały, że każdy problem można rozwiązać przemocą. Z całej siły zaciskam pięści, bo to mnie uspakaja. Przetrwam, bo nie mam innego wyjścia.
– Etienne Rousseau – pada kolejne nazwisko, a ja nawet mgliście nie jestem w stanie przypomnieć sobie tego rodu, co oznacza, że to nikt ważny – zostajesz przydzielony do Eveline Archer.
Chłopak jest wysoki. Ma ciemne włosy i jasne oczy, co stanowi ciekawy kontrast. Podchodzi do mnie leniwym krokiem. Nie odzywa się ani słowem, ale patrzy na mnie z wyraźną niechęcią i pogardą.
– Idziemy – warczy, kiedy nauczycielka kończy wyczytywać nazwiska.
Chwyta wojskowy plecak z leżącej na ziemi sterty i zagłębia się w las, nie oglądając się na mnie. Przeklinam go w duchu i biegnę za nim, bo wiem, że nie mogę zostać z tyłu.
– Masz na imię Etienne? – pytam lekko zdyszana, kiedy wreszcie udaje mi się go dogonić.
– Co za różnica? – odpowiada pytaniem na pytanie.
Wzruszam ramionami.
– Jeżeli sobie życzysz, mogę mówić do ciebie ej, ty – wyjaśniam mu siląc się na obojętny ton. – Wiesz, to nie moja wina, że jesteśmy na siebie skazani…
– Właśnie, że twoja – znowu warczy. – Trzeba było zostać w domu i siedzieć na tyłku, modląc się do wszystkich bogów, jacy przyjdą ci do głowy, żeby o tobie zapomnieli. Popełniłaś ogromny błąd pojawiając się tutaj.
– Nie rozumiem… – nie jestem pewna do czego zmierza chłopak.
– Mnie też nie powinno tu być – odpowiada zirytowany. – Jestem omegą. Rody zrobią wszystko, żeby się ciebie pozbyć. Nie obchodzą ich żadne reguły.
Tym razem przeklinam na głos, bo nie mogę się powstrzymać. To… to niemożliwe! A jednak, jestem pewna, że Etienne mówi prawdę. Omegami zostają jedynie wyrzutki, najsłabsze wilki w stadzie. A ja… ja potrzebuję kogoś, kto nie pozwoli mnie zabić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Mija kolejna godzina uporczywego marszu po lesie, a Etienne wciąż milczy. Ja również nie mam ochoty się do niego odzywać. Wychodzimy spomiędzy drzew i idziemy wzdłuż rzeki. Gorączkowo myślę o tym, czy uda nam się bezpiecznie dotrzeć do osady, skoro chłopak nie będzie w stanie pokonać nawet żadnego innego wilka, nie wspominając już o potworach. Moje rozmyślania przerywa potężny ryk.
– Uważaj! – krzyczy Etienne, przewracając mnie na ziemię.
Ogromne stworzenie przeleciało tuż nad nami, a teraz zawraca w powietrzu i znów próbuje nas atakować. Chłopak wprawnym ruchem zrzuca z siebie spodnie. Na moment otacza go srebrzysta mgła, a gdy znika, jego miejsce zajmuje ogromny, czarny wilk, a właściwie nie wilk, bo poza samą sylwetką w niczym tego zwierzęcia nie przypomina. Jest potężnie zbudowany, a jego grzbiet jest mniej więcej na wysokości końskiego kłębu. Gdy stwór ponownie nas atakuje, Etienne jest już gotowy i rzuca się na niego, ściągając przeciwnika na ziemię.
Odsuwam się ku drzewom, przerażona przyglądając się walce. Atakujące cholerstwo przywodzi mi na myśl małego smoka, z kolcami na grzbiecie i szpiczastym, grubym ogonem. Przypominam sobie atlas magicznych stworzeń, który w dzieciństwie lubiłam przeglądać i nagle uświadamiam sobie z czym mamy do czynienia. Wywerna! Przeklęty potwór, z którego pokonaniem problemy miałby nawet alfa. Jednak ku mojemu zdumieniu Etienne z minuty na minutę zdobywa coraz większą przewagę. Jest silny i niesamowicie szybki. W końcu spycha wywernę do rzeki, która nieruchome ciało porywa z prądem.
Ogromny wilk podchodzi do mnie i trąca mnie pyskiem. Chwyta w zęby spodnie i mi je podaje, po czym kładzie się przy mnie na ziemi. Przyglądam mu się i zastanawiam się, czy jest ranny, ale nie widzę na jego futrze śladów krwi, a jedynie posokę, która wyleciała z pogryzionego gada. Jakim cudem on go pokonał? Wilk warczy groźnie zwracając na siebie moją uwagę, a ja uświadamiam sobie, czego ode mnie oczekuje.
– Nie ma mowy! – protestuję stanowczo.
Odwraca się odrobinę i kłapie przede mną zębiskami, a ja odskakuję na bezpieczną odległość. Poddaję się po kolejnym warknięciu, zwijam w kłębek jego spodnie i wpycham je do plecaka, po czym nakładam plecak na plecy. Niepewnie podchodzę do wilka. Siadam na jego grzbiecie dopiero, gdy znowu kłapie przede mną zębami. Gwałtownie wstaje, a ja kurczowo łapię za jego długie futro. Zaczyna iść w górę rzeki, a po chwili zrywa się do biegu. Kładę się na nim przestraszona, pewna, że zaraz spadnę, ale po kilku minutach zdaję sobie sprawę, że jest mi nawet całkiem wygodnie. Wilk pędzi przed siebie w zawrotnym tępie, a na granicy mojego strachu zaczynają pojawiać się nutki ekscytacji.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Nie mam pojęcia, jak długo biegliśmy, ale zaczyna się robić ciemno. Etienne zatrzymuje się pod rozłożystym drzewem, w którym rozpoznaję sosnę strażniczkę z opowiadań taty. Jest ogromna, a jej rozłożyste, sięgające ziemi gałęzie doskonale mogą zastąpić namiot. To świetne miejsce na nocleg.
– Rozpalimy ognisko? – pytam chłopaka, który już zdążył przybrać swoją ludzką postać, a teraz przegląda zawartość plecaka.
– Zdecydowanie nie – odpowiada mi mechanicznie – to niebezpieczne. Przykro mi, ale mamy tylko to – tym razem zwraca na mnie nieco więcej uwagi i rzuca mi ciasno zwinięty, cienki koc.
Rozkładam go i z żalem stwierdzam, że ledwo się pod nim zmieszczę, a robi się naprawdę chłodno. Etienne wyciąga z plecaka butelkę z filtrem surwiwalowym i batony proteinowe, bez wahania podaje mi jeden z nich. Zostawia mnie na chwilę i idzie nabrać wody z rzeki. Wczołguję się pod gałęzie drzewa i owijam się kocem, ale i tak drżę z zimna. Coraz bardziej nienawidzę tego przeklętego lasu. Zjadam baton, po którym przynajmniej przestaje mi burczeć w brzuchu i kładę się na mchu. Gdyby nie było tak zimno, to nawet nie przeszkadzałoby mi takie spanie. Etienne pod postacią wilka wczołguje się pod gałęzie, ledwo się pod nimi mieszcząc. Przysuwa się blisko i kładzie się tuż za moimi plecami. Jest przyjemnie ciepły, a ja robię się coraz bardziej senna. W końcu udaje mi się zasnąć.
W środku nocy budzi mnie ciche skomlenie. Wyciągam rękę i natrafiam na miękkie futro. Powoli siadam. Pod gałęziami sosny strażniczki panuje półmrok. Zdaję sobie sprawę, że dźwięk pochodzi od Etienne, a wilkowi najwyraźniej śni się jakiś koszmar. Dźwięki są coraz bardziej rozpaczliwe. Wzdycham. Nie chcę, żeby był niewyspany, nie mam pojęcia, co czeka nas następnego dnia. Odruchowo wyciągam rękę i kładę ją na jego głowie. Drapię go za uszami, jakby był dużym psem. Zaczynam cicho śpiewać piosenkę, która zawsze uspakajała moją młodszą siostrę. On również się uspakaja. Skomlenie cichnie, a ja wyczuwam jego miarowy oddech. Ponownie się kładę, jednak nie zabieram ręki. Bez trudu zasypiam po raz drugi i nic już więcej tej nocy mnie nie budzi.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Rankiem Etienne ma zdecydowanie lepszy humor. Na śniadanie przynosi duże, soczyste, słodko smakujące owoce. W rzece przemywam ręce i buzię, ale wciąż jest zbyt chłodno, żebym miała umyć cokolwiek więcej. Gdy schodzę z błotnistej plaży, dostrzegam kształt, który wcześniej uznałam za brudną skałę. Teraz jednak wyraźnie widzę, że to coś ma oczy. Błoto patrzy na mnie błagalnym wzrokiem, a ja nie potrafię przejść obok niego obojętnie.
– Etienne, pomożesz mi? – wołam chłopaka, który przygląda mi się ze skraju linii drzew.
Gdy podchodzi, pokazuję mu, w czym tkwi problem. Bez wahania podnosi to coś z ziemi i kładzie bliżej brzegu rzeki. Stworzenie jest wielkości cielaka i ma na sobie tyle zaschniętego błota, że zamieniło się w kamień. Nie może nawet rozłączyć nóg. Etienne w pierwszej kolejności rozkleja jego pyszczek i pomaga mu się napić. Potem mozolnie współpracujemy oczyszczając jego futro z zaschniętego błota, aż w końcu może stanąć na nogi. Gdy wreszcie jest czyste, do złudzenia przypomina źrebaka, ale jego kopyta zakończone są pazurami. W buzi natomiast, zamiast zębów roślinożercy, widnieje szereg ostrych kłów. Przyglądam mu się uważnie, kiedy na wciąż chwiejnych nogach oddala się w kierunku drzew.
– Co to takiego? – zaciekawiona pytam chłopaka.
– Źrebak hrulgae – odpowiada mi, chyba zaskoczony, że tego nie wiem.
– Poradzi sobie? – pytam z troską.
Etienne śmieje się lekko.
– Lepszym pytaniem byłoby, czy jego rodzice nie postanowią nas zjeść. Polują w stadach i potrafią być piekielnie niebezpieczne – wyjaśnia. – Ruszamy? – pyta zmieniając temat. – I tak straciliśmy już zbyt wiele czasu.
Podaje mi plecak i zaczyna pozbywać się spodni.
– Zaczekaj! – protestuję. – Nie możemy iść na piechotę? – pytam z nadzieją.
Chłopak przecząco kręci głową.
– Twoim tempem podróż zajmie nam ponad miesiąc – brutalnie rozwiewa moje nadzieje. – Przyzwyczaisz się – dodaje, ku mojemu zdumieniu znacznie łagodniejszym tonem.
Tym razem, gdy dosiadam czarnego wilka nie czuję strachu. Pęd powietrza rozwiewa mi włosy, a ja stwierdzam, że faktycznie mogłabym się przyzwyczaić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Zatrzymujemy się dopiero późnym popołudniem. Znaleźliśmy urokliwą polanę. Rozkładam koc na trawie i siadam na nim, a Etienne idzie poszukać czegoś do jedzenia. Pogrążam się we własnych myślach tak bardzo, że z zadumy wyrywa mnie dopiero pojawienie się cudzej sylwetki, która zasłoniła mi ostatnie promienie słońca. Chcę się odezwać, ale słowa zamierają mi na ustach, gdy zdaję sobie sprawę, że to nie Etienne stoi teraz nade mną. Na twarzy jasnowłosego chłopaka, który wygląda niczym model ze starej reklamy Abercrombie & Fitch pojawia się leniwy, ale przyjazny uśmiech. Mimo pobytu w przeklętym lesie, nieco przydługie włosy w kolorze dojrzałej pszenicy układają się na jego głowie w cudowny, artystyczny nieład. Po chwili spomiędzy drzew wyłania się mocno zdyszana brunetka.
– Mógłbyś do cholery na mnie zaczekać! – wydusza z siebie gniewne słowa.
Blondyn ignoruje jej obecność, nie spuszczając ze mnie wzroku.
– Przyłączycie się do nas? – pyta głębokim, przyjemnie brzmiącym głosem. – Zamierzamy tu przenocować. Jestem Alexei, a to Julia – nieokreślonym gestem wskazuje zirytowaną dziedziczkę, a ja w duchu cieszę się, że nie tylko Etienne nie jest zadowolony z mojego towarzystwa.
Zastanawiam się, jak powinnam zareagować w tej sytuacji, ale nie czuję się zagrożona. Decyzję podejmuję pod wpływem impulsu.
– Chętnie z wami zostaniemy – odpowiadam mu swobodnie. – Mam na imię Eveline.
– To chyba wszyscy już wiedzą – prycha brunetka, ale nie sprawia wrażenia zagniewanej, że zgodziłam się przyłączyć. Rozkłada na trawie swój koc i siada na przeciwko mnie. Jej oczy zaczynają się świecić niezdrowym blaskiem. – Lepiej opowiedz mi o świecie bez magii – prosi podekscytowana.
Nie zdążam jej odpowiedzieć, bo na polanie pojawia się Etienne. Sprawia wrażenie zaniepokojonego.
– Eveline, musimy się zbierać – rzuca stanowczo.
Blondyn odwraca się ku niemu, z aroganckim uśmiechem.
– Dzisiaj nocujemy razem, Eve już się zgodziła – ku mojemu zaskoczeniu zdrabnia moje imię.
– To… kiepski pomysł – Etienne rzuca błagalnie w moim kierunku.
– To tylko jedna noc – odpowiadam mu, zastanawiając się, czemu tak bardzo się sprzeciwia.
– Rozpalę ognisko i coś ugotujemy – informuje nas wyraźnie zadowolony z siebie Alexei.
Kiedy odchodzi, Etienne również znika między drzewami, zostawiając mnie sam na sam z Julią, która zasypuje mnie gradem pytań.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Nie mam pojęcia jakim cudem Alexei upiekł nad ogniskiem smakujące ziołami, delikatne mięso, ale z zachwytem obgryzam je z mojego patyka. Jest przepyszne, a ja byłam piekielnie głodna. Julia zasnęła, a Etienne przepadł na dobre. Zostaję sam na sam z Alexei’em, który jednak nie sprawia wrażenia zasmuconego tym faktem. Rozmawia ze mną bez skrępowania, od czasu do czasu żartując, nie porusza drażliwych tematów, ale sprawia wrażenie zaciekawionego moją osobą. Sam również nie ma nic przeciwko odpowiadaniu na pytania. To miła odmiana po dwóch dniach spędzonych w towarzystwie milczącego Etienne, który, gdy tylko było to możliwe, przybierał postać wilka.
Przy ognisku jest ciepło, ale kiedy oddalam się kawałek, zaczynam drżeć z zimna. Podnoszę z trawy koc, żeby się nim otulić, ale wtedy, ku mojemu zdumieniu, Alexei podaje mi dużą, szarą bluzę z kapturem.
– Noc jest chłodna – wyjaśnia widząc moje zmieszanie – a wilkom raczej nigdy nie bywa zimno – szczerzy do mnie zęby w uśmiechu.
– Dziękuję – mówię po prostu i wkładam otrzymaną bluzę, bo nie zamierzam marznąć dla zasady.
Kładę się nieopodal ogniska, owijając się szczelnie kocem. Nie mam pojęcia, dlaczego chłopak jest dla mnie taki miły. Mam ochotę dalej z nim rozmawiać, ale oczy same mi się kleją i nie jestem w stanie się już skupić. Zapadam w sen.
Budzą mnie podniesione głosy. Jest już jasno. Powoli siadam. Etienne i Alexei kłócą się o coś zażarcie. Julia również podnosi się ze swojego posłania, przecierając oczy.
– Zamieniamy się – słyszę głos Alexei’a, w którym brzmią wyraźne, rozkazujące nuty.
– Nie ma mowy – odpowiada mu stanowczo Etienne.
– Więc mamy impas – blondyn szczerzy zęby – i rozwiążemy go tak, jak trzeba.
Jego płócienne spodnie opadają na trawę, a w miejscu chłopaka pojawia się ogromny, śnieżnobiały wilk. Rzuca się na Etienne, który ledwo dąży się przemienić. Ich walka wygląda przerażająco i jest piekielnie realistyczna. Po chwili jednak uświadamiam sobie, że z jakiegoś powodu Etienne się podkłada. Nie porusza się nawet w połowie tak szybko, jak podczas walki z wywerną. Alexei wygrywa starcie, zmuszając czarnego wilka, by ten odsłonił gardło i brzuch. Potem przemienia się w człowieka. Odwracam wzrok, bo jest nagi, czym najwyraźniej zupełnie się nie przejmuje.
– To było zbyt proste – mruczy pod nosem. – Wygrałem – oznajmia, kiedy Etienne również się przemienia. – Eve będzie teraz ze mną.
Jestem tak zaskoczona, że jakiekolwiek słowa zamierają mi w gardle. Nie mam pojęcia, czego on może ode mnie chcieć. Julia gwałtownie zrywa się z ziemi, ale nie dąży niczego powiedzieć, bo spomiędzy drzew wyłania się potężnie zbudowany mężczyzna, w którym nawet ja rozpoznaję przywódcę stada. Chłopcy stają na baczność i spuszczają wzrok.
– Złamaliście zasady – oznajmia im chłodno. – Podczas tego zadania bójki są stanowczo zakazane. Poniesiecie konsekwencje swoich działań. Obydwaj – dodaje. – Twarzą do drzewa – rozkazuje.
Alexei i Etienne nie protestują. Podchodzą do drzew i stają w lekkim rozkroku, dłonie kładąc na pniach. Z przestrachem obserwuję, jak mężczyzna wyciąga przywieszoną przy pasku pałkę teleskopową. Zbliża się do Alexei’a i bez ostrzeżenia uderza go w plecy, potem drugi raz i kolejny. Chłopak wstrzymuje oddech, a na jego plecach i pośladkach pojawia się coraz więcej czerwonych śladów. W końcu mężczyzna przerywa i podchodzi do Etienne. Odnoszę wrażenie, że jego bije jeszcze mocniej. Zaciskam pięści w bezsilnym gniewie, ale nie jestem na tyle głupia, żeby ruszać się z miejsca. Gdy wszystko się kończy, mężczyzna, jak gdyby nigdy nic składa pałkę.
– Mam nadzieję, że następnym razem zobaczymy się w osadzie – rzuca i znika między drzewami.
Chłopcy w milczeniu wkładają porzucone na trawie spodnie. Alexei podchodzi do mnie i wyciąga rękę.
– Chodź, pora ruszać – oznajmia stanowczo.
Zrywam się z trawy, odtrącając jego dłoń.
– Skąd pomysł, że zamierzam gdziekolwiek z tobą iść?! – krzyczę na Alexei’a, który zamiera w miejscu. – Pieprzony narcyz – mruczę pod nosem. Podnoszę plecak i wciskam do niego koc. Podchodzę do Etienne, biorę go za rękę i zaskoczonego ciągnę w kierunku drzew. – Zmywamy się stąd – oznajmiam, jak gdyby nigdy nic.
Po paru minutach chłopak przemienia się w wilka, a ja tym razem nie mam żadnych obiekcji. Nie wiem ile czasu minęło, ale teren się zmienia, a w oddali słychać szum wody. Znaleźliśmy się w wydmowym lesie, tuż nad brzegiem morza. Ettiene zatrzymuje się dopiero na plaży. Rzucam plecak na piasek, a sama siadam obok niego, wyjmując butelkę z wodą. Okropnie burczy mi w brzuchu. Mój towarzysz na powrót staje się człowiekiem, przygląda mi się uważnie, jakby widział mnie po raz pierwszy.
– Miałeś rację, a ja się myliłam. Nie powinniśmy byli z nimi zostawać. Przepraszam. To chciałeś usłyszeć? – pytam zrezygnowana.
Przecząco kręci głową, ubiera się, a potem opada na piasek na przeciwko mnie.
– Jestem ciekawy dlaczego z nim nie zostałaś – wyjaśnia. – Byłby znacznie lepszym wyborem niż ja.
– A ja jestem ciekawa, dlaczego się podłożyłeś – wyrzucam z siebie zirytowana. – Tak bardzo chciałeś się mnie pozbyć?
Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, w których dostrzegam wyraźny niepokój.
– Skąd ci to przyszło do głowy? Wygrał ze mną uczciwie – Etienne obstaje przy swoim.
– Jasne – rzucam ironicznie – a wywerna przewróciła się o własny ogon.
Chłopak milczy przez dłuższą chwilę i jestem pewna, że nic już więcej nie powie, ale wtedy on ponownie się odzywa.
– Potrafię odgrodzić się od stada, nie muszę wykonywać poleceń Alfy – wyjaśnia cicho. – Niestety on o tym wie i jeżeli uzna, że stanowię dla niego zagrożenie, to się mnie bez skrupułów pozbędzie.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Przez kolejne dni podróżujemy brzegiem morza. Tym razem udaje mi się wygrać kłótnię o rozpalanie ogniska, ale idziemy na kompromis i ognia używamy jedynie do pieczenia nad nim złapanych przez wilka ryb. Etienne wyjaśnia mi, że Alexei prawdopodobnie będzie następnym Alfą, dlatego jest taki pewny siebie, a jego zdaniem przez to jest również nieostrożny i nie przejmuje się tym, co może zwabić dym z ogniska.
To ostatnia noc, którą mamy spędzić pod gwiazdami. Etienne zapewnia, że następnego dnia obiad zjemy już w osadzie. Teraz jednak uśmiecha się do mnie łobuzersko i prowadzi dokądś zagłębiając się w las. Nie idziemy daleko, chłopak zatrzymuje się przed gęstwiną drzew. Okazuje się, że ukryty jest w niej całkiem solidny namiot. W środku znajdują się szczelnie zapakowane słodycze z mojego świata i nawet kilka puszek gazowanych napojów. Etienne ma też tutaj zapasowe ubrania i teraz wkłada na siebie szarą bluzę, taką samą jak ta, którą dostałam od Alexei’a.
– Co to za miejsce? – pytam zaciekawiona.
Chłopak wzrusza ramionami.
– Kryjówka, która jest na tyle blisko osady, żebym w razie czego usłyszał wezwanie, a jednocześnie na tyle daleko, żeby nikomu nie chciało się jej szukać – wyjaśnia.
Potem, ku mojemu zdumieniu, z jednej z wodoszczelnych toreb wyciąga tablet. Gdy go uruchamia okazuje się, że urządzenie ma jeszcze połowę baterii.
– Myślałam, że tu nie ma zasięgu? – pytam.
– Bo nie ma – krzywi się nieznacznie. – Ale mam na nim ściągniętych kilka filmów, które chciałem obejrzeć – wyjaśnia.
Kładziemy się na śpiworze, a Etienne puszcza nam jakiś thriller. Otwieram paczkę owocowych żelek i stwierdzam, że jeszcze nigdy nie smakowały tak wspaniale.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Do osady docieramy późnym popołudniem, bo tak naprawdę żadnemu z nas nie chciało się spieszyć. Okazuje się, że jest tutaj bardzo przytulnie wyglądający zajazd. Pokojówka prowadzi mnie do łaźni, rozdzielając z Etienne, który idzie dołączyć do swojego stada. Cieszę się na myśl, że następnego dnia już nas tutaj nie będzie. Po długiej, przyjemnej kąpieli zakładam czyste ubrania i zamykam się w przygotowanym dla mnie pokoju.
Rano nie czeka na mnie strój sportowy, a wyjściowa suknia rodem z wiktoriańskiej Anglii. Przeglądam się w lustrze, bo nigdy jeszcze nie miałam na sobie niczego tak ładnego. Błękit wspaniale kontrastuje z rudym kolorem moich włosów, które przed śniadaniem pokojówka zaplotła w skomplikowany warkocz.
Razem z innymi dziedziczkami wychodzę na wyłożony kocimi łbami plac przed zajadem. Jest tu dużo zieleni, a na środku stoi ozdobiona plującymi wodą rybami kamienna fontanna. Kiedy wilki złożą nam przysięgi i połączy nas magiczna więź, będę mogła na jakiś czas wrócić do Dworu Orchidei, na co niecierpliwie czekam. Jest cała masa spraw, którymi muszę się tam zająć, jeszcze zanim na dobre rozpocznie się nauka w akademii.
Nauczycielka ustawia nas w rzędzie i po kolei wywołuje naszych towarzyszy, którzy składają swoje przysięgi. Zamieram, kiedy zamiast Etienne pewnym krokiem podchodzi do mnie Alexei.
– On nie jest moim strażnikiem – protestuję na tyle cicho, żeby nie powodować zbędnego zamieszania.
Kobieta chwyta mnie za ramię, brutalnie wbijając w moją skórę paznokcie.
– Też mi się to nie podoba – odzywa się chłodnym głosem. – Szkoda marnować kogoś tak silnego, na taką nic nie znaczącą marionetkę, jak ty. Jednak tutaj obowiązują nas prawa wilków, a Alexei Vaessen zażyczył sobie ciebie prawem silniejszego. Jeżeli będziesz sprawiała problemy, to poniesiesz konsekwencje.
Puszcza mnie i odsuwa się ode mnie, a ja z trudem powstrzymuję się przed tym, żeby nie rozmasować sobie ramienia. Przypominam sobie, jak kiedyś za karę Sara została zamknięta na miesiąc w pokoju bez okien i nie zamierzam działać lekkomyślnie. Alexei podchodzi powoli i uśmiecha się do mnie uśmiechem kota, który właśnie opił się pysznej śmietanki. Wciąż nie wiem czego mógłby ode mnie chcieć, ale obiecuję sobie, że chłopak jeszcze pożałuje swojej durnej decyzji. Z kamienną twarzą przyjmuję złożoną przez niego przysięgę i ignoruje go, gdy staje tuż obok mnie. Niezadowolona obserwuję pozostałe dziedziczki, a gdy nauczycielka podchodzi do Julii, a przed nią pojawia się Etienne, czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku. W tym momencie całą sobą nienawidzę stojącego przy mnie Alexei’a.
– Proszę o wybaczenie, ale nie mogę złożyć przysięgi Julie Hannay – Etienne odzywa się pewnym głosem, patrząc w kierunku przywódcy stada.
Wszystkie oczy zwracają się ku niemu. Zarówno dziedziczki, jak i wilki w napięciu czekają na to, co się teraz stanie. Mężczyzna podchodzi bliżej, a na jego twarzy maluje się wściekłość.
– Niby dlaczego nie? – pyta zbita z tropu nauczycielka.
Etienne zdejmuje swoją szarą bluzę, odsłaniając wijące się na jego torsie, srebrzyste symbole.
– Ponieważ – wyjaśnia – połączyła mnie naturalna więź z Eveline Archer.
– To niemożliwe! – wykrzykuje jedna z dziedziczek, w której rozpoznaję Darię MacAulay, córkę jednego z najbardziej wpływowych rodów. – Takie coś nie zdarzyło się od ponad stu lat! – protestuje.
– Wygląda na to, że mamy precedens – odzywa się spokojnie Alfa, uciszając ją machnięciem ręki. – Tylko zastanawia mnie – patrzy z wrogością w kierunku Etienne – czemu nie poinformowałeś mnie o tym za wczasu?
Chłopak spuszcza wzrok.
– To był impas – wyjaśnia. – Alexei uczciwie wygrał pojedynek, miał więc prawo zażądać czego chce, a ja nie mogłem mu odmówić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Stoimy na placu już od dobrej godziny, a nauczyciele wciąż dyskutują. Pozostałe wilki złożyły przysięgi swoim dziedziczkom i teraz wyglądają na mocno znudzonych. Dziewczęta natomiast sprawiają wrażenie oburzonych. Słyszę pod swoim adresem niewybredne epitety. Pocieszają roztrzęsioną Julię i dyskutują o tym, co zaoferowałam Alexei’owi, żeby mnie wybrał. Żadna z nich nie przejmuje się tym, że wszystko słyszę.
W końcu wracają nauczyciele, na ich czele jednak niespodziewanie podążają dyrektorzy akademii, Izabella i Adrian Rosco.
– Ponieważ magicznej przysięgi nie da się złamać – obwieszcza dyrektor – Eveline Archer podczas nauki w akademii będzie miała dwóch strażników, którymi będzie się dzieliła z Julie Hannay, gdy będzie tego wymagał program nauczania. Etienne Rousseau poczekasz na placu. Świadomie doprowadziłeś do takiej sytuacji i zostaniesz za to ukarany. Pozostali mogą wracać do domów.
Julie zaczyna histerycznie płakać, a ja tonę w morzu oburzonych szeptów. Nikt jednak nie śmie głośno sprzeciwić się decyzji dyrektora.
– Zabierz swoją dziedziczkę do pokoju w zajeździe – rozkazuje Alexei’owi Alfa.
Chłopak kładzie mi rękę na ramieniu. Uśmiecha się drapieżnie, a ja odsuwam się gwałtownie.
– Nie dotykaj mnie! – protestuję, ale on nic sobie z tego nie robi.
– Przestań zachowywać się, jak kretynka – warczy, wbrew mojej woli prowadząc mnie do zajazdu. – I tak już zwróciłaś na siebie dosyć uwagi.
Wiem, że ma rację, dlatego wybucham dopiero, gdy zamykają się za nami drzwi pokoju i zostajemy sami.
– To wszystko twoja wina, dlaczego to zrobiłeś?! – krzyczę.
Alexei rozsiada się na kanapie. Patrzy na mnie z rozbawieniem.
– Moja? – pyta wesoło. – To ten przebiegły lis uznał, że wykorzysta sytuację. Przyznam, że jestem pełen podziwu, jak sprawnie zaczął już teraz pozbywać się twoich rywalek.
– Etienne nie… – zaczynam protestować, ale przerywa mi głośny śmiech Alexei’a.
Chłopak wstaje z kanapy i dwoma krokami pokonuje dzielącą nas odległość. Jest blisko, zdecydowanie zbyt blisko mnie! Czuję się osaczona. Cofam się, ale za moimi plecami jest ściana. Gdy Alexei pochyla się ku mnie, opieram się o nią plecami. Powietrze między nami niemalże iskrzy, a ja nie jestem w stanie oddychać. Chłopak kładzie rękę na moim policzku i przesuwa ją delikatnie, wplatając palce w moje włosy.
– Przysięgam, że nie tylko cię ochronię – obiecuje cichym głosem – ale również sprawię, że ród Archerów znów wróci na szczyt.